Szedł za Lśniącą Gwiazdą i Jagnięcym Ukłonem, starając się nie zwracać uwagi na Ćmią Łapę, idącą blisko niego. Najchętniej pożegnałby ją kilkoma niezbyt miłymi słowami, jednak zwracając uwagę na obecność Lśniącej Gwiazdy - nie mógł tego zrobić. Ojciec od zawsze wpajał mu i Firmamentowi znaczenie honoru, lojalności i wiary w Klan Gwiazdy. Zdarzały się już sytuację, kiedy to ostry język Migotu napracował sobie na chłodny wzrok przywódcy, skierowany w jego stronę. Zawsze w takich sytuacjach Migocząca Łapa czuł cichą dezaprobatę ze strony rodzica, mimo tego, że nigdy wprost nikt mu tego nie powiedział. Ale co miał zrobić? Ten plebs sam sobie na to zapracował. Musieli wiedzieć, gdzie ich miejsce.
Zjeżył lekko sierść na karku, czując na sobie czyiś wzrok. Spojrzał kątem oka na znajdującą się obok Ćmią Łapę.
– Możesz na mnie tak nie patrzeć? – zapytał ostro, starający się przy tym być na tyle cicho, by żaden z mentorów go nie usłyszał.
– Po coś mam przecież oczy – odparła młodsza uczennica.
– Tak, ale lepiej skup się na... – urwał, potykając się o własny ogon. – ...drodze – dokończył, ewidentnie niezadowolony z całej sytuacji. Chwilę później wreszcie doszli do obozu, a gdy tylko przekroczyli jego próg, Migocząca Łapa udał się jak najdalej od Ćmiej Łapy, żegnając ją przy tym niedbałym machnięciem ogona.
***
Sycząc coś pod nosem niósł ze sobą nowy mech do wymiany u starszyzny. Jak on nie lubił tego robić! I dlaczego musiał? Mieli przecież tych całych protektorów, nie robiących nic pożytecznego. Dlaczego w takim razie oni nie mogli zajmować się "obowiązkami" uczniów? Może wreszcie by się na coś przydali.
Wrzucił mech do środka legowiska i powoli przekroczył jego próg. Trójka starszych zwróciła się w jego stronę, a na dwóch pyskach Migot mógł dostrzec uśmiech.
– Witajcie – mruknął uczeń i lekko skinął głową.
– Witaj Migocząca Łapo, dobrze, że jesteś! Tym legowiską naprawdę przyda się wymiana – zaśmiał się Rozświetlona Skóra, który ewidentnie miał dobry dzień. W przeciwieństwie do Migotu, który nawet nie spojrzał w stronę starszego i od razu zajął się swoimi "obowiązkami". Gdyby tylko był sposób, by jakoś się ich pozbyć... Życie byłoby tak łatwe!
Odwrócił lekko głowę, słysząc jakieś rozmowy na zewnątrz. Był ciekaw, czy może ktoś chciałby się z nim zmienić. Musiał przecież jakoś wymigać się od tego wszystkiego.
Powoli zaczął się wycofywać, by móc zobaczyć, kto jest obok legowiska starszyzny. "Naprawdę?" – zapytał sam siebie w myślach, widząc tam znajome kremowe futro i krótki, niczym królika ogon. To był ten chwast! Ćmia Łapa. Dlaczego znów musiał na nią trafić? Ale może to był jakiś plus dany mu przez Klan Gwiazdy? Przecież Ćmia Łapa była uczennicą medyka. Wycieczki do starszyzny były dla niej wręcz codziennością. Kolejny raz raczej nie powinien nic jej zmienić.
– Ej chwaście – powiedział do kotki, która na te słowa od razu się odwróciła.
– Nie jestem chwastem! – odparła ostro.
– Ale jednak zareagowałaś – prychnął rozbawiony Migot.
– Zareagowałam, bo ktoś mnie wyzywał.
– Jasne, jasne – powiedział olewczo niebieski. – W każdym razie, chcesz może wymienić mech u starszyzny? – zapytał, przechodząc wprost do interesów. Nie chciał rozmawiać z kotką dłużej, niż było to konieczne.
– Mam własne obowiązki, nie będę wykonywać twoich! – oznajmiła Ćmia Łapa, na co Migot tylko westchnął.
– No weź. Jesteś uczniem medyka, może się czegoś nauczysz, przyda ci się to – tłumaczył kocur, starając się brzmieć jak najbardziej przekonująco.
<Chwaście?>
[673 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz