Promyk przekroczyła rzekę ze względną łatwością. Jedyne co jej nie odpowiadało to, że w ogóle musiała to zrobić. Klan Wilka był przerażający, ale zanim znajdzie samotnika lecznika to zdąży się jej pogorszyć. Podeszła bliżej i wspięła się na drzewo na wszelki wypadek. Tam jej oczom ukazał się chudy, acz wysoki kocur ubrany w pelerynę z ziół. Yup... na pewno medyk.
— Kto tam jest?! — Zapytał drżącym głosem kot.
— Dzień dobry — przywitała się z nim, zeskakując z drzewa. Czasami zapominała, ile ran miała na ciele.i że wygląda przerażająco dla niektórych kotów. Może go nie wystraszy na amen. Kot wyglądał na marnego.
Medyk odskoczył kilka kroków w tył, próbując zlać się z tłem lasu. Kocur oddychał szybko, a jego serducho uderzało nieregularnie ze strachu. Machnął nerwowo ogonem. — Zobaczymy czy taki dobry! Czego chcesz?! — Fuknął, marszcząc krótki nosek. Przestraszyła go jednak całkiem porządnie. Trudno. Promień usiadła na ziemi i gdyby mogła, to założyłaby łapy na ogon. Chciała wyglądać jak najmniej groźnie dla nowego towarzysza.
— Szukam ... Pomocy. Medycznej...— wyjaśniła cichutko. Zmarszczył brwi. Położył uszy jeszcze bardziej po sobie, nie wyglądając na przekonanego. Potem wypuścił nerwowo powietrze z płuc.
— Ta j-jasne! — Warknął. – Czemu samotnik miałby potrzebować pomocy od kotów z klanu?
— Może, dlatego że samotnik, który się na tym zna, jest bardzo daleko i jest ciężki do znalezienia. — miauknęła zaskoczona pytaniem. Jako kot klanowy ona sama zdawała sobie sprawę z tego jak ciężkie są do wyleczenia choroby, dla kotów bez klanu. Czyżby Klan Wilka operował aż tak różnie? — Zanim znajdę samotnika medyka, zdążę oszaleć. Nie spałam od dwóch dni.— potarła łapą pysk. Widać było pod jej oczami worki. Chudy wyprostował uszy i nieco się rozluźnił. Wysłuchał tego, co mówiła i poruszył wąsami. Popatrzył na kotkę. Zmierzwione futro od długiej wędrówki, zmęczone, mętne oczy, blizny na ciele...
— Samotnicze życie daje w kość, co? — Zapytał z gorzką nutą w głosie. Wypuścił powietrze ponownie, uspokajając się bardziej. — Jako medyk nie odmówię Ci pomocy, ale szczerze to nie do końca mi się to podoba! Znaj moje dobre serce i powiedz mi objawy, jakie masz. Tylko nie zbliżaj się za bardzo do mnie!
—To nie życie samotnicze pozbawiło ogona i oka niestety. — mruknęła, ale urwała swoją historię. — Okej. Dziękuję Więc... Czuję się zmęczona, ale nie mogę spać. Ilekroć zapadam w sen, jest on płytki i szybko się przebudzam. Nawet szum miasta, który zazwyczaj buja mnie do snu, mi nie pomaga. Ani cisza z działek dwunogów. Nic... nie mogę spać. — wytłumaczyła Była wdzięczna, że ten kot klanowy jej pomoże.
Chudy zmarszczył bardziej brwi. Pogrzebał pazurem w ziemi, nim odpowiedział coś treściwego.
— Eh... wygląda mi to na bezsenność. — Burknął. — M-Mogę dać Ci mieszankę ziół, która pomoże... ale masz coś dla mnie w zamian?
— sama mam niewiele, ale mogę zaoferować... upolować wam coś. Wspinam się też dobrze, mogę sięgnąć po zioła, których ty nie sięgasz, chociaż ja słabo się na nich znam...— oświadczyła. Miała niewiele do zaoferowania, a jej zmęczona głowa nawet nie pomyślała, że kot klanowy mógłby czegoś od niej chcieć. Zawsze miała to po prostu dostępne. — Jest coś, czego byś sobie życzył w zamian?
Medyk zaczął zastanawiać się, co mógłby chcieć od kotki. Myślał i myślał... aż wymyślił!
— Znajdziesz mi gałąź, która będzie niezbyt długa, ale też nie za krótka i musi mieć koniecznie kilka małych gałązek na jednym z końców. Będę się nią drapać — Polecił, po czym zaczął przygotowywać mieszankę dla kotki. Promyk zmarszczyła nos. To było dziwne żądanie. Banalnie proste. Kotka zadarła głowę do góry. Drzewa tutaj były głównie iglaste, ale odrobina liści wystawała to tu to tam z wysokich buków i platanów. Kiwnęła głową do medyka i zaraz była na drzewie. Wspinaczka na sam czubek zajęła jej parę uderzeń serca. Tam zerwała odpowiednią gałązkę. Młodą, giętką, ale wystarczająco wytrzymałą, aby nie złamała się na kościstych palcach kota z klanu wilka. Zaraz potem zgrabne zeszła na ziemię, lądując zaraz obok medyka. Rzuciła jego życzenie pod jego nogi z delikatnością, na jaką było stać jej zaspane kości.
Kiedy kotka rzuciła mu drapaczkę na ziemię, uśmiechnął się niczym kociak i machnął zadowolony ogonem.
— Nigdy więcej swędzących pleców! — Miauknął triumfalnie. Kocur zabrał gałązkę i położył obok nieużytych ziół. Następnie przełożył mieszankę na duży liść, podsuwając ją kotce. — Masz tutaj wydzielone porcje na trzy wschody słońca. Nie bierz wszystkiego na raz — polecił. — uwierz mi, że cała dawka za jednym razem nieźle Cię wychłosta! - zarechotał.
Promyk wzięła zioła, rzucając szybkie podziękowanie i udała się z powrotem do miasta. Leki zadziałały szybko, zwłaszcza że brała je według polecenia. Wkrótce znowu mogła spać po nocach.
<Chudy?>
wyleczeni: Promienne Słońce
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz