BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jastrzębia Gwiazda x Mroczny Omen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jastrzębia Gwiazda x Mroczny Omen. Pokaż wszystkie posty

06 lipca 2022

Od Mrocznego Omenu CD. Jastrzębiej Gwiazdy

— Przypilnuj go, a ja wrócę i przyślę wam wojowników. Lepiej zebrać co się da nim wrócą Dwunożni. Tyle jedzenia jeszcze nasz klan nie widział. Warto skorzystać, bo ostatnio mizernie wyglądaliśmy na zgromadzeniu. Trochę tłuszczu dzika każdemu się przyda.
Skinął głową na polecenie mentora i obserwował, jak bury przywódca odchodzi, zmierzając w kierunku obecnego obozu. Omen wyprężył się dumnie, zadowolony, że był tym "lepszym" uczniem. Mimo, że Suseł był o wiele od niego starszy, czuł się jak ten bardziej doświadczony wojownik.
— Chyba tego nie tknę — mruknął Suśli Nos, jak gdyby robiło mu się niedobrze na sam widok oskórowanego dzika.
— Jastrzębia Gwiazda ma rację. To to samo, co mysz czy wiewiórka. Po prostu większych rozmiarów. Wyżywimy tym klan. Powinieneś się cieszyć — odparł.
— Oczywiście, że się cieszę, po prostu nigdy nie jadłem tego typu zwierzyny. To pożywienie dla jakichś wilków, nie kotów.
— Jak na ironię, mieszkamy właśnie w Klanie Wilka — zauważył biało-czarny, owijając ogon wokół łap i czekając na pojawienie się oddziału wysłanego przez mentora. Tak jak obiecał bury, kilku wojowników zjawiło się, by pomóc im przenieść dzika. Złapał za jedną kończynę, widząc, jak Suśli Nos niechętnie robi to samo. Z przodu Makowe Ziarno i Liściasty Krzew, a po środku pomagał im Krzaczasty Szczyt i Oszronione Słońce. Trochę im zajęło przybycie do obozu, jednak końcowo się to udało. Omen usiadł w pobliżu, obserwując, jak reszta kotów z zadowoleniem zabiera się za spożycie wyjątkowo dużej zwierzyny. Niektórzy brzydzili się tego mięsa, jednak wojownika niezbyt to obchodziło. Ich strata. On nie czuł się głodny, ale podejrzewał, że po tak długim ślęczeniu wiecznie w dusznej jaskini, gdzie upolowanie zwierzyny na tych terenach wiązało się z cudem, większość klanu była wygłodniała jak psy Dwunogów. 

* * *

Dzień jak każdy inny. Wydawałoby się, że nic nie mogłoby pójść nie tak. Dopóki nie syknął, czując nieprzyjemny ból we własnej głowie.
"Klan Burzy nas zdradził. Kamienna Agonia zamordowała mnie w pokojowym miejscu."
Czuł, jak jego oddech przyspiesza, potrzebując dobrej chwili, by pojąć, co właśnie przekazał mu Jastrzębia Gwiazda. 
Klan Burzy.
Kamienna Agonia.
Te cztery słowa, które najbardziej zapamiętał. To wystarczyło, by wysunął pazury, czując narastający gniew. Zdrajcy. Plugawi, bezużyteczni zdrajcy. Mieli czelność zaatakować Jastrzębią Gwiazdę.
Jego MENTORA.
Żałował, że nie opisał wyglądu tej całej kotki. Rzuciłby się na nią bez wahania i zrobił to samo, co ona zrobiła z ich przywódcą. Tyle, że znacznie gorzej. Wydłubałby jej oczy i wypatroszył ciało. Morderca Jastrzębia zasługiwał na o wiele gorszą śmierć, niż nawet taka Rysia Pogoń, do której pałał żywą nienawiścią.
Wiśniowy Świt odwiedziła ich wszystkich, gdy zebrali się w dobrze znajomym miejscu. Oni także musieli dostać znak od Jastrzębia. To dobrze. Wszyscy wiedzieli, jak nisko upadli Burzacy i jak zasługiwali na zemstę za zamordowanie im przywódcy. Banda nic nie wartych pchlarzy.


Wiśnia wybrała koty, które miały iść z nią na polanę zgromadzeniową, gdzie leżało ciało Jastrzębiej Gwiazdy. Był jednym z nich. Wręcz rzucił się do przodu, by złapać i przenieść wraz z innymi ciało mentora, które pozostawione było na skale. Poharatane gardło, z którego musiał wycieknąć strumień zaschniętej już krwi. Normalnie pewnie doceniłby odwagę kogoś, kto był w stanie zaatakować bez skrupułów lidera klanu, w dodatku takiego, z którym zawarty jest sojusz. Gdyby nie fakt, że to był ON. Jastrzębia Gwiazda. Gdyby nie fakt, że jakaś zasrana Burzaczka zabiła mu mentora. 

[*] spoczywaj w pokoju, szefie

10 maja 2022

Od Jastrzębiej Gwiazdy cd Mrocznego Omenu

 — Do grupy Małej Róży należy Borówkowy Krzew, Modliszkowy Skok i Chabrowy Szept. Dowiedziałem się też, że Papla musi mieć z nimi jakiś kontakt, bo sporo o nich wie. Wiem też, że Mała Róża próbowała przekabacić na swoją stronę Motyli Trzepot, chociaż jej to nie wyszło. Przekupiłem Borówkowy Krzew za jedzenie i zdradziła mi... Dość oczywiste przekonania Małej Róży, ale nie zdążyła ugryźć się w język. Stwierdziła, że "czas kotek nadchodzi". — zameldował. 
Skrzywił się na wzmiankę o Papli. Najwidoczniej kotka dalej rozpowiadała tego czego nie powinna, skoro kocur dowiedział się od niej wielu rzeczy. Ale na ten moment było to dla nich na plus. Tak naprawdę... mało co dowiedział się od czarnego vana. Sam już wydedukował, że do grupki tej pseudo kotki należą wojownicy, z którymi spędza czas. Mimo to wzmianka o Motylim Trzepocie go zaskoczyła. Nie wyszło jej? A może wyszło? To by tłumaczyło te podchody, które kotka do niego robiła. Uwieść lidera, a potem przejąć klan... Mała Róża najwidoczniej doskonale zdawała sobie sprawę z tego co robi. Nie podobało mu się to. Trzeba było działać, póki ta żmija nie zniesie jaj i nie rozpałęta się bardziej po klanie. 
- Dziękuje za twój raport. Obserwuj ją dalej i gdyby coś w jej zachowaniu uległo zmianie, melduj - miauknął. 
Młodszy pokiwał głową, po czym opuścił próg jego jaskini. Miał pewnie teraz inne obowiązki skoro został ojcem. Nadal dziwiło go to, że Mroczny Omen poderwał klifiaczkę i miał z nią kocięta. Sądził, że są bardziej do siebie podobni, ale najwidoczniej się mylił. Mógł życzyć mu tylko powodzenia. 
Kolejną osobą, która czekała w kolejce do spotkania z nim była Irgowy Nektar. Kotka weszła prowadząc swoją córkę - Stokrotkową Polane. Dowiedział się od jej matki, że była już gotowa na próbę. 
- Ile ci powiedzieli? - zapytał, a widząc jak jej wzrok mógł po prostu zgadywać. 
- Jestem gotowa. Zrobię to... - miauknęła ze stanowczością. - Chcę kontynuować dziedzictwo moich krewnych.
Uśmiechnął się do niej. Tak. Wiedział, że tak uczyni. Przynajmniej jedno z dzieci Irgi wyszło na prawdziwego kota, którego potrzebował. 

***

To co działo się na inicjacji Stokrotkowej Polany wyglądało podobnie jak u wdrażaniu jej matki i Mrocznego Omena. Kotka zapolowała i udowodniła im wszystkim, że nadaję się do ich grupy. Może i Mała Róża zbiera popleczników, ale on nie zamierzał być bierny i czekać. Niedługo pokaże jej, że jej marzenia się nie spełnią. Zdawał sobie sprawę o co jej tak dokładnie chodzi. Jej przekonania znał cały klan i tylko głupi zignorowałby to zagrożenie. A zwłaszcza, gdy coraz częściej jej działalność zaczęła się panoszyć po klanie. 
- Jastrzębia Gwiazdo! - głos Suślego Nosa wyrwał go z rozmyślań. Spojrzał na dawnego ucznia, który dyszał i miał taką minę jakby zobaczył ducha.
- Co się stało? - zapytał, wstając z posłania. 
- Dzik! O rany... Taki wielki! On... On nie żyje! Chyba Dwunożni go załatwili! - zaczął opowiadać podekscytowany. 
- Gdzie on jest? 
- Niedaleko. Żartowaliśmy z Makowym Ziarnem, że gdyby go przynieść tutaj, to by wykarmił obóz na wiele księżyców. Ale jest ciężki... - Trzepnął ogonem, tak jakby już próbował swoich sił w udowodnieniu Klanowi Wilka, że jest do tego zdolny.
Mógł tylko puknąć go w łeb za brak myślenia lub pochwalić za pomysł. Niemniej jednak... chciał zobaczyć to zwierzę na żywe oczy. Zwykle ta rozpędzona bestia była w ruchu i ciężko było stwierdzić jak naprawdę wyglądała. 
- Prowadź... - powiedział, wychodząc z jaskini, powodując niemałe zaskoczenie na pysku czekoladowego. - Mroczny Omenie, chodź z nami - zwrócił się do vana, który właśnie wyszedł ze żłobka i od razu skierował na nich swój wzrok.
- A...ale... Po co mamy tam wracać? - zapytał nadal nie rozumiejąc wojownik. 
Odwrócił do niego pysk tak, by zrozumiał to co mówił, bo czasami wątpił, że jego mózg potrafi cokolwiek zrozumieć. 
- Nie powinieneś się tym interesować, ale już ci powiem, bo wiem, że nie dasz mi spokoju - westchnął, przypominając sobie ich dawne księżyce spędzone na treningu. Już wtedy go miał dosyć i dogłębnie poznał, co teraz bardzo mu się przydało. - Chce go zobaczyć i sprawdzić, czy inaczej da się rozwiązać problem z twoim pomysłem. 
Czekoladowy zrobił wielkie oczy, a na pysku zagościł uśmiech. 
- Naprawdę?! Ale... jak się uda to powiesz wszystkim, że to ja? Proszę! Makowe Ziarno się ucieszy i może spędzimy razem czas na... - nie dokończył, bo jego pysk został zatkany przez kitę lidera. 
- Już dość, prowadź. 
Kocur wypluł i wyjął z pyska kłaki starszego, po czym pokiwał głową kierując ich w stronę miejsca, gdzie leżała martwa zwierzyna. 

***

Dzik... wyglądał normalnie. Był świeży. Krew jednak już nieco zaschła na jego sierści, ale nadal miała piękny czerwony kolor. Przejrzeli teren w poszukiwaniu Dwunożnych, jednak nikogo nie spotkali. Najwidoczniej zostawili trupa i się wynieśli. Przyjrzał się zwierzowi, który wyglądał... cóż. Tak jak sobie wyobrażał. Teraz tylko był martwy i mniej pobudzony do przelania kociej krwi. Przejrzał go dokładnie po czym stanął przy dwóch kocurach. 
- No i co? - zapytał Suśli Nos, nadal oczekując na werdykt dawnego mentora. 
- Gdzie jest najczulszy i najsłabszy punkt? - odbił pytanie. 
Czekoladowy chwilę się zastanawiał, aż nie odpowiedział za niego Mroczny Omen. 
- Brzuch? 

*uwaga! Oskórowanie zwierzęcia*

06 maja 2022

Od Mrocznego Omenu CD. Jastrzębiej Gwiazdy

 — Pewnie chciałbyś teraz odpocząć, ale wiesz jak to jest w klanie... Wróg śpi na wrogach. Moje uszy są jednak dość czujne i wyłapują wiele z klanowych plotek. Chciałbym abyś obserwował Małą Róże. Ale tak, by się nie zorientowała. Coś knuje. Wcześniej też chodziły słuchy, że ma jakąś śmieszną grupkę, która jest za przywróceniem praw kotkom, co jest absurdalne, bo sam wiesz, że nikt ich tutaj nie dyskryminuje. Jednak każda ideologia może być zagrożeniem, jeżeli nie pokrywa się z naszą wiarą. Zbadaj tą sprawę i dowiedz się, ile kotów ją popiera. 
Van skinął głową na słowa swojego mentora, obracając się, gdy kolejne kroki rozniosły się za ich plecami. Tuż obok do Jastrzębiej Gwiazdy kierowała się już Irgowy Nektar.
— Możesz już iść. — miauknął lider, teraz zwracając wzrok na matkę Goryczkowej Łapy i Stokrotkowej Łapy.
Mroczny Omen wyszedł z legowiska zgodnie z poleceniem. Długo trawił przekazane informacje. Mała Róża? Zawsze była niewygodna i szemrana w ich społeczności, a już zwłaszcza każdy wiedział o jej obsesji na punkcie dyskryminacji kotek przez kocury, która w ogóle nie istniała. Absurd tej sytuacji już wystarczył, by van zaczął się zastanawiać, czy kotka ma zdrowo w głowie. Ale teraz... Jastrzębia Gwiazda powiedział mu o grupie. Grupie, którą muszą tworzyć jakieś inne koty.
Pierwsze, co zrobił, to zmrużył oczy, kierując wzrok na legowisko wojowników. Musiał zaobserwować, z kim najczęściej rozmawiała. I, o dziwo, nie zawsze były to kotki.

* * *
Widział, jak oczy Rysiej Pogoni nurkują w głąb legowiska. Nie podobało jej się tu. Widać to było gołym okiem. Odwiedził ją z samego rana, tylko żeby zbyt szybko nie poczuła, że tylko ją wykorzystał. Niestety, musiał wciąż udawać, że ją kochał, a to było okropnie męczące. Jednocześnie był ciekaw tego, co zaszło w Klanie Klifu i miał w planach wyciągnięcie z niej tych informacji. Niezależnie, jak bardzo musiałby się wysilić, by je dostać.
— Coś nie tak, Rysiczko? — wymruczał w jej stronę. — Wiem, że obóz nie wygląda zachęcająco, ale powoli się z tego wykaraskamy. Sama zobaczysz.
— Po prostu... wyobrażałam sobie Klan Wilka trochę inaczej. — miauknęła. Syknęła z bólu, owijając brzuch kremowym ogonem. — Cholera, ciąża jest bardziej bolesna, niż myślałam.
— Zobaczysz, że będziemy mieli wspaniałe dzieci — odparł, ocierając się koniuszkiem ogona o jej futro. — Zostaną wojownikami na naszych oczach i będą wiodły świetne życie. Z naszymi genami nie mogą wyjść słabe. 
Oczywiście, wierzył, że JEGO kocięta będą silne po JEGO krwi. Z niego nie mogło wyjść paskudne dziecko. Wychowa je na porządnych kotów. Miał nadzieję, że Ryś tego nie spieprzy. Nie będzie się wtrącała w jego wychowanie. 

* * *
Skierował wzrok na wychodzącą z legowiska Małą Różę. Wciąż pamiętał o swojej misji i nie zamierzał zawieść ani razu. Wstał, powoli otrzepując się ze ściółki kryjącej jego posłanie. Chłód jaskini wbił się w niego, gdy tylko opuścił Legowisko Wojowników.
Nie zwracał uwagi na otoczenie. Punktem, w który się wpatrywał, ciągle pozostawała Mała Róża. I to właśnie sprawiło, że w którymś momencie przypadkowo natknął się na znajome futro.
— Nie umiesz chodzić? — syknęła Zakrzywiona Ość. Wszystko w niej sprawiało, że ciężko było mu zachować spokojny wyraz pyska. Mroczny Omen jedynie wbił wzrok w jej oczy, jak gdyby wypowiadał jej wyzwanie.
— Jestem zajęty, nie mam czasu na kocięce kłótnie. — miauknął. — Dziwnie widzieć cię bez towarzystwa Osta.
— Dla ciebie Ostowego Pyłu — warknęła. — Nie jesteś jego kolegą, by mówić do niego w pierwszym członie.
— Och, moja nieuwaga. Dziękuję za upomnienie — miauknął, a spokojny głos musiał jeszcze bardziej zirytować liliową. Była pewna siebie i nie dawała się ponosić emocjom. Oboje samotników nie należeli ani do głupich, ani słabych i tego van zdążył się już przekonać. Zresztą, rany zadane przez tą dwójkę długo mu się goiły. Nie chciał zakorzeniać tej nienawiści jeszcze bardziej, mimo że on też życzył tej idiotycznej dwójce jak najgorzej.
— Nie musisz zgrywać oazy spokoju. — prychnęła liliowa, mrużąc oczy. — Jakoś dziwne, że tak cię nie ponosi, ale zabić kota, chociaż  nie musiałeś, byłeś w stanie.
— Odważne słowa. — odparł chłodno. Na jego pysk wkroczył ten sam chytry uśmieszek, gdy hardo wpatrywał się w kotkę, zastanawiając się, kiedy rzuci się na niego z pazurami. — Gdybym go wtedy nie zabił, pewnie wrócilibyście i znowu naruszalibyście nasze granice. Zrobiłem, co słuszne. Ale jak widać, nie przewidziałem tego, że dołączycie do klanu. Rozgośćcie się. Nie skrzywdzę współklanowiczy.
— Chowaj ten swój uroczy głosik. — chrapliwy głos sprawił, że oba koty się odwróciły. Ostowy Pył dołączył do swojej... partnerki. Czy czymkolwiek dla siebie byli. Vana to nie obchodziło. — Nas nie obchodzi, czy jesteś Wilczakiem, czy nie. I uważaj, co mówisz do Ości.
Jedyne, co Mroczny Omen zrobił, to zmrużył oczy. Samotnicy musieli się wycofać, gdy tylko zaczął wyruszać patrol, do którego należeli. Podejrzewał, że nie mieliby nic przeciwko zaatakowaniu go, gdyby nie byli w centrum obozu. Musiał uważać.
Wciąż starał się nie zostawać z nimi sam na sam. We dwójkę byli od niego silniejsi. Miał tylko nadzieję, że któregoś razu uda mu się sprowokować ich wystarczająco, by zaatakowali go na oczach klanu. Zdawało się to nierealne... Ale cóż, wiedział, że szybko się ich nie pozbędzie. Życzył im wszystkiego, co najgorsze.
Dopiero, gdy liliowa i czekoladowy odeszli, posyłając mu groźne spojrzenia, prychnął, wysuwając i wsuwając pazury. Zaprzepaścili jego szansę. Wepchnęli się mu przed nos, a miał Małą Różę już na haczyku. Musiał to zrobić od nowa. Zobaczyć, z kim najczęściej rozmawiała. I liczyć, że był to ktoś na tyle łatwowierny, by zdradzić mu wszystko, co chciał wiedzieć.

* * *
— Jak ci idzie trening? — miauknął swoim typowym zimnym głosem do Krzaczastego Szczytu. Kremowy nie dawał sobie ani chwili przerwy. Póki nie był na patrolu, czy treningu ze Stokrotkową Łapą, wciąż szkolił sam siebie. Podobało mu się to, że jego uczeń nie był tchórzem i głupcem, jak reszta. Mógł być z niego dumny, bo w końcu przynosił mu dobrą opinię
— Dobrze. I wyczerpująco — odparł. 
— Jaka jest Stokrotkowa Łapa? — zapytał. Van był ciekaw, czy uczennica jego dawnego ucznia również nadawała się na materiał na silnego wojownika. Jastrzębia Gwiazda wyszkolił Mroka na silnego wojownika, tak jak Mrok wyszkolił Krzaka na równie silnego kota. I miał nadzieję, że kremowy też poradzi sobie w roli mentora. Dobrze byłoby mieć kolejnych dumnych wojowników w tej wylęgarni półgłówków. Zwłaszcza teraz, jak już pozbył się Gepardziej Cętki.
— Dużo śpi. Ale jak już trenujemy, to wkłada w to sporo wysiłku. Poza tym, jest trochę, ee, specyficzna. Bo gada o duchach i krwawych rzeczach. Zresztą, jak już opowiada jakieś historie, to zawsze są krwawe.
Mroczny Omen podniósł brew. No to nieźle. Irgowy Nektar chyba aż za dobrze poradziła sobie z wychowaniem dzieci na popierających Mroczną Puszczę.
Skinął głową i odszedł od swojego ucznia, nie przeszkadzając mu dalej w treningu. Musiał skupić się teraz na tym, co faktycznie miał zrobić. A tak się złożyło, że Mała Róża nie została wybrana na żaden patrol. Miał okazję trochę ją podśledzić.
Usiadłwszy w cieniu jaskini, spojrzał się na znajomą sylwetkę Małej. Był gotów podejść do każdego możliwego kota, gdyby tylko w ten sposób mógłby dostać jakąś informację. Zmrużył oczy, widząc, jakimi kotami się w tej chwili otaczała. Wydrzy Las i Chabrowy Szept.
Nawet nie mógł uwierzyć, że miałaby do swojej grupki zrekrutować jakiegokolwiek kocura. Ciężko było mu określić, czy mogliby do niej należeć. Bardzo możliwe, że rozmawiała z nimi tylko dlatego, że musiała, miała do nich jakąś sprawę, albo Wiśniowy Świt poleciła jej coś zrobić razem z nimi.
Przeniósł wzrok na swoje łapy, nim znowu zwrócił wzrok na koty. Nic się nie zmieniło. Może oprócz tego, że Wydrzy Las opuścił dwójkę, kierując się do swoich własnych znajomych. Wątpił, czy taki ponury kocur jak on byłby w stanie dołączyć do kręgu Róży. Szczerze wątpił, czy kot o jakimkolwiek większym móżdżku byłby w stanie dołączyć do grupki tego bachora. Może Żonkil? Modliszka? 
Prędzej by uwierzył, że Mała Róża przekabaciła na swoją stronę młode koty, niż starszych członków Klanu Wilka.

* * *
Powtarzał w głowie swoje obserwacje. Nie chciał jeszcze iść z nimi do Jastrzębiej Gwiazdy. Miał za mało informacji. Zdecydowanie za mało. To tak, jakby wrócił z pustymi łapami.
Przełożył łapę za łapę, leżąc niedaleko sterty. Obserwował czujnym wzrokiem Małą Różę. Cholera, nie spodziewał się, że to będzie tak trudne.
Pokręcił głową. Nieważne. Dotrzyma zadania. Jakaś głupia rozpuszczona kotka nie była lepsza od niego. 
— Czego się gapisz? — prychnęła. Koniuszek ogona Małej zabił nerwowo.
— Nie mam prawa? — odparł spokojnie, żeby jeszcze bardziej ją zirytować. Miał misję. Niech mu tego nie utrudnia.
— Kocury — prychnęła. — Zazdrościsz mi płci, dlatego tak się we mnie wpatrujesz? Nie jesteś wart, żeby na mnie patrzeć.
— Jeśli uważasz, że nie powinienem się patrzeć, to zgłoś to do Jastrzębiej Gwiazdy. — odparł, wbijając w nią wzrok. Uśmiechnął się, gdy kotka wyglądała, jakby powstrzymywała się przed uderzeniem go w pysk. 
— Do tego twojego mentora? — parsknęła, wysuwając i wsuwając pazury. — Myślisz, że jak lider ci ufa, to jesteś lepszy i ważniejszy od innych i wszystko ci wolno? Jesteś taki słaby, że kryjesz się władzą. Obrzydliwe, że w tym klanie najlepszą pozycją szczycą się kocury. 
— Jestem pewien, że Jastrzębia Gwiazda ucieszyłby się, mogąc usłyszeć twoje słowa.
W jednym momencie zesztywniała, a potem przewróciła oczami. 
— Nie boję się ciebie, dzieciaku — powiedziała, jak gdyby wcale nie byli w podobnym wieku. Odwróciła się, gdy podeszła do niej Modliszka. Odprowadził kotki wzrokiem, gdy odeszły, mówiąc coś do siebie. 
Zastrzygnął uszami. Szkoda, że nie powiedziała nic więcej. Patrzył się tam, gdzie kotki zniknęły. Czemu Mała Róża musiała otaczać się tyloma kotami? Może Modliszkowy Skok coś wiedziała, albo sama w sobie należała do grupki Róży, o której mówił mu Jastrząb? Nic by się od niej nie dowiedział, ale mógł zapytać Krzaczasty Szczyt. On się z nią wychowywał. 

* * *
Czuł, jak wiatr przeszywa od stóp do głów małe ciałko ledwo dorastającego kocięcia. Stał przed kotami z rodzimej sekty. Czuł zamach - gwałtowna bryza zimnego powietrza. Zęby zacisnęły się na jego uchu i rozerwały je, a krew skapała na białe łapy. Zęby już nachylały się ku jego ogonowi, gdy polanę przeszył ryk drapieżników. Głośny tupot potężnych łap sprawił, że ziemia aż zadrżała, jakby zwiastując masakrę, która miała się rozegrać za parę uderzeń serca. Potem widział już tylko krew rozbryzgującą się na każdą możliwą stronę i kończyny szarpane bezlitośnie przez borsuki.

Obudził się, czerpiąc powietrze. Świt zastał go dość wcześnie. Rozejrzał się po legowisku wojowników. Co za durnota, żeby śniła mu się sytuacja sprzed tylu księżyców. Zasługiwali, by tak skończyć. Skoro nie przeżyli, to był tego powód. Byli słabi. Zbyt słabi, by uciec albo wygrać walkę. Żałosne.
Wstał. Nie miał czasu na leżenie. Nie miał czasu na zajmowanie się głupstwami. Spojrzał szybko na kociarnię. Odwiedzał ostatnio dzieciaki, a były jeszcze małymi niezdolnymi kulami żałości. Musiał w wolnej chwili ich odwiedzić. I miał nadzieję, że się nie zawiedzie. Nie pozwoliłby żadnemu bachorowi zbeszcześcić swojego imienia, dlatego miał nadzieję, że każde z nich okaże się mieć silny charakter.
Dowiedział się dużo od Papli. Nie musiał się nawet starać - zgrywać słodkiego, niewinnego wojownika, który jest po prostu ciekaw jej relacji. Nie musiał nią manipulować ani pogrywać sobie z jej myślami. Łatwo było z niej to wyciągnąć.
A z kogo jeszcze łatwo było coś wyciągnąć? Ano z Borówkowego Krzewu. Każdy wiedział, że ta obrzydliwa feministka uwielbiała żreć jak nikt inny. Od Papli dowiedział się, że należała do grupy Małej Róży. Planował dać jej najtłustszą zwierzynę, jaką znajdzie na stercie, a może byłaby w stanie mu coś zdradzić. 
Im więcej, tym lepiej.
Właściwie, jeśli miał być szczery, od razu dałby jej jakąś zatrutą zwierzynę, tak jak Gepardowi, ale dużo wiedziała i w tym wypadku jej wiedza była potrzebna. Powinna mu przecież wszystko zdradzić, jeśli ją poczęstuje, co?
Podszedł do sterty i złapał w zęby najtłustszą i największą zwierzynę, jaką tylko udało mu się wypatrzeć. Teraz łatwiej było o dobre pożywienie. Czasy głodu minęły.
Wypatrzył kotkę, gdy kończyła rozmawiać z Chabrowym Szeptem. Odwróciła się w tym samym czasie, w którym do niej podszedł. Prawie dotknęli się nosami. Posłała mu długie spojrzenie.
— Co chcesz? — miauknęła i już czuł, jak jej źrenice wędrują w kierunku tłustego ptaka. 
— Przyniosłem dla ciebie jedzenie. — miauknął. Ta wydawała się lekko zaskoczona, ale bez żadnego wahania już otworzyła pysk, by wziąć od niego coś, co kochała najbardziej, jednak odsunął pysk, kładąc truchło u swoich łap. — Może dałbym ci ją po krótkiej rozmowie? Mam do ciebie kilka drobnych pytań.
Borówka oblizała pysk, nie spuszczając wzroku ze zwierzyny.
— Jasne, mów, co chcesz usłyszeć. 
Zastanowił się, jak sformułować pytanie. Owinął lekko ogon wokół swoich łap. Walić prosto z mostu? W końcu Borówka dostała jedzenie, powinna wyćwierkać wszystko jak wróbelek czy inny irytujący ptak.
— Słyszałem o towarzystwie Małej Róży. Może mogłabyś mi powiedzieć, kto do niej należy? — spytał.
Borówka zmrużyła oczy. Spojrzała raz na niego, a raz na piszczkę u jego łap.
— To najpierw daj mi jedzenie.
Mógłby zacząć nalegać, żeby to ona pierwsza zaczęła mówić, ale nie chciał jej zniechęcić. Podał jej zwierzynę, mając nadzieję, że go nie oszuka. Ta od razu zaczęła wsuwać, jakby w ogóle zapomniała o jego obecności.
— Wciąż tu jestem.
Ta spojrzała się na niego, jakby w jej czymś przeszkodził i przewróciła oczami.
— Dobra. Do grupy Małej Róży należę ja, Chabrowy Szept i Modliszkowy Skok.
Wszyscy przodkowie z góry mogliby potwierdzić, że cud tylko sprawił, że Omen powstrzymał się przed rzuceniem się jej na gardło. Nie dowiedział się niczego nowego. Znał już każdego z tych członków, zdradziła mu to wcześniej Papla.
— A dlaczego nie lubicie kocurów?
— Mała Róża twierdzi, że kocury mają zawyżone prawa i dyskryminują kotki, które są sprowadzane do tych gorszych i słabszych. Nienawidzi kocurów i jest przekonana, że nie są tak godni jak kocice. Zresztą, chyba domyślasz się tego po tym, jaka jest dla kotek, a jaka dla kocurów, prawda? No, poza tym nie lubi się spoufalać z kocurami, więc nawet nie wiem, co Chaber tam robi. Ale tak czy tak... czas kotek nadchodzi. — miauknęła i błyskawicznie ugryzła się w język.
Podniósł brew. Jak pierwsza część jej wypowiedzi była oczywista i zaczynała go już nudzić, tak jej ostatnie słowa przywróciły go do baczności. "Czas kotek nadchodzi".
Co miała przez to na myśli?
Rzucił jej krótkie spojrzenie, ale nie mógł się rozproszyć tą informacją. Pytał dalej.
— Więc?... Jakie macie plany? — kontynuował.
Borówkowy Krzew rzuciła mu tylko nieufne spojrzenie i zmrużyła oczy.
— Nie interesuj się tym. — miauknęła, po czym zajęła się konsumpcją posiłku.
Miał ochotę ją spoliczkować, ale powstrzymał swoje zapędy i tylko zadrgał koniuszkiem ogona.
— To może powiesz mi, gdzie się zgromadzacie?
— Oczywiście. — rzuciła bez chwili zawahania. Ten już podniósł wzrok, ale kotka zdążyła dokończyć swoją wypowiedź. — Jeśli przyniesiesz mi więcej jedzenia.
Po czym jedynie oblizała wargi, dogryzając kości swojej zwierzyny.
— Zrobię to.
To musiało ją uszczęśliwić, bo się uśmiechnęła. Wstała i odwróciła się, pozostawiając go samego. 

Przykucnął. Oblizał wargi i wyskoczył, wbijając pazury w najgrubszą wiewiórkę, jaką udało mu się wytropić. Dyszał i już się zmęczył, a łapy odmawiały mu posłuszeństwa, jednak czego się nie robi dla dawki informacji? Zawrócił się, odnosząc już trzecią wiewiórkę pod łapy Borówkowego Krzewu. Rzucił jej spojrzenie spode łba, w którym tkwił wręcz ukryty przekaz, żeby lepiej powiedziała, co miała powiedzieć. Tyle to nie żarło nawet kocię. 
— Przyniosłem ci jedzenie, więc dotrzymaj swojej części umowy.
Borówkowy Krzew tylko spojrzała się na jego wiewiórkę, a później na dwie pozostałe piszczki, jakie jej upolował. I jedyne co zrobiła, to zaczęła jeść, bruzgając się szkarłatną krwią. Otworzył lekko pysk, zniesmaczony, ale Borówka nawet nie przejęła się, że wciąż przy niej jest.
—  Dostanę swoje informacje?
— Za tyle zwierzyny? —  siostra Małej Róży parsknęła. — Nic ci nie powiem za trzy piszczki. Przynieś więcej.
Mroczny Omen wysunął pazury, ale schował je błyskawicznie, próbując się opanować. Co za nadęta ropucha! Specjalnie przegrzebywał dla niej cały ten cholerny teren, żeby przynieść jej te trzy idiotyczne truchła... Idiotka! I myślała, że on się tak da oszukać? Kretynka. Nie będzie specjalnie dla niej latał przez pół terytorii.
— Prosiłaś o więcej jedzenia, masz więcej jedzenia. Więc czego oczekujesz? — miauknął, zachowując spokojny i przyzwoity ton. 
— Nie mówiłam , ile dokładnie chcę, a to jest za mało.
— Mam specjalnie dla ciebie szwendać się po lasach? — prychnął. Polizał sierść na piersi, żeby wygładzić futro. Nie chciał się denerwować. Nie chciał tracić dla niej nerwów. — Wybacz, Borówkowy Krzewie, ale las nie obfituje w aż tyle zwierzyny, żebym miał ci ją przynieść.
—  Cóż, twoja strata. Nic się nie dowiesz.
Zmrużył oczy. Jak mógł się dać oszukać temu lisiemu łajnu? Idiotka zaraz wyżre całą zwierzynę z lasu. Ale musiał spełnić jej prośbę, jeśli chciał się więcej dowiedzieć. I oby było warto.
Jedynie skinął spokojnie głową i odwrócił się, z tyłu głowy pragnąc jej przywalić. Sam na pewno z tym nie da rady.
— Niczego nie obiecuję, ale może uda mi się przynieść tobie tyle zwierzyny, ile chcesz. — miauknął, ale sam wątpił w swoje słowa, czego po sobie nie pokazał. 

***
Zbliżał się już zmierzch, gdy ruszał w kierunku legowiska Jastrzębiej Gwiazdy. Próbował pytać się jeszcze Chabra, jednak ten nie odpowiedział na jego pytanie i nie chciał mu nic zdradzić. Póki co jego jednym źródłem informacji mogła być Borówka - od Papli wyciągnął wszystko, co wiedziała. Niedaleko odpoczywała Wiśniowy Świt i skinęła mu głową, gdy przechodził obok niej, krótko dając znać, że Jastrząb jest w środku.
— Witaj, Jastrzębia Gwiazdo. —  miauknął w wejściu. — Dowiedziałem się sporo rzeczy o stowarzyszeniu Małej Róży.
Gdy tylko zobaczył skinięcie głowy mentora, wszedł do środka i usiadł, oplatając łapy ogonem.
— Do grupy Małej Róży należy Borówkowy Krzew, Modliszkowy Skok i Chabrowy Szept. Dowiedziałem się też, że Papla musi mieć z nimi jakiś kontakt, bo sporo o nich wie. Wiem też, że Mała Róża próbowała przekabacić na swoją stronę Motyli Trzepot, chociaż jej to nie wyszło. Przekupiłem Borówkowy Krzew za jedzenie i zdradziła mi... Dość oczywiste przekonania Małej Róży, ale nie zdążyła ugryźć się w język. Stwierdziła, że "czas kotek nadchodzi". — zameldował. Zdanie Borówkowego Krzewu można interpretować na różne sposoby, jednak przy zapędach Małej Róży...
Obawiał się, że uciszenie ich nie będzie tak łatwe, jak uciszenie Gepardziej Cętki. Jego śmierć można było usprawiedliwić starością, ale gdyby nagle zginęła cała grupa młodych, zdrowych kotów? To zdecydowanie byłoby zbyt podejrzane. Podejrzewał, że Jastrzębia Gwiazda nie zdecyduje się na taki krok, ale kto wie? Ciężko było to przewidzieć.

<Jastrząb?>

18 kwietnia 2022

Od Jastrzębiej Gwiazdy cd Mrocznego Omenu

 Strata jaka ich dotknęła była naprawdę bardzo smutna. Widział jak Wróblowe Skrzydło wylewa łzy nad już zimnym trupem ojca. Dokonało się. Pozbył się problemu. Gepardzia Cętka już nie był zagrożeniem dla jego rządów. Musiał jednak udawać równie smutnego jak inni, by jego przemowa pokrzepiła serca jego rodziny. Chociaż składała się ona tylko z jednego kocurka. 
Kiedy skończył miauczeć, jak dobrym był kotem i na pewno trafił do Klanu Gwiazdy, udał się z powrotem do swojej komory w jaskinii. Kremowy kocurek jednak został, nadal przyklejony do futra zmarłego. Wydrzy Las stał tuż przy swoim partnerze, próbując dać mu trochę wsparcia. 
No i na tym skończyły się te smętne widoki. 
Usiadł na posłaniu, czekając na powrót patrolu. Zamiast jednak oczekiwanych gości, zjawił się Mroczny Omen, który wyśmienicie załatwił sprawę. Wskazał by wszedł, a gdy już stanął przed nim, wyraził swoją aprobatę. 
- Dobrze się spisałeś. Deszczowa Chmura nie miał złudzeń co do śmierci ze starości - wymruczał. 
- Cieszę się, starałem się. 
Pokiwał głową. 
- Pewnie chciałbyś teraz odpocząć, ale wiesz jak to jest w klanie... Wróg śpi na wrogach. Moje uszy są jednak dość czujne i wyłapują wiele z klanowych plotek - zamilknął, przypominając sobie jak Suśli Nos pewnego razu, nieproszony zaczął zarzucać go wieloma informacjami. W tamtym momencie uznał go za ciężar, lecz teraz... z chęcią gościł dawnego ucznia, który zdradzał mu wiele o klanowiczach.- Chciałbym abyś obserwował Małą Róże. Ale tak, by się nie zorientowała. Coś knuje. Wcześniej też chodziły słuchy, że ma jakąś śmieszną grupkę, która jest za przywróceniem praw kotkom, co jest absurdalne, bo sam wiesz, że nikt ich tutaj nie dyskryminuje. Jednak każda ideologia może być zagrożeniem, jeżeli nie pokrywa się z naszą wiarą. Zbadaj tą sprawę i dowiedz się, ile kotów ją popiera. - zakończył, po czym spojrzał za vana. Kocur również się obrócił, by ujrzeć stojącą w wejściu Irgowy Nektar, czekającą na swoją kolej. - Możesz już iść - zwrócił się do kocura, zapraszając wyznawczynie Mrocznej Puszczy. Z nią też musiał porozmawiać o kwestiach wiary, by powoli, krok za krokiem, wymazać pamięć o Klanie Gwiazdy z głów Wilczaków. 

<Mroczny Omenie?>

16 kwietnia 2022

Od Mrocznego Omenu CD. Jastrzębiej Gwiazdy

 — Mam dla Ciebie zadanie Mroczny Omenie — zwrócił się do kocura, gdy ten przekroczył próg jego legowiska. 
— O co chodzi? — zapytał, siadając przed nim. 
— Pewien kot za bardzo węszy wśród nas. Dochodzą mnie plotki, że zaczyna mówić coś o nas... reszcie. Ucisz go. Jest już stary, na pewno znajdziesz sposób, by klan uznał, że zginął przez swój zaawansowany wiek. Zabij Gepardzią Cętkę.
Słyszał bicie swojego serca. Zabijanie samotników było swoją drogą... Ekscytujące, ale nie zabijał jeszcze kota klanowego. A zwłaszcza ze swojego klanu. Podobało mu się to. Gepardzia Cętka jako jedyny nie był takim głupcem wśród tłumu i nie podążał ślepo za zdaniem większości. 
— Zabiję. — odpowiedział, czując, jak niebieskie ślipia błyszczą. Wstał i odwrócił się dopiero, gdy zobaczył skinięcie Jastrzębiej Gwiazdy.

* * *
Żeby dokonać swojego planu, musiał wstać wcześnie. Naprawdę wcześnie. Niebo już się rozjaśniało, gdy wojownik, który wcześniej stał na warcie, mógł już wracać i odespać swoje, widząc, jak członkowie powoli się budzą. I na dobrą sprawę - był nim właśnie Gepardzia Cętka. 
Mroczny Omen wyszedł z legowiska wojowników, rozciągając się krótko. Ściany jaskini sprawiały, że wewnątrz było jeszcze ciemniej, niż powinno. Roznosiły się zapachy, czuć było świeży wiatr wypływający z wyjścia, kuszący, by z niego skorzystać. Ruszył w jego kierunku. Woń Gepardziej Cętki wciąż było czuć tam, gdzie kończyła się jaskinia, a zaczynały tereny Klanu Wilka. Tak urocza była jego nieświadomość. Jego nieświadomość, że ten dzień będzie jego ostatnim, a przyczyni się do tego nikt inny, jak Mroczny Omen. Wspaniałe było to uczucie. Uwielbiał je. Znów czuł poczucie odpowiedzialności za czyjeś życie lub śmierć. Znów czuł, że stawał przez decyzją, na którą kot, który miał umrzeć nie miał wpływu.
Jego łapy podążały po rozdeptanej przez dziki trawie. Musiał poruszać się w pozycji skradania, by nie ściągać na siebie uwagi, gdyby w pewnym momencie natrafił na Dwunożnych. Chciał się oddalić od obozu, jednocześnie nie na tyle daleko, by trafić do skupiska niebezpieczeństw. Dzisiaj miał kogoś zabić, ale nie samego siebie.
Otworzył pysk i zawęszył w powietrzu. Czuł znajomą woń wróbla, wymieszaną z ostrym zapachem dzików, górującym nad zapachem Dwunogów. Posunął się cicho do przodu, trzymając ogon sztywno nad ziemią i przenosząc ciężar na tylne łapy. Tanecznym krokiem zbliżał się do brązowawej, cętkowanej ofiary, która rozglądała się na boki tępym wzrokiem, nie dostrzegając zagrożenia. Van podskoczył i wysuwając pazury, zabił wróbla, przegryzając mu tętnicę. Upuścił ptaka, pozwalając, by krew ubrudziła mu pysk. Kropelki świeżej, wilgotnej wody kapały z góry na jego pysk, odbijając się od połaci upolowanej zwierzyny. Tym razem deszcz ani trochę mu nie przeszkadzał. 
Podniósł mokrego ptaka. Wykopał ostrymi pazurami dołek i wrzucił tam zwierzynę, zakopując szybko ziemią. Chciał później po nią wrócić. Była kluczowym elementem jego planu. 
Ruszył wprzód, w poszukiwaniu cierni. Cierni, bez których nie mogło się obejść, a cały jego trud wyszedłby na marne. Miał nafaszerować nimi zdobycz i podać ją kocurowi, by wkrótce stało się to, co miało się dziać.
Srebrzyste krople deszczu narastały z każdym uderzeniem serca, a on jedynie szedł do przodu, pozwalając, by chłód przenikał przez jego sierść i mierzwił półdługie futro. Bryza zimnego powietrza uderzała wciąż w niego ze zdwojoną siłą. Ale ten mróz i ten chłód jedynie motywował go do działania. Na samą świadomość przygotowywania morderstwa na pysk Mrocznego Omenu wpełzł obrzydliwy sadystyczny uśmieszek. Życzył Gepardziej Cętce jak najboleśniejszej śmierci. Niech te ostre kolce przedziurawią mu płuca na wylot. Szkoda, że nie mógłby umrzeć bardziej boleśnie i dłużej. Obserwowanie tego byłoby niesamowite. Ale chore zapędy musiały zaczekać. Zdrowy rozsądek w tym wypadku był tym, czym van się kierował, nie jego satysfakcja. 
Gepardzia Cętka musiał umrzeć tak, jakby umarł ze starości. To było jego priorytetem.

* * *
Starannie wbijał w truchło ciernie. Tak, by ostre wypustki całkowicie zakamuflować, schować w głębi wróbla. Powtarzał czynność jeszcze przez kilka uderzeń serca, nim uznał, że taka ilość będzie wystarczająca. Genialne? Genialne. Jego zadaniem było tylko... Podać wstrętnemu kretowi tą zwierzynę i zaczekać, aż cud sam się dopełni. Kto wie, może Gepardzia Cętka umrze, śpiąc cieplutko w swoim legowisku i niczego się nie spodziewając? Nieświadomość była w tym wypadku najlepszą satysfakcją. Słodka nieświadomość. Przekonanie, że to dzień jak każdy inny, póki nagle nie obudzisz się z tymi swoimi gwiazdkami na niebie.
Zresztą, cokolwiek klany by sobie nie wymyśliły, zaczynał w to wierzyć. Musiał poważnie wezwać swoich bogów, bo na razie siedzieli na dupskach i milczeli. Nie dawali żadnego znaku swojego życia. Żadnego dowodu, że istnieją. A tutaj? Proszę, Jastrzębia Gwiazda na jego oczach zamordował samotnika, którego dostał w łapy. Van widział, jak dopełnia się wola Mrocznej Puszczy. Bogowie musieliby się z tego dobrze wytłumaczyć, gdyby miał im uwierzyć. Wiara w Mroczną Puszczę była korzystniejsza. Bez względu na to, jak Klan Gwiazdy był głupim, niedorzecznym bytem, który uważał się za lepszego od żywych kotów. Banda niewdzięcznych umarlaków.
Ale rozdarcie między wierzeniem to nie było to, czym miał się teraz zająć. 
Podniósł nafaszerowaną kolcami zwierzynę. Zawrócił się, tym razem w kierunku jaskini, która teraz była ich domem. Chociaż ciekawe, na jak długo, zważając na to, co zrobiła Papla. Jego łapy podążały błotnistymi, mokrymi od deszczów terenami, nim dotarł do środka. Wracając, jak gdyby nigdy nic. Jak ze zwykłego polowania. Och, nieźle się Gepardzia Cętka zaskoczy. Ciekawe, czy z tymi jego ukochanymi Gwiazdkami powraca pamięć i wiedza. Jeśli tak, będzie miał potworny ubaw w swoich zaświatach ze świadomością, że za jego śmiercią stał on. Żałosne.
Wracając, zajrzał przy okazji do komory wojowników. Widział, że Gepardzia Cętka ledwo już zaczyna kłaść się na posłanie. W tym momencie wojownik zaczął zastanawiać się, czy Gepardzia Cętka przyjąłby z jego łap zwierzynę. Zbyt dużo węszył. I to nieuniknione, że mógłby mu nie ufać ze względu na jego kontakty z Jastrzębią Gwiazdą czy pozostałymi członkami sekty.
Zwykła grzeczność i logiczne myślenie mogłyby tu przeważyć, prawda? Mroczny Omen odłożył swoją zwierzynę na moment. Położył ją głębiej w stertę, mając nadzieję, że wtedy nikt jej nie weźmie. 
— Gepardzia Cętko, jesteś głodny? — miauknął Mroczny Omen przyjaznym, spokojnym głosem. To aktorstwo wymagało od niego ogromnej cierpliwości, ale musiał udawać. 
— Przydałoby się, żebym coś zjadł. — przytaknął Gepardzia Cętka, podnosząc się z legowiska. — Całą noc spędziłem na warcie. Wezmę coś.
— Przyniosę ci. — mimo protestów starszego wojownika, van wciąż nalegał. — Nie przemęczaj się. Jesteś już w podeszłym wieku i zmęczony po nocnym czuwaniu. Powinienem pomagać starszym wojownikom, którzy przez tyle księżyców pełnili swoją rolę.
To ostatecznie musiało przemówić do kocura, bo zamilknął. Jednak gdy Mroczny Omen się odwracał, wciąż czuł się, jakby Gepardzia Cętka spoglądał na niego z nieufnością. Idiota. Wszystko utrudniał. Dobrze, że dzisiejsze morderstwo skutecznie zamknie mu tą japę. Raz na zawsze. 
Podszedł znowu do sterty. Wypatrzył swojego wróbla i odwracając się, dostrzegł Geparda wychodzącego z legowiska powolnym krokiem. Mrok podał mu wróbla pod łapy, spoglądając się na niego spokojnym, uprzejmym wzrokiem. Gdy tylko zobaczył, że Gepardzia Cętka - jak gdyby uspokojony faktem, że Mroczny Omen wybrał wróbla ze sterty na jego oczach - bierze kęs - pierwszy, drugi, trzeci... Van po prostu zawrócił, wracając do swoich wojowniczych obowiązków i czekając, aż końcowa część planu dopełni się sama. Czekając, aż podstawiona piszczka zabije cętkowanego wojownika.
Smacznego, Gepardzia Cętko.

* * *
Czegóż innego mógł się spodziewać? Nie musieli czekać długo, nim klan obiegła wieść o śmierci Gepardziej Cętki. Fanatyk Klanu Gwiazdy umarł nigdzie indziej, jak we własnym legowisku. Mrok miał ochotę roześmiać się pogardliwie. Na starość rozum też mu odebrało? Niech sobie teraz biega ze swoimi Gwiazdkami. Jak widać, jego cholerni przodkowie nawet go nie uratowali. Gepardzia Cętka w końcu nie zagrażał ich działalności. Pozbył się problemu.

<Jastrzębia Gwiazdo?>

11 kwietnia 2022

Od Jastrzębiej Gwiazdy cd Mrocznego Omenu

Nadeszła noc, w której ponownie mieli zapolować. Teraz jednak ich grupa się powiększyła o dwie osoby. Irgowy Nektar, która okazała się wyznawczynią Mrocznej Puszczy i jego dawny uczeń Mroczny Omen. Ta dwójka dzisiaj miała udowodnić swoje oddanie. 
Las był cichy, co przyjął z zadowoleniem. Odeszli dość daleko granicy, by przypadkowy kot nie usłyszał ani nie dostrzegł ich czynów. Na szczęście dziki w tym rejonie nie były widywane, dzięki czemu nie musieli martwić się ich niespodziewanym atakiem. Najwidoczniej miejsce ich dawnego obozu, bardziej im podpasowało. Oby tylko nie rozmnożyły się... wtedy ich sytuacja mogła się pogorszyć.
Wiśniowa Iskra przyprowadziła złotą jako pierwszą, chwilę później dojrzał futro Sosnowej Igły, za którą podążał van. Koty usiadły przed nim, a Wiśniowy Świt zaczęła wyjaśniać cel ich spotkania. Była w końcu jego prawą łapą. Należało jej się zabłysnąć, chociaż ten jeden raz. 
Zastępczyni streściła po krótce, co będą robić. Nie omieszkała wspomnieć, że taka była wola ich prawdziwych przodków, którzy jako jedyni się nimi interesują i dzisiejszej nocy spełnią ich wole, by ich lider mógł przewodzić klanowi w zdrowiu. Następnie wyznaczyła pozycję i w skrócie wyjaśniła nowym członkom, co dokładnie mają robić. 
- Pamiętajcie... ofiara ma żyć póki nie trafi mi pod łapy - odezwał się kocur. - Gdy ją zabiję, wtedy możecie się dalej bawić, a nawet zapolować na inną ofiarę. Sosnowa Igła wam coś znajdzie. - Spojrzał na kotkę, która pokiwała głową. 
Nie usłyszał żadnych pytań, a więc dał im znak, by rozpocząć łowy. Wiedzieli co mieli robić. Rozeszli się na wyznaczone miejsca, a mu... mu pozostało tylko czekać.

***

Odgłos łap wyrwał go z letargu w jaki popadł. To już. Zwierzyna pędziła na ostateczne starcie z jego kłami. Podniósł się powoli, by nie zostać zauważonym. Zawsze bawiło go to, gdy samotnik myślał, że ich zgubił, że ocalił życie, a wtedy wyrastał przed mu nosem on i gasił tą iskrę w oczach. 
Zasmakował pyskiem powietrze. Głosy były głośniejsze. Kot wypadł z krzaków, zwrócony głową za siebie. Upewniał się jak daleko są jego wrogowie. Krew skapywała mu z łapy, przez co kuśtykał krzywo, ale nie zważał na ból, parł naprzód. I to był jego błąd. 
Zaczajony w krzaku z łatwością dopadł rannego, wgryzając się w jego gardło. Krew trysnęła mu w oczy, na chwilę oślepiając. Poczekał, aż ciało zesztywnieje, po czym rzucił je na ziemię, obserwując jak czarna mgła w postaci cierni, otacza je i znika, smakując dowód jego czynów. Ciało wyschło, rozpadając się w proch, pochłonięte przez spragnione dusze Mrocznej Puszczy. Dojrzał wzrok swojego ucznia, który dobiegł na czas, by zobaczyć tą symfonię życia i śmierci. Oblizał pysk. Dostrzegał, że mu się to podobało. Dlatego też nie szczędził mu zbytecznych słów, a pozwolił na własne polowanie. Sam natomiast zaczął zmazywać krew, by w obozie nikt nie zorientował się z jego krwawego czynu. 

***

Kocur coraz bardziej go denerwował. Kręcił się i zadawał pytania. Jakimś cudem zauważył ich zniknięcie w nocy, gdy wybrali się na polowanie. Jako jedyny nie chciał wierzyć, że potrzebował tylu kotów do rozmowy z przodkami, zważywszy na to, że nie dzielił się z klanem informacjami jakie od nich uzyskał. Teraz kiedy zmarł Potrójny Krok, to on był odpowiedzialny za szerzenie fanatycznej wiary w Klan Gwiazdy. Był... problemem, przeszkodą. Musiał się go pozbyć. 
- Mam dla Ciebie zadanie Mroczny Omenie - zwrócił się do kocura, gdy ten przekroczył próg jego legowiska. Dawny uczeń był odpowiedni. Po tym co widział na polowaniu oraz ze słów swojej zastępczyni, wierzył że dokona powierzonego mu zadania. 
- O co chodzi? - zapytał, siadając przed nim. 
- Pewien kot za bardzo węszy wśród nas. Dochodzą mnie plotki, że zaczyna mówić coś o nas... reszcie. Ucisz go. Jest już stary, na pewno znajdziesz sposób, by klan uznał, że zginął przez swój zaawansowany wiek. Zabij Gepardzią Cętkę. 

<Omen?>

19 marca 2022

Od Mrocznego Omenu CD. Jastrzębiej Gwiazdy

 Któregoś świtu wszedł do komory jaskini, w której czekał na niego Jastrzębia Gwiazda. Gdy tylko jego łapa ustąpiła wystarczająco blisko, lider polecił mu usiąść, co też zrobił.
Był ciekaw, co jego mentor chciał mu powiedzieć. Mrok cieszył się już dość sporym wyróżnieniem, będąc wcześniej uczniem przywódcy. To znacznie wywyższało jego ego. Usiadł, obejmując burego lidera poważnym spojrzeniem. Co chciał mu powiedzieć?
— Co czułeś gdy zabijałeś tego samotnika? — zapytał.
Van oplótł ogon wokół swoich łap. Nie wiedział, czy zaufać kocurowi. Był świetnym i niegłupim mentorem i przywódcą, w przeciwieństwie do reszty Wilczaków. Ale czy ta zimna inteligencja mogłaby obrócić się przeciwko niemu?
Chwilę milczał, zanim odpowiedział.
— Nigdy jeszcze nie zabijałem kota. To było ciekawe doświadczenie — miauknął, przypominając sobie posmak kociej krwi na jego języku. — Może nawet czułem satysfakcję — ośmielił się. Mógłby się w tym momencie ugryźć w język, ale z jakiegoś powodu widział w Jastrzębiej Gwieździe kota, który sam mógłby zabić samotnika z zimną krwią.
— Powtórzyłbyś to gdybyś miał okazje?
Omen zdziwił się na to pytanie, chociaż jego pysk pozostał wciąż bez konkretnego wyrazu. Czuł, jak koniuszek czarnego ogona drga.
— Tak. Gdybym miał okazję, tak — odparł ostrożnie. 
—Mam dla ciebie propozycje. Jednak nikt nie może się o niej dowiedzieć. Nikt z klanu.
Mrok poprawił się w siedzeniu. Czyżby mentor przydzielał mu jakieś ważne zadanie? Albo chciał zdradzić jakąś tajemnicę? 
— Jaką propozycję? — wymruczał, a jego pysk na chwilę uniósł się ku górze. 
Czerpał satysfakcję z samego faktu, że kocur mówił mu o czymś, o czym wiedzieć nie mogą inne koty z klanu. To było interesujące. Czuł serce bijące szybkim rytmem, które starał się spowolnić do normalnej prędkości.
— Zawarłem umowe z "Klanem Gwiazdy", nie są nim jednak, lecz mają korzystniejsze warunki. Kilka wybranych kotów wie o tym i mi pomagają wypełniać ich wole. Możesz do nas dołączyć. Wymagamy tylko oddania i zachowania tajemnicy, bo to co robimy... nie jest zbyt etyczne.
Słowa Jastrzębiej Gwiazdy odbiły się w jego głowie. Co miało znaczyć "nie jest zbyt etyczne?", te poprzednie pytania o to, co czuł zabijając samotnika? Czyżby miał okazję zasmakować satysfakcji mordu po raz kolejny?
— Jeśli o to chodzi, z moich ust możesz spodziewać się całkowitego milczenia odnośnie tej sprawy, Jastrzębia Gwiazdo. Nie powiem nikomu ani słówka.
— W takim razie musisz poznać nasz plan działania. Niedługo zbliża się kolejny termin, spotkasz się z nami wieczorem na miejscu i dowiesz się więcej.
Kiwnął głową. Gdy Jastrzębia Gwiazda wstał, on również odwrócił się, wracając do swoich obowiązków jako wojownika.

***

Słońce sięgało niemal pory szczytowania. Oczekiwanie na nadejście zmierzchu było męczące, gdy miało się świadomość o byciu częścią czegoś, co było zatajone przed klanową większością. 
Dopiero, gdy zaczęło robić się ciemno, kocur usiadł gdzieś w cieniu, po wykonaniu wszystkiego, co miał na brzemieniu jako wojownik. Po oznaczaniach granic czy polowaniach, które nawet jako proste codzienne czynności nie bywały zbyt bezpieczne ze względu na dziki i Dwunożnych.
Widział posturę zbliżającą się w jego stronę. Od razu rozpoznał w niej zastępczynię, Wiśniowy Świt. Czy to ona była jedną z osób wmieszanych w to, co mówił mu Jastrząb? Właściwie była zastępczynią, prawą ręką lidera, więc mógł się spodziewać, że ona też o tym wiedziała. 
— Chodź. Reszta jest już pewnie na miejscu — miauknęła Wiśnia, rzucając mu długie spojrzenie.
Van jedynie kiwnął głową. Wstał i ruszył za kotką. Księżyc wisiał już na przyciemniałym niebie, gdy szli przez las. Mijali drzewa i z każdym krokiem oddalali się coraz bardziej. Łapy kocura wyczuwały słabnącą woń dzików, gdy oddalali się od granic Klanu Wilka. Gdzie go prowadziła?
— Wszystkiego się dowiesz, jak dojdziemy.
Drzewa iglaste z czasem rosły to mniej, to bardziej gęsto, w miarę jak szli. W końcu Wiśniowy Świt zwolniła kroku. I wtedy van miał okazję dojrzeć ich.
Sosnowa Igła, a u jej boku Irgowy Nektar. Jastrzębia Gwiazda zajmował miejsce po środku. Biało-czarny prześlizgnął się przez krzewy tuż za zastępczynią. Jego wzrok powędrował we wszystkie te koty. Nie było ich tak dużo, jak myślał. Nie spodziewał się, że Irga czy Sosna będą jednymi z nich. 

<Jastrząb?>

Od Jastrzębiej Gwiazdy cd Mrocznego Omenu

 Nadal gniew w nim buzował. Przeklęci Dwunożni! Czemu uparli się na ich klan?! Chciałby ich z chęcią wszystkich wymordować, lecz natura obdarzyła ich znacznie większym wzrostem i siłą. Z takim przeciwnikiem było ciężko walczyć. Musiał liczyć na swój spryt. 
Zmierzał w kierunku legowiska medyków, by sprawdzić jak miał się jego były uczeń. Miał nadzieję, że nie straci łapy i nie skończy w legowisku starszych na resztę księżyców. Byłby to prawdziwy cios dla ich klanu, stracić tak dobrego wojownika. 
Deszczowa Chmura kończył właśnie opatrywać ranę, gdy tylko wszedł do komory, w której się ulokowali. Zmierzył krytycznym wzrokiem jego zakrwawiony bark. Teraz opatrzony był masą pajęczyn, ale krew nadal przez niego przeciekała. 
- I co? - zwrócił się do medyka.
- Będzie żył. To było draśnięcie.
Pokiwał głową. Dobre to i to. Najwidoczniej miał szczęście. Nadal jednak nie mógł uwierzyć, że udało się im go otoczyć. Przecież dobrze go wyszkolił! Usiadł przy vanie, wbijając w niego wzrok. Chcąc czy nie, kocur powinien odpocząć przez jakiś czas, póki rana się nie zagoi. 
- Na tydzień zawieszam twój status wojownika. Musisz dojść do siebie. Nie nadwyrężaj kończyny. 
Dojrzał lekkie skrzywienie pyska kocura. To było w pewnym sensie dobre, ponieważ udowadniało mu, że Mroczny Omen był silnym wojownikiem. Jako jednak lider musiał dbać o takie jednostki, by zbyt szybko nie zeszły z tego świata. 
Wypytał go jeszcze o kilka spraw odnośnie Dwunożnych, po czym wstał i opuścił to miejsce. 

***

Słyszał o kolejnym incydencie, w który zamieszany był jego uczeń. Mimo tego, że prawie stracił łapę, bo wpadł w pułapkę Dwunożnych, tym razem nie zmartwił się zbytnio. Wojownik zabił samotnika. Te jedno zdanie dźwięczało mu w głowie niczym cudowna muzyka. Czyli był gotowy. Skoro udało mu się dokonać tak okrutnego czynu na bezbronnym... Mógł go wdrożyć w polowania. Po tym jak jeden członek ich szajki zginął, przez głupotę Sosnowej Igły, przydałby się ktoś nowy, ktoś sprawdzony. A kto nadawał się na to miejsce jak nie Mroczny Omen? 
Czekał na kocura w swojej komorze. Gdy tylko się pojawił, wskazał mu by usiadł. 
- Co czułeś gdy zabijałeś tego samotnika? - zapytał.

<Mroczny Omenie?>

06 marca 2022

Od Mrocznego Omenu CD. Jastrzębiej Gwiazdy

Mentor i uczeń ruszyli w kierunku gawry, po tym, jak van przytaknął na słowa Jastrzębiej Gwiazdy. Gdy dotarli w ciszy do tego miejsca, Jastrzębia Gwiazda podniósł na niego wzrok.
— Twoje rodzeństwo bardzo opóźnia się z treningiem. — miauknął w końcu Jastrzębia Gwiazda. — Pomyślałem, że możesz wiedzieć, czym to jest spowodowane.
Mroczny Omen miał ochotę prychnąć z pogardą. Więc jego rodzeństwo jest do tego stopnia bezużyteczne, że aż Jastrzębia Gwiazda musi zaprosić go na spacer, by to przegadać? 
Zastanawiał się, na ile mógł zaufać mentorowi i jego bystrym oczom. 
— Moje rodzeństwo nie należy do szczególnie umiejętnych — miauknął w odpowiedzi van. — Czasami zdarza mi się z nimi rozmawiać. Większość z nich woli dłużej leżeć w legowisku, niż trenować. Są też dość wrażliwi. To też może być powód, dla którego ociągają się ze szkoleniem. Wielokrotnie im mówiłem, żeby wzięli się w garść, ale widocznie nie posłuchali.
— Rozumiem. Mam jednak nadzieję, że wezmą się do pracy. Inaczej będę musiał wyciągnąć konsekwencje.
— Tak, Jastrzębia Gwiazdo — odparł kocur. Koniuszek jego ogona drgał na wietrze. — Przekażę im to.


* * *

— Mroczny Omenie, podejdź no tu — zawołał go jakiś czas później dawny mentor. Lider chrząknął, gdy van do niego podszedł. — Niedawno wrócił patrol.
 Natknęli się na Dwunożnych. Nadal nie wiemy, gdzie jest ich obóz, dlatego znajdź ich i ich szpieguj. Cokolwiek wyda ci się podejrzane, zapamiętaj i mi zamelduj. Uważaj na siebie.
Mroczny Omen kiwnął głową. 
— Tak jest, Jastrzębia Gwiazdo. — rzucił i odwrócił się, by wykonać polecenie.

Opuścił jaskinię. Uderzył w niego dość silny wiatr. Kocur zacisnął szczęki. To nie było przyjemne. Wytrzymanie w takich okolicznościach też nie należało do najłatwiejszych, zważając na to, że przez to co zaszło w Klanie Wilka, nie był syty. Mógłby nawet powiedzieć, że był osłabiony.
Jakiś czas od opuszczenia azylu, w jakim ukryły się przed Dwunożnymi i dzikami koty, dostrzegł wysokiego, umięśnionego Dwunożnego trzymającego w dłoni duży, podłużny, ciemny patyk, z którego wydobywał się skrzekot. 
Wojownik przysiadł do ziemi i zaczął się skradać, śledząc Dwunogiego. Ten nawet nie zauważył. Mrok prychnął. Dwunożni byli tępi jak but. Idioci. Tylko siła ich chroniła. 
Dwunożny zaprowadził go do swojego obozu. Ku zdumieniu vana, oprócz niego w obozowisku nikogo innego nie było. 
Śledzenie szło mu dobrze. Ruszał cicho za Dwunożnym, śledząc każdy jego krok i zapach.
Do czasu, aż nie przyszło mu przeczołgiwać się przez gąszcz wysokich traw. Mroczny Omen był zirytowany i sfrustrowany, gdy po wyjściu z gęstych traw stracił Dwunożnego z oczu. Pieprzony Dwunożny. Był już blisko. Mógł być o krok od znalezienia siedliska Dwunożnych. 
Szedł tak daleko, unikając kurczowo wykrycia, że Dwunożny znikł gdzieś za horyzontem. 
Kocur zaweszyl chwilę w powietrzu i wszedł w krzaki, w których znikł Dwunożny, co poskutkowało wbiciem się kolczastych krzewów w jego futro. Syknął z bólu. No co jest, bogowie? Już go opuścili?

Nie chciał jednak się poddawać. Próbował odnaleźć zgubiony trop Dwunożnego, jednak na marne. Usłyszał szelest i ciężkie kroki. Położył uszy, uświadamiając sobie, że w jego kierunku idzie czterech Dwunożnych. Wszyscy uzbrojeni. 
Kocur próbował uciec, jednak na marne. Natłok zapachów do tego stopnia go zmylił, że wpadł pod nogi jakiemuś Dwunożnemu. Cholera. Musiał się z tego jakoś wykaraskać. 
Krzyknął z bólu i zaskoczenia, gdy szorstkie, chłodne dłonie Dwunożnego złapały go i podniosły. Po uderzeniu serca stracił grunt pod łapami. Syknął, próbował wiercić się i wyrywać.
Zaatakował. Wbił zęby w skórę Dwunożnego i wysunął pazury, wymachując na oślep łapami. Gryzł, drapał, wił się wściekłe, aż Dwunożny puścił go i schował się za swoim stadem, z całymi podrapanymi rękami, z których ciekła powoli krew.  Wykorzystując okazję, próbował uciec, jednak drogę zagrodził mu kolejny Dwunożny.
Dwunożny zacisnął spust. Huk rozległ się wokół, a źrenice niebieskookiego zmniejszyły się do rozmiaru ziarenka piasku, osłupiałe przez głośny odgłos. Kula przeleciała mu nad barkiem. Poczuł piekący ból i krew tryskającą z jego ciała. Kula nie zrobiła mu większej krzywdy. Ledwo go drasnęła przy tym, co byłaby w stanie z nim zrobić. Dzięki bogom. 
Próbował się wymknąć, ale znowu kolejny Dwunog zatarasował mu drogę ucieczki. Szykowała się kolejna tura. Był już wyczerpany i zmęczony tą nierówną walką. Kot nie miał niemal żadnych szans ze stworzeniami takimi, jak Dwunożni. Musiał wytrzymać. Musiał. Musiał wrócić żywy i pokazać tym dwunożnym idiotom, kto tu rządzi. Mimo, że jego łapy odmawiały posłuszeństwa.
Dwunożny próbował go zranić, ale schybił. Kocur wykorzystał to i rzucił się do ucieczki. Dwunożni pędzili za nim, ale odpuścili, widząc, że był szybszy. Mroczny Omen zacisnął zęby. Rana postrzałowa cholernie piekła. 

* * *

Wrócił do obozu zmęczony, poraniony, sfrustrowany i wściekły na to, że nie udało mu się odnaleźć siedliska Dwunożnych. Syknął z bólu, gdy rana na jego barku zapiekła mocniej. 
— Ci Dwunożni stają się irytujący — miauknął zirytowany Jastrzębia Gwiazda, gdy Mroczny Omen wrócił, zdając mu raport z tego, jak poszła misja. — Dobrze, że cię nie zabili. Musimy im pokazać kto tu rządzi. Jeszcze Klan Wilka nie poddał się całkowicie. Idź do medyków się kurować. Dwunożni zapłacą za to wszystko.

*

Zacisnął szczęki, gdy Deszczowa Chmura opatrywał jego ranę.
— Miałeś szczęście. — stwierdził asystent medyka. 
— Najwidoczniej — mruknął Mroczny Omen, krzywiąc się za każdym razem, gdy rana zaczynała go natarczywie piec. Przeklęci Dwunożni. 
Odwrócił głowę, gdy zauważył Jastrzębią Gwiazdę, idącego w ich kierunku. 

<Jastrząb?>


06 lutego 2022

Od Jastrzębiej Gwiazdy cd Mrocznej Łapy (Mrocznego Omenu)

 - Dobrze - miauknął do kocurka, który oczekiwał na werdykt. - Ominięcie kamienia było lepszą strategią niż podkop. Jeszcze trochę wprawy i uda ci się osiągnąć lepszą prędkość, balans oraz skoczność. 
Trening mógł uznać za zakończony. Jednak czekała ich nadal długa droga... 

***

Walka, polowanie i dalsze rozwijanie Mrocznej Łapy przebiegało swoim tempem. Kocur z każdym mijającym księżycem rósł i lepiej radził sobie w terenie. Zeszło im jednak to nieco dłużej niż przypuszczał, lecz mógł z dumą stwierdzić, że jego drugi uczeń, przerósł pierwszego. Jego ostatnim wyzwaniem było właśnie pokonanie Suślego Nosa, który z chęcią zgodził się zostać obiektem do ćwiczeń. Musiał przyznać, że zlanie kocura przez Mroczną Łapę sprawiło mu wiele radości. 
Teraz van stał się wojownikiem. Wybrał jego dawne imię na drugi człon, ponieważ wiedział, że to na pewno mu podpasuje. Inna sprawa miała się z jego rodzeństwem... Czasami zastanawiał się, czy przypadkiem nie są adoptowani, bo nie dorastali do pięt młodemu wojownikowi. Najwidoczniej musiał dalej przyglądać się ich postępom, a w razie konieczności, zadecydować o ich dalszym losie. Bądź co bądź, ale ofermy, które trzeba dokarmiać, to jedynie dla klanu ciężar a nie pożytek. 
- Mroczny Omenie - zawołał kocura, który właśnie wrócił do obozu z piszczką w pysku. 
Słysząc wołanie lidera, ten skierował do niego kroki. 
- Tak?
- Przejdziesz się ze mną na granicę, by odnowić zapachy? Chciałbym z tobą o czymś pomówić. 
Van przytaknął i oboje ruszyli w stronę wyjścia z obozu. Dawny uczeń jeszcze tylko wyrzucił na stos wiewiórkę, gdy go mijali i podążył za liderem. Mimo tego, że znali się już wiele księżyców, to ich stosunki były tylko na poziomie uczeń-mentor. Chciał go nieco wypytać o rodzeństwo. Być może nie wiedział o czymś, co może sprawiać, że ich postępy są dość kiepskie. 
Wiatr mierzwił ich futra, gdy wyszli na bardziej otwartą przestrzeń. Wzrok kocura przerzucił się na starą gawre. Rzadko kiedy ktoś tu się zapuszczał, lecz teraz to miejsce mogło okazać się idealne do rozmowy w cztery oczy z wojownikiem. 

<Mroczny?>

01 stycznia 2022

Od Mrocznej Łapy CD Jastrzębiej Gwiazdy

 Nie mógł pozwolić sobie na zamarcie w bezruchu. Nawet najmniejsza sekunda wystarczyłaby, aby Jastrzębia Gwiazda go dogonił. Van musiał więc szybko się zdecydować, co zrobi; przeskoczenie nad kamieniem z miejsca, w którym się znajdował, było wręcz niemożliwe. Widząc za sobą mentora, kocur zawrócił do tyłu i rozpędził się, niemal nie zostając przy tym trafionym łapą burego. Dawny członek sekty skoczył, odbijając się od tylnych łap i wysunął wyostrzone pazury, które gorliwie uczepiły się skały, by po paru uderzeniach serca zacząć się z niej ześlizgiwać. Drapał łapami i był już niemal blisko wskoczenia na kamień, jednak Jastrzębia Gwiazda dał mu fory jedynie na początku. Mentorowi ani się śniło zwolnić, więc już po krótszej chwili większe i bardziej doświadczone łapy lidera dosięgnęły ogona Mrocznej Łapy.
Po tym momencie oba koty zeskoczyły z wypukłej powierzchni dużego kamienia i ustały naprzeciw siebie.
- Próbowałeś się rozpędzić, ryzykując, że szybciej cię złapię - Zauważył Jastrzębia Gwiazda, a van kiwnął głową.
- Próbowanie przeskoczenia kamienia z tak bliskiej odległości byłoby głupie. Nie jestem jeszcze na tyle duży, by dosięgnąć bez zawahania, a z rozpędu miałem na to większe szanse.
- To nie był głupi ruch - Przyznał bury. - Ale brakuje ci wprawy w przeskakiwaniu większych obiektów. Całkiem dobrze radzisz sobie z omijaniem dołów, gdy pomiędzy tobą a mną jest większa odległość, a balansowanie nie sprawiło ci na tyle dużych problemów, byś szybko poległ na tej przeszkodzie. Za to skoki nie idą ci najlepiej. Nie próbowałeś się przekopywać, bo nie starczyłoby ci na to czasu. 
Mroczna Łapa musiał być szczery - Jastrzębia Gwiazda nie był głupi i dobrze przewidywał jego zamiary. W końcu miał do czynienia z kimś, kto ma rozum chociaż trochę większy od kocięcia. 
- W takim razie, mamy spróbować jeszcze jeden raz, czy wracamy do obozu? - Zapytał, gładkim, niezmiennym tonem głosu. 
Był zmęczony, ale nie spieszyło mu się wracać. Trening zawsze udoskanalał jego umiejętności i zdolności, które kiedyś na pewno mu się przydadzą.
- Spróbujemy jeszcze jeden raz, a później wracamy - Obwieścił Jastrząb. - Robi się już późno, a następnym rankiem powinieneś być już gotowy na następny trening. 
- Słusznie - Miauknął po prostu van, nie spuszczając oczu z mentora. 
Był ciekaw, jakie postępy uda mu się zrobić w trakcie jego szkolenia. Nie żałował, że on i inni jego towarzysze dołączyli do Klanu Wilka. Były tu dla niego korzyści, więc z satysfakcją tutaj gościł. Nie zamierzał przyjmować tutejszej wiary, a przynajmniej idei ,,Klanu Gwiazdy", który znacząco różnił się od bóstw, jakie znał z sekty - ale chętnie skorzystałby z treningu. W klanach, nauka była przynajmniej profesjonalna. Czego by się nauczył od jakichś samotników? Nie opłacałoby mu się wychowywanie w towarzystwie, które nie nauczyłoby go tak profesjonalnych technik walki, sprytu, inteligencji i polowania, tak, jak to ma miejsce w Klanie Wilka. 
Van ponownie ustawił się na samym początku obalonego drzewa, a Jastrzębia Gwiazda tuż za nim.
- Dam ci jeszcze fory, Mroczna Łapo, ale teraz już trzy uderzenia serca. Ruszaj - Polecił bury.
Mroczna Łapa ruszył do przodu. Jego łapy poruszały się gładko, ale tym razem zwinnie. Po kilku próbach nauczył się już, po jakich krawędziach drzewa najlepiej iść - dalej jednak wciąż się wahał i musiał momentami zwalniać, bo był bliski przewrócenia. Jego łapa zsunęła się i kocur runął na ziemię, szybko przewracając się na bok i wstając, próbując resztę dobiec czystym sprintem, nie zważając na poprawny balans.
Gdy pokonał drzewo, zastała go pułapka, do której wpadł już parę razy, więc znał jej położenie. Jednak chcąc, nie chcąc, jego łapa zsunęła się po stromej krawędzi dołu. Przez ten czas Jastrzębia Gwiazda znacznie go doganiał. Van wygrzebał się kosztem ubrudzenia swojego biało-czarnego futra i ruszył znów do przodu, omijając parę nieznacznych przeszkód z kamieni - a w końcu, dochodząc do nieszczęsnego, dużego kamienia, na którego za żadne boskie cudy nie potrafił się wdrapać. Rozejrzał się szybko wokół i spróbował skoczyć, jednak po chwili jego łapy zsunęły się ze stromej powierzchni skałki. Nie miał szans sobie z tym poradzić. Musiał szukać alternatywnego rozwiązania, jednak ani na zsunięcie jakiejś kłody czy kamienia, by się podsadzić, ani na przekopanie się nie było wystarczająco czasu.
Więc van... po prostu obszedł kamień.
Mroczna Łapa ominął trudną przeszkodę, a wąsy mentora wręcz zamigotały mu przed pyskiem. Jastrzębia Gwiazda był szybki, więc Mroczna Łapa musiał również poruszać się szybko.
Omen usiadł po przejściu ostatniej przeszkody, jaką był wysoki kamień, i zaczął wygładzać sierść na piersi, która ustała mu dęba przez stres, jaki towarzyszył szalonemu wyścigowi z liderem na piętach. 
Kocur spojrzał się Jastrzębiowi w oczy, czekając na reakcję mentora.
Podważy jego sprawność, każe mu powtarzać przeszkodę, doceni jego staranne wyszukiwanie nowych, prostszych rozwiązań, a może coś zupełnie innego? Van był tego ciekaw. Ominął kamień wyłącznie dlatego, że stanowił niepodważalną trudność, której nie mógł pokonać, a nikt przecież nie powiedział, że omijanie przeszkód jest zakazane. Żadnej zasady więc nie złamał. 
Miał nadzieję, że wkrótce uda mu się opanować skoki i wspinanie, ponieważ nie ukrywał - fakt, że kocur miał problem z przeskoczeniem przeszkody w postaci kamienia, był lekko irytujący. 

<Jastrząb?>

27 grudnia 2021

Od Jastrzębiej Gwiazdy cd Mrocznej Łapy

Obserwował poczynania ucznia. Radził sobie jako tako, lecz jego mniemaniem powinien nieco przyspieszyć. Na pierwszej przeszkodzie za bardzo się wahał, a reszta? Na razie ujdzie, w końcu to jego pierwszy raz. Po kilku takich ćwiczeniach nabierze krzepy. Oczywiście jutro tor nieco się zmieni, by był zawsze przygotowany na nieprzewidywalność od losu. Kiedy do niego podszedł, nie słyszał w jego głosie czy oddechu zmęczenia. A cel dzisiejszej lekcji był taki, by wzmocnić jego wydolność, co zmuszało go do wysiłku. 
- Czy teraz będziesz mnie gonić, Jastrzębia Gwiazdo? - zapytał spokojnie van. 
- Tak. Widzę, że to dla ciebie nie było żadnym wyzwaniem. Licz jednak na to, że nie będzie litości, więc lepiej nie daj się złapać - miauknął, kierując się na linię startową. 
Van również skierował tam swoje łapy, oczekując na rozpoczęcie wyzwania. 
- Dam ci cztery uderzenia serca przewagi - powiedział, po czym kazał mu biec. 
Obserwował jak szybko wchodzi na kłodę, próbując zachować równowagę. Gdy wyznaczony czas minął, poderwał się do biegu. Czuł swego rodzaju ekscytację, gdy tak ścigał ucznia. Dla niego tor nie stanowił problemu, już go poznał idealnie, miał na to więcej czasu, w końcu sam wymyślił te pułapki. 
Złapał go tuż na drugiej przeszkodzie, powodując jego upadek do dołu. Stanął na krawędzi dziury, spoglądając na dół na ucznia. 
- Za wolno szedłeś po konarze. Musisz biec, jeszcze raz - zarządził, wracając na sam początek. 
Mroczna Łapa wygramolił się z pułapki, po czym ponownie wystartował. Tym razem wziął jego rady do serca i biegł, co prawie skończyło się poślizgnięciem na wilgotnej korzę. Jednak dotarł do drugiej przeszkody, gdy mentor był w połowie konaru. 
Ostatnio Mroczna Łapa przekopał się przez kamień, który stanowił wyzwanie do przeskoczenia. Tym razem nie miał na to czasu. Mimo to ten pomysł kocurka był pomysłowy. Gorzej by było, gdyby kamień go tam przygniótł, gdyby ziemia okazała się zbyt miękka. Zawody w deszczu też go czekały. Wiele razy błoto powodowało zwichnięcia łap nieuważnych wojowników. Teraz to miało się zmienić. Wyczuli ich na te wszystkie rzeczy, które sam widział. Zrobi z nich prawdziwych wojowników. Widząc go już przy kamieniu, przyspieszył ciekaw, co też ten zrobi.

<Mroczna Łapo? Mentor jest tuż, tuż>

Od Mrocznej Łapy CD Jastrzębiej Gwiazdy

- Dobrze, słuchaj mnie uważnie. Przed tobą tor przeszkód. Musisz go przejść najszybciej jak umiesz, unikając pułapek. Nie możesz też zlecieć, ani zatrzymywać się. Na razie odpuszczę sobie gonienie cię, byś zapoznał się z torem na spokojne. Później jednak będzie stanowić większe wyzwanie. Jakieś pytania?
- Nie mam pytań, Jastrzębia Gwiazdo. - Miauknął spokojnie Mroczna Łapa.
Przeszedł wzrokiem cały tor przeszkód. Zdawało mu się, że przejście go nie jest zbyt ambitnym wyczynem, ale jednak zamierzał to zrobić z jak najmniejszą ilością błędów. Uniósł brodę, gdy jego błękitne oczy skierowały  się w stronę podłużnej, niezbyt rosochatej kłody. Chociaż nazwanie tego kłodą było dość sporym niedociągnięciem, zważając na fakt, iż było to całe drzewo.
Wskoczył bezceremonialnie na pień drzewa, czując na sobie wciąż czujne oczy mentora. Gdzieniegdzie powierzchnia drzewa była dość płaska i wygodna, a w innych jej częściach widział już małe wystające gałęzie czy nierówne wzniesienia. Postawił łapę do przodu i uniósł głowę wyżej, by utrzymać równowagę. 
Na początku białe łapy drżały, a po chwili szedł już dość pewniejszym krokiem. Był dość wolny, dopiero na końcowym odcinku drogi zaczął balansować nieco sprawniej. Zeskoczył znów na leśne poszycie, co dało mu pewne wytchnienie, które starannie zakrył.
Dalszy tor w mniemaniu vana powinien nie być zbyt trudny, ale było to dość naiwne myślenie, o czym szybko się przekonał, gdy tylko przyszło mu się zmierzyć z kolejnymi przeszkodami. Przeskoczył zgrabnie nad kolczastymi i nieprzyjemnymi w dotyku liśćmi ostrokrzewu. Nie spodziewał się, gdy wpadł niemal po tym do dołu. Ale nie pokazał tego po sobie. Zamiast martwienia się niepowodzeniami czy inne głupoty, wolał szybko zacząć działać. Wygrzebanie się z runa leśnego nie zajęło mu dużo czasu, więc wrócił do dalszego przeprawiania się przez przygotowany przez lidera tor. 
Następną przeszkodą okazał się dość duży kamień. Mroczna Łapa nawet się nie zastanawiał. Gdy większość kotów by przez niego przeskoczyło, on postanowił się przekopać.
Łatwiejsze czy nietypowe rozwiązania zawsze były korzystniejsze. 
Gdy wyszedł z własnego wykopanego dołka, ominął zgrabnie zapadającą się dziurę, będącą jedną z przeszkód. Nauczył się już, jak wyglądają i starał się ich unikać.
Otrzepał się taktownie z ziemi i podszedł do lidera, zmierzając go chłodnym wzrokiem. Ukłonił się, jak wypada robić przed mentorami, i usiadł.
- Czy teraz będziesz mnie gonić, Jastrzębia Gwiazdo? - Zapytał spokojnie van. Dobrze byłoby sprawdzić własne umiejętności z dodatkowym utrudnieniem. 

<Jastrzębia Gwiazda?>

23 grudnia 2021

Od Jastrzębiej Gwiazdy cd Mrocznej Łapy

 Spojrzał na swojego wychowanka. Znajdka, który wraz z rodzeństwem trafił im pod łapy, odstawał od wszystkich. Wyczuwał w nim potencjał, a w czasach w jakich przyszło im żyć, należało kreować takie osoby, póki jeszcze miał taką szansę.
- Zaczniemy od razu - miauknął, machając ogonem. - Najpierw pokaże ci tereny. Musisz wiedzieć, gdzie są najlepsze kryjówki, gdzie spotkasz najwięcej zwierzyny oraz gdzie kończy się nasz teren, a gdzie zaczyna wroga. - Ruszył przed siebie, taranując śnieg korpusem. Ta Pora Nagich Drzew ich nie oszczędziła. Tyle napadało, że praktycznie brodził w białej toni. Kocurek szedł za nim, nie grzęząc tak bardzo jak on. Widać było, że lżejsze ciało mogło znacznie więcej, niż te pokrytę grubym futrem.
- Zapamiętaj drogę powrotną. Zwracaj uwagę na charakterystyczne szczegóły otoczenia, czasami jedno krzywe drzewo może ci wiele powiedzieć - wyjaśnił.
Cały czas obserwował ucznia, analizując jak stawia łapy. Zawsze na tym punkcie był wrażliwy, ponieważ opanował do perfekcji sztukę cichego przemieszczania się. Przez śnieg jednak nie był w stanie, zaprezentować tego kocurkowi, ale nie zaszkodzi go nieco w tym potrenować. Przyda mu się podczas polowań...
Ach tak... polowania. Teraz w jego słowniku stanowiły co innego. Przed mianowaniem Omena i jego rodzeństwa, znów wybrali się na polowanie. Noc była zimna i chłodna, a krew ciepła. Spływała mu po pysku, a duchy z Mrocznej Puszczy ponownie nasyciły swoją rządze krwi.
Musiał przyznać, że zaczynało mu się to podobać. Nie żałował podjętej decyzji...
Ich wędrówka trochę trwała, ponieważ tereny Wilczaków były rozległe. Pokazał swojemu uczniowi charakterystyczne punkty oraz granice z klanami. Widział, że zbytnio go to nie interesuje. Jako znajdka miał inne przekonania i wartości. Słyszał, że czcili jakichś innych bogów i mieli swoje tradycje. Nie zaprzątał sobie jednak tym głowy. Według niego mogli wyznawać co chcą, on sam nie był jakoś religijny.
- Dobrze. Mamy jeszcze czas, więc poćwiczymy polowanie - zarządził, wyjaśniając kocurkowi jak to powinno się robić.

***

Zmienił nieco plan treningów. Zazwyczaj Wilczaki nie przykładały wagi do sprawności. Skupiały się na polowaniu, ignorując inne ważne aspekty. Prowadził Mroczną Łapę wgłąb lasu, gdzie kilka dni temu z pomocą wojowników powstał tor przeszkód. Wpadł na ten pomysł, gdy zobaczył opadnięte drzewo, które miało w sobie potencjał do ćwiczeń. Na jego powierzchni można było poćwiczyć balansowanie na krawędzi. Dodał do tego kilka przeszkód z kamieni i gałęzi krzewów, parę dołków zakrytych liśćmi i innych niespodzianek. Jeżeli jego uczeń dzisiaj temu podoła to kto wie? Może każdy uczeń będzie zobowiązany do przejścia przez ten tor?
- Dobrze, słuchaj mnie uważnie. Przed tobą tor przeszkód. Musisz go przejść najszybciej jak umiesz, unikając pułapek. Nie możesz też zlecieć, ani zatrzymywać się. Na razie odpuszczę sobie gonienie cię, byś zapoznał się z torem na spokojne. Później jednak będzie stanowić większe wyzwanie. Jakieś pytania?

<Mroczna Łapo?>

01 grudnia 2021

Od Omenu (Mrocznej Łapy)

 Van wyszedł ze żłobka, ziewając przeciągle. Musiał przyznać, że tkwienie w kociarni nie było przyjemnym doświadczeniem. Nie czuł się poważnie, gdy wszyscy wojownicy traktowali go z góry... albo przynajmniej z przymrużeniem oka.
Za to ten dzień miał być dniem mianowania jego i jego rodzeństwa. W zasadzie nie obchodziło go rodzeństwo, a cały dzień chciał mieć tylko dla siebie.
Uniósł wysoko brodę, spoglądając spod przymrużonych powiek na miejsce, gdzie stał Jastrzębia Gwiazda. Przy jego rozmiarach trzeba było się nieźle naprężyć, żeby zobaczyć lidera - mimo, że zdążył już podrosnąć, i nie był wcale aż tak mały. 
Położył wewnętrznie zirytowany uszy, gdy koty klanu, które dosłyszały wołanie burego, zaczęły dołączać do reszty już zebranych, przez co zaczęło się robić tłoczno. Dostrzegł obok siebie Kuriozum, Lasek, Szron i Taflę. Była też ta Mała, co się uważała za kotkę, i wiecznie nienażarta Borówka.
- Mała, ukończyłaś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś została uczennicą. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Mała Łapa. Twoim mentorem będzie Rozkwitający Pąk. Mam nadzieję, że przekaże ci całą swoją wiedzę.
Omen musiał jeszcze słuchać nudnego pieprzenia o zaletach Rozkwitającego Pąka, co niby również jest częścią ceremonii. Przestał jeszcze sporo uderzeń serca, zanim nastała jego kolej. Był już tak wzburzony, że walczył z chęcią przyśpieszenia tego całego rytuału. Zmusił się jednak do godności. Idioci dobrze go jeszcze nie znali, a on nie miał zamiaru być uważany za głupca.
- Omenie, ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się zwać Mroczną Łapą. Twoim mentorem zostanę ja, Jastrzębia Gwiazda. Przekażę ci całą swoją wiedzę.
Czarny van starannie ukrył swoje zaskoczenie, zduszając je we wnętrzu. Jego błękitne oczy zabłyszczały ze spokojem. To było naprawdę ciekawe. Rzecz jasna, był niezadowolony, że ceremonie w klanach znacznie różniły się od tych krwawych i bolesnych w sekcie. Ale to nie oznacza, że nie podobało mu się szkolenie u lidera. Nie obchodził go sam lider, sam fakt, kto go mentoruje, ale to, że być może w ten sposób łatwiej przyjdzie mu o respekt w klanie. Kto wie, co się zdarzy?
Był skłonny polubić całego Jastrzębią Gwiazdę, gdyby nie był takim kretynem, jak połowa kociąt w żłobku. Wszyscy byli tacy sami. Denni, nudni, mili dla wszystkich i wszystkiego. Znudziło mu się to. 
Niebieskooki przejechał wzrokiem po jego pobratymcach z sekty i uśmiechnął się z lekkim cynizmem. Tak, to było zdecydowanie niezwykłe uczucie. 
Mroczna Łapa zaczekał uprzejmie w miejscu, aż lider do niego podejdzie. Uczeń dotknął nosem nosa swojego mentora na oficjalne potwierdzenie mianowania.

**
Minęło trochę czasu, zanim wszyscy pozostali dostali swoich mentorów. Ale Mroczną Łapę to nie obchodziło. Ważny był tylko on. Tylko fakt, że pozostał przy myśli, że jego Bogowie wymyślili dla niego świetny plan. Uczeń lidera. Cóż, ciekawił się, co przyniesie przyszłość.
Podszedł do Jastrzębiej Gwiazdy tuż po rozejściu się członków klanu. Van z szacunkiem skłonił głowę. W zasadzie był to nieco teatralny szacunek, bo nie miał potrzeby go okazywać, jednak jakieś pozory zgrywać musiał, jeśli chciał dożyć w klanie dorosłości. 
- A więc, kiedy zaczniemy trening? - Miauknął głosem, w którym przelewało się coś w rodzaju połączenia chłodu i słodyczy. Na jego pysku wciąż widniał ten sam uprzejmy, być może równie chłodny uśmiech.
Krzyk? Głośne i nietaktowne zachowanie? To była największa ujma na honorze. A twardy spokój, który przeszywał na wylot rozmówców, nie tylko był kulturalny, ale też sprawiał, że inne koty mogłyby uważać go za poważnego - taki też był, jednak nie każdy traktował go w ten sposób, ze względu na jego młody wiek.

<Jastrząb?>