BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
28 września 2019
Od Lśniącego Słońca
Co jakiś czas przypominała mu się jego ukochana siostrzyczka Cicha Łapa, zastanawiał się, czy gdyby żyła, to miałaby dzieci? Pewnie wyrosłaby na cudowną wojowniczkę... Serce bolało go za każdym razem, gdy przychodził na grób uczennicy, do którego znał już drogę na pamięć. Czasami prosił Słoneczny Blask by ten poszedł z nim na grób Różanego Kwiatu, która zginęła podczas ataku borsuka na obóz nie tak dawno temu. Robił to jednak niechętnie, rana nadal była świeża i bolała go każda myśl o szylkretowej byłej medyczce...
- Wujku! Znowu nas nie słuchasz! - miauknęła oburzona Jarzębinka, uderzając ogonem o ziemię, strosząc przy tym niezadowolona futerko. Liliowy potrząsnął łbem, a jego półdługie futro na polikach zafalowało.
- Wybacz kochanie, wujek jest zmęczony... - odparł ciężko, kaszląc zaraz przeraźliwie. Od jakiegoś czasu miał wrażenie, że jakieś cholerstwo zjada go od środka, odbierając powoli siły i chęci do robienia czegokolwiek. Postanowił jednak aż tak tego nie pokazywać, nie chciał martwić swojej rodziny, która i tak była już zaaferowana jego stanem.
- Żywico, może pochwalisz się swoimi skarbami? - zagaił, chcąc jakoś załagodzić sytuację i ogarnąć jakoś niezadowoloną Jarzębinkę. Przecież ich słuchał! Jak mógł ignorować sowich ukochanych siostrzeńców! No jak? Bo co z tego, że jego myśli czasem wynosiły go gdzieś daleko, że aż tracił kontakt ze światem zewnętrznym.
- O-oczywiście - kocurek skinął głową, po czym wstał i czym prędzej ruszył po swoje najcenniejsze znaleziska. Lśniące Słońce cały czas miał przy sobie kamyk, który dostał od ucznia, gdy ten zaczął powoli odkrywać obóz. Co prawda nawet nie wiedział jak on wygląda, jednakże zapewniał syna Sroczego Żaru, że to najcudowniejsza i najpiękniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek trzymał w łapach.
- Pomożesz bratu? - zwrócił się do koteczki, która właśnie grzebała coś w ziemi - Spotkamy się w legowisku starszyzny i wtedy opowiesz mi o tej niesamowitej przygodzie, jaka cię niedawno spotkała. Dobrze kochanie? - liznął ją po główce, a gdy ta przytaknęła ochoczo i odbiegła, były medyk doczłapał do swojego legowiska, które znajdowało się kawałek dalej od posłania Plamki i Blasku, którzy to właśnie drzemali razem. Słysząc zrównane ciche chrapanie i wiedząc, do kogo ów odgłosy należą, uśmiechnął się delikatnie, na wspomnienie dnia, kiedy pomagał swojemu przybranemu ojcu wyznać miłość jego matce. Miał dobre życie, mimo utraty niektórych bliskich nie mógł narzekać na to, jak ono wyglądało...
Resztę dnia spędził z dziećmi swojej siostry, a gdy te musiały już iść spać, by mieć siłę na jutrzejszy trening, ten złożył nietypową prośbę Księżycowemu Pyłowi. Oba kocury udały się do dawnego legowiska Lśniącego, które znajdowało się w siedzibie medyków, po czym ułożyli się wygodnie, przed snem wymieniając się czułymi liźnięciami. W końcu zasnęli wtuleni w siebie, otoczeni zapachem ziół.
Pręgowany kocur obudził się nagle, czując silne pacnięcie w ramię. Zamrugał ślepiami i... zobaczył Cichą Łapę! Zobaczył... Odruchowo cofnął się o krok, myśląc, że to kolejny z jego koszmarów... Z zaskoczeniem stwierdził, że są one sprawne. Oddychał szybko, niespokojnie, gdy młoda kotka cała roześmiana pacnęła go łapą, odskakując kawałek.
- No dalej głupku! Tak witasz swoją siostrę? Dawnoś się nie widzieliśmy co, Lśniący? - miauknęła, podbiegając zaraz do kocura i wtulając się w jego futro - Tęskniłam, braciszku - szepnęła, wtulając się jeszcze bardziej.-
- Czyli, że... - zaczął niepewnie, odsuwając się o krok - ja nie żyję...? - dodał zbolałym głosem, czując jak łzy zbierają się w jego oczach. Cieszył się jak nigdy, że znowu widzi swoją ukochaną siostrzyczkę ale...
- Nie martw się, poradzą sobie - Cisza liznęła go w policzek, końcówką ogona zachęcając by ruszył za nią. Lśniące Słońce spojrzał an wyrwę w chmurach, obserwując jak jego mama, tata, Sroczka z jej dziećmi, Żurawinek, Zimorodek, Zlepek, Kopciuszek wraz z Księżycem i Sokolikiem zbierają się przy jego ciele. Otarł łzy łapą, uśmiechając się smutno - Trzymajcie się wszyscy, będę czekać. Kocham was... - i odszedł wraz z siostrą do klanu gwiazdy, gdzie na nowo spotkał tych, których tak bardzo kochał ale stracił.
< Sroczko, Żywico, Jarzębinko, Zimorodku, Księżycu? Jak chcecie to możecie dokończyć >
12 sierpnia 2019
Od Lśniącego Słońca CD Księżycowego Pyłu
Jeden, wielki cholerny mętlik. Kocur nie wiedział co robić, nawet co powiedzieć. Ba! On na chwilę obecną nawet nie miał pojęcia co ma myśleć! Jednakże jedno było pewne - kochał Księżyca całym sercem i nigdy, przenigdy by się go nie pozbył, nawet jeśli ta durna kupa futra miała sporo za uszami. Otworzył pysk, starając się coś powiedzieć, jednak żaden dźwięk z niego nie wyszedł. Odetchnął głęboko, zamykając oczy i ściągając uszy do tyłu.
Oh Lśniący, jakiś ty durny...
- Zostań, proszę... - miauknął cicho, siadając na ziemi. Wow, powiedział proszę, normalnie święto lasu, Lśniące Słońce nareszcie jest dla kogoś miły, no wow! - Kocham cię idioto - dodał zaraz, słysząc szuranie łap po piasku. Księżycowy Pył podszedł jeszcze bliżej, stykając się ze swoim partnerem nosami.
- Ja ciebie też. Chociaż w życiu nie przestaną mnie śmieszyć twoje wypadki - zaśmiał się, zakrywając łapą pysk. Medyk strzepnął ogonem, wyolbrzymiając swoją złość, której tak na serio... Nie było. To wszystko było żartem.
Tak moi drodzy! Ten liliowy buc właśnie zażartował!
- A mnie nie znudzi się podkładanie ci różnych ciekawych ziół - parsknął śmiechem, po czym liznął czarnego kocura po policzku.
~*~
Czas mijał nieubłaganie. Zaczęła się pora nagich drzew, wcześniej Zlepek stracił łapę, Sroczka urodziła trójkę kociąt, przez co on sam stał się wujkiem. Co prawda przyszywanym wujkiem ale nadal.
- Widzę, że małe dały ci w kość - miauknął Księżyc, jeszcze bardziej czochrając pręgowanego jeszcze mocniej po jego i tak sterczącej już czuprynie - Swoją drogą, nigdy nie sądziłem, że zobaczę Lśniące Słońce cieszącego się z towarzystwa kociąt! - dodał zaraz, by po chwili polizać swoje futerko na szyi.
- No coś ty, doprawdy? - mruknął starszy z kocurów, po czym ułożył się na ciepłym mchu w swoim leżu. Przyzwyczaił się już do ślepoty i mimo, że z początku była ona dlań niczym wyrok, to jednak... Jakoś zaakceptował ten fakt, nauczył się nawet swobodnie poruszać.
- A... Jak tam Lis? - dodał zaraz, zaczynając się myć - Znowu miałem sen od Gwiazdych wiesz, kochany? Niepokoi mnie to... Znowu to samo. Lis niszczący wściekle klif, który spada na stos ryb zabijając niektóre z nich... - westchnął ciężko. Czyżby szykowała się kolejna wojna...?
< Księżycowy Pyle? >
28 lipca 2019
Od Lśniącego Słońca CD Zimorodkowej Łapy (Zimorodkowej Pieśni)
- Daj mi coś na ból bo zaraz nie wyrobię - warknęła kotka, siadając ciężko na jednym z legowisk.
- Ciebie też miło widzieć, siostrzyczko - zaśmiał się Lśniący ciutkę przesłodzonym tonem, czym zdziwił ostro Zlepka, który na wpółprzytomny starał się kontaktować ze światem. No tak... nie często można było widzieć kociakożercę, który się śmieje, a co dziwniejsze jest dla kogoś MIŁY!
- Tak, tak, też cię kocham braciszku, a teraz poroooszę podaj mi coś na ten ból - miauknęła wywracając ślepkami. Kocur skończył nakładać papkę na zranione miejsce kocurka, po czym wytarł łapy w liście.
- A co żeś znowu zrobiła? - mruknął, podchodząc do stert ziół wszelakich, węchem szukając tego, czego potrzebuje - czyli ziarn maku.
- Jakie tam znowu?! - oburzyła się wojowniczka, strosząc futro na ogonie - Uh, goniłam królika ale oczywiście Barania Łapa mnie popchnął przez co uderzyłam głową w kamień - dodała zaraz już łagodniej. Mimo wszystko dało się z jej głosu odczytać chęć zemsty.
Nie dziwił się, w nim samym aż się zagotowało, kiedy usłyszał, co odwalił ten idiota. Mimo ślepoty, która dosłownie doprowadzała pręgowanego do szewskiej pasji, miał ochotę skopać tej mendzie futro za skrzywdzenie jego kochanej siostrzyczki.
- Jak chcesz się zemścić na tym wypłoszu, to chętnie ci pomogę. Co prawda nie walczę, ale znam się na ziołach, które dadzą mu do wiwatu - mimo wszystko uśmiechnął się, gdy znalazł ziarna maku, po czym podał je pointce, która od razu wzięła lek - To jak będzie, mała zemsta? - przesunął łapą po ziemi, siadając obok niebieskiej.
\
< Zimorodku? >
25 czerwca 2019
Od Lśniącego Słońca
Kolejny raz jego sen został brutalnie przerwany przez tą samą przepowiednię zesłaną przez klan gwiazdy. Lis stojący w płomieniach, które pożerają wszystko dookoła męczył Lśniącego od mianowani przybranego syna Księżyca na lidera.
Przetarł zasypane oczy, na które już i tak nic nie widział, co tylko co jakiś czas dobijało kocura, który traktował swoją utratę wzroku jako karę od klanu gwiazdy za związek z czarno-białym kocurem.
Wiedział jednak, że z Sokolim Skrzydłem nie ma po co rozmawiać o przepowiedni, bicolor miał dosyć na głowie, już i tak w większości zadań go wręczał, co mimo wszystko i tak nie było po dobrowolnej zgodzie syna Poplamionego Piórka.
- Ej młody - mruknął zachrypniętym głosem w stronę Koziej Łapy, licząc na to, że kocurek już nie śpi. Ten odpowiedzialność mu cichym mruknięciem, jednakże do nosa starszego kocura dotarł zapach strachu. Przewrócił oczami, prychając cicho - Zluzuj młody, przecież cię nie zjem - ofuknął młodziaka, kładąc przy tym po sobie uszy. Przeszedł kawałek między ich posłaniami, po czym usiadł obok ucznia samego rudzielca, owijając ogonem łapy.
- C-coś się stało L-Lśniące S-Słońce...? - miauknął wyraźnie zdenerwowany Kozia Łapa. Medyk westchnął cicho, wlepiając swoje białe, matowe i przeszklone oczy przed siebie, co wyglądało dość dziwnie i z lekka strasznie.
- Tak... Słuchaj, jesteś okej. Przynajmniej nie jesteś bezmózgiem jak Baran i idzie się z tobą dogadać. Mam więc pytanie - zaczął, po czym zniżył głos do szeptu - Chodzi o Lisią Gwiazdę. Nie zaczął zachowywać się jakoś dziwnie?
- Hę? - kocurek przechylił lekko główkę w bok, jednakże Lśniący nie mógł tego dostrzec.
- Czy nie zmienił swojego zachowania? No nie wiem... Nie zrobił się bardziej agresywny? Bardziej podejrzliwy? - mruknął, oddychając ciężko.
< Koza? >
05 maja 2019
Od Lśniącego Słońca
02 maja 2019
Od Lśniącego Słońca CD Księżycowego Pyłu
- Kochanie ja... - Księżycowy Pył znowu próbował się wytłumaczyć z zaistniałej sytuacji. Na marne, medyk uderzył ogonem o uda, nawet nie zamierzając słuchać jego wyjaśnień. Dosłownie kipiał z faktu, że jego ukochany MIAŁ DZIECI Z KOTKĄ. Biało-czarny kocur nie mógł nawet zaprzeczyć. Dowód był aż nazbyt oczywisty - plamka na nosie. A partner kocura debilem nie był.
- Zamknij się! - wrzasnął zastępcy prosto w psyk swojemu ukochanemu. Od śmierci swojej cudownej siostry nie czuł nigdy aż tak potwornego bólu i osamotnienia jak teraz, kiedy w pysk uderzył go tak oczywisty fakt, jakim była zdrada.
Kręcił łbem na boki, chodząc w kółko na sztywnych nogach. Nie miał ani trochę słuchać tłumaczeń. Za nic! Dlatego zanim też syn Czereśni zdołał cokolwiek powiedzieć, ten odszedł zostawiając go samego.
~*~
O kłótni między kocurami minął księżyc a nawet i więcej, w czasie którego, Lśniący ani razu nie odezwał się do zielonookiego ani słowem, zaś wszystkie wiadomości przekazywał mu przez Sokole Skrzydło, który wyraźnie był zmieszany tą sytuacją. Mimo wszystko spokojnie znosił rolę chłopca na posyłki. Cóż... aż do czasu.
- Porozmawiaj z nim! - zawołał niebieski, idąc za nadal naburmuszonym medykiem. Ten jednak nie chciał słuchać. Szedł przed siebie prosto do półki skalnej, gdzie poukładane miał mniejsze porcje ziół, tak na zwykłe, codzienne leczenie. O mało co nie wpadł na kupkę patyków, którą przynieśli jakiś czas temu, ale mimo wszystko nie zraził się. Podszedł do upragnionego celu, zabierają z niego liście mniszka lekarskiego.
- Sokole Skrzy... - właśnie w tej chwili do leża wszedł Księżycowy Pył, który urwał w pół słowa, widząc swojego partnera, który tylko zmarszczył brwi. Sokół wykorzystał okazję i wymknął się cichaczem, zostawiając dwójkę pokłóconych samych sobie.
- Czego? - warknął liliowy, a jego głos brzmiał niewyraźnie przez zioła trzymane w pysku.
< Księżyc? >
Od Lśniącego Słońca CD Sokolego Skrzydła
22 kwietnia 2019
Od Lśniącego Słońca CD Kozy
- Chodź, odprowadzę cię - miauknął mało wyraźnie przez rośliny trzymane między zębami. Kociak skinął głową, po czym wstał a liliowy drgnął lekko, gdy usłyszał kroki kociaka na śniegu - Następnym razem nie kombinuj za dużo z ziołami - westchnął cicho, zbaczając z lekka z kursu i celu, jakim była dlań kociarnia. Mimo wszystko cała dwójka trafiła tam, gdzie musiała. Lśniący przywitał się z matką, po czym polizał ją za uchem.
Porozmawiał trochę z kotką, jako, że dawno tego nie robił, po czym zbadał resztę kociąt, którym na szczęście nic nie dolegało. Oznaczało to jedno - miał chwilę dla siebie. Mógł nareszcie odpocząć, nie bojąc się, że ktoś zaraz zacznie mu zawracać ogon o chociażby najmniejsze pierdoły.
Resztę dnia spędził na odsypaniu zarwanej nocy, podczas której męczyły go koszmary, nie dając za nic chwili wytchnienia, co skończyło się tym, że pręgowany ledwie co kontaktował, ale mimo to nie szło nawiązać z nim normalnego kontaktu takiego jak zwykle.
18 kwietnia 2019
Od Lśniącego Słońca CD Zlepka
- Stać - warknął w stronę kociaków, które myślały, że najpewniej ucieczka z obozu ujdzie im płazem a i jeszcze zostaną pogłaskani po główkach. Prychnął rozeźlony, machając ogonem, który uderzał o pięty kocura. Co prawda nie widział już praktycznie wcale, jednakże węch nadal miał świetny, dzięki czemu normalnie funkcjonował.
- Lśniący... daj im spokój... - poprosił cicho Sokole Skrzydło, szturchając swojego byłego mentora w bok. Kocur zmarszczył brwi. Oj... on już da tym smarkom nauczkę, zapamiętają go do końca życia, oj będą siedzieć na dupach w kociarni i pytać czy mogą z niej wyjść.
- Na waszym miejscu bym tam nie szedł - rzucił obojętnie, spoglądając na rozmazane plamy na tle brązowych liści. Kociaki zbiły się w kupkę, cofając i drżąc lekko. Medyk kontynuował zadowolony z siebie - Po lesie grasuje morderca, porywa kocięta a potem topi je w wodzie! - zawołał, wykonując krok w ich stronę.
W tym samym czasie bicolor chyba zrozumiał o co chodziło jego nauczycielami, bowiem ukradkiem kopnął kamień w pobliskie krzaki, zaś one zaszeleściły. Kociaki popatrzyły po sobie przestraszone, aż w końcu Baran wystąpił przed szereg.
- Kłamiesz! - zawołał, tupiąc łapą. Pręgowany już miał zamiar coś odpowiedzieć, jednakże w ostatniej chwili coś go powstrzymało. Tym czymś były mocno szeleszczące liście krzaku bzu, zaś za chwilę z tego samego miejsca wydobyły się donośne wrzaski, prychnięcia i syki, które tak przestraszyły dzieciaki, że te aż zwiały z podkulonymi ogonami.
- Niezłe wyczucie - zamruczał, uśmiechając się lekko, gdy zza rośliny wyłonił się Księżycowy Pył, ciągnący za sobą mewę. Liliowy otarł się o jego policzek a następnie polizał czule po nosie - Mocno je wystraszyłeś - zaśmiał się cicho, wracają do obozu.
< Koza? >
09 kwietnia 2019
Od Lśniącego Słońca CD Sokolego Skrzydła
- I czego się boisz? Ma jeszcze pięć żyć - miauknął, uderzając ogonem o ziemię. Sokół jakby ośmielony jego słowami odetchnął z ulgą, zaś na jego pysk wpełzł lekki, nieśmiały uśmiech - Jednakże jeśli moje sny były prawdziwe, to za mniej więcej trzy księżyce będziemy mieli kolejnego lidera - dodał, kopiąc w ziemi, w poszukiwaniu korzeni jednej, z roślin, których zapasy praktycznie się już wyczerpały.
- O czym ty mówisz Lśniące Słońce? - ogon niebieskiego kocura nastroszył się, zaś on sam popatrzył nań z nie małym przerażeniem. Do jego pytania dołączyła się Poplamione Piórko, która lekko zdenerwowana udeptywała łapkami ziemię, a swój rozbiegany wzrok wlepiła w swoje ostatnie żywe dziecko.
- Medyk klanu ma zdolność widzenia żyć lidera - zaczął, przewracając oczami na tak, jego zdaniem, oczywistą rzecz - jakiś czas temu miałem sen, w którym pięć gwiazd na czarnym niebie przestało świecić, jedna po drugiej - dodał, wstając i biorąc zebrane zioła w pysk - Wracajmy już - rzucił przez ramię, kierując się w stronę obozu.
- Tak, straciłem życie - już od progu do jego uszu dotarł jakby zmęczony głos Potokowej Gwiazdy. Liliowy położył po sobie uszy, chcąc coś powiedzieć, jednakże czarny kocur odezwał się znowu - Nie, nie wiem dlaczego - mruknął kładąc się na swoim posłaniu z mchu i zakrywając pysk ogonem. Lśniący rzucił mu krótkie spojrzenie, po czym wrócił do swojego legowiska, gdzie zwinął się w kłębek na mchu. Miał przed sobą całą noc i zamierzał się wyspać.
< Sokół? >
28 marca 2019
Od Lśniącego Słońca CD Sokolej Łapy (Sokolego Skrzydła)
- Gówno mnie obchodzi, że nie masz czasu! Siadaj na dupę raz a porządnie i zacznij mnie słuchać. Ja rozmawiam z Gwiezdnymi, nie ty, więc z łaski swojej zachowaj swoje głupie, ale ponoć jakże cenne uwagi dla siebie, co? - warknął liliowy, gdy czarny lider wyminął go w przejściu pod pretekstem zrobienia jakiejś ważnej rzeczy. Akurat, co było ważniejsze niż przepowiednia dotycząca klanu? Jeśli sam medyk dobrze zrozumiał, to klan gwiazdy zsyła na nich niebezpieczeństwo. I tak rozpoczęła się długa dyskusja między trzema kotami, która nie wiadomo jak by się skończyła, gdyby nie pojawiła się Poplamione Piórko, która chciała porozmawiać z synem. Kocur odpuścił, jeśli tak stawia sprawę, to niech mu będzie. Tylko żeby potem nie płakał jak gwiezdni skopią im tyłek.
- O co chodzi, mamo? - miauknął spokojnie tak, jakby nic przedtem nie miało miejsca. Uśmiechnął się ciepło mając przed sobą oblicze niskiej, aczkolwiek uroczej koteczki. W sumie to nie dziwił się, że jego ojciec, Słoneczny Blask zakochał się w tejże kotce. Była ona po prostu urocza i doprawdy pełna matczynego ciepła.
- Znowu krzyczysz? Skarbie, słychać cię w całym obozie!- miauknęła przejęta, kładąc swojemu synowi łapki na policzki. Lśniące Słońce bąknął coś pod nosem na temat tego, że matka go kompromituje, jednak zrobił to na tyle cicho, żeby mittedka tego nie usłyszała - Jeszcze osiwiejesz ze stresu. Nie wiem, co klan gwiazdy dał ci za sen, ale za bardzo się stresujesz! No już, mój drogi, zabieraj swojego przyjaciela i idziemy na spacer! - zarządziła kotka, targając długołapego za ucho, na co ten stęknął głucho, próbując się jakoś wyrwa z jej żelaznego uścisku. Na szczęście puściła go w końcu, unosząc jedną brew ku górze i uśmiechając się szelmowsko.
- Ale zmar... - urwał w połowie zdania, mrugając szybko. Kaszlnął, potarł łapą pysk, po czym zaczął znowu mówić - Pobieram przy okazji ziół - dodał spokojnie, po czym popatrzył na swojego byłego terminatora - Chodź, Sokoliku - miauknął, ruszając ku wyjściu z obozu razem z matką i swoim asystentem u boku. Oh... to będzie długi dzień...
< Sokół? >
18 marca 2019
Od Lśniącego Słońca CD Sokolej Łapy
- Ja, Lśniące Słońce, medyk Klanu Klifu, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, by zrozumieć drogę medyka, i z waszą pomocą służyć swojemu klanowi przez wiele przyszłych księżyców. Sokola Łapo, czy przysięgasz podążać drogą medyka, trzymać się z daleka od klanowych wojen i chronić wszystkie koty, nawet za cenę życia?
- Przysięgam! - miauknął kocur, wypinając pierś do przodu, a sam liliowy kocur poczuł niezwykłą dumę i przez chwilę miał wrażenie, że zobaczył samego siebie zamiast swojego terminatora, który właśnie stawał się pełnoprawnym medykiem.
- Zatem mocą Klanu Gwiazdy nadaje ci imię medyka. Sokola Łapo, od tej pory będziesz znany jako Sokole Skrzydło. Klan Gwiazdy docenia twoje oddanie i wierność, oraz wita cię, jako pełnoprawnego medyka Klanu Klifu!
Zawołał pręgowany, a chwilę później reszta medyków skandowała imię nowego asystenta medyka, a chwilę później wszystkie koty podeszły do wody, skąd każdy z nich napił się trochę, by później dzielić sny z klanem gwiazdy.
< Sokół? >
15 marca 2019
Od Lśniącego Słońca CD Księżycowej Łapy (Księżycowego Pyłu)
02 marca 2019
Od Lśniącego Słońca CD Sokolej Łapy
- Jak się czujesz? - spytał starszy z kocurów, kiedy wracali do obozu ze spaceru i z paroma ziołami w pyskach. Lśniący westchnął cicho, po czym potrząsnął łbem, czując jak zaczyna powoli zasypiać. Popatrzył na swojego ojca, zastanawiając się chwilę. Wiedział, że Słoneczny Blask nie jest głupi, więc oszukać go nie będzie łatwo, dlatego też decydował się z lekka wyminąć temat.
Po wejściu do obozu liliowy kocur od razu pomaszerował do swojego niebieskiego ucznia, witając się z nim donośnym miauknięciem, po czym polizał go za uchem. Terminator poruszył zabawnie wąsami, po czym razem z mentorem ruszył w stronę legowiska, by odłożyć zebrane przez liliowego zioła.
- Jak ci minął dzień, młody? - mruknął przyjaźnie, odkładając poszczególne zioła na odpowiednie kupki. Młodzik, który wcześniej się garbił, dosłownie wyprostował się w przeciągu jednej sekundy, owinął ogon wokół łap, po czym popatrzył swoimi ślepkami na kocura - No? Czyby lis zjadł ci język? - spytał, śmiejąc się cicho, co od dłuższego czasu było u niego wręcz niespotykane, bowiem przez większość czasu Lśniące Słońce przez większość czasu, wyglądał, jakby chciał wszystkich dookoła zabić, do tego nie był przyjemniaczkiem dla większości kotów.
< Sokół? Wyszedł gniot. Bywa. >
18 lutego 2019
Od Lśniącego Słońca CD Sokolej Łapy
- No więc... - mruknął cicho, nie do końca wiedząc, jak ma zaczął. Owinął ogonem swojego ucznia, po czym wpatrzył się w przestrzeń przed sobą, nadal nie wiedząc, jak ma zaczął. Do diabła, nikt nie mówił mu, jak ma zachowywać się jako mentor, jedyne co dostał jako niby "cenną" informację to tekst, że musi mu wszystko wytłumaczyć. I tyle. Nikt nie odezwał się jak ma to zrobić, od czego zacząć a sam liliowy początek swego treningu pamiętał gorzej, jak przez mgłę - Klan Gwiazdy to miejsce, gdzie idą koty po śmierci, o ile za życia były dobre... - zaczął niemrawo, kaszląc głucho. Sokola Łapa najwidoczniej zaciekawiony opowieścią wlepił w niego swe wielkie ślepia, nastawiając uważnie uszu. Cóż... przynajmniej nie trafił mu się drący mordę niedojda, który to nawet skupić się nie umie. Kontynuował więc, czasem odpływając do nieprzyjemnego miejsca, jakim było legowisko uczniów oraz kociarnia. Małe, parszywe grzdyle, fuj. Chociaż musiał przyznać, że Sokolik jest nad wyraz sympatyczny i nie irytuje go tak, jak reszta dzieciarni klanu klifu.
* * *
Cóż, nareszcie nastał dzień, który kiedyś nadejść musiał. Wschodząca Fala urodziła. Tego dnia Lśniące Słońce obawiał się tak, jak niczego innego, bowiem doskonale pamiętał swoje spotkanie z m a s y w n y m medykiem z klanu burzy, który, gdy jeszcze pręgowany był uczniem, nastraszył go porodami. Z resztą... medyk sam za tym widokiem nie przepadał, a od kiedy Różany Kwiat stwierdziła, że jej rola jako medyczki się zakończyła, a jej były terminator już nie potrzebuje jej pomocy i odeszła do starszyzny, syn Poplamionego Piórka panikował jeszcze bardziej. Czuł, że jeżeli spaprze sprawę, to Potokowa Gwiazda urżnie mu łeb a nawet i gorzej.
- Dobrze Wschodząca Falo, wszystko będzie dobrze - zaczął medyk, kładąc łapę na jej ramieniu, kiedy ciało kotki przeszły pierwsze skurcze. Kątem oka słyszał, jak Omszona Skóra próbuje zatrzymać swojego brata u wejścia do kociarni. No tak, nic dziwnego, czarny kocur tylko by im zawracał głowę i przeszkadzał, przez co medyk i jego uczeń mogliby się pomylić z nerwów i coś mogłoby się kociętom stać. Na szczęście cała akcja porodowa minęła szybko i sprawnie, bez żadnych komplikacji. Ba! Nawet Lśniące Słońce nie zemdlał! A to było już coś! Po wszystkim zabrał on swego ucznia, by szylkretowa królowa mogła w spokoju zająć się swoimi nowo narodzonymi córkami, oraz spanikowanym partnerem.
< Sokola Łapo? >
12 lutego 2019
Od Lśniącego Słońca CD Księżycowej Łapy
Rozmyślania Lśniącego Słońca przerwał szelest, tuż u wejścia do leża medyka. Odwrócił więc szybko łeb a świat stał się na chwilę jedną, wielką, rozmytą plamą. Pomachał kilka razem łbem na boki, po czym zamrugał kilka razy. Pomogło. Mimo wszystko, w jego oczach zebrały się łezki, które spłynęły po jego policzkach. Czarno-biały uczeń musiał najwidoczniej to dostrzec, bowiem na jego pyszczku zaraz zagościł drwiący uśmiech.
- Hej bekso dalej rozpaczasz po twojej siostrzyczce i tej dziwaczce co uważała się za kocura? To żałosne, a może masz nadzieję, że jakoś koty z tego durnego Klanu Gwiazd ci pomogą? Bo twój płacz na pewno nic już nie pomoże ani trupowi ani uciekinierce - zadrwił, machając spokojnie ogonem. Zaś były uczeń Różanego Kwiatu odczuł dosadne wrażenie, że to małe coś najwidoczniej z niego kpi. Może i słusznie? Nie zastanawiał się jednak na tym, bowiem te słowa przelały czarę goryczy, jaką Lśniące Słońce w sobie trzymał od czasu pojawienia się tu tego pchlarza. Starszy kocur gwałtownie wstał, po czym zamachnął się i nie bacząc na konsekwencje, uderzył ucznia w pysk z całej siły, jaką tylko posiadał.
- Wynoś się! Już! Wynoś się albo cię zabije! - wrzasnął, jeżąc sierść na karku, po czym wbił pazury w ziemię, ledwo powstrzymując się od ataku na rzekomo bezbronnego ucznia. Wszak może i Skoczny Krok był fajtłapą, to jednak zapewne nauczył swego terminatora walczyć - JUŻ! - pręgowany strzepnął ogonem, odwracając się na pięcie, po czym wszedł jeszcze głębiej do legowiska medyka. Wiedział, że oberwie mu się za to i słusznie to przewidział. Wściekły Potokowa Gwiazda wezwał go do siebie wieczorem na rozmowę, gdy tylko załatwił sprawę mianowania Okopconego Dzwonka. Tego samego dnia odszedł też Skrzydlata Łapa, jednakże medyk wiedział, że trzeba żyć dalej.
Podczas konwersacji z czarnym kocurem jedynie kiwał głową na znak, że rozumie słowa lidera oraz to, w jakiej sytuacji się znalazł i jakie ciągnie to za sobą konsekwencje. Ostatecznie nieomal stracił ucznia, sam będąc prawie zdegradowanym do tej rangi, musiał też przeprosić Księżycową Łapę i przez księżyc wykonywać zadania ucznia, mimo iż zachował on swój tytuł i rolę medyka. Postanowił to więc zrobić już następnego ranka, co wcale nie było takie proste, ponieważ Księżyc dosłownie zapadł się pod ziemię, może to właśnie przez wczorajszy incydent? Nie... nie, nie, nie prawda. Kocur pokręcił głową na boki, wzdychając cicho zirytowany, kiedy jego wzrok znowu zaczął szwankować. Pozostało mu jedno miejsce do sprawdzenia - plaża. Tam też postanowił się udać i jak się okazało, to miejsce było strzałem w dziesiątkę. Ciemna sylwetka była łatwa w rozpoznaniu. Terminator siedział blisko linii wody ze spuszczoną głową.
- Hej... - zaczął nieśmiało Lśniący, siadając obok młodziaka, który nawet nie drgnął, ani też nie zaszczycił go spojrzeniem pary swoich zielonych oczu - Wiem, że wczoraj przesadziłem... Przepraszam, nie powinienem - dodał ciszej, jakby bojąc się tego, że zostanie zwyzywany za to, że miał czelność się odezwać - J-ja... ja po prostu t-tęsk-knię... Za Pszczółką... Za Ciszą... Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak to boli... To tak cholernie boli! Dlaczego Gwiezdni mi ją zabrali, co? Dlaczego? Jeszcze te cholerne problemy ze wzrokiem! Ja-a wiem, że nie jestem święty! Ale na osty i ciernie, co ja takiego zrobiłem, że oni aż tak bardzo mnie karzą!? - zawołał, spuszczając łeb i zaczynając szlochać. Może i odruchowo, może i specjalnie, położył swoją łapę na tej, należącej do Księżyca. Po prostu potrzebował utwierdzić się w świadomości - Prze-przepraszam Księzycowa Łapo... J-ja... n-na-awet cię lu-lubię... - szepnął przez łzy.
< Księżyc? >
05 lutego 2019
Od Lśniącego Słońca CD Sokolej Łapy
- Uh... dzięki, młody - mruknął przyjaźnie, idąc dalej po piasku, który podrażniał mu z lekka miękkie opuszki łap. Niebieski kocurek dreptał obok niego i uważnie słuchał słów swego mentora, raz na jakiś czas kiwał tylko główką, pokazując mu, że wszystko rozumie - Wracając jednak do tego, o co dzisiaj mnie pytałeś - zaczął, wzdychając cicho, przystając na moment.
- Hm? - zanucił terminator, zapewne mając wrażenie, że pręgowany skoro na początku nie odpowiedział mu na pytania, to już więcej do tej rozmowy nie wrócą. Lśniące Słońce polubił jednak tego smarka, dużo bardziej niż Księżycową Łapę, dlatego też stwierdził, że odpuści młodzikowi i będzie dla niego miły. A przynajmniej się postara.
- Być medykiem... cóż... jakby ci to wytłumaczyć? Medyk ma za zadanie leczyć koty, uczy się o ziołach, różnych mieszankach czy też jak odbierać porody. Medyk również nie może mieć dzieci, partnera, nie wolno mu też walczyć, chyba, że w obronie własnej - zaczął kocur, co jakiś czas spoglądając na bicolora - Potokowa Gwiazda powiedział mi dzisiaj, że podczas wczorajszej rozmowy, mówiłeś, że nie lubisz walczyć i brzydzisz się przemocą, mam rację?
- Tak, Lśniące Słońce - pręgowany dziko uczeń skinął łebkiem, by za chwilę odwrócić go w stronę miejsca, gdzie zachodzi słońce.
- No więc, dlatego zostałeś uczniem medyka. W klanie każdy kot ma swoje zadanie i przydzielone obowiązki, a co za tym idzie, nie ma w ŻADNYM klanie, sprawnego kota, który nic by nie robił. Wyjątkiem jest starszyzna, oni zasłużyli na swój odpoczynek, dlatego pamięta, szanuj ich, bo nigdy nie wiesz, co przeszli w sowim życiu - odparł Lśniacy, mrugając oczami, gdy na moment zrobiło mu się dosłownie ciemno, tym samym nie będąc w stanie zobaczyć czegokolwiek. Pokręcił jednak szybko łbem, ziewając przeciągle - A mentor to po prostu nauczyciel, ma za zadanie przekazać całą swoją wiedzę uczniowi, w tym przypadku jesteś nim ty. Gdybyś obrał ścieżkę wojownika, to zapewne uczyłbyś się teraz jak spuszczać komuś bęcki, a nie jakie roślinki leczą katar - zaśmiał się na zakończenie, będąc przygotowanym na dalsze pytania.
< Sokolik? >
25 stycznia 2019
Od Lśniącego Słońca
Tak więc szedł spokojnie przez las, starając się jakoś zrelaksować. Wiatr smagał jego liliowe futro, zaś śnieg zaczął powoli spadać z nieba. Asystent medyka miał cichą nadzieję, że i ta pora nagich drzew nie zbierze monstrualnego żniwa w klanie. Mimo wszystko, wolał mieć pewność, że nie zabraknie mu ziół do leczenia, a już w szczególności kocimiętki, która wręcz była zbawieniem podczas epidemii zielonego kaszlu. Jednakże jego wyprawę do miejsca, w którym gromadzili się dwunożni przerwało ciche miauknięcie, dochodzące zza krzaków.
- Jest tam kto? - maiuknął donośnie, z ziołami zatykającymi mu pyszczek, przez co mógł brzmieć dość nieskładnie. Kiedy nic mu nie odpowiedziało, doszedł do miejsca, z którego wydobywał się dźwięk, a jego oczom ukazał się... kociak. Niebieski maluch, trzęsący się z zimna. Chociaż... nie taki maluch, na oko miał może z... 5 księżyców? No, coś koło tego - Hej, co ty tu robisz, co? - spytał podchodząc bliżej i trącając zgubę nosem.
- Hej - młodzik otrzepał się ze śniegu, który w cienkiej powłoce zebrał się na jego ciałku. Wąsy mu zadrżały, zaś na mordkę wpełzł przyjacielski, aczkolwiek łagodny uśmiech - Oh... szukałem jakiegoś klanu, znasz może jakiś? - spytał entuzjastycznie, na co Lśniące Słońce zaśmiał się w duchu, po czym machnął ogonem i polecił kocurkowi by szedł za nim. Z lekka przypominał mu Pszczele Żądło, a kocur wierzył, że nic nie dzieje się przypadkiem.
***
Kiedy weszli do obozu wszystkie oczy zwróciły się na dwójkę kocurów, do tego szepty, które klanowicze wymieniali między sobą, potęgowały napiętą atmosferę. Mimo wszystko Lśniące Słońce uśmiechnął się łagodnie i zaprowadził chłystka do Potkowej Gwazdy, który aktualnie rozmawiał z Omszoną Skórą.
- Witaj Potkowa Gwiazdo, Omszona Skóro! - zamruczał medyk, odkładając zioła na ziemię, po czym skinął głową z szacunkiem, dla starszych kocurów.
- Witaj Lśniące Słońce, co cię do nas sprowadza, myślałem, że będziesz na zbieraniu ziół, a wracasz z ich małą kupką oraz obcym kociakiem? - zdziwił się kocur, unosząc jedną brew ku górze i oddychając spokojnie. Liliowy wytłumaczył po krótce jak się sprawa ma, wyjaśniając, że znalazł go w krzakach i zapewne ma jakieś sześć księżyców, co z resztą sam niebieski potwierdził, po czym cierpliwie czekał na osąd przywódcy. Potokowa Gwiazda odparł jedynie, że medyk i zastępca mają wyjść, gdyż chce zamienić parę słów ze znajdą. Jak chciał, tak uczynili. Lśniący podreptał do leża medyka, odkładając zebrane zioła, po czym przywitał się z zaskoczoną Różane Pola, która mimo wszystko, przywitała swego byłego ucznia z radością.
Czas mijał nieubłagalnie, sam syn Poplamionego Piórka zaczął się dziwić, o czym tak długo oni rozmawiają, zaczął się nawet trochę niecierpliwić, jednak uspokoił się, gdy ze swego leża wyszedł syn Spadającego Liścia, a za nim podążał niebieska pręgowana znajdka.
- Ja, Pokotowa Gwiazda, Lider Klanu Klifu, wzywam wszystkie koty na zebranie klanu! - zawołał kocur, wskakując na podwyższenie, zaś reszta kotów, jak na rozkaz zebrała się, uważnie słuchając tego, co ich przywódca ma do powiedzenia - Sokoliku, powiedziałeś mi, że ukończyłeś sześć księżyców. Przyjmuję cię więc do klanu i zgodnie więc z prastarym zwyczajem, od tego dnia, aż do otrzymania imienia medyka będziesz się nazywać Sokola Łapa - chwila... Czy Czarny powiedział "medyka"? Lśniący nie mógł w to uwierzyć! Dostanie własnego ucznia! - Twoim mentorem będzie Lśniące Słońce. Mam nadzieję, że przekaże ci całą swoją wiedzę - maiuknął donośle, po czym zwrócił się do niecierpliwego liliowego - Lśniące Słońce, Różany Kwiat przekazała ci ogromną wiedzę, korzystaj z niej mądrze i naucz tego młodego ucznia wszystkiego, czego trzeba - na zakończenie, uczeń i nauczyciel, zetknęli się ze sobą nosami, zaś tłum klifiaków radośnie powitał nowego kota pośród nich. Medyk patrzył z szerokim uśmiechem na znajdę, który to po zebraniu gratulacji podbiegł do swego mentora.
- Kiedy zaczynamy?! - zawołał wesoło, wywołując nie małą salwę śmiechu u starszego kota.
- Jutro, a teraz idziemy spać - oznajmił drugi, zaprowadzając młodzika do leża medyków, gdzie bicolor ułożył się wygodnie i natychmiast zasnął. Cóż... może pręgowany ma jeszcze jakiś cel w życiu?
< Sokola Łapo? >
16 stycznia 2019
Od Lśniącego Słońca CD Głuszki
Medyk niechętnie wstał na cztery równe łapy, po czym podszedł do kupki rozrzuconych ziół, które zostawiła po sobie szylkretowa medyczka, wybiegając jak poparzona z kociarni. Kocur miał wrażenie, że zajęło mu to wieki, a nawet i setki wieków. Każda chwila ciągnęła mu się niewyobrażalnie długo, nawet jeśli było to zwykłe, krótkie uderzenie serca. Już nawet zapomniał o obecności Głuszki, do momentu aż nie popatrzył na ów koteczkę, która ułożyła się wygodnie na mchu i najwidoczniej zasnęła. Odetchnął więc z ulgą, po czym wychylił łeb na zewnątrz.
- O nie... - szepnął do siebie, czując jak coś ściska mu gardło na widok ciała byłej medyczki leżącej na środku obozu. Przez chwilę zawahał się, myśląc nad tym, czy może zostawić małą samą, jednakże po dłuższej chwili stania jak kołek w wejściu szybko podjął decyzję - idzie.
Wzrokiem odszukał swoją byłą nauczycielkę, która aktualnie wtulała się w czarno-białe futro starszej, szlochając przy tym cicho.
- Różany Kwiecie... Ja.. tak mi przykro... - westchnął cicho, kładąc się obok niej i wtulając nos w futro martwej kocicy. Oh gwiezdni... przecież on doskonale pamiętał, jak wraz z Ciszą odwiedzali ją, oraz Różę za czasów gdy byli jeszcze ledwie kociętami. Arlekinka była dla niego taka dobra, miła i życzliwa... A teraz jej już nie będzie. Dlaczego życie było takie niesprawiedliwe?
Reszta kotów z klanu klifu zebrała się by pożegnać starą medyczkę, zaś Lśniące Słońce wstał, polizał ciało za uchem po czym wrócił do leża medyka.
- Lisie łajno - sarknął, ocierając mokre od płaczu oczy, o tyle był zajęty tą czynnością, że nawet nie spostrzegł, gdy potknął się o stertę patyków, lądując pyskiem na ziemi a i przy okazji budząc Głuszkę. Calico otworzyła niemrawo oczka, patrząc na kocura, który aktualnie otrzepywał się z kurzu.
- Stało się coś? - spytała cichutko, najwidoczniej zauważając jego przeszklone oczy.
- Nie, nic ważnego. Idź spać a nie mi pytania zadajesz - syknął trochę za bardzo ostro, niż mógł się tego spodziewać. Koteczka pisnęła, kuląc się odruchowo.
< Głuszka? >
Od Lśniącego Słońca CD Pszczelego Żądła
Jednakże kiedy szczęśliwy tłum zostawił nareszcie w spokoju młodego wojownika, liliowy kocur nareszcie miał możliwość, by zamienić z nim chociaż chwilę.
- Gratuluję - przyznał szczerze, po czym skinął mu głową z szacunkiem. Szylkretowy kocur uśmiechnął się wesoło.
- Dzięki - kocur niemrawo przesunął łapą po piasku, po czym zaczął mówić dalej - Jak się czujesz?
- Trochę... Lepiej. Dzięki, że pytasz - odparł, lekko ściszonym i przytłumionym głosem. Mimo iż funkcjonował normalnie, to gdzieś tam w środku odczuwał ogromną pustkę po stracie siostry - A Ty? Jak się czujesz jako wojownik? - dodał już z większym entuzjazmem w głosie. Czuł jednak, że jego wcześniejsza odpowiedź, a także szybka zmiana tematu nie podziałała na syna Potokowej Gwiazdy zbytnio zachęcająco.
- Wiesz, Lśniący... To tak jakbyś pracował na coś bardzo ciężko, a potem okazało się, że osiągnąłeś to. Znasz to uczucie. Przecież sam niedawno zostałeś mianowany. Jedyną różnicą jest tytuł... No i że asystent medyka jest tylko jeden, a nas, wojowników, wielu. Też czułeś to ciepło na sercu, prawda? To bardzo miłe uczucie... - cóż, ciężko mu było się nie zgodzić ze słowami młodzika. Doskonale pamiętał tą radość a także ekscytacje... Nadal był dumny ze swego tytułu, to było wręcz oczywiste.
- Ano odparł liliowy, przebierając łapkami w miejscu. Czuł się trochę dziwnie, zupełnie tak, jakby rozmowa im się nie kleiła - Mógłbyś mi pomóc w zbieraniu ziół? Musimy uzupełnić zapasy - rzucił beznamiętnie, nawet nie oczekując na pozytywną odpowiedź
- Jasne - Pszczele Żądło skinął głową, oddychając spokojnie. Lśniący jednak parsknął tylko śmiechem, zakrywając pyszczek łapą. Kurde, czy jego matka naprawdę nie powiedziała mu, że po mianowaniu wojownicy mają noc milczenia na warcie? Nawet on to wiedział, mimo iż wojem nie był
- Mysi bobku - zachichotał jeszcze bardziej rozbawiony, widząc minę kocurka - A to się nie wie, że teraz masz nocne czuwanie z milczeniem w pakiecie? Nonono kolego, jak się uważało na treningach? - zacmokał, w zabawny sposób udając zatroskanie - Oj ta koteczka skutecznie namieszała ci w głowie - zamruczał mu na ucho tak cicho, że nawet sam Pszczele Żądło był w stanie zrozumieć sens jego słów.
< Pszczele Żądło? >