Nikt nie mógł wmówić drugiemu kotu, że nie wcale nie nadeszła Pora Nagich Drzew. W obozie napadało tyle śniegu, że większość kotów musiała skakać, żeby przedostać się na drugi koniec głównej polanki. Śnienie szczerze się niecierpliwił, zdążył już wrócić z patrolu granicznego wraz z Koniczynem, Purpurą, Całunką i Deglezją. Cały ich las był strasznie ośnieżony, dlatego wszyscy przemarzli, a na dodatek tego złego stróże jeszcze nie odśnieżyli obozowiska. Co za lenie! Zmarznięty przysiadł przy stercie zdobyczy. Nie powodziło im się najgorzej. Nadal Owocowy Las miał co jeść, co uspokajało wszystkich. Kolendra wraz ze swoimi towarzyszami, zostali przez ten czas w obozie i co, jakiś czas Śnienie słyszał ich podśmiechujki. W końcu przestawał sam na nie zwracać uwagę. Reputacja drwiących nie była bez skazy. Cały Owocowy Las zastanawiał się, jak mogą ukarać zastępcę, któremu nie wypada mieć takich przywar oraz resztę kotów. Skupiony na wybieraniu zwierzyny nawet nie zauważył, że do niego podeszła Wrona.
— Witaj Śnienie! Jak dzień mija? — zamruczała młoda zwiadowczyni.
— Hm? A, tak. Witaj Wrono, właśnie wybieram sobie zwierzynę do przekąszenia. Nie wiem, jak ty, ale najlepiej smakują mi myszy. Najprostsza zwierzyna, jaką tylko można złapać oraz popularna w każdym klanie — lokalizując małe brązowe futerko gryzonia na stercie, złapał go w pysk i odszedł z nim na pobocze, starając się odśnieżyć miejsce, tak by on oraz jego towarzyszka mogli w spokoju zasiąść. — Byłem jeszcze na porannym patrolu granicznym. Niestety ciężko się porusza po lesie, jak jest tak dużo śniegu. Purpura, Całunka i Deglezja zamarzły i teraz grzeją się w legowisku wojowników, a Koniczyn stara się wyrwać z futra ubite kuleczki śniegu. Widzę, też, że w obozie nic się nie zmieniło od naszego wyjścia. Wiesz może, kto powinien się tym zająć?
Wrona nie była zbytnio zainteresowana z nim rozmową, szczególnie na takie tematy. Poruszyła jedynie wąsami i wzruszyła ramionami.
— Pewnie stróże, jednak jest tak zimno, że mam wrażenie, że sparaliżowało całą społeczność.
Odpowiedź kotki szczerze nie usatysfakcjonowała kocura. Zwiadowczyni raczej nie miała większego problemu ze śniegiem, gdyż jej ranga naciskała na przemieszczanie się głównie po drzewach po ich terytorium. Natomiast on jako wojownik, musiał sprawdzać podszycie i wiedzieć, co się dzieje na dole.
— Czyli mówisz w sumie wszystko, to co już wiem — mruknął, biorąc pierwszego gryza myszy.
— Nie przeszkadza ci Kolendra? W sensie, że nie obgaduje cię? — mruknęła dymna.
— Denerwować? Oczywiście, że to robi. Szczególnie jeśli nie pozwala mi na ten moment na mianowanie na wojownika, chodź jestem na tyle stary, jak i przeszkolony, żeby nim być. Obawiam się, że może mi nie ufać lub robić mi na złość — zjadł w końcu swój posiłek i oblizał wąsy. — Może też mieć dobre intencje w tym, że jeszcze nie chce mnie mianować, choć mogę sobie z tego nie zdawać sprawy…
Tak naprawdę wiedział, że kocur nadal jest na niego zły, że ten Porą Opadających Liści zaciągnął go nocą na polowanie i na dodatek nie posłuchał się w chwili, która zagrażała życiu ich obojga. Jednak Wrona wcale nie musiała o tym wiedzieć.
— Hm… A może powinieneś poprosić Czereśnie o zmianę mentora? Pewnie ktoś by cię przyjął i nie musi być to konkretnie Kolendra. Tym bardziej że strasznie wszystkich obgaduje…
— Chyba nie mam aż takiej potrzeby na zmianę mentora, Wrono. Przecierpię jego nauki i będę mógł w końcu zostać wojownikiem.
A tak naprawdę nie zamierzał rezygnować ze statusu rudzielca. Kocur może nie ma dobrej opinii, jednak wcześniej musiał mieć, skoro zawdzięcza Czereśni tak wysoką rangę. A skoro lider przydzielił mu samego zastępcę, to Śnienie nie może tego zmarnować, tylko dlatego, że Kolendra jest głupkiem. Może sam kiedyś dzięki temu zostałby liderem? Na pewno by się nie obraził.
— Czyli go lubisz — stwierdziła młodsza kotka.
— Tak i nie. Nie przepadam braku profesjonalizmu, jaki on pokazuje. Jednak każdy kot ma jakieś wady.
Wrona znudzona jego gadaniem kręciła się, przynajmniej jakby usiadła na igliwiach albo miała pchły w zadku.
— A chciałbyś zapolować, tak jak to robią zwiadowcy? — powiedziała w końcu.
— Miałbym udawać wiewiórkę? Nie mam ani długiego ogona, ani nie jestem rudy — zaśmiał się. — Natomiast Kolendra spełnia oba te kryteria.
Wrona na porównanie jej rangi do wiewiórki napuszyła się i nadęła policzki w udawanej złości.
— Wcale nie jesteśmy wiewiórkami, a poza tym myślę, że mogłabym cię co nieco nauczyć. Kiedyś będę mentorką, więc muszę potrenować nauczanie głupich futrzaków. Bez ogona, czy z ogonem może trochę uda ci się poskakać po gałęziach! — zamruczała kotka z nową energią. Już nie nudziła się przez jego nudną gadkę.
— Albo spadnę i skręcę sobie kark. Nie masz nikogo ze zwiadowców, kto mógłby z tobą pójść?
Wrona pokręciła przecząco głową. Śnienie rozejrzał się po obozie i rzeczywiście, koty były zajęte odśnieżaniem lub regeneracją, a większej części nawet nie było w obozie. Chyba będzie musiał się zgodzić. Nie uśmiechało mu się skakanie po drzewach, skoro nie tak dawno wrócił do obozu z porannego, chociaż z drugiej strony mógł ulepszyć swoje poruszanie się po drzewach niczym zawodowiec. Kocur w końcu skinął głową kotce.
— Niech ci będzie.
— Wiedziałam, że się nie oprzesz! — zachichotała Wrona i wyprowadziła go z obozu.
Oboje razem poszli w ustronne miejsce poza obozem, jednak na tyle blisko, że gdyby Śnienie doznał jakiejś kontuzji, to od razu mógłby się skontaktować z Gołąbkiem. Wspięli się na pierwsze drzewo i młoda zwiadowczyni zaczęła mu tłumaczyć teorię, a potem przechodząc do praktyki, pokazywała jak przeskakiwać z drzewa na drzewo, jak wybierać odpowiednie do tego gałęzie oraz jak utrzymać balans. Oczywiście to ostatnie sprawiało mu najwięcej problemów, gdyż nie miał długiego ogona, tylko kikut. Wrona też zauważyła ten problem i starała się jakoś nakierować kocura, na inny sposób, dzięki czemu mógłby lepiej zachować balans.
Śnienie na początku też czuł się dość dziwnie, gdyż uczyła go o wiele młodsza kotka. Nie łapał za bardzo młodzieżowych żartów, które bawiły teraz młode koty. Nie chciał się otworzyć lub wyjść na dziecinnego, więc kiedy tylko dymna zaproponowała, żeby pościgać się po koronach drzew, ten nie przystał na propozycje. Jednak był wdzięczny Wronie, że ta udzieliła mu treningu, który pewnie miał każdy zwiadowca. Może teraz będzie lepszy niż większość wojowników w Owocowym Lesie?
Kiedy tylko wrócili zmęczeni do obozu, polana była odśnieżona. W obozie od razu przytulniej się zrobiło.
***
Pora Nowych Liści już nadeszła. On został mianowany na wojownika i nosił dumnie dwa nacięcia na prawym uchu. Cały dzień padało, a on już dawno był po pierwszym patrolu, a teraz szykował się na kolejny.
— Wrono? Pójdziesz z nami na patrol łowiecki? Możesz przetestować moje umiejętności łowieckie, których mnie nauczyłaś. Nie jestem może zwiadowcą albo wiewiórką, ale co nieco umiem dzięki tobie — zagadał do przechodzącej obok kotki.
< Wrono? >
🌙
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz