BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chuda Łapa x Nocna Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chuda Łapa x Nocna Łapa. Pokaż wszystkie posty

16 sierpnia 2026

Od Chudego Grzbietu CD. Nocnego Śpiewaka

Poprzednie Zgromadzenie

Szedł smętnie obok Roztargnionego Koperka, zerkając niepewnie w stronę Cisowego Tchnienia. Może dzisiaj odpuści siedzenie z medykami i poszuka jakichś hm...znajomych?
Chudy jak sobie obiecał, tak planował zrobić. Poszukać znajomych! Gorzej tylko z wykonaniem... Rozejrzał się po obecnych kotach. W końcu dźwignął swój wychudzony tyłek i przeszedł się po skale. Jego oczy dostrzegły buro białe futro i postanowił spróbować.
— Gorący wieczór nie? — Zagaił, podchodząc. — Codziennie mam wrażenie, że umrę.
— Jest okropnie. — przyznał, parskając śmiechem. — Ale przynajmniej owoce u nas rosną. Nie są najlepszym jedzeniem, ale ładnie wyglądają.
Nieznajomy przyjrzał się kocurowi. Chudy poruszył końcówką ogona.
— Jestem Guziczek, a Ty?
— Guziczek? Dziwne te imiona macie. — Skomentował.
— Krótkie, łatwe. — Bury przewrócił oczyma.
— Owoce? Jakie owoce? Wy jecie takie rzeczy?? Dziwaki. — Dodał jeszcze Chudy bez ogródek.
Zakasłał, bo mu przez gorąc zaschło w gardle. Sądząc po wypowiedziach kocura oraz po jego imieniu, Chudy wnioskował, iż należał do Owocowego Lasu. Wiedział, iż koty z tej społeczności przywdziewają na całe życie imiona jednoczłonowe - nie tak jak pozostali.
— Ja jestem Chudy Grzbiet, będę najlepszym medykiem w Klanie Wilka. — Przedstawił się.
Owocniak zamyślił się na chwilę, wzbudzając tym ciekawość młodego medyka.
— Mamy jabłka. Niektóre są specjalne. — uśmiechnął się szeroko. Słysząc wzmiankę o ambitnych planach kocura, machnął ogonem. — Powodzenia. Ja kiedyś będę władcą wszystkich. — wypiął dumnie pierś.
Chudy zaśmiał się skrzekliwie. Podrapał swój bok, z którego poleciały cząsteczki jego skóry. Nadstawił uszy na wypowiedź o jabłkach.
— Co ty gadasz? Jakie specjalne jabłka? Weź mi powiedz coś więcej, Ty przyszły władco wszystkich, hehe. — Zachichotał. — Najpierw będziesz musiał pokonać naszą Liderkę tyrankę, a z tego, co wiem, to ona jest prawdziwym wrzodem na tyłku. Ale nie na moim, tylko na wszystkich, chociaż czasem mam wrażenie, że mnie nie lubi, co w sumie mnie nie dziwi. Mało kto mnie lubi, ale co poradzisz, kiedy jesteś geniuszem?
Guziczkowi wcale nie spodobała się odpowiedź kocura, więc delikatnie się skrzywił.
— Jak jabłko spadnie, a jest za ciepło, to zaczyna śmiesznie smakować. Mogę Ci przynieść następnym razem!
Bury medyk otworzył szerzej oczy.
— Powaga? Ej, a weźmy tak zróbmy... — Miauknął ciszej, rozglądając się jeszcze na wszelki wypadek dookoła. Nie chciał, żeby jakieś nieproszone uszy zasłyszały... — Myślisz, że te jabłka będą dobre do... eksperymentów? — Szepnął. — Bo wiesz, jestem medykiem i lubię czasem coś tam sobie... popróbować nowego.
Guziczek kiwnął głową na jego pierwsze pytanie, ale na kolejne już zmarszczył brwi.
— Mogą być dobre. — Przyznał niepewnie. — Ale może najpierw testuj na sobie? Nie chcę, żeby potem było, że kogoś zabiłem czy coś! Nie mogę zepsuć swojej reputacji.
Chudy potarł łapkami o siebie jak jakiś gremlin.
— Nie, nie, nie martw się takimi rzeczami! — Miauknął. — Ja wszystko najpierw na sobie testuję... hehe. To jak, na następnym zgromadzeniu przyniesiesz mi po jednym takim jabłku?
— Mogę spróbować, ale nic nie obiecuję!
— Trzymam kciuki, Guziczku! — Miauknął. — Dasz radę i pamiętaj, to w imię nauki!
Guziczek parsknął śmiechem. — Jak ci już przyniosę to jabłko, to mam nadzieję, że pomożesz mi wygrać z tą waszą liderką.
Medyk z Klanu Wilka zarechotał.
— Mogę spróbować zdobyć informacje na jej temat... — Mruknął. — Ale jest już stara, więc myślę, że bez większego problemu ją pokonasz! Sam czekam, aż już kopnie w kalendarz.
Następnie kocury rozeszły się, każdy w swoim kierunku. Bury medyk przez resztę zgromadzenia zastanawiał się, co to są te jabłka, jak one wyglądają i smakują. Hah… niedługo się tego dowie!

~*~

Zgromadzenie

Chudy Grzbiet był w bardzo dobrym nastroju, jak na niego. Nucił coś pod nosem, przygotowując się do drogi na wyspę. ON! NUCIŁ! W dodatku cieszył się, że idą na Zgromadzenie!
Czyżby Chudy Grzbiet był chory? Na pewno, a jego zachowanie nie umknęło z pewnością Cisowemu Tchnieniu oraz Roztargnionemu Koperkowi. Oba koty jednak nie komentowały nic głośno, zachowując ewentualne uwagi dla siebie. Kto wie, może później wezmą go na rozmowę…
Gdy dotarli na wyspę, Chudy ziewnął przeciągle. Podrapał swój grzbiet, cały czas skanując niebieskimi oczyma okolicę. Kichnął, a z jego nosa zaczął dyndać glut, którego otarł nieelegancko łapą. Resztę wciągnął z powrotem, mlaszcząc przy tym, jakby zjadł jakiś rarytas.
Rozejrzał się, a gdy jego oczom ukazał się owocniak z zeszłego Zgromadzenia, otworzył pyszczek. Szare oczy podążyły za nim, próbując dostrzec czy miał to... na co się umawiali.
Gdy dostrzegł, iż kocur też go szuka, wstał i z ogonem w górze podszedł ku niemu, oraz jego partnerowi.
— Dobry chłodny wieczór — miauknął do owocniaka. — Przejdziesz się ze mną na stronę?
Buro biały uśmiechnął się uspokajająco do swojego partnera i odszedł z Wilczakiem na bok.
— Możesz poczekać jeszcze kilka dni. Ale już zaczyna fermentować. — mruknął, podając mu jabłko. — Więc zadziała. Do czegokolwiek tego potrzebujesz…
Oczy zaświeciły mu się jak dwa diamenty. Ten owoc był miękki i jakby trochę obity, nawet nieco zalatywał... zupełnie jak on! Dogadają się... ciekawe tylko jak mógł tego użyć?
— No do eksperymentów oczywiście! — Miauknął. — Hehehehe.... jak wy to...? Smakujecie? Normalnie koty u was to jedzą? Czy robicie z tego maść albo eeee no nie wiem, herbatkę?
— Raczej nie. To dla nas po prostu owoc. Jest kwaśny. Niedobry. Młode koty jedzą dla zabawy.
Zastanowił się. Kwaśny? Niedobry? Ale czy aby na pewno? Nie byłby sobą, gdyby nie chciał spróbować na własnej wysuszonej skórze. Nim to jednak zrobił, wypowiedź kocura zwróciła jego uwagę.
— JEDZĄ?
Obejrzał jabłko i z jednej strony wyglądało nawet względnie. Niewiele myśląc, po prostu zanurzył w nim zębiska. Spróbował odgryźć kawałek, ale z jakiegoś powodu, gdy mu się to udało, poczuł metaliczny posmak w ustach.
Spojrzał na jabłko.
Jabłko spojrzało na niego.
A w tym jabłku...
— MÓJ ZĄB! — Pisnął w głos. — GUZIK TO JABŁKO ZABRAŁO MI ZĘBA!!!! AAAA!
Guziczek skrzywił pyszczek. Nie panikował tak jak młodszy, raczej był… obrzydzony.
— Hm. Chyba nie dojrzało. Daj mu kilka dni. Jest magiczne, tylko jak jest miękkie. — stwierdził ostatecznie — Potrzebujesz czegoś jeszcze...?
Był w szoku, że kocur tak chłodno przyjął stratę jednego z zębów medyka... zero współczucia w tych owocniakach! Za grosz!
Spojrzał na wojownika zdziwiony, z rozdziawioną buzią, z której kapała krew prosto na skałę.
— Magiczne jest tylko miękkie...? — Mruknął.
No cóż, lepiej późno niż wcale. Ale faktycznie takie cierpkie w smaku, nic specjalnego. Ciekawe czy gdy miękło, to robiło się słodkie?
Na pytanie burego zastanowił się.
— Hmm... zajrzysz mi do buzi i powiesz, który to ząb mi został w tym jabłku?
Kot zaśmiał się na jego propozycję i pokręcił głową.
— Wydaje mi się, że mój partner mógłby być zazdrosny, gdybym to zrobił. Poproś kogoś od siebie. — Po czym odszedł. Tak po prostu!
Chudy skrzywił się, połykając krew z ust. Położył po sobie uszy i poruszył wąsami. Pfff, za takie coś być zazdrosnym? W dodatku o taką pokrakę jak on? Te owocniaki mają poprzestawiane w głowach!
— Eh no skoro muszę... — burknął i odszedł szukać swojej ofiary. Jabłko zabrał ze sobą tak jak i ząb w nie wbity.
Los chciał (albo i nie), że wpadł na kotkę, o dziwo dobrze mu znaną. Gdy niebieskie oczy rozpoznały sylwetkę Kalinowego Powiewu, Chudy od razu podniósł wąsy do góry.
Z krwawiącą buzią i jabłkiem z jego zębem w łapie, zagaił wojowniczkę.
— Ej Kalina! — Miauknął. — Sprawa jest…
— Chudy? Co zrobiłeś? — zapytała wprost, widząc krew na pysku rówieśnika. Chudy mógłby przysiąc, że dostrzegł u niej szczyptę zmartwienia, przyćmionej przez zrezygnowanie kolejnym dziwnym wybrykiem medyka.
Wyprostował się dumnie, bo w końcu przed Kaliną to musiał się pokazać. Zmył z pyska swój zwyczajowy grymas, przywołując totalną powagę.
— Próbowałem zjeść jabłko. — Odpowiedział totalnie poważnie.
Poruszył wąsami, siadając obok kotki i wskazując na nadgryziony owoc, przeszmuglowany dla niego przez Guziczka. Bury medyk przetarł łapą krew z pyska, a ta powolutku przestawała lecieć, chociaż nadal mógł czuć jej posmak.
Podążając za palcem burasa, vanka wzrokiem spojrzała na czerwoną nadgryzioną kulkę. Pozwoliła sobie zachować milczenie do tej pory.
— Mam do Ciebie bardzo, bardzo, bardzo ważną sprawę... taką mega ważną... — Zaczął. Rozejrzał się po kotach. — Widzisz, mój brat jest zajęty, a potrzebuję byś zajrzała mi do buzi i powiedziała którego zęba tam brakuje.
Posłał jej głupkowaty, acz poważny, krzywy uśmiech. Gdy wspomniał o ważnej sprawie, raz jeszcze zwróciła swoją uwagę na niego i po niedługim namyśle westchnęła, jednak kiwnęła głową. Kotka westchnęła, a on zaczął myśleć, że jego misterny plan spalił na panewce...
— Dobrze, pokaż — zgodziła się.
Kiedy wojowniczka wyraziła chęć pomocy, podniósł do góry uszy i rozdziawił szczerbatą buzię.
— Wybornie! — Miauknął zadowolony, że kotka ugięła się pod presją bycia na zgromadzeniu.
W obozie pewnie sprzedałaby mu liścia i pełne obrzydzenia spojrzenie, ale nie tutaj... Nie przy tylu kotach! He he, wiedział na kogo wpaść… Kiedy kotka odwróciła się ku niemu, jej piękno na chwilę go oślepiło. Całkiem szybko wrócił do siebie, rozdziawiając zaraz szeroko pyszczek, by swobodnie mogła zajrzeć.
— Tychko powiechc ktochry — wybełkotał.
Rozdziawiając mordkę, Kalinowy Powiew zaczęła starannie przyglądać się zębom. Nie zajęło jej długo zlokalizowanie ubytku.
— Podnieś łapę — poleciła mu.
Gdy nagle dostał polecenie, wykonał je bez namysłu, a kiedy poczuł, jak Kalinowy Powiew łapie go za łapę, o mało nie wyskoczył ze skóry. Wetknęła mu delikatnie do pyska kawałek jego łapy, tak, żeby nie zrobić mu krzywdy i żeby jednocześnie poczuł dokładnie, gdzie nie miał kła. Kiedy kotka patrzyła, on zerkał na nocny księżyc. Był wyjątkowo ciekawy w tym momencie...
— Wypadł ci dokładnie ten. Górna trójka. — Odezwała się po chwili ciszy.
Kotka pomogła mu zlokalizować ubytek, a Chudy wetknął do dziury palucha. Auć! Bolało! Ale ciekawe doświadczenie...
Kotka jednak mimo wskazania mu miejsca wypadnięcia zęba, nie odsunęła się. Trzymała go za łapę i patrzyła w buzię, Chudy więc jako pierwszy przerwał tę interakcję, mimo szybko bijącego serca i lekkiego stresa spowodowanego taką bliskością.
— Aż takie ładne mam zęby? — Zapytał z uniesioną brwią, nadal będąc trzymanym przez rówieśniczkę.
Położyła uszy po sobie, chociaż nie było tego widać szczególnie, jako iż była kłapoucha. Zmarszczyła brwi, gdy zorientowała się, że spędziła odrobinę zbyt dużo czasu na przyglądaniu się jego jamie ustnej.
— Pff! — puściła jego łapę i poruszyła ogonem nerwowo. — Teraz nie, bo Ci jednego brakuje.
Uniósł brwi, zamykając pyszczek z lekkim, niewymuszonym uśmiechem. Kiedy kotka się speszyła, zabierając łapę, wyglądała rozbrajająco. Tak inaczej, niż zwykle, gdy zadzierała nos i miała ten oceniający wyraz pyszczka.
Słysząc jej odpowiedź, pokręcił głową. Samice!
— Wszystko dla nauki — wzruszył ramionami. — Czyli wcześniej były ładne?
Zapytał, poruszając wąsami. Wciąż siedzieli blisko siebie, mogli się niemal dotknąć wibrysami.
Kalinowy Powiew położyła łapę nad jego nosem, tak żeby w razie co nie pogorszyć stanu w związku z ubytkiem w dziąśle, odsuwając się od niego, chociaż też nie jakoś szczególnie daleko. Prychnęła i zmrużyła oczy.
— Zależy to od tego, czy o nie dbałeś!
Prychnął, a mając łapę kotki na pyszczku, zmrużył oczy.
— Huh! Na pewno mam ładniejsze zęby niż połowa Klanu! — Odpowiedział. — Przecież oni to banda dzikusów! Na pewno nie dbają, a na starość wszyscy będą szczerbaci!
Ach i tym sposobem wrócił stary zrzędliwy Chudy. Chociaż musiał przyznać, że wyglądali komicznie. Kalinka trzymająca go na dystans jak niesfornego kociaka, z łapką na jego pyszczku, a on wcale nie próbujący się spod tego dotyku wydostać. Siedzieli tak po prostu i wymieniali się uwagami, dopóki nie zarządzono powrotu. Wtedy też vanka uniosła swój zadbany ogon do góry i odeszła, a Chudy Grzbiet, omamiony jej zachowaniem, dalej tam trwał. Ruszył się, dopiero kiedy Gruba Ryba do niego podszedł, pytając, czy będzie “to” jadł. Chudy zabrał do siebie swoją zdobycz, odmawiając tym razem bratu podzielenia się…

~*~

Kiedy jego ubytek się zagoił, czyli raptem dwa wschody słońca później, Chudy miał już ułożony misterny plan. Potrzebował do jego zrealizowania drugiego kota, ale nie byle jakiego. Musiał nim być ktoś, kto go nie ocenia, nie wypytuje zbytnio, tylko bez słowa pomaga.
Idealnie wpasowywał się tutaj Nocny Śpiewak!
Bury siedział jak zwykle przy swoich ziołach. Jego sierść ładnie odrastała, pokrywając wciąż chude boki z wystającymi żebrami. Jedzenie ziółek popłacało, a i czasem rozmiękczał je z wodą, by zrobić okład lub dziwny kleik, który potem wciągał niczym komar krew. Niedługo będzie najprzystojniejszym medykiem w całym lesie! Jeśli udałoby mu się wyhodować tak piękną okrywę włosową, jaką mieli jego bracia, to uhuhu! Ależ by było wspaniale! Co prawda nigdy nie osiągnie takiej gęstości, jaką ma Noc, ale może to i lepiej, mniej dbania i kołtunienia…
Nagle, jakby przywołany, do medycznej nory zajrzał wspomniany wojownik. Kocur miał załzawione oczy i oddychał pyszczkiem, co zwróciło uwagę burasa.
— Co się dzieje, bracie? — Zapytał od razu, nim czarny zdążył wydobyć z siebie słowo.
— Nic poważnego... przynajmniej tak myślę — odparł Noc, wycierając łezkę z kąta oka. — Ale cokolwiek to jest chciałbym się tego pozbyć, zanim moje kociaki przyjdą na świat...
Chudy od razu jeszcze bardziej się ożywił.
— Ach! Ach! Będę wujkiem! — Miauknął radośnie. — Chodź no, przebadam Cię, będziesz jak nowy akurat w czas ich narodzin!
— Będziesz najlepszym wujkiem pod słońcem. — odparł Noc i podszedł do brata, pozwalając mu się zbadać — Chcesz je spotkać od razu po narodzinach?
Chudy nucąc coś pod nosem, zabrał się za oględziny brata. Był w podejrzanie dobrym nastroju. Słysząc pytanie, poruszył wąsami.
— Będę najpierwszy, żeby je przebadać, jak przyjdą na świat! — Miauknął. — Już ja o to zadbam, żebym własnymi łapami sprawdził, czy z dziećmi mojego drogiego braciszka wszystko w porządku! Swoją drogą, jesteście partnerami z tym kotem?
— Nie, nie. — Noc pokręcił głową. — Pszczeli Rój zgodził się po prostu urodzić te kociaki. Nie wiem, czy będzie chciał być w ich życiu, ale jeśli chce, to nigdy mu tego nie zabronię. — odparł. —Aczkolwiek nic nas nie łączy poza prostym kontraktem…
Chudy wydał z siebie cisze "mhm", nim poporcjował zioła.
— Twoja diagnoza to katar! — Oznajmił. — Ten Wasz... "Kontrakt"... Ktoś Ci go narzucił czy Ty... uchh, chciałeś być ojcem?
Właściwie nigdy nie rozmawiali na te tematy. Chudy nie poruszał w sumie z nikim rozmów o partnerstwie czy posiadaniu kociąt, wiedząc, że jego to raczej i tak żadna nie zechce. Co tu mówić o kociętach…
— Katar... Nie brzmi strasznie. — odetchnął z ulgą Noc. — Nie. Tak... Ciężko powiedzieć. Słota z pewnością wpłynęła na tę decyzję, ale sam też spędziłem dużo czasu, nad tym rozmyślając, wiesz... I cóż... Pszczeli Rój zgodził się bez większego oporu. Wszyscy inni nie byli bardzo chętni, a on... tylko wzruszył ramionami i się zgodził.
Pokiwał głową na znak zgody. Wydzielił porcję lekarstwa, kładąc ją na liść. Podrygiwał przy tym nieco, co mogło być zastanawiające dla kogoś z boku.
— Słota? Nigdy jej nie lubiłem — mruknął bury. — Na pewno Twoje dzieciaki będą po Tobie przystojne, hehe. Jesteś pierwszym z naszej trójki, który dorobił się potomstwa. — Zauważył.
— Rozumiem, dlaczego mógłbyś jej nie lubić. — przyznał Noc. — Nie zmienia to faktu, że miała na to duży wpływ. Ona i jej dzieciątka, którymi co jakiś czas się zajmowałem. Nie mogę się doczekać... To już tak niedługo. Moje kociaki... — łezki zebrały się w kącikach jego oczu.
— Hah, jesteś szczęściarzem — mruknął jedynie.
Tak... jego brat był tym, co opisuje sukces. Umięśniony, mądry i zabawny, zawsze pomoże. Na pewno dlatego Słota go nagadała. Chociaż kto wie, ta kotka ma coś z głową ewidentnie.
— Wierzę, że znajdziesz sobie kiedyś partnerkę swoich marzeń — miauknął. — lub partnera.
Po czym puścił mu oczko, wciskając liść z ziołami i instrukcjami.
— Dużo wiary... Może za dużo. W tym klanie wszyscy oglądają się na mnie trochę jak na dziwaka, kiedy z nimi rozmawiam. Wszystkie moje relacje są bardzo pobieżne... — Przyznał Noc i uśmiechnął się krzywo. — A jak już jesteśmy w temacie — Noc zmrużył oczy z szerokim uśmiechem. — Jak tam z Kaliną? Widziałem Was na zgromadzeniu w ...ciekawej pozycji.
Bury medyk słuchał brata i pomyślał mimochodem "może to przez nasze więzy krwi? Gdybyś pochodził z innej rodziny, na pewno miałbyś wianuszek przyjaciół". Posmutniał nieco, ale tylko na chwilę. Kiedy Noc dowalił następnym pytaniem, Chudy momentalnie się spiął, czując jak jego serce zaczyna przyspieszać, a sierść nieco unosić na karku. Zalała go fala ciepła, jakby został złapany na gorącym uczynku, a sam nie do końca wiedział, dlaczego reagował w ten sposób na pytanie od Nocnego Śpiewaka.
— Z-Z kim...?! K-Kalinką...?? Nie wiem o c-czym mówisz. — Wydukał.
— No tak... nie wiesz... Na pewno? Bo wydaje mi się, że widziałem ją zaglądającą Ci ... w zęby? — Zagadnął Noc. Nie był pewien co tam właściwie, dokładnie się wydarzyło, ale… — Niewinnie to, to nie wyglądało.
Chudego na chwilę zamurowało, jednak po tym, jak sens słów do niego dotarł, odetchnął z ulgą.
— Heheheh... bo widzisz, zdarzyła się taka sytuacja... troszkę specyficzna. — Wydukał, gestykulując łapami. — Tak jakby umówiłem się z jednym owocniakiem na przeszmuglowanie mi jabłka na zgromadzenie i gdy chciałem je zjeść, to mój ząb postanowił wypaść i został w tym jabłku... No i Ty z kimś gadałeś, więc nie chciałem Ci przeszkadzać, ale zobaczyłem Kalinkę niedaleko, to poszedłem do niej i ku mojemu zdziwieniu, ona mi pomogła! Zajrzała mi do buzi i powiedziała, którego zęba mi brakuje... Wszystko n-niewinnie, hahah... tak jak widzisz... — powiedział niemal na jednym tchu.
Noc miał ochotę się śmiać w głos, ale jego zatkany noc mu to utrudniał.
— Acha... No... Niewinne... — Wypuścił nieco powietrza pod nosem z rozbawieniem. — Bracie... jesteś czerwony od czubka głowy do czubka ogona... — Noc zerknął na brata. — Na pewno nie ma między Wami czegoś więcej? Albo, chociaż... małego zauroczenia z twojej strony, co? Ty zawsze tak mocno na nią reagujesz.
Chudy potarł łapą o łapę niezręcznie. Wypuścił z płuc powietrze, a jego ogon drgał nerwowo. Tak... Tak, Noc miał bardzo bystre oko, a Chudy był naiwny myśląc, że go zwiedzie. Pod naciskiem czarnego kocura, spojrzał się w ziemię, a upewniwszy się, iż nie ma nikogo dookoła, wyszeptał.
— S-Sam nie wiem, o co chodzi... Nie wiem, dlaczego tak na nią reaguję. C-Ciągle się kłócimy, a jednak ja wciąż próbuję ją zaczepiać nawet z tak głupimi rzeczami, że pewnie uważa mnie za jakiegoś odklejonego. — Kopnął leżący obok kamyk, a ten poturlał się ku ścianie nory. — Chociaż pewnie w tym ma rację, ugh. Ona... Ona po prostu jest taka, taka uhh! Brakuje mi słów w słowniku!
— Ach... — Noc uśmiechnął się i podszedł do brata, żeby się otrzeć o jego bok. — To ewidentnie miłość. I to jeszcze taka skomplikowana... — odetchnął. — Mam wrażenie czasami, że ona też się na ciebie patrzy, jakby nie chciała się przyznać do tego co czuje. Oboje latacie wokół siebie jak dwa lisy za zającem…
Chudy Grzbiet poczuł mrowienie, a w żołądku dziwne łaskotki, słysząc słowa brata. Czy było to możliwe?
— Wybacz mi Noc, ale nie mogę w to uwierzyć... — Mruknął smętnie, patrząc w bok. — Kalinowy Powiew jest gdzieś tutaj — podniósł wysoko jedną łapę. — a ja tutaj — drugą położył niemal przy ziemi. — Wiesz, heh to nie tak, że liczę na cokolwiek, bo jednak nie jestem jakiś zbyt... hmmm no nie ma na czym oka zawiesić, a Kalinowy Powiew to kotka z klasą przecież. Nie to, co ja, wieśniak i to jeszcze bez zęba! Pewnie rozmawia ze mną z litości…
— Och bracie, bracie. — Noc przyciągnął go do siebie bliżej. — Zdradzę Ci pewną tajemnicę. Miłość, zwłaszcza ta szczera i prosto z serca nie patrzy na to, czy Ty jesteś tu, a ona tu. — powtórzył po bracie jego gest. — O nie. Miłość powoduje, że Ci głowa głupieje. Że nie wiesz jak się zachować, więc się z nimi kłócisz. Że nie widzisz przyszłości bez tego drugiego kota, że lubisz ich zaczepiać bez powodu. Że ta druga osoba znosi wszystkie twoje humorki i wybrzydzanie. Że patrzysz się na nich a oni na Ciebie zza obozu i oboje odwracacie wzrok, bo co innego można powiedzieć. Chudy, bracie, to gdzie jesteś i kim jesteś, nie ma znaczenia, bo miłość nie jest logiczna. Nigdy nie była i nigdy nie będzie. Stąd tyle kociąt urodzonych z kotów z dwóch różnych klanów. Stąd koty, które rodzą się z samotników. Stąd koty, które rodzą się medykom, w klanach, w którym im tego nie można.
Chudy pozwolił, by brat przysunął go bliżej do siebie, czując od razu miękkość jego futra. Przymknął oczy, mrucząc chwilę. Kiedy Noc zaczął mówić, otworzył niebieskie ślepia, podążając za łapami wojownika. Słowa Nocnego Śpiewaka były tak szczere, spójne, płynące prosto z serca, podyktowane dobrem ich obydwóch, że medykowi ciężko było zaprzeczyć. Poza tym... czy powinien to robić? Na siłę wręcz wykłócać się z bratem, zamiast przyjąć jego pomocną łapę, dobre słowo, napełniające go nadzieją?
Westchnął cicho, kiedy czarny kocur zakończył wypowiedź.
— Skąd Ty to wszystko wiesz, braciszku? — Zapytał, gorzko się śmiejąc. Spojrzał ku wyjściu z medycznej nory. — Ja chyba naprawdę dla niej zgłupiałem. Tylko... tylko że to wszystko jest bardziej skomplikowane, niż myślałem. Na początku sądziłem, iż ona mnie po prostu wkurza, bo jest we wszystkim lepsza i każdy ją lubi, zaczepiałem ją, bo mnie drażniła. Dopiero tak nie wiem nawet kiedy, zacząłem zauważać jej piękno, mądrość i błyskotliwość. Martwiłem się, gdy walczyła z psem, albo ostatnio kiedy wyglądała na przepracowaną... Bo ja... ja się boję, że... — zniżył głos, szeptając — że ona mnie już skreśliła przez to, jak ją traktowałem...
— Wiesz, że nigdy nie jest za późno na zmianę? — Noc poklepał brata po plecach. — Nigdy. Nawet jeśli skreśliła Cię teraz, nie znaczy, że jesteś skreślony na zawsze... zresztą. Jak się na nią patrzy, to nie odnosi się wrażenia, że nie lubi Cię jakoś bardzo... Raczej... że wkurzasz ją na tyle, że aż jej serce się dla Ciebie ogrzewa. Że irytujesz ją tak mocno, że się wręcz, w tobie zakochała... I wiesz... to zgromadzenie mnie tylko utwierdza w tym, iż właściwie jedyne co wam stoi na drodze to wasza nieumiejętność przyznawania się do własnych uczuć…
Chudego zatkało. Dosłownie. Zabrakło mu, co się rzadko zdarza, języka w gębie. Noc tak dokładnie podsumował całą sytuację z Kalinką, że medyk nie wiedział, co ma odpowiedzieć. Jakim cudem on tak dobrze znał się na kotach? W ogóle na uczuciach? I ten kocur wciąż był singlem? Niesamowita była to zagadka...
— Ty em... uchhhh — wydukał zawstydzony, przejechany szczerością brata jak zające na jezdni. — Ja nie wiem co powiedzieć…
— Nie musisz nic mówić. Ważniejsze jest, co zrobisz Chudzielcu Ty mój kochany. — Odparł Noc. — Dobrze... Ja będę leciał, pójdę zanieść jakąś mysz Pszczelemu Rojowi i zażyć moje leki. A Ty mój drogi bracie... możesz albo dalej patrzeć z daleka, albo w końcu wziąć się w garść i spróbować. Jeśli się nie uda, to przynajmniej próbowałeś…
Noc tak jak powiedział, tak zrobił, biorąc zawiniątko w zęby. Zostawił zamurowanego Chudego, który nagle oprzytomniał. Wyleciał za bratem na zewnątrz i wziąwszy głęboki wdech, wydarł się na cały obóz.
— JUTRO BĘDZIESZ MI POTRZEBNY, WIĘC ZAREZERWUJ SOBIE CZAS !
Tak, bo przez to wszystko zapomniał, co chciał od Nocy…

<Braciszku? hihihi >

Wyleczeni: Nocny Śpiewak

23 kwietnia 2026

Od Nocnej Łapy (Nocnego Śpiewaka) CD. Chudej Łapy

Za czasów ucznia

Noc zakręcił się w miejscu wkurzony. Dzisiaj było wyjątkowo ciepło jak na jesień z zimą zaraz za pasem, dodatkowo, niewyobrażalnie sucho. Jego sierść nastroszyła się, jakby ją ktoś potraktował piorunem i nie chciała współpracować. Zwłaszcza grzywka, która uporczywie opadała mu na oczy, przeszkadzając w porannym patrolu i później treningu. Dlatego teraz poirytowany wchodził do obozu. Widząc brata wybierającego w stosie zwierzyny, skierował się właśnie tam. Może ktoś go w końcu wysłucha, bo Tropiąca łaska chyba miała dość jego złego humoru na dzisiaj. W pysku niósł wiewiórkę, która jakimś cudem zaplątała mu się pod zęby, bo w końcu dzisiaj mało co widział! Noc podszedł bliżej i pacnął zajętego brata łapą w bok. Chudy przerzucał piszczkę za piszczką, wyraźnie wybrzydzając. Kiedy Noc go pacnął, dostał w zamian szybkie, wściekłe spojrzenie, które zaraz potem się rozmyło.
— Co tam masz? — Spytał się Nocy.
Noc odłożył wiewiórkę na kamień, aby móc się porządnie wypowiedzieć.
— Wiewiórkę. Pomyślałem, że może chcesz chudzielcu. — Noc uśmiechnął się do brata. Ach. Ten to jednak poprawia mu trochę humor w takie trudne dni. — Trochę chuda co prawda i chyba ślepa, bo wlazła mi prosto pod łapy, ale jest. Może głupia, a nie ślepa. W każdym razie. Jedz, bo zaraz cię wiatr zdmuchnie!
Chuda Łapa zgarnął zwierzę z uśmiechem.
— Ty to jesteś uzdolniony! Nie jak pozostali, pożal się Mroczn... Przodkowie, wojownicy! — Odparł. — To, to dopiero jest okaz! Zaczął powoli ją oskubywać z sierści. — Nie zdmuchnie, nie bój się! Trudniej się mnie pozbyć, niż niektórzy myślą!
— Ktoś chce się ciebie pozbyć? Nuh-uh ! Nie pozwalam. — zaśmiał się Nocna Łapa i sam sięgnął po piszczkę. Schylił głowę, a jego grzywka znowu wepchnęła mu się w oczy. — UGH! Pożalę ci się. Mam dzisiaj taką ochotę znaleźć jakiś ostry kamień i obciąć moje włosy! Wpadają mi do oczu tak uporczywie! A o włosach na ogonie i plecach już nie wspomnę. Chodzę jak nastroszony jak jeż! No ja nie mogę!
Chudy zmrużył oczy i patrzył na brata bez słowa.
— Ty to masz problemy. Gdybyś miał sierść tak, jak tamten ptak na stosie to by kłopot był z bańki.
— Dudek? — Noc przekręcił głowę, przerzucając swoje kudły łapą na bok i zerkając, na co wskazywał brat. Zamrugał dwa razy i zamilkł w zastanowieniu. — Wiesz co? A może powinienem właśnie! — oświadczył. — Może powinienem się tak zrobić. Z tymi kośćmi w uchu i takimi włosami... myślisz, że wyglądałbym dobrze? — Noc wziął swoje kłaki w obie łapy i spróbował podnieść w naśladownictwie nieszczęsnego ptaka na stosie. Z marnym skutkiem niestety. Chudy obserwował chwilę brata w milczeniu, a Noc dalej próbował. Jego sierść uciekała mu spod łap, opadając na pysk.
— Nie lepiej na żywicę spróbować? — Zapytał Chuda Łapa, grzebiąc pazurem w zębach.
— Na żywicę? — Noc zerknął na brata. — Całkiem, całkiem niezły pomysł! — oświadczył i cmoknął. Porwał jedną piszczkę, pożerając ją w paru kęsach, oblizał usta i spojrzał na brata.
— Nie masz zakazu wychodzenia z obozu nie? — uśmiechnął się szeroko. — Nie chcesz pomóc bratu... nastawić włosów na szpic?
— Pytasz dzika czy sra w lesie, braciszku! — Noc uśmiechnął się na reakcję brata, który właśnie wstał, aby się podrapać. — Ja z moim bratem mamy tylko genialne pomysły!
— No... szkoda, że na pomysłach się kończy. — Noc machnął ogonem niezadowolony. Ten jego brat to mu pomógł tak wiele, jak nic. — Jak nie masz żywicy, to wypadałoby znaleźć trochę nie? Nie oberwało ci się zakazem wychodzenia za ten nasz odpał?
Chudy uśmiechnął się.
— Koper o mało mnie nie zabił! Ale zakazu nie dostałem. — Chudy wyszczerzył kły do Nocy. — Tylko oeeesu tak mnie łeb po tym bolał, jak nigdy dotąd! Wtedy naprawdę myślałem, że umieram! Ale warto było! Kocimiętka jest genialna, ale teraz Koper trzyma łapę na zapasach... ehh. Ale myślę, że chyba nie będę chciał tego prędko powtórzyć. A Tobie ta twoja mentorka od siedmiu boleści dała jakąś karę?
— Tak. Wylądowałem ze starszyzną głównie. No i jakieś roboty wokół klanu i... co najdziwniejsze... zakaz treningów? Chyba nie chce mnie w ogóle widzieć już, hah! — Noc podrapał się po tyle głowy. — Ale jest okej. Ja lubię pomagać starszyźnie, a wokół klanu i tak pracowałem nawet jak nikt nie dawał mi kary, więc... no. Najdziwniejszy jest brak treningów, ale starszyzna trzyma mnie w napięciu! — zaśmiał się.
— Ja nie lubię. Raz jak jeszcze uczyłem się na Wojownika to zaniosłem im jedzenie, ale były tylko myszy na stosie. A ja nienawidzę myszy! — Miauknął z wyrzutem. — No i musiałem się zmusić, więc chciałem to zrobić jak najszybciej i tak jakoś wyszło, że jedną rzuciłem w tego ślepego. Okazało się potem, że to wujek Kaliowego Powiewu... Ależ ona mnie wtedy skrzyczała... jak to jest, że cokolwiek robię to ona się na mnie złości? Chyba choleryczka jakaś, ja to nie wiem! W końcu próbuję tylko przetrwać z dnia na dzień, pff.
— Rzuciłeś w starszego?! — Noc się najeżył. — To się nie dziwie Kalinie, że cię okrzyczała. Też bym to wtedy zrobił! — Noc przyznał. — Nawet jak jesteś moim kochanym bratem. Ale! Każdy popełnia błędy... nawet ja! — miauknął. — W każdym razie. Może zejdźmy z tematu błędów? I wróćmy do problemów z dzisiaj? Żywica! Wiesz mój najlepszy przyszły medyku, gdzie to znaleźć?
Chudy wyprostował się, nagle znacznie weselszy.
— Ajaaaaak! — Miauknął. — Najwięcej jej będzie przy świeżo złamanych gałęziach! Musimy iść do lasu poszukać. Najwyżej urwiemy gałązkę i poczekamy, aż wypłynie. Zaczął iść w kierunku wyjścia z obozu. — Będę najlepszym medykiem w całym lesie!
Noc jednak wiedział jak urobić swojego brat pod swoje potrzeby. Chudy rozpływał się pod komplementami. I dobrze. Czasem każdy musi usłyszeć coś miłego o sobie! — To ruszajmy. Przy okazji nazbieram trochę mchu dla starszyzny! I tak... będziesz najlepszym medykiem! — oświadczył Nocna Łapa uśmiechając się szeroko do brata.
Ruszyli razem do lasu. Całe szczęście, że Klan Wilka ma wszędzie dookoła różnego rodzaju drzewa, to też nie musieli daleko szukać. Były iglaste, liściaste, do wyboru do koloru.
— Daj no te kudły, zobaczymy czy tyle wystarczy. — Oznajmił Chudy, biorąc w szczupłe łapki tę odrobinę żywicy, którą znaleźli.
— Okej... — Noc nachylił się pod łapy brata, który zaczął wcierać w jego kłaki żywicę. Było to dziwne uczucie, ale jego włosy stały tam gdzie poukładał je chudy. Noc zaraz sam dołączył do stawiania swoich kłaków. I wyszło nawet śmiesznie, bo teraz był cały zaczesany do tyłu i do góry... jak dudek ! HAHA!
— Ja chyba potrzebuję kałuży! Chcę się zobaczyć!
— Poszukajmy jakiejś! — Oznajmił Chuda Łapa. — Przyda mi się też, bo mam posklejane łapki od tej żywicy. Powinny być jakieś, bo przecież padało niedawno.
Szybko oboje odnaleźli kałużę i to całkiem niemałą! Noc przez chwilę podziwiał się w wodzie, dopóki Chuda Łapa nie wsadził tam swoich łap. — Muszę przyznać, że mi do twarzy mi z takimi kłakami! Muszę częściej się tak nosić! — oświadczył przesuwając łapą po sztywnych kłakach. Chudy zachichotał pod nosem, czego Noc nie skomentował.
— No, no! Tylko poderwij jakiegoś porządnego kota, a nie pierwszego lepszego. — Oznajmił Chudy, kończąc myć łapy.
Zapadła chwilę ciszy.
— Nocna Łapo, dlaczego tak zmieniasz swój wygląd? Nie jesteś odpowiednio przystojny już teraz?
— Oczywiście, że poderwę kogoś porządnego! — Noc zerknął na brata z szerokim uśmiechem. — A zmieniam swój wygląd, bo... nie wiem. Wiem, że jestem przystojny i w ogóle, ale ja raczej nie robię tego dla innych, wiesz? Czuję się dobrze jak coś w sobie zmieniam i się upiękniam... ale nie wiem, czy inni się dobrze z tym czują i jeśli mam być szczery... powiewa mi to! — oświadczył głośno. Czuł się dumny ze swojego wyglądu i nie czuł się ani trochę źle zmieniając go ciągle i nieustannie!
— Oh... to dobrze. — padła odpowiedź. — Ja to chyba... Nie chcę aż tyle zmieniać. Dobrze mi tak jak jest. Chociaż... sierści mógłbym mieć trochę więcej! Ale jak już zostanę najlepszym medykiem to stworzę maść na porost sierści. Wtedy będę taki przystojny jak ty i Gruby! Bo wy obaj macie takie bujne grzywy.
— Bujna grzywa nie czyni cię od razu pięknym. Moim zdaniem, może nie masz dużo sierści, ale ma bardzo ładny kolor! Bardzo ładne pręgowanie! W ogóle, Chudy! Przecież ty masz takie śliczne oczka. Myślę, że twoja przyszła ukochana będzie w nie patrzeć godzinami! — noc pacnął łapą w plecy delikatnie. — Ale to prawda... więcej sierści by ci się przydało... albo nawet jeśli tylko żeby nie wypadała... dla twojego zdrowia, nie tylko dla piękności. — Noc otrzepał łapę gdzie zostało parę kłaczków Chudego. Chudy rzucił mu krzywe spojrzenie, zmarszczył brwi i spojrzał w kałużę. Zapadła chwila ciszy. Nad nimi tylko jesienne liście kołysały się na wietrze, a ptaki śpiewały w oddali. Ich odbicia w tej kałuży były trochę różne, ale Noc kochał swojego brata ponad wszystko inne. Jego bliskość jest komfortowa i uspokajająca.
— Słyszałeś, że oczy są zwierciadłem duszy? — Chudy zapytał nagle. Niewiele brakowało, a Nocy niewiele brakowało, żeby się cały najeżył.— Może kiedyś wyhoduję taką grzywę jak Ty. Wtedy to mi będziemy ją kleić na żywicę. — Dorzucił, uśmiechając się krzywo.
Noc zajrzał na brata wpatrzonego w kałużę. — Wiem... a twoje są zawsze takie... hymm... zdeterminowane? — Noc musiał znaleźć odpowiednie słowo. — Moim zdaniem to właśnie w nich jest piękne. I ktoś to w końcu doceni. — oparł się o bok brata. — Wiesz... w sumie masz nie dużo tych włosów... ale! — Nocna Łapa wygrzebał trochę żywicy na łapy ze swoich kłaków i przejechał łapami po czubku głowy brata nastawiając jego sierść do góry na irokeza. — Myślę, że ilość nie przeszkadza w dobrej zabawie — oświadczył noc próbując nie zaśmiać się z wyglądu brata
Chudy pozwolił, aby łapa Nocy przejechała po jego głowie z resztą żywicy. Te 3 włoski, które tam miał, stanęły dęba pod wpływem substancji. Wyglądał jak przylizany dudek z rzadkim irokezem na głowie. Miał swoją zwyczajową, zmęczoną minę.
— Masz rację. — Przyznał cicho Chudy — Chyba jestem zbyt zgorzkniały! Zabawmy się jutro... wrzućmy komuś pająka do legowiska!
— Dobra! A teraz łap trochę mchu. Na pewno się wam przyda a ja potrzebuję go dla starszyzny — oświadczył Noc od razu chwytając jakiś bardziej suchy mech. I po chwili już tuptali do obozu.

<Chuda Łapo?>

08 kwietnia 2026

Od Chudej Łapy CD. Nocnej Łapy

Chuda Łapa miał mnóstwo pracy. Dużo kotów zaczęło się ziębić albo ranić o gołe gałęzie drzew czy krzewów, a ich zapasy szybko topniały. Któregoś południa Roztargniony Koperek wysłał go, by poszedł sam nazbierać ziół. Umiał wystarczająco dużo, tak jak mawiał medyk, oraz był odpowiednio duży, by nie potrzebować asysty. Chuda Łapa cieszył się w duchu z tego zaufania, jakie zdobył.
Idąc przez obóz, dostrzegł swojego brata. Nocna Łapa wyglądał, jakby wracał z treningu, ale wciąż miał nieco energii. Chudzielec podszedł więc do niego.
— Braciszku. — zaczął. — Masz jeszcze trochę siły i czasu? Może chcesz pomóc mi nazbierać duuużo ziół do naszych zapasów?
— To bardzo dobry pomysł. Idźcie. — Tropiąca Łaska odpowiedziała za czarnego kocurka, jako że jeszcze była w zasięgu ich słuchu. — Może w końcu coś zmęczy cię wystarczająco, abyś przespał poranny patrol. — Odetchnęła zirytowana i odeszła od nich.
— Pójdę. Jak słyszałeś, nawet moja mentorka nalega! — odparł tym razem już sam.
Chudy posłał mu uśmiech ulgi, że nie będzie musiał sam wszystkiego dźwigać.
— No to chodźmy! Znam niezłą miejscówkę, gdzie powinniśmy znaleźć większość tego, co trzeba. — oznajmił, kierując się do wyjścia. Dał bratu ogonem znak, by za nim podążył. — Uff, jak dobrze, że Cię spotkałem! Nie będę musiał sam tego nosić, a uwierz mi, że to całkiem trudne pomieścić wszystko w pyszczku. Co dzisiaj robiłeś na treningu? Ty to się świetnie nadajesz na wojownika, widzę, że dla Ciebie to pikuś te treningi. Ja na każdym o mało nie umarłem.
— Dla mnie te treningi to nawet trochę za mało. Co rano jeszcze sobie biegam wokół obozu, tak dla zdrowia! — pochwalił się Noc.
— My chyba jesteśmy z innych ojców — rzucił żartem bury, słysząc o wyczerpujących treningach brata.
— Ale tak! Łatwo mi się ćwiczy na wojownika. Dzisiaj powaliłem Tropiącą Łaskę w boju trzy razy z trzech prób! A Ty... dobrze Ci jako medykowi? Wyglądasz na szczęśliwego jako medyk... — Nocna Łapa szedł grzecznie w tempie brata, zerkając na niego ciekawskimi oczkami.
Bury po chwili po otrzymaniu komplementu od braciszka, aż wyprostował swoją kościstą klatę. Postawił uszy z przekłutą kością, a szczurowaty ogon powędrował dziarsko w górę.
— Ha ha! — Miauknął. — Roztargniony Koperek coraz mniej błędów mi wytyka, a dzisiaj pierwszy raz wysłał mnie samego po zioła! Nocna Łapo, czuję, że jestem blisko mianowania, mówię Ci! Robię coraz mniej błędów, znam praktycznie wszystkie zioła! Nawet Cis czasem spojrzy na mnie przychylniej niż zwykle.
Docierali powoli na miejsce, więc Chuda Łapa zaczął rozglądać się za potrzebnymi ziołami. Dostrzegł niemal od razu krzew jeżyny krzewiastej, więc zboczył z trasy.
— O! Weźmy od razu trochę tych liści, przydadzą się. — miauknął, biorąc się do roboty. — Papka z tego krzewu łagodzi użądlenia pszczół, a wiem, że jeszcze latają, więc mogą być przydatne.
Noc zastrzygł uszami, wsłuchując się w wywód brata.
— Daj. Ja ponoszę. Możemy część z nich wsunąć mi w futro, to potem więcej zmieści się w pyskach. A te liście wydają się wystarczająco duże, żeby się trzymały w tym gąszczu! — Zaproponował Nocna Łapa, wystawiając po nie łapkę. Chuda Łapa oddał więc zebrane liście bratu, pomógł mu je też wetknąć w futro. Musiał przyznać, że to był genialny pomysł. Jeśli kiedykolwiek Chudy zapuści takie kudły, to też będzie tak robić!
— Może skoro tu jesteśmy, to chodźmy tą drogą. — Zaproponował.
Zaczął przeciskać się przez krzewy jeżyn, by wejść pod kolejne, zwyczajne.
— Słyszałeś ostatnie, głupie plotki? O tym, że mi Kalinowy Powiew serce złamała? — zapytał z wyrzutem. — Te Wilczaki to nie mają o czym gadać! Takie bzdury wymyślają. W głowie się nie mieści! Ja nie mam serca, więc nie ma co łamać, pff!
Wyszli z krzaków i dotarli do głębszej części lasu, gdzie wpadało więcej jesiennego słońca. Chudy otrzepał się z gałązek i prychnął ponownie.
— Niech się zajmą swoimi życiami! — Trzepnął ogonem gniewnie. Spojrzał na brata. — Kalinowy Powiew to kot, którego chyba najbardziej, zaraz po Ognistej Słocie i Zalotnej Gwieździe nie mogę znieść! A wiesz co je łączy? Są samicami! Takie zarozumiałe i wszystko wiedzą, pff.
— Słyszałem te plotki i nawet śmiać mi się chciało, jak to usłyszałem. — przyznał Noc. — W końcu mój najlepszy i najukochańszy brat raczej by mi powiedział, że się w kimś zabujał! — Pokiwał łebkiem, idąc zaraz obok brata, jak tylko zrobiło się więcej miejsca. — Ale tak w ogóle... to Ty samic nie lubisz. A samce? — zagadał Noc, zerkając na niego ciekawskim okiem.
Chudy poczuł się trochę... jakby skrępowany i zaskoczony tym pytaniem. Nie sądził, że Nocna Łapa skieruje rozmowę na te tory, a może powinien się tego spodziewać? W końcu są już całkiem dojrzali, niedługo przejdą mianowanie... więc chyba powinni myśleć o takich rzeczach? Chociaż Chudy umiał rozmyślać tylko o ziołach... Zerknął na brata spłoszonym wzrokiem, kiedy ten przypytał go o jego preferencje.
— No ten uhhhhhhhhh — miauknął przeciągle. — To nie tak, że ich nie lubię, ale samice są nieznośne, ale z drugiej strony niektóre są całkiem względne... znaczy! Nie zrozum mnie źle, pewnie nigdy żadna na mnie nie spojrzy przychylnie... w końcu, kiedy mam takiego przystojnego brata.
Zaśmiał się niezręcznie, dostrzegając nieopodal kocimiętkę. Normalnie jakby wygrał życie w tej chwili! Na trzeźwo nie mógł prowadzić tej rozmowy dalej.
Podbiegł do krzewu i przeżuł kilka liści, których wcześniej miał okazję jedynie spróbować. Teraz po prostu zeżarł tyle, ile złapał.
— No bo ja nie sądzę, bym lubił kocury — miauknął niezręcznie, odwracając się do brata. — Chcesz? — rzucił mimochodem, dając mu kilka liści.
Chudy poczuł się momentalnie odprężony. Wytarzał się w trawie rosnącej pod krzewem i otrzepał, przy czym się zatoczył. Przy jego masie ta porcja, którą zjadł, wzięła go dużo szybciej, niż mógłby przypuszczać.
— No bwo wjeszzzzz — burknął. — Jjja tjo chyba — czknął — mimo wsystko wolleeee koteczkiiii.
Noc wziął od brata zaproponowane liście i upchnął w gębę.
— Wolisz kotki! I też dobrze. Jestem pewny, że jakaś spojrzy na Ciebie przychylnie, nie wydziwiaj. Ja wiem, że jestem piękny i w ogóle, ale są kotki, które wolą być... tą silniejszą w związku i nosić Cię na plecach! — oświadczył, tarzając się tam, gdzie robił to przed chwilą brat, ale zamiast kładąc się obok niego, pozostał leżący w kocimiętce. — Ja osobiście nie wybrzydzam. — Uśmiechnął się do brata.
— Hehehe... — zaśmiał się. — A wjenc ljubiss wszystio.
Zaśmiał się znowu, chociaż nie powiedział nic zabawnego.
— Ale dość o miłości... co to jest, w czym się tak... tarzam. — Noc zamruczał.
Błogo im się robiło. Chudy czknął ponownie, a potem zaczął trochę kasłać. Chwiejnie wstał z ziemi i polazł do brata. Słuchał go, ale nie mógł nic poradzić na to, że część słów gdzieś mu umykała. No sama to robiła! Nie jego wina!
— To? A tooooo — zamruczał. — Kocimieeeentka. Ona, hehehehe, rozwesela. Hehehe~, ale nje wjem co zjobi pszy takeeej ilosci! A powieccc mi braciszkuuu~
Zaczął go szturchać w ramiona. — Njoo jaaakkk ty to rjobisz, że cje wsisci lubio?
Po czym padł obok niego i leżeli w liściach kocimiętki.
— Jak... jak... — Noc chyba miał problem zebrać myśli w konkretną wypowiedź. — Nie wiem. Nie wiem, czy... wszyscy mnie ... lubią, wiesz? — odparł — Wszyscy tak... pobieżnie, mnie... lubią. Bo się dużo umśecham. — Przekształcił ostatnie słowo pogrążony w błogim stanie. Nawet sam się zaśmiał trochę, chwytając brata i przysuwając go bliżej do siebie, żeby sięgnąć językiem jego rozczochranej czupryny. — Ciebje... tesz dużo lubią.
Chudy zamruczał, kiedy Noc go polizał po głowie. Ahhh kocimiętka. Wspaniała rzecz... ciekawe co by było, gdyby zjadł jeszcze listek? W końcu powinien wiedzieć jako medyk, co nie? Robić takie... eksperymenty. W imię nauki!
— Mnjeee to njeee — miauknął przeciągle i niedokładnie. — Njee lubio. Z K... Kalinką ciooogle sje kłóciiimyyy. Hihi. A ostaaatnio spotkałem na zgjomadzeniu kota i nazwałem go brzydalem, haha! Hehehe... I rzuciłem pjaskiem w niego! Haha!
Sięgnął łapką po dodatkowy listek, który zjadł w kilku kęsach.
— Ah nie patrz taaak — mruknął. — Tjo dla nauuukiiii~
— Dla... nauki? Cze... czkeja... jak to rzuciłeś piaskiem... haha. To musiało być prześniesze, haha! Daj jednego. — Wystawił łapę do brata, oczekując liścia. W końcu to dla nauki! Też może się do tego przyczynić!
— Ale Kalinka... to się nie zna! Z Cie... Ciebie to... kawał dobrego chłopa. Może ona... po prostu zakochana... tak mocno! haha... że aż sfrustrowana, bo ty... taki piękny!
— Nooo weeeeeź nie mów mi takkk blacisku — wybełkotał. — A tam dobry chłop! Ale status medka to daje nieszle! I my sobie hihi medkujemy hihihi.
Chudy zachichotał niewyraźnie. Zaczęli wspólnie dopychać się resztkami liści, które nie zdążyły uschnąć przed zimą. Ahh było tak błogo i miło! Umysł się oczyszczał w dziwny sposób, nie myślał o głupotach czy zmartwieniach.
Pacnął brata w bark.
— HAHAHA KA...KALINA WE MNIE? Dobry żarcik braciszku! — zaśmiał się, przy czym zachrumkał zabawnie. — Dobre! Dobre! Zapiszmy co by nam nje uciekjoo!
Po chwili poczuł, jak jego brzuch opanowują konwulsje. Podniósł się w mgnieniu oka i zwymiotował część zjedzonych liści.
Padł plackiem ponownie, a przed oczami zaczynały latać mu dziwne białe paproszki. Pomachał łapą niesformie, by je odgonić.
— Ty mass wienksze szanse — miauknął słabo. — Nasza mamuśka to musjała być dopiero koteczka!
— Koteczka... — Przeżuwał powoli liścia, krzywiąc się na widok wymiotującego brata. — Musiała być, tak. Albo nasz tatko. Gruby hahaha! W końcu gruby tez ha... nie taki zły z pyska, nawet jak płaski. — Noc zaśmiał się w głos. — Podwójne galeszje! Ale śmiesznie się patrzy. — Wepchnął w gębę jeszcze jednego liścia.
— Cooo jakie gałęzie.... — zapytał niewyraźnie, szukając ich wzrokiem.
Jego oczy były pełne łez po wymiotowaniu, gardło suche o niesmacznym posmaku. Skrzywił się, zmrużył oczy, ale nie dostrzegł tych patyków.
— Znajdziemy ci kogoś brachu! Obiecuję! — oświadczył Nocna Łapa, siadając w końcu i zataczając się przy tym.
— Ja njeee potsebuuuje — miauknął. Powoli tracił kontakt z rzeczywistością i czuł, jakby spływał w senną otchłań. — Ja... Ja mam zioła! Nie potsebuje baby! Ale tyyyyy jak bendzieees miał, to mi weź przeedstaw...
Dotknął brata łapą albo tak myślał, bo się sklonowali. Machnął łapką w powietrzu, jednak nie sięgając czarnego kocurka. Skrzywił się ponownie. Jego wzrok się pogarszał?
— Grubyyy to jedsst Gruuubyy — miauknął, już ledwo kontaktując.
— HAHA Gruby jest gruby — zaśpiewał Noc, kładąc się z powrotem. Aż ziewnął, otwierając pysk szeroko. — Tobi... tesz... tak... śpiąco? Ale... bym sie zdremno — miauknąl do brata, patrząc sie na niebo nad nimi.
Chudy zacharczał jakoś dziwnie, czując pieczenie w gardle. Jego głowa stała się ciężka, nie miał ochoty nawet przekręcić jej, by spojrzeć na brata, a nagle słowa gubiły się bardziej, niż wcześniej.
— A noooo — mruknął. — Ale by może tak...na sekundkę....sekundeczkę. bo my musimy wjaaacac do kopeeerka. Hehe. Koperek. Jeccc koperek beeendziesz zdroowwwy...
A po chwili już go nie było, bo mu się urwała świadomość, mózg wyłączył, a oczy zamknęły. Nie był pewien czy zemdlał, czy zasnął. Noc wcale nie był lepszy, niedługo później samemu tracąc przytomność.
<Nocna Łapo? :D >



[Liczba słów: 1721, trening medyczny Chudej Łapy, eksperymenty z ziołami]

[34% + 5%]

27 marca 2026

Od Nocnej Łapy CD. Chudej Łapy

Noc przyczaił się nisko w krzakach i skoczył. Jego łapy odbiły się od leśnego runa, rzucając opadłymi liśćmi na boki. Królik, jaki stał przed chwilą spokojnie, właśnie ruszył do ucieczki. Niestety było dla niego za późno. Noc przycisnął go łapami do ziemi i wbił kły w jego kark. Zwierzę zawisło martwe w jego pysku, a on sam rzucił zadowolone spojrzenie swojej mentorce, która patrzyła na niego z pobliskiej gałęzi. Byli na brzegu lasu niedaleko Przełęczy, aby znaleźć jakąś większą zdobycz. I oczywiście, że coś udało im się znaleźć. Zbliżająca się pora nagich liści nie pomagała, ale pewna zwierzyna nadal kręciła się wokół, szukając sobie miejsca na sen lub skrytkę przed zimnem.
– Dobrze. Zanieś to do obozu. Dla ciebie już starczy treningu. A! I przynieś starszyźnie trochę wody w mchu! – Tropiąca Łaska zeskoczyła na ziemię. Liście chrupnęły pod jej ciężarem.
– Dobrze. – Noc kiwnął jej głową i ruszył do obozu. Porzucił zdobycz na jej miejscu, przyniósł wody starszyźnie i odetchnął. Stanął w obozie i ogarnął go wzrokiem. Wszystko było takie spokojne, cichutkie o tej porze dnia. Czemu Łaska puściła go tak wcześnie? Może ma dla niego jakiś plan później.
– Nocna Łapo! – z myśli wyrwał go zachrypnięty głos brata. – Wracasz z treningu? Jak Ci idzie? Woooohoa! Jakie Ty masz mięśnie, jesteś jeszcze większy, niż wcześniej! Normalnie zaraz dorównasz wojownikom! Siadaj, opowiem Ci, co dzisiaj robiłem. Bo jestem uczniem medyka, fajnie nie? Nie mógłbym zostać wojownikiem, to nie dla mnie. A tak to, dzisiaj zaopiekowałem się użądleniem Makowem Iluzji! Musisz uważać na pszczoły, bo jest jesień i lata ich wciąż sporo, nim zasną na zimę, dobra? Chociaż… jeśli coś Ci się stanie, to brat Ci pomoże! No, no, a jak u Ciebie? – słowotok Chudego zalał Noc, ale przynajmniej jego brat wydawał się być szczęśliwy na miejscu ucznia medyka.
– U mnie dobrze. A i... no... mówisz, że wyglądam muskularnie? Nie zdawałem sobie...sprawy. – odpowiedział Chudemu, samemu spoglądając na swoje łapy. Może rzeczywiście przybrał trochę na masie?
– Tak! Widać to nawet przez Twoje futro! Nie ma co, trening wojownika totalnie Ci służy! – Chudy machnął ogonem.
– Dzięki. Ty też widzę, że dobrze się bawisz jako uczeń medyka, co? Szkoda tylko, że nie mogę z tobą już trenować… – Noc nadąsał się dla zabawy. Uderzył go trochę sentyment, bo fajnie jest mieć braci do treningów.
Chudy opuścił nieco uszy na słowa brata.
– Oh... – Noc przymknął oczy słysząc smutek w głosie brata. – Wiesz, że raczej nie bardzo mi szło... ciągle byłem ranny i Pomrok musiała mnie zwalniać. Nie nadążałem też przy bieganiu z wami i w ogóle... Ale teraz będę mógł leczyć Twoje skaleczenia!
– Pewnie! Chociaż mam nadzieję, że nie będziesz musiał! Nie mam zamiaru przegrywać z nikim! I niech mi Mro.... – Noc zmarszczył nos – Klan Gwiazdy sprzyja... – starał się nie skrzywić. Nie wszyscy akceptują w tym kanie Mroczną Puszczę, a Słota mówiła, że z pewnością nie medycy, którzy kręcili się pewnie niedaleko. Lepiej, żeby nie kłapał pyskiem tak głośno, bo jeszcze ktoś usłyszy.
Chudy zastrzygł uszami na jego słowa.
– Haha... ttsssaak... – Mruknął. – Niech Ci sprzyja! – i posłał mu krzywy uśmiech. No dobra. Może jego brat nie wierzy w Klan Gwiazdy. To jest do wybadania, ale kiedy indziej. Na razie Noc miał inny plan.
– W każdym razie. Jakbyś potrzebował z kimś pójść po zioła to ja zawsze z wielką chęcią! W ogóle! Mam świetny pomysł i ty, jako medyk mi w nim pomożesz!
Chudy spojrzał na niego tymi swoimi pięknymi, wielkimi oczętami.
– Zamieniam się w słuch!
– Otóż... Mam nadzieję niedługo zostać wojownikiem. Niedużą, ale mam. Chcę poprosić może grubego, żeby ze mną walczył...albo Cykoriową łapę. W każdym razie! Jako wojownik chcę wyglądać cudownie i niebezpiecznie i... znalazłem ostatnio parę kości, nie wiem po czym, ale są ostre i ładne... Nie chcesz mi przebić ucha? I ich tam utknąć?! – zapytał Noc z nadzieją.
Chudy mierzył go zaskoczonym wzrokiem, po czym coś błysnęło w jego oku.
– Pomogę Ci! – odparł po chwilce. – O ile znajdzie się i dla mnie kawałek kości! Też chcę wyglądać fajnie! A Tobie takie dodatki na pewno dodadzą superanckości! I wszystkie kotki będą Twoje, bracie!
Noc zarumienił się nieco.
– Pewnie! Mam trochę zapasowych to wybierzesz sobie, która podoba ci się najbardziej! Tylko... Chyba będziesz musiał ukraść trochę czegoś na odkażenie. Żeby to się nie zbrzydziło! – Noc uśmiechał się szeroko. Jego brat będzie miał piękne uszy razem z nim!
Chudy potarł brodę pazurkiem.
– Hmmm – pomyślał chwilę. – W takim razie mak... I chyba aksamitka rozpierzchła... może lepszy będzie dąb szypułkowy... – Zaczął wyliczać na głos. – Wezmę to co będzie i przemycę. Spotkajmy się po południu za obozem, dobra?
– Oh robimy to teraz od razu! Okej! Pewnie! – Już i tak przestają rosnąć w tym wieku. – To ja idę po kości i zmyć Tropiącą Łaskę z dodatkowego treningu. Będę za paręnaście minut! – oznajmił bratu i ruszył w swoją stronę. Oczywiście najpierw odnalazł mentorkę i wymigał się od czegokolwiek co miała zaplanowane.
– Naprawdę nie chcesz iść na dodatkowy trening? To do ciebie niepodobne. – Tropiąca Łaska spojrzała na niego spode łba.
– Chciałem spędzić trochę czasu z Chudym. Dawno tego nie robiliśmy, zwłaszcza odkąd został uczniem medyka. A teraz ma chwilę… i może ja też mógłbym? – Noc podrapał się po nosie zawstydzony.
– No dobrze. Rozumiem. Możesz iść. Zrobimy wieczorne polowanie jutro. – machnęła łapą. – Idź do brata.
– Dziękuję! – Nocna Łapa uśmiechnął się do mentorki i pobiegł do swojego legowiska. Spod swojego dobrze ułożonego i wypchanego piórami mchu wyjął parę większych kości jakiegoś zwierzęcia. Zanim wniósł je do obozu to umył je w rzece i porządnie wylizał. Nie było już na nich żadnych resztek i zachowały się całkiem przystępnie.
Pochwycił je w pysk i udał się na wyznaczone przez brata miejsce. Gdy się tam stawił Chuda Łapa już na niego czekał.
– Nocna Łapo? – zapytał, jakby dopiero przyszedł. Pewnie tak było.
– Jestem! – odparł do brata, rzucając kości pod ich łapy. – Mam kostki! Masz zioła? Nie mogę się doczekać. Będziemy wyglądać tak epicko!
— Wybierz te kości, które chcesz a ja przeżuję liść i nałożę Ci na ranę. — Szepnął. — Potem ty mi. I weźmiesz ziarno maku. – Chudy uśmiechnął się do brata, a Noc mógł tylko odwzajemnił ten gest.
– O ile będę w ogóle maku potrzebował! – przechwalił się Noc! – Ale zobaczymy. Dobra... Ja chcę te dwie. Jedna pod drugą na tym uchu. Tutaj i tu – pokazał bratu dokładnie gdzie i które kości mu się marzyły. Już nie mógł się doczekać. Był też trochę zaskoczony, że jego brat także chciał się tego podjąć nie tylko na uchu Nocy, ale też na swoim.
– Połóż głowę na ziemi, o najlepiej na tym kamieniu. – Chuda Łapa pokierował swojego brata, który od razu się posłuchał. – Na trzy. – Noc poczuł jak kosteczka delikatnie napiera na jego skórę. – Raz, dwa… TRZY! – i się zaczęło. Noc zagryzł mocno zęby. Ból był... Znośny. Nie było to przyjemne, w żadnym wypadku, ale też nic bardzo strasznego!
– Ha! Jeszcze...jedna. – i poczekał z podniesieniem głowy aż Chudy wbije drugą kość. Ta bolała bardziej ku zdziwieniu czarnego kota. Po nałożeniu ziół wskazał łapą, że to kolej brata! Chudy widocznie się zawahał, odetchnął ciężko i przeszedł z łapy na łapę. Widocznie się bał i miał wątpliwości. Noc zerknął na brata niepewnie
– Słuchaj. A może... ty chcesz wziąć oba nasionka maku przed zrobieniem tego? Bo wyglądasz jakbyś zaraz miał mi tutaj zejść do Puszcz... do ... w każdym razie. – Noc zaproponował braku ziarna łapą. Niby sam miał zjeść jedno i właściwie by nie pogardził, ale jeśli to ma ukoić nerwy jego brata, to jest w stanie się poświęcić i znieść ten kłujący ból. W końcu dla nich wszystko!
Chudy bez słowa pokiwał łebkiem, zjadł mak i po paru chwilach ułożył głowę na kamieniu, dając znać bratu, że jest gotowy. Noc nadal nie był pewien czy Chudy rzeczywiście był gotowy, ale nic do stracenia teraz nie mieli!
– Dobra... To na trzy, jak ze mną. – oznajmił Noc, po czym przymierzył kosteczkę. Specjalnie wziął najostrzejszą, jaka była, aby dziurka była prosta i jak najłagodniejsza do zrobienia. – Raz. Dwa. TRZY! – i wbił kosteczkę zgrabnym ruchem w ucho brata, zaraz od razu potem nakładając przygotowane zioła.
Chudym wstrząsnął nagły dreszcz na tyle silny, że Noc był w stanie dostrzec ruch jego mięśni gołym okiem.
– ARGHHH – wrzasnął po chwili a potem zaczął masować ucho co z pewnością mu nie pomoże. Noc wiedział, żeby nie dotykać swojego. Korciło go to, ze względu jak bardzo go bolało, ale to tylko pogarsza sytuację. – No żesz na naszą matkę!
Kilka oddechów i uderzeń serca później oboje się sobie porządnie przyjrzeli.
– Wyglądasz epicko! – Chudy skomentował.
– Ty też wariacie. Odważny jesteś wiesz! I naprawdę, wyglądamy teraz groźnie! Będziesz odstraszał wszystkie złe choroby samym wyglądem! – Noc zaśmiał się w głos. Cieszył się, że brat mu tu nie zemdlał. – Wylizać cię trochę z krwi, zanim cię Koperek takiego zakrwawionego zobaczy czy wolisz wymknąć się nad skrawek wody? – dodał po sekundzie bez myślenia. Zadbanie o brata stanowiło pierwszą i najważniejszą rzecz na jego liście, patrząc na to, że jego łapy nadal trzęsły się jak królik w norze.
– Wyliżesz mnie? – Chudy brzmiał wręcz błagalnie. – Tak jak kiedyś…
– Oczywiście, że tak. Kładź się, wtul się i brat zrobi całą robotę! – oznajmił wykładając się obok niego i klepiąc ziemię przed sobą. – Jak kiedyś. I jakbyś kiedykolwiek potrzebował to przecież wiesz gdzie mnie znaleźć. Jesteś moim kochanym bratem i dla ciebie mój język jest do usług zawsze!
Chuda Łapa odetchnął i położył się blisko brata wtulając się w jego futro. Noc od razu zabrał się do roboty i zaczął lizać swojego brata i mruczeć głośno, aby go trochę też uspokoić.
– Nie mogłem wymarzyć sobie nikogo lepszego od Was.– Chudy odetchnął ponownie.
Ach... jak miło jest znowu być tak blisko siebie z kochanym bratem. Brakowało jeszcze tylko ciepłego futra Grubego.
– To prawda. Nie ma nikogo lepszego od was. – powiedział między liźnięciami.

<Chuda Łapo?>
[1593 słów]

[32%]

Od Chudej Łapy do Nocnej Łapy

Nastała piękna Pora Opadających Liści. Chuda Łapa został kilka wschodów słońca temu uczniem medyka i od tamtej pory miał cały czas masę roboty. Roztargniony Koperek nie dawało mu forów, za co w głębi serca bury był wdzięczny, ale właśnie… w głębi. Bo na zewnątrz to się tyle nawywracał oczami, jak dawno mu się nie zdarzyło. Z zapałem zapamiętywał zioła, ale kiedy miał iść po raz piąty dzisiejszego dnia szukać tej samej rośliny, to myślał, że oszaleje. A skąd miał przewidzieć, iż akurat teraz będzie jej tyle potrzeba? No, a oczywiście to ucznia się ganiało, bo medycy pełnoprawni byli zajęci chorymi!
Chuda Łapa latał więc pokracznie między kilkoma miejscówkami, w których mógł znaleźć pajęczynę, potrzebne zioło i liść. Nosił w pyszczku tyle, ile zmieścił, a lepka sieć była przyklejona do jego ciała. Podkradał pajęczynę, kiedy właściciele nie patrzyli. Znaczy, tak myślał, bo nie było wtedy pająka na sieci, więc chyba nie zastawał nikogo w domu? Bo gdyby stanął twarzą w twarz z tym 6-ocznym potworem, to by się chyba obsikał ze strachu.
Pomimo wymagającej pozycji, czuł się spełniony. Mógł siedzieć cały dzień w obozie, a jak wychodził, to żeby zbierać zioła, co dużo bardziej mu odpowiadało od trudnego wojowniczego treningu. Pamięciówka, jaką była sztuka medyczna, okazała się dla Chudej Łapy przeznaczeniem, który posiadał duży mózg i słabe ciało. Kiedy przychodziło do drobnych zabiegów, często leciało mu wszystko z łap, jako że były szczupłe i pokraczne. Uczeń ganił się wtedy w myślach za swoją niekompetencję, jednak sumiennie według wskazówek Koperku próbował znowu. Cały Klan Wilka trafiał teraz w łapki tego oto kocurka, który z naprawdę dziwnym zapałem, niespotykanym u niego dotąd, pogłębiał swoją wiedzę.
Pod koniec dnia padał na krótki ryjek, jednak był z siebie dumny. Nareszcie czuł, że się na coś przydaje, a nie tylko zawadza innym. Może kiedyś doczeka się szacunku wśród Wilczaków? Być może, gdy wykona trudny zabieg, dostanie również lepszą pozycję w społeczności? Na samą myśl o tym wiercił się na mchowym posłaniu z ekscytacji. Może przestanie być bezużyteczny!

~*~

Tak mu mijały dni, tygodnie. Pełne nauki, różnych drobnych robótek. Aż pewnego dnia przyszła do ich legowiska Makowa Iluzja. Ruda kotka nieśmiało wetknęła nosek do medycznej pieczary, z ogonem nisko przy ziemi. Chudy podniósł niebieskie oczy znad segregowanych roślin.
Kotka przyszła wyjaśnić, że użądliła ją pszczoła, przy czym była nieśmiała, zwłaszcza w obliczu gburowatego ucznia medyka. Chuda Łapa z grymasem na pyszczku podszedł do niej i obejrzał miejsce użądlenia. W tym samym czasie wrócił Koperek do legowiska, więc mógł posłuchać diagnozy burego.
— Na obrzęk trzeba było dać… — zawiesił się na sekundę, wzrokiem oblatując leżące nieopodal zioła. — Jeżynę krzewiastą… Co nie?
Gdy dostał aprobatę od mentora, wziął nieco wspomnianego zioła i przygotował papkę, żując je wcześniej. Nałożył na użądlenie.
Gdy było po wszystkim, Chudy miał chwilę wolną. Wyszedł więc z legowiska medyków na obóz, a w jego oczy od razu rzuciło się czarne futro.
— Nocna Łapo! — miauknął nieco zachrypniętym głosem. Powinien napić się wody…
Podszedł do brata, o którego bok się otarł.
— Wracasz z treningu? Jak Ci idzie? Woooohoa! Jakie Ty masz mięśnie, jesteś jeszcze większy, niż wcześniej! — zaczął, oglądając brata dokładnie. — Normalnie zaraz dorównasz wojownikom! Siadaj, opowiem Ci, co dzisiaj robiłem. Bo jestem uczniem medyka, fajnie nie? Nie mógłbym zostać wojownikiem, to nie dla mnie. A tak to dzisiaj zaopiekowałem się użądleniem Makowem Iluzji! Musisz uważać na pszczoły, bo jest Pora Opadających Liści i lata ich wciąż sporo, nim zasną na zimę, dobra? Chociaż… jeśli coś Ci się stanie, to brat Ci pomoże! No, no, a jak u Ciebie?

<Noc?>

[580 słów, trening medyka]

[12%]

Wyleczeni: Makowa Iluzja