Tego ranka, kiedy wyszli na trening, mentor nie odzywał się do niej za bardzo. Błękitna Laguna z reguły nie był rozmowny, ale zazwyczaj przynajmniej informował ją o tym, co będą danego dnia robić. Dziś tak się nie wydarzyło. Opuścili obóz i przepłynęli przez rzeczkę dzielącą ich od lądu. Tam zatrzymali się.– Dzisiaj polujesz sama. – usłyszała. – Złap jak najwięcej zwierzyny do wysokiego słońca – miauknął zastępca i poszedł gdzieś. No to ciekawe. Tego jeszcze nie grali. Zazwyczaj mentor był zawsze blisko niej, by ją poprawić. Stresowało ją to trochę, ale nie miała czasu zbyt długo się nad tym zastanawiać. W końcu czas miała tylko do wysokiego słońca. Od razu podeszła do najbliższego zbiornika wodnego i ustawiła się w odpowiedniej pozycji do łowienia ryb. Nie musiała wcale tak długo czekać. Już po chwili średniej wielkości ryba znalazła się w jej zasięgu. Wyrzuciła ją łapą na brzeg i tam dobiła. Zakopała zdobycz. W końcu nie mogła szukać kolejnych ofiar ze zwisającą z pyska rybą. Kiedy to zrobiła, zawęszyła. Gdzieś niedaleko była mysz. W sumie ich wszędzie było pełno. Podążała za zapachem, aż w końcu gryzoń znalazł się w zasięgu jej wzroku. Podkradła się do niego i szybko ukróciła żywot zwierzęcia. Tą zdobycz również zakopała. Popatrzyła na niebo. Jeżeli pospieszy się, to da radę jeszcze coś złapać. To nie było trudne. Usłyszała trzepot skrzydeł i lądowanie jakiegoś nieuważnego ptaka. Wywnioskowała, że znajdował się około dwóch króliczych skoków w lewo od niej. Podkradła się tam. Jej wnioski były słuszne i już po chwili ptak zwisał bez życia w jej szczękach.
– Wystarczy.
Popatrzyła w kierunku źródła dźwięku. Był to Błękitna Laguna, który właśnie wyłaniał się spomiędzy zarośli.
– Porozmawiam z Mandarynkową Gwiazdą na temat twojego mianowania. Teraz chodźmy odkopać resztę zwierzyny.
***
Nadal była zestresowana. Niby jej mentor rozmawiał z przywódczynią na jej temat, ale ta nadal nie zwołała zebrania klanu. A już niedługo miał wrócić wieczorny patrol! Praktycznie kompulsywnie co chwilę poprawiała futro na wypadek, gdyby miała niespodziewanie zostać wywołana przed klan. “Wdech… wydech… Spokojnie Łabądek, wszystko będzie dobrze.” mówiła sobie w myślach. Ku jej zdziwieniu pomogło to trochę. Rozluźniła się lekko i rozejrzała się po obozie. Jej uwagę przykuła jedna rzecz. Trzcinowy Szmer rozmawiała z Liliową Łapą. Rzeczywiście nie przestała tego robić regularnie po wyjściu ze żłobka. Nawet kiedy ona już została uczennicą, matka nadal odwiedzała go w żłobku! A jeszcze gorsze było to, że Liliowa Łapa był w pewnym sensie adoptowanym dzieckiem Niezapominajkowej Nadziei. Dość! Nie zamierzała tego dłużej znosić! Tata musiał się wreszcie dowiedzieć! Zlokalizowała go i szybkim truchtem zmierzyła w jego kierunku. Jak dobrze, że był z dala od innych kotów. Ich rodzina nie potrzebowała więcej skandali.
– Tato muszę ci o czymś powiedzieć! – zaczęła na wpół teatralnie, na wpół rzeczywiście przejęta.
– O co chodzi Łabądku? – zapytał Żmijowcowa Wić. Gdyby to był jakikolwiek inny kot, właśnie zostałby zwyzywany razem z całą swoją rodziną. Tylko rodzice mieli prawo nazywać ją kocięcym imieniem… czasami…
– To okropne! Mama ciągle spędza czas z tym… Liliową Łapą! I widziałam ostatnio, jak rozmawia z Niezapominajkową Nadzieją! – gorączkowała się. – Czy… wy już nie jesteście razem? – szepnęła jakby niepewna, czy nie działo się coś, o czym publika nie powinna wiedzieć. Bury wyglądał, jakby go walnięto w pysk.
– O czym ty mówisz córeczko? Ja i mama się nie rozstajemy – miauknął, gładząc ją ogonem po grzbiecie. – Ja… porozmawiam z nią… dobrze?
Zanim zdążyła coś jeszcze dodać, usłyszała wezwanie przywódczyni:
– Niech wszystkie koty zdolne polować na ławicę i sprawnie pływać zbiorą się pod wielkim sumakiem na zebranie klanu!
Szybko poprawiła kilka kosmków futra, pożegnała się z ojcem i usiadła gdzieś blisko granicy tłumu, żeby mogła jak najsprawniej wystąpić przed zebranych.
– Zebraliśmy się tu dzisiaj, żeby powitać nowego kota w szeregach wojowników Klanu Nocy! – Mandarynkowa Gwiazda przesunęła wzrokiem po zebranych. – Łabędzia Łapo, wystąp.
Była na to przygotowana, więc eleganckim krokiem wyszła z tłumu, po drodze posyłając niektórym uczniom lekko szydercze uśmieszki.
– Ja, Mandarynkowa Gwiazda, przywódczyni Klanu Nocy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tą uczennicę. Trenowała pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam ją wam jako kolejną wojowniczkę. Łabędzia Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
– Przysięgam – odparła, patrząc księżniczce w oczy. Czy odpowiedź na pytanie była szczera? Cóż… Łabądek dyplomatycznie nie zamierza na ten temat nic mówić.
– Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Łabędzia Łapo, od tej pory będziesz znana jako Łabędzi Tan. Klan Gwiazdy ceni twój zapał do nauki i odpowiedzialność oraz wita cię jako nowego wojowniczkę Klanu Nocy!
Wokół rozległy się wiwaty kotów skandujących jej nowe imię. Ah ależ to było piękne!
***
Naprawdę nie myślała, że czuwanie będzie tak wyczerpujące. Nie mogła odezwać się do nikogo, żadnych plotek ani niczego. Tragedia! Kiedy wreszcie nastał świt, a poranny patrol opuścił obóz, westchnęła z ulgą. Teraz tylko położyć się spać… No właśnie nie. Musiała jeszcze przenieść swoje posłanie razem ze wszystkimi skarbami do legowiska wojowników. Tutaj również zajęła miejsce w rogu blisko brzegu wyspy, tak by miała jak najwięcej miejsca na trzymanie swoich skarbów. Już miała rzucić się na mech i zasnąć, kiedy kątem oka zauważyła mierzącą ją wzrokiem Trzcinowy Szmer. Obróciła się do niej i odwzajemniła spojrzenie.
<Trzcina?>
[842 słowa]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz