Szylkretka nie miała okazji jeszcze porozmawiać z Mandarynkową Gwiazdą. Nie widziała czy srebrzysta poprze propozycje odrzutka. W końcu czy jej dzieci miało prawo zostać uczniami wojowników, gdy ich rodzona matka zajmowała najniższy szczebel w hierarchii w klanie? A ojciec był samotnikiem.
Fląderka z markotną miną po cichu podniosła się z posłania, nie chcąc wybudzić ze snu swojego potomstwa oraz pozostałych mieszkańców kociarni. Nim zbliżyła się do wyjścia z legowiska, spojrzenie zatrzymała na pustym legowisku, które do niedawna dzieliła razem ze zdegradowaną Mysiomózgą Łapą.
"Czy Mysiomózga Łapa dołączyła do Klanu Gwiazdy?"
"Czy czekoladowe koty są w stanie dotrzeć na Srebrzystą Skórę?"
Fląderka nie była pewna, a legendy zaczynały się w jej umyśle zlewać z tym, co uważały poszczególne koty. Według niektórych każdy kot, której przestrzegał kodeksu wojownika miał zaszczyt po śmierci dołączyć do Przodków. Nawet jeśli był to kot, którego zdobił brązowy odcień futra i nie był nosicielem klątwy. Według jeszcze innych członków Klanu Nocy, Fląderka za samo posiadanie futerka w kolorze brązu była skazana na odmęty Miejsca, gdzie brak gwiazd.
Spojrzenie ciemnych oczu spoczęło na legowisku wojowników. Szylkretka przywołała w umyśle rozmowę z Wymarzoną Słodyczą. Starsza kotka na pewno miała dobre intencje, dzieląc się tymi informacjami z odrzutkiem, jednak również zdołała zaniepokoić Fląderkę na tyle, że teraz nie była w stanie zmrużyć oczu. Widziała, że ruda kocica nie miała złych intencji, jednak jej słowa w tamtym momencie brzmiały, jak bełkot. Na tyle, że Fląderka zaczęła żałować złożonej obietnicy Konwaliowej Mieliźnie, bo nie była w stanie jej dotrzymać. Chyba na dobrą sprawę nikt by nie mógł.
– Mamo... nie śpisz? Dokąd idziesz?
Lipieniek przeciągnął się na posłaniu, po czym szeroko rozdziawił pyszczek. Wpatrywał się w swoją matkę, a na jego mordce wymalowana było zdziwienie, jak i zmartwienie. Może uznał, że Fląderka miała zamiar ich porzucić pod osłoną nocy?
– N-nigdzie nie idę – mruknęła Fląderka. – Po prostu nie mogę spać i chciałam popatrzeć w Gwiazdy. Przodkowie zaraz utulą mnie do snu... a ty Lipieńku, czemu nie śpisz? – Zbliżyła się do posłania, na którym leżał kocur i trójka wtulonych w siebie kociąt.
– Też nie mogę spać – zamruczał po chwili. – Czy mogę z tobą popatrzę w Gwiazdy? Póki Przodkowie nie utulą nas oboje do snu... – Opierając przednie łapy na oparciu posłania, przechylił się w stronę Fląderki.
Fląderka wahała się, zwlekając z odpowiedzią. Lilieniek powinien spać w nocy, jeśli miał być zdrowym kocurkiem. A przede wszystkim silnym, który sobie sam poradzi. Chociaż, nawet gdyby nie był wystarczająco silny, wiedziała, że bury kocurek da sobie radę. Nawet jeśli nieumyślnie zrobi sobie wrogów ze starszych, na których spogląda spode łba.
– Dobrze.
Lipieniek znalazł się u boku matki, wtulając głowę w jej czekoladowe futerko. Milczał, wzrok mając utkwiony w gwieździstym niebie. Do czasu, aż nie został utulony do snu przez leniwie poruszające się po niebie chmury oraz gwiazdy. Wtedy Fląderka ostrożnie przeniosła kocurka na posłanie, tuż obok jego śpiącego rodzeństwa.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz