BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stokrotkowa Łapa x Cisowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stokrotkowa Łapa x Cisowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

20 sierpnia 2024

Od Cisowego Tchnienia CD. Bajkowej Stokrotki

– To świetnie. Ja nazywam się teraz Cisowe Tchnienie – podzieliła się również swoim nowym imieniem. – Fajne imię! – odparła Stokrotka. – Teraz jesteś medyczką w swoim klanie, tak? – zapytała jeszcze. – Dokładnie – odpowiedziała kotka. – I że ci się chciało tego wszystkiego uczyć! Pamiętam, jak moje siostry się uczyły, czy Rumiankowe Zaćmienie mi o tym wszystkim opowiadał... To cała masa informacji – powiedziała Burzaczka. – Ale gratuluję ci! Teraz obie mamy nowe imiona i stanowiska. – Wiesz, uczenie się na wojownika też pewnie jest bardzo trudne – miauknęła medyczka. Wolała ukrywać swoje umiejętności walki przed innymi klanami tak długo jak to możliwe. Nigdy nic nie wiadomo. – Tylko trochę! – ruda oznajmiła z uśmiechem. – To w sumie tylko walka i polowanie, nic trudnego, chyba wystarczy tylko być odpowiednio szybkim. –Mhm…– mruknęła szylkretka, udając, że jest tym bardzo zaintrygowana i że jest to dla niej nowa informacja. – A dużo obowiązków ma taki medyk? – No trochę – mruknęła brązowooka. Teraz, jak była już dorosła, nie chciało jej się już bawić w te gierki. Córka Lwiej Paszczy była bezużyteczna. Z jednej strony szanowała to, że nie dała się tak nabrać, ale z drugiej strony teraz była tylko pierwszym lepszym burzakiem i nie dostanie nic za kontynuowanie z nią relacji. Może lepiej to zerwać? Przecież jeżeli się tym przejmie i powie, że to dlatego, że jej przyjaciółka z Klanu Wilka jest dla niej niemiła to i tak może dostać za kolegowanie się z wilczakiem. Lepiej nie ryzykować. Nie teraz. Siostra Pajęczej Lilii tylko pokiwała głową. – Wiesz Zającu… bo ja szukam kogoś… – zaczęła była uczennica Naparstnicowej Kołysanki, mając nadzieję, że może jeszcze coś ze starszej wyciśnie. – Będziesz iść? – zapytała kotka najwyraźniej nie rozumiejąc, o co jej chodzi. – Nie…bo wiesz, ja chcę Cię spytać, czy widziałaś kogoś rudego na terenach Klanu Burzy? Oczywiście nie mówię o twoim rodzeństwie ani nic takiego – – Nie. No, chyba że chodzi ci o jakiegoś Burzaka, ale wątpię – – Chodzi mi o taką jedną kotkę… nie wiem, czy jest Burzakiem – mruknęła Wilczaczka, dalej próbując. – Mamy w Klanie Burzy dużo rudych kotów, nie wiem, o kogo może ci chodzi – powiedziała wojowniczka. – Eh… nieważne… trzymaj się Zającu – powiedziała zrezygnowana i zirytowana niebieska i odeszła w głąb swojego terenu.
<Już nie koleżanko Zającu?>

30 lipca 2024

Od Stokrotkowej Łapy (Bajkowej Stokrotki) CD. Cisowej Łapy (Cisowego Tchnienia)

Cisowa Łapa zniknęła, zostawiając rudą uczennicę samą. Ta jeszcze chwilę siedziała przy granicy, wycierając łapą łzy. Może Cisowa Łapa miała rację? Może będzie mogła opowiadać historie innym? Na szczęście jego marzenie się spełniło.
 
***
 
Dalej nie mogło uwierzyć, że tak szybko dostało ucznia. Przecież dopiero co była ceremonia! I już miało szkolić jakiegoś kota? Mimo tej początkowej niepewności Bajkowa Stokrotka nie miało zamiaru się poddać.
- Witaj Ognista Piękności – przywitała się Stokrotka, wchodząc do żłobka. Partnerka jej barta, od razu się podniosła i z uśmiechem na pysku powitała przybyłą wojowniczkę. Dawna uczennica Klanu Wilka, Ognista Łapa, dołączyła do Klanu Burzy jako karmicielka. Ojejku, jak Stokrotkę to ucieszyło! Jedyna kotka, z którą córka Lwiej Paszczy miała jakiś lepszy kontakt i w dodatku była to żona jej brata! A najlepsze było to, że nowo przybyła spodziewała się kociąt! Za to najgorsze, że Nagietkowy Wschód powiedział, by ruda nie przyznawała się do Ogień. Musiała udawać, że jej nie zna. Dlatego nie przychodziła do żłobka za często, a zazwyczaj swoją decyzję uzasadniała przyniesieniem karmicielce coś na ząb. Tak było i tym razem.
- Przyniosłam dla ciebie królika! – oznajmiło Bajkowa Stokrotka i położyło zwierzę przy łapach rudej kotki.
- Bardzo dziękuję! A widziałaś gdzieś Płomyka? Poszedł gdzieś i do mnie nie przyszedł! Słuchaj, on znowu mnie zaniedbuje – poskarżyła się córka Płonącej Duszy. Stokrotka tylko się zaśmiało i usiadło na ziemi.
- Chyba poszedł na patrol, widziałam, jak wychodził – wyjaśniło – A, zapomniałabym! Mam dla ciebie tę historię, o którą kiedyś prosiłaś! – powiedziało, wiedząc, że nie ma nikogo w pobliżu.
- Naprawdę? Aż sama zapomniałam – odparła Ogień z uśmiechem na pysku – Czy tam mój mąż całuje mnie po łapkach jak prawdziwy książę?
- Oczywiście! Zajęłam się tą historią od razu, tylko nigdy nie mogłam cię znaleźć – wyznało i zaczęło swoją opowieść o księżniczce i księciu, gdzie to książę całował swoją żonę po łapkach, kochał ją do końca życia i zawsze był przy niej.
- To wspaniała historia Stokrotko! Tylko szkoda, że Płomyczek się tak nie zachowuje... Powinien nabrać więcej manier i się mną przejmować! Jak prawdziwy książę i dżentelmen – powiedziała Ognista Piękność, gdy drugi kot skończył opowieść.
- On taki jest, może kiedyś się zmieni. Będzie dawać prezenty i tak dalej – odparło Bajkowa Stokrotka – Muszę już iść, nie mogę tak długo tutaj siedzieć, wiesz, obowiązki wzywają. Miałam jeszcze iść na polowanie – oznajmiło rude i pożegnało się z partnerką swojego brata. Po chwili wyszło ze żłobka i ruszyło w stronę wyjścia z obozu. Jeśli chciało iść jeszcze na polowanie, musiało to zrobić od razu. Od planów szybko przeszło do czynów i już chwilę później znalazło się na wrzosowisku. Pora Zielonych Liści przyniosła ze sobą piękne słońce, skutecznie osuszające tereny wszystkich klanów. Na wrzosowisku znajdowało się już coraz więcej kwiatów i innych pięknych roślin. Stokrotka od razu ruszyło w głąb terenów swojego klanu. Jak ono je uwielbiało! Wrzosowisko to było coś... Coś pięknego! Kot mógł tam biegać bez żadnych ograniczeń, niczym lecący ptak na niebie! Dla kotów Klanu Burzy tym niebem było właśnie wrzosowisko. Te rozległe tereny, prawie że bez drzew, ale z różnorodnymi roślinami, przyciągały koty niczym magnes, a zwłaszcza Stokrotkę, które z widocznym szczęściem przemierzało każdy kawałek tej ziemi. A najbardziej lubiło Kamiennych Strażników. Uważało to miejsce za magiczne, dlatego za każdym razem, gdy brakowało mu pomysłów na historię, przychodziło właśnie w to miejsce. Takie tajemnicze i po prostu pełne magii! Tym razem jednak pomysły na historię same wchodziły mu do głowy, więc tylko przeszło obok tych wielkich kamieni. Ruszyło dalej, w końcu zahaczając o granice terenów. Po jakimś czasie trafiło na granicę z Klanem Wilka. Oczywiście nie mogło się obejść bez spotkania z ich medyczkom.
- Hej Zającu – rzuciła Cisowe Tchnienie i spojrzała na rudą wojowniczkę. Ta od razu się odwróciła.
- Witaj Cis. I już teraz nie "Zającu", zostałam mianowana! Teraz jestem Bajkową Stokrotką – oznajmiła ruda, chcąc podzielić się tą wspaniałą nowiną – I wiesz... Miałaś rację. Dalej mogę opowiadać historie. Mimo tego, że mojej matki tu nie ma, jestem pewna, że słyszy wszystkie moje historie z gwiazd. I że trzyma się dobrze, razem z resztą moich przodków! – powiedziała córka Lwiej Paszczy i spojrzała w błękitne niebo – Dziękuję.

<Cis?>

18 czerwca 2024

Od Cisowej Łapy CD. Stokrotkowej Łapy

 Po raz kolejny wyszła z obozu. Teraz w sumie nie miała powodu. Ale tak długo jak Szczurzy Cień szuka zwierzyny, tak długo może sobie tu być w samotności. No prawie. Znowu zobaczyła rudą kotkę zwaną Stokrotkową Łapą.
-No proszę cię Zającu…powiedz mi, co się stało… mogę ci pomóc - wiedziała już, że ta nie była podatna na bardzo tanie sztuczki, ale teraz w emocjach mogła coś wygadać.
- Nie możesz mi pomóc w żaden sposób - odparła krótko ruda, zatrzymując się.
- Jak to? Powiedz mi, to chociaż spróbuję - tortie czuła się teraz sztucznie. To zachowanie u niej było tak abstrakcyjne, jakby udawała psa. Nie lubiła pocieszać kotów. I nie robiła tego. To chyba był jedyny raz, bo czegoś od niej chciała.
- Nie przywrócisz przecież innych do życia! Nie masz takiej możliwości! - syknęła kotka, gwałtownie odwracając się w stronę wilczaczki. Przez chwilę sierść na karku miała uniesioną, jednak szybko opadła. 
- P-Przepraszam... - mruknęło po chwili.
- Nie szkodzi…..opowiesz mi dokładniej, co się stało?- zapytała pręgowana tygrysio, czując, że jest na dobrej drodze. Córce Lwiej Paszczy zaszkliły się oczy, po czym usiadła na ziemi i zaczęła płakać. Przez chwilę tak po prostu siedziała aż nie uznała, że odpowie uczennicy Zarannej Zjawy.
- M-Moja matka u-umarła... - powiedziała przez łzy, jeżąc sierść na karku - U-Umarła... I już nie w-wróci! Nie zobaczę s-się z n-nią... - powtarzała zapłakana, potrząsając lekko głową.
- Oh…to może być bardzo trudne… - brązowooka udała, że się zamyśliła, gdyż nie wiedziała, co powiedzieć i pozwoliła siostrze Liliowej Łapy zabrać głos.
- N-Nie wiem  co zrobić... O-Ona była mi n-najbliższa, a t-teraz ją straciłam - Stokrotka mruknęło cicho, dalej płacząc.
- A z bliskich osób kogo jeszcze masz?- zapytała Cisowa Łapa. Sama nie do końca wiedziała, jak jej pomóc. I szczerze niezbyt by ją to obchodziło gdyby nie możliwość zdobycia zaufania i informacji.
- S-Siostry i braci... Jeszcze w-wujek i babcia - powiedziała ruda - Ale b-bez mamy już nie będzie t-tak samo…
​​- Możesz z nimi pogadać. Może pomogą - zaproponowała szylkretka. Pręgowana klasycznie pokręciła lekko głową, przecząc.
- Nie... Im t-też jest ciężko…
- Spokojnie… będzie lepiej - córka Olszowej Kory miała ochotę pognębić kotkę a sama siebie uderzyć za to, że ją pociesza. Ale może uda jej się coś uzyskać. Siostra Rozwydrzonego Bachora tylko jeszcze bardziej się rozkleiła, nie mogąc już przestać płakać. Spuściła zrezygnowana głowę i wysunęła pazury, by po chwili wbić je w ziemię. Coś poszło nie tak, jak powinno.
- Spokojnie… chcesz mi opowiedzieć jaka była? - zapytała znajoma Topielcowego Lamentu.
- Dobrze... O-Ona była p-prawdziwą damą. Zawsze miała w-wszystko dookoła tak u-uporządkowane... Na przykład takie ł-ładne rude futro. M-Mnie też chciała tego nauczyć, a-ale nie zawsze m-mi wychodzi. Była b-bardzo dobrą mamą, zawsze s-się nami zajmowała i p-przejmowała. Chciała d-dla nas jak n-najlepiej... K-Kochała swoją rodzinę c-całym sercem - opowiadała uczennica Koziego Przesmyku – Z-Zawsze opowiadała nam historie. I bardzo często m-moją ulubioną. Zawsze s-stawała w naszej o-obronie... A t-teraz jej n-nie ma... - miauknęło cicho.
- Była świetna…a pamiętasz jakąś historię z tych, które ci opowiadała?-  zapytała Cisowa Łapa.
- Czasem z b-babcią opowiadały w-właśnie takie historie o d-damach... Albo księżniczkach i k-księciach. Kiedyś t-też o jakiś kotach z m-mojej rodziny. Czasami j-ja też chciałam im c-coś opowiedzieć, a-ale w końcu n-nic z tego nie wyszło. A teraz już n-nie mogę…
- Zawsze możesz je opowiedzieć innym kotom, na pewno znajdą się chętni - wtedy nagle uczennica medyczki usłyszała, że ktoś ją woła - Muszę już iść, złapiemy się następnym razem zającu! - rzuciła i poszła w las. Była już zmęczona udawaniem. „Idealny moment” pomyślała sobie, w myślach dziękując mrocznej puszczy za interwencję.

<Zającu?>
[620 słów do treningu wojownika]
[przyznano 12%]

09 czerwca 2024

Od Stokrotkowej Łapy CD. Cisowej Łapy

*Trochę dawno, przed całą akcją z Widmem*

Cisowa Łapa zniknęła, wgłębi swojego terytorium. Po chwili ruda też zawróciła i powoli zmierzała do domu. Miała w końcu zanieść kwiaty mamie!
 
***
 
Przemierzało samotnie tereny Klanu Burzy, bawiąc się kolorowymi liśćmi. Miało chwilę spokoju, więc postanowiło udać się na małą wyprawę. Może spotka Ognistą Łapę z Klanu Wilka? Żonę jego brata. Pewnie była zdziwiona, że Płomyczek nie przychodził na spotkania. Stokrotka nie było pewne, czy Lwia Paszcza uprzedziła rudą kotkę. Może była gdzieś przy granicy? "Miło byłoby z nią porozmawiać. Przecież mam dla niej tę historię o księżniczce i księciu!" – pomyślało, powoli zmierzając w stronę granicy. Córka Lwiej Paszczy uważała Ognistą Łapę za koleżankę, w końcu dobrze się dogadywały. A przy okazji dobrze byłoby mieć dobre relacje z żoną własnego brata.
Przeskoczyła przez małą kupę liści, którą utworzyła kilka dni wcześniej i już biegiem pobiegła w stronę terenów Klanu Wilka. Prawie się wywracając, zatrzymała się przy granicy i skacząc sobie, przemierzała ją wzdłuż. Rozglądała się przy tym uważnie, wzrokiem szukając znajomej sylwetki Ognistej Łapy, jednak zamiast niej, ruda zauważyła inną znajomą sylwetkę. Była to Cisowa Łapa. Na początku uczennica chciała uciekać, nie miała ochoty na jakieś wyzwiska ze strony kotki z Klanu Wilka, jednak było już za późno. Niebieska kotka wyszła zza krzaków i zauważyła Stokrotkę.
- Hej Cisowa Łapo – przywitała się niepewnie siostra Liliowej Łapy.
- Hej Zającu — powiedziała ze zbójeckim uśmieszkiem niebieska kotka. Stokrotka położyła lekko uszy na głowie, słysząc przezwisko, które nadała jej uczennica z sąsiedniego klanu. "Zającu" dlaczego akurat "Zającu"?
- Słuchaj, dlaczego akurat nazywasz mnie zającem? Jasne, Klan Burzy, króliki... Ale właśnie króliki, więc dlaczego ja jestem zającem? – zapytało, nie do końca rozumiejąc to wszystko.
- Króliki, Zające to to samo — wyjaśniła jakby znudzona Cis. Córka Lwiej Paszczy spojrzało na nią. Było widać, że kotka nie jest z Klanu Burzy. Dla niej pewnie jak coś kica, to jest kicak.
- No tak niekoniecznie... – odparła.
- Może dla ciebie. Co za różnica? – mruknęła uczennica Klanu Wilka, rozglądając się, najpewniej w poszukiwaniu ziół. Stokrotka zauważyła to dość szybko, więc sama zaczęła się rozglądać. Po jakimś czasie podeszło bliżej granicy i usiadło na ziemi. Już chciało coś powiedzieć, jednak szybko zamknęło pysk. Chyba nie powinno pomagać komuś z innego klanu. Cis chyba tego nie zauważyła, ponieważ po chwili zadała jakieś inne pytanie:
- A tak właściwie, dlaczego tutaj jesteś? Przy granicy. Czekasz na kogoś?
- Nie. Poszłam się przejść, korzystając z czasu wolnego. A przy okazji nie chcę dłużej patrzeć na mojego mentora – syknęła, dalej żywiąc do niego urazę. Po chwili znów odsunęła się nieco dalej od granicy, by nie wyglądać podejrzanie.
- Dlaczego? Coś ci zrobił? - zapytała niebieska, dalej szukając ziół.
- Po prostu nie sprawdził, czy ktoś żyje... – wyjaśniło w skrócie, wysuwając pazury. Naprawdę nie rozumiało, jak można nie wiedzieć, że kot żyje! I jeszcze roznosić takie plotki w klanie...
- Jak to? - dopytywała i przeniosła wzrok na rudego kota.
- Właśnie nie wiem! Opowiedział wszystkim, że kilka kotów w klanie nie żyje! – warknęło – A teraz został moim mentorem.
- Jak chcesz to możesz mi o tym opowiedzieć — powiedziała kotka z Klanu Wilka, siląc się na najbardziej współczujący ton, jaki tylko mogła.
- Tak w sumie to tyle... Ale nie rozumiem, jak można nie zauważyć, że ktoś żyje! Czy tak w ogóle można? – zapytała – Czy tak łatwo przeoczyć tak ważną rzecz?
- Mówisz, jakby powiedział to o kimś ważnym — podsunęła Cisowa Łapa. Ruda pomyślała, co by powiedziała mama, na wiadomość, że ktoś z innego klanu i nawet niecały rudy, wie, co powiedział ten głupi kocur. Zwłaszcza teraz nie byłaby zadowolona.
- Nie – skłamała – Ale to są koty z mojego klanu! Czyli moi przyjaciele – wyjaśniła, przyzwyczajona do kłamstwa. Nastała cisza, przerywana co jakiś czas ruchem łap Cisowej Łapy, która wróciła do szukania ziół. Po jakimś czasie oby dwie wróciły do swoich obozów.
 
***
*Kilka dni po akcji z Widmem*
 
To był koszmar.
- Ja też cię kocham mamo... – powiedziało w stronę miejsca, gdzie pochowano Lwią Paszczę. To, co wcześniej powiedział Kozi Przesmyk, nagle stało się prawdą, przynajmniej z jednym kotem. Łzy powoli spływały mu po policzkach. Nie wiedziało już co ze sobą zrobić. Lwia Paszcza umarła. Najlepsza mama na świecie. Ktoś, kto zawsze był przy niej. Kto kochał nad życie całą swoją rodzinę, co udowodniła, rzucając się na Widmo, by pomścić swoją siostrę. Stokrotka jednego żałowała, że nie zrobiła wtedy nic. Nie krzyczała jak Płomyczek, czy cokolwiek innego. Łapy odmówiły jej posłuszeństwa, a głos utkwił w gardle. To było okropne, a ten koszmar dalej trwał i będzie trwać. Podniosła łapę i uderzyła w ziemię. Wysunęła pazury i wbiła je w glebę, dalej płacząc. Po niedługim czasie uznało, że musi się gdzieś przejść. Nie mogło już dłużej siedzieć przy grobie. Wstało więc i ruszyło w stronę jednej z granic, a była to granica z Klanem Klifu. Szło tak powoli wzdłuż terenów Klanu Klifu, a po dłuższym czasie doszło do terenów Klanu Wilka. Jak szło, nie zwracało uwagi na jakieś koty, jeśli były w okolicy. Patrzyło tylko w ziemię, nie mając ochoty na żadne rozmowy. Po jakimś czasie, obok terenów wilczków, z zarośli wyłoniła się znana Stokrotce postać. Dlaczego zawsze jak ruda tędy przechodziła, musiała zjawić się Cisowa Łapa? Nie zwróciła uwagi na wzrok niebieskiej, co dla Stokrotkowej Łapy było dość dziwnym zachowaniem.
- Zostaw mnie Cis – mruknęła tylko cicho, idąc dalej wzdłuż granicy.

<Cisowa Łapo?>
[850 słów]
[przyznano 17%]

05 maja 2024

Od Cisowej Łapy CD. Stokrotkowej Łapy

Szła właśnie na zbieranie ziół z Naparstnicową Kołysanką. Mentorka oddaliła się i powiedziała, żeby się nie zgubiła i nie zjadła niczego trującego. Tak więc stała mniej więcej w tym samym miejscu przy granicy z Klanem Burzy. Siedziała tam, tak patrząc na wrzosowiska. Jak oni mogą tam żyć? Przecież zawsze mogą ich porwać jakieś sokoły!
Wtem zobaczyła rudą uczennicę z kwiatami w pysku, więc schowała się za jakimś krzakiem, obserwując ją spomiędzy liści. Patrzyła, powstrzymując wybuch śmiechu, jak ta próbowała odgonić biednego robaka. Wtedy wyszła zza osłony i patrzyła, jak córka Lwiej Paszczy się tłumaczy.
- Uspokój się. Nie gryzę - zażartowała. Nieznajoma odetchnęła lekko.
- To dobrze – odparła kotka. – Ty jesteś uczennicą z Klanu Wilka? – zapytała, rozglądając się.
- Tak, a kim miałabym być? Przywódczynią Klanu Nocy? - Cisowa Łapa odparła sarkastycznie na oczywiste pytanie. Uczennica uśmiechnęła się lekko.
- Miło mi poznać przywódczynię Klanu Nocy – zaśmiała się. – Jestem Stokrotkowa Łapa. Lekko się uśmiechnęła. Burzaczka miała poczucie humoru. Nie powie.
- Cisowa Łapa - mruknęła od niechcenia.
- A tak w ogóle, co tu robisz? I... Od kiedy tu jesteś? - zapytała ruda, odkładając kwiaty na ziemię. Najwyraźniej miała nadzieję, że uczennica medyka nie widziała jej próby odgonienia robaka. Jaka szkoda dla niej.
- Mówisz, jakbym nie miała prawa być po swojej stronie granicy - parsknęła. - A odpowiadając na twoje drugie pytanie. Wystarczająco długo. - Uśmiechnęła się wrednie.
Lekki niepokój pomieszany ze wstydem wstąpił na pysk siostry Liliowej Łapy. Położyła uszy na głowie.
- No... Byłam pewna, że nikogo nie ma w okolicy – powiedziała cicho, czując coraz większe zawstydzenie. Naprawdę jej aż tak na tym zależało? Tamta westchnęła cicho.
- No to się myliłaś - powiedziała wilczaczka, a potem zaśmiała się szyderczo.
Kotka odsunęła się trochę od granicy. Na jej pysk wlała się czerwień spowodowana wstydem.
- Wiesz... Teraz kwiaty mają wiele robaków – mruknęła, starając się jakoś wybrnąć z tej sytuacji.
- No to, czego się spodziewałaś? Że zobaczysz motylka? - Jeszcze bardziej szydziła z kotki. Gdyby była z jakiegokolwiek innego klanu może pozostawiłaby to przyjaźnie, ale Burzak to Burzak. Czyli wróg, którego trzeba zniszczyć.
Ruda skuliła się nieco, jeszcze bardziej się czerwieniąc. Kilka łez pojawiło się w jej oczach, jednak szybko je wytarła.
- Później p-pewnie będą motylki... Jakbyś nie w-wiedziała, z niektórych robaków powstają m-motyle – odparła, starając się zachować resztki godności w tej sytuacji. Nie szło jej jednak to najlepiej, ponieważ już zaczęła się jąkać.
- Tak wiem, nie jestem upośledzona. Ogarnij się Bekso- powiedziała niebieska. - Personalnie nic do ciebie nie mam, ale wróg to wróg- wytłumaczyła jej.
Córka Lwiej Paszczy przechyliła głowę w bok i spojrzała na Cisową Łapę zdezorientowana.
- Ale ja nie jestem w-wrogiem – odparła, najwyraźniej nie rozumiejąc, o co chodzi.
-Tak? Powiedz to swojej przywódczyni. - Tortie mruknęła sarkastycznie.
- Ale ja naprawdę nie w-wiem, o co chodzi Cisowa Łapo – siostra Rozwydrzonego Bachora oznajmiła cicho. – Nie m-mam pojęcia... Rozmawiałam już z k-kilkoma kotami z twojego klanu. Żaden z n-nich nic nie mówił o wrogach... – powiedziała, znów spuszczając głowę – Wyjaśnisz mi?
- Na zgromadzeniach zapomina się o barierach, dlatego pewnie o niczym nie słyszałaś. Zapytaj jakiegoś starszego. Mam lepsze rzeczy do roboty niż edukowanie Burzaka. - Pręgowana tygrysio powiedziała zażenowana.
- Dobrze Cis – odpowiedziała uczennica i znów otarła łzy łapą. Mimo wszystko uśmiechnęła się do uczennicy z sąsiedniego klanu. Brązowooka skinęła głową.
- Dobra postawa Zającu - powiedziała na pożegnanie i zniknęła w lesie.

<Zającu?>
[530 słów]
[przyznano 11%]

01 maja 2024

Od Stokrotkowej Łapy DO Cisowej Łapy

To zgromadzenie było super! Przynajmniej dla Stokrotkowej Łapy. Nigdy nie myślało, że spotka takie fajne koty i nawet kogoś o tym samym imieniu! To było bardzo ciekawe doświadczenie. I mogło być sobą! Tylko dlatego, że Lwia Paszcza nie poszła. Ale jednak! Nie musiało udawać ten ideał, co wszędzie dookoła w Klanie Burzy. To była prawdziwa wolność. Lecz teraz zniknęła. Znów było jak dawniej. No... Prawie, bo Płomienna Łapa znów stał się kociakiem. Za swoje zachowanie został zdegradowany do tej roli. Może przynajmniej nieco się zmieni. Jednak Lwia Paszcza bardzo się tym zdenerwowała. Zakazała im spotykania się z Obserwującą Żmiją. Wyglądała, jakby była obrażona na cały świat.
- Stokrotko? – nagle usłyszało głos swojej siostry – Słuchasz mnie?
- Oj... Przepraszam Liliowa Łapo. Zamyśliłam się trochę – odparło cicho Stokrotka.
- Dość często tak masz – powiedziała ruda. Stokrotkowa Łapa pokiwała głową. Lilia miała rację. Ale takie siedzenie w swojej głowie jest lepsze niż dogryzanie nierudym. Nagle obie kotki usłyszały wołanie, a z legowiska wojowników wyszła Mała Koszatniczka, mentorka Liliowej Łapy.
- Muszę iść na trening – oznajmiła ruda kotka i pożegnała się z siostrą. Stokrotka obserwowało, jak odchodzi i po chwili zostało same. Rozejrzała się i wtedy zdało sobie sprawę, że nie licząc rodziny, nie ma w klanie żadnych przyjaciół. Nikogo w jego wieku. Westchnęło cicho. Może to przez to, że Klan Burzy tak się różnił od Klanu Wilka? Przez tę durną nierówność, że rudzi lepsi... Przez jego zachowanie względem nierudych w obozie? Pod tym względem Klan Wilka wydawał się całkiem fajny. Tam nikt nie jest inaczej traktowany. "Bierze się pod uwagę charakter i umiejętności" - pomyślało, przypominając sobie słowa zastępczyni sąsiedniego klanu. Szybko jednak pokręciło głową. "Tu jest mój dom i moja rodzina!" - powiedziało sobie w myślach. Może i Klan Burzy nie był idealny, ale to był jej dom. Na pewno kiedyś się zmieni, zwłaszcza, że Różana Przełęcz ukarała Płomyczka. Czyli nie uznaje, że rudy zawsze jest bezkarny! A sobą może być w samotności poza obozem, lub na zgromadzeniu. Wtedy do głowy wpadł jej pewien pomysł. Może przecież wyjść z obozu. Nie musi tu tkwić cały dzień! Od pomysłu szybko przeszła do jego realizacji i już po chwili znalazła się przy wyjściu z obozu. Pokonała tunel i znalazła się na wrzosowisku. Było tam tak ładnie! Pora Nowych Liści już minęła, a wraz z nią te wszystkie ulewy. Słońce grzało, a na ziemi nawet pojawiło się więcej kwiatów! Córka Lwiej Paszczy od razu ruszyła w stronę tych pięknych roślin, zrywając niektóre.
- Zaniosę je mamie, na poprawę humoru – oznajmiła cicho. Miało nadzieję, że mamie się prezent spodoba. Już po chwili w pysku miało pełno kolorowych kwiatów. Ruszyło dalej, rozglądając się dookoła. Naprawdę pogoda była cudowna. Szła tak przed siebie, w głowie układając jakąś historię z zauważonych dookoła roślin i różnych rzeczy. Nie przejmowała się za bardzo, dokąd idzie. W końcu minęła Kamiennych Strażników i postanowiło, że w drodze powrotnej chwilę tak posiedzi. W końcu Brzęczkowy Trel mówiła, że to miejsce jest magiczne! Zbliżała się do granicy z Klanem Wilka. Gdy była już bardzo blisko, postanowiła, że zawróci, jednak wtedy poczuła, jak coś chodzi jej po nosie. Jakby coś ją łaskotało. Od razu upuściło kwiaty, łapami starając się zrzucić robaka, który z roślin, przeszedł na jego nos. Potrząsało głową i machało łapami. Pewnie wyglądało to dość zabawnie, ze strony innego kota. W końcu udało mu się zrzucić małe zwierzątko. Odetchnęło z ulgą, ale wtedy zdało sobie sprawę, że mogło trochę zdeptać zebrane dla mamy kwiaty. Od razu spojrzało w ziemię. Niektóre kwiaty naprawdę były podeptane, jednak nie wszystkie. Szybko zaczęło zbierać te całe, gdy nagle zobaczyło przy granicy jakąś kotkę, która mu się przygląda. Momentalnie się podniosło, trzymając w pysku kilka, nieco zepsutych kwiatów. Nie spodziewało się spotkać tu jakiegoś kota. Miało nadzieję, że nieznajoma dopiero przyszła i nie widziała prób zrzucenia robaka z nosa. Po chwili zdało sobie sprawę z tej dość podejrzanej ciszy, więc postanowiło się odezwać.
- Ja... Nie mam złych zamiarów! Po prostu przechodziłam – powiedziało pierwszą rzecz, jaka przyszła mu do głowy, dalej trzymając kilka kwiatów – Już sobie idę.

<Nieznajoma kotko z Klanu Wilka?>
[651 słów]
[przyznano 13%]