Dzień ustanowienia nowych tytułów
– Cisowe Tchnienie, chodź! Zalotna Gwiazda zwołała zebranie klanu – z mechanicznego sortowania ziół wyrwał ją ponaglający szept Roztargnionego Koperku. Poderwała się do góry i potruchtała z legowiska, siadając przy jego wejściu. Wbiła wzrok w ziemię. Jaki mógł być powód tego zgromadzenia? Żadne kociaki nie powinny teraz zostać uczniami, a widziała przed chwilą, że koty nie robiły miejsca na walkę uczniów. To coś innego. Czyżby… ktoś się dowiedział? Nie, nie, nie! To niemożliwe! Nic na to nie wskazywało, a jednak… medyczka była kompletnie przekonana o swojej porażce. Nerwowo przeszukiwała swój umysł w poszukiwaniu wspomnienia momentu, w którym popełniła ostateczny błąd.
***
TW: myśli samobójcze
Retrospekcja, dzień zabójstwa Bladego Lica
Siedziała w umówionym miejscu. Już za chwilę miała odegrać tę jedną scenkę i zakończyć ten cały teatrzyk. Sowi Zmierzch już był na swojej pozycji. Niedługo Blade Lico padnie na ziemię bez życia i kurtyna opadnie. Nerwowo trzymała zawiniątko liści szaleju między łapami. Przed oczami przelatywały jej miliony scenariuszy, w których wszystko szło nie tak. Może starszy tu w ogóle nie przyjdzie? Może da radę uciec Sowiemu Zmierzchowi? Może źle wykalkulowała ilość ziół osłabiających albo trucizny? Co, jeśli zacznie krzyczeć i ktoś jakimś cudem usłyszy? Co ona wtedy zrobi? Zostanie zabita. Na pewno. Trzymała truciznę w łapach w losowym miejscu w nocy. Zalotna Gwiazda na pewno postanowi się jej pozbyć, a klan uzna ją za zdrajczynię. Drżącą łapą sięgnęła po gałązkę cisu znajdującą się za jej uchem. Ostrożnie oskubała ją z jagód i odrzuciła ją, zostawiając na łapie tylko czerwoną truciznę. Gdyby teraz to tak zakończyć… Nie mogliby już drugi raz jej zabić… Wystarczyła jedna… Wtedy usłyszała krzyk, a serce zaczęło jej szybciej bić. Biały za chwilę miał się tu pojawić. Szybko wcisnęła jagody w zawiniątko, zupełnie zapominając o tej jednej zgubnej gałązce…
***
TW: śmierć
Nadal retrospekcja, niedługo później
Stała nad starszym i patrzyła, jak ten trzepie się na ziemi, wstrząsany konwulsjami. Charczał, gdy piana toczyła się z jego pyska. Pierwszy raz patrzyła na kota w cierpieniu, nawet nie próbując mu pomóc. Po prostu tam tkwiła, kiedy kocur powoli przestawał się ruszać i światło gasło w jego oczach, aż po chwili koniec. Dzieło dokończone. Wetknęła mu pióro jemiołuszki za ucho i otarła pianę z jego pyska wierzchem łapy. Popatrzyła jeszcze przez chwilę na zwłoki i wsunęła się między drzewa. Przystanęła przy pierwszym zbiorniku wodnym i zanurzyła łapę ubrudzoną pianą. Nie wzdrygnęła się przy kontakcie z wodą. Po prostu pozwoliła jej zmyć z siebie dowody swojej winy. Wyciągnęła kończynę i popatrzyła na swoje odbicie. Wyglądała… normalnie. A przecież przed chwilą zamordowała innego Wilczaka. I do tego kultystę. Kota, z którym się wychowywała. Czy to oznaczało bycie pozbawionym uczuć mordercą? Otrząsnęła się. Nie mogła mieć wyrzutów sumienia. Zrobiła to dla klanu, dla kultu. Przodkowie jej kazali. Wszystko się udało, więc reszta nie była już istotna. Ważne było tylko to, żeby nikt się nie dowiedział…
***
– [...] Cisowe Tchnienie.
Na dźwięk swojego imienia uniosła łeb i skrzyżowała spojrzenia z liderką. Było zimne i niezdradzające uczuć. Skinęła łbem, ukrywając to, że nie była w stanie wcześniej jej słuchać. Miała jednak wrażenie, że w rzeczywistości szylkretka nie zamierzała, jej wybaczyć błędu. Jednak nie zachowywała też, jakby chciała się jej pozbyć. Zupełnie jakby bawiła się nią, czekając tylko, aż w odpowiednim momencie będzie mogła wbić jej nóż w plecy. Kiedy koty skandowały jej imię, ona była skupiona tylko na Zalotnej Gwieździe. Tamtej nocy kurtyna nie opadła. Teatrzyk nadal trwał, ponieważ nie ona nim dyrygowała, przywódczyni robiła to od dawna. Teraz mogła tylko czekać, kiedy zakończy jej żywot. Chyba że…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz