*parę dni później*
– Skrzydlata Płomykówko, mam jeszcze do ciebie jedną sprawę – zagadnęła, nim kocica udała się do jednej z odnóg w towarzystwie Cyklonowego Oka, Śnieżycowej Burzy, Gadożerowego Pyska, Małej Bazi oraz Dzwonkowego Świstu. – Czy mogę wziąć udział w następnym patrolu, którym będziesz przewodzić?
~~~
Krokusowa Kruchość dzieliła języki wraz z Srebrzystą Równonocą i Słodką Dziewanną. A właściwie to Krokus była tą, której futerko było pielęgnowane. Matka czule lizała ją po łebku, dokładnie tak samo, gdy była malutkim kociakiem, natomiast Równonoc pilnowała, aby futro na ogonie siostry pozostało schludnie ułożone.
– Co wy knujecie... – miauknęła Krokus, wyślizgują się spomiędzy kocic. Strzepnęła ogonem, zastanawiając się, co mogło być powodem ich dziwnego zachowania.
– Czy to źle, że chcę zadbać o wygląd mojej córki? – Jako pierwsza odezwała się liliowa szylkretka, spoglądając z ukosa na drugą córkę. – Ostatnio zaniedbałaś pielęgnację swojego futra. Jeśli nie chcesz nabawić się wysypki czy innych chorób skóry powinnaś każdego dnia poświęcać więcej czasu na pielęgnację futra niż dwa liźnięcia przed pójściem spać. – Skrzyżowała łapy wzdychając. – W południe udasz się razem ze mną i Gadożerowym Pyskiem przeszukać stary obóz. Jeśli wierzyć na słowo Gradobijącemu Cierniowi, w starym legowisku medyków powinny znajdować się wciąż zioła zdatne do użycia.
– Ty z nami nie idziesz? – spytała, przenosząc spojrzenie na Równonoc.
– Poszłabym, gdybyś pozwoliła mi dokończyć rozplątywanie kołtuna na twoim ogonie. – Przeciągnęła się. – A oprócz tego mam jeszcze dzisiejszy trening do odchaczenia z Perłówkową Łapą. Będziemy patrolować granicę z Klanem Wilka wraz z Oskrzydlonym Ognikiem i Żywiczną Łapą.
Krokus nieznacznie poruszyła uchem na dźwięk "granica Klanu Wilka". Wątpiła, aby zapach Dzikiego Berberysa wciąż był wyczuwalny. Deszcz oraz zamiecie śnieżne na pewno zatarły jego zapach, jak i ślady łap. Zamyślona położyła łapę na sercu, wpatrując się w stronę tunelu prowadzącego do Kamiennych Strażników.
– Właściwie, będę się już zbierać. Udanych poszukiwań.
~~~
Była zła na siostrę, jak i matkę. Czuła się zdradzona przez kocice, którym ufała od urodzenia. Widziała, że chcą dla niej jak najlepiej, jednak naprawdę uważały, że starając się ją zeswatać z Gadożerowym Pyskiem wyświadczą jej przysługę? Czy ona naprawdę sądziły, że tym co potrzebowała był biały kocur u jej boku? Sam Gadożer wyglądał jakby za karę brał udział w spisku Słodkiej Dziewanny oraz Srebrzystej Równonocy. Rozmowa między nimi była niezręczna, nie kleiła się. Cały dobry entuzjazm wyparował z kocura, gdy tylko pojął w czym bierze udział, jednak starał się robić dobrą minę do złej gry.
– Krokusowa Kruchości... – Gadożerowy pysk starał nadążyć za wojowniczką, która dość sprawnie przedzierała się poprzez zaspy. – Naprawdę cię przepraszam... Słodka Dziewanna poprosiła mnie...
Gdy w zasięgu spojrzenia dostrzegła dobrze znane jej cętkowane futro, znacznie przyspieszyła. Nie miała ochoty słuchać tego, co miał jej do powodzenia Gadożerowy Pysk. Nie interesowało ją to.
– Skrzydlata Płomykówko! – zawołała, zwracając tym samym uwagę zastępczyni oraz pozostałych kotów biorących udział w patrolu. Gdy tylko udało jej się dotrzeć do nich, padła u łap cętkowanej, ciężko dysząc.
– Na Klan Gwiazdy, Krokusowa Kruchości! Jestem święcie przekonana, że Wdzięczna Firletka, jak i ja sama zabroniłam ci się przemęczać, a tym bardziej biegać! – skarciła wojowniczkę, pomagając jej podnieść się z ziemi razem z Cyklonowym Okiem. – Mam ci zabronić wychodzić poza obóz, jak to w zwyczaju kara się młodych niesfornych uczniów?
– Brzmisz tak, jakbyś miała zaraz wyzionąć ducha... – mruknął kremowy kocur, przytrzymując Krokus, aby ponownie nie wylądowała na brzuch. – Gadożerowy Pysku! Chodź no tutaj! Nie stój jak kołek!
Biały kocur niepewnie zbliżył się do patrolu, chowając ogon między tylnymi łapami. Zbliżył się do Cyklonowego Oka, który bez uprzedzenia zsunął Krokus na jego bark.
– Wszystko w porządku? Stało się coś? Biegliście tak, jakbyście przed czymś uciekali... – zastępczyni zwróciła się do białego kocura, taksując go spojrzeniem.
– Nie... przed chwilą byliśmy w starym obozie. Mieliśmy go przeszukiwać. Miała nam jeszcze towarzyszyć Słodka Dziewanna, ale źle się poczuła po zjedzeniu piszczki i została w obozie. J-ja nie wiem co się stało... Krokus nagle zerwała się do biegu, więc odruchowo za nią pobiegłem, aby mieć pewność, że nic jej się nie stanie... Biegi jej nie służą. Wiem o jej przypadłości – ściszył nieco głos, tak jakby chciał poinformować tylko o tym Skrzydlatą Płomykówkę. Przeniósł spojrzenie na Krokus, której udało się unormować oddech – Chcesz żebym zszedł na zawał? Gdyby coś ci się stało, Słodka Dziewanna obdarłaby mnie żywcem ze skóry... – Nerwowo poruszył uszami.
– I bardzo dobrze! – sapnęła, odsuwając się od kocura. Gadożer zaczął coś mamrotać o tym, że jest przeklęty lub też nieszczęścia, jak i nieporozumienia się go czepiają jak rzepy. – Wszystko jest w porządku Skrzydlata Płomykówko, jak w najlepszym porządku... Trochę ruchu mi się przyda, bo inaczej będę miała zastałe kości i na starość nie będę sprawna... – siliła się na żart, jednak sądząc po mimice pysków kotów nie wyszło jej to. – Nie udało nam się znaleźć ziół w obozie. Prawdopodobnie źle szukaliśmy lub po prostu wszystkie łatwo dostępne miejsca zostały przeszukane. – Zakasłała. – W-wiem, że jestem wątłego zdrowia i słaba jak nowonarodzone kocię, ale nie mogę bezczynnie siedzieć, widząc jak pozostałe koty dają z siebie wszystko, a nawet więcej. – Udało jej się wyprostować. – Dlatego jeśli pozwolisz, chce towarzyszyć wam podczas patrolu. Jeśli źle się poczuję, od razu cię o tym poinformuje, a Gadożerowy Pysk odprowadzi mnie do obozu. Proszę, Skrzydlata Płomykówko.
<Skrzydlata? Twardy zawodnik z krokus, a w dodatku ryzykant. ale ma dziewięć żyć cn>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz