Fląderka, leżąc na swoim posłaniu, przyglądała się śpiącym kociętom. Wełnianka, Centuria, Lipieniek i Komar. U jej boku brakowało dwójki kociąt, którymi do tej pory się zajmowała. Bzyczek oraz Pyza. Te dwa maluchy, które może i nie były jej biologicznymi dziećmi, a potomstwem czekoladowej samotniczki, pokochała, jak własne kocięta.
Początkowo obawiała się wchodzenia z nimi w interakcję, tym bardziej czuła niezręczność, kiedy Bzyczek omyłkowo zwrócił się do niej "mamo", a zaraz jedno z jej dzieci tłumaczyło mu, że szylkretowa kocica wcale nie jest jego mamą.
– Lipieńku... – zwróciła się do burego kocurka, który z nieco nadąsaną miną przyglądał się starszemu kocurowi. W jego spojrzeniu kryła się obawa... tylko przed czym? Czyżby jej synek obawiał się, że bardziej kochała znajdki niż swoje własne dzieci. – P-posłuchaj mnie uważnie, dobrze? Pyza i Bzyczek nie są moimi dziećmi, ale zaopiekowałam się nimi, gdy patrol przyniósł ich do klanu, nim wy się urodziliście.
Nie opowiedziała synkowi o dokładnej sytuacji pojawienia się trójki kociąt na terenach Klanu Nocy. Nie uważała, aby ta opowieść pomogła mu zrozumieć, dlaczego nie ma nic przeciwko temu, aby Bzyczek nazywał ją "mamą". Ta opowieść mogła również przestraszyć małego ciekawskiego kocurka, a tego nie chciała. Chociaż może Złocisty Widlik zdradził Lipieńkowi tożsamość matki trójki znajdek?
I przede wszystkim zapewniła o tym, że kocha bardzo czwórkę swoich biologicznych kociąt, jednak przez ten czas spędzony na zajmowaniu się znajdkami, również pokochała Bzyczka i Pyzę. Może i jej serce nie było duże, ale znalazło się w nim miejsce dla szóstki kociąt.
– No dobrze... wierzę ci. – Pokiwał łebkiem, podchodząc bliżej Fląderki. – Milczek jest bratem Pyzy i Bzyczka, prawda? – spytał, na co szylkretka pokiwała łebkiem. – To dlaczego nie jest pod twoją opieką... chodzi o twój i jego kolor sierści?
Lipieniek był bystrym kocurkiem, o czym Fląderka dość szybko się przekonała. Zastanawiała się, czy tę bystrość odziedziczył po którymś ze swoich dziadków. Jednak jego pytania czasami niepokoiły Fląderkę, podobnie, jak jego wyzywające spojrzenie rzucana chociażby Siwej Czapli czy innemu wojownikowi. Nie chciała, aby koty zaczęły plotkować na temat kolejnego z jej dzieci. Właściwe wojownicy na pewno plotkowali o jej kociętach, o tym, kto był ich ojcem, czy zbiegły Konwaliowa Mielizna, czy może inny wojownik, który nie zamierzał przyznać się do ojcostwa. Jednak w szczególności wojownicy plotkowali o Wełniance i jej dziwnym podrygiwaniu, niemej Centuri czy Komarze, który zamiast podejść się i przywitać, straszył starszych wojowników i młodsze kocięta. Nie chciała, aby również Lipieniek stał się większym tematem plotek, tylko dlatego, że spojrzał się na kogoś w niemiły sposób.
– Moje mleko nie służyło Milczkowi. Nie wiem dlaczego, Lipieńku, jednak gdyby nie to, najprawdopodobniej nim również bym się zajmowała. I wtedy miałabym kolejnego synka, a ty braciszka... na szczęście mleko Sennej Łzy nie szkodzi mu. – Uśmiechnęła się, pozwalając sobie na nieco bardziej entuzjastyczny ton. – P-poza tym, opiekując się Pyzą oraz Bzyczkiem spłacam dług... moja mama, podobnie jak ich mama odeszła, gdy byłam bardzo, bardzo malutka. W klanie nie było wtedy żadnej królowej, która mogłaby się zająć mną czy moim rodzeństwem. Ale była księżniczka Czyhająca Murena. Cała nasza trójka, ja, moja siostra, po której nazwałam Centurię, Centuriowa Łapa oraz mój brat Rezedowa Łapa byliśmy wykarmieni przez księżniczkę. A oprócz tego zajmował się nami Złocisty Widlik. Wtedy był uczniem piastunki Kotewkowgo Powiewu.
Lipieniek zadał jej jeszcze kilka pytań, na które niestety nie była w stanie odpowiedzieć lub jej odpowiedź nie była zadowalająca dla małego kocurka.
Fląderka cicho pociągnęła nosem, na wspomnienie tej rozmowy sprzed kilku księżyców. Tęskniła za obecnością dwójki kociąt, które zostały odesłane do Klanu Wilka i rozdzielone z Milczkiem. Fląderka zastanawiała się, czy na kremowego kocurka wpłynęła jakoś ponowna rozłąka z rodzeństwem, jednak przed problemy ze zrozumieniem go, nie miała pojęcia. Wymarzona Słodycz uważała, że dla tych kociąt odejście do sojuszniczego klanu będzie szansą na możliwość podjęcia ścieżki wojownika. A tego właśnie Fląderka dla nich skrycie chciała, aby zamiast bycia odrzutami podobnie, jak i ona, z powodu koloru sierści, mogli zostać w przyszłości tym, kim pragną być. Dzielnym wojownikiem lub wszechstronnie uzdolnionym medykiem.
Pragnęła tego również dla swoich dzieci, ale obawiała się, że tylko jedno z nich będzie mogło otrzymać pozwolenie na przystąpienie do ceremonii ucznia i rozpoczęcie treningu. Okrywając ogonem kocięta, zaczęła nucić jedna z piosenek, którą zdarzyło się nucić Kotewkowemu Powiewowi, gdy Fląderka była kociakiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz