BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 6 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oszroniona Łapa x Rozżarzona Pieśń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oszroniona Łapa x Rozżarzona Pieśń. Pokaż wszystkie posty

23 maja 2026

Od Oszronionego Kła CD. Rozżarzonej Pieśni

Chociaż pogoda stawała się z każdym dniem przyjemniejsza, a brzuchy kotów w Klanie Klifu nieprzerwanie wypełniała tłuściutka, smakowita zwierzyna, tak nic nie było w stanie poprawić humoru Oszronionemu Kłu. Według niej nieważne, jak wysoki był stos z piszczkami, nieważne, jak zielona wyrastała trawa i jak spokojne wydawały się na pierwszy rzut oka dni... Wszystko było wręcz komicznie i śmiesznie nieporządne i niepoważne. O ile już sama decyzja wuja o przejęciu roli lidera z łap Mysiego Postrachu, którego wybrała na zastępce jej świętej pamięci babka, przynosiła jej na język pełen goryczy posmak, tak odejście ojca jedynie ją dobiło. Nie była smutna. Nie rozpaczała z tęsknoty. Nieporadność rodzicielki nauczyła ją już , że rodzina najczęściej jest po to, aby rozczarowywać i uczyć tego, że nic nigdy nie jest piękne i kolorowe, nawet jeśli kwitnące i zroszone o poranku łąki próbują przekazać ci coś kompletnie innego. Oczywiście miała wciąż drogiego brata, który nigdy jej nie zawiódł, nawet jeśli nie znał swojego głównego zadania w życiu siostry, które polegało na byciu nieco gorszym od niej we wszystkim. Dopóki się tego trzymał, ona kochała go bezwarunkowo. Nawet na stryja patrzeć przychodziło jej z większym trudem. Widziała w jego pysku nie tylko niedoszłą liderkę, swój wzór do naśladowania, ale także niewiernego ojca bez kręgosłupa moralnego ani krzty odwagi w sercu. Trójoki Zając był dla niej dobrym przyjacielem, następnym po Wzburzonym Kormoranie w rodzinie, który zawsze chciał jej wysłuchać (albo przynajmniej chciałby w teorii, bo w praktyce kotka była okropna w otwartym rozmawianiu o emocjach i uczuciach, które się w niej nieprzerwanie kłębiły). Fakt, że straciła (nawet jeśli nie była to w żadnym wypadku jego wina) do niego zaufanie, dotknął ją chyba najbardziej. Nie mogła mieć pewności, że i on ucieknie niewiadomo gdzie. Przecież jeśli wierzyć Lśniącej Gwieździe, to nawet Pikująca Jaskółka opuściła swój klan. Nie żeby Oszroniony Kieł w to faktycznie miała zamiar wierzyć. Nic, co wypadało z ognistego pyska, nie było warte brania jako pewnik. Najgorsze w tym wszystkim było to, że łapała się na realnej nienawiści względem Gąsienicowego Ogryzka. O ile nie miała zamiaru nigdy oczyścić w swojej głowie postaci aktualnego przywódcy, o tyle nie mogła również nie widzieć w niebieskim więźniu oprawcy. Nie wiedziała, czy to tworzyło z niej hipokrytkę czy może geniusza. Nie znała całej historii, ale była uparta na tyle, aby za wszelką cenę ją poznać. Jeśli jej się to nie uda, to nie było dla niej miejsca w obozie, gdzie otaczają ją same mysie i lisie serca. 
Sam Gąsieniczek zamknięty był w odosobnieniu, więc nie musiała patrzeć na jego zdradziecki pysk. Inaczej było z jego najbliższą rodziną. Miała nieszczęście wpaść tego poranka nie tylko na jego szurającą po ziemi siostrę, ale i na jedną z jej córek. Została zmuszona do zaniesienia zwierzyny Jagnięcemu Ukłonowi i tej przebrzydłej Aldrowandzie. Specjalnie wybrała najbardziej mierne myszy, aby nie marnować zbyt dobrych kąsków na koty, którym bliżej do głupich robaków niż Klifiaków. Słyszała, jak szylkretka przeprosiła ją za roztargnienie swoje i Niebiańskiej Poświaty, ale pointka jedynie obnażyła kły i przepchnęła się między nimi. Odwróciła się ukradkiem i ujrzała, jak srebrna wojowniczka nieco kołysze się na swoich długich, chudych nogach, najwidoczniej osłabiona. Najpewniej z tego powodu udała się do lecznicy. Szron machnęła na to ogonem. Klan Klifu nie potrzebował słabych kotów, które mają szczudła niczym brzozy. 
Do legowiska medyków nawet w pełni nie weszła. Rzuciła dwie piszczki na lity kamień przy wejściu i kompletnie zignorowała ubrudzony mech, który mogła przecież przy okazji ze sobą zabrać poza obóz; i tak się tam kierowała. 
"Niech zrobi to ktoś, dla kogo będzie to obowiązek równy jego umiejętnościom" — pomyślała i z wysoko uniesioną głową wybyła na otwarte tereny. 

* * *

Z pewną dozą obrzydzenia obserwowała, jak Rozżarzona Pieśń pieje z bólu, kiedy niewielki skorupiak wczepił się w jej łapę. Sama przyszła nad rzekę, aby móc w spokoju popolować na kraby, ale obecność tej nieostrożnej, nieumiejętnej łamagi na pewno prędko je wszystkie przepędzi prosto z powrotem w morskie odmęty. Pół prychnęła, pół parsknęła, przechodząc obok dawnej Wilczaczki. 
— Może w leszie będzie więcej zwierzyny, z którą lepiej szie czujesz, co? — mruknęła kpiącym tonem do Żar. — Nawet te kraby wiedzą, że jesztesz tu obca. 
— Ciebie też miło widzieć, Oszroniony Kle — odpowiedziała, sycząc jeszcze nieco z bólu, kiedy w końcu udało jej się odczepić szczypca od rudego palca. — I myślę, że nie robi im to żadnej różnicy, kto rozbije im skorupę i wyje z niej białe mięso. 
— Może głupim lesznym nornicom nie robi to różnicy. Żywica zalepia im wszysztkie dziury. 
— Wiesz, że dołączyłam do Klanu Klifu prędzej niż ty przyszłaś na świat, prawda? — Podniosła jedną brew. Nie była faktycznie zdenerwowana, może lekko podirytowana, ale wrogość pokazywała jedynie postawa młodszej wojowniczki. 
— Co to za różnica, co? Jeszcze mi powiedz, że powinnam ci przez to oddawać najlepsze piszczki, kraby o najbielszym mięszie i najmiększe kawałki mchu, co? Niedoczekania — wysyczała zdecydowanie zbyt wściekłe niż faktycznie od tego wymagała sytuacja. Opluła się przy tym paskudnie. Serce waliło jej w piersi, kiedy próbowała otrzeć mokrą od śliny brodę brudną od piasku łapą. 

<Żarka?>

Wyleczeni: Postrzępiony Mróz, Niebiańska Poświata

22 maja 2026

Od Rozżarzonej Pieśni CD. Oszronionej Łapy (Oszronionego Kła)

Przeszłość

Pogoda często nie dopisywała nad klifami ze względu na prądy wiatru znad morza, lecz dziś fale przechodziły same siebie, podobnie jak potężne podmuchy powietrza. Ruda dzień wcześniej została przydzielona do jednego z patroli łowieckich, jednakże nikt się nie spodziewał aż tak drastycznych warunków atmosferycznych. Wraz z Mroźnym Wierchem miała niemal z samego rana opuszczać obóz, ale kiedy tylko ledwo opuścili bezpieczną jaskinię, uderzył w nich tak silny podmuch wiatru, że cętkowana o mało, co nie skończyła u podnóża klifu. Miała wrażenie, jakby całe życie przeleciało jej przed oczami – zdecydowanie wolałby tego nie powtarzać. Liliowy z uwagi na wciąż niewielkie doświadczenie Wilczaczki w poruszaniu się klifach w ekstremalnych warunkach, zadecydował, że powinni pozostać w obozie, podobnie jak uczniowie, dla których przeprawa wzdłuż ściany mogłaby zakończyć się tragicznie w skutkach.
— Pikująca Jaskółko. — Kocur od razu rozpoczął rozmowę z zastępczynią, kiedy tylko ta znalazła się w zasięgu ich wzroku.
— O co chodzi? Nie mieliście wychodzić na patrol łowiecki?
— Mieliśmy, ale pogoda na tyle się rozszalała, że byłam bliska upadku — wyjaśniła Pieśń, stając u boku Wierchu.
— Niech uczniowie z mentorami dziś pozostaną w obozie, przekaż to innym Mroźny Wierchu — poleciła kremowa. Zielonooka oddaliła się od wojowniczki, która pozostała w dotychczasowym miejscu.
Wieści o niesprzyjających warunkach pogodowych szybko się rozniosły, a w jaskini zaczęło być dość tłoczno. Żółtooka miała wrażenie, jakby miała się zaraz udusić w tym zgiełku – bardziej przywykła do dni, kiedy obóz tętnił życiem, ale zachodziła rotacja między wychodzącymi a wracającymi kotami, przez co ciężko było stwierdzić faktyczną ilość Klifiaków na tak ograniczonej powierzchni. Cicho jęknęła, próbująca się przedostać przez kolejnych to pobratymców, a radośni uczniowie plączący się między łapami nie pomagali. Kotka starała się nikogo nie nadepnąć, choć oczywiście jej próby spełzły na niczym, gdyż już po paru krokach zdążyła stanąć łapą na czyimś ogonem, przez co ktoś syknął z bólu w jej kierunku. Zdecydowanie to nie był jej dzień i jedyne, o czym teraz marzyła, to znalezienie się ponownie na półce skalnej z jej posłaniem.
W pewnym momencie na drodze stanęła jej pointka, córka Źródlanej Łuny. Kotka nie rozmawiała ze starszą od dłuższego czasu, dając jej czas i przestrzeń na wychowanie dwójki kociąt, która obecnie była uczniami. Szron i Strzępka kojarzyła jedynie z widzenia, gdyż czasem któreś z nich podchodziło bliżej wyjścia ze żłobka, więc mogła ich z pewnej odległości obserwować.
— Hej... — rzuciła. Ruda od razu chciała odwzajemnić przywitanie, lecz uczennica nie nie pozwoliła i kontynuowała: — Zoształam zmuszona do konswerszacji z tobą.
— Słucham…? — mruknęła, nie spodziewając się takiego ciągu dalszego. W dodatku nie była pewna, jak na to zareagować.
— Dokładnie tak, jak powiedziałam. Nie wiem, o czym mam z tobą rozmawiać, nie mam na to ochoty, ale to polecenie mojego mentora. Nie będę mu się szprzeciwiać ani ignorować jego szłów — wyrecytowała. — Jesztem Oszroniona Łapa... A mój mentor to Trójoki Zając.
Chwilę jej zajęło przetworzenie słów, biorąc pod uwagę ich treść oraz niewielką wadę wymowy, którą posiadała terminatorka. Ruda nic do tego nie miała, lecz była jej to pierwsza styczność z kotem, którego wyróżniał sposób mówienia.
— Wiem, kim jesteś, więc nie musiałaś się przestawiać — odparła, posyłając niebieskookiej lekki uśmiech. Nie wiedziała do końca, jak kontynuować tę rozmowę, głównie z uwagi, iż nie znała podejścia uczennicy do jej wilczackiego pochodzenia.

«★»

Obecnie

W ostatnich dniach pogoda wręcz dopisywała i większość Klifiaków spędzała ten czas poza obozem, w tym ruda wojowniczka, która często wędrowała na plaże, by obserwować morze. Takich widoków nie miała w Klanie Wilka – fakt, mieli może jezioro czy coś w tym stylu, jednak w żadnym stopniu się to nie umywa do widoku otwartej toni. Przy okazji mogła zapolować na kraby, co było kiedyś nowością dla niej, do dziś pamięta ból, kiedy skorupiak złapał ją za łapę swoimi szczypcami. Od tamtego momentu z ostrożnością obchodziła się z tymi żyjątkami.
Właśnie jednego z nich miała łapać, kiedy to usłyszała kroki pobratymca. Zaciekawiona zerknęła w stronę kota, który także postanowił udać się na plażę. Odwrócenie wzroku od kraba było największym błędem, gdyż ten, zamiast uciec, to jakby specjalnie pozostał i nawet zacisnął swoje szczypce na jednej z łap rudej. Wręcz zawyła z bólu, próbując się pozbyć złośliwego skorupiaka. Oczywiście temu wszystkiemu przyglądała się Oszroniony Kieł, której kroki słyszała cętkowana.

<Szron?>

23 lutego 2026

Od Oszronionej Łapy Do Rozżarzonej Pieśni

Dzisiejszy trening rozpoczął się późno, jeśli w ogóle można było zaliczyć to do treningu. Oszroniona Łapa od świtu czekała na moment, kiedy Trójoki Zając zejdzie z legowiska wojowników. I o ile kocur nie wstał na równe łapy jakoś szczególnie późno, tak wszystko potem zdawało się rzucać im pod nogi kłody. Już mieli wychodzić, już udało im się odgonić od siebie jakichś natrętów, którzy próbowali zatrzymywać jej mentora jakimiś głupimi, bezsensownymi pogaduchami przy stosie zwierzyny, który wołał jej pusty brzuch niczym świergoczący ptaszek, kiedy potężna, nagła burza rozpętała się nad terenami. Oszroniona Łapa miała wrażenie, że nawet z jaskini może usłyszeć wściekłe ryki fal na morzu. Z głośnym westchnięciem musiała się posłuchać i pozostali w obozie aż do momentu, kiedy chmury przeminą, a deszcz złagodnieje. Strasznie próbowała nie zmarnować tej połowy dnia, strasznie chciała nauczyć się czegokolwiek. Prawie udało jej się nawet namówić nauczyciela, aby potrenował z nią walki z bliskim przeciwnikiem, ale z powodu tej pogodowej anomalii w obozie znajdowało się więcej kotów niż zwykle o tej godzinie. Co jakiś czas ktoś wychodził, aby po chwili wrócić z niczym, ale zdecydowanie bardzo dokładnie wymyty i przewiany. Na moment podbiegł do nich Przepiórcza Wichura; cała mokra, cała zadyszana, ale z uśmiechem na pysku, który mógłby zarazić nawet największego gbura.
— Przepiórko... Wyglądasz, jakby postrzelił cię piorun — powiedział mentor, kiedy szylkretka niemal nie wywróciła się im pod łapy. Szron musiała mu w tym przyznać rację. Cynamonowa była wciąż bardzo mokra, jej futro odstawało na wszystkie strony, a ten zezowaty, rozochocony wzrok wcale nie dodawał jej profesjonalizmu, którym, przynajmniej według niebieskiej, powinien cechować się pełnoprawny i dojrzały wojownik.
— Byłam na klifach! Znaczy, nie poszłam tam specjalnie, to by było niepoważne, ale była i nawet nie wiecie, jak ogromne są fale przez tę zawieruchę. Dotykałyby samego czubka, jakby je tutaj wpuścić — oznajmiła z błyszczącymi ślepiami.
— Mmm naprawdę? — zdziwił się kocur. Uczennica czasami zastanawiała się, czy inne koty są faktycznie tak wszystkim zainteresowane, co się im mówi, czy robią to wyłącznie z czystej grzeczności. Może i wielkie morskie bałwany zainteresowałyby również ją, ale denerwowała ją nieco narwana zielonooka, więc nie miała zamiaru pokazywać, że cokolwiek co mówi ją rusza.
— Tak, tak!
— Dobrze, że nie planowaliśmy na dzisiaj szukać krabów, prawda Oszroniona Łapo? — zwrócił się do milczącej, naburmuszonej terminatorki.
— Jak tak dalej pójdzie to nic, co zaplanowaliszmy nie dojdzie do szkutku... — burknęła, uderzając ogonem o kamienną posadzkę.
— Rozchmurz się. Czasami fajnie sobie spędzić dzień w obozie, odpocząć i pogawędzić z kotami, z którymi zazwyczaj nie ma się do tego okazji — miauknęła Przepiórka, usadawiając się obok dwójki. Pointka westchnęła, co na pewno nie uszło uwadze starszej kotce. Ta jednak zignorowała ten niegrzeczny gest.
— Oszroniona Łapa niespecjalnie przepada za takimi spokojnymi dniami — wtrącił się kremowy, posyłając podopiecznej znaczące spojrzenie.
— To też bardzo ważna cecha, wiesz? — Z niebieskiego pyska wyleciało jednak ciche prychnięcie. — Jako wojownik ma się dużo na głowie. Zajmujesz się wieloma rzeczami naraz, a więc kiedy jest na to czas, należy jak najlepiej wykorzystać moment relaksu. Warto też pielęgnować relacje z współklanowiczami. Może to powinien być temat waszego dzisiejszego treningu, co? — zaproponowała nagle, a Trójoki Zając widocznie się zainteresował. Szron miała wrażenie, że jej uszy zaraz położą się całkowicie płasko na głowie.
— Świetny pomysł. Co myślisz, Szron? — przyznał stryjek.
— Myszle, że to głupie i że to sztrata czaszu... Czemu nie możemy ćwiczyć walki? — wyjęczała.
— Już ci mówiłem, że w obozie jest za dużo kotów i będzie niewygodnie.
— Podczasz wojny też jeszt tłoczno — burknęła i odwróciła łeb.
— Podoba mi się ten pomysł Przepiórcza Wichuro, jesteś taka kreatywna! — zwrócił się jeszcze raz do towarzyszki, która posłała mu wdzięczny uśmiech. — Słuchasz mnie, Szronko?
— Mhm...
— Jaki przychodzi ci na myśl pierwszy kot z Klanu Klifu, z którym miałaś najmniej interakcji? Ktoś, o kim nigdy byś nawet nie pomyślała, że mogłabyś pogawędzić — zapytał, przekrzywiając łeb.
— Nie wiem... — prychnęła, turlając kamyk z jednej, do drugiej łapy. — Może Rozżarzona Pieszń... Ta ruda...
— O! Widziałam ją przy legowisku lidera! Rozmawiała chyba z Pikującą Jaskółką i Mroźnym Wiatrem. Myślę, że mieli iść na patrol łowiecki... — wtrąciła się znów szylkretka.
— Znakomicie! Idź jej poszukać — polecił mentor, a Oszroniona Łapa, chociaż faktycznie wstała na równe łapy, wciąż była skwaszona i niechętna. Otworzyła nawet pysk, aby coś powiedzieć, ale kocur podniósł łapę w geście, że nie ma zamiaru zmieniać zdania. Uderzyła ogonem ostatni raz o twardą ścianę i ciężkim krokiem ruszyła na poszukiwania byłej Wilczaczki.
Przedzierała się przez tłoczny obóz. Widziała uczniów, którzy wydawali się być znacznie bardziej zadowoleni z obecnego stanu pogodowego niż ona, co tylko napawało ją jeszcze większą złością. Większość z nich była starsza, a ich głowy wciąż pełne kocięcego puszku. Nie chciała spędzić całego dnia na pogaduszkach i ganianiu własnego ogona, jak wtedy, kiedy siedziała z bratem w kociarni. Nie chciała się obijać. Rozumiała, że wojownicy na pewno byli zmęczeni, że oni mieli faktyczne powody, aby cieszyć się tym niespodziewanym odpoczynkiem, ale uczniowie..? Czym niby oni są zmęczeni. Przez moment zastanawiała się, czy nie zaszyć się gdzieś w kącie, aby nie musieć prowadzić głupich rozmów z kotką, której nawet nie chce poznawać, ale kiedy odwróciła się na moment, zobaczyła, że jest obserwowana przez dwie pary zielonych ślepiów. W końcu ujrzała rudy kikut. Warknęła prędko pod nosem i skierowała swoje kroki w kierunku wojowniczki.
— Hej... — rzuciła, aby zwrócić na siebie jej uwagę. Żółte oczy powędrowały na jej pysk, nieco zdziwione. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, terminatorka kontynuowała: — Zoształam zmuszona do konswerszacji z tobą.
— Słucham..? — mruknęła Żar, zdecydowanie nie spodziewając się takich słów ze strony Szron.
— Dokładnie tak, jak powiedziałam. Nie wiem, o czym mam z tobą rozmawiać, nie mam na to ochoty, ale to polecenie mojego mentora. Nie będę mu się szprzeciwiać ani ignorować jego szłów — wyrecytowała, patrząc nieprzerwanie ognistą mordkę. W końcu dodała jeszcze, w razie, jakby jej rozmówczyni tego nie wiedziała. — Jesztem Oszroniona Łapa... A mój mentor to Trójoki Zając.

<Żarówa?>

[954 słowa]

[Przyznano 19%]