Angora miała nadzieję, że dziś kotki nie będą ćwiczyły technik łowieckich. Choć uczennica zgadzała się z Promiennym Słońcem, że umiejętność polowania była jedną z ważniejszych, to wcale nie podobała się jej perspektywa uśmiercania niewinnych istot bez takiej potrzeby. W końcu biała dostawała przepyszne granulki od swoich dwunożnych i nie miała konieczności jedzenia zwierząt, co z resztą wydało jej się bardzo dziwne i niewłaściwe.
Poprzedniego dnia szylkretka uczyła swoją podopieczną tropienia zwierzyny i pozycji łowieckiej, co Truskawka opanowała do perfekcji. Zdziwiła się, słysząc, że klanowi uczniowie mają często z tym kłopot. Przecież to było takie proste! Problemy zaczęły się dopiero wtedy, gdy mentorka poleciła białej prawdziwe polowanie. Wyjaśniła jej, jak skręca się kark zdobyczy tak, aby zabić ją szybko i skutecznie. Na razie jednak uczennica ćwiczyła na liściach. Nie miała ochoty nikogo uśmiercać. Choć kilka razy skoczyła już na mysz, raz nawet złapała pazurami ptaka, to po chwili przytrzymania piszczki przy ziemi, wypuszczała ją, co nie podobało się mentorce. Czemu jednak Promienne Słońce kazała uczennicy zabijać niewinne stworzenia?
Z rozmyślań wyrwała ją znajoma woń. Biała koteczka otworzyła pysk tak, jak uczyła ją mentorka i zasmakowała powietrza. Wiatr przyniósł ze sobą znajomy zapach. To była szylkretka, zorientowała się Truskawka. Jej ogonek wystrzelił wysoko w górę, a turkusowe oczka rozbłysły. Koteczka nieświadomie zaczęła przebierać łapkami. Zapominając o swoich dwunożnych, wdrapała się na płot. Dopiero gdy była na górze, uświadomiła sobie, że ci jeszcze wciąż nie wyszli. Zniecierpliwiona zeskoczyła z powrotem do ogrodu. Strasznie się guzdrali, masakra.
Biała czuła zapach Promiennego Słońca niedaleko, ale wiedziała, że szylkretka pokaże się dopiero wtedy, gdy gniazdo opuszczą dwunożni. Po chwili kotki usłyszały warkot oddalającego się potwora. Truskawka odczekała chwilę, a następnie podbiegła do swojej mentorki.
– Cześć, Promienne Słońce! – przywitała się biała – wstałam dziś bardzo wcześnie i widziałam, jak słońce się budzi! Wiedziałaś, że jak wstaje, to niebo jest różowe? To bardzo ładny kolorek! Czego dziś będziemy się uczyć?
– Może umiejętności obserwacji? – zaproponowała starsza kotka. Truskawka postawiła uszka.
– Pewnie! – wykrzyknęła podekscytowana. Chętnie zrobiłaby wszystko, co nie wiązałoby się z zabijaniem. Skoro już potrafiła polować i chwytała prawie każdą zdobycz, to po co dodatkowo wykręcać jej kark? I tak nie dałaby rady jej zjeść, nawet gdyby chciała.
– Jest jedna rzecz, którą powinnam zrobić. Jeśli chcesz, możesz mi w tym pomóc – zaczęła szylkretka.
– Co to za rzecz? Przecież to jasne, że chcę ci pomóc – odparła żarliwie biała.
– Pamiętasz Gąsienicowego Ogryzka? – zapytała się uczennicy Promienne Słońce, a gdy ta pokiwała głową, kontynuowała – otóż to, wciąż nie odpłaciłam się Krokus za tę przysługę, którą mi wyświadczyła, pomagając mu przeżyć. Poprosiła mnie ona wtedy o płaskiego placka dwunożnych. Dziś będziesz się uczyć uważnej obserwacji, a przy okazji szukać tego rodzaju pożywienia – wyjaśniła szylkretka.
– Brzmi ciekawie – odpowiedziała szczerze Truskawka – zaczynamy?
– Tak, ale aby znaleźć to, czego szukamy, będę musiała udać się w zatłoczone tereny. Panuje tam hałas, jest pełno dwunożnych i podwyższone ryzyko, że spotkamy jakieś koty. Nie musisz iść ze mną, nie jest tam bezpiecznie – powiedziała Promienne Słońce.
Truskawka miała ochotę przewrócić oczami. Kiedy do kotów dojdzie to, że ona nie jest malutkim piórkiem, które trzeba chronić za wszelką cenę i które rozsypie się, jeśli na chwilę spuści się je z oka? Postanowiła jednak, że zamiast kolejny raz odpowiedzieć coś typu „no jasne, że idę!”, wymiauczy coś bardziej błyskotliwego.
– Czyż nie wszędzie jest niebezpiecznie? Im szybciej nauczę się poruszać ryzykownymi ścieżkami, tym łatwiej mi będzie później w życiu. Uważam, że to doskonała okazja na trening i szlifowanie moich umiejętności – odpowiedziała poważnie. Te słowa zabrzmiały dziwnie w jej własnych uszach. Tak… Profesjonalnie i sztywno.
Na to szylkretka nie odpowiedziała. Jedynie kiwnęła głową i ruchem ogona dała młodszej kotce znać, aby ta podążała za nią.
Szły w milczeniu, mijając gniazda, obok których już wiele razy przechodziły.
– Byłam już tutaj – zauważyła Truskawka.
– Tak, ale nie w sam środek dnia. To właśnie w południe jest tu największy tłok – wyjaśniła mentorka.
– To, co teraz robimy? – spytała biała.
Szylkretka wzruszyła barkami.
– Teraz pozostaje nam czekać… I uważnie obserwować.
Truskawka pomyślała, że będzie to niezwykle nudne zadanie, ale bez protestu potulnie znalazła sobie jakiś kącik za starą blachą wyprostowanych i ze swojej miejscówki uważnie obserwowała otoczenie w poszukiwaniu wzrokiem jakiegokolwiek płaskiego placka dla Krokus. Średnio miała pojęcie, jak takie wyglądają, ale uznała, że go pozna z opisu mentorki, gdy tylko go zobaczy.
Siedziała więc nieruchomo, rozpaczliwie wypatrując placka. Miała wrażenie, że jak zaraz go nie ujrzy, wybiegnie na środek chodnika i się przeciągnie. Nie lubiła siedzieć w miejscu.
Wtedy usłyszała ciche syknięcie mentorki. Truskawka spojrzała w jej kierunku i go zobaczyła. Wyprostowany szedł chodnikiem, rozmawiając przez małe pudełko, a w ręku trzymał… placka! Po chwili biała ze zgrozą zorientowała się, co szylkretka planowała zrobić. Przecież, aby dostarczyć jedzenie Krokus, musiały zabrać placka wyprostowanemu! Biała musiała jakoś powiadomić Promienne Słońce, że nie można było kraść, ale nie miała jak się do niej dostać. Z nastroszonym futerkiem mogła jedynie patrzeć, jak dwunożny siada na ławce i kładzie placka obok siebie. Szylkretka znajdowała się tuż pod jego siedzeniem. Przez moment widziała tylko łapę z wysuniętymi pazurami chwytającą zdobycz, a następnie placek leżał już pod ławką. Promienne Słońce chwyciła go w pysk i jak błyskawica uciekła do pobliskich krzaków.
Truskawka idąc na około, dołączyła do swojej mentorki.
– Tak nie można! Okradłaś go! – mruknęła smutno, gdy tylko znalazła się przy niej. Szylkretka wzruszyła barkami.
– Może sobie sprawić kolejnego. A co myślałaś, że znajdziemy placka po prostu czekającego na nas tutaj? A może sądziłaś, że spadnie z nieba? – zakpiła z niej Promienne Serce. Biała jednak pokręciła zdecydowanie głową.
– Tak nie wolno – powtórzyła – musimy mu go oddać.
Szylkretka prychnęła.
– Jeszcze czego. Ryzykowałam, zabierając mu go. Gdybyśmy mu teraz oddały, zezłościłby się na nas i mógłby nas zaatakować. Poza tym i tak by go nie zjadł. Dwunożni uważają, że jak coś spadnie na ziemię, jest zepsute.
– To było mu go nie zabierać – fuknęła biała. Po chwili jednak jej futerko ułożyło się – Na pewno sprawi sobie następnego? Nie będzie przez nas głodny? – upewniła się. Szylkretka pokręciła głową.
– Na pewno – uspokoiła uczennicę, która pokiwała głową.
– Zatem chodźmy odnaleźć Krokus.
Tak też zrobiły. Truskawka miała mieszane uczucia co do ich czynów, ale przynajmniej przetestowała swoją cierpliwość podczas długiego wypatrywania placka. Przyniosą Krokus obiecane jedzenie i będzie mogła porozmawiać z kotką. Postawiła uszka. Może jednak ich występek nie był aż taki haniebny. Tak jak powiedziała Promienne Słońce, przecież wyprostowany w każdej chwili może sobie sprawić kolejnego. Kto jak kto, ale ci z ich gatunku raczej nie chodzili głodni.
[1198 słów ]
[ćwiczenie obserwacji]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz