Aktualnie, tuż po tym, jak koty o czekoladowym umaszczeniu zostały zmuszone do przeniesienia na inną wyspę
Oprócz Fląderki jednym z kotów, który był jeszcze na łapach, był Błoto - kocur o brązowo-białej sierści. Były samotnik również od dłuższego czasu obserwował krajobraz, siedząc na brzegu wysepki, jednak w przeciwieństwie do Fląderki spojrzenie miał skupione na głównej wyspie, na której znajdował się obóz. Komarza Łapa jakiś czas temu udał się na spoczynek, zajmując posłanie znajdujące się w samym kącie legowiska dzielonego przez trójkę kotów. Fląderka czuła smutek, widząc, że jej synek, mimo że dostąpił zaszczytu otrzymania członu "łapa", jak i samej możliwości trenowania pod okiem Szumiącej Wyspy, nie mógł spędzać wieczorów w towarzystwie swojego rodzeństwa czy rówieśników, plotkując w legowisku uczniów.
Czy ta alienacja od pozostałych uczniów wpłynie na niego dobrze?
Martwiła się również o Umykającą Łapę. Nie chciała, aby drugi z synów narobił sobie jakichś problemów, w szczególności tuż po tym, jak podczas przeprowadzki na wyspę zamieszkaną tylko przez koty o czekoladowej barwie futra wyraził się niepochlebnie na temat Mandarynkowej Gwiazdy. Fląderka starała się jego słowa puścić mimo uszu, żegnając się z nim i prosząc, aby nie robił żadnych głupstw. Nie wiedziała, czy buras jej posłucha, jednak najpewniej pękłoby jej serce, gdyby dowiedziała się, że jej syn został wygnany z klanu, podobnie, jak jego wuj, Rezedowa Łapa, bo spojrzał się na kogoś w nie taki sposób, jak powinien lub coś powiedział nie tak. Lub, że spotkała go jakaś kara lub inne nieprzyjemności.
– Pamiętaj, że wciąż będę mogła przychodzić do obozu... – przypomniała Umykającej Łapie, że to rozdzielenie nie było przecież na zawsze. Zresztą, nawet gdyby wciąż mieszkała w obozie, nie przesiadywałaby teraz ze swoimi dziećmi non stop, jak za czasów, gdy były malutkimi kociętami. – Dbaj o Centuriową Łapę i Wełniankową Łapę. Jesteście dla mnie całym światem i tylko wasza czwórka mi pozostała. Ja będę doglądała Komarzej Łapy... – poprosiła syna, mianując go na swego rodzaju "głowę rodziny". Tuż po tym przeniosła spojrzenie na swoje córki. Ciężko jej było powiedzieć, co o rozłące i przeprowadzce matki oraz brata myślały zarówno czarno-biała kocica, jak i rudo-biała. Obie raczej trzymały się na uboczu, blisko swoich mentorów i w ciszy obserwowały zebranie. Aż w końcu trójka kotów opuściła główny obóz.
Mimo że nie chciała tego przyznać, czuła się gorzej odkąd zamieszkała na sąsiedniej wysepce. Czy tak wpływała na nią rozłąka z trójką swoich kociąt? Nawet jeśli nie na zawsze. I co prawda z córkami jej relacja zaczęła się pogarszać już w żłobku, za sprawą Złocistego Widlika, jednak chciała móc chociaż widzieć, jak jej dzieci wracają z uśmiechem na pyskach z treningów lub udaje im się zaprzyjaźnić z rówieśnikami. Bo skoro Mandarynkowa Gwiazda je zaakceptowała, inni również powinni, prawda?
Powoli podniosła się z piaszczystego terenu i tuż po tym, jak pożyczyła Błotu dobrej nocy, udała się na spoczynek. Miała nadzieję, że w ciągu kolejnych dni zostanie wezwana do obozu w celu wykonania jakiś drobnych zadań, a jeśli nie, sama być może za jakiś czas uda się do medyków, aby coś poradzić na ból, który w ostatnich dniach zaczęła odczuwać w klatce piersiowej.
🐟🐟🐟
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz