BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lśniące Słońce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lśniące Słońce. Pokaż wszystkie posty

28 września 2019

Od Lśniącego Słońca

Stało się, wielki Lśniące Słońce, postrach kociąt, wredny gbur i maruda, wylądował u starszyzny. Nie był z tego ani trochę zadowolony. Fakt, jego tylne łapy nie były tak sprawne jak kiedyś, bowiem liliowy kocur wlekł je za sobą, jednakże to nie oznaczało, że do niczego się nie nadaje! Nie wiedział jak bardzo pokiełbaszone we łbie miał Lisia Gwiazda, że sprzedał mu kopniaka wprost do tego nudnego jak flaki z olejem miejsca, jednakże pręgowany ani myślał rezygnować z odwiedzania swojego dawnego miejsca pracy. Trochę męczył tym Zlepka i Sokolika, którzy za każdym razem, już od samego progu zamiast "Hej" czy innego powitania zgarniali opieprz życia, że ino tu nasrać na środku, taki mają chlew, co było dość komiczne, bowiem syn Poplamionego Piórka stracił wzrok już dawno, to jednak nie przeszkadzało mu w opieprzaniu medyków. Oczywiście młodsze kocury przewracały tylko ślepiami czekając, aż Lśniący poukłada wszystko na swój sposób i ciągnąc za sobą tylne łapy, oraz oddychając ciężko wyjdzie spędzać czas z Żywiczną Łapą oraz Jarzębinkową Łapą, do których czasem przyłączał się Bluszczowy Poranek. Uwielbiał spędzać czas z tymi małymi pokurczami, przecież to jego ulubieni siostrzeńcy!
Co jakiś czas przypominała mu się jego ukochana siostrzyczka Cicha Łapa, zastanawiał się, czy gdyby żyła, to miałaby dzieci? Pewnie wyrosłaby na cudowną wojowniczkę... Serce bolało go za każdym razem, gdy przychodził na grób uczennicy, do którego znał już drogę na pamięć. Czasami prosił Słoneczny Blask by ten poszedł z nim na grób Różanego Kwiatu, która zginęła podczas ataku borsuka na obóz nie tak dawno temu. Robił to jednak niechętnie, rana nadal była świeża i bolała go każda myśl o szylkretowej byłej medyczce...
- Wujku! Znowu nas nie słuchasz! - miauknęła oburzona Jarzębinka, uderzając ogonem o ziemię, strosząc przy tym niezadowolona futerko. Liliowy potrząsnął łbem, a jego półdługie futro na polikach zafalowało.
- Wybacz kochanie, wujek jest zmęczony... - odparł ciężko, kaszląc zaraz przeraźliwie. Od jakiegoś czasu miał wrażenie, że jakieś cholerstwo zjada go od środka, odbierając powoli siły i chęci do robienia czegokolwiek. Postanowił jednak aż tak tego nie pokazywać, nie chciał martwić swojej rodziny, która i tak była już zaaferowana jego stanem.
- Żywico, może pochwalisz się swoimi skarbami? - zagaił, chcąc jakoś załagodzić sytuację i ogarnąć jakoś niezadowoloną Jarzębinkę. Przecież ich słuchał! Jak mógł ignorować sowich ukochanych siostrzeńców! No jak? Bo co z tego, że jego myśli czasem wynosiły go gdzieś daleko, że aż tracił kontakt ze światem zewnętrznym.
- O-oczywiście - kocurek skinął głową, po czym wstał i czym prędzej ruszył po swoje najcenniejsze znaleziska. Lśniące Słońce cały czas miał przy sobie kamyk, który dostał od ucznia, gdy ten zaczął powoli odkrywać obóz. Co prawda nawet nie wiedział jak on wygląda, jednakże zapewniał syna Sroczego Żaru, że to najcudowniejsza i najpiękniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek trzymał w łapach.
- Pomożesz bratu? - zwrócił się do koteczki, która właśnie grzebała coś w ziemi - Spotkamy się w legowisku starszyzny i wtedy opowiesz mi o tej niesamowitej przygodzie, jaka cię niedawno spotkała. Dobrze kochanie? - liznął ją po główce, a gdy ta przytaknęła ochoczo i odbiegła, były medyk doczłapał do swojego legowiska, które znajdowało się kawałek dalej od posłania Plamki i Blasku, którzy to właśnie drzemali razem. Słysząc zrównane ciche chrapanie i wiedząc, do kogo ów odgłosy należą, uśmiechnął się delikatnie, na wspomnienie dnia, kiedy pomagał swojemu przybranemu ojcu wyznać miłość jego matce. Miał dobre życie, mimo utraty niektórych bliskich nie mógł narzekać na to, jak ono wyglądało...
Resztę dnia spędził z dziećmi swojej siostry, a gdy te musiały już iść spać, by mieć siłę na jutrzejszy trening, ten złożył nietypową prośbę Księżycowemu Pyłowi. Oba kocury udały się do dawnego legowiska Lśniącego, które znajdowało się w siedzibie medyków, po czym ułożyli się wygodnie, przed snem wymieniając się czułymi liźnięciami. W końcu zasnęli wtuleni w siebie, otoczeni zapachem ziół.
Pręgowany kocur obudził się nagle, czując silne pacnięcie w ramię. Zamrugał ślepiami i... zobaczył Cichą Łapę! Zobaczył... Odruchowo cofnął się o krok, myśląc, że to kolejny z jego koszmarów... Z zaskoczeniem stwierdził, że są one sprawne. Oddychał szybko, niespokojnie, gdy młoda kotka cała roześmiana pacnęła go łapą, odskakując kawałek.
- No dalej głupku! Tak witasz swoją siostrę? Dawnoś się nie widzieliśmy co, Lśniący? - miauknęła, podbiegając zaraz do kocura i wtulając się w jego futro - Tęskniłam, braciszku - szepnęła, wtulając się jeszcze bardziej.-
- Czyli, że... - zaczął niepewnie, odsuwając się o krok - ja nie żyję...? - dodał zbolałym głosem, czując jak łzy zbierają się w jego oczach. Cieszył się jak nigdy, że znowu widzi swoją ukochaną siostrzyczkę ale...
- Nie martw się, poradzą sobie - Cisza liznęła go w policzek, końcówką ogona zachęcając by ruszył za nią. Lśniące Słońce spojrzał an wyrwę w chmurach, obserwując jak jego mama, tata, Sroczka z jej dziećmi, Żurawinek, Zimorodek, Zlepek, Kopciuszek wraz z Księżycem i Sokolikiem zbierają się przy jego ciele. Otarł łzy łapą, uśmiechając się smutno - Trzymajcie się wszyscy, będę czekać. Kocham was... - i odszedł wraz z siostrą do klanu gwiazdy, gdzie na nowo spotkał tych, których tak bardzo kochał ale stracił.

< Sroczko, Żywico, Jarzębinko, Zimorodku, Księżycu? Jak chcecie to możecie dokończyć >

12 sierpnia 2019

Od Lśniącego Słońca CD Księżycowego Pyłu

Jeden, wielki cholerny mętlik. Kocur nie wiedział co robić, nawet co powiedzieć. Ba! On na chwilę obecną nawet nie miał pojęcia co ma myśleć! Jednakże jedno było pewne - kochał Księżyca całym sercem i nigdy, przenigdy by się go nie pozbył, nawet jeśli ta durna kupa futra miała sporo za uszami. Otworzył pysk, starając się coś powiedzieć, jednak żaden dźwięk z niego nie wyszedł. Odetchnął głęboko, zamykając oczy i ściągając uszy do tyłu.
Oh Lśniący, jakiś ty durny...
- Zostań, proszę... - miauknął cicho, siadając na ziemi. Wow, powiedział proszę, normalnie święto lasu, Lśniące Słońce nareszcie jest dla kogoś miły, no wow! - Kocham cię idioto - dodał zaraz, słysząc szuranie łap po piasku. Księżycowy Pył podszedł jeszcze bliżej, stykając się ze swoim partnerem nosami.
- Ja ciebie też. Chociaż w życiu nie przestaną mnie śmieszyć twoje wypadki - zaśmiał się, zakrywając łapą pysk. Medyk strzepnął ogonem, wyolbrzymiając swoją złość, której tak na serio... Nie było. To wszystko było żartem.
Tak moi drodzy! Ten liliowy buc właśnie zażartował!
- A mnie nie znudzi się podkładanie ci różnych ciekawych ziół - parsknął śmiechem, po czym liznął czarnego kocura po policzku.
~*~
Czas mijał nieubłaganie. Zaczęła się pora nagich drzew, wcześniej Zlepek stracił łapę, Sroczka urodziła trójkę kociąt, przez co on sam stał się wujkiem. Co prawda przyszywanym wujkiem ale nadal.
- Widzę, że małe dały ci w kość - miauknął Księżyc, jeszcze bardziej czochrając pręgowanego jeszcze mocniej po jego i tak sterczącej już czuprynie - Swoją drogą, nigdy nie sądziłem, że zobaczę Lśniące Słońce cieszącego się z towarzystwa kociąt! - dodał zaraz, by po chwili polizać swoje futerko na szyi.
- No coś ty, doprawdy? - mruknął starszy z kocurów, po czym ułożył się na ciepłym mchu w swoim leżu. Przyzwyczaił się już do ślepoty i mimo, że z początku była ona dlań niczym wyrok, to jednak... Jakoś zaakceptował ten fakt, nauczył się nawet swobodnie poruszać.
- A... Jak tam Lis? - dodał zaraz, zaczynając się myć - Znowu miałem sen od Gwiazdych wiesz, kochany? Niepokoi mnie to... Znowu to samo. Lis niszczący wściekle klif, który spada na stos ryb zabijając niektóre z nich... - westchnął ciężko. Czyżby szykowała się kolejna wojna...?

< Księżycowy Pyle? >

28 lipca 2019

Od Lśniącego Słońca CD Zimorodkowej Łapy (Zimorodkowej Pieśni)

Kocur przykładał właśnie papkę z ziół do rany Zlepionej Łapy, który pozbawiony... no właśnie łapy, kurował się w jego legowisku. Ucho liliowego kocura drgnęło, gdy do środka weszła jego siostra Zimorodek z wściekłością plując na wszystkie strony liśćmi. \
- Daj mi coś na ból bo zaraz nie wyrobię - warknęła kotka, siadając ciężko na jednym z legowisk.
- Ciebie też miło widzieć, siostrzyczko - zaśmiał się Lśniący ciutkę przesłodzonym tonem, czym zdziwił ostro Zlepka, który na wpółprzytomny starał się kontaktować ze światem. No tak... nie często można było widzieć kociakożercę, który się śmieje, a co dziwniejsze jest dla kogoś MIŁY!
- Tak, tak, też cię kocham braciszku, a teraz poroooszę podaj mi coś na ten ból - miauknęła wywracając ślepkami. Kocur skończył nakładać papkę na zranione miejsce kocurka, po czym wytarł łapy w liście.
- A co żeś znowu zrobiła? - mruknął, podchodząc do stert ziół wszelakich, węchem szukając tego, czego potrzebuje - czyli ziarn maku.
- Jakie tam znowu?! - oburzyła się wojowniczka, strosząc futro na ogonie - Uh, goniłam królika ale oczywiście Barania Łapa mnie popchnął przez co uderzyłam głową w kamień - dodała zaraz już łagodniej. Mimo wszystko dało się z jej głosu odczytać chęć zemsty.
Nie dziwił się, w nim samym aż się zagotowało, kiedy usłyszał, co odwalił ten idiota. Mimo ślepoty, która dosłownie doprowadzała pręgowanego do szewskiej pasji, miał ochotę skopać tej mendzie futro za skrzywdzenie jego kochanej siostrzyczki.
- Jak chcesz się zemścić na tym wypłoszu, to chętnie ci pomogę. Co prawda nie walczę, ale znam się na ziołach, które dadzą mu do wiwatu - mimo wszystko uśmiechnął się, gdy znalazł ziarna maku, po czym podał je pointce, która od razu wzięła lek - To jak będzie, mała zemsta? - przesunął łapą po ziemi, siadając obok niebieskiej.
\
< Zimorodku? >

25 czerwca 2019

Od Lśniącego Słońca

Kolejny raz jego sen został brutalnie przerwany przez tą samą przepowiednię zesłaną przez klan gwiazdy. Lis stojący w płomieniach, które pożerają wszystko dookoła męczył Lśniącego od mianowani przybranego syna Księżyca na lidera.
Przetarł zasypane oczy, na które już i tak nic nie widział, co tylko co jakiś czas dobijało kocura, który traktował swoją utratę wzroku jako karę od klanu gwiazdy za związek z czarno-białym kocurem.
Wiedział jednak, że z Sokolim Skrzydłem nie ma po co rozmawiać o przepowiedni, bicolor miał dosyć na głowie, już i tak w większości zadań go wręczał, co mimo wszystko i tak nie było po dobrowolnej zgodzie syna Poplamionego Piórka.
- Ej młody - mruknął zachrypniętym głosem w stronę Koziej Łapy, licząc na to, że kocurek już nie śpi. Ten odpowiedzialność mu cichym mruknięciem, jednakże do nosa starszego kocura dotarł zapach strachu. Przewrócił oczami, prychając cicho - Zluzuj młody, przecież cię nie zjem - ofuknął młodziaka, kładąc przy tym po sobie uszy. Przeszedł kawałek między ich posłaniami, po czym usiadł obok ucznia samego rudzielca, owijając ogonem łapy.
- C-coś się stało L-Lśniące S-Słońce...? - miauknął wyraźnie zdenerwowany Kozia Łapa. Medyk westchnął cicho, wlepiając swoje białe, matowe i przeszklone oczy przed siebie, co wyglądało dość dziwnie i z lekka strasznie.
- Tak... Słuchaj, jesteś okej. Przynajmniej nie jesteś bezmózgiem jak Baran i idzie się z tobą dogadać. Mam więc pytanie - zaczął, po czym zniżył głos do szeptu - Chodzi o Lisią Gwiazdę. Nie zaczął zachowywać się jakoś dziwnie?
- Hę? - kocurek przechylił lekko główkę w bok, jednakże Lśniący nie mógł tego dostrzec.
- Czy nie zmienił swojego zachowania? No nie wiem... Nie zrobił się bardziej agresywny? Bardziej podejrzliwy? - mruknął, oddychając ciężko.

< Koza? >

05 maja 2019

Od Lśniącego Słońca

Kocur właśnie odpoczywał w swoim posłaniu, gdy poczuł, że coś trąciło go w bok. Otworzył prawe oko, na które jeszcze coś widział, po czym ze zdziwieniem odkrył, iż była to Zimorodkowa Łapa, która ponownie pacnęła liliowego, gdy ten nawet nie zareagował. Trzeba przyznać, pręgowany zdziwił się i to ostro na poczynania swej przybranej siostry. Niebieska pointka popatrzyła na medyka swoimi świecącymi ślepkami, po czym uśmiechnęła się z lekka.
- Lśniące Słońce, nareszcie się obudziłeś! - zawołała, na co kocur uśmiechnął się łagodnie. Z początku był wręcz chorobliwie zazdrosny o swoje adoptowane rodzeństwo, czuł się zdradzony oraz uważał, że wraz z nieżywą już Cichą Łapą, został zastąpiony przez młodsze koty. Teraz jednak zmienił swoje podejście do znajdek i nawet polubił je. Nawet bardzo polubił. Dwie kotki i kocurek stały się kolejnymi kupami futra, które były dlań bardzo ważne.
- No witam, witam. A co cię tu do mnie przygnało, co? - zamruczał z lekka rozbawiony, liżąc swoją siostrę po głowie, na co ta z lekka skrzywił mordkę, ale otarła się o policzek starszego brata - Myślałem, że trenujesz z mamą - zdziwił się, gdy przypomniał sobie, że ta młoda istotka nie jest już bezbronnym kociakiem, ale aspirującą wojowniczką!
- Mama jest na patrolu, a ja nie mam co robić - odparła prosto, nawet się nie jąkając. Liliowy postawił uszy, przechylając lekko łeb na bok, zastanawiając się, co ma z nią zrobić. Wiedział, że to dzisiaj jego kolej na wyprawę po zioła. Sokole Skrzydło miał zostać w obozie i dopilnować, by każdy kot otrzymał pomoc medyczną, jeśli by tego potrzebował. W końcu jedna, Lśniący wpadł na pomysł wart niemalże nobla.
- Może pójdziesz szukać ze mną ziół, co? Zobaczysz, jak pracuje twój starszy brat, hm? - zaproponował, spokojnie czekając aż terminatorka zastanowi się i dopiero później mu odpowie, gdy podejmie dobrą dla siebie decyzję.

< Zimorodkowa Łapo? >

02 maja 2019

Od Lśniącego Słońca CD Księżycowego Pyłu

Od momentu, w którym czarny kocur wyśmiał liliowego za jego widowiskową glebę, minęło trochę czasu. Trochę się zmieniło, mianowicie czarny lider zakończył swe ostatnie życie, wcześniej jego zastępca, Omszona Skóra został zamordowany, natomiast Lisie Serce został teraz Lisią Gwiazdą. Zaś sam Lśniące Słońce... cóż, był wściekły. Potwornie wściekły. Właśnie stał z najeżonym do granic możliwości futrem oraz maksymalnie wygiętym grzbietem, zaś uszy położył po sobie.
- Kochanie ja... - Księżycowy Pył znowu próbował się wytłumaczyć z zaistniałej sytuacji. Na marne, medyk uderzył ogonem o uda, nawet nie zamierzając słuchać jego wyjaśnień. Dosłownie kipiał z faktu, że jego ukochany MIAŁ DZIECI Z KOTKĄ. Biało-czarny kocur nie mógł nawet zaprzeczyć. Dowód był aż nazbyt oczywisty - plamka na nosie. A partner kocura debilem nie był.
- Zamknij się! - wrzasnął zastępcy prosto w psyk swojemu ukochanemu. Od śmierci swojej cudownej siostry nie czuł nigdy aż tak potwornego bólu i osamotnienia jak teraz, kiedy w pysk uderzył go tak oczywisty fakt, jakim była zdrada.
Kręcił łbem na boki, chodząc w kółko na sztywnych nogach. Nie miał ani trochę słuchać tłumaczeń. Za nic! Dlatego zanim też syn Czereśni zdołał cokolwiek powiedzieć, ten odszedł zostawiając go samego.
~*~
O kłótni między kocurami minął księżyc a nawet i więcej, w czasie którego, Lśniący ani razu nie odezwał się do zielonookiego ani słowem, zaś wszystkie wiadomości przekazywał mu przez Sokole Skrzydło, który wyraźnie był zmieszany tą sytuacją. Mimo wszystko spokojnie znosił rolę chłopca na posyłki. Cóż... aż do czasu.
- Porozmawiaj z nim! - zawołał niebieski, idąc za nadal naburmuszonym medykiem. Ten jednak nie chciał słuchać. Szedł przed siebie prosto do półki skalnej, gdzie poukładane miał mniejsze porcje ziół, tak na zwykłe, codzienne leczenie. O mało co nie wpadł na kupkę patyków, którą przynieśli jakiś czas temu, ale mimo wszystko nie zraził się. Podszedł do upragnionego celu, zabierają z niego liście mniszka lekarskiego.
- Sokole Skrzy... - właśnie w tej chwili do leża wszedł Księżycowy Pył, który urwał w pół słowa, widząc swojego partnera, który tylko zmarszczył brwi. Sokół wykorzystał okazję i wymknął się cichaczem, zostawiając dwójkę pokłóconych samych sobie.
- Czego? - warknął liliowy, a jego głos brzmiał niewyraźnie przez zioła trzymane w pysku.

< Księżyc? >

Od Lśniącego Słońca CD Sokolego Skrzydła

Liliowy kocur poczuł nagły przypływ wyrzutów sumienia. Czy... czy naprawdę chce zostawić swoją rodzinę? Poplamione Piórko, swoją ukochaną matkę, ojca, który tak naprawdę nim nie był, ale mimo wszystko zgodził się na propozycję pręgowanego... Pokręcił łbem. Jeszcze jest Sokolik i przybrane rodzeństwo starszego medyka. Pociągnął nosem, nie wiedząc, co powiedzieć, popatrzył więc tylko w załzawione oczy bicolora, który położył po sobie uszy, a następnie wtulił się w swojego byłego mentora.
- Nie wiem, Sokoliku - szepnął zduszonym głosem, by za chwilę polizać go po policzku. Kochał swoją rodzinę jak szalony ale... Księżyca kochał równie szalenie co ich. Poczuł się niczym w imadle, nie wiedział co robić. Poprosił więc o to, aby wrócili do obozu; nie czuł się zbyt dobrze, musiał odpocząć. Tak jak postanowi, tak też zrobił, gdy tylko wrócili do obozu padł jak kłoda na swoim posłaniu. Ostatnio coś zbyt szybko się męczył...
~*~
Płomień ogarniał las z każdą chwilą coraz to bardziej. Kocur rozpaczliwie wskoczył na wyższą półkę. Czuł gorąco ognia oraz to, jak pali mu ono futro. W jednej chwili wszystko zgasło a przed jego łapami pojawił się rudy kłak futra a za nim czarny cień lisa.
Lśniący obudził się z wrzaskiem w środku nocy, dysząc ciężko i drżąc z przerażenia na całym ciele, rozejrzał się niespokojnie po jaskini medyka. 
- Coś się stało, Lśniące Słońce...? - zaspany Sokolik, wyrwany przez wrzaski starszego kocura z letargu, popatrzył nań swoimi zamglonymi oczami, po czym ziewnął przeciągle. Pręgowany odetchnął głośno, starając się jakoś uspokoić, co swoją drogą średnio mu wychodziło. Oparł łeb na łapach.
- Zły omen o Lisiej Gwieździe - mruknął, spoglądając na legowisko lidera, z którego u wejścia dało się dostrzec fragment rudego ogona. Potrząsnął łbem, czując swego rodzaju obrzydzenie i niepokój - Obserwuj go dokładnie, nie wiem co znaczył ten sen, ale nie może się o tym dowiedzieć - szepnął mu na ucho, po czym kontynuował spokojniejszym tonem - A teraz idź spać. Pora nagich drzew niedługo się kończy, niedługo będziemy mieli łapy pełne roboty - dodał na zakończenie, samemu zamykając oczy i starając się zasnąć.

< Sokole Skrzydło? >

22 kwietnia 2019

Od Lśniącego Słońca CD Kozy

Kocur nie był ani trochę zadowolony z faktu, że kociak cały czas u nich przebywał. Był zmęczony tym wszystkim, stawy go bolały i do tego czuł się tak, jakby zaczął się przedwcześnie starzeć. Ziewnął przeciągle, po czym skinął głową niebieskiemu kocurowi. Otrzepał łapy ze śniegu, po czym podszedł do półki z ziołami, biorąc kilka z nich w pysk, po czym podszedł do młodego, szturchając go z lekka nosem.
- Chodź, odprowadzę cię - miauknął mało wyraźnie przez rośliny trzymane między zębami. Kociak skinął głową, po czym wstał a liliowy drgnął lekko, gdy usłyszał kroki kociaka na śniegu - Następnym razem nie kombinuj za dużo z ziołami - westchnął cicho, zbaczając z lekka z kursu i celu, jakim była dlań kociarnia. Mimo wszystko cała dwójka trafiła tam, gdzie musiała. Lśniący przywitał się z matką, po czym polizał ją za uchem.
Porozmawiał trochę z kotką, jako, że dawno tego nie robił, po czym zbadał resztę kociąt, którym na szczęście nic nie dolegało. Oznaczało to jedno - miał chwilę dla siebie. Mógł nareszcie odpocząć, nie bojąc się, że ktoś zaraz zacznie mu zawracać ogon o chociażby najmniejsze pierdoły.
Resztę dnia spędził na odsypaniu zarwanej nocy, podczas której męczyły go koszmary, nie dając za nic chwili wytchnienia, co skończyło się tym, że pręgowany ledwie co kontaktował, ale mimo to nie szło nawiązać z nim normalnego kontaktu takiego jak zwykle.

18 kwietnia 2019

Od Lśniącego Słońca CD Zlepka

Cóż... dzień zapowiadał się wręcz idealny dla liliowego kocura, jednakże tak szybko jak zawitał uśmiech na jego pysku, tak samo szybko pojawił się na nim grymas niezadowolenia. Zmarszczył brwi kiedy te małe pokraki zwane kociakami uderzyły w jego łapy, gdy wracał z nieudanego zbierania ziół. Pora opadających liści nie była przychylna a co dopiero może się zdarzyć w porze nagich drzew... Wzdrygnął się na samą myśl o tym, co może czekać ich na wiosnę, jeśli jego przeczucia się sprawdzą i doczekają się naprawdę mroźnej zimy
- Stać - warknął w stronę kociaków, które myślały, że najpewniej ucieczka z obozu ujdzie im płazem a i jeszcze zostaną pogłaskani po główkach. Prychnął rozeźlony, machając ogonem, który uderzał o pięty kocura. Co prawda nie widział już praktycznie wcale, jednakże węch nadal miał świetny, dzięki czemu normalnie funkcjonował.
- Lśniący... daj im spokój... - poprosił cicho Sokole Skrzydło, szturchając swojego byłego mentora w bok. Kocur zmarszczył brwi. Oj... on już da tym smarkom nauczkę, zapamiętają go do końca życia, oj będą siedzieć na dupach w kociarni i pytać czy mogą z niej wyjść.
- Na waszym miejscu bym tam nie szedł - rzucił obojętnie, spoglądając na rozmazane plamy na tle brązowych liści. Kociaki zbiły się w kupkę, cofając i drżąc lekko. Medyk kontynuował zadowolony z siebie - Po lesie grasuje morderca, porywa kocięta a potem topi je w wodzie! - zawołał, wykonując krok w ich stronę.
W tym samym czasie bicolor chyba zrozumiał o co chodziło jego nauczycielami, bowiem ukradkiem kopnął kamień w pobliskie krzaki, zaś one zaszeleściły. Kociaki popatrzyły po sobie przestraszone, aż w końcu Baran wystąpił przed szereg.
- Kłamiesz! - zawołał, tupiąc łapą. Pręgowany już miał zamiar coś odpowiedzieć, jednakże w ostatniej chwili coś go powstrzymało. Tym czymś były mocno szeleszczące liście krzaku bzu, zaś za chwilę z tego samego miejsca wydobyły się donośne wrzaski, prychnięcia i syki, które tak przestraszyły dzieciaki, że te aż zwiały z podkulonymi ogonami.
- Niezłe wyczucie - zamruczał, uśmiechając się lekko, gdy zza rośliny wyłonił się Księżycowy Pył, ciągnący za sobą mewę. Liliowy otarł się o jego policzek a następnie polizał czule po nosie - Mocno je wystraszyłeś - zaśmiał się cicho, wracają do obozu.

< Koza? >

09 kwietnia 2019

Od Lśniącego Słońca CD Sokolego Skrzydła

Liliowy kocur zamrugał kilka razy, spoglądając na swojego ucznia z lekko rozdziawionym pyskiem. A więc to o to chodziło z jego wizją, którą otrzymał jakiś czas przed mianowaniem Sokoła... Wzruszył jedynie barkami, zabierając się za zrywanie kolejnych ziół, jednakże natarczywe, zszokowane i zarazem przerażone spojrzenie swojego asystenta, ani trochę nie dawało Lśniącemu Słońcu chwili wytchnienia. Westchnął więc w końcu, kładąc na trawie rośliny, po czym mruknął jakby od niechcenia:
- I czego się boisz? Ma jeszcze pięć żyć - miauknął, uderzając ogonem o ziemię. Sokół jakby ośmielony jego słowami odetchnął z ulgą, zaś na jego pysk wpełzł lekki, nieśmiały uśmiech - Jednakże jeśli moje sny były prawdziwe, to za mniej więcej trzy księżyce będziemy mieli kolejnego lidera - dodał, kopiąc w ziemi, w poszukiwaniu korzeni jednej, z roślin, których zapasy praktycznie się już wyczerpały.
- O czym ty mówisz Lśniące Słońce? - ogon niebieskiego kocura nastroszył się, zaś on sam popatrzył nań z nie małym przerażeniem. Do jego pytania dołączyła się Poplamione Piórko, która lekko zdenerwowana udeptywała łapkami ziemię, a swój rozbiegany wzrok wlepiła w swoje ostatnie żywe dziecko.
- Medyk klanu ma zdolność widzenia żyć lidera - zaczął, przewracając oczami na tak, jego zdaniem, oczywistą rzecz - jakiś czas temu miałem sen, w którym pięć gwiazd na czarnym niebie przestało świecić, jedna po drugiej - dodał, wstając i biorąc zebrane zioła w pysk - Wracajmy już - rzucił przez ramię, kierując się w stronę obozu.
~*~
Zerwał się nagle ze swojego posłania, dysząc ciężko. Przed oczami nadal miał obraz pięciu gwiazd, które nagle zniknęły, by za chwilę pojawić się znowu, jednakże było ich o jedną mniej. Nie miał czasu żeby dojść do siebie. Wstał na ciężkich łapach i skierował się w stronę legowiska lidera.
- Tak, straciłem życie - już od progu do jego uszu dotarł jakby zmęczony głos Potokowej Gwiazdy. Liliowy położył po sobie uszy, chcąc coś powiedzieć, jednakże czarny kocur odezwał się znowu - Nie, nie wiem dlaczego - mruknął kładąc się na swoim posłaniu z mchu i zakrywając pysk ogonem. Lśniący rzucił mu krótkie spojrzenie, po czym wrócił do swojego legowiska, gdzie zwinął się w kłębek na mchu. Miał przed sobą całą noc i zamierzał się wyspać.

< Sokół? >

28 marca 2019

Od Lśniącego Słońca CD Sokolej Łapy (Sokolego Skrzydła)

Oba kocury ruszyły w stronę leża lidera. Akurat ten miał gdzieś wychodzić ale cóż, jak widać - przeszkodzili mu. Z początku kocur tłumaczył, że chce coś załatwić i zaraz do nich wróci, jednak liliowy nie chciał słuchać jego jojczeń
- Gówno mnie obchodzi, że nie masz czasu! Siadaj na dupę raz a porządnie i zacznij mnie słuchać. Ja rozmawiam z Gwiezdnymi, nie ty, więc z łaski swojej zachowaj swoje głupie, ale ponoć jakże cenne uwagi dla siebie, co? - warknął liliowy, gdy czarny lider wyminął go w przejściu pod pretekstem zrobienia jakiejś ważnej rzeczy. Akurat, co było ważniejsze niż przepowiednia dotycząca klanu? Jeśli sam medyk dobrze zrozumiał, to klan gwiazdy zsyła na nich niebezpieczeństwo. I tak rozpoczęła się długa dyskusja między trzema kotami, która nie wiadomo jak by się skończyła, gdyby nie pojawiła się Poplamione Piórko, która chciała porozmawiać z synem. Kocur odpuścił, jeśli tak stawia sprawę, to niech mu będzie. Tylko żeby potem nie płakał jak gwiezdni skopią im tyłek.
- O co chodzi, mamo? - miauknął spokojnie tak, jakby nic przedtem nie miało miejsca. Uśmiechnął się ciepło mając przed sobą oblicze niskiej, aczkolwiek uroczej koteczki. W sumie to nie dziwił się, że jego ojciec, Słoneczny Blask zakochał się w tejże kotce. Była ona po prostu urocza i doprawdy pełna matczynego ciepła.
- Znowu krzyczysz? Skarbie, słychać cię w całym obozie!- miauknęła przejęta, kładąc swojemu synowi łapki na policzki. Lśniące Słońce bąknął coś pod nosem na temat tego, że matka go kompromituje, jednak zrobił to na tyle cicho, żeby mittedka tego nie usłyszała - Jeszcze osiwiejesz ze stresu. Nie wiem, co klan gwiazdy dał ci za sen, ale za bardzo się stresujesz! No już, mój drogi, zabieraj swojego przyjaciela i idziemy na spacer! - zarządziła kotka, targając długołapego za ucho, na co ten stęknął głucho, próbując się jakoś wyrwa z jej żelaznego uścisku. Na szczęście puściła go w końcu, unosząc jedną brew ku górze i uśmiechając się szelmowsko.
- Ale zmar... - urwał w połowie zdania, mrugając szybko. Kaszlnął, potarł łapą pysk, po czym zaczął znowu mówić - Pobieram przy okazji ziół - dodał spokojnie, po czym popatrzył na swojego byłego terminatora - Chodź, Sokoliku - miauknął, ruszając ku wyjściu z obozu razem z matką i swoim asystentem u boku. Oh... to będzie długi dzień...

