Poprzednie Zgromadzenie
Szedł smętnie obok Roztargnionego Koperka, zerkając niepewnie w stronę Cisowego Tchnienia. Może dzisiaj odpuści siedzenie z medykami i poszuka jakichś hm...znajomych?
Chudy jak sobie obiecał, tak planował zrobić. Poszukać znajomych! Gorzej tylko z wykonaniem... Rozejrzał się po obecnych kotach. W końcu dźwignął swój wychudzony tyłek i przeszedł się po skale. Jego oczy dostrzegły buro białe futro i postanowił spróbować.
— Gorący wieczór nie? — Zagaił, podchodząc. — Codziennie mam wrażenie, że umrę.
— Jest okropnie. — przyznał, parskając śmiechem. — Ale przynajmniej owoce u nas rosną. Nie są najlepszym jedzeniem, ale ładnie wyglądają.
Nieznajomy przyjrzał się kocurowi. Chudy poruszył końcówką ogona.
— Jestem Guziczek, a Ty?
— Guziczek? Dziwne te imiona macie. — Skomentował.
— Krótkie, łatwe. — Bury przewrócił oczyma.
— Owoce? Jakie owoce? Wy jecie takie rzeczy?? Dziwaki. — Dodał jeszcze Chudy bez ogródek.
Zakasłał, bo mu przez gorąc zaschło w gardle. Sądząc po wypowiedziach kocura oraz po jego imieniu, Chudy wnioskował, iż należał do Owocowego Lasu. Wiedział, iż koty z tej społeczności przywdziewają na całe życie imiona jednoczłonowe - nie tak jak pozostali.
— Ja jestem Chudy Grzbiet, będę najlepszym medykiem w Klanie Wilka. — Przedstawił się.
Owocniak zamyślił się na chwilę, wzbudzając tym ciekawość młodego medyka.
— Mamy jabłka. Niektóre są specjalne. — uśmiechnął się szeroko. Słysząc wzmiankę o ambitnych planach kocura, machnął ogonem. — Powodzenia. Ja kiedyś będę władcą wszystkich. — wypiął dumnie pierś.
Chudy zaśmiał się skrzekliwie. Podrapał swój bok, z którego poleciały cząsteczki jego skóry. Nadstawił uszy na wypowiedź o jabłkach.
— Co ty gadasz? Jakie specjalne jabłka? Weź mi powiedz coś więcej, Ty przyszły władco wszystkich, hehe. — Zachichotał. — Najpierw będziesz musiał pokonać naszą Liderkę tyrankę, a z tego, co wiem, to ona jest prawdziwym wrzodem na tyłku. Ale nie na moim, tylko na wszystkich, chociaż czasem mam wrażenie, że mnie nie lubi, co w sumie mnie nie dziwi. Mało kto mnie lubi, ale co poradzisz, kiedy jesteś geniuszem?
Guziczkowi wcale nie spodobała się odpowiedź kocura, więc delikatnie się skrzywił.
— Jak jabłko spadnie, a jest za ciepło, to zaczyna śmiesznie smakować. Mogę Ci przynieść następnym razem!
Bury medyk otworzył szerzej oczy.
— Powaga? Ej, a weźmy tak zróbmy... — Miauknął ciszej, rozglądając się jeszcze na wszelki wypadek dookoła. Nie chciał, żeby jakieś nieproszone uszy zasłyszały... — Myślisz, że te jabłka będą dobre do... eksperymentów? — Szepnął. — Bo wiesz, jestem medykiem i lubię czasem coś tam sobie... popróbować nowego.
Guziczek kiwnął głową na jego pierwsze pytanie, ale na kolejne już zmarszczył brwi.
— Mogą być dobre. — Przyznał niepewnie. — Ale może najpierw testuj na sobie? Nie chcę, żeby potem było, że kogoś zabiłem czy coś! Nie mogę zepsuć swojej reputacji.
Chudy potarł łapkami o siebie jak jakiś gremlin.
— Nie, nie, nie martw się takimi rzeczami! — Miauknął. — Ja wszystko najpierw na sobie testuję... hehe. To jak, na następnym zgromadzeniu przyniesiesz mi po jednym takim jabłku?
— Mogę spróbować, ale nic nie obiecuję!
— Trzymam kciuki, Guziczku! — Miauknął. — Dasz radę i pamiętaj, to w imię nauki!
Guziczek parsknął śmiechem. — Jak ci już przyniosę to jabłko, to mam nadzieję, że pomożesz mi wygrać z tą waszą liderką.
Medyk z Klanu Wilka zarechotał.
— Mogę spróbować zdobyć informacje na jej temat... — Mruknął. — Ale jest już stara, więc myślę, że bez większego problemu ją pokonasz! Sam czekam, aż już kopnie w kalendarz.
Następnie kocury rozeszły się, każdy w swoim kierunku. Bury medyk przez resztę zgromadzenia zastanawiał się, co to są te jabłka, jak one wyglądają i smakują. Hah… niedługo się tego dowie!
~*~
Zgromadzenie
Chudy Grzbiet był w bardzo dobrym nastroju, jak na niego. Nucił coś pod nosem, przygotowując się do drogi na wyspę. ON! NUCIŁ! W dodatku cieszył się, że idą na Zgromadzenie!
Czyżby Chudy Grzbiet był chory? Na pewno, a jego zachowanie nie umknęło z pewnością Cisowemu Tchnieniu oraz Roztargnionemu Koperkowi. Oba koty jednak nie komentowały nic głośno, zachowując ewentualne uwagi dla siebie. Kto wie, może później wezmą go na rozmowę…
Gdy dotarli na wyspę, Chudy ziewnął przeciągle. Podrapał swój grzbiet, cały czas skanując niebieskimi oczyma okolicę. Kichnął, a z jego nosa zaczął dyndać glut, którego otarł nieelegancko łapą. Resztę wciągnął z powrotem, mlaszcząc przy tym, jakby zjadł jakiś rarytas.
Rozejrzał się, a gdy jego oczom ukazał się owocniak z zeszłego Zgromadzenia, otworzył pyszczek. Szare oczy podążyły za nim, próbując dostrzec czy miał to... na co się umawiali.
Gdy dostrzegł, iż kocur też go szuka, wstał i z ogonem w górze podszedł ku niemu, oraz jego partnerowi.
— Dobry chłodny wieczór — miauknął do owocniaka. — Przejdziesz się ze mną na stronę?
Buro biały uśmiechnął się uspokajająco do swojego partnera i odszedł z Wilczakiem na bok.
— Możesz poczekać jeszcze kilka dni. Ale już zaczyna fermentować. — mruknął, podając mu jabłko. — Więc zadziała. Do czegokolwiek tego potrzebujesz…
Oczy zaświeciły mu się jak dwa diamenty. Ten owoc był miękki i jakby trochę obity, nawet nieco zalatywał... zupełnie jak on! Dogadają się... ciekawe tylko jak mógł tego użyć?
— No do eksperymentów oczywiście! — Miauknął. — Hehehehe.... jak wy to...? Smakujecie? Normalnie koty u was to jedzą? Czy robicie z tego maść albo eeee no nie wiem, herbatkę?
— Raczej nie. To dla nas po prostu owoc. Jest kwaśny. Niedobry. Młode koty jedzą dla zabawy.
Zastanowił się. Kwaśny? Niedobry? Ale czy aby na pewno? Nie byłby sobą, gdyby nie chciał spróbować na własnej wysuszonej skórze. Nim to jednak zrobił, wypowiedź kocura zwróciła jego uwagę.
— JEDZĄ?
Obejrzał jabłko i z jednej strony wyglądało nawet względnie. Niewiele myśląc, po prostu zanurzył w nim zębiska. Spróbował odgryźć kawałek, ale z jakiegoś powodu, gdy mu się to udało, poczuł metaliczny posmak w ustach.
Spojrzał na jabłko.
Jabłko spojrzało na niego.
A w tym jabłku...
— MÓJ ZĄB! — Pisnął w głos. — GUZIK TO JABŁKO ZABRAŁO MI ZĘBA!!!! AAAA!
Guziczek skrzywił pyszczek. Nie panikował tak jak młodszy, raczej był… obrzydzony.
— Hm. Chyba nie dojrzało. Daj mu kilka dni. Jest magiczne, tylko jak jest miękkie. — stwierdził ostatecznie — Potrzebujesz czegoś jeszcze...?
Był w szoku, że kocur tak chłodno przyjął stratę jednego z zębów medyka... zero współczucia w tych owocniakach! Za grosz!
Spojrzał na wojownika zdziwiony, z rozdziawioną buzią, z której kapała krew prosto na skałę.
— Magiczne jest tylko miękkie...? — Mruknął.
No cóż, lepiej późno niż wcale. Ale faktycznie takie cierpkie w smaku, nic specjalnego. Ciekawe czy gdy miękło, to robiło się słodkie?
Na pytanie burego zastanowił się.
— Hmm... zajrzysz mi do buzi i powiesz, który to ząb mi został w tym jabłku?
Kot zaśmiał się na jego propozycję i pokręcił głową.
— Wydaje mi się, że mój partner mógłby być zazdrosny, gdybym to zrobił. Poproś kogoś od siebie. — Po czym odszedł. Tak po prostu!
Chudy skrzywił się, połykając krew z ust. Położył po sobie uszy i poruszył wąsami. Pfff, za takie coś być zazdrosnym? W dodatku o taką pokrakę jak on? Te owocniaki mają poprzestawiane w głowach!
— Eh no skoro muszę... — burknął i odszedł szukać swojej ofiary. Jabłko zabrał ze sobą tak jak i ząb w nie wbity.
Los chciał (albo i nie), że wpadł na kotkę, o dziwo dobrze mu znaną. Gdy niebieskie oczy rozpoznały sylwetkę Kalinowego Powiewu, Chudy od razu podniósł wąsy do góry.
Z krwawiącą buzią i jabłkiem z jego zębem w łapie, zagaił wojowniczkę.
— Ej Kalina! — Miauknął. — Sprawa jest…
— Chudy? Co zrobiłeś? — zapytała wprost, widząc krew na pysku rówieśnika. Chudy mógłby przysiąc, że dostrzegł u niej szczyptę zmartwienia, przyćmionej przez zrezygnowanie kolejnym dziwnym wybrykiem medyka.
Wyprostował się dumnie, bo w końcu przed Kaliną to musiał się pokazać. Zmył z pyska swój zwyczajowy grymas, przywołując totalną powagę.
— Próbowałem zjeść jabłko. — Odpowiedział totalnie poważnie.
Poruszył wąsami, siadając obok kotki i wskazując na nadgryziony owoc, przeszmuglowany dla niego przez Guziczka. Bury medyk przetarł łapą krew z pyska, a ta powolutku przestawała lecieć, chociaż nadal mógł czuć jej posmak.
Podążając za palcem burasa, vanka wzrokiem spojrzała na czerwoną nadgryzioną kulkę. Pozwoliła sobie zachować milczenie do tej pory.
— Mam do Ciebie bardzo, bardzo, bardzo ważną sprawę... taką mega ważną... — Zaczął. Rozejrzał się po kotach. — Widzisz, mój brat jest zajęty, a potrzebuję byś zajrzała mi do buzi i powiedziała którego zęba tam brakuje.
Posłał jej głupkowaty, acz poważny, krzywy uśmiech. Gdy wspomniał o ważnej sprawie, raz jeszcze zwróciła swoją uwagę na niego i po niedługim namyśle westchnęła, jednak kiwnęła głową. Kotka westchnęła, a on zaczął myśleć, że jego misterny plan spalił na panewce...
— Dobrze, pokaż — zgodziła się.
Kiedy wojowniczka wyraziła chęć pomocy, podniósł do góry uszy i rozdziawił szczerbatą buzię.
— Wybornie! — Miauknął zadowolony, że kotka ugięła się pod presją bycia na zgromadzeniu.
W obozie pewnie sprzedałaby mu liścia i pełne obrzydzenia spojrzenie, ale nie tutaj... Nie przy tylu kotach! He he, wiedział na kogo wpaść… Kiedy kotka odwróciła się ku niemu, jej piękno na chwilę go oślepiło. Całkiem szybko wrócił do siebie, rozdziawiając zaraz szeroko pyszczek, by swobodnie mogła zajrzeć.
— Tychko powiechc ktochry — wybełkotał.
Rozdziawiając mordkę, Kalinowy Powiew zaczęła starannie przyglądać się zębom. Nie zajęło jej długo zlokalizowanie ubytku.
— Podnieś łapę — poleciła mu.
Gdy nagle dostał polecenie, wykonał je bez namysłu, a kiedy poczuł, jak Kalinowy Powiew łapie go za łapę, o mało nie wyskoczył ze skóry. Wetknęła mu delikatnie do pyska kawałek jego łapy, tak, żeby nie zrobić mu krzywdy i żeby jednocześnie poczuł dokładnie, gdzie nie miał kła. Kiedy kotka patrzyła, on zerkał na nocny księżyc. Był wyjątkowo ciekawy w tym momencie...
— Wypadł ci dokładnie ten. Górna trójka. — Odezwała się po chwili ciszy.
Kotka pomogła mu zlokalizować ubytek, a Chudy wetknął do dziury palucha. Auć! Bolało! Ale ciekawe doświadczenie...
Kotka jednak mimo wskazania mu miejsca wypadnięcia zęba, nie odsunęła się. Trzymała go za łapę i patrzyła w buzię, Chudy więc jako pierwszy przerwał tę interakcję, mimo szybko bijącego serca i lekkiego stresa spowodowanego taką bliskością.
— Aż takie ładne mam zęby? — Zapytał z uniesioną brwią, nadal będąc trzymanym przez rówieśniczkę.
Położyła uszy po sobie, chociaż nie było tego widać szczególnie, jako iż była kłapoucha. Zmarszczyła brwi, gdy zorientowała się, że spędziła odrobinę zbyt dużo czasu na przyglądaniu się jego jamie ustnej.
— Pff! — puściła jego łapę i poruszyła ogonem nerwowo. — Teraz nie, bo Ci jednego brakuje.
Uniósł brwi, zamykając pyszczek z lekkim, niewymuszonym uśmiechem. Kiedy kotka się speszyła, zabierając łapę, wyglądała rozbrajająco. Tak inaczej, niż zwykle, gdy zadzierała nos i miała ten oceniający wyraz pyszczka.
Słysząc jej odpowiedź, pokręcił głową. Samice!
— Wszystko dla nauki — wzruszył ramionami. — Czyli wcześniej były ładne?
Zapytał, poruszając wąsami. Wciąż siedzieli blisko siebie, mogli się niemal dotknąć wibrysami.
Kalinowy Powiew położyła łapę nad jego nosem, tak żeby w razie co nie pogorszyć stanu w związku z ubytkiem w dziąśle, odsuwając się od niego, chociaż też nie jakoś szczególnie daleko. Prychnęła i zmrużyła oczy.
— Zależy to od tego, czy o nie dbałeś!
Prychnął, a mając łapę kotki na pyszczku, zmrużył oczy.
— Huh! Na pewno mam ładniejsze zęby niż połowa Klanu! — Odpowiedział. — Przecież oni to banda dzikusów! Na pewno nie dbają, a na starość wszyscy będą szczerbaci!
Ach i tym sposobem wrócił stary zrzędliwy Chudy. Chociaż musiał przyznać, że wyglądali komicznie. Kalinka trzymająca go na dystans jak niesfornego kociaka, z łapką na jego pyszczku, a on wcale nie próbujący się spod tego dotyku wydostać. Siedzieli tak po prostu i wymieniali się uwagami, dopóki nie zarządzono powrotu. Wtedy też vanka uniosła swój zadbany ogon do góry i odeszła, a Chudy Grzbiet, omamiony jej zachowaniem, dalej tam trwał. Ruszył się, dopiero kiedy Gruba Ryba do niego podszedł, pytając, czy będzie “to” jadł. Chudy zabrał do siebie swoją zdobycz, odmawiając tym razem bratu podzielenia się…
~*~
Kiedy jego ubytek się zagoił, czyli raptem dwa wschody słońca później, Chudy miał już ułożony misterny plan. Potrzebował do jego zrealizowania drugiego kota, ale nie byle jakiego. Musiał nim być ktoś, kto go nie ocenia, nie wypytuje zbytnio, tylko bez słowa pomaga.
Idealnie wpasowywał się tutaj Nocny Śpiewak!
Bury siedział jak zwykle przy swoich ziołach. Jego sierść ładnie odrastała, pokrywając wciąż chude boki z wystającymi żebrami. Jedzenie ziółek popłacało, a i czasem rozmiękczał je z wodą, by zrobić okład lub dziwny kleik, który potem wciągał niczym komar krew. Niedługo będzie najprzystojniejszym medykiem w całym lesie! Jeśli udałoby mu się wyhodować tak piękną okrywę włosową, jaką mieli jego bracia, to uhuhu! Ależ by było wspaniale! Co prawda nigdy nie osiągnie takiej gęstości, jaką ma Noc, ale może to i lepiej, mniej dbania i kołtunienia…
Nagle, jakby przywołany, do medycznej nory zajrzał wspomniany wojownik. Kocur miał załzawione oczy i oddychał pyszczkiem, co zwróciło uwagę burasa.
— Co się dzieje, bracie? — Zapytał od razu, nim czarny zdążył wydobyć z siebie słowo.
— Nic poważnego... przynajmniej tak myślę — odparł Noc, wycierając łezkę z kąta oka. — Ale cokolwiek to jest chciałbym się tego pozbyć, zanim moje kociaki przyjdą na świat...
Chudy od razu jeszcze bardziej się ożywił.
— Ach! Ach! Będę wujkiem! — Miauknął radośnie. — Chodź no, przebadam Cię, będziesz jak nowy akurat w czas ich narodzin!
— Będziesz najlepszym wujkiem pod słońcem. — odparł Noc i podszedł do brata, pozwalając mu się zbadać — Chcesz je spotkać od razu po narodzinach?
Chudy nucąc coś pod nosem, zabrał się za oględziny brata. Był w podejrzanie dobrym nastroju. Słysząc pytanie, poruszył wąsami.
— Będę najpierwszy, żeby je przebadać, jak przyjdą na świat! — Miauknął. — Już ja o to zadbam, żebym własnymi łapami sprawdził, czy z dziećmi mojego drogiego braciszka wszystko w porządku! Swoją drogą, jesteście partnerami z tym kotem?
— Nie, nie. — Noc pokręcił głową. — Pszczeli Rój zgodził się po prostu urodzić te kociaki. Nie wiem, czy będzie chciał być w ich życiu, ale jeśli chce, to nigdy mu tego nie zabronię. — odparł. —Aczkolwiek nic nas nie łączy poza prostym kontraktem…
Chudy wydał z siebie cisze "mhm", nim poporcjował zioła.
— Twoja diagnoza to katar! — Oznajmił. — Ten Wasz... "Kontrakt"... Ktoś Ci go narzucił czy Ty... uchh, chciałeś być ojcem?
Właściwie nigdy nie rozmawiali na te tematy. Chudy nie poruszał w sumie z nikim rozmów o partnerstwie czy posiadaniu kociąt, wiedząc, że jego to raczej i tak żadna nie zechce. Co tu mówić o kociętach…
— Katar... Nie brzmi strasznie. — odetchnął z ulgą Noc. — Nie. Tak... Ciężko powiedzieć. Słota z pewnością wpłynęła na tę decyzję, ale sam też spędziłem dużo czasu, nad tym rozmyślając, wiesz... I cóż... Pszczeli Rój zgodził się bez większego oporu. Wszyscy inni nie byli bardzo chętni, a on... tylko wzruszył ramionami i się zgodził.
Pokiwał głową na znak zgody. Wydzielił porcję lekarstwa, kładąc ją na liść. Podrygiwał przy tym nieco, co mogło być zastanawiające dla kogoś z boku.
— Słota? Nigdy jej nie lubiłem — mruknął bury. — Na pewno Twoje dzieciaki będą po Tobie przystojne, hehe. Jesteś pierwszym z naszej trójki, który dorobił się potomstwa. — Zauważył.
— Rozumiem, dlaczego mógłbyś jej nie lubić. — przyznał Noc. — Nie zmienia to faktu, że miała na to duży wpływ. Ona i jej dzieciątka, którymi co jakiś czas się zajmowałem. Nie mogę się doczekać... To już tak niedługo. Moje kociaki... — łezki zebrały się w kącikach jego oczu.
— Hah, jesteś szczęściarzem — mruknął jedynie.
Tak... jego brat był tym, co opisuje sukces. Umięśniony, mądry i zabawny, zawsze pomoże. Na pewno dlatego Słota go nagadała. Chociaż kto wie, ta kotka ma coś z głową ewidentnie.
— Wierzę, że znajdziesz sobie kiedyś partnerkę swoich marzeń — miauknął. — lub partnera.
Po czym puścił mu oczko, wciskając liść z ziołami i instrukcjami.
— Dużo wiary... Może za dużo. W tym klanie wszyscy oglądają się na mnie trochę jak na dziwaka, kiedy z nimi rozmawiam. Wszystkie moje relacje są bardzo pobieżne... — Przyznał Noc i uśmiechnął się krzywo. — A jak już jesteśmy w temacie — Noc zmrużył oczy z szerokim uśmiechem. — Jak tam z Kaliną? Widziałem Was na zgromadzeniu w ...ciekawej pozycji.
Bury medyk słuchał brata i pomyślał mimochodem "może to przez nasze więzy krwi? Gdybyś pochodził z innej rodziny, na pewno miałbyś wianuszek przyjaciół". Posmutniał nieco, ale tylko na chwilę. Kiedy Noc dowalił następnym pytaniem, Chudy momentalnie się spiął, czując jak jego serce zaczyna przyspieszać, a sierść nieco unosić na karku. Zalała go fala ciepła, jakby został złapany na gorącym uczynku, a sam nie do końca wiedział, dlaczego reagował w ten sposób na pytanie od Nocnego Śpiewaka.
— Z-Z kim...?! K-Kalinką...?? Nie wiem o c-czym mówisz. — Wydukał.
— No tak... nie wiesz... Na pewno? Bo wydaje mi się, że widziałem ją zaglądającą Ci ... w zęby? — Zagadnął Noc. Nie był pewien co tam właściwie, dokładnie się wydarzyło, ale… — Niewinnie to, to nie wyglądało.
Chudego na chwilę zamurowało, jednak po tym, jak sens słów do niego dotarł, odetchnął z ulgą.
— Heheheh... bo widzisz, zdarzyła się taka sytuacja... troszkę specyficzna. — Wydukał, gestykulując łapami. — Tak jakby umówiłem się z jednym owocniakiem na przeszmuglowanie mi jabłka na zgromadzenie i gdy chciałem je zjeść, to mój ząb postanowił wypaść i został w tym jabłku... No i Ty z kimś gadałeś, więc nie chciałem Ci przeszkadzać, ale zobaczyłem Kalinkę niedaleko, to poszedłem do niej i ku mojemu zdziwieniu, ona mi pomogła! Zajrzała mi do buzi i powiedziała, którego zęba mi brakuje... Wszystko n-niewinnie, hahah... tak jak widzisz... — powiedział niemal na jednym tchu.
Noc miał ochotę się śmiać w głos, ale jego zatkany noc mu to utrudniał.
— Acha... No... Niewinne... — Wypuścił nieco powietrza pod nosem z rozbawieniem. — Bracie... jesteś czerwony od czubka głowy do czubka ogona... — Noc zerknął na brata. — Na pewno nie ma między Wami czegoś więcej? Albo, chociaż... małego zauroczenia z twojej strony, co? Ty zawsze tak mocno na nią reagujesz.
Chudy potarł łapą o łapę niezręcznie. Wypuścił z płuc powietrze, a jego ogon drgał nerwowo. Tak... Tak, Noc miał bardzo bystre oko, a Chudy był naiwny myśląc, że go zwiedzie. Pod naciskiem czarnego kocura, spojrzał się w ziemię, a upewniwszy się, iż nie ma nikogo dookoła, wyszeptał.
— S-Sam nie wiem, o co chodzi... Nie wiem, dlaczego tak na nią reaguję. C-Ciągle się kłócimy, a jednak ja wciąż próbuję ją zaczepiać nawet z tak głupimi rzeczami, że pewnie uważa mnie za jakiegoś odklejonego. — Kopnął leżący obok kamyk, a ten poturlał się ku ścianie nory. — Chociaż pewnie w tym ma rację, ugh. Ona... Ona po prostu jest taka, taka uhh! Brakuje mi słów w słowniku!
— Ach... — Noc uśmiechnął się i podszedł do brata, żeby się otrzeć o jego bok. — To ewidentnie miłość. I to jeszcze taka skomplikowana... — odetchnął. — Mam wrażenie czasami, że ona też się na ciebie patrzy, jakby nie chciała się przyznać do tego co czuje. Oboje latacie wokół siebie jak dwa lisy za zającem…
Chudy Grzbiet poczuł mrowienie, a w żołądku dziwne łaskotki, słysząc słowa brata. Czy było to możliwe?
— Wybacz mi Noc, ale nie mogę w to uwierzyć... — Mruknął smętnie, patrząc w bok. — Kalinowy Powiew jest gdzieś tutaj — podniósł wysoko jedną łapę. — a ja tutaj — drugą położył niemal przy ziemi. — Wiesz, heh to nie tak, że liczę na cokolwiek, bo jednak nie jestem jakiś zbyt... hmmm no nie ma na czym oka zawiesić, a Kalinowy Powiew to kotka z klasą przecież. Nie to, co ja, wieśniak i to jeszcze bez zęba! Pewnie rozmawia ze mną z litości…
— Och bracie, bracie. — Noc przyciągnął go do siebie bliżej. — Zdradzę Ci pewną tajemnicę. Miłość, zwłaszcza ta szczera i prosto z serca nie patrzy na to, czy Ty jesteś tu, a ona tu. — powtórzył po bracie jego gest. — O nie. Miłość powoduje, że Ci głowa głupieje. Że nie wiesz jak się zachować, więc się z nimi kłócisz. Że nie widzisz przyszłości bez tego drugiego kota, że lubisz ich zaczepiać bez powodu. Że ta druga osoba znosi wszystkie twoje humorki i wybrzydzanie. Że patrzysz się na nich a oni na Ciebie zza obozu i oboje odwracacie wzrok, bo co innego można powiedzieć. Chudy, bracie, to gdzie jesteś i kim jesteś, nie ma znaczenia, bo miłość nie jest logiczna. Nigdy nie była i nigdy nie będzie. Stąd tyle kociąt urodzonych z kotów z dwóch różnych klanów. Stąd koty, które rodzą się z samotników. Stąd koty, które rodzą się medykom, w klanach, w którym im tego nie można.
Chudy pozwolił, by brat przysunął go bliżej do siebie, czując od razu miękkość jego futra. Przymknął oczy, mrucząc chwilę. Kiedy Noc zaczął mówić, otworzył niebieskie ślepia, podążając za łapami wojownika. Słowa Nocnego Śpiewaka były tak szczere, spójne, płynące prosto z serca, podyktowane dobrem ich obydwóch, że medykowi ciężko było zaprzeczyć. Poza tym... czy powinien to robić? Na siłę wręcz wykłócać się z bratem, zamiast przyjąć jego pomocną łapę, dobre słowo, napełniające go nadzieją?
Westchnął cicho, kiedy czarny kocur zakończył wypowiedź.
— Skąd Ty to wszystko wiesz, braciszku? — Zapytał, gorzko się śmiejąc. Spojrzał ku wyjściu z medycznej nory. — Ja chyba naprawdę dla niej zgłupiałem. Tylko... tylko że to wszystko jest bardziej skomplikowane, niż myślałem. Na początku sądziłem, iż ona mnie po prostu wkurza, bo jest we wszystkim lepsza i każdy ją lubi, zaczepiałem ją, bo mnie drażniła. Dopiero tak nie wiem nawet kiedy, zacząłem zauważać jej piękno, mądrość i błyskotliwość. Martwiłem się, gdy walczyła z psem, albo ostatnio kiedy wyglądała na przepracowaną... Bo ja... ja się boję, że... — zniżył głos, szeptając — że ona mnie już skreśliła przez to, jak ją traktowałem...
— Wiesz, że nigdy nie jest za późno na zmianę? — Noc poklepał brata po plecach. — Nigdy. Nawet jeśli skreśliła Cię teraz, nie znaczy, że jesteś skreślony na zawsze... zresztą. Jak się na nią patrzy, to nie odnosi się wrażenia, że nie lubi Cię jakoś bardzo... Raczej... że wkurzasz ją na tyle, że aż jej serce się dla Ciebie ogrzewa. Że irytujesz ją tak mocno, że się wręcz, w tobie zakochała... I wiesz... to zgromadzenie mnie tylko utwierdza w tym, iż właściwie jedyne co wam stoi na drodze to wasza nieumiejętność przyznawania się do własnych uczuć…
Chudego zatkało. Dosłownie. Zabrakło mu, co się rzadko zdarza, języka w gębie. Noc tak dokładnie podsumował całą sytuację z Kalinką, że medyk nie wiedział, co ma odpowiedzieć. Jakim cudem on tak dobrze znał się na kotach? W ogóle na uczuciach? I ten kocur wciąż był singlem? Niesamowita była to zagadka...
— Ty em... uchhhh — wydukał zawstydzony, przejechany szczerością brata jak zające na jezdni. — Ja nie wiem co powiedzieć…
— Nie musisz nic mówić. Ważniejsze jest, co zrobisz Chudzielcu Ty mój kochany. — Odparł Noc. — Dobrze... Ja będę leciał, pójdę zanieść jakąś mysz Pszczelemu Rojowi i zażyć moje leki. A Ty mój drogi bracie... możesz albo dalej patrzeć z daleka, albo w końcu wziąć się w garść i spróbować. Jeśli się nie uda, to przynajmniej próbowałeś…
Noc tak jak powiedział, tak zrobił, biorąc zawiniątko w zęby. Zostawił zamurowanego Chudego, który nagle oprzytomniał. Wyleciał za bratem na zewnątrz i wziąwszy głęboki wdech, wydarł się na cały obóz.
— JUTRO BĘDZIESZ MI POTRZEBNY, WIĘC ZAREZERWUJ SOBIE CZAS !
Tak, bo przez to wszystko zapomniał, co chciał od Nocy…
<Braciszku? hihihi >
Wyleczeni: Nocny Śpiewak
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz