BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Astrowy Migot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Astrowy Migot. Pokaż wszystkie posty

15 kwietnia 2023

Od Astrowego Migotu CD. Puszka

 Mrugnął kilka razy, po czym uśmiechnął się szeroko, z tyłu głowy wymyślając jakieś normalne imię, które mógłby mieć. Przedstawiając się swoim imieniem, było zbyt ryzykowne, więc szybko palnął byle jakim.
- Ładne imię, ja jestem Zaśnieżona Waśń, miło mi! A za co ciebie lider tu wrzucił, albo co spowodowało, że się tak wkurzył?
- U-um... - Wbił wzrok w swoje łapy. - O-obłaziłem go, b-bo j-jest niełudy i z-zwyzywałem. A-ale żałuje! J-ja już nie chcę t-tu być. Przepłosiłem go, a... a on... - Pociągnął nosem. - O-o-on... O-on powiedział, że b-będę ciełpieć do śmiełci. T-to stłaszne. M-myślałem, ż-że łodzina się wspieła, a-ale on... on... on jest stłaszny
Zaintrygowało go tylko jedno. Rodzina?
- Nie rozumiem, rodzina? Czy ty jesteś z nim spokrewniony? To twój partner? Nie, przecież on jest z Irgą... Masz partnera? - Starał się nie wybuchnąć ze zdziwienia. "Rodzina"? Jakim niby cudem? Dobra, Omen miał mnóstwo dzieciaków, ale nie sądził, że swojego potomka umieści w jakiejś dziurze.
- T-t-to m-mój wuj... - Pociągnął nosem. Na wspomnienie o partnerze wybuchł płaczem, pamiętając, co powiedział mu Mroczna Gwiazda nie tak dawno temu. - T-tak... miałem pałtneła, a-ale... a-ale o-on pewnie z-zabił się z ło-łozpaczy za mną.
- Spokojnie, najpewniej ciebie okłamał. - zapewnił, i dodał -. Opiszesz mi go jeśli dasz radę? 
- Ł-łu-łudy, c-cały łudy i przystojny. - Otarł łapą nos i smarki. - O-okłamał? N-no nie wiem... O-on... B-był przekonujący. K-kazał mi wydłapać o-oko - wyskomlał spanikowany, zaczynając się hiperwentylować. - B-b-boje się. P-pomóż mi. B-błagam
- Chodziło mi o charakter. I zrozum, chcę ci pomóc, ale mam rodzinę w klanie i w każdym momencie może mnie wywalić z klanu. - mruknął. Jego łapy same rwały się do pomocy. By tak poturbować kota przez durne słowa? Swoją rodzinę? - Postaraj się tutaj wytrwać. Zaraz będę wracać do obozu, ale co na razie, jeszcze mam chwilę czasu, co prawda miałem być na patrolu, ale wiesz. 
- P-postałam się... nie umrzeć... tutaj… - miauknął Jeleni Puch, kiwając lekko głową. Chwilę jeszcze przyglądał się mu w ciszy, 
- Ze spokojem, jeszcze ciebie nie opuszczam. Chciałbyś może o czymś pogadać na poprawę humoru? - Zaproponował, wygodnie usadawiając się przed dziurą.
Zdziwiony spojrzał na niego, mrugając. 
- J-ja... J-ja nie wiem, co mogłoby mi popławić humoł. N-nie mam oka, a S-sosna chciała odełwać mi łapę - mruknął rudy smętnie patrząc na swoje łapy.
-Po prostu pogadajmy o czymś miłym, dobrze? - Uśmiechnął się, lekko nachylając nad dziurą, starając się wypatrzeć w niej poturbowanego kota. 

<Puszek?>

Od Astrowego Migotu CD. Wieczór (Wieczornej Mary)

 Nie wiedząc, co innego zrobić, delikatnie wziął kociaka w pysk i położył go między swoje łapy. Płodzik wił się niespokojnie w lewo i prawo, wyzywając o bez słów, albo chociaż tak myślał. Przypomniało mu się dzieciństwo. Też był taką parówką, no dobra troszkę delikatniejszą i mniejszą niż ten czołg, ale był zadziwiająco podobny. Chcąc nie chcąc znów przypomniał sobie kary cielesne za złe postępowanie. Miał jedynie nadzieję, że Chłodny Omen też nie będzie wychowywać swoich dzieci w ten sposób. Liznął po główce kocię, które jak na zawołanie uspokoiło się troszkę i wziął drugą szaloną glistę, także kładąc ją między swoje łapy. Uśmiechnął się delikatnie, kładąc niedaleko dzieci pysk i wpatrywał się jasnoniebieskimi oczyma w malutkie pokraki.

***

Odkąd pamiętał, starał się pomagać Frezji w wychowywaniu jej kociąt. Zawsze gdy miał czas, przychodził do zmęczonej szylkretki i jej wypierdków, i a to dał coś do jedzenia, albo starał się bawić z maluchami, jednocześnie uczestnicząc w ich dorastaniu. Wraz z ich matką patrzył dumnie, jak kocięta uczyły się nowych i nowych rzeczy, a teraz, po wojnie, odizolował się od rodziny, siedząc najczęściej w legowisku medyka, wciągając jakieś zioła na uspokojenie. Nie powinien tego robić, jednak ból w jego małym serduszku był taki mocny, że nic i nikt nie mógł temu zaradzić, nawet sam on. Mimo to starał się już ograniczyć to, i powoli mu się udawało. Dzisiaj był dzień, kiedy jeszcze kiedyś mała wywłoka Wieczór, teraz już w pełni dorosła kotka zdawała test na wojownika. W duszy kibicował jej jak nikt, na zewnątrz patrzył na nią chłodnym wzrokiem.
Udało jej się. 
Jako jeden z pierwszych podszedł jej pogratulować. Jego siostrzenica była już wojowniczką.
Chudy wojownik znalazł się tuż obok nowo mianowanej kotki z szerokim uśmiechem, może trochę krzywym, ale starał się, by wyglądał naturalnie. 
— Gratulacje, Wieczorna Maro. — mruknął dosyć cicho i usiadł obok czarno białej kotki.

<Wieczór?>

Od Astrowego Migotu do Różanej Przełęczy

 Z każdym dniem przyzwyczajał się do panującej atmosfery. Mogli łazić po terytoriach burzaków, żarcie im podbierać, włazić do obozu…  w wielkim skrócie dużo. 
Tak więc Aster, korzystając z tego ustroju wybrał się do obozu klanu Burzy.
Nigdy nie miał problemu do tych kotów. Jedyne co go najbardziej zastanawiało, to ilość rudych kotów w ich klanie. Było to dość dziwne? 
Maszerował z dumą patrząc na ich tereny. Było tu mało drzew. No cóż, koty tutaj bardziej biegały niżeli skakały po drzewach. Nie wiedzieli, co tracą.
Gdy wszedł do obozu, spotkał się z początkowo zdziwionymi jak i ponurymi spojrzeniami. Czarny tylko uśmiechnął się, powoli kierując się do sterty. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz jadł. To samo, że spaniem. Dodatkowo miał okazję, by spróbować zająca.
Nigdy nie jadł zająców, więc było to coś nowego. Zabrał więc jednego i na boku zaczął go zjadać. Nie był dobry. Możliwe, że nie był przyzwyczajony do tego typu zwierzyny, albo oni mieli dziwne gusta. Najważniejsze, że czuł się lepiej. 
Poczuł na swoim grzbiecie czyiś wzrok. Odruchowo spojrzał więc w tamtą stronę i ujrzał szylkretową kotkę wpatrującą się w niego brązowymi oczami. Podeszła do niego od tyłu nie odzywając się ani słowem. Dalej mając we łbie spotkanie na wojnie z dwiema szylkretkami jak i lataniem na wojnie, lekko się zjeżył, jednak mimika pyska dalej była taka jak wcześniej.
— Co. — odparł chłodno w jej stronę mrużąc niebieskie oczy. Kilka razy przejechał po niej oceniającym wzrokiem, po czym wrócił do patrzenia jej w oczy. Kotka ze spokojem wydała cichy pomruk, jednak nie umiał stwierdzić czy było to z zadowolenia, czy też z rozdrażnienia.
— Chcę wyjść z obozu. — mruknęła krótko, czekając na decyzję kocura. Początkowo chciał odmówić, jednak zdecydował się ją puścić.
— Dobra. — warknął, podnosząc się z ziemi i lekko otrzepując. Skierował się do wyjścia, a nieznajoma za nim. Na wszelki wypadek wysunął pazury gdyby miało się to okazać pułapką.  — Idź, nie wiem, sraj czy coś. — miauknął, pozwalając kotce przejść na otwarty teren, jednak bacznie ją obserwując na każdym kroku, gotowy, by wystrzelić niczym z armaty i ją złapać, w wypadku, gdyby chciała uciec.

<Różo?>

10 kwietnia 2023

Od Astrowego Migotu CD. Upadłego Kruka

 Spoglądał na niego raz po raz, dalej bacznie obserwując, czy żaden kot nie patrzy się na nich. Ku jego szczęściu, nikt nie zwrócił uwagi na dziwne zachowanie Astra czy też jego niecodzienny wygląd, z czego był bardzo zadowolony.
— Nie no... Możesz zawsze rzucić mnie jej na pożarcie — odpowiedział kąśliwie, dalej skierowany do niego tyłem. — Albo przeboleć to jak na kocura przystało i przestać się mazać jak jakaś kotka.
Prychnął, by ukazać swoją wielką złość, i ułożył się wygodniej na legowisku. 
— To chociaż odwróć się jak kocur, a nie każesz mi sobie dupę wąchać. — mruknął, kątem oka patrząc na zamyślonego cętkowanego kota. Po chwili namysłu łaskawie odwrócił się, mrużąc zielone ślipia. 
— Już lepsze widoki? — Czekoladowy podniósł brew. Przez chwilę jeszcze wpatrywał się w niego i jego pysk rozmyślając nad czymś. Patrząc w jego oczy przeszły mu ciarki po grzbiecie. Niby ładne, zielone niczym trawa w okresie pory zielonych liści, przyglądając się nim jednak można było dostrzec coś takiego, co sprawiało, że futro stawało dęba. Otrząsnął się szybko, odpowiadając na prawie pytanie przyjacielowi.
— O wiele. — miauknął, kładąc pysk na swoich łapach.
Kruk chwilę jeszcze obserwował Astra, aż w końcu przymknął kolejny raz swoje oczy. Trwał tak w ciszy dość dłuższą chwilę, aż nie poczuł się senny. Odpłynął dość szybko, zapominając o całym świecie. Jednak to nie był koniec. Gdy mijały uderzenia serca, pochłonięty przez sen, zaczął mamrotać pod nosem jakieś niezrozumiałe słowa, przytulając się bardziej do kocura. Czarny mozolnie podniósł pysk, który teraz dla niego ważył setki kilogramów i zamglonym wzrokiem zaczął mierzyć otoczenie. Dalej w półśnie, rozciągnął się, wyciągając łapy mocno do przodu, ziewnął i znów poszedł w kimono. Zaraz znów dziwne zachowanie kocura obok ponownie obudziło Astrowy Migot, tym razem będący trzeźwiejszy niż wcześniej, skrzywił się i dziabnął pazurem Kruka w bok, jednak ten nic. Za drugim razem, czekoladowy strzepnął łapą, odganiając „natrętną muchę”.
 — Mamo jeszcze chwila... — wymamrotał zaspany, nawet nie otwierając oczu.
Zniesmaczenie wskoczyło sobie na pysk Astrowego Migotu i kładąc długie uszy, cicho szepnął. 
— Łasica! Nie jestem twoją matką, wstawaj! 
— Mhm... — Czekoladowy wymruczał pod nosem, po czym ziewnął. Powoli otworzył oko, a widząc praktycznie nic, jęknął. — Jest noc. Daj mi spać. — Zasłonił pysk łapami, by odciąć się od świata. Dopiero po chwili rozbudzony nieco bardziej tymi słowami, spojrzał na Astra zaskoczony tym, że był tak blisko. — Aster? A ty co tu robisz... Ah... — przypomniał sobie o tej umowie. — Już idę, idę. — Uniósł się na łapy, przeciągając się.
— Nie o to chodzi. — syknął zniechęcony w jego stronę. — Dobrze się czujesz? Nie sądzę, by nazywanie innych kotów „Mamą” należało do normalnych czynności. — mruknął prześmiewczo. Skwaszony Łasica spojrzał na niego leniwym wzrokiem, wyglądając, jakby dalej spał.
— Huh? Co? Majaczysz już? Nie mówiłem czegoś takiego — prychnął, kręcąc łbem. — A jak już to pewnie to było nie do ciebie, a do osoby z mojego snu. Jakbyś nie zauważył, to jeszcze się nie rozbudziłem — ziewnął ponownie. — Nie dopowiadaj sobie. — Pacnął go lekko w nos. Czarny wzdrygnął się na uderzenie i warknął cicho pod nosem. Kątem oka zauważając dziwny ruch po jego prawej. Spoglądając w tamtą stronę, ujrzał zdziwioną Frezję, która ziewając, przetarła oczy łapą. Spanikowany odgonił cętkowanego od siebie, wypierniczając go z legowiska i jeszcze dalej. Mimo jego starań siostra najwyraźniej zobaczyła, że Kruk dziwnym trafem znalazł się koło niego na tym samym legowisku i odwracając wzrok, zaśmiała się cichutko. Położył uszy, wracając wzrokiem na ociągającego się zmęczonego kota.
— Idź, idź. — pogonił go speszony, zwijając się w kulkę i zakrywając pysk ogonem. Jaka wtopa. 

***

Ledwie wyszedł z legowiska, ledwie przeciągnął się leniwie na start nowego dnia, siostra zaczęła zadawać masę pytań na temat tej wczorajszej akcji. Naprawdę nie chciał sobie przypominać, co się tamtego dnia działo.
— Mówię ci chyba setny raz... Nie. Nie jesteśmy razem. — warknął stanowczo, przymykając oczy i marząc, by teraz zapaść się pod ziemię.
— No ale jak to? Przecież widzę, jaki dla ciebie jest ważny. No i ten... pocałunek na treningu... — przypomniała mu o tym. — Wtedy sądziłam, że to takie odwrócenie uwagi, ale dzisiaj was widziałam, jak spaliście razem słodko, a potem tak konspiracyjnie od siebie odeszliście, by nikt się nie dowiedział. Mnie możesz powiedzieć, braciszku! Cieszę się, że znalazłeś sobie kogoś, naprawdę. Nie wstydź się.
Spalił buraka, kładąc uszy i opuszczając ogon, pisnął. 
— N-NIE! To było tylko odwrócenie uwagi, t-tak jak sądziłaś! A-a to wczoraj... Długa historia, ALE NIE MA NIC WSPÓLNEGO Z TYM, O CZYM MYŚLISZ! — syknął zawstydzony, jeżąc włos na karku. 
— Ale po co te nerwy! Nie bój się. Nikomu nie powiem. Obiecuje. — Otarła się o jego bok, posyłając mu uśmiech. — Jak to nie? Na pewno? — zmartwiła się. — Pasujecie do siebie. On cię lubi, ty go lubisz. Co stoi wam na przeszkodzie? 
— S-Skąd doszłaś niby do wniosku, że ja go lubię, bądź że on mnie lubi? To nawet nie trzyma się kupy! — warknął, powoli mając tę całą rozmowę po kokardę. 
Zdziwiona szylkretka mrugnęła kilka razy, uśmiechając się nerwowo.
— No bo... spędzacie ze sobą czas. Dość często rozmawiacie i się uśmiechacie. Nie zauważyłeś tego? — zdziwiła się. — Sądziłam, że... No wiesz... Zależy ci na nim... Inaczej jak wytłumaczysz to spanie ze sobą? Mówisz, że to długa historia, to proszę. Opowiedz mi. Proszę. Braciszkuuu. — Posłała mu proszące spojrzenie. — Bo jak nie ty, to zapytam twojego przyjaciela.
Jego pysk wykrzywiał się z każdymi informacjami, które do niego dolatywały.
 — Y... Więc...  —  zaczął powoli, ale widząc, że kotka nie zamierza odpuścić, westchnął i zaczął opowiadać.
  — Wczoraj wróciłem z treningu, i położyłem się na legowisku, to raczej normalne. Kruk podszedł, i spytał, czy może się gdzieś ukryć, by Sosnowa Igła go nie znalazła, więc pozwoliłem mu się ukryć koło mnie, by nie zagryzł mnie, jak to ma w zwyczaju. Jak Sosna poszła spać, to go wypędziłem. Widzisz, do niczego nie doszło!  — mruczał na jednym wdechu, prawie dławiąc się własnym językiem, by zaraz złapać głęboko powietrze i zażenowany spojrzeć w ziemię.
— O rany, ale to słodkie! — zapiszczała podekscytowana. — Jesteś jak taki bohater... Ah... Dużo bym dała, by Chłodny Omen się o mnie tak troszczył. — Zwiesiła smętnie łeb, ale zaraz się wyprostowała. — Ale wracając do ciebie braciszku... To chyba przesadzasz. Dlaczego miałby cię zagryźć? Wydaje się... taki samotny. Mam jednak nadzieję, że się pogodzicie. Powinieneś też sobie kogoś znaleźć. Mama byłaby szczęśliwa. — miauknęła.
Westchnął ciężko, tylko marząc o tym, by nigdzie nie znalazł się w pobliżu sam Łasica. 
— Nie jest to słodkie! T-to tylko pomoc, i tyle. Pamiętaj, że Chłodny Omen tylko zrobił ci kociaki i raczej nie zamierza spędzić z tobą reszty życia. Gdybym tylko mógł, bym go wypatroszył, ale masz wszystko, co potrzebne do szczęścia, racja? — uśmiechnął się, jednak wracając do tematu, uśmieszek zmienił się w grymas. — Nie przesadzam! I nie jestem gejem. 
Frezja strzepnęła tylko uchem na wzmiankę o tym, że Chłód jej nie kochał. Nie musiał jej tego przypominać. Dalej się nie mogła z tym pogodzić. 
— No dobrze... Skoro tak mówisz. To znajdę ci jakąś kotkę. Co powiesz na... — przerwała, bo w zasięgu wzroku pojawił się kochaś brata, który zmierzał w ich stronę. — Och ten. Nie przeszkadzam już wam. — Wojowniczka odeszła z uśmiechem, mrugając do brata okiem. 
Kruk zmierzył wzrokiem jego siostrę, dziwiąc się, o co jej chodziło, po czym się odezwał. 
— Jesteśmy oddelegowani do patrolu ze Szczurzym Cieniem. Mamy sprawdzić granicę z Klanem Klifu, skąd przedostają się samotnicy.
— Rozumiem. — mruknął smętnie piorunując wzrokiem siostrę i u boku syna Zakrzywionej Ości udał się na miejsce, gdzie czekał wcześniej wspomniany kocur, który na ich widok podniósł się ciężko, i poprowadził ich do wyjścia z obozu.

<Łasico?>
1228 słów!!

12 marca 2023

Od Astrowego Migotu CD. Upadłego Kruka

Warknął, jeżąc się i próbując jeszcze bardziej zepchnąć kocura ze swojego posłania.
— Wiem przecież, nie jestem głupi — prychnął Łasica. — Przestań się zachowywać jak kociak i słuchaj — ściszył głos, kładąc mu swoją łapę na pysku, przez co nawet nie mógł nic powiedzieć. Uspokoił się trochę, patrząc w pół obrzydzeniem, i w pół zaciekawieniem. — Sosnowa Igła ostatnio mnie coraz bardziej nęka, więc zlituj się. Jak uśnie to sobie pójdę — zapewnił go, wpatrując się w niego. Bycie jego strażnikiem nie brzmiało jak dobry pomysł. Westchnął, i rozciągnął się, by zasłonić ciałem czekoladowego. Nawet zakrył go swoim ogonem, przez co można by powiedzieć, stał się niewidzialny. Tylko nienaturalnie wyglądało, że taki patyczak jak Aster, stał się nagle szeroki jak Dzicza Siła.
— Starczy? — spytał, lekko odkrywając jego obrzydliwą mordę.
Syn Ości otworzył oczy ze zdziwienia, chyba nie spodziewając się zgody. 
— Może być — mruknął uradowany, zwijając się w kłębek. 
Aster przewrócił oczami, znów zakrywając go kitą, i starając się wyglądać jak najbardziej naturalnie jak tylko mógł. Ziewnął, rozglądając się wokoło. Uśmiechnął się lekko, póki nie spotkał się wzrokiem z... Sosnową Igłą. Patrzyła się na niego jakby miała go rozerwać na strzępy, zjeść utopić i złożyć z powrotem. Położył uszy, a jego uśmieszek z nerwów zniknął, i przerodził się w niepewny grymas. 
— Patrzy się na mnie — mruknął cicho, w duszy panikując się ze stresu.
— A niech sobie patrzy. Zignoruj ją, to sobie pójdzie — powiedział czekoladowy poprawiając się na miejscu. — Nie cykorz tak, bo to czuć jak jest się tak blisko twojej gęby. Nic ci nie zrobi.
Popatrzył z pogardą na niego i zadarł wysoko pysk po czym jak gdyby nigdy nic zaczął myć swoje łapy.
— Mam nadzieję — syknął przez zęby kładąc swoją głowę na łapach, starając się jakkolwiek uspokoić czy coś, jednak tego traumatycznego widoku już nigdy nie odzobaczy. Dodatkowo smród kocura, który się przylepił do niego, kuł w nos jak zgnilizna. 
— Umyłbyś się kiedyś.

<Kruczku?>

04 marca 2023

Od Astrowego Migotu CD. Tchórzliwego Upadku (Upadłego Kruka)

Podążał za mistrzem przed siebie, nie zważając specjalnej uwagi na towarzyszów. Słyszał głos Oszronionego Słońca, Trójokiej Wrony, Pustynnej Róży no i oczywiście Tchórzliwego Upadku, który towarzyszył mu kilka minut przed wyruszeniem. Było jeszcze więcej kotów, ale były cicho tak jak Aster. Czekoladowy strasznie go irytował. Nigdy nie sądził, że kot może być tak denerwujący, jak i mądry. Westchnął i jedynie szykował się na porządny wycisk. Nie musiał długo czekać, by ujrzeć polanę treningową. Ciekaw był, z kim będzie miał pojedynek. Jednak jego nieszczęście podążało za nim jak cień.
- No popatrz, jak się złożyło. To co? Rewanżyk?
Łasica stanął przed nim ze znaczącym uśmieszkiem. Czemu Klan Gwiazdy aż tak go nienawidzi, by spychać na niego karę w postaci upierdliwego kota, jakim był Tchórzliwy Upadek?
- Z wielką chęcią - mruknął znużony, omijając kocura. Już miał się oddalić, gdyby nie rozkaz Chłodnego Omenu. No i, jakże inaczej, musiał walczyć z Łasicą. Co za szok i niedowierzanie.
Przeciwnik ustawił się przed nim, a gdy mistrz dał sygnał do ataku, skoczył na Astra w celu przygwożdżenia go do podłoża. Na szczęście w porę odsunął się od napastnika, przez co Łasica upadł na ziemię. Jednak szybko wrócił do siebie i rzucił się na kocura. Tego jednak nie miał jak uniknąć, więc pazury przejechały mu po poliku. Syknął cicho i otrząsnął małą ilość krwi. Cętkowanego najwyraźniej to rozbawiło, a krótko po tym znów naskoczył na czarnego. Gdy wróg przez chwilę wznosił się w powietrzu, szybkim susem przybliżył się, a gdy jego klatka piersiowa znalazła się nad nim, wyciągnął łapę i jednym ruchem przeciął ją, chociaż lekko i nie była to poważna rana. Gdyby wbił się trochę głębiej, Tchórz by go rozszarpał.
- Dobrze ci idzie - mruknął serdecznie w stronę rozgniewanego kocura.
Łasica, po krótkiej przerwie na oddech, pobiegł do niego, tym razem nie skacząc, a taranując go łbem, wgryzając się ostro w jego kark. Czarny, chcąc nie chcąc, poleciał z nim, dostając nieźle w bok, przez co zacisnął zęby. Gdy już spadł na ziemię, czuł mocny nacisk na kończyny i nie było opcji wyrwania się z tego. Czas jego plan wdrożyć w życie.
- Wyglądasz na wkurzonego, przecież to tylko trening prawda? - Uśmiechnął się cwaniacko.
Tchórzliwy Upadek przycisnął go do ziemi, wisząc swoim pyskiem mysi skok od jego pyska. Zirytowane spojrzenie jego oczu wbijało się w te należące do kocura.
- Owszem, trening. Ale zagrywka była poniżej pasa. Mogłeś mnie wybebeszyć - prychnął.
- Rzeczywiście mogłem, ale nie uważasz, że to było za szybko? - Uśmiechnął się i przybliżył swój pysk do czekoladowej mordy. Liznął go po niej, chociaż w tym momencie chciało mu się już haftować. Położył łapy na jego plecach, przyciągając go do siebie, po czym wbił głęboko pazury. Chwilę odczekał, czując zdezorientowanie kocura, położył tylne łapy na jego brzuch i odepchnął przy tym, przejeżdżając mu pazurami po barkach, jednak nie było to bardzo mocno, tak jak można było się tego spodziewać. Uśmiechnął się i skoczył na cętkowanego, jednak nie spodziewał się tego, że przeciwnik, i nawet nie, że przechwyci ten ruch, a samego Astra chwytając go boleśnie za łapy i przyciągając go do siebie, przy tym wywalając go i wywracając go na plecy i przyszpilając do ziemi. Cicho stęknął, czując ból w łapach. Zaczął panikować, jednak nie widać było tego po nim.
Łasica najwyraźniej znerwicowany, jak i wkurzony wbił mocniej pazurska w jego futro.
- Odbiło ci?! Co w ciebie wstąpiło, pacanie?! Myślisz ty trochę?
- I tak nie mam, jak ci dorównać więc zwyczajne zdezorientowanie cię było jedynym wyjściem - mruknął, wzruszając ramionami. Uśmiechnął się skrycie, bo jego plan zadziałał, i chociaż na kilka sekund poczuł się silny, że pokonał Łasicę, i nie przeszkadzały mu dodatkowe rany na pysku. - No chyba nie myślałeś, że to było na serio. Typowa zagrywka, która i tak jest miętolona przez wieki. - Słysząc komendę mistrza wskazującą na zaprzestanie, wyślizgnął się z uchwytu kocura i odszedł, trąc ogonem o powierzchnie pola bitwy, zadowolony z siebie.
- Dobra przyznaję, że niezła sztuczka. Uwierzyłem aż przez chwilę, że na mnie lecisz, a walka to pretekst byś mógł sobie na coś pozwolić.- Usłyszał, jak kocur miauczał za nim, kulejąc obolały.
Zaśmiał się cicho.

- Dziwny jesteś. Ja, zakochany w takim czymś jak ty? Niestety muszę popsuć twoje marzenia, nie jestem zainteresowany nikim i niczym i najprawdopodobniej nie będę. - mruknął z przekonaniem i usiadł, obserwując następną walkę.
Usiadł mu na ogon z mściwym uśmieszkiem.
- Co takiego mówiłeś? Jakie „czymś"? Nie jestem rzeczą. Jak już to mówi się nie i tyle, bo jeszcze stracisz ten język, Migotku. Mama nie uczyła cię szacunku do starszych od siebie?
Już miał parsknąć śmiechem na „starszych od siebie”. Najwyraźniej Łasica coś brał przed treningiem. Może w tej myszy mu coś dosypali?
- A to niby czym jesteś? - mruknął i zmrużył oczy, ignorując ból w ogonie. - A poza tym wyrywanie języka... obrzydliwe...- Przybrał zniesmaczony wyraz pyska.
- Mówi się kimś! - poprawił go, prostując się. - A skąd wiesz, że obrzydliwe? Widziałeś już coś takiego, że oceniasz?
- Nie, ale sama myśl o tym, by włożyć pysk i wziąć do buzi język- eww… - syknął obrzydzony, że aż go zaczynało wykręcać.
- Taak. - Zielonooki zachichotał, widząc jego minę. - Delikatny jesteś, widzę. No, no, no. Interesujące. Ale muszę przyznać, że mnie nieźle skopałeś. Będę musiał zajść do medyka.
- To, że mnie coś brzydzi, to znaczy, że jestem delikatny? - Spojrzał na niego z nasuniętymi na oczy brwiami. - Dzięki - dodał, odwracając wzrok z lekkim uśmieszkiem. Czekał na jakieś słowa od kocura jednak cisza. - Co, pomóc ci czy czego oczekujesz?
- Nie potrzebuje pomocy - prychnął. - Bywałem w gorszym stanie i dawałem radę dojść sam. To były słowa uznania - powiedział oglądając kolejną walkę.
- Wiem.
Jeszcze chwilę oglądali walki innych wojowników, a gdy trening zakończył się, wszyscy ruszyli do obozu.

***

Był co prawda wieczór, jednak Aster nie miał potrzeby do odpoczynku. Wyszedł na zewnątrz legowiska i usiadł na skraju polany pod drzewem. Jedynymi kotami, które jeszcze gadały na polanie, były Sosnowa Igła i Błękitny Płomień. Powoli zaczynało się już robić ciemno, a ostatnie promienie słońca już zaczęły znikać. Wszedł mozolnie do legowiska wojowników i ułożył na posłaniu.

<Kruczek?>

25 grudnia 2022

Od Astrowego Migotu do Wieczór

Szybkim susem przeciął polanę obozu prosto do żłobka. Znowu spóźnił się przez te głupie treningi i przyszedł totalnie po czasie. Frezja urodziła. Wleciał jak torpeda, by zobaczyć siostrę z dwiema uroczymi pokrakami. Jednak coś było nie tak. Czemu wszystkie były większościowo czarne z białymi oznaczeniami? Czy miał swoje kopie? Patrzył na nie uradowany. 
– Jak je nazwałaś? 
– To Wieczór, a to Koszmar – mruknęła zadowolona szylkretka.
Został wujkiem.

•·.·''·.·•

Odwiedzał kocięta prawie codziennie i spędzał z siostrą cały wolny czas. Frezja cały czas wyczekiwała swojego “partnera”, lecz raczej nigdy nie doczeka się tego. Żal jej mu było. Starał jej się wyprzeć kocura z głowu tłumacząc jej, że nie ma co robić sobie marzeń. Jednak do niej jak do kamienia. Nic. Dziś, szylkretka poszła gdzieś, nawet nie wiedział gdzie i kazała mu się małymi zająć. Bardzo bał się, że coś im zrobi złego. Czy to na pewno był dobry pomysł? Frezja usadowiła go tu i poprosiła by się nie ruszał póki nie wróci, tak też zrobił. Nie drgnął nawet wąsem. Zauważył że jeden klusek zaczął się ruszać. Przyglądał mu się z zaciekawieniem. Co miał robić? Jakby chociaż siostra mu podała instrukcję do tego czegoś, co miałby robić gdyby bobasek się obudził, to nic! Opuściła go bez słowa i musiał działać na własną łapę. 

<Dziecko numer jeden?>

22 grudnia 2022

Od Astrowego Migotu Do Puszka

Sarni Krok naprawdę była miła, aż za bardzo. Nigdy nie sądził, że ucieszy się jej obecnością podczas patrolu. Mimo bycia kluchą miłości (i żeby było jasne, nie pałał wielką sympatią do takich kotów) lubił ją, i jej towarzystwo. Tylko… teraz była nadopiekuńcza. Cały czas pytała go “Wszystko dobrze?”, “Potrzebujesz coś?” lub “Pomóc ci?”, co już mu się przejadło. Znając życie, jak i jej naiwność, jakby poprosił ją o nocniaka, to specjalnie szłaby do Klanu Nocy i by pojmała jednego. Teraz szli wraz z Gawronim Lotem i Pustynną Różą po ścieżce. Nawet nie wiedział co się dzieje wokół niego. Nie trwało to długo i po chwili wrócili do obozu. Jaki był cel tej podróży? Nie miał pojęcia, nawet mu nie powiedziano i najpewniej nie dowie się. Po drodze złapał mysz, a Gawroni Lot karczownika. Wrócili, rzucili wszystko na stertę i rozeszli się w swoje strony. Aster, jak to Aster, pognał do żłobka by odwiedzić siostrę. 
Wszedł i jakoś się nie zdziwił widząc ją samą i śpiewającą do swojego brzucha. 
– Frezja… co ty odwalasz?
Kotka popatrzyła zdezorientowana na niego. Uśmiechnęła się głupio i nie znajdując wymówki wyjawiła mrożącą krew w żyłach prawdę…
– Nudzi mi się… hehe… – I wróciła do śpiewania swojemu brzuchowi. 
Aster westchnął i wyszedł z kociarni by nie zarazić się głupotą swojej siostrzyczki. Nagle zaczęły się piski i krzyki. Kłótnia Pustynnej Róży i Ważkowego Skrzydła była okropna… Nie wytrzymał. Wyszedł, i skierował się byle gdzie. Nie musiał długo czekać, by znaleźć dwie myszy i od razu dwie upolować. Miał niezłego farta, a łowiectwo chyba było jedyną rzeczą, do której miał łapy. Wtem usłyszał szum. I to nie byle jaki. Kot. O razu wytarł się w mokrą trawę, by zniwelować zapach i podszedł do tego miejsca. To była dziura. Ale to ogromna dziura! A na jej dnie siedział kot. CZEKAJ, KOT?
– Huh…?
Rudy skulił się słysząc czyjś głos. Uniósł powoli głowę i dojrzał obcego mu wilczaka. Skinął wolno głową.
– J-j-jeść – wyskomlał, wbijając w niego błagalne spojrzenie. Przeszedł go dreszcz. O na Klan Gwiazdy…
– Yh..Tak tak! – Rzucił do dziury dwie myszy, które wcześniej upolował i czekając na huk potwierdzający dotarcie myszy na dół, obserwował kocura przyglądając się jego mizernej posturze.
Więzień słysząc odgłos upadającego pożywienia, rzucił się błyskawicznie i zjadł w kilka chwil świeże mięso, prawie się nim krztusząc. Oblizał pysk, węsząc za resztą, ale już dawno grzała mu się przyjemnie w brzuchu. Unosił wzrok na swojego wybawcę. 
– D-dzięki.
– Czekaj...może znajdę coś dzięki czemu wejdziesz na górę... – Rozglądał się wokoło, biegał od miejsca do miejsca i starał się wywęszyć coś przydatnego. – Tak z ciekawości... kto ciebie tutaj uwięził?
Nieznajomy najwyraźniej zdziwił się jednak jego słowami. 
– S-stłaszny... k-k-kot. – zadrżał. – M-myślałem, ż-że cię p-przysłał... M-młoczna Gwiazda 
Przewrócił oczami. 
– No jasne... jak nie nikt to ten staruch musiał porwać ucznia z innego klanu. – Wziął długi patyk i trzymając go z jednej strony, podał wojownikowi na dole. – Dosięgniesz?
Bolesnym i chwiejnym krokiem podszedł do gałęzi, po czym chwycił ją zębami. Próbował wspiąć się, ale nie miał sił. Łapy mu drżały. Zawisł więc, mając nadzieję, że nieznajomy mu pomoże. Niestety, wiedząc że Astrowy Migot ma nieziemsko wielkie muskuły, ciężko było mu wciągnąć cętkowanego na górę. Już byli blisko i prawie niewolnik wyszedł na wolność, jednak gałąź złamała się, a rudy spadł. 
– On... o-on nie chce bym wy-wyszedł – załkał spanikowany. – T-to o-on, na na pewno o-on – stęknął spanikowany burzak.
– Zachowaj spokój. Uda nam się.  – miauknął spokojnie. – Tylko nie panikuj, i nie mów nic Omenowi, jasne? – uśmiechnął się przekonująco.

