BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alga x Zimorodek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alga x Zimorodek. Pokaż wszystkie posty

01 października 2024

Od Zimorodkowej Łapy CD. Algowej Strugi

Jej kochana Alguś znowu wpadła w tarapaty. Tym razem przez nieostrożność poślizgnęła się na kamieniach i zrobiła sobie krzywdę, ale coś na to poradzą. Pchli Nos, niosąc ją tutaj, wbił sobie kolec w łapę, ale na szczęście to nic poważnego. Wreszcie bicolorka się ocknęła, a Zimorodek odetchnęła z ulgą; jej siostrzyczka chyba będzie cała.
— Słyszę, a-ała... Chyba coś sobie zrobiłam z łapą — Odpowiedziała bardziej pytając na wcześniejsze zapytanie czy ją słyszy, które dała jej Zimorodek licząc na to, że zaraz się z tego wyliże. Nie chciała mieć kolejnego zmarłego lub zaginionego członka rodziny, a już na pewno nie kogoś tak bliskiego; Alga była nie tylko jej siostrą, ale też przyjaciółką, najlepszą z najlepszych.
— Na to wygląda, za to twój mentor, który cię tutaj niósł, na dodatek wbił sobie kolca w łapę po drodze, więc również będzie musiał być zbadany — Odpowiedziała Aldze Strzyżykowy Promyk, zerkając na białego.
— To... będę mogła chodzić? — Spytała ją jej siostra, wpatrując się w nią brązowymi oczami. Trochę ją rozbawiło to, jak siostra z przesadnym przerażeniem w głosie zareagowała. Łapa nie wyglądała tak źle; nie była całkiem rozwalona i nie wyglądało to na coś bardzo poważnego. Poza tym Alga zabawnie wygląda tak dramatyzując.
— Nie martw się Alguś, z pewnością będziesz jeszcze mogła chodzić, tylko będziesz musiała dużo odpoczywać i nie nadwyrężać tej biednej łapy w najbliższym czasie. — uspokoiła siostrę. Już ona dopilnuje by jej siostra wyzdrowiała. Nie pozwoli jej się ruszać z legowiska przez najbliższe parę dni, będzie ją miała na oku dzień i noc. Nic sobie nie zrobi.

***

— Witaj siostrzyczko! - Zimorodkowa Łapa przywitała się z Algą. — Mam dzisiaj nieco luźniejszy dzień, chciałabyś może pójść ze mną popływać? Przy okazji może zbiorę trochę ziół rosnących nad wodą: kopru, łopianu, malwy, mięty wodnej czy olchy. Ale chciałabym po prostu spędzić z tobą trochę czasu, jak siostra z siostrą.
— Czemu by nie? — Odpowiedziała jej Algowa Struga. — Dawno nie spędzałyśmy ze sobą czasu tylko we dwie.
— To pewnie przez to że cały czas siedzę tylko przy swoich ziołach… — Stwierdziła Zimorodek - Ale postaram się coś z tym zrobić. W końcu nie powinnam zaniedbywać relacji ze swoją ulubioną siostrą-przyjaciółką.
— Zdecydowanie nie! — Stwierdziła ze śmiechem Alga.
— To chodźmy nad tę rzekę! Dawno nie pływałam, chcę znowu poczuć tę wilgoć na moim futerku!
Kotki udały się nad rzekę, wesoło gawędząc. Pogoda była ładna, ciepłe promienie słońca ogrzewały futerka sióstr. Gdy dotarły nad wodę, Zimorodek dla odmiany jako pierwsza wbiegła w chłodny strumień. Gdy dołączyła do niej Alga, chlapnęła ja zaczepnie, bawiły się w wodzie jeszcze jakiś czas, po czym położyły się na trawie przy brzegu
— Ta chmura wygląda jak łosoś! — Stwierdziła Zimorodek wskazując chmurę łapką.
— A ta jak węgorz! — Pokazała inną Alga.
Zimorodkowa Łapa wpatrywała się tak w chmury razem z Algową Strugą jeszcze dobrą chwilę, po czym otworzyła pyszczek by coś powiedzieć.
— Dlaczego nie może być jak kiedyś? Czemu nie możemy być tylko kociakami i nie przejmować się tymi wszystkim zmartwieniami? Tym gnębieniem czekoladowych, chorobami i innymi zmartwieniami… Jak ty to robisz że potrafisz się dogadać z czekoladowymi, mimo iż jesteś w naszej rodzinie i jesteś czarna? I że tak trudno cię nie lubić? — Zalała pytaniami siostrę. Jej siostra była lubiana mimo maści i pochodzeniu, co prawda rodzina niezbyt ją lubiła ale co z tego. Jej też nie lubiła taka Mandarynka czy ciotki. Nie potrafiła zrozumieć jak jej siostra to wszystko robi, choć się starała. Poza tym tak bardzo chciała znowu być tylko kociakiem bez zmartwień…

[562 słowa]

[przyznano 11%]

{Alguś?}

31 lipca 2024

Od Algowej Łapy CD. Zimorodkowej Łapy

Wow, moja siostra była naprawdę mądra i fajna. A pocieszyć też umiała dobrze. Oczy mi się zaświeciły, kiedy zobaczyłam piórko, które mi podsuwa. Kolejne? Zaraz mi braknie miejsca na sierści, ah, ale to by było cudowne! Jednak po usłyszeniu wypowiedzi, która towarzyszyła prezentowi, iskierki zapału zastąpione zostały łzami wzruszenia. Naprawdę dawała mi te wszystkie rzeczy..? Nie mogę ich przecież przyjąć! Nie mogę, nie mogę! Nie zasłużyłam sobie niczym... Odsunęłam się od Zimorodkowej Łapy zanim zdążyłabym ją zalać swoimi łzami. Zaciągnęłam głośno nosem po czym pokręciłam głową.
— Nie mogę tego wszystkiego przyjąć... Zimorodku kochana, ty... ty bardziej na nie zasługujesz. Jesteś taka dzielna w legowisku medyka i w ogóle. Leczysz nas wszystkich.. — powiedziałam nieco żałośnie.
— Algo, nie dawałabym ci tych dwóch rzeczy gdybym nie myślała, że na nie nie zasługujesz — zamruczała.
— Dobrze, ale.. No jednak nie mogę zabrać ci tego piórka, mimo wszystko. To znak od Klanu Gwiazd dla ciebie, o twoim przeznaczeniu, myślę, że powinnaś go mieć przy sobie. — Widząc uparte spojrzenie siostry zmieniłam taktykę. — Ah, no dobrze! Wezmę je, ale tylko na chwilkę, póki mi nadal smutno... Oddam ci, gdy poprawi mi się w stu procentach humor i wszystko będzie dobrze, okej?
— Okej. — Otarła się o mój bok przyjaźnie. — Trzymaj się, Alga, i pamiętaj o dobrym śnie dla samopoczucia.
— To ty pamiętaj o śnie! — odparłam wzburzona. — Co ja tu widzę, po ciemku siedzisz nad ziołami zamiast drzemać!
Złapałam ją i zaczęłam tarmosić, jednak niespodziewane pohukiwanie sowy w oddali szybko obydwie nas przestraszyło i przypomniało o późnej porze, w którą wypadałoby być cicho. Oddaliłam się w końcu od siostry, która zapewniła mnie jeszcze, że no dobrze, pójdzie niedługo spać. Tak więc wróciłam z moimi zdobyczami do legowiska uczniów, ułożyłam się wygodnie, i o dziwo, zasnęłam szybko.
***
Tego dnia było wyjątkowo gorąco. Przetarłam łapką pot z czoła, odgarniając na bok bujne loki. Byłam już blisko rzeki. Chłodna i rzeźka woda jest teraz rozwiązaniem wszystkich moich problemów! Dotarłszy do brzegu, pochyliłam się najpierw i wzięłam parę łyków, jednak towarzyszyło mi przy tym wkurzające bzyczenie. Ah, no nie, komary! Oczywiście, że będzie ich dużo przy wodzie, ugh! Zaczęłam kręcić się w kółko i machać ogonem, próbując odgonić nieprzyjazne owady od siebie, jednak z marnym rezultatem. Z braku innych opcji, wskoczyłam więc w końcu po szyję do wody. Prąd był wartki, jak zwykle zresztą, więc zaczęłam machać łapkami w miejscu, nie chcąc, żeby mnie gdzieś zabrał. W końcu uciążliwa chmara chyba ogarnęła, że nie dam im się ugryźć, bo nie docierało już do moich uszu ich okropne, wysokie bzyczenie. Musiały sobie pójść... albo przyczaiły się gdzieś w pobliżu. Zmrużyłam oczy i wyszłam z powrotem na płytszą wodę, gdzie mogłam łatwo stanąć, po czym otrzepałam się. Było mi już chłodniej, więc może pomyślę teraz o złapaniu jakiejś ryby? Głupio trochę wracać z pustym pyskiem... Zwłaszcza po tym, jak wczoraj gadałam siostrze, że ona jest taka przydatna i w ogóle. Zanim zdążyłabym przygotować się do polowania, w ułamku sekundy niemal sielankowy nastrój przerwał gwałtowny plusk. Znowu jakaś ryba? Nawet nie zauważyłam, że sierść na karku mi się postawiła. Nim zdołałabym wyjrzeć zza gęstych trzcin, by sprawdzić kto był sprawcą tego hałasu.. woda ucichła, a pozostawione wcześniej okręgi na tafli rozmyły się tak, jakby w ogóle ich wcześniej nie było. Oh. Czy przewidziało mi się? Nie, to niemożliwe, nie mam przecież problemów z umysłem, prawda? Prawda? Węszyłam jeszcze chwilę w powietrzu, zmartwiona. To nie był plusk ryby, a jeśli był, to musiała być ogromna, wieksza od kota.
— Algowa Łapo, czy wszystko w porządku? — Usłyszałam nagle głos z przeciwległego brzegu. Pchli Nos stał spokojnie, jego białe futro połyskujące w pełnym słońcu... było całkowicie suche. Wcale nie wyglądało jak okrywa kogoś, kto właśnie zanurzył się po uszy w wodzie. Widocznie musiałam spojrzeć na niego z bardzo dziwnym wyrazem pyska, bo ponowił pytanie, tym razem głośniej. W końcu zdobyłam się na odpowiedź:
— Ah... Nie! Znaczy, tak! Tak, wszystko w porządku! Słyszałeś ten dźwięk wcześniej?! — zapytałam, na co nastychmiast dostałam w odpowiedzi nieco rozbawione spojrzenie od kocura. ... No tak. Głupie pytanie.
— Przepraszam za to! Idę do ciebie! — wrzasnęłam głośno troszkę zakłopotana, próbując przekrzyczeć szum rzeki, i skoczyłam znowu w wodę.
Znajome środowisko pomogło mi uspokoić się i oderwać głowę od dziwnej sytuacji z wcześniej, a przynajmniej tak mi się wydawało, bo kiedy wdrapywałam się na brzegu do mojego mentora poczułam, jak nagle kamień, na który stanęłam, traci swoją przyczepność w ziemi. Moja śliska od wody poduszka na dodatek nie mogła się w niego skutecznie wczepić, na nic nie pomogły wystawione pazury. Zanim zdążyłabym zorientować się co się dzieje, straciłam równowagę. Pozostałe łapy poszły w ślad za pierwszą i omsknęły się po śliskiej powierzchni, a ja sama spadłam razem z kamieniem z chlupotem do rzeki.
***
— Algo, Alga, słyszysz mnie? — usłyszałam nieco niewyraźnie zmartwiony głos Zimorodkowej Łapy. Ah, spotkaliśmy się szybciej, niż myślałam.
Chwila, byłam w legowisku medyka?! Poderwałam się gwałtownie, zaraz tego żałując, bo poczułam ostry ból płynący z lewej przedniej łapy. Uniosłam ją niezręcznie w górę i położyłam na drugiej stopie, dzielnie zaciskając zęby. Zlustrowałam wzrokiem otoczenie. Faktycznie było to legowisko medyka, pachniało mocno ziołami, na dodatek w środku oprócz mnie siedział jeszcze mój mentor, Pchli Nos, a w kącie także Kazarkowa Śpiewka, która wyglądała na bardzo niezadowoloną. Przede mną zaś pochylona była moja siostra i jej mentorka, Strzyżykowy Promyk.
— Słyszę, a-ała... Chyba coś sobie zrobiłam z łapą — bardziej zapytałam, niż stwierdziłam.
— Na to wygląda, za to twój mentor, który cię tutaj niósł, na dodatek wbił sobie kolca w łapę po drodze, więc również będzie musiał być zbadany — spojrzała na swojego brata medyczka.
Niósł mnie tu? Ah, no tak, już pamiętam, wpadłam do wody. Spojrzałam na śnieżnobiały pysk Pchlego Nosa, na którym malowała się lekka ulga na mój widok całej (i prawie zdrowej) i uśmiechnęłam się z wdzięcznością. Zaraz potem przeniosłam wzrok na Zimorodek.
— To... będę mogła chodzić? — zapytałam nieco dramatycznie. Nigdy nie można być pewnym z tymi urazami. Co jeśli to jakiś super ultra rzadki przypadek i zostanę kaleką do końca życia?! I nigdy nie zostanę wojownikiem?! No właśnie.
<Zimo?>
[990 słów]
[przyznano 20%]
Wyleczeni: Algowa Łapa, Pchli Nos, Kazarkowa Śpiewka

14 lipca 2024

Od Zimorodkowej Łapy CD. Algowej Łapy

Zimorodkowa Łapa spojrzała przenikliwym spojrzeniem pomarańczowych oczu na Algową Łapę. W jej pyszczku jakby dojrzalszym niż niegdyś nadal widziała kocię, tę małą Algę, z którą spędzała radosne dni zabawy w żłobku zaledwie kilka księżyców temu. Bez słowa ruszyła w kierunku legowiska medyka, skinieniem głowy wskazując siostrze, by poszła a nią.
- Algo. - Zaczęła wreszcie, usadawiając się w miejscu między stoiskami ziół, mając przed sobą ich pokaźną kupkę i wzięła się do dalszego segregowania.
- To ty wcale nie spałaś? - spytała się Algowa Łapa.
- Nie - odparła krótko - nie ma czasu, by go marnować, poza tym chcę być lepsza od Róży. - Uśmiechnęła się zadziornie, a ogniki dzikiej rywalizacji zapłonęły w jej oczach.
Zgrabnie przerzucała listki, kwiatki i inne części roślin leczniczych, w sumie już na nie nie patrząc, kierując się tylko i wyłącznie węchem, który w jej przypadku okazał się wspaniały. - Też wolałam gdy była z nami Płotka, oraz gdy mamusia jeszcze żyła - "Przynajmniej się do mnie odezwała na ostatnim spotkaniu medyków... " - podsumowała. "Tylko szkoda, że tylko po to, by powiedzieć mi, że nieładnie jest kląć" - Ale jak mam nadzieję, dobrze wiesz, że nic nie trwa wiecznie. Wiesz... muszę przyznać, że ostatnio też dużo myślałam nad takimi sprawami. Że jeden kot umiera, a inny się rodzi, jeden przybywa, inny odchodzi. Tak to już jest. I musimy się do tego przyzwyczaić, bo takie rzeczy raczej się nie zmieniają. Co do Mandarynki... porozmawiam z nią i dam jej maku czy tymianku na uspokojenie, ale... ona chyba ma jakiś problem. Nie zauważyłaś, że czasem dziwnie się zachowuje? Myślę, że muszę jej jakoś pomóc... Co do reszty nie wiem, co robić. A tak poza tym... słyszałam, jak płakałaś. Hmm... mam coś dla ciebie. - Zimorodek wstała, a z niej posypało się trochę ziół, które delikatny wiosenny wiaterek - na który nie zwracała uwagi - zwiał wprost na nią. Podeszła do swojego legowiska. Wygarnęła łapą dwa przedmioty i wróciła na swoje stanowisko, kładąc przedmioty przed siostrą.
- To piórko - zaczęła - jest jednym z piórek zimorodka, który ponoć wskazał, że mam być medyczką jak to jakoś tłumaczyła Strzyżykowy Promyk. Przyjmij je jako prezent ode mnie, zawsze gdy na nie spojrzysz, będzie ci o mnie przypominać. Wiem, że jest ci beze mnie samotnie... mi też. - Spojrzała z powagą na siostrę. - A ten kamyk... - Podniosła łapę z mieniącego się ślicznie w blasku księżyca niewielkiego kamyka, po czym spojrzała na niego jeszcze raz. Już podjęła decyzję. Nie powinna otaczać się żałobą tyle po stracie mamy, teraz to jej siostra potrzebuje jej pamiątki po mamie, a ona nie powinna się tak przywiązywać do zwyczajnych przedmiotów, bo to oznacza słabość, a ona ma być i jest silna, poza tym mama też by tak zrobiła, a to ona dała jej ten upominek. - Dostałam go od mamy gdy stawiałam pierwsze kroczki i się wywróciłam. Ale mama pomogła mi się podnieść i powiedziała, że jestem dzielną kotką, że jako pierwsza próbuje chodzić i podniosłam się i poszłam do przodu. Wtedy mama mi go dała. Zawsze gdy było mi smutno, patrzyłam się na niego i myślałam o niej. Teraz ty powinnaś go wziąć. Przyda ci się bardziej. - Podsunęła go pewnym gestem w stronę siostry i uśmiechnęła się. - Nie martw się, możesz go wziąć, nie będzie mi przykro z powodu jego braku, bo zrobiłam tak, jak zrobiłaby mama, a to od niej go dostałam - powiedziała, widząc wahanie siostry, po czym włożyła jej upominki w łapę i przytuliła.

{Alguś kochana!}
[554 słowa szkolenie Medyka]
[przyznano 11%]

27 czerwca 2024

Od Algowej Łapy CD. Zimorodkowej Łapy

Wspólne treningi z Zimorodkową Łapą zawsze były przyjemnością! Najlepiej rozumiała mnie z rodzeństwa. Płotkowa Łapa była spokojna, ale lekko wycofana, więc nie lubiłam jej męczyć za długo swoją obecnością. Mandarynkowa Łapa była... spoko, ale troszkę niemiła dla otoczenia, czego nie lubiłam być świadkiem. Zimorodek miała poczucie humoru, więc lubiłam ją rozbawiać swoimi wygłupami! Różniła się trochę ode mnie charakterem, ale mam wrażenie, że właśnie dlatego tak się uzupełniałyśmy. 
— Okej, to teraz kto pierwszy się wespnie na tamtą gałąź! — rzuciłam, i nie czekając na reakcję, sama zaczęłam skakać po drzewie, o mały włos się przy tym nie wywracając. Ostatecznie przegrałam, jednak prawdziwą wygraną było to, że żadne z nas nie spadło. Mentorzy nie byli zbyt zadowoleni tą samowolką.
***
Siostra zmieniła ścieżkę nauki! Niespodziewanie czy nie, hm, trudno powiedzieć. Widziałam, jak tęskno spoglądała na ciekawe zioła podczas treningów polowania, a w obozie często (niezbyt subtelnie) zaglądała do norki medyków. Byłam szczęśliwa, że znalazła swoje powołanie, ale też trochę smutno mi było, bo widywałyśmy się mniej. Z zaginięciem Płotki, i pogorszeniem stosunków z Mandarynką, zostałam trochę... sama. Wiadomo, miałam dużo przyjaznych kotów, Piórkolotek, Skrzelik, Bulwa, Zmierzch, Bursztynek, Nimfa, Nenufar... ale to nie to samo, co rodzina. No i wstyd się trochę przyznać, ale wciąż tęskniłam niektórymi długimi i mroźnymi wieczorami za mamą. Ona by nie pozwoliła, żeby nasza rodzina się tak rozpadła... Pewnie powiedziałaby coś mądrego, przygarnęła nas łapą i zaczęła delikatnie wylizywać futerko. Zanim się zorientowałam, zaczęłam cichutko chlipać. Był środek nocy, a ja nie chciałam nikogo zbudzić odgłosem, więc potajemnie wymknęłam się na zewnątrz. Cały obóz spał. Mogłabym teraz uciec, może poszukać rodziny na własną łapę, pójść daleko, dalej, niż te wszystkie patrole poszukiwawcze. Ah, no nie, nie zostawiłabym tak reszty. Zresztą głupiutka Algo, ty byś sobie nie poradziła sama! Ledwo myszy łapiesz. Pociągnęłam nosem, na chwilę hamując zły. Głębokie wdechy, głebokie wdechy Algowa Łapo.
— Siostro... wszystko w porządku? — usłyszałam za sobą ostrożny głos Zimorodkowej Łapy, która musiała najwyraźniej jednak usłyszeć, jak wychodziłam.
— Ta.. tak. Przepraszam, jeśli cię obudziłam — Odwróciłam się do niej. — Nadal nie wiem, co powinnam zrobić.
— Co masz na myśli?
— No... mamę, ciocię, Płotkę, babcię, Mandarynkę... wszystkich. Brązowe koty... Wolałam, jak byliśmy kociakami i wszyscy byli szczęśliwi. 
<Zimo?>
[359 słów + wspinanie na drzewa]
[przyznano 7% + 5%]

13 czerwca 2024

Od Zimorodek(Zimorodkowej Łapy) CD. Algi (Algowej Łapy)

Parę dni przed mianowaniem
Zimorodek kochała swoje rodzeństwo, zarówno Mandarynkę jak i Płotkę, która co prawda była czekoladowa “O zgrozo!”, a również Algę. Alga. Wydawałoby się, że to ona przez iloraz swojej obecnej inteligencji jak i czasem zachowanie powinna irytować Zimorodek najbardziej, tak jakimś cudem Alga była jej ulubioną siostrą (nie umniejszając innym). Nie dość, że można się z nią było fajnie bawić, była kochana i miała mięciutkie, piękne pofalowane futerko, w które miło było się wtulać, to na dodatek była naprawdę zabawna. Jakkolwiek Adhd, którego Zimorodek była pewna w przypadku swojej siostry, dodawało jej tę nutę bycia irytującym, tak z nieznanych powodów Zimorodek po prostu lubiła jej rezolutność, roztrzepanie i nadpobudliwość. Nie miała pojęcia dlaczego.
Właśnie wstała i miała zamiar przecisnąć się do wejścia, by wziąć łyk świeżego powietrza, i gdy już miała odejść niezauważona… Udało się usłyszeć szelest, a po nim pisk. Alga. Na bank Alga, ten pisk brzmiał dokładnie jak ona.
- Przepraszam... Hej, nie śpisz? Obudziłam cię? - zapytała ostrożnie.
- Nie spałam - wymamrotała jej siostrzyczka. W sumie w jej przypadku to prawdopodobne. Przymrużone brązowe oczy należące do jej siostry wpatrywał się w nią - Myślałam… - dodała w końcu.
- Ach, tak? Nad czym? - zapytała z rozbawieniem. Jej siostra zazwyczaj miała najdziwniejsze pytania i rozkminy. W sumie były one dosyć śmieszne.
- Algami… - Przypomniała sobie jej siostrzyczka po krótkim namyśle. - No bo słuchaj, widziałaś kiedyś algę? - kontynuowała Alga.
- Stoi przede mną - odpowiedziała bez namysłu. W sumie to logiczne, Alga myśli o aldze…
- Um, okej. Zimorodku, bardzo śmieszne... ale nie o to mi chodziło. Popatrz, bo my to nawet nie wiemy zbyt wiele o naszych imionach, prawda? Nigdy rzeki nawet nie widziałyśmy - odpowiedziała Alga.
W sumie Zimorodek wiedziała, skąd wzięło się jej imię. Jak kiedyś zapytała się cioci, ta wspomniała, że to od takiego ładnego, kolorowego ptaka… Ale teraz nie o tym.
- Właściwie, to jest zaraz przy obozie, więc zaraz przy żło... - Przypomniała o tej oczywistej oczywistości swojej siostrze, lecz to co mówiła, zostało jej brutalnie przerwane. Szczyt chamstwa i bezczelności.
- Naprawdę?! - Nie dość, że zostało jej przerwane to…
- N-nie wiedziałaś? - zapytała z przerażeniem w głosie. - Przecież słychać szum wody… - Była załamana.
"Proszę Algo, powiedz, że to tylko taki żart" - błagała siostrę w myślach.
- Woda wydaje dźwięki?! - krzyknęła zaskoczona Alga. Nie, nie, nie, nie, nie! Niestety to nie jest żart… Dlaczego, za co, dlaczego…
Oczy wyszły jej z orbit i wydawało jej się, że zaraz pęknie od nadmiaru powietrza, które wciągnęła. Wypuściła je natychmiast z głośnym świstem i odetchnęła, aby odpocząć, po czym pchając przed sobą nieco zaskoczoną Algę skierowała się w stronę ściany żłobka, od strony której była rzeka, co można było rozpoznać po tym iż szum był najgłośniejszy w tym miejscu. Zrobiła łapką dziurę w ścianie, wystarczająco dużą by można było przez nią patrzeć.
- Proszę bardzo Algo, rozejrzyj się. Jak zapewne widzisz tam jest rzeka. A ten szum, który ciągle słyszysz, jest wydawany przez nią.
- To to rzeka tak szumi? - zapytała znowu jej siostra.
Teraz Zimorodek już nie wiedziała, co robić. Rzuciła się na ziemię gryząc wymoszczenie żłobka dla złagodzenia stresu. Co ona zrobiła nie tak… Już myślała, że gorzej być nie może, gdy coś ją dziabnęło w ogon…
- Alga! - wrzasnęła i zaczęła gonić za uciekającą siostrą.

***
W dniu mianowania

Zimorodek porządnie wyczyściła i ułożyła sobie futerko. Tylko jej śmieszna czuprynka podobna do tej, jaką ma ptaszek, którego imię nosiła, sterczała i ni tak ni siak nie chciała się ułożyć. Trudno się mówi, w sumie tak jest je nawet ładniej. Wyszła przed żłobek i stanęła dumnie wyprostowana, by prezentować się jak najlepiej. W końcu dołączyła do niej reszta sióstr. Obok niej stanęła jej ulubiona siostra.
- Co tam Algo? - zagadnęła wesoło. - Jak tam przed mianowaniem na ucznia?
- Wspaniale! - odpowiedziała jej siostra, niemalże krzycząc i podskakując, jednakże przypominając sobie, że jej tak nie wypada, uspokoiła się natychmiast, by pokazać, że od dziś już nie była kociakiem. Od dziś będzie uczennicą.
- Też się nie mogę doczekać! - stwierdziła szczerze Zimorodek, śmiejąc się swobodnie. - Wreszcie będę Zimorodkową Łapą! - rozmarzyła się.
- A ja będę Algową Łapą! - powiedziała jej siostra z zadowoleniem, mrużąc oczy.
- Ciekawe kto z nas pierwszy ukończy szkolenie… I kto kiedyś okaże się najlepszy i Babcia uzna go za godnego bycia jej następcą… I powie, że jest z niego dumna, wpatrując się w niego swoimi pięknymi zielonymi oczami…
- W sumie, dlaczego żadna z nas nie ma zielonych oczu jeśli tatuś ma zielone?
- Nie mam pojęcia… - odpowiedziała. - To trochę dziwne. Ale no nic.
Po krótkim czasie Srocza Gwiazda zwołała klan na ich ceremonię i zaczęła wymawiać formułkę, kolejno mianując każdą z kotek.
- Zimorodku, od dzisiaj aż do czasu ukończenia szkolenia będziesz nazywać się Zimorodkową Łapą.
Nigdy nie zapomni słów swojej babci. Chyba większym przeżyciem od tego jest tylko mianowanie na Wojownika… Chyba...

***
Pierwszy wspólny trening

Zimorodkowa Łapa wyszła dzisiaj ze swoim mentorem Kolcolistnym Kwieciem, swoją siostrą Algową Łapą i jej mentorem Pchlim Nosem na swój pierwszy trening wspinania się na drzewa z siostrą.
- Hej, Zimorodkowa Łapo, czy to nie jest cudowne! Mamy dzisiaj swój pierwszy, w dodatku wspólny trening wspinaczki na drzewa! Tak się cieszę siostrzyczko! Nie mogłam się tego doczekać! A ty Zimorodku?
- Ja… ja nie wiem. Nie jestem pewna czy to to, czego chciałam. Kolcolistne Kwiecie chwali mnie i mówi, że bardzo szybko się uczę, ale nie wiem czemu, nie czuje się szczęśliwa… Nie wiem, czy robię to, co powinnam…
- Co masz na myśli? - zapytała się Algowa Łapa.
- Nie potrafię tego opisać. Poza tym… to dziwne, sama tego nie rozumiem, ty raczej też tego nie zrozumiesz. Nie było tematu. - Ucięła dyskusję Zimorodkowa Łapa. Chciała się tym podzielić, ale nie umiała. Sama nie rozumiała, czego chciała. Niby szkoli się na wspaniałą wojowniczkę, by być taką jak jej babcia i kto wie, może kiedyś zostać przywódcą, ale czuła… że to nie to co jest jej ścieżką i sensem życiowym. Wybiegła kawałek do przodu.
- Algo, ścigamy się? - Zaproponowała, by rozluźnić nieco atmosferę. Kto pierwszy dobiegnie do tamtego drzewa, gdzie idziemy!
- Którego? - zapytała ją siostra, szukając wspomnianego przez nią obiektu.
- Tamtego! - Wskazała siostrze końcem ogona.
Natychmiast pobiegły, ruszyły co sił w łapach, na zmianę wychodząc na prowadzenie i zostając w tyle. W końcu Alga nieznacznie ją wyprzedziła i Zimorodkowa Łapa zastanawiała się co robić. Nie może przegrać… Miała pewien pomysł. Nieco przyspieszyła i była już o długość ogona od siostry, gdy skoczyła, wybijając się w powietrze. Niestety jej zamierzenie nie wypaliło, bo źle wyliczyła odległość i wylądowała nie przed Algą a... na Aldze. Przetoczyły się ze śmiechem po trawie, jako jedna, wielka, liliowo-czarno-biała puszysta kula, w końcu wtaczając się na wyznaczoną metę w tym samym czasie.
- Alguś, ja tylko chciałam przeskoczyć nad tobą... Sorki. Nie chciałam na ciebie wpaść.
- Nic się nie stało, było zabawnie - odpowiedziała, nadal chichocząc Algowa Łapa.
- Przy okazji wymyśliłam fajny manewr podczas walki. Ale niestety nada się tylko dla kotów podobnych rozmiarów…
- Ale się nada - odpowiedziała jej rezolutnie siostra.
- Hmmm, myślisz, że wspinanie się na drzewa jest fajne? W sumie… tam z góry musi być wszystko fajnie widać. A ty, co o tym myślisz, Algowa Łapo? - spytała się siostry. - Tylko błagam, nie pytaj się mnie co to wspinanie i drzewa i od kiedy da się na nie wspinać, proszę. - Zażartowała, nawiązując do często dosyć zabawnych pytań swojej siostry o wszystko. Kiedyś pytała się jej od kiedy rzeka jest przy żłobku i od kiedy to ona szumi... Zabawne, aczkolwiek dziwne… No nic, tak było ciekawiej.
- Właśnie miałam się o coś takiego zapytać, tylko przez ciebie znowu wyleciało mi z głowy - odpowiedziała również zaczepnie Alga i obie wybuchnęły śmiechem.
Zimorodek była coraz bardziej utwierdzona w tym, iż Alga była jej ulubioną siostrą i jednocześnie najlepszą przyjaciółką na zawsze. Były jednocześnie tak różne i tak podobne do siebie... Ciekawe...

{Co tam Alguś, moja ulubiona siostrzyczko?}

[1262 słów + trening wspinaczki na drzewa ]
[przyznano 25% + 5%]

05 maja 2024

Od Algi Do Zimorodka

Kolejny dzień, który zapowiadał się spokojnie... Mandarynka, Zimorodek, Płotka i... Alga, tak dostałam na imię od mamy. Nie wiedziałam jeszcze, co to jest ta cała alga, ale może wkrótce uda mi się ją chociaż zobaczyć! W żłobku może nie było źle, ale razem z siostrami zaczynałyśmy się tam powoli nudzić. Dużo kotów nas odwiedzało, wiele zachwycało się nade mną i rodzeństwem. Wygląda na to, że byłyśmy częścią rodziny liderki, przez co otrzymałyśmy na czole symbol kwiatu lotosu. Nie wiedziałam do końca, co to znaczy, ale cała ta uwaga była bardzo miła, muszę to przyznać.
Uniosłam powieki, wyczuwając nagły ruch koło siebie. Prędko jednak tego pożałowałam, ostre promienie południowego słońca bez wahania wbiły się w moje źrenice i oślepiły mnie na chwilkę. Pisnęłam bardziej z zaskoczenia niż z bólu, i szybko zaczęłam przecierać oczy łapką, próbując wypędzić z nich światło.
— Przepraszam... Hej, nie śpisz? Obudziłam cię? — spytała mnie Zimorodek, poznałam po głosie.
— Nie spałam... — wymamrotałam powoli, podnosząc głowę i patrząc na siostrę z jeszcze przymrużonymi oczyma. — Myślałam...
— Ach tak? A nad czym? — Czyżbym wyczuła ciut rozbawienia w jej głosie?
O czym, no, dobre pytanie. Przez to całe głupie światło wdzierające się do żłobka już zapomniałam, o czym myślałam przed chwilą. Co to niby jest w ogóle, jest tutaj ciemno, tak ciemno, że wzrok się przyzwyczai normalnie do mroku, i co? I widocznie niezbyt dobrze ktoś to ustawiał, bo i tak znajdą się szpary, przez które wchodzi słońce, i jedna z tych szpar była właśnie dokładnie nad moim pyszczkiem.
— ...Algami... — Przypomniałam sobie po chwili.
Na chwile zapadła cisza, której nie widziałam powodu przerwać. Zimorodek jednak nadal wpatrywała się we mnie pytająco, przez co zdałam sobie sprawę, że chyba czekała na dalsze wyjaśnienia.
— No, bo słuchaj — Kontynuowałam. — Widziałaś kiedyś algę?
— Stoi przede mną.
— Um, okej. Zimorodku, bardzo śmieszne... ale nie o to mi chodziło. Popatrz, bo my to nawet nie wiemy zbyt wiele o naszych imionach, prawda? Nigdy rzeki nawet nie widziałyśmy.
— Właściwie, to jest zaraz przy obozie, więc zaraz przy żło-
— Naprawdę?! — Przerwałam jej natychmiast ze świecącymi oczyma. To znaczyłoby, że mogę tam iść, nawet pewnie niedługo! Co za wspaniała informacja!
— N-nie wiedziałaś? — zapytała z lekkim przerażeniem w głosie. — Przecież słychać szum wody...
— Woda wydaje dźwięki?!! — Pisnęłam jeszcze głośniej z ekscytacją. Ojoj... No, to teraz obudziłyśmy już chyba cały obóz z ich południowej drzemki.

< Zimorodku? >.> >