– To świetnie. Ja nazywam się teraz Cisowe Tchnienie – podzieliła się również swoim nowym imieniem.
– Fajne imię! – odparła Stokrotka. – Teraz jesteś medyczką w swoim klanie, tak? – zapytała jeszcze.
– Dokładnie – odpowiedziała kotka.
– I że ci się chciało tego wszystkiego uczyć! Pamiętam, jak moje siostry się uczyły, czy Rumiankowe Zaćmienie mi o tym wszystkim opowiadał... To cała masa informacji – powiedziała Burzaczka. – Ale gratuluję ci! Teraz obie mamy nowe imiona i stanowiska.
– Wiesz, uczenie się na wojownika też pewnie jest bardzo trudne – miauknęła medyczka. Wolała ukrywać swoje umiejętności walki przed innymi klanami tak długo jak to możliwe. Nigdy nic nie wiadomo.
– Tylko trochę! – ruda oznajmiła z uśmiechem. – To w sumie tylko walka i polowanie, nic trudnego, chyba wystarczy tylko być odpowiednio szybkim.
–Mhm…– mruknęła szylkretka, udając, że jest tym bardzo zaintrygowana i że jest to dla niej nowa informacja.
– A dużo obowiązków ma taki medyk?
– No trochę – mruknęła brązowooka. Teraz, jak była już dorosła, nie chciało jej się już bawić w te gierki. Córka Lwiej Paszczy była bezużyteczna. Z jednej strony szanowała to, że nie dała się tak nabrać, ale z drugiej strony teraz była tylko pierwszym lepszym burzakiem i nie dostanie nic za kontynuowanie z nią relacji. Może lepiej to zerwać? Przecież jeżeli się tym przejmie i powie, że to dlatego, że jej przyjaciółka z Klanu Wilka jest dla niej niemiła to i tak może dostać za kolegowanie się z wilczakiem. Lepiej nie ryzykować. Nie teraz. Siostra Pajęczej Lilii tylko pokiwała głową.
– Wiesz Zającu… bo ja szukam kogoś… – zaczęła była uczennica Naparstnicowej Kołysanki, mając nadzieję, że może jeszcze coś ze starszej wyciśnie.
– Będziesz iść? – zapytała kotka najwyraźniej nie rozumiejąc, o co jej chodzi.
– Nie…bo wiesz, ja chcę Cię spytać, czy widziałaś kogoś rudego na terenach Klanu Burzy? Oczywiście nie mówię o twoim rodzeństwie ani nic takiego –
– Nie. No, chyba że chodzi ci o jakiegoś Burzaka, ale wątpię –
– Chodzi mi o taką jedną kotkę… nie wiem, czy jest Burzakiem – mruknęła Wilczaczka, dalej próbując.
– Mamy w Klanie Burzy dużo rudych kotów, nie wiem, o kogo może ci chodzi – powiedziała wojowniczka.
– Eh… nieważne… trzymaj się Zającu – powiedziała zrezygnowana i zirytowana niebieska i odeszła w głąb swojego terenu.
<Już nie koleżanko Zającu?>