BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Potrójny Krok x Iglasty Krzew. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Potrójny Krok x Iglasty Krzew. Pokaż wszystkie posty

18 lutego 2021

Od Potrójnego Kroku cd Iglastego Krzewu

 — Dzień dobry, Trójeczko — zamruczał dziadek z lekkim uśmiechem na pysku, wchodząc do środka, aż końcówka jego ogona nie zniknęła. Ogon medyka nadal drgał rozzłoszczony to w prawo, to w lewo. Deszczowa Łapa naprawdę był... kocięciem specjalnej troski. Jego inteligencja wynosiła zero. A może nawet mniej. Pamiętał jak na zgromadzeniu medyków, ten zaczął wierzyć w to, że był myszą. Czy mądry kot by się z tym obrzydliwym gryzoniem utożsamiał? Wątpił. 
Jego płaczliwy ton tylko bardziej podnosił mu ciśnienie. Nawet słowa dziadka nie pomogły w uspokojeniu jego gniewu. 
— Pomyślałem, że jesteś głodny i coś chętnie przekąsisz — miauknął spokojnie, zwracając się bezpośrednio do wnuka. Rudy uczeń burknął coś o przyniesieniu świeżego mchu, po czym zmył się pospiesznie z pola widzenia — Swoją drogą, gdzie Miedziana Iskra? Miała do ciebie przyjść rano. Ostatnio skarżyła mi się, że ma dosyć sztywne stawy — mruknął z lekka zaniepokojony. 
Potrójny Krok wciągnął w płuca powietrze, śledząc kocurka wzrokiem, kiedy znikał w zewnętrznym świetle. Owinął ogon wokół łap, po czym skupił się na dziadku i jego słowach. 
- Nie przyszła jeszcze. Jednak jeśli to prawda, to jak ją tylko zobaczę, od razu skieruję na badanie. No i dam jakieś zioła. Starość nie radość, co dziadku? Jak myślę o tym, że kiedyś będę taki... niedołężny, że wszystko będzie mnie boleć, to robi mi się niedobrze. Mam nadzieję, że w Klanie Gwiazdy dostąpię zaszczytu byciem młodym i pięknym. - Rozmarzył się przez chwilę. 
Tak... Jego futerko otoczone gwiazdami, błyskające niczym najpiękniejsza rzecz na świecie. Piorun w łapie, którym straszyłby niewiernych i zsyłanie pokręconych snów. Tak. To było jego marzenie. Ale na razie musiał przeżyć skromny żywot jako medyk Klanu Wilka, służąc kotom swoją radą i umiejętnościami. 
- Dzięki za posiłek - Od razu złapał wiewiórkę i zjadł ją ze smakiem. Myszy nie tknął. Zostawi dla Deszczowej Łapy o ile zasłuży. - A jak tam twoje stawy? 
- Dobrze. Nie chcę nawet myśleć, kiedy Klan Gwiazdy mnie zabierze do siebie - westchnął zmartwiony. 
Od razu wzrok medyka skupił się na podstarzałym, byłym liderze Klanu Wilka. Nie wyobrażał sobie życia bez niego. Od zawsze był przy nim. Zawsze doradzał w trudnych chwilach, zajmował kiedy ojciec miał go gdzieś. Nawet mieszkał z nim w jednym legowisku! Jego strata bardzo by go zabolała. 
- Dziadku? Ale będziesz mnie odwiedzał? Nie zostawisz? - miauknął czując się na powrót małym i bezbronnym kociakiem, który chciał tylko być kochanym. 

<Dziadku?>

22 stycznia 2021

Od Potrójnego Kroku cd Iglastej Gwiazdy (Iglastego Krzewu)

 — Przecież sam dobrze wiesz, że jakby coś się zaczęło paprać, to klan gwiazdy tego nie zostawi. Na pewne kwestie są dosyć... wrażliwi — mówiąc to, przeszył go dreszcz na wspomnienie Strzyżyk, którą w bezchmurny dzień trafił piorun. Otrzepał się, siadając obok wnuka. No tak... Wiedział to. Ale nadal to wszystko mu się za bardzo nie podobało. 
— Wiem, wiem. Tylko... co jeśli ten szczeniak rozwali klan wilka? On ma jeszcze pstro we łbie — fuknął, szurając łapą po ziemi. Igła milczał jeszcze przez chwilę, nie wiedząc zbytnio co na to odpowiedzieć. Odetchnął głęboko.
— Dlatego ty jako główny medyk powinieneś mu pomóc — miauknął spokojnie — Wiesz, pokazać drogę odpowiedzialnego lidera i takie tam. W końcu ty masz najbliższy kontakt z przodkami — rozluźnił się, gdy z pyska Trójki zniknęło niezadowolenie. 
— A jak będzie trzeba... Zawsze możesz go poszczuć Tkaczem — uśmiechnął się, próbując zażartować. Sam jednak nie był przekonany do swych słów. 
On? On miał mu pomóc? Przecież ten mysi móżdżek nie chciał żadnej pomocy! Dla niego to był błąd wybierać go na zastępcę, jeszcze zrzekając się władzy dla kogoś takiego. Wróblowe Serce był niedojrzały i dziwny. Nie miał pojęcia jak się dogadają. Będzie musiał chyba się do tego przymusić i wierzyć, że Klan Gwiazdy mu pomoże i nie dopuści do tragedii. 
Na ostatnie słowa kocura parsknął śmiechem. Tkaczem? Czy on bał się pająków? Nawet nie wiedział. Może dziadek miał rację i powinien to przetestować, gdyby coś szło nie po jego myśli? Miał w końcu całą armię Tkaczy. Mógł podrzucić je do jego nowego legowiska, aby nieco go pokąsały. Tak dla rozumu. 
- Nie wiem czy on by dał radę kotu, ale dzięki za propozycję. - miauknął do kocura. - Będę cię odwiedzał. - Otarł się łbem o jego bark, po czym ruszył wypełniać swoje obowiązki.

***

Borsuczy Krok przyszła ze swoim jedynym synem, któremu gluty z nosa leciały jak wodospad. Młodzik wyglądał na bardzo niezadowolonego. Za to medyk zastanawiał się jak złapał katar. Niedawno co się urodził, nie powinien być z dala od ciepła, chociaż jego gęste i długie futerko przeczyło tym rozmyślaniom. Miało go w końcu co grzać, jeśli matka uważała opiekę nad potomstwem za zbędną. 
Szybko dał mu jakieś lekarstwa i przetrzymał dla pewności, że nie rozwinie się z tego kocięcy kaszel. Na szczęście gluty zaprzestały lecieć i dzieciak mógł udać się z powrotem do żłobka. 
Po obowiązkach postanowił więc odwiedzić dziadka. Kocur przeniósł się do legowiska starszych, gdzie przebywała Świetlikowe Skrzydło. Ta kotka była tak wiekowa, że dziwił się, że jeszcze Klan Gwiazdy nie zabrał jej do siebie. Jeszcze go nawet uczyła, kiedy był małym kociakiem! Wszedł do środka słuchając marudzącej starszej, która dręczyła jego dziadka. Chyba wszedł w dobrym momencie, bo kocur skierował się do niego z nadzieją w oczach, że wybawi go od kocicy. 
- Witaj Trójeczko, jak tam? - miauknął.
- A dobrze. A tam? Widzę, że masz przyjaciółkę. 

<Dziadku?>

Wyleczony: Jastrząb

27 listopada 2020

Od Potrójnego Kroku cd Iglastej Gwiazdy

Znów stał nad kopczykiem otoczonym kamykami. Idąc z dziadkiem, jakoś tak łapy ich poniosły. Może to sprawka mamy? Może chciała, aby wybaczyli sobie przy niej? Westchnął ciężko, przysiadając na ziemi. Poczuł jak Iglasta Gwiazda się zbliża, przystanął obok liliowego bez słowa, mimowolnie spojrzał na pyszczek kocura. Liznął go za prawym uchem, po czym otarł się o jego policzek, co go... bardzo zaskoczyło. Sprawiał jednak wrażenie nieporuszonego, gdy w jego głowie wrzała prawdziwa bitwa. 
— Też za nią tęsknię, Trójeczko... — szepnął chrapliwie lider. 
Tak on też. Jednak musiał w jakoś poinformować dziadka o ważnej sprawie, na którą nalegał. Do dzisiaj pamiętał tą jego wściekłość. 
— Zmieniłem imię Fasoli, jakbyś jeszcze nie wiedział — suche, pozbawione jakichkolwiek uczuć miauknięcie obiło się o jego uszy. 
Pokiwał głową. 
— Ja nie o tym — zaczął ostrożnie, owijając ogon wokół łap — Ja... Chciałem cię przeprosić. Za wszystko, co powiedziałem, co zrobiłem... Nie powinienem na ciebie krzyczeć, Trójeczko... Nie oczekuję, że mi wybaczysz, nie chcę też się tłumaczyć, ale... czuję się po prostu w tym wszystkim zagubiony. Tyle nieszczęść nas ostatnio spotkało a ja... niesłusznie obwiniałem Klan Gwiazdy za to wszystko. Po prostu... Bardzo mi przykro, że cię zraniłem, że nie okazałem wsparcia również tobie. Chcę, żebyś wiedział, że jesteś moim kochanym wnuczkiem i naprawdę mi na tobie zależy. Przepraszam, Trójko... — zamilkł, wlepiając w kocurka swoje oko, które mu pozostało. 
Słuchając tłumaczenia dziadka poczuł się... chyba lepiej? Jak na początku oczywiście, cisnęło mu się na pysk, że hej! Naprawdę nie powinien na niego krzyczeć! Ta smarkula zasłużyła na takie miano! Może i był liderem, ale to on przez te księżyce spał przy jego córce, a co najważniejsze ją szkolił i spędzał prawie całą dobę, wysłuchując jej heretyckich przekonań! Przy wzmiance o Klanie Gwiazdy, aż poderwał głowę, którą wbitą miał w grób matki. Naprawdę zrozumiał? Zrozumiał, że przodkowie tak naprawdę chcieli dobrze, lecz on źle odczytywał ich znaki? No to teraz naprawdę się skupił na tym co mówił. Słysząc ostatnie słowa, aż zakręciła mu się łezka w oku. To było takie... Takie... miłe? Już zapomniał, że ktoś jeszcze mógł powiedzieć do niego, że mu na nim zależy. Przez ostatnie księżyce czuł się bardzo odizolowany, robiąc to co musiał. Leczył i robił inne mniej znaczące rzeczy, opuszczając legowisko medyków tylko za potrzebą. Fasolowa Łodyga odkąd zmienił jej imię już nieco lepiej reagowała, jednak nadal czuł tą ostrożność względem niego. Więc co mu pozostawało? Pająki! Masa Tkaczy, które obserwowały każdy jego ruch. Nie przeszkadzało mu to, bo w końcu pragnął jakiegoś towarzystwa, więc rozmowa z nimi stała się dla niego czymś naturalnym. Odkąd umarli jego rodzice, kontakty z kuzynem, Miedzianą Iskrą, czy resztą kotów się nieco popsuł. Ba! Nawet zastępca pałał do niego niechęcią! 
- Ja... - miauknął, ale gula w gardle nie pozwalała mu wymówić słowa. 
Dotarło do niego jak jego życie towarzyskie było beznadziejne. A to dlatego, że bardzo wierzył w przodków i nigdy, PRZENIGDY nie postąpiłby tak jak coraz częściej spotykani heretycy. Może i był zbyt surowy, ale czuł, że tylko tak mógł wbić do tych pustych łbów mądrość.
Pociągnął nosem i wtulił się w futerko dziadka. Był pewnie zaskoczony, no ale co miał zrobić, skoro powiedział mu w pysk, że nadal jest jego kochanym wnuczkiem? 
- A spróbuj to komuś powiedzieć - powiedział zasmarkany.
Musiał jakoś chronić swoją opinię, nie chciał być uważany za jakąś beksę. Teraz jednak potrzebował tego. Potrzebował tej bliskości rodziny, aby całe napięcie przez ostatnie księżyce z niego wyparowało. 
Iglasta Gwiazda najwidoczniej nie spodziewał się takiej reakcji, ale nie odepchnął go, a jeszcze otulił go swoim ogonem. Musiał przyznać, że pierwszy raz poczuł się z powrotem jak kocię. To miękkie futerko... Ciepło. Oczami wyobraźni widział nawet swoją mamę, która przyglądała się temu z uśmiechem na pysku. Jak dobrze, że byli sami. 
- Wybacz, że cię obsmarkałem - miauknął, kiedy opanował swoje emocje, na nowo przyjmując swój codzienny wyraz, skwaszonego pyska. - Jak mógłbym ci nie przebaczyć? Ważne, że zrozumiałeś swoje błędy. I zamiast siedzieć na dupie w legowisku ze swoją ukochaną, odwiedzaj mnie stary pryku. - Trącił go łapą, uśmiechając się szczerze po raz pierwszy odkąd pamiętał. 

<Igło? <3 > 

13 września 2020

Od Potrójnego Kroku cd Iglastej Gwiazdy

Po tym jak jego dziadek stracił łapę, a on wrócił do bezpiecznego już Klanu Wilka, postanowił go nieco poduczyć chodzenia. Może i był stary, ale na naukę zawsze jest czas. No bo jak miałby walczyć, skoro nie umiał się poruszać? Szybkim krokiem udał się do jego legowiska. Przywitał się z nim jak i Miedzianą Iskrą. Miał nadzieję, że trafił na jego lepszy humor. Ostatnio był bardzo nieobecny i smutny. W końcu przeżył piekło, a jego córka zginęła.
- Dajesz dziadku, wstawaj. - zachęcił kocura do działania.
- O co chodzi? 
- Nauczę cię chodzić tak jak ja - wyjaśnił, wskazując na wyjście. 
Chciał jakoś odwdzięczyć się kocurowi za to, że jako kociak mógł spać w jego legowisku. Dziś nadszedł ten moment, gdy lider go potrzebował. Miedziana Iskra zachęciła partnera do spędzenia czasu ze swoją rodziną. Musiał się pozbyć tych nieprzyjemnych myśli. 
- Naprawdę nie mam ochoty, Trójeczko... Może kiedy indziej? 
Jak to kiedy indziej? Do tego czasu mógł zostać już trupem! Widząc jednak jego zmęczenie, westchnął i tylko kiwnął głową. No dobrze. Kiedy indziej. 

***

Był to poranek po spotkaniu medyków. Nikt jeszcze nie wiedział, co zrobił młody wyznawca Klanu Gwiazdy. Sam trójłapy dopiero teraz, zaczął uświadamiać sobie w jakiej sytuacji się znalazł. Przez gniew i bezczelność Fasolkowej Łapy, nazwał ją Krzywicą. Czuł, że dziadek nie będzie zadowolony, dlatego też starał się unikać lidera. Na szczęście ten jeszcze go nie zawołał, więc pewnie o niczym nie wiedział. W tym czasie Potrójny Krok skorzystał z pogody i wybrał się po świeże zioła. Znalazł ich trochę, jednak widać było, że zbliża się pora nagich drzew. Zaraz już nie będzie nic! 
Wracając do obozu, zauważył dziadka, który zmierzał w jego stronę. O nie, o nie... Dowiedział się? 
- Cześć, Trójeczko. Jak tam wczorajsze mianowanie? 
On grał z nim w jakąś grę, czy jeszcze o niczym nie wiedział? No nic... Musiał jak najdłużej utrzymać go w nieświadomości.
- A dobrze. Fasola tylko nie przysięgła wierności Klanowi Gwiazdy, ale się poprawiła i została medyczką. 
Jak na złość, gdzieś z boku dostrzegł wspomnianą kocicę. Czy ona się przysłuchiwała ich rozmowie? 
- Może pochwalisz się dziadkowi jakie imię mi nadałeś? - zapytała, siadając obok swojego ojca.
O nie, nie, nie, nie. Przełknął gule w gardle. Musiał stąd jak najszybciej zwiewać. Na szczęście od odpowiedzi, wybawiło go jakieś poruszenie w żłobku. To jego siostra darła się na masę sierot, którymi musiała się opiekować. Nie sądził, że ta ocali mu życie! Widząc, że oboje skupili się na krzykach, szybko uciekł. 
Następnego dnia jednak, został wezwany do Iglastej Gwiazdy. Czyli już się dowiedział? Lider siedział przed swoim legowiskiem, mordując go wzrokiem. No świetnie... Czyli nie dało się tego ukryć, chociaż odrobiny dłużej... Przełknął ślinę, czekając reprymendę. 

<Iglasta Gwiazdo?>

25 czerwca 2020

Od Potrójnego Kroku cd Iglastej Gwiazdy

Ostatnimi czasy, chodził ciągle zamyślony. Próbował zrozumieć przekaz od przodków, ale im bardziej próbował przejrzeć tą symbolikę, tym bardziej nie podobało mu się do czego to zmierza. Sen mógł interpretować na dwa sposoby. Albo wilk wróci i porwie kociaki albo to on był tym wilkiem. Ale na co mu były kocięta? Może to było ostrzeżenie, że będzie ranny? Albo chodziło o ich zraniony przez wojnę domową klan? Wiedział jednak jedno... Te kocięta bardzo mu w tym wszystkim nie pasowały. 
- Dzień dobry, Trójko - miauknął wchodzący dziadek, liżąc kocurka po głowie, na co ten fuknął.
- Mówiłem ci, że teraz jestem Potrójny Krok, a nie Trójka — żachnął się, poprawiając lokum Tkacza.
- Wiem, wiem. Po prostu... mimo, że jestem z ciebie potwornie dumny, to nie potrafię się przyzwyczaić do tego, że jesteś już dorosły - odparł cicho lider, wzdychając ciężko, gdy usiadł na swoim legowisku. Wzrok utkwił w mchu między jego łapami — Chcesz się przeprowadzić? Bo wiesz, zawsze możesz tu zostać — dodał zaraz, nawet nie patrząc na wnuczka.
Spojrzał na staruszka. 
- Właściwie to po śmierci Sosnowego Zagajnika, mógłbym się wprowadzić do legowiska medyków. Nie żeby coś dziadku, ale dzięki temu będziesz miał trochę prywatności z Miedzianą Iskrą, gdy do ciebie przyjdzie w nocy. Dziwnie się czuje, gdy widzę was... no... w takiej sytuacji. To trochę krępujące. - wyznał.
- Rozumiem....
- Na dodatek tak jak powiedziałeś, jestem już dorosły. Czas byś zajął się swoimi nowymi dziećmi. 
Iglasta Gwiazda kiwnął tylko głową. 
- Jak coś będę cię odwiedzał, więc mi się tu nie rozklejaj - powiedział z kamiennym pyskiem. 
Bo przecież jego przeprowadzka nie znaczyła, że wybywa z klanu. Zawsze mogą się spotkać na posiłku lub u niego. Zresztą teraz łączyła ich dodatkowa nić, którą byli przodkowie i ich sny.
- Chyba powinienem powiedzieć ci o moim śnie. - westchnął odwracając się do przywódcy.
To zaciekawiło kocura. Uniósł głowę nadstawiając uszu. Potrójny Krok rozejrzał się jeszcze, czy aby na pewno są sami. Na szczęście nic nie wróżyło, by ktoś miałby im przerywać rozmowę. W skrócie opowiedział mu o śnie. O polu chabrów, burzy, kulejącym, zakrwawionym wilku, który niósł w pysku kocięta i o fasoli. Kiedy skończył, widział na pysku dziadka skupienie.
- Zrozumiałeś przekaz? - zapytał.
- Tak jakby... Można to interpretować na wiele sposobów. Że wilk może wrócić i porwać kociaki lub to może być obraz naszego klanu, który będzie zmuszony je ratować. - przemilczał jednak sprawę, że to może mieć jeszcze inne dno. Że on jest wilkiem, niosącym te kociaki. Ale przecież nie mógłby mieć kociąt! Jakoś nie znosił tych pokrak, a własnych nie zamierzał posiadać. W końcu zakazywał tego kodeks. - Jednak zbytnio nie wiem co oznaczają chabry i fasola. 
- Dziękuję, że się nim ze mną podzieliłeś. Sny od przodków bywają trudne do zrozumienia. - wyjaśnił.
- Już to zauważyłem. A ty jak sądzisz? Co ten sen mógł oznaczać?

<Dziadku?>

18 czerwca 2020

Od Potrójnej Łapy cd Iglastej Gwiazdy

Wrócił z zgromadzenia w bardzo złym humorze. Nie ma to jak trochę walki, ale wolał ją oglądać w innych klanach, a nie w swoim. Widok jednak gniewu Klanu Gwiazd i jego potęgi był naprawdę niesamowity. Coraz bardziej przekonywał się w przeświadczeniu, że woli być po stronie zmarłych. Mieli wspaniałą potęgę, która zasługiwała na szacunek. Na jego nieszczęście, walka przeniosła się do obozu. Musiał szybko stąd spadać zanim przez przypadek oberwie. Postanowił więc usiąść w oddaleniu, blisko drzewa, tak na wszelki wypadek. Kiedy sytuacja się unormowała mógł ze spokojem wrócić do legowiska. Jednak nie było to zbyt łatwe, ponieważ jego głupia siostra wraz z Owocową Pogonią, zagradzały mu drogę. 
- Jak śmiesz wywalać mnie z m o j e g o legowiska? - wrzasnął, - Tam został M Ó J TKACZ TY ZASRANY ŚMIERDZIELU! 
- Teraz mieszka tam nowy lider! - wyjaśniła nowa zastępczyni.
- Ah tak? AH TAK? W TAKIM RAZIE NIECH POKAŻE SWOJE DZIEWIĘĆ ŻYWOTÓW! PÓKI KLAN GWIAZD NIE PRZEMÓWI, MAM GDZIEŚ JEGO POZYCJĘ! - Widząc niezadowolony wzrok siostry kontynuował - ODDAWAJCIE MOJEGO TKACZA! NIE BĘDZIECIE GO PRZETRZYMYWAĆ JAK WIĘŹNIA!
- Uspokój się to tylko pająk! Na dodatek nie wiesz co mówisz! Bluźnisz! - wypowiedziała się nierozgarnięta Wężowy Wrzask. 
- Ja bluźnie? JA? Nie obraziłem przodków!
- Ale naszego lidera tak!
- JESTEŚ TĘPA! OD URODZENIA TO PRZECZUWAŁEM! 
-Uspokój się Potrójna Łapo, bo cię jeszcze wygnają! - usłyszał obok głos Sosnowego Zagajnika, która przyszła sprawdzić co się dzieję. 
- UMRĘ Z GODNOŚCIĄ, JAK MĘCZENNIK JEŚLI BĘDZIE TRZEBA! - zakrzyknął na cały obóz czując, że jednak wizja śmierci jest zbyt... straszna. Nie... raczej nie chciałby ginąć. Był w końcu młody. Jednak wierzył, że Klan Gwiazd by go przyjął, ponieważ był bardzo wierny jego kodeksowi i na dodatek kroczył ścieżką medyka. Ale to i tak... śmierć. Pokręcił głową. 
- Dobra. Słuchajcie wy... mysie móżdżki! Oddajcie mi tylko Tkacza, zabiorę go do legowiska medyków.
Kotki spojrzały po sobie. 
- Nie możemy nikogo tam wpuszczać. - odezwała się Wężowy Wrzask.
Czuł jak ciśnienie mu się podnosi. Sosnowy Zagajnik szybko złapała go za kark, uniemożliwiając przebicie się przez koci mur.
- Uspokój się - Medyczka puściła go. - Pogadam z Ostrokrzewiowym Cierniem. Pewnie ci go odda. 
- No ja myślę. Inaczej sobie sam z tyłka wytrzaśnie pajęczynę na swoje rany! - Wygładził zjeżoną sierść, odchodząc zły, że nie był w stanie nic zrobić. 
Usiadł niedaleko dziadka i wujka, patrząc rozeźlony w niebo. Miał nadzieję, że Klan Gwiazd coś na to poradzi i walnie piorunem tego całego uzurpatora. Co z tego, że był jego wujkiem? Był szalony. Zerknął na Leszczynka i jego nieporadne umiejętności medyczne. Przynajmniej coś robił... Szybko pobiegł do legowiska medyków i wykradł potrzebne zioła, mech nasączony wodą i garść pajęczyny, trzymanej na czarną godzinę. Przekradł się szybko w pobliże żłobka. Syknął na rudego syna Iglastej Gwiazdy. Ten podszedł niepewnie do niego, patrząc na medykamenty.
- Lepiej pomogą. Zaklej rany pajęczyną. Masz tu mech z wodą, obmywaj zaognione rany i nakładaj papkę z tych ziół. 
- Pomagasz nam? - zapytał zdziwiony.
- Pomagam wszystkim kotom w klanie. Tak nakazuje mi kodeks. A jeśli będą się mnie o to czepiać, że pomagam i im i wam, powołam się na kodeks i Klan Gwiazd. Nie mogą mi nic zrobić. - powiedział z pewnością w głosie.
Chociaż wcale nie był tego taki pewny. 

<Dziadku?>

07 maja 2020

Od Trójki (Potrójnej Łapy) cd Iglastej Gwiazdy

Propozycja dziadka, bardzo go zaskoczyła. Wszedł do jego legowiska, uważnie przyglądając się panującym tam warunkom. Musiał przyznać, że staruszek miał luksusy! Nawet mech wydawał się bardziej miękki, o czystości nie wspominając. Tak. Tkacz będzie miał tu spokój i bezpieczeństwo, ponieważ nikt nie ośmieliłby się tu wtargnąć.
- Nie, poza tym, zobacz ile tu ja mam miejsca. Na pewno nie będzie mi przeszkadzać. Mam też dla ciebie propozycję, Trójeczko. Nie wiem kiedy Strzyżyk skończy trening, jednakże co powiesz na to, żebym cię oficjalnie mianował? Nie chcę, żebyś mi się marnował. Jednakże będziesz miał dwie mentorki, Świetlikowe Skrzydło i Sosnowy Zagajnik. Co prawda Świetlik ma doprawdy ogromną wiedzę, jednakże przez swoje zdrowie nie będzie w stanie zapewnić ci wiedzy praktycznej tak, jak Sosna. No, co ty na to?
Spojrzał na kocura zaskoczony. Czyżby to były jego urodziny? Czekał na ten dzień tak długo! Nagle ciemne chmury, które otaczały go od jakiegoś czasu, rozstąpiły się uwalniając światło. Nadzieja powróciła! Nie dość, że uwolni się od dzieciarni i nie będzie uznawany za opiekunkę, to jeszcze zostanie mianowany i będzie dzielił legowisko z dziadkiem! Chyba nigdy nie słyszał o czymś takim, więc oczywiście, że przyjmie propozycję. Gdyby nie to, że nieco się brzydził, ucałowałby mu łapy i zachwalał pod niebiosa. 
- Tak! - powiedział próbując opanować drżenie, spowodowane tymi wspaniałymi wiadomościami. - Rany dziadku! Jesteś super! Jak będziesz już w stanie Świetlikowego Skrzydła, to będę ci pomagał jak umiał, dzięki mojej wiedzy!
- Dobrze, dobrze. Chodźmy więc...
I tak oto, przy świadkach, został mianowany pełnoprawnym uczniem medyka. Wręcz szalał ze szczęścia, przez co parę razy się wywrócił, kiedy biegł ogłosić to Świetlikowemu Skrzydłu. Kotka oczywiście wszystko widziała i słyszała, ale nie zniechęcało go to do doinformowania starszej. Umówili się wstępnie na zajęcia, po czym pognał do Sosnowego Zagajnika, aby z nią zrobić to samo. Dzięki temu, będzie mógł czerpać więcej wiedzy w odpowiednich porach. Kiedy wszystko już ze sobą ustalili, szybkim krokiem wtargnął do żłobka, obrzucając kocięta, nieprzychylnym spojrzeniem. Najbardziej jednak kierowane ono było do córki wyliniałego kocura, Borsuk. Jego kuzyni byli już uczniami, więc zdziwił się, kiedy dostrzegł Świt, który najwyraźniej postanowił popilnować dla niego Tkacza. Nie wiedział co by bez niego zrobił. Doskonale zdawał sobie sprawę, że Borsuk by go zjadła, gdyby nie strażnik Świt, a raczej Świtająca Łapa. Szybko wyjaśnił mu, co się stało i gdzie odtąd mieszka, po czym zabrał się za wyprowadzkę. Najpierw zagarnął Tkacza na mech, który następnie wrzucił do gniazda. Pająk nie był zbytnio ucieszony z takiej sytuacji i próbował zbiec, ale Potrójna Łapa, sprawnie zawrócił go z powrotem na miejsce. Kiedy już opanował sytuację z pasażerem, zaczął ciągnąć swój wynalazek w stronę wyjścia. Było to nieco trudne, ponieważ musiał co chwile przystawać, bo inaczej wywróciłby się z tym wszystkim, ale podołał. Prawie. Dotarł do połowy obozowiska, gdzie westchnął, próbując nieco odsapnąć. 
- Pomóc? - Spojrzał na dziadka, który z zainteresowaniem przyglądał się jego ekwipunkowi. 
- Tak. Tylko uważaj, bo Tkacz jest w środku.
Iglasta Gwiazda powoli chwycił konstrukcję i zaniósł do legowiska. Potrójna Łapa ruszył za nim lekko kuśtykając. Kiedy dotarli na miejsce, poinstruował kocura, gdzie położyć jego bagaż, a następnie liliowy, przepchał go w kąt legowiska, gdzie odtąd miał żyć jego pracowity przyjaciel. 
- Uff... Dzięki za pomoc. - Usiadł na ziemi i zaczął wylizywać swoje futerko z brudu. - Gadałem już z mentorkami i ustaliliśmy co i jak. - powiedział pomiędzy liźnięciami. - A własnie! - przerwał, przypominając sobie o czymś. - Muszę iść po mech! - I nie czekając na odpowiedź dziadka, ruszył pędem po świeżą partie, miękkiej rośliny. 
Sosnowy Zagajnik na szczęście miała całkiem sporą połać, jednak postanowił sam zaciągnąć ją do legowiska dziadka. Da radę. Oczywiście, nie obyło się od przekleństw pod adresem posłania, które strasznie ciążyło mu w pysku. Czując, że to na nic, wszedł pod roślinę i uniósł ją na swój grzbiet. Musiał wyglądać jak jakiś potwór, ponieważ usłyszał jakiś krzyk, a następnie, coś go powaliło. No rozumiał, że zazwyczaj mech nie chodzi, ale ten ktoś mógłby być bardziej inteligentny i skojarzyć fakty, że pod tym mchem jest kot, który go tacha na odpowiednie miejsce! 
- Co się dzieję?! - Usłyszał głos dziadka.
- Potwór! Ten mech chodził! Chyba go zabiłam! 
Poruszył się pod mchem, próbując się z niego wyswobodzić. Usłyszał kolejny paniczny krzyk i znów coś go powaliło.
- Ała! - Gdy tylko to powiedział, nastała cisza. 
Wynurzył w końcu głowę spod mchu i dostrzegł Trzcinowy Brzeg, która przylegała całą sobą do Iglastej Gwiazdy. 

<Dziadku?>

29 kwietnia 2020

Od Trójki cd Iglastej Gwiazdy

Świetlikowe Skrzydło po raz kolejny marudziła mu, że bolą ją plecy. Może myśląc, że skoro tak dobrze się uczył, to i jej pomoże? Ale co on miał niby zrobić? Zaczął intensywnie myśleć, próbując rozwiązać ten aspekt. Kora Olchy jest na ból zębów, więc się nie nada. Trybula za to łagodziła bóle brzucha. Hm... Co by tu podać tej zrzędzie?
- A gdzie dokładnie cię boli? 
Starsza wskazała na swoje biodra, a Trójka od razu przewrócił oczami. Mogła od razu powiedzieć, że chodzi właśnie o to! Eh... jak ona utrudniała mu życie. 
- Myślę, że koper włoski ci pomoże. 
- Brawo! A teraz leć po niego. 
Westchnął i ruszył do legowiska medyków. Szybko wytargował się od Sosnowego Zagajnika o wspomnianą roślinę i wrócił z nią do swojej pacjentki. 
- Masz - Rzucił jej pod łapy. 
- Co za "masz"? Co należy teraz zrobić? 
Zastanowił się chwilę, wpatrując w medykament. Chyba chodziło o wsadzenie tego do gardła. Ale było za długie i kocica mogła się tym zakrztusić. 
- Eee... może... trzeba to połamać i wypić z tego sok? - zaryzykował.
- Wspaniale! A teraz do dzieła. 
Wgryzł się w łodygę i podał wypływający sok do pyska kocicy. Ta wypiła zawartość i westchnęła z ulgą. Jego wibrysy zadrżały z zadowolenia. Właśnie ulżył w bólu schorowanej! Musiał przyznać, że pomimo okropnego charakteru, Świetlikowe Skrzydło ciekawie uczyła. Na dodatek mógł przetestować znane lekarstwa na niej! 
Kiedy lekcja dobiegła końca, zadowolony ruszył coś przekąsić. Tak się złożyło, że natrafił na dziadka.
- Jak tam, Trójeczko? - miauknął do niego - Słyszałem, co się stało między tobą a tatą, chciałbyś o tym porozmawiać?
- Nie ma o czym gadać.- prychnął. Czy już cały klan o tym wie? - To było pomiędzy nami i tylko nami. Rozumiem, że jako przywódca i dziadek się troszczysz, ale nie ma czym. Było minęło. Za to ja słyszałem, że ty i Miedziana Iskra macie się ku sobie. 
- No... ja... znaczy...
Uśmiechnął się, widząc zakłopotanie staruszka. W końcu był jego dziadkiem, więc mógł już nadać mu to miano. Machnął ogonem.
- Już i tak wszyscy o tym gadają, więc nie kłam. Powinieneś się skupić na tych przywódczych sprawach. Przez ciebie i wasze amory, Miedziana Iskra szybko się zmywa, a pracujemy nad udoskonaleniem naszego wynalazku. 
- Wynalazku? 
Kiwnął głową. 
- Wiesz dziadku, jak nieporęczne jest chodzenie w tą i z powrotem po rośliny albo twoim przykładem, pokarm? Medycy biorą tyle, ile zmieści się w pysku lub korzystają z liści bluszczu, ale ile tam się tego zmieści? Ja - Wskazał łapą na siebie - Poznałem tajniki budowy gniazd, które będą rewolucją! Będzie się wkładać potrzebne składniki do środka i nieść tylko gniazdo wraz z zawartą w nim zawartością. Przyda się podczas suszy na przenoszenie mchu z wodą. Oszczędzi kłopotów z trudem pracy. 
- Brzmi ciekawie.
- A jak! - Uśmiechnął się szeroko. - A... jak już jesteś. Jest mały problem. - Uśmiech zszedł z jego pyska.- Twój wyliniały zastępca, zrobił sobie bachory. Jedno z nich, chcę zeżreć mojego pająka. Mógłbyś je nastraszyć? Wiesz. Tak, aby trzymały się od niego z daleka? Bez niego los, wielu krwawiących kotów, będzie stał pod znakiem zapytania. A jako przywódcą, jesteś dla nich bardzo przerażający.

<Dziadku?>

16 marca 2020

Od Trójki cd Iglastej Gwiazdy

Dokądkolwiek by chcieli? Zastanowił się nad tym poważnie. Dokąd on mógłby chcieć pójść? Pierwsze co mu wpadło do głowy, to jakaś polana z roślinkami. Jednak odkąd spadł śnieg, wiele z nich pewnie zginęło i nie miał co liczyć na swoje badania. Zresztą mogłoby to być niebezpieczne. Czy dziadek myśli? Byli w końcu kociakami. Jeszcze coś by ich porwało i zjadło na śniadanie! Migotka oczywiście, wyrwała się pierwsza z propozycją. Tej to nie wróżył długiego życia.
- Zabierz nas do miejsca zgromadzeń!
- Takdziadkuzabierznastamprosimy - zawtórowała siostrze Brzoskwinka.
Skrzywił swój pyszczek. Za bardzo nie podobał mu się ten pomysł zwłaszcza, że to było daleko i pewnie ujrzą tam tylko jakiś zwykły kamień.
- Ja nigdzie nie idę! - Tupnął łapką.
On nie będzie się narażał. Miał jeszcze dużo do zrobienia, nim wyzionie ducha.
- No weź, Trójko! Będzie fajnie! - próbowała namówić brata Migotka.
- Nie. Idźcie sobie sami. Mi akurat nie przeszkadza mama i jej narzekanie - dodał patrząc na nich z powagą.
No bo jak można było mieć jej dość? Była kochana i zawsze podobały jej się kwiatki, które dla niej przynosił. To chyba była jedyna osoba, która go rozumiała.
- Ale jesteś beznadziejny!
Wystawił siostrze język, co najwyraźniej rozbawiło dziadka. Zielone oczy Trójki, spoczęły na staruszku.
- Dziadku. Mam prośbę.
- Tak?
- Jak będę już duży, aby być uczniem, to mianuj mnie na ucznia medyka. Nie chcę całego życia spędzić wiedząc, że jestem na ich poziomie - wskazał ogonem siostry.
- Bycie wojownikiem nie jest takie złe.
- Jest. W końcu narażacie swoje życie.
Dla niego to nie był przejaw bohaterstwa, a głupota. Ci wszyscy wojownicy byli jak mięso armatnie. Wolał trzymać się z dala tej batalii i wszystkiemu co z tym związane. Chciał być ponad to. A droga medyka mu tą drogę oferowała. Nie dość, że miałby kontakt z przodkami, to jeszcze byłby szanowany i mógłby decydować o życiu i śmierci tych mysich móżdżków.
- Dziadku, przestań z nim gadać i zabierz nas do tej wielkiej skały! - zawołała Migotka, rzucając się na plecy Iglastej Gwiazdy.
- Tak... zabierz je dziadku z daleka ode mnie. Proszę - poparł siostrę.
Im dalej je zabierze, tym będzie miał więcej czasu na spokój i ciszę.

<Dziadku?>