< Sokół? >

18 marca 2019

Od Lśniącego Słońca CD Sokolej Łapy

"Bo reszta to idioci" - mruknął kocur, wracając do segregowania ziół i... już więcej na ten temat nie rozmawiali. Każdy zajął się swoim ogonem, a księżyce mijały. Sokół nie był już małą, trzęsidupą, tylko praktycznie dorosłym kocurem. Z ziołami też bardzo dobrze sobie radził, już praktycznie się nie mylił, jeśli nie wcale. Kocurowi to wystarczyło, szybko podjął decyzję, że przy następnym szponiastym księżycu mianuje on tego dzieciaka, który rozczulał jego wredne serce. Nie przewidział jednak, że do ów zatoczki będzie szedł niemalże po omacku. W swoim lewym oku stracił wzrok, zaś na prawe zaczął coraz to gorzej widzieć. Nie przeszkodziło mu to jednak w drodze, był tam już kilka razy, w dodatku miał jeszcze inne zmysły, tak więc po dłuższej, zapewne dla Sokolej Łapy, wręcz nie do zniesienia chwili ciszy, dotarli na miejsce. Mentor wszedł przed uczniem, kiwając głową na powitanie wszystkich klanowych medyków, po czym uśmiechnął się łagodnie. Odczekał chwilę aż zebrali się wszyscy i zaczął ceremonię od stanięcia na podwyższeniu tak, aby każdy mógł go doskonale widzieć, a następnie zaczął mówić:
- Ja, Lśniące Słońce, medyk Klanu Klifu, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, by zrozumieć drogę medyka, i z waszą pomocą służyć swojemu klanowi przez wiele przyszłych księżyców. Sokola Łapo, czy przysięgasz podążać drogą medyka, trzymać się z daleka od klanowych wojen i chronić wszystkie koty, nawet za cenę życia?
- Przysięgam! - miauknął kocur, wypinając pierś do przodu, a sam liliowy kocur poczuł niezwykłą dumę i przez chwilę miał wrażenie, że zobaczył samego siebie zamiast swojego terminatora, który właśnie stawał się pełnoprawnym medykiem.
- Zatem mocą Klanu Gwiazdy nadaje ci imię medyka. Sokola Łapo, od tej pory będziesz znany jako Sokole Skrzydło. Klan Gwiazdy docenia twoje oddanie i wierność, oraz wita cię, jako pełnoprawnego medyka Klanu Klifu!
Zawołał pręgowany, a chwilę później reszta medyków skandowała imię nowego asystenta medyka, a chwilę później wszystkie koty podeszły do wody, skąd każdy z nich napił się trochę, by później dzielić sny z klanem gwiazdy.

< Sokół? >

15 marca 2019

Od Lśniącego Słońca CD Księżycowej Łapy (Księżycowego Pyłu)

*opowiadanie zawiera wściekłego Lśniącego, drącego pysk, czytasz na własną odpowiedzialność, ma frend*

Od tamtego dnia minęło trochę czasu, dwa kocury powiedziało sobie kilka sów i chociaż żaden z nich tego nie przyznał, zostali parą, chociaż nadal się ukrywali. Deszczowa pogoda ani trochę nie poprawiała humoru Lśniącego Słońca, który o mało co nie nawrzeszczał na samego zastępcę, który zawracał mu ogon ciągłym jojczeniem na temat, czy nie ma czasem za mało ziół. NIE MIAŁ ZA MAŁO! Na tyłach swojego leża miał jeszcze ogromne kopce roślin, odkładane skrupulatnie na "czarną godzinę". Na szczęście Sokola Łapa zareagował w porę, wypraszając niebieskiego kocura, tłumacząc się tym, że jego mentor jest zmęczony a dzisiaj jeszcze idą zebrać mech i pajęczyny.
Zapanował względny spokój. Do czasu. Zaledwie chwilę po wygonieniu Omszonej Skóry, do leża wszedł Księżycowa Łapa, a właściwie już Księżycowy Pył, zaś za nim szedł Lisia Łapa, który to wpatrywał się uważnie w mentora. 
- Czarnego powaliło już do reszty - sarknął czarno-biały kocur, nie wyrażając się pochlebnie o swoim liderze, po czym usiadł pod ścianą, wbijając swoje zielone ślepia pełne gniewu, w medyka klanu. Liliowy nastawił uszu, zachęcając tym samym kocura do ciągnięcia wypowiedzi. Syn Czereśni kaszlnął więc, zaczynając mówić dalej - Ja wiedziałem już od zawsze, że Potok jest głupszy od rekina co zjada te głupie koty, ale to już jest doprawdy, przesada! 
- O czym ty mówisz? - spytał Sokola Łapa, spoglądając to na swojego kolegę, to na ostro wkurzonego wojownika, który tylko prychnął pod nosem, wysuwając pazury. W leżu zapadła cisza, każdy oczekiwał na chociażby słowo wyjaśnienia, Księżyc jednak sprawiał wrażenie zbyt wściekłego, by dalej mówić.
- Ten idiota chce wywołać wojnę z klanem wilka - palnął Lisek, który do tego momentu patrzył na kupki ziół, ułożone równo na skalnych półkach. Lśniące Słońce dosłownie zakrztusił się powietrzem.
- ŻE CO?! Chce iść się lać po pyskach z jakiego niby powodu? Klan wilka nic nam nie zrobił! NIC! - warknął medyk, chodząc w kółko.
- Bo GŁUSZKA coś jojczyła, że ona tych bachorów nie chce. W każdym razie, jesteś jednym z trzech ważniejszych kotów w klanie, idź walnąć tego czarnego idiotę, bo chyba naprawdę dostał udaru. Skąd możemy mieć pewność, ze ta gówniara mówi prawdę? - odparł partner liliowego kocura, na co ten skinął tylko głową, po czym na sztywnych łapach, ruszył przed siebie. Prosto do legowiska lidera.
- O, Lśni- - kocur nawet nie zdążył dokończyć, kiedy do jego sanktuarium wparował wściekły półdługowłosy uczeń Różanego Kwiatu, a za nim pojawił się świeżo mianowany wojownik.
- Daruj sobie te uprzejmości - warknął, marszcząc gniewnie brwi - Powiedz mi, CZYŚ TY NA GŁOWĘ UPADŁ KRETYNIE?! Wojny ci się zachciało!? Naprawdę zamierzasz lać się po mordach TYLKO dlatego, że jakaś rozkapryszona gówniara powiedziała ci, że jakiś wojownik ponoć ją zmusił? Rusz ty głową, już raz uciekła Klonowej Sadzawce z treningu, teraz też pewnie poszła w długą, amorów jej się zachciało i przylazła z brzuchem. Po co po rozmawiać! Po co poznać drugą wersję TEGO KOCURA, nieeeee hahah... lepiej iść na wojnę, gdzie zapewne masa wojowników straci życie TYLKO DLATEGO, że ta mała idiotka coś ściemnia! - wrzasnął, zaś jego źrenice zwęziły się w szparki mniejsze, od główki szpilki.
- Nie uważasz, że pozwalasz sobie na zbyt dużo?! Uważaj do kogo mówisz, jestem twoim liderem! Poza tym, nie mogę bezczynnie stać i patrzeć jak moja siostrzenica leży w kociarni skrzywdzona! - zaprotestował czarny kocur z białą plamką na piersi. Księżycowy Pył zaśmiał się cicho, to zachowanie było żałosne.
- A gówno mnie obchodzi, że ona jest twoją siostrzenicą! Może być sobie nawet konikiem polnym, ale nie masz prawa posyłać lekką łapą na śmierć wojowników! NIC mnie nie obchodzi co ona gada, rozumiesz, a skoro ty tak łatwo dajesz sobie zamydlić obraz tym jej słodkim do porzygu obrazkiem, to nie pozostawiasz mi wyboru ale... Ja i Sokola Łapa nie uleczymy ŻADNEGO wojownika, który weźmie udział w bitwie. Doprawdy, myślałem że masz więcej oleju w głowie, niestety, myliłem się.
- Twoim obowiązkiem jest leczyć koty! Nie masz prawa tak decydować - syknął już ostro rozeźlony przywódca klanu, na co liliowy o mało co nie parsknął śmiechem.
- A twoim zapewnić nam bezpieczeństwo. Najwidoczniej walnąłeś łbem o klif zbyt mocno, by to zrozumieć, w każdym razie, ja powiedziałem swoje i tego słowa dotrzymam. Chodź Księżycowy Pyle - mruknął medyk na odchodnym, po czym razem z czarnym kocurem, udali się do płaczącego strażnika. Musiał ochłonąć... oj musiał.

< Księżycowy Pyle? c: >

02 marca 2019

Od Lśniącego Słońca CD Sokolej Łapy

Medyk klanu wraz z czarnym pointem wracał spokojnym krokiem do obozu z porannego zbierania ziół, podczas które o mało co nie przywalił o płaczącego strażnika, co z lekko zdziwiło, ale także i zaniepokoiło wojownika, który mu pomagał.
- Jak się czujesz? - spytał starszy z kocurów, kiedy wracali do obozu ze spaceru i z paroma ziołami w pyskach. Lśniący westchnął cicho, po czym potrząsnął łbem, czując jak zaczyna powoli zasypiać. Popatrzył na swojego ojca, zastanawiając się chwilę. Wiedział, że Słoneczny Blask nie jest głupi, więc oszukać go nie będzie łatwo, dlatego też decydował się z lekka wyminąć temat.
- Powiedzmy, że okej. Nie mam zamiaru martwić Sokolika.
Po wejściu do obozu liliowy kocur od razu pomaszerował do swojego niebieskiego ucznia, witając się z nim donośnym miauknięciem, po czym polizał go za uchem. Terminator poruszył zabawnie wąsami, po czym razem z mentorem ruszył w stronę legowiska, by odłożyć zebrane przez liliowego zioła.
- Jak ci minął dzień, młody? - mruknął przyjaźnie, odkładając poszczególne zioła na odpowiednie kupki. Młodzik, który wcześniej się garbił, dosłownie wyprostował się w przeciągu jednej sekundy, owinął ogon wokół łap, po czym popatrzył swoimi ślepkami na kocura - No? Czyby lis zjadł ci język? - spytał, śmiejąc się cicho, co od dłuższego czasu było u niego wręcz niespotykane, bowiem przez większość czasu Lśniące Słońce przez większość czasu, wyglądał, jakby chciał wszystkich dookoła zabić, do tego nie był przyjemniaczkiem dla większości kotów.

< Sokół? Wyszedł gniot. Bywa. >

18 lutego 2019

Od Lśniącego Słońca CD Sokolej Łapy

Kocur zamrugał zmęczony, ziewając przeciągle, czując jak ta niebieska kupka futra wtula się w jego bok, mrucząc cicho i błagając, by opowiedział coś o klanie gwiazdy oraz o kodeksie. Lśniące Słońce westchnął cicho, czując jak oczy pieką go i łzawią, przetarł je więc łapą, kichając cicho i pociągając nosem.
- No więc... - mruknął cicho, nie do końca wiedząc, jak ma zaczął. Owinął ogonem swojego ucznia, po czym wpatrzył się w przestrzeń przed sobą, nadal nie wiedząc, jak ma zaczął. Do diabła, nikt nie mówił mu, jak ma zachowywać się jako mentor, jedyne co dostał jako niby "cenną" informację to tekst, że musi mu wszystko wytłumaczyć. I tyle. Nikt nie odezwał się jak ma to zrobić, od czego zacząć a sam liliowy początek swego treningu pamiętał gorzej, jak przez mgłę - Klan Gwiazdy to miejsce, gdzie idą koty po śmierci, o ile za życia były dobre... - zaczął niemrawo, kaszląc głucho. Sokola Łapa najwidoczniej zaciekawiony opowieścią wlepił w niego swe wielkie ślepia, nastawiając uważnie uszu. Cóż... przynajmniej nie trafił mu się drący mordę niedojda, który to nawet skupić się nie umie. Kontynuował więc, czasem odpływając do nieprzyjemnego miejsca, jakim było legowisko uczniów oraz kociarnia. Małe, parszywe grzdyle, fuj. Chociaż musiał przyznać, że Sokolik jest nad wyraz sympatyczny i nie irytuje go tak, jak reszta dzieciarni klanu klifu.

* * *

Cóż, nareszcie nastał dzień, który kiedyś nadejść musiał. Wschodząca Fala urodziła. Tego dnia Lśniące Słońce obawiał się tak, jak niczego innego, bowiem doskonale pamiętał swoje spotkanie z m a s y w n y m medykiem z klanu burzy, który, gdy jeszcze pręgowany był uczniem, nastraszył go porodami. Z resztą... medyk sam za tym widokiem nie przepadał, a od kiedy Różany Kwiat stwierdziła, że jej rola jako medyczki się zakończyła, a jej były terminator już nie potrzebuje jej pomocy i odeszła do starszyzny, syn Poplamionego Piórka panikował jeszcze bardziej. Czuł, że jeżeli spaprze sprawę, to Potokowa Gwiazda urżnie mu łeb a nawet i gorzej.
- Dobrze Wschodząca Falo, wszystko będzie dobrze - zaczął medyk, kładąc łapę na jej ramieniu, kiedy ciało kotki przeszły pierwsze skurcze. Kątem oka słyszał, jak Omszona Skóra próbuje zatrzymać swojego brata u wejścia do kociarni. No tak, nic dziwnego, czarny kocur tylko by im zawracał głowę i przeszkadzał, przez co medyk i jego uczeń mogliby się pomylić z nerwów i coś mogłoby się kociętom stać. Na szczęście cała akcja porodowa minęła szybko i sprawnie, bez żadnych komplikacji. Ba! Nawet Lśniące Słońce nie zemdlał! A to było już coś! Po wszystkim zabrał on swego ucznia, by szylkretowa królowa mogła w spokoju zająć się swoimi nowo narodzonymi córkami, oraz spanikowanym partnerem.

< Sokola Łapo? >

12 lutego 2019

Od Lśniącego Słońca CD Księżycowej Łapy

Syn Poplamionego Piórka sortował spokojnie zioła, starając się jakoś zająć swoje łapy, gdy nie miał nic specjalnego do roboty. Sokola Łapa właśnie zmieniał mech u starszyzny, zaś on sam... Cóż... może i w porze nagich drzew miałby łapy pełne roboty, to teraz sprawa wyglądała jednak inaczej. Już w pierwszych chwilach nastania kolejnej pory, zwiastującej ciepłe dni i dostatek pożywienia, zebrał wszystkie zioła, jakie tylko urosły. na resztę jednak musiał poczekać z księżyc lub dwa, jednak nie teraz. Nudził się więc niemiłosiernie, zaś jego głowę zaprzątały myśli krążące wokół snu, jaki otrzymał ostatniej nocy. Wilczomlecz, który rozbił swymi korzeniami klif na pół, a następnie runął z nim do wody. Ciało medyka przeszył nieprzyjemny dreszcz, czuł, że nadciąga coś złego, jednak nie miał pewności co; domyślał się jednak, że może chodzić o jego rodzinny klan oraz klan wilka.
Rozmyślania Lśniącego Słońca przerwał szelest, tuż u wejścia do leża medyka. Odwrócił więc szybko łeb a świat stał się na chwilę jedną, wielką, rozmytą plamą. Pomachał kilka razem łbem na boki, po czym zamrugał kilka razy. Pomogło. Mimo wszystko, w jego oczach zebrały się łezki, które spłynęły po jego policzkach. Czarno-biały uczeń musiał najwidoczniej to dostrzec, bowiem na jego pyszczku zaraz zagościł drwiący uśmiech.
- Hej bekso dalej rozpaczasz po twojej siostrzyczce i tej dziwaczce co uważała się za kocura? To żałosne, a może masz nadzieję, że jakoś koty z tego durnego Klanu Gwiazd ci pomogą? Bo twój płacz na pewno nic już nie pomoże ani trupowi ani uciekinierce - zadrwił, machając spokojnie ogonem. Zaś były uczeń Różanego Kwiatu odczuł dosadne wrażenie, że to małe coś najwidoczniej z niego kpi. Może i słusznie? Nie zastanawiał się jednak na tym, bowiem te słowa przelały czarę goryczy, jaką Lśniące Słońce w sobie trzymał od czasu pojawienia się tu tego pchlarza. Starszy kocur gwałtownie wstał, po czym zamachnął się i nie bacząc na konsekwencje, uderzył ucznia w pysk z całej siły, jaką tylko posiadał.
- Wynoś się! Już! Wynoś się albo cię zabije! - wrzasnął, jeżąc sierść na karku, po czym wbił pazury w ziemię, ledwo powstrzymując się od ataku na rzekomo bezbronnego ucznia. Wszak może i Skoczny Krok był fajtłapą, to jednak zapewne nauczył swego terminatora walczyć - JUŻ! - pręgowany strzepnął ogonem, odwracając się na pięcie, po czym wszedł jeszcze głębiej do legowiska medyka. Wiedział, że oberwie mu się za to i słusznie to przewidział. Wściekły Potokowa Gwiazda wezwał go do siebie wieczorem na rozmowę, gdy tylko załatwił sprawę mianowania Okopconego Dzwonka. Tego samego dnia odszedł też Skrzydlata Łapa, jednakże medyk wiedział, że trzeba żyć dalej.
Podczas konwersacji z czarnym kocurem jedynie kiwał głową na znak, że rozumie słowa lidera oraz to, w jakiej sytuacji się znalazł i jakie ciągnie to za sobą konsekwencje. Ostatecznie nieomal stracił ucznia, sam będąc prawie zdegradowanym do tej rangi, musiał też przeprosić Księżycową Łapę i przez księżyc wykonywać zadania ucznia, mimo iż zachował on swój tytuł i rolę medyka. Postanowił to więc zrobić już następnego ranka, co wcale nie było takie proste, ponieważ Księżyc dosłownie zapadł się pod ziemię, może to właśnie przez wczorajszy incydent? Nie... nie, nie, nie prawda. Kocur pokręcił głową na boki, wzdychając cicho zirytowany, kiedy jego wzrok znowu zaczął szwankować. Pozostało mu jedno miejsce do sprawdzenia - plaża. Tam też postanowił się udać i jak się okazało, to miejsce było strzałem w dziesiątkę. Ciemna sylwetka była łatwa w rozpoznaniu. Terminator siedział blisko linii wody ze spuszczoną głową.
- Hej... - zaczął nieśmiało Lśniący, siadając obok młodziaka, który nawet nie drgnął, ani też nie zaszczycił go spojrzeniem pary swoich zielonych oczu - Wiem, że wczoraj przesadziłem... Przepraszam, nie powinienem - dodał ciszej, jakby bojąc się tego, że zostanie zwyzywany za to, że miał czelność się odezwać - J-ja... ja po prostu t-tęsk-knię... Za Pszczółką... Za Ciszą... Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak to boli... To tak cholernie boli! Dlaczego Gwiezdni mi ją zabrali, co? Dlaczego? Jeszcze te cholerne problemy ze wzrokiem! Ja-a wiem, że nie jestem święty! Ale na osty i ciernie, co ja takiego zrobiłem, że oni aż tak bardzo mnie karzą!? - zawołał, spuszczając łeb i zaczynając szlochać. Może i odruchowo, może i specjalnie, położył swoją łapę na tej, należącej do Księżyca. Po prostu potrzebował utwierdzić się w świadomości - Prze-przepraszam Księzycowa Łapo... J-ja... n-na-awet cię lu-lubię... - szepnął przez łzy.

< Księżyc? >

05 lutego 2019

Od Lśniącego Słońca CD Sokolej Łapy

Kocur tej nocy nie spał dobrze, o ile snem można nazwać leżenie z zamkniętymi oczami przez kilka minut, by za chwilę znowu je otworzyć. Tak więc, nic dziwnego, że praktycznie przez cały dzień był tak przymulony, że parę razy o mało co nie zarył pyskiem w ziemię, zasypiając na stojąco. W ostatniej chwili Sokola Łapa pomógł mu utrzymać równowagę, oblewając przy tym kocura zimną, słoną wodą. Liliowy potrząsnął głową, wydając z siebie bliżej nieokreślone charknięcie, po czym kaszlnął głucho.
- Uh... dzięki, młody - mruknął przyjaźnie, idąc dalej po piasku, który podrażniał mu z lekka miękkie opuszki łap. Niebieski kocurek dreptał obok niego i uważnie słuchał słów swego mentora, raz na jakiś czas kiwał tylko główką, pokazując mu, że wszystko rozumie - Wracając jednak do tego, o co dzisiaj mnie pytałeś - zaczął, wzdychając cicho, przystając na moment.
- Hm? - zanucił terminator, zapewne mając wrażenie, że pręgowany skoro na początku nie odpowiedział mu na pytania, to już więcej do tej rozmowy nie wrócą. Lśniące Słońce polubił jednak tego smarka, dużo bardziej niż Księżycową Łapę, dlatego też stwierdził, że odpuści młodzikowi i będzie dla niego miły. A przynajmniej się postara.
- Być medykiem... cóż... jakby ci to wytłumaczyć? Medyk ma za zadanie leczyć koty, uczy się o ziołach, różnych mieszankach czy też jak odbierać porody. Medyk również nie może mieć dzieci, partnera, nie wolno mu też walczyć, chyba, że w obronie własnej - zaczął kocur, co jakiś czas spoglądając na bicolora - Potokowa Gwiazda powiedział mi dzisiaj, że podczas wczorajszej rozmowy, mówiłeś, że nie lubisz walczyć i brzydzisz się przemocą, mam rację?
- Tak, Lśniące Słońce - pręgowany dziko uczeń skinął łebkiem, by za chwilę odwrócić go w stronę miejsca, gdzie zachodzi słońce.
- No więc, dlatego zostałeś uczniem medyka. W klanie każdy kot ma swoje zadanie i przydzielone obowiązki, a co za tym idzie, nie ma w ŻADNYM klanie, sprawnego kota, który nic by nie robił. Wyjątkiem jest starszyzna, oni zasłużyli na swój odpoczynek, dlatego pamięta, szanuj ich, bo nigdy nie wiesz, co przeszli w sowim życiu - odparł Lśniacy, mrugając oczami, gdy na moment zrobiło mu się dosłownie ciemno, tym samym nie będąc w stanie zobaczyć czegokolwiek. Pokręcił jednak szybko łbem, ziewając przeciągle - A mentor to po prostu nauczyciel, ma za zadanie przekazać całą swoją wiedzę uczniowi, w tym przypadku jesteś nim ty. Gdybyś obrał ścieżkę wojownika, to zapewne uczyłbyś się teraz jak spuszczać komuś bęcki, a nie jakie roślinki leczą katar - zaśmiał się na zakończenie, będąc przygotowanym na dalsze pytania.

< Sokolik? >

25 stycznia 2019

Od Lśniącego Słońca

Od odejścia Pszczelego Żądła minęło kilka księżyc, jednakże Lśniące Słońce nadal pozostawał niepocieszony, przecież stracił kota, którego traktował jak siostrę... a raczej brata. Wiec co mu się dziwić? Był załamany tym faktem, zaś świadomość, że nie ma nikogo jako-tako bliskiego co to mógłby się odezwać i z nim porozmawiać, dobijał go jeszcze bardziej. Dobra, okay, wiedział, że może otworzyć pysk przy Rózanym Polu, Słonecznym Blasku czy też Poplamionym Piórku, jednakże wizja tego, była z lekka odpychająca.
Tak więc szedł spokojnie przez las, starając się jakoś zrelaksować. Wiatr smagał jego liliowe futro, zaś śnieg zaczął powoli spadać z nieba. Asystent medyka miał cichą nadzieję, że i ta pora nagich drzew nie zbierze monstrualnego żniwa w klanie. Mimo wszystko, wolał mieć pewność, że nie zabraknie mu ziół do leczenia, a już w szczególności kocimiętki, która wręcz była zbawieniem podczas epidemii zielonego kaszlu. Jednakże jego wyprawę do miejsca, w którym gromadzili się dwunożni przerwało ciche miauknięcie, dochodzące zza krzaków.
- Jest tam kto? - maiuknął donośnie, z ziołami zatykającymi mu pyszczek, przez co mógł brzmieć dość nieskładnie. Kiedy nic mu nie odpowiedziało, doszedł do miejsca, z którego wydobywał się dźwięk, a jego oczom ukazał się... kociak. Niebieski maluch, trzęsący się z zimna. Chociaż... nie taki maluch, na oko miał może z... 5 księżyców? No, coś koło tego - Hej, co ty tu robisz, co? - spytał podchodząc bliżej i trącając zgubę nosem.
- Hej - młodzik otrzepał się ze śniegu, który w cienkiej powłoce zebrał się na jego ciałku. Wąsy mu zadrżały, zaś na mordkę wpełzł przyjacielski, aczkolwiek łagodny uśmiech - Oh... szukałem jakiegoś klanu, znasz może jakiś? - spytał entuzjastycznie, na co Lśniące Słońce zaśmiał się w duchu, po czym machnął ogonem i polecił kocurkowi by szedł za nim. Z lekka przypominał mu Pszczele Żądło, a kocur wierzył, że nic nie dzieje się przypadkiem.

***

Kiedy weszli do obozu wszystkie oczy zwróciły się na dwójkę kocurów, do tego szepty, które klanowicze wymieniali między sobą, potęgowały napiętą atmosferę. Mimo wszystko Lśniące Słońce uśmiechnął się łagodnie i zaprowadził chłystka do Potkowej Gwazdy, który aktualnie rozmawiał z Omszoną Skórą.
- Witaj Potkowa Gwiazdo, Omszona Skóro! - zamruczał medyk, odkładając zioła na ziemię, po czym skinął głową z szacunkiem, dla starszych kocurów.
- Witaj Lśniące Słońce, co cię do nas sprowadza, myślałem, że będziesz na zbieraniu ziół, a wracasz z ich małą kupką oraz obcym kociakiem? - zdziwił się kocur, unosząc jedną brew ku górze i oddychając spokojnie. Liliowy wytłumaczył po krótce jak się sprawa ma, wyjaśniając, że znalazł go w krzakach i zapewne ma jakieś sześć księżyców, co z resztą sam niebieski potwierdził, po czym cierpliwie czekał na osąd przywódcy. Potokowa Gwiazda odparł jedynie, że medyk i zastępca mają wyjść, gdyż chce zamienić parę słów ze znajdą. Jak chciał, tak uczynili. Lśniący podreptał do leża medyka, odkładając zebrane zioła, po czym przywitał się z zaskoczoną Różane Pola, która mimo wszystko, przywitała swego byłego ucznia z radością.
Czas mijał nieubłagalnie, sam syn Poplamionego Piórka zaczął się dziwić, o czym tak długo oni rozmawiają, zaczął się nawet trochę niecierpliwić, jednak uspokoił się, gdy ze swego leża wyszedł syn Spadającego Liścia, a za nim podążał niebieska pręgowana znajdka.
- Ja, Pokotowa Gwiazda, Lider Klanu Klifu, wzywam wszystkie koty na zebranie klanu! - zawołał kocur, wskakując na podwyższenie, zaś reszta kotów, jak na rozkaz zebrała się, uważnie słuchając tego, co ich przywódca ma do powiedzenia -  Sokoliku, powiedziałeś mi, że ukończyłeś sześć księżyców. Przyjmuję cię więc do klanu i zgodnie więc z prastarym zwyczajem, od tego dnia, aż do otrzymania imienia medyka będziesz się nazywać Sokola Łapa - chwila... Czy Czarny powiedział "medyka"? Lśniący nie mógł w to uwierzyć! Dostanie własnego ucznia! - Twoim mentorem będzie Lśniące Słońce. Mam nadzieję, że przekaże ci całą swoją wiedzę - maiuknął donośle, po czym zwrócił się do niecierpliwego liliowego - Lśniące Słońce, Różany Kwiat przekazała ci ogromną wiedzę, korzystaj z niej mądrze i naucz tego młodego ucznia wszystkiego, czego trzeba - na zakończenie, uczeń i nauczyciel, zetknęli się ze sobą nosami, zaś tłum klifiaków radośnie powitał nowego kota pośród nich. Medyk patrzył z szerokim uśmiechem na znajdę, który to po zebraniu gratulacji podbiegł do swego mentora.
- Kiedy zaczynamy?! - zawołał wesoło, wywołując nie małą salwę śmiechu u starszego kota.
- Jutro, a teraz idziemy spać - oznajmił drugi, zaprowadzając młodzika do leża medyków, gdzie bicolor ułożył się wygodnie i natychmiast zasnął. Cóż... może pręgowany ma jeszcze jakiś cel w życiu?

< Sokola Łapo? >

16 stycznia 2019

Od Lśniącego Słońca CD Głuszki

Liliowy kocur patrzył się tępym wzrokiem w miejsce, w którym chwilę temu zniknęła kita Różanego Kwiatu. Jeśli liliowy miał być szczery, to strasznie wątpił, czy Fenkułowe Serce przeżyje. Widział, że z byłą medyczką nie jest najlepiej. Ba! Kilka wschodów słońca temu o mało jej nie stracili i gdyby nie fakt, że podano jej odpowiednie zioła, to dzisiaj dołączyłaby już do klanu gwiazdy.
Medyk niechętnie wstał na cztery równe łapy, po czym podszedł do kupki rozrzuconych ziół, które zostawiła po sobie szylkretowa medyczka, wybiegając jak poparzona z kociarni. Kocur miał wrażenie, że zajęło mu to wieki, a nawet i setki wieków. Każda chwila ciągnęła mu się niewyobrażalnie długo, nawet jeśli było to zwykłe, krótkie uderzenie serca. Już nawet zapomniał o obecności Głuszki, do momentu aż nie popatrzył na ów koteczkę, która ułożyła się wygodnie na mchu i najwidoczniej zasnęła. Odetchnął więc z ulgą, po czym wychylił łeb na zewnątrz.
- O nie... - szepnął do siebie, czując jak coś ściska mu gardło na widok ciała byłej medyczki leżącej na środku obozu. Przez chwilę zawahał się, myśląc nad tym, czy może zostawić małą samą, jednakże po dłuższej chwili stania jak kołek w wejściu szybko podjął decyzję - idzie.
Wzrokiem odszukał swoją byłą nauczycielkę, która aktualnie wtulała się w czarno-białe futro starszej, szlochając przy tym cicho.
- Różany Kwiecie... Ja.. tak mi przykro... - westchnął cicho, kładąc się obok niej i wtulając nos w futro martwej kocicy. Oh gwiezdni... przecież on doskonale pamiętał, jak wraz z Ciszą odwiedzali ją, oraz Różę za czasów gdy byli jeszcze ledwie kociętami. Arlekinka była dla niego taka dobra, miła i życzliwa... A teraz jej już nie będzie. Dlaczego życie było takie niesprawiedliwe?
Reszta kotów z klanu klifu zebrała się by pożegnać starą medyczkę, zaś Lśniące Słońce wstał, polizał ciało za uchem po czym wrócił do leża medyka.
- Lisie łajno - sarknął, ocierając mokre od płaczu oczy, o tyle był zajęty tą czynnością, że nawet nie spostrzegł, gdy potknął się o stertę patyków, lądując pyskiem na ziemi a i przy okazji budząc Głuszkę. Calico otworzyła niemrawo oczka, patrząc na kocura, który aktualnie otrzepywał się z kurzu.
- Stało się coś? - spytała cichutko, najwidoczniej zauważając jego przeszklone oczy.
- Nie, nic ważnego. Idź spać a nie mi pytania zadajesz - syknął trochę za bardzo ostro, niż mógł się tego spodziewać. Koteczka pisnęła, kuląc się odruchowo.

< Głuszka? >

Od Lśniącego Słońca CD Pszczelego Żądła

Lśniący nigdy nie ukrywał, że nie przepadał za kociętami, ba, wręcz go odrzucały jednak... Jednak patrząc na Pszczółkę, który właśnie otrzymał imię wojownika poczuł dziwne ciepło na serduszku. Uśmiechnął się wesoło, będąc dumnym z... przyjaciela? Tak, z przyjaciela... Sam doskonale wiedział, jakie to uczucie jednak... miał wrażenie, że on mógł bardziej pochwalić się swym imieniem, przecież medyk był jeden w całym klanie, nie licząc jego asystenta, zaś wojowników? Cóż... wielu.
Jednakże kiedy szczęśliwy tłum zostawił nareszcie w spokoju młodego wojownika, liliowy kocur nareszcie miał możliwość, by zamienić z nim chociaż chwilę.
- Gratuluję - przyznał szczerze, po czym skinął mu głową z szacunkiem. Szylkretowy kocur uśmiechnął się wesoło.
 - Dzięki - kocur niemrawo przesunął łapą po piasku, po czym zaczął mówić dalej - Jak się czujesz?
- Trochę... Lepiej. Dzięki, że pytasz - odparł, lekko ściszonym i przytłumionym głosem. Mimo iż funkcjonował normalnie, to gdzieś tam w środku odczuwał ogromną pustkę po stracie siostry - A Ty? Jak się czujesz jako wojownik? - dodał już z większym entuzjazmem w głosie. Czuł jednak, że jego wcześniejsza odpowiedź, a także szybka zmiana tematu nie podziałała na syna Potokowej Gwiazdy zbytnio zachęcająco.
- Wiesz, Lśniący... To tak jakbyś pracował na coś bardzo ciężko, a potem okazało się, że osiągnąłeś to. Znasz to uczucie. Przecież sam niedawno zostałeś mianowany. Jedyną różnicą jest tytuł... No i że asystent medyka jest tylko jeden, a nas, wojowników, wielu. Też czułeś to ciepło na sercu, prawda? To bardzo miłe uczucie... - cóż, ciężko mu było się nie zgodzić ze słowami młodzika. Doskonale pamiętał tą radość a także ekscytacje... Nadal był dumny ze swego tytułu, to było wręcz oczywiste.
- Ano odparł liliowy, przebierając łapkami w miejscu. Czuł się trochę dziwnie, zupełnie tak, jakby rozmowa im się nie kleiła - Mógłbyś mi pomóc w zbieraniu ziół? Musimy uzupełnić zapasy - rzucił beznamiętnie, nawet nie oczekując na pozytywną odpowiedź
- Jasne - Pszczele Żądło skinął głową, oddychając spokojnie. Lśniący jednak parsknął tylko śmiechem, zakrywając pyszczek łapą. Kurde, czy jego matka naprawdę nie powiedziała mu, że po mianowaniu wojownicy mają noc milczenia na warcie? Nawet on to wiedział, mimo iż wojem nie był
- Mysi bobku - zachichotał jeszcze bardziej rozbawiony, widząc minę kocurka - A to się nie wie, że teraz masz nocne czuwanie z milczeniem w pakiecie? Nonono kolego, jak się uważało na treningach? - zacmokał, w zabawny sposób udając zatroskanie - Oj ta koteczka skutecznie namieszała ci w głowie - zamruczał mu na ucho tak cicho, że nawet sam Pszczele Żądło był w stanie zrozumieć sens jego słów.

< Pszczele Żądło? >