— Moje imię brzmi Kurza Łapa — wymamrotał po tak długiej ciszy, po czym uciekł wzrokiem w bok. — Jedna z twoich sióstr szkoli się u boku Śniącego Obserwatora. Aspiruje na bycie kolejnym przewodnikiem...
Kurak wstał, patrząc przed siebie, po czym raczył kontynuować.
— Ty szkolisz się na kronikarza... Szkolisz się pod okiem Lotosowego Pąku.
Obrócił się do niej płynnie, jakby próbował jej zaimponować.
— Pamiętaj, iż to jedno z dzieci Wielkiego Pawia. Darz go respektem.
Kocur był... Dziwny. Przedłużał ciszę, jakby próbował wywołać coś w młodszej. Wspomniał o jej siostrzyczce. Czy on coś jej sugerował? Koteczka zmarszczyła pyszczek, z niesmakiem odsuwając resztki, jakie podsunął jej Kurza Łapa.
Przez dłuższą chwilę obserwowała go w ciszy, zapisując w głowie informacje o nim.
" Ma wrażenie, że jest lepszy od innych. Dziwny. Szkoli się na tej samej ścieżce co Porzeczka. Może być… Niebezpieczny. Być może stanowić zagrożenie. Zapamiętać. "
Wydawał jej się po prostu zadufanym w sobie ego topem, a ona nie zamierzała łechtać jego wybujałego w jej mniemaniu ego. Szylkretkę zaciekawiła jednak wzmianka o wielkim Pawiu.
— Nie rozkazuj mi. Każdego będę szanować i dążyć respektem, jeśli będzie ku temu... Racjonalny powód.
Błękitnooka przerwała na chwilę, oglądając Kurzą Łapę od góry do dołu, podczas gdy mimika na jej pyszczku pozostawała kamienna.
— Czym jest ów Wielki Paw? — zapytała, owijając swój puchaty ogon wokół chudych łap.
— Ruszając z takim postanowieniem i humorkiem... daleko nie zajdziesz, Nieboskłonna Łapo — miauknął, kręcąc głową niczym zawiedziony rodzic.
Istota przymrużyła oczy, czując, jak musi zmuszać się do nie skrzywienia, kiedy Kurza Łapa skarcił ją niczym nieposłuszne kocię. Uznała, że nie ma sensu sprzeczać się z kimś, kto zachowuje się w ten sposób.
— Pewnego razu, za panowania Obserwującej Gwiazdy, na terenach Klanu Burzy pojawił się biały... paw. Stworzenie pełne wdzięku, w dodatku z unikatowym kolorem pióra od razu zwróciło na siebie uwagę patrolu, a w szczególności medyków oraz kronikarzy, w tym samą liderkę. Nie zabili pawia, lecz zaczęli się nim opiekować, próbując utrzymać przy życiu i dowiedzieć się o nim jak najwięcej, a nawet spróbować porozumieć, co niestety skończyło się jedynie na rozszyfrowaniu gestów i zachowania wielkiego ptaka. Klan Burzy traktował stworzenie jako dar zesłany przez Klan Gwiazdy, który potrafił leczyć choroby duszy. Czasem po poproszeniu pawia o dobre polowanie łowy były obfite. Niestety, biały paw zakończył swój żywot już wiele księżyców temu, a w tym samym czasie narodziła się wielka trójka wyjątkowych kociąt składająca się z Lotosowego Pąku oraz Białego Strumienia, którzy teraz pełnią rolę kolejno kronikarza i przewodnika. Wśród części klanu panuje przekonanie, że rodzeństwo, odznaczające się charakterystycznym, białym umaszczeniem i niecodziennej barwy oczyma, nosi w sobie moc Klanu Gwiazdy przekazaną właśnie przez tego ptaka. Była jeszcze ich siostra, asystentka medyczki o imieniu Wełnista Mszyca. Podczas pożaru zagubiła się i najprawdopodobniej zmarła przez wycieńczenie.
Malinka nie polubiła kocura, zaciekawiła ją jednak historia o Pawiu. A nawet jeśli by jej nie zaciekawiła — po prostu wypadałoby podziękować, za przekazanie kawałka historii klanu, do którego szylkretka przynależy.
— Hm... Dziękuję za opowiedzenie mi tej historii, Kurza Łapo. Przepraszam natomiast za odrzucenie podarowanego mi jadła, ale... Raczej nie dojadam resztek po innych, chyba że to ktoś wyjątkowo… Bliski…
Kocurek bez ostrzeżenia po prostu odbiegł z królikiem, a raczej jego resztką w pysku i błękitnooka już myślała, że to koniec ich rozmowy, jednak ten po chwili wrócił.