<Niewolniku Omena?>

Od Astrowego Migotu CD Tchórzliwego Upadku

Był gotowy na atak czekoladowego, więc automatycznie przygotował się na oberwanie po pysku. Łasica rzucił się na niego, jednak jego plany się nie powiodły. Dość szybko złapał go łapami za plecy "przytulając" go do siebie a następnie przeturlał się z nim na tyle, by w pół wstać (w sensie takim że tyłek miał do góry a przednie łapy ugięte) i starał się swoim niewielkim ciężarem ciała przygnieść kocura do ziemi 
- No, no, no, nieźle ci idzie - mruknął szyderczym tonem wpatrując się w zielone oczyska. 
Jednak jego zwycięstwo nie potrwało długo jak sobie tego wymarzył. Tchórz stęknął, gdy znalazł się pod kocurem, ale nie zamierzał tak pozostać. Zbliżył do niego pysk, łapiąc za skórę na szyi, tylnymi łapami podcinając jego tylną łapę tak, by kocur przewalił się na bok. Następnie szybko znalazł się nad nim, uśmiechając się zwycięsko. 
- Nie ze mną te numery. Jestem lepiej wyszkolony od ciebie - Wystawił mu język
Czuł się niesprawiedliwe. Czemu to jego obdarzono siłą, a on urodził się patyczakiem? Fuknął udając wielce obrażonego. Nie podobało mu się bycie pod Łasicą, więc na tyle ile miał siły próbował się uwolnić, jednak nie miał tej siły, której potrzebował. Nie wiedząc co robić znów użył przytulasa, by przyciągnąć szyję przeciwnika i capnął ją szczękami, które w przeciwieństwie do reszty ciała były dość silne i mocne. Myślał już, że to koniec, ale skądże! Oczywiście jego tymczasowy przeciwnik nie dał mu się nacieszyć zwycięstwem i wbił na ten jego ruch mocno pazury w jego ciało, charcząc, a następnie dając mu łapą po pysku, uwalniając gardło spod jego szczęk.
- Co tak ostro, Migotku? - miauknął, po czym szarpnął go za kark, schodząc z niego i trzymając dalej go w pysku, zaczął ciągnąć poza legowisko wojowników. 
- Puszczaj! - Zaczął wywijać łapami na lewo i prawo, jednak po chwili zmęczony dał się wynieść poza teren wygodnych posłań. Paszcza Łasicy była ostatnim miejscem które wybrałby na odpoczynek, jednak lepsze niż leżenie w śniegu, więc czekał aż jego podróż dobiegnie końca. Czekoladowy zaśmiał się pod nosem, puszczając go na zimną, poranną ziemię przy stosie ze zwierzyną. - Proszę bardzo. No to co? Wygrałem? Widzisz jak ładnie wyszedłeś z legowiska. To teraz jemy i idziemy na trening - rzucił lekko, i odszedł do sterty. Aster rozłożył się wygodnie na ziemi czekając aż jego agresywny towarzysz wróci. Nie musiał długo czekać aż poczuł szturchanie w boku. 
- Zdaje mi się, że tutaj zasnę, chociaż to miejsce jest gorsze niż twoje szczęki. - prychnął cały czas leżąc na ziemi. - Poza tym, twoim zadaniem było sprawić, że się podniosę czy też dobrowolnie pójdę na trening. 
- Nie martw się. - Tchórz usiadł obok "trupa", który imitował kota. - Pójdziesz dobrowolnie, gdy tylko zjawi się mistrz, co zmusi cię do podniesienia tyłka - powiedział, zaczynając łapczywie pożerać mysz. Był to obrzydliwy widok. Westchnął podnosząc się z ziemi i otrzepał z siebie kurz, jednak uważając by nie wpadł do posiłku cętkowanego. Sam zaczął się rozglądać za Chłodnym Omenem, by być gotowy na opieprz i połamane nogi. Łasica widząc, że wstał, uśmiechnął się z satysfakcją. Dokończył mysz, po czym zaczął się oblizywać, obserwując zbierające się koty do wymarszu. - Nie chcesz coś wszamać przed treningiem? 
- Nie jestem głodny. - skłamał. Cholera, nie jadł od wczoraj a brzuch na widok jakiegoś pożywienia zaczyna wariować. Położył uszy na samą myśl o tym, jednak nie wiadomo czemu nie ma na nic apetytu ani chęci. A potem jeszcze się dziwi czemu wygląda jak patyk, a nie kot.

<Łasica?>

11 grudnia 2022

Od Astrowego Migotu Do Niedźwiedziej Siły

Od dawna nie był na patrolu łowieckim. Szedł teraz z Trójoką Wroną i Wiśniowym Świtem. Był o dziwo zadowolony. Na szczęście łowiectwo szło mu dobrze, nie to co walka.  
- Dobrze, rozdzielmy się. Ja idę na wschód, Trójoki na zachód a ty idź na północ. Za kilka minut spotykamy się tutaj.- Powiedziała Wiśniowy Świt i poszła tam gdzie sobie wyznaczyła. 
Trójoka Wrona też odszedł. No, czas na mnie, pomyślał i poszedł na północ. Jednak zauważył ruch w trawie. Kucnął i zaczął powoli zbliżać się do kępki. Bezszelestnie naskoczył i zagryzł, jak się okazało, nornicę. Wziął ją w pysk, podszedł do jakiegoś drzewa, wykopał dziurę, włożył nornicę i zakopał ją. Poczłapał trochę dalej. Nagle oślepiło go światło. Przez drzewa wyleciały promienie słońca atakując czarnego. Szedł dalej, szukając jakiejkolwiek zwierzyny. Końcowo dotarł na granicę z klanem Klifu. W tym momencie ujrzał ptaki na ich terenie. Gdyby granice nie istniały, pewnie miałby już wystarczająco dużo zwierzyny by wracać na miejsce. Wbił pazury w ziemię czekając aż jakiś przeskoczy na część polany wilczaków. Westchnął i trochę się oddalił. Pod jego łapami przebiegały myszy. Jedną udało mu się zagryźć, a druga uciekła nie interesując się jej partnerem. Już miał wracać, ale coś mówiło mu by wrócić na granicę, i to zrobił. Poszedł rozglądając się. Jego oczom ukazała się umięśniona i wysoka sylwetka wojownika z Klanu Klifu. Buras najwyraźniej nie zauważył obecności patyczaka.
-Witaj Panie bydlaku.- mruknął zbliżając się do granicy. Najwyraźniej klifiak nie był w humorze. - Co pan robi tutaj tak samotnie? Nie powinieneś siedzieć w starszyźnie?

<Miś??>

Od Astrowego Migotu Do Urdzikowej Łapy

To… nie szło zgodnie z jego planem… 
Uśmiechnął się lekko. - Trochę... To co, jaka twoja decyzja?
To… przecież był żart… prawda?
- Tylko się z nim droczyłem. No weź, po prostu powiedz, że nie chcesz skoro tak…
Po co ja się na to zgadzałem?
“- Jeśli taaaak baaaardzo ci zależyyy”
Ugh…
Zamruczał cicho i zbliżył się do niego. - No tak trochę... Fajnie by było…
Co ja do chuja zrobiłem?
Ucieczka od Urdzikowej Łapy była prosta. Najwyraźniej nie szukał go, na jego szczęście. Teraz musiał poszukać kogoś, kto mógłby mu pomóc. Chyba już piętnaście razy wpadł na jakieś koty, jednak żadne nie były z jego klanu. 
Szedł, szedł i szedł tak długo jak to było możliwe. Natrafił na Różaną Łapę. Na szczęście. Nie lubił jej jakoś mocno, ale jako jedyną dostrzegł w tym tłumie. 
- Hej Różyczkoooo - podszedł trochę bliżej kotki. Ta uniosła brew, zdziwiona zachowaniem kocura. Chciał Być dla niej miły, czy co? A może, chciał ją poderwać? Jeśli tak, to niech nie liczy na jej miłość, ale komplementy to przyjmie z chęcią. 
- Cześć - rzuciła, podchodząc do niego
- Co porabiasz?- zaczął z początku miło, nie chciał od razu zostać odrzucony przez nią, miał w końcu ważną sprawę. BARDZO ważną.
- Właściwie, to się nudzę. Nie miałam z kim rozmawiać, a cały ten tłum jest skupiony na liderach - mruknęła. - Znudziło mi się po kilku minutach. A ty?
- Bo, eheh... naszła śmieszna sytuacja... i potrzebuję pomocy....- pisnął speszony. - Co jeśli przypadkowo zaakceptowałem czyjąś miłość myśląc, że to żart i przypadkowo jesteśmy parą i przypadkowo chcę jakoś... no nie wiem. Potrzebuję rady bo nie wiem co mam robić. - spuścił głowę.
- Ciekawy przypadek - przyznała, siadając. - To ktoś z spoza klanu?
- Tak, Klifiak, chyba przed wyznaniem mi miłości gadaliśmy z pięć minut? Coś około tego. Tak to nie znam go totalnie, i wiem że jego ulubiony kolor to zielony. - położył uszy i odwrócił wzrok.
- Dobre chociaż to - pocieszała go. - Po zgromadzeniu się rozstaniecie, a do następnego zapewne zapomni, że coś takiego było. Próbowałeś mu powiedzieć, że to żart?
- Próbowałem... i co do tego że zapomni to jest taki mały kłopot.... Bo powiedział że mamy się jeszcze po zgromadzeniu spotkać w jakiejś norce... w co ja się wkopałem...
- Ukryjesz się gdzieś w tłumie - miauknęła. - Raczej nie będzie tam biegać i cię szukać, sądzę, że lider na pewno na coś takiego nie pozwoli. Będę mogła spróbować go odgonić. Jak on wygląda? Taki biały?
- Nie... Jest czarno bury, i ma morskie oczy. - mruknął starając się opisać go lepiej. - Jest wysoki, wyższy ode mnie, no i ma półdługie futro.
- Będę mogła spróbować go przegonić - prychnęła. - Co mi tam, jakiś paskuda z Klanu Klifu. I tak powinnam mieć już ukończony trening. Umiem tyle samo, co mój mentor.
- Niesamowite, że się taka miła zrobiłaś, ale dziękuję ci bardzo. - mruknął wdzięczny.
Kotka uśmiechnęła się sztucznie, ale chociaż to. Jak się okazało, nie była taka zła. 

•·.·''·.·•

Zgromadzenie zakończyło się. Wracali do obozu. Teraz obmyśleć plan, jak przyjść na miejsce spotkania z Urdzikiem. Przez chwilę kręcił się w kółko jednak zdecydował się na jedną rzecz.
- Umm… przeszkadzam?- wszedł do legowiska lidera wypatrując za Przywódcą.
- Czego - van wyszedł z cienia patrząc na niego lodowatym wzrokiem.
- Przyszedłem zapytać czy mogę zapolować, trochę wyszedłem z wprawy i chcę też potrenować samotnie. - jak gdyby nigdy nic uśmiechnął się patrząc na niego błagalnie.
- Wolałbym żebyś nie wychodził z wprawy. Idź.- prychnął i odszedł. 
Jest! Wszystko idzie super! Odszedł powoli bez słowa i wyszedł z obozu. Po dłuższej chwili poczuł smród nie-wilczaka. No świetnie, czyli był tutaj. Jeśli ktoś go wyczuje, jest po nim. No… chyba że przekona go do dołączenia do klanu Wilka… 
Powoli wszedł do tunelu i spotkał burego siedzącego tyłem do niego. 
-Hej…?

<Urdzik?>

Od Astrowej Łapy (Astrowego Migotu) CD Przebiśniegowej Łapy

 *jeszcze jako kociaki*

Rozmawiali o Mrocznym Omenie. Ouuuuu… Skulił uszy widząc jak patrzą na niego ze zdziwieniem. 
- Przepraszam…. ouuuu…. - To jedyne co wyleciało z jego pyszczka, szykując się do ucieczki. Jednak został zatrzymany przez srebrnego niebieskiego. Ze strachem przyglądał się mu. - N-nie bij mnie..! P-proszę! - Skulił się. 
- Ale… Ja nie zamierzam cię bić.. - Przebiśnieg patrzył na niego ze zdziwieniem. Aster podniósł wzrok.
- P-przepraszam…-Mruknął smętnie.
- Nie przepraszaj. - Polecił Point.
- P-przepraszam że p-przepraszam…! - Pisnął. Wtem usłyszał śmiech Gąsiora.
- I jak tam idzie ci niańczenie tego dzieciaka? - Przebiśnieg odwrócił wzrok i zaczęła się ich kłótnia. Czarny korzystając z okazji uciekł i schował się pod ogon Motylego Trzepotu. 
- No to wracając - Przebiśnieg zaciął się widząc, że młody zniknął. Zaczął go szukać wzrokiem. W tym momencie Aster rozmawiał z Frezją. Najwyraźniej ich zauważył. Podszedł do niego jakby nie zauważając, że z kimś gada. Szylkretka zniknęła gdzieś, a Aster dopiero zauważył, że syn Cis stoi za nim. Coś mu tłumaczył jednak nic nie rozumiał. Na szczęście Gąsior go zawołał i skończyła się męka przebywanie z tym… dziwnym osobnikiem.

•·.·''·.·•

*a tym razem gdy jeszcze Aster był uczniem.*
Pora nowych liści

Szedł tuż przy Trójokiej Wronie, idąc przed siebie. Wkrótce dotarli na polanę, gdzie czekała Sosnowa Igła wraz z jej uczniem, Przebiśniegową Łapą.
- Witaj ponownie. - Mruknął czarny podchodząc do kocura. Był znacznie wyższy od niego i masywniejszy. Zdecydowanie obok niego wyglądał jak patyk. 
- Walczcie .- Syknęła Sosna, na co Przebiśnieg skinął głową i skoczył na czekającego na jego atak Astra. Jednak nie spodziewał się uniku ze strony młodszego. 
- No no no, świetnie ci idzie kwiatku. - Odsunął się obserwując niezgrabne ruchy swojego przeciwnika. Ten zaczął mrużyć oczy by odnaleźć czarnego, i chyba mu się udało. Tym razem Aster nie zdążył się uchylić i został przyszpilony przez starszego. Lekko speszony uśmiechnął się.
- Nie wiedziałem, że lecisz na kocury mój drogi, mogłeś mówić wcześniej!
- Z-zamknij się ofermo! - Wtem Aster poczuł okropny ból w brzuchu. Kopnął go! Zaczął zwijać się z bólu sycząc przy tym. Dodatkowo dostał, tutaj już nie wiedział z czego, w zęby. Nieprzyjemny smak metalu i krwi zagościł w jego ustach. Po dłuższej chwili podniósł się, jednak gdy spróbował coś powiedzieć, fala krwi wypłynęła na polanę wraz z… ZĘBEM! Stracił zęba! Sosnowa Igła kazała mu przepłukać jamę ustną wodą, więc wraz z, niestety, Przebiśniegiem musieli iść znaleźć źródło. Przepłukując pysk zaczął oglądać się w odbiciu. Najgorszym faktem było to, że to był ząb stały, więc nigdy mu nie odrośnie. Teraz miał dużą szparę po lewej stronie, bo w końcu kieł mu wypadł. 
- Ehh… nie chce mi się wracać. Może odkupując swoje winy poniesiesz mnie na polanę? - Zapytał Przebiśniega by jeszcze bardziej go wkurzyć, jednak o dziwo wziął go za kark, i pociągnął za sobą. Przez całą drogę irytował go gwizdaniem przez szparę, i o mało nie dostał wpierdolu. Gdy dotarli na miejsce, i został puszczony przez Przebiśniega, Sosna znów rozkazała im walczyć. 
-Ale jak ja mam go niby pokonać? Przecież to o dwa razy większe ode mnie i masywniejsze niż niedźwiedź! - Mruknął wskazując na Przebiśniega

<Przebi?>

10 grudnia 2022

Od Astrowego Migotu CD Nocnej Tafli

Jedyne czego potrzebował to uspokoić się. Wdech, i wydech. Znów miał halucynacje. To jest przesadnie pojebane. Przecież, jak jego własny cień może go zacząć dusić? Właśnie tak, dusić. Podczas wypoczywania wraz z Sarnim Krokiem, pojawił się jego cień. Dziwne, co nie?
- Heeej…~- Cichy syk wydobył się z jego cienia. - Wiesz co to jest “bycie wojownikiem…~? - Podszedł do niego od tyłu. - To siła, nieprawdaż Chwaściku..~?- zaczął go dusić czymś, czego nie umiał określić.
- Z-został mnie…! To boli!- Pisnął.
- Astrowy Mi- Zaśnieżona Waśnio..?- Ruda mruknęła patrząc zaniepokojona. W tym momencie nie mógł oddychać. Zaczął szarpać się i robić wszystko co mógł. Nie chciał umierać! Nie, nie, nie, nie, NIE!
Cień zaczął się śmiać.
- ASTER! - Sarni Krok walnęła go z liścia. Powietrze znowu zaczęło wlatywać mu do nosa. Znów mógł oddychać. Zielone oczy patrzyły na niego zmartwione. - Wszystko dobrze? -
Teraz był w legowisku medyka, u Kuniej Norki. Okazało się że ma duszności. Siedząca przy nim Sarna próbowała go uspokoić. Popatrzył na swoje łapy. Co się z nim działo…?
- Możecie już iść, jeśli będzie się sytuacja powtarzać, proszę przyjdźcie. - Bura uśmiechnęła się, i opuścili legowisko.
- Będę iść, jak coś to wołaj! - Mruknęła ruda i pobiegła sobie. Eh.. Zaczął iść w stronę sterty i w tym momencie zderzył się z Nocną Taflą.
- Przepraszam. - Usłyszał od niej, a sam ledwo podniósł się z ziemi. Wyprostował się i wtem zaburczało mu w brzuchu. O oh… Szybko odbiegł od niej i wziął świeżą mysz i zaczął się delektować.
- Nie masz nic przeciwko, żebym się dosiadła? – 
Usłyszał głos, ten sam który na niego wpadł. Uśmiechnął się jakby nigdy nic
- Oczywiście! - Mruknął “szczęśliwy”. Najwyraźniej widziała że coś jest nie tak. Wzięła zwierzynę i usiadła sobie obok niego.
- Coś się stało, Astrowy Migocie? - Na swoje imię wzdrygnął się.
- Ehh… co drugi kot mnie już o to pyta! Proszę was przestańcie, przecież wszystko jest super! - Mruknął z udawanym zawiedzeniem.
- Przepraszam, ale nie wyglądało na to… - Miauknął.
- No to już wiesz że wszystko jest super i znakomicie.

<Nocna Taflo?>

Od Astrowego Migotu Do Chłodnego Omenu

- Jestem w ciąży! - Pisnęła podekscytowana Frezja już umiejscawiając się w żłobku. 
- C-co..? - Aster położył uszy patrząc na nią z próbą zrozumienia co tu się stało. - Kto ci to zrobił…?
- Ale nie bądź zły! To był Chłodny Omen! Tylko proszę, nie rób afery…- Miauknęła podchodząc do brata i ocierając się o niego. - Liczę na twoją pomoc w wychowywaniu… Chłód najwyraźniej nie ma ochoty. 
Westchnął ciężko. Był wkurzony na Chłodnego jak jasna cholera, a znając życie to Mroczna Gwiazda go do tego zmusił. Pierdolony gwałciciel… Ale… Frezja się cieszy. To jest najważniejsze. 
- Oczywiście że będę. - Uśmiechnął się. - Ale… Gęsi Wrzask będzie…
- Właśnie. - Spojrzała na niego. - Z nim potrzebna jest pomoc. Nie możesz pozwolić mu wejść do żłobka, nie wiem jak zareaguje na to. - Mruknęła smętnie. 
- Zrobi się. - Liznął ją po pysku. Wtem usłyszał wejście kogoś do żłobka. Chłodny Omen.
Cztery pary oczu skierowały się na niego. Wyglądał na zdezorientowanego.
- Przyszedłem tu tylko by zobaczyć się z Frezjowym Płatkiem. - Chyba był gotowy na atak agresji od strony Astra, jednak nic z tego. - Pomóc ci jakoś…? - Spytał rudy przypatrując się niezgrabnych ruchach szylkretki.
- Nie, dam sobie radę! - Stanowczo fuknęła Frezja. W końcu wygodnie położyła się na posłaniu.
Aster chwilowo popatrzył na “szwagra” a łapiąc z nim kontakt wzrokowy, łbem przekazał mu by pogadać na zewnątrz. Wyszedł i nie musiał długo czekać na starszego. 
- Mam do ciebie jedną prośbę. - mruknął. Chłód o dziwo go słuchał. - Proszę, wychowaj te dzieciaki na dobre koty, i nie zepsuj ich tak jak ojciec ciebie. - I odszedł. 

•·.·''·.·•

Spał wygodnie na legowisku śniąc o różnych rzeczach. Jednak został wybudzony przez szturchanie przez czyjąś łapę. Był pewny że to Łasica, jednak zdziwił się widząc Chłodnego Omena.
- Wstawaj. - Mruknął stanowczo. Nie chciał wykonywać rozkazu więc jeszcze chwilę przesiedział na dupsku, udając że się dopiero budzi.

<Chłód?>

08 grudnia 2022

Od Astrowego Migotu CD Tchórzliwego Upadku

Nie lubił towarzystwa Tchórzliwego Upadku. Był tylko zadufanym i głupim dupkiem. Grał mu na nerwach. Nienawidził go jak swojego imienia, i jak Mrocznej Gwiazdy. Jak wszystkiego. Mimo tego… słuchał go z ciekawością, mimo iż starał się to ukrywać.
- Nie próbowałem, bo wiem co by się stało. Ty nie masz niesławnej przeszłości. A co do tych knypków to mówiłem ci. To oni nie dają mi spokoju. - prychnął, strzepując uchem. - Łażą za mną jak cienie. Nie wiem czy zauważyłeś, ale każdy kto go popiera ma naderwany kawałek lewego ucha. Nie trzeba być jasnowidzem, by wiedzieć, że działają z jego rozkazu.
- Myślisz, że nie wiem o tym? Przecież już z daleka widać, że dzieje się coś dziwnego. Będę tego żałował, ale chyba jesteśmy w podobnej sytuacji. - stwierdził kończąc posiłek. - Serio masz przesrane z tymi słodko pierdzącymi lalusiami. - przyznał kątem oka patrząc jak Sosna przygląda się im. Ten wzrok… on mu coś przypominał…
- Ty głupi bachorze!- zaczął wrzeszczeć stary, patrząc jak kociak zwija się z bólu płacząc. 
Oh nie, nie teraz! Tylko nie wspomnienia! Przeszedł go dreszcz patrząc pustymi oczyma w ziemię. 
Czekoladowy uśmiechnął się szeroko słysząc jego słowa. 
- Nie ująłbym tego inaczej. Lider też mnie skrzywdził. Nie tylko imieniem, ale oszpecił mi pysk, gdy byłem nieprzytomny - Wskazał mu na swoje rany. - Tym jest dla niego kot. Niczym.
Uspokoił się i podniósł głowę patrząc na pysk kocura. Racja, poharatany jak cholera.
- Pamiętam jak ktoś mówił, że rany pokazują odwagę czy coś, więc nie byłbym z tego powodu zły.- mruknął. Znów skłamał, nigdy tego nie usłyszał. Choć było wiadome chyba dla każdego, że blizny i rany niektórych podniecają.
- Odwagę? A gdzie tu odwaga, co? Nie walczyłem z nim, by je zdobyć w honorowy sposób. Zostały mi nadane, gdy nie byłem nawet tego świadomy. Gdzie ty tu widzisz odwagę? Przecież to żałosne. Będą przypominać mi, że jestem niczym, bo może sobie zrobić ze mną co chcę, jakbym był kawałkiem zdechłej piszczki - Napuszył się na to wszystko bardziej. 
Czyli jednak był idiotą. Boże, przyznawać się do takich rzeczy? 
- A czy gdy podejdzie do ciebie jakiś kot i się spyta o rany to też powiesz "Aaaa wiesz, jakiś staruch mi je zadał gdy nie byłem przytomny" ? - parsknął lekkim śmiechem. - Łał! Niezłe rany, skąd je masz?- powiedział niemalże kobiecym głosem. - A, no lider przyszedł sobie i dla zabawy tak!- tym razem jednak chciał upodobnić swój ton głosu do czekoladowego.
Widział jak brwi cętkowanego nachodzą na jego zielone oczyska. Łohoho, wkurzył kogoś! Myślał, że dostanie mocniej, jednak skończyło się tylko na pacnięciu w pysk.
- Ha, ha, ha. Bardzo śmieszne. - Położył po sobie uszy. - Rzeczywiście na to nie wpadłem. Jednak nie jesteś takim mysim móżdżkiem jak sądziłem.
Futro na karku zjeżyło mu się po uderzeniu, jednak szybko wyprostował się i owinął ogon wokół łap. 
- A co ty myślałeś, że niczym Trucizinka chwalę się swoim starym który nawet go nie kocha? Ja raczej mam głos rozsądku. - prychnął.
Parsknął śmiechem słysząc jak nazwał tego wypierdka. 
- Nie no... Myślałem, że liżesz mu tyłek. Teraz jednak widzę, że się myliłem. To dobrze. Jednak zasługujesz na swoją rangę - przyznał dalej się szczerząc.
Niepokoiło go jego zachowanie. Był przerażający. Jak…
Wziął zamach i sprzedał maluchowi taki łomot jakiego nikt pewnie nie mógł sobie wyobrazić. Jego oczyska wpatrywały się w bachora i o dziwo widział w nich zadowolenie. 
- O-o-ooou…. - smętnie zapłakał maluch nie ważąc się spojrzeć na ojca.
Starał się wypędzić z głowy wspomnienia z dzieciństwa. Halo! To było dwadzieścia księżyców temu!
- Ostatnio przy sprzątaniu obozu Dzik go tak zlała że tarł dupskiem po ziemi. - Zmyślił to, jednak naprawdę to tylko na niego nawrzeszczała. - I dobrze, bo kiciuś ma problem że się inni pchają i od razu problem. - zwierzał mu się z przyjemnością.
Siedzący obok zaśmiał się. 
- Też mnie irytuje. Na szczęście jeszcze się do mnie nie doczepił. Tego by mi brakowało. Jak go widzę, to mnie mdli na sam widok. Nie powinien nigdy się narodzić - syknął pod nosem, wbijając pazury w ziemię.
- Na twoim miejscu to bym popadł w depresję wiedząc że dzielę matkę z takim pasożytem.- mruknął przypatrując się swoim łapom.
Prychnął pod nosem. 
- Nie jest moim bratem. Nieważne co kto mówi. Nigdy nie będzie członkiem mojej rodziny. - mruknął. - Nie jestem słaby, by się załamywać. Nic z tym i tak nie zrobię.
- Racja. Mogę cieszyć się że moja matka nie podpadła temu psychopacie. - z przekonaniem dodał. -Byłeś na ostatnim zgromadzeniu?- zapytał się wpatrując się w niego niebieskimi oczyma. 
- Nie. A coś się działo ciekawego, że pytasz? - zapytał zainteresowany syn ostu czekając na odpowiedź.
- Jeśli dobrze dojrzałem to twoja matka się tam pojawiła, i gadała z omenem. - mruknął wzruszając ramionami.
Wtem…. Łasicy powieka zaczęła drgać, a on sam zdawał się speszony. Trochę zdziwiony odsunął się od niego. 
- Co? Jaja ze mnie robisz. Przecież ona nie żyje. - Położył po sobie uszy. - Ducha widziałeś? Przecież Klan Gwiazdy to ściema. I niby o czym z nim gadała? To chyba byłaby ostatnia osoba, która by wybrała się na pogaduszki ze swoim oprawcą
- Nie przypominam sobie by ją zabijał...- mruknął przyglądając się powiece kocura. -A żebyś chciał wiedzieć, że nie jestem kotem któremu by się coś przewidziało.
- Zostawił ją jednak na śmierć na starych terenach! A była w opłakanym stanie. Wyglądała jak żywy trup. Nie wierze, że zdołałaby to przeżyć i ruszyć za klanami tyle księżyców, by pojawić się na zgromadzeniu cała i zdrowa, by pogadać z liderem. Brzmi absurdalnie
- Nigdy nie wiadomo, czy nie przeczekała i czy nie znalazł ją inny klan. - patrzył na niego pustymi oczami obserwując jego dziwne zachowanie. - Dobrze się czujesz?
- A jak mam się czuć, co? Wierzyłem, że ona nie żyje, a teraz? Teraz żyje? Jestem... w szoku i wybacz, że nie dowierzam w to co słyszę. To dlatego mnie pilnują te jego psy... Myślą, że z nią spiskuję. - prychnął
Patrzył na niego wciąż w lekkim szoku. Na jego miejscu skakałby z radości, dowiadując się że jego matka żyje, a on? 
- Myślałem że matka powinna pokazać się swojemu synowi udowadniając że żyje. - mruknął z przekonaniem.
- No to najwidoczniej się myliłeś, bo o niczym nie wiedziałem - Położył po sobie uszy. - Może... nie zależy jej na mnie...
Teraz zrobiło mu się go żal… Jednak… Nie wierzył w to.
- Nie uwierzyłbym w to, w końcu, po co cię wydała na świat i chroniła przed swoją ucieczką?- wrócił do zabawy piaskiem swoimi łapami przyglądając się mikro kamyczkom wchodzących w jego futro.
Westchnął głęboko. 
- Prawda. Ale i tak nie mogę się z nią spotkać, bo mnie Mroczna Gwiazda wypatroszy. - Przyglądał się temu co robił, po czym parsknął. - Kocięcy nawyk?
Widział jak zielonooki z uśmiechem mu się przygląda, najwyraźniej uważając to za głupie. 
-Możliwe.- mruknął zaprzestając jego "zabawy". Spalił buraka i odwrócił pysk w zupełnie inną stronę. 
Posłał mu drwiący uśmieszek. 
- No nie wstydź się Migotku. Jak ci się nudzi możemy pobawić się w coś dorosłego. Co ty na mały pojedynek?
- Podziękuję. - mruknął mierzwiąc się na to przezwisko, za razem przypominając sobie jak o mało nie padł w walce z kanią.
- Cykasz się? - Przekrzywił łeb zainteresowany. - Myślałem, że jesteś odważniejszy.
-Nie cykam się!- syknął wkurzony -Po prostu nie mam ochoty teraz...
- Niech ci będzie - Trącił go barkiem, kierując się w kierunku legowiska wojowników. - To już ci daję spokój, Migotku - zaśmiał się jeszcze pod nosem, odchodząc.
Patrzył na niego zdziwiony. Co się właśnie wydarzyło…? Nie miał pojęcia. Siedział jeszcze przez chwilę, jednak chwila nie trwała długo bo znowu zawołano go na ćwiczenia.

•·.·''·.·•

Wrócił późnym wieczorem wyczerpany, i cały w ranach. Tego się nie spodziewał. Dalej zszokowany szedł za resztą z powrotem do obozu. Czuł się okropnie. Nawet walczyć nie potrafił. Wszedł do legowiska wojowników, położył się na swoje posłanie i stracił czucie w łapskach. 
- No no no, ktoś wrócił z ćwiczeń?- Usłyszał ten głos, którego miał już serdecznie dość. Wybrał sobie chyba najgorsze miejsce które mógł zająć. Po swojej lewej miał siostrę, czyli jedyna dobra rzecz, a po prawej Cętkowanego.
- Czego chcesz.- Popatrzył na Tchórzliwy Upadek zmęczony.
- Migotek się wkurzył? Ojojoj…- Cętkowany zaśmiał się cicho. No, Nocna Tafla sobie poszła to teraz nie ma kogo wkurwiać, co?
- Sosnowa Igła zbiła mnie tak że już wolałbym zdechnąć niż dalej cierpieć. - Walnął głową o posłanie marząc teraz o pozbyciu się bolących łap. 
- No widzisz Astrowy Migotku, teraz będziesz musiał tak cierpieć codziennie. - miauknął. 
- Możesz przestać nazywać mnie “Migotku”? To trochę krępujące.- Mruknął patrząc na kocura. Nie chciał się z nim bić ani nic. - To ja będę ciebie nazywał tak jak chcesz. - Teraz tylko marzył o tym by się zgodził. 
- Łasica. - Z pyska czekoladowego wydobył się gruby i poważny głos. Woah… tego się nie spodziewał! Brzmiał dziwnie, i trochę się przestraszył (chociaż z jednej strony uznał ten ton głosu za zabawny). 
- Noo dobrze Łasico. - Cicho się zaśmiał i poprawił się na miejscu. Po krótkiej chwili usłyszał głębokie chrapanie. Jak było wiadomo, był to nie kto inny niż kot z którym gadał przed chwilą. Najwyraźniej w przeciwieństwie do Astra, szybko zasypiał. Popatrzył smętnie na puste posłanie siostry, a następnie na, już dawno śpiącego, Łasicę. Wrócił wzrokiem i pyskiem w wyjściem. Wtem poczuł coś puchatego na sobie. To był ogon syna Ości. Zastygł w bezruchu. Najwyraźniej kolega nie potrafił panować nad swoją kitą podczas snu.

<Łasico?>

19 listopada 2022

Od Asterka (Astrowego Migotu) do Motylego Trzepotu

*dzień po dotarciu do KW*

 Obudził się w zupełnie obcym miejscu przepełnionym przyjemnym, acz dziwnym zapachem. Otworzył ślepia i pierwsze co zobaczył to futro. Rudo, czarne, kręcone i miękkie futro, do którego był wtulony. Jednak, to nie było futro Ślimak, o nie. Było to obce futro jakiejś innej kotki. Wyglądało ono niczym Bąk. Przytulił się do siostry leżącej tuż obok niego. Spała jak zabita. Widział jak delikatnie jej futro unosi się i opada. Starał się wyrównać jej oddechu przyglądając się jej. Wtem mała szylkretka zaczęła coś mruczeć przez sen.
- Ile razy wam mówiłem że macie nie brudzić nory, wy oślizgłe glisty! - Krzyknął na trzy kocięta duży kocur. U jego boku matka kociąt tylko mierzyła nienawistnym wzrokiem kulki futra. 
-T-tiato psestan! - Pisnęła mała kotka próbując postawić się ojcu. Następnie rozległ się odgłos uderzenia, a następnie płacz kociaka. 
- Chcesz mocniej?- Spytał, na co zapłakana pokiwała główką na nie. - A teraz zamknąć się i spać, albo każdy dostanie. - Stanowczo powiedział i zaczął przymilać się do kocicy, która mu towarzyszyła. 
Nienawidził ich. 
Nienawidził tej zasranej dwójki rodziców.
Słyszał jak Robal coś mruczy pod nosem, lecz było to ciężkie do zrozumienia, więc podniósł się na cienkich łapkach rozglądając się.
-Dzień Dobry, Asterku. - Usłyszał miły dla ucha, jednak niepokojący głos kotki. 
- K-k-k… k-k…- Nawet wysłowić się nie mógł. Najeżył się i skulił. Przyległ do podłoża przy tym wyglądając jak czarno biały jeż.
- Spokojnie…- Poczuł język na swoim grzbiecie. Sam maluch próbował sobie przypomnieć co się działo wcześniej. Jeszcze wczoraj siedział w norze, ojciec ich zbeształ za pobrudzenie mchu w legowisku. To porwanie musiało nastąpić w nocy! Tak! 
- K-k-k… k-k-kim j-jestes….- spytał niewyraźnie przypatrując się nieznajomej
- Jestem Motyli Trzepot, twoja mama. - Powiedziała przysuwając kociaka do siebie. Przeszedł go przyjemny dreszcz. 
Następne dźwięki bicia i płaczu było słychać w pobliskiej okolicy. 
Kotka zaczęła mruczeć mu jakieś uspokajające słówka, a kociakowi opadło wcześniej nastroszone futerko.
- Trzeba je wywalić. - Mruknął kocur do matki kociąt.
Zasnął.

***

- Dzien Dobly Pani! - Podszedł do pani “Mamy” przyglądając się jej z nieśmiałym uśmiechem.
- Witaj Asterku! - Kocię zaczęło się rozglądać wokoło.
- Kto tio? - Spytał, próbując zobaczyć rzekomego Asterka. 
- To twoje nowe imię - Wytłumaczyła starsza widząc zakłopotanie malca.
- Nie przeżyją za długo, pewnie samemu nawet myszy nie złapią .- Próbował przekonać Dół Ślimaka, do pozbycia się kociąt. - To tylko zbędne pyski do wykarmienia, zobaczysz, że nie będziemy mieli co mieć przez nie!
- A-ale ja j-jestem Chwa-Chwast…- Widział jak kotka była trochę zmieszana.
-T o brzydkie imię, a to, pasuje do ciebie mój drogi! - Miauknęła i wyjęła coś zza siebie. To był piękny, niebieski kwiat. 
- C-co to…? - Spytał, próbując zabrać kwiatka do siebie i przyglądając mu się. Zapomniał że nie poprosił, ojojoj ojciec tak mu nakopie, że będzie po ziemi tarł tyłkiem! - A-ale slicny… mogę go wziąć? - Nie zważając na swoją lekką wadę wymowy próbował ładnie poprosić o to cudo. - P-prosę pani Mamo…
- Oczywiście, bierz go sobie! - Uśmiechnęła się ciepło w stronę kociaka i podała mu aż siedem kwiatków! 
- Ale dużo! - Było ich od groma! Od białych do fioletowych. Jeden spodobał mu się najbardziej. Granatowo-niebieski. - Pani mama, c-chcesz się pobawic…? - Spytał z rozbiegu. - P-przeprasam… Tloche nie wypada…

<Mamo pobaw się ze mną>

Od Astrowej Łapy (Astrowego Migotu)

- Już jutro walczę…- Popatrzył na swoje łapy czując ogon Motylego Trzepotu na grzbiecie.
- Spokojnie, dasz radę, wierzę w ciebie - Odezwała się pocieszająco szylkretka masując syna uspokajająco. - Nie będzie trudno, obiecuję. - Mruknęła i polizała go po czole.
- Mamo, bo chciałbym po - Nawet nie dokończył gdy Motyl się zerwała.
- Zakochałeś się? Kto to? Jak wygląda? Jak się zachowuje? Kiedy się w niej zakochałeś? Oh, jesteś już taki dorosły! Mój syn ma partnerkę! - Nagle spłynęła na niego fala pytań, a on sam spalił buraka. 
- N-NIE - Pisnął odwracając twarz. - N-nic z tego! Tylko… Co jeśli Mroczna Gwiazda mnie wypędzi…? - Mruknął cicho czekając na odpowiedź matki.
- Oj nie wypędzi… - Przytuliła go do siebie. 

***

- Zaczynajcie. - Wydał polecenie czarny van siedząc na skale i patrząc jak czekoladowy rzuca się na Ważkę. Zacięta walka odbywała się na środku obozu. Ważkowa Łapa i Kunia Łapa walczyli o tytuł wojownika. Stres przeżerał czarnego na wylot, dzisiaj też zawalczy z jednym z nich, jeśli 
któryś polegnie.
- Jestem za Ważkową Łapą, moim zdaniem ma więcej szans. - Powiedziała Frezja bacznie obserwując dwójkę.
- Też.- Odpowiedział szybko wpatrując się w dzikie ruchy liliowej atakując czekoladowego. Przez ułamek sekundy wydawało mu się, że Kania przegryzł jej gardło, lecz Ważka odepchnęła go, otrzepała się i ruszyła do boju. Już nie nadążał wzrokiem by śledzić dwójkę, więc niebieskie ślipia skierował na siostrę. 
- Jak myślisz… Dam radę? - Popatrzył na nią widząc jak szylkretowa rozmyśla nad dobraniem słów.
- Dasz radę. Patrz jakie to nieudaczniki, umiejętnościami nie sięgają ci do poduszek łap!- Uśmiechnęła się. - Nie sądzisz, że - Nagle po polanie rozległ się donośny głos Irgowego Nektaru. 
- Koniec walki, Ważkowa Łapa wygrywa.- Spojrzał na polanę, i rzeczywiście. Liliowa przyciskała Kanię do ziemi najmocniej jak potrafiła. Zaczęło się mianowanie. 
- Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Ważkowa Łapo, od tej pory będziesz znana jako Ważkowe Skrzydło. Klan Gwiazdy cieni twoją siłę i waleczność, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Wilka. - Zakończył. Po całym obozie rozległy się głośne wiwaty.
Widział jak Kania patrzy na przywódcę z nienawiścią. W tym momencie zauważył błękitny wzrok na sobie rozkazujący wejście na pole bitwy. Zrobił to, co mu kazano i stanął przed jego aktualnym wrogiem, chociaż na tą chwilę.
- Zaczynajcie. - Rozległo się głuchym echem. Przez chwilę wpatrywał się w zielone oczyska. Nawet nie zauważył jak Kania zaatakował go. Odsunął się a ten upadł na glebę. Tylko, nie wiedział że on jest aż tak słaby… mieli mniej więcej podobne treningi a teraz? Skoczył na cętkowanego przyciskając go do ziemi jednak coś mu nie poszło i to on ostatecznie znalazł się pod jego grubymi łapskami. Jakoś dał radę się wyślizgnąć. Przez chwilę nieuwagi młodszego powalił go i przycisnął do ziemi. Próbował złapać oddech a po kilku sekundach znów rozległ się spokojny głos Igry. 
- Koniec, wygrywa Astrowa Łapa. - Jego oczy rozbłysły nagle wesołymi iskrami. 
Mroczna Gwiazda znów zaczął przemówienie.
- Ja, Mroczna Gwiazda, przywódca Klanu Wilka, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika.
Astrowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
Tyle czekał na ten jeden moment w życiu…
- Przysięgam.
- Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Astrowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako Astrowy Migot. Klan Gwiazdy cieni twój spryt i spokój, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Wilka.
Co..? Co to było za imię? Astrowy Migot? Przecież… To brzmi jak imię dla kotki! Spuścił łeb słysząc głośne wiwaty jego nowego imienia. Najgłośniej darła się Frezja i Motyl, z tego co słyszał. 

13 listopada 2022

Od Astrowej Łapy CD. Chryzantemowej Łapy

Wyrywanie zielska w obozie nie było jakimś super zadaniem. Nuda jak cholera. Najgorsze, że robił to w towarzystwie Kaniej Łapy i Trującej Łapy. No oczywiście, nie mogli mu dać do pomocy jakiś normalnych kotów, a jakieś dwa kleszcze z zespołem downa. Próbował ignorować krzyki dwójki, które zaczęły narastać.
- On ogłuchł! - Krzyknął Trująca Łapa do Kani. Czekoladowy rzucił w Astra jakimś chwastem, co nieźle go wkurwiło, lecz dalej siedział cicho. Przerodziło się to w bitwę na śnieżki, lecz zamiast śnieżek były różne zielska, kwiaty i tego typu rośliny.
- PRZESTAŃCIE - wydarła się Dzicza Siła, dzieląc każdemu z osobna sympatycznego plaskacza. - Zachowujecie się jak kocięta! Do roboty, już! - Lekko speszony syn Ślimak od razu wziął się do pracy. Rzadko kiedy Dzik była aż tak agresywna. Zwykle była miłą i łagodną kicią, która każdemu pomagała, istny pobożny baranek. A teraz? Prawie ich zagryzła. Zbierał tak te chwasty przez pewien czas. Przerwał swoje zajęcie, słysząc nawoływanie i głośny bieg po polanie.
- Astrowa Łapo! Jesteś tu! - To była Frezja. Była cała poraniona i zdyszana.
- Co się stało…- zmarszczył brwi, przyglądając się jej. - Zaatakowano was? - Jakiegoś większego stresu czy zdenerwowania nie było w jego głosie. Spokój.
- Bobry nas zaatakowały! - miauknęła dramatycznie. - Nigdy nie spodziewałam się, że są tak agresywne!
- Może lepiej chodź do medyka?
Rodzeństwo poszło do Deszczowej Chmury, niestety Aster musiał se poczekać, zanim wyleczyli mu siorę. W tym czasie postanowił zagadać do jakiegoś innego kota. Zaczął się kręcić po obozie, kręcić, kręcić i kręcić, póki nie wpadł na Sarni Krok. Ruda wydawała się bezrobotna, więc? Na co czekał?
- Witaj Sarni Kroku.
- Oh, hej Astrowa Łapo! - Najwyraźniej była w dobrym humorze. - Chciałbyś do mnie dołączyć? Idę zapolować, ale chciałabym mieć jakieś towarzystwo. W końcu fajnie z kimś porozmawiać!- Uśmiechnęła się do niego, chyba najcieplej jak tylko mogła.
- Jasne. - Szybko odpowiedział i wyruszyli na poszukiwanie zwierzyny. Sarna gadała o różnych rzeczach. A to o przeszłości, a to o Gawroniej Łapie, a to o ciekawych rzeczach o dwunogach. Ciekawe były te rozmowy.
- Wiedziałeś, że wcześniej miałam na imię Ivi? Dwunożni dają takie zabawne imiona! - Promienie radości Sarenki aż raziły po oczach. Wtem się zatrzymała, przyjęła pozycję łowiecką i upolowała mysz.
- Gratulacje - mruknął czarny, przyglądając się uradowanej kocicy.

***

Aster wraz z Sarną wrócili do obozu. Rozdzielili się, a on od razu poleciał do Frezji. Tylko gdzie ona była? U medyka? Nie, w legowisku? Nawet śladu! Ostatecznie usiadł na dupie i czekał. Niefortunnie usiadł obok Chryzantemowej Łapy. No dobra, przesada. Na długość dwóch kotów. Uśmiechnęła się do niego głupio, a on nie wiedział, co robić.
- Hej. - Powiedział bezuczuciowo, jakby jego emocje odkurzacz wciągnął. Nie czekając długo dostał odpowiedź
- Hej - Niebieska zdawała się przyglądać czarnemu, co nie powiem, było niekomfortowe. Siedział tak cicho nie mając pomysłu na nic.

<Chryzantema?>

[przyznano 10%]

06 listopada 2022

Od Astrowej Łapy CD. Wroniej Łapy

- Więc twoim zadaniem jest dostać się o tam. Ponownie. - Wskazał Trójoki naciskając na słowo “Ponownie” i przyglądając się, jak ochoczo jego uczeń zaczyna pełznąć po korze drzewa w górę. Szło mu to mozolnie, a każde sprawdzanie jak daleko jest, przyprawiało go o dreszcze. Był za wysoko, zdecydowanie za wysoko. Czuł, jak jego pazury zaczynają się odczepiać z drewna.
- N-nie dam rady!- Pisnął niczym kotka, wtulając się w twarde drzewo.
- Dasz radę Astrowa Łapo! Tylko trzymaj się mocno kory! - Lekko poddenerwowany Wroni zaczął dawać mu rady tam z dołu. Końcowo kora zaczęła strzelać i odrywać się od łyka wraz z kocurem na sobie.
- AAAAAAAAAAAAA SPADAM!!! - Zaczął wrzeszczeć czarny, spadając z drzewa.
Ten ‘czarniejszy’ wypatrywał, jak jego uczeń spadał z wysokości tak dorosłego wojownika. Z wielkim łomotem spadł na ziemię, przy tym spadając na mentora. Zdezorientowany podniósł się z ziemi.
- Ja żyję! - Zawołał radośnie, lecz dobry humorek sobie poszedł w momencie ujrzenia rozgniewanej twarzy mentora.

***

-Byś się, chociaż postarał.- Mruknął  Trójoki w powrotnej drodze do obozu.
Znów zawalił trening. Wspinanie się na drzewa nie było jego mocną stroną. Zakończyli trening nie z powodu tysiąca porażek, a wywalenia się na mentora co go wkurwiło, a nawet bardzo. Zawsze, ale to zawsze musiał coś zrąbać, i od razu Trójooka Wrona musiał się obrazić, bo jakże inaczej. Wchodząc do obozu, miał ochotę po prostu gdzieś pójść w kąt i zacząć przeżuwać jakąś mysz czy cokolwiek innego. Niespodziewanie zauważył ciemną, że aż duszącą się płaczem posturę na poboczu. Chciał go po prostu wyminąć, lecz miał słabość do smutnych kotów. Jednak w tej sytuacji nie wiedział totalnie co zrobić. Zignorować czy podejść? Uspokoić czy wyśmiać go? Pocieszyć czy… ugh, za dużo myślenia, nawet nie wiedział kto to. Postanowił podejść, co zajęło mu dość długo. Po kilku krokach i dokładnemu przyjrzeniu się wiedział już, kto siedział przed nim rycząc w niebogłosy.
-Oh.. um… Wronia Łapa… Płacze… Nie wiem, co robić… - wymsknęło mu się, ale sru. Teraz ważniejsze jest pytanie, co zrobić. Wpadł na plan… którego nie było. Jedyne co mu pozostało to improwizować. Podszedł do niego, usiadł tuż przed nim dając mu cudowny widok na siebie, podniósł łapę na wysokość głowy młodszego i zrobił delikatne pat pat po czole.

<Wrona?>

[przyznano 10%]

03 listopada 2022

Od Astrowej Łapy do Szakala

Następny dzień, następna podróż przez świat. I pomyśleć że jeszcze nie padł z przemęczenia. Szedł o dziwo wytrwale choć zdyszał się. Robili aktualnie mały postój na uboczu więc miał co na razie spokój. Na uboczu zauważył siostrę, do której już miał sobie iść ale…. 
- Mógłbyś ją potrzymać do następnego odpoczynku? - Stokrotkowa Polana stanęła tuż przed nim trzymając malusieńkie kocię. No oczywiście, że ktoś musiał mu uprzykrzyć życie. No cóż. 
- Jasne..- mruknął niechętnie i lekko ale na siłę się uśmiechnął. 
- Dziękuję ci, potem ci ją zabiorę, jestem wymęczona aktualnie.- miauknęła w podzięce i odeszła zostawiając mu tą złoto czarną kupę futra. Z tego iż jeszcze mieli trochę czasu to postanowił rozluźnić atmosferę. 
- Uhmm… witaj… y.. jak ci na imię?- szczerze nie chciało mu się jej denerwować wiedząc, że z Stokrotkową Polaną żartów nie ma, a co dopiero z Igrą.
- Szakal! - krzyknęła podekscytowana - Mam do czynienia z uczniem, dobrze zgadłam? Jesteś mniejszy od swoich rówieśników tak jak ja.
-Nie wiedziałem że aż tak to się rzuca w oczy....- speszył się patrząc na swoje łapy. Racja, były znacznie krótsze niż kogokolwiek. - Poza tym... ładne imię. Ja jestem Astrowa Łapa i tak, jestem uczniem - uśmiechnął się choć na siłę to było dobrze. Już się bał, że będzie jakimś sadystycznym kociakiem, który zacznie go pożerać w całości, yuuuh, aż ciarki po plecach mu przeszły na tą myśl.
- Dzięki! Twoje imię za to bardzo się wyróżnia. Astrowa Łapa... W sumie dlaczego akurat Astrowa?
- Szczerze to nie wiem... Motyli Trzepot mnie tak nazwała, po takim kwiecie. Na początku nazywałem się Chwast, więc miła odmiana.- Nikomu nigdy oprócz mamce nie mówił o przeszłości ale chyba kociak nie zrobi z tego furory na cały klan, racja? -Tylko proszę nie nazywaj mnie tak. Nie jestem fanem tego imienia.
- Nie martw się o to, staram się nie wygadywać rzeczy, które ranią innych. A jeśli chwast do nich należy, to nawet o tym nie pisnę. Śmianie się z innych nie sprawia mi przyjemności, no bo co w tym fajnego?
Odetchnął z ulgą 
-Dziękuję ci, jesteś miła jak na kociaka w tym klanie.
- Przeceniasz mnie - zaśmiała się cicho - Chociaż to może ja jestem zbyt pesymistyczna względem siebie? Nieważne, skoro czekamy, to co chciałbyś porobić?
-To już zależy od ciebie, mnie wszystko obojętne.- mruknął kładąc swój wcześniej niespokojnie machający ogon.
- Hmm, a nie masz jakiegoś pomysłu? -zapytała z zakłopotaniem - Szczerze nic mi do głowy nie przychodzi.
-Uhmm... nie wiem, może po prostu porozmawiamy sobie o nas? Nie mam innych pomysłów...
- Sensowny pomysł.
Koteczka podniosła się potruchtała trochę dalej. Wróciła z mchem który następnie zaczęła lepić w kulkę i rzuciła do Astra.
- Pfe! Mech nie smakuje dobrze, ale przynajmniej możemy w ten sposób zająć swoje łapy - lekko pchnęła zawiniątko w stronę Astrowej Łapy - Nie mam pojęcia od czego mogłabym zacząć. Ja... No cóż, staram się dzielić swoją dobrocią z innymi i pomagać, nawet jeśli na chwilę obecną nie jestem w stanie zbyt wiele zdziałać. Jednak w przyszłości powinnam być większa i wtedy moje marzenia się spełnią! O ile przetrwam swoją pierwszą noc w lesie.
Odepchnął mech w jej stronę wsłuchując się w jej przemowę.
 - Spokojnie, raczej dasz radę. W każdym razie ja może zacznę od mojej przeszłości, nikomu się tym nie chwaliłem. Urodziłem się w norze samotników, nawet nie pamiętam ich imion. Ja wraz z moim rodzeństwem od małego byliśmy uczeni dobrych manier i posłuszeństwa. Motyli Trzepot znalazła nas i zabrała od tych potworów no i tak tu się pojawiłem...- głupio mu teraz było. Każdy miał jakąś sensowną przeszłość i cudowną rodzinę a on jako wpadka pojawił się na świecie, zero miłości ze strony biologicznych rodziców, aż ciekawe co gdyby Motyli Trzepot tam nie przyszła. Może byłby jakimś wędrowcem? Albo pieszczochem... sama myśl o tym przyprawiała go o mdłości.
- Twoja dawna rodzina nie była chyba przyjazna, lecz najważniejsze jest to, co teraz. Dla przykładu - ja nigdy nie spotkałam swojego ojca. Nie wiem skąd mógłby pochodzić, bo nawet moja matka nie chce o tym gadać. Mimo wszystko nie przejmuję się tym i cieszę się, że mam chociaż jednego rodzica. Lepsze to niż nic.
-Racja, nie była za fajna…- mruknął przyglądając się niezwykle szczęśliwej dzięki tej rozmowie kotce.

<Szakal?>

[przyznano 5%]