BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rudek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rudek. Pokaż wszystkie posty

02 października 2019

Od Rudka

Im dalej szli, tym szybciej robiło się bardziej mokro. I ciemno. Rudek nie mógł powiedzieć, że przez to czuję się jakoś wybitnie dobrze, jednak nie było też bardzo źle. Było... Optymalnie. Zatrzymał się tak szybko, że rozkojarzony Szakłak wpadł na niego od tyłu. Wojownik syknął, jeżąc sierść na grzbiecie.
- Uważaj młody, co?
- D-dobrze - odparł Szakłak, uważnie przyglądając się otoczeniu. - Gdzie my właściwie jesteśmy?
Rudzik Junior machnął ogonem, wskazując podmokły teren.
- To jest BAGNO.
Zaciekawiony uczeń postąpił kilka kroków do przodu, jednak syn Pszczelego Żądła w porę go zatrzymał.
- Nie podchodź zbyt blisko, bo tam wpadniesz. Słyszałem, że jak już tam wlecisz to nie bardzo masz jak wyjść...
Dojrzał jeszcze przestraszony wzrok Szakłaka, kiedy kocurek posłusznie klapnął na mokrą od rosy trawę.  Zamruczał rozbawiony.
- Masz szczęście że się mnie słuchasz. W końcu jestem najlepszym i najbardziej szanowanym wojownikiem Klanu Lisa.
Wyżej uniósł głowę, tak że delikatne promienie