— Biały Strumień to mój mentor, a Lotosowy Pąk twoim. Oboje mają w sobie moc Klanu Gwiazdy. Przy nich zważaj na swoje słowa. Niektórych nieszczęśników za okłamanie i próbę przekonania na złą stronę albinosów... później spotkała kara śmierci. Nie chciałabyś należeć do tego grona, czyż nie?
W głowie Nieboskłon zapaliła się wielka, czerwona lampka. Nie. Lampa. Przeogromna, wyjąca na cały regulator. Sierść na jej karku mimowolnie lekko się podniosła, gdy kotka wbiła pazurki swoich łap w zbitą ziemię.
— Nie próbuj mi grozić, Kurza Łapo. — odparła ze śmiertelnym spokojem w swoim tonie.
Niech on tylko spróbuje dotknąć Chyżej bądź Poziomkowej Łapy, a dowie się, co potrafi wściekła siostra, która za wszelką cenę obroni swoje kochane siostrzyczki.
— Trzymaj się z dala od moich sióstr. Nie pozwolę, aby cokolwiek im się stało. — dodała po chwili, strzepując swoim puszystym, szylkretowym ogonem.
Kurza Łapa zdziwiony uniósł brwi do góry. Czego on się spodziewał? Że Malinka pozwoli na to, aby próbował tak se o, wywoływać w niej strach i siostry. W jej opinii srebrny był zdecydowanie niezrównoważony, skoro wygadywał takie rzeczy. Po nie mniej niż trzech uderzeniach serca westchnął jakby cierpiętniczo i nazbyt ciężko. W odczuciu burej niemal teatralnie.
— Oprócz swoich sióstr to nikogo nie znasz, tak? — zaczął miękko, niczym matka do dziecka. Zrobił jeden krok do przodu, na co Nieboskłonna Łapa od razu cofnęła się o kolejne dwa kroki. Znów jakiś kot wchodził w jej przestrzeń osobistą, a ona tego nie znosiła.
— Ścisz tony, Nieboskłonna Łapo. To jest zwykłe nieporozumienie.
Później rudy przerwał na chwilę, jakby oceniając kotkę wzrokiem.
— Nieboskłonna Łapo, przepraszam, że tak to odebrałaś. Nikomu nie grożę, a ty... powinnaś zacząć myśleć nad tym, co zaraz powiesz. Twoja lekkomyślność może sprowadzić na ciebie wiele nieszczęść — mówił delikatnie, nie chcąc sprowadzić na sobie większego gniewu paranoicznego dziecka. — Poza tym...
Szybko zmienił temat i wskazał na wyjście z piwnicy.
— Jako przeprosiny... mogę cię nauczyć, jak się poluje na zające w nocy. Lub zaprosić na przechadzkę w nocy. Nie jestem przyzwyczajony do trybu takiego jak reszta. Ty też zapewne będziesz trenować w nocy na zewnątrz. To znaczy, że będziemy się szkolić o podobnych porach — zauważył i “słodko” się uśmiechnął. Uczennica powoli miała go dość, a to zdarzało się dość rzadko. Na ogół miała dość dużo cierpliwości. Chyba że gadała z ułomem, natrętnym kocięciem lub kimś, kto groził jej rodzinie. A ona czuła, jakby konwersowała z kotem, który jest połączeniem tych trzech rzeczy, bądź cech.
— Proszę, nie gniewaj się — dodał ciszej, nie odrywając z niej wzroku.
— Może kiedyś, na dziś mam już plany — odparła chłodno, przeszywając syna Rudzikowego Skrzydełka swymi błękitnymi ślepiami.
— Lecz dziękuję za propozycje. — dodała pośpiesznie, chodź na jej pysku nie widniała nadal żadna odczytywana emocja, ponieważ jej pyszczek nadal zachowywał niezachwianą, kamienną mimikę.
— Żegnam cię więc, Nieboskłonna Łapo… — mruknął Kurak, na co Malinka jedynie skinęła głową, po czym po prostu odeszła od ucznia, mając go serdecznie dość.
Bura złapała dwie dorodne myszy w pysk i skierowała się do legowiska kronikarzy, w którym miała nadzieję spotkać kocura, który kilka dni temu przyłapał ją w środku nocy na próbie wyjścia z obozu po to, aby obejrzeć nocne niebo. Point wydawał jej się ciekawy i mimo iż nie poznała jego imienia, była pewna, że ten był Kronikarzem. Nie wiedziała skąd ta pewność, ale po prostu ją miała, a kiedy lekkim krokiem podeszła do wcześniej wspomnianego miejsca przekonała się o tym, że jej intuicja się nie pomyliła. Point był tam, mrucząc coś cicho pod nosem. Kiedy jednak szylkretka chciała się przywitać, on zawołał ją do siebie ruchem ogona. Malinka weszła więc do środka, kładąc przed kocurem podarek w postaci dwóch myszek.
— Dzień Dobry… Chciałam podziękować za nie wysłanie mnie do Zawodzącej Gwiazdy. Zakładam również, że to dzięki panu wybrał on dla mnie tę konkretną ścieżkę szkolenia. W ramach owej podzięki przynoszę tę zwierzynę i liczę, że to nie będzie nasza jedyna interakcja.
Dymny przez dłuższą chwilę milczał, a kiedy w końcu się odezwał, z jego pyska wyleciał jedynie półszept, który wydawał mi się niezwykle intrygujący. W końcu nie każdy rozmawiał na co dzień, używając szeptu.
— Nieboskłonna Łapa… Wybrał ci dobre imię. Nie dziękuj mi dziecię z nieba zesłane, twą duszę od razu na wskroś przejrzałem. Nie ciężko było mi spostrzec bowiem, że interesujesz się owym nieboskłonem. Ucz się pilnie, istotko ze srebrnej skóry utworzona, a będzie ci dane zwać się kronikarką, zdobywając posadę tak upragnioną.
— Wow… — mruknęła pręguska pod nosem, zachwycona prozą wylewającą się z pyska kocura dużo od niej starszego.
— Jak cię zwą? Me imię już znasz, więc nie muszę ci się chyba przedstawiać…
— Wędrujące Niebo, takie imię mi nadali, było to wieki temu, kiedy wszyscy po bezkresnych łąkach biegali. Teraz nasz dom stanął w płomieniach, a my żyjemy w tunelach, odbudowując sen o marzeniach.
— Czyli dlatego żyjemy w tunelach? To ma sens…
Niebieski pokiwał uczennicy głową, a na jego pysku widoczny był smutek, a kiedy już Kompas miał zaszczycić Nieboskłon kolejnym rymem, obydwoje usłyszeli wołanie jej sióstr.
— Idź młoda duszyczko, jeszcze wiele ci opowiem, lecz jak na razie pędź do swych sióstr, ja kiedyś na pewno jeszcze ci coś zapowiem.
— Dziękuję za spotkanie Wędrujące Niebo, na pewno jeszcze cię odwiedzę — miauknęła Malinka, pochylając głowę nad pointem.
— Smacznego! — powiedziała, jeszcze zanim podbiegła do szylkretek, które zapewne szukały jej po całym obozie.
Wieczór tego dnia…
. ݁⋆ ۶ৎ ݁˖ . ݁⋆.𐙚 ̊ . ݁⋆ ۶ৎ ݁˖ .
— Nieboskłonna Łapo, idziemy na trening! — zawołał Lotosowy Pąk, na co szylkretka od razu poderwała się z miejsca.
— No w końcu — burknął kocur, nie czekając na młodszą.
— Wraz z Białym Strumieniem postanowiliśmy, że połączymy dziś trening Twój i Kurzej Łapy — dodał mentor, na co Malinka miała ochotę zbuntować się i nie iść na trening. Nie chciała jednak podpaść mentorowi, więc bez sprzeciwu w ciszy podążyła za nim aż do wyjścia z obozu, gdzie wcześniej wspomniani już czekali.
— Dobry wieczór, Lotosowy Pąku — miauknął jedynie Kurak, podczas gdy Nieboskłon jedynie skinęła głową do Białego Strumienia, po chwili otrzymując ten sam gest w odpowiedzi. Najwyraźniej czerwonookiemu to nie przeszkadzało, a wręcz chyba szło na łapę, bo przez uderzenie serca na jego pysku widniał łagodny uśmiech. Cóż, najwyraźniej nie chciał gadać, albo po prostu był małomówny. Do ucznia natomiast Malinka ani się nie odezwała, ani głową nie skinęła. I nie miała zamiaru tego zrobić.
< Kocidioto o czerwonej czuprynie? Masz coś “mądrego” do dodania? >
[ 1584 słów, trening kronikarza]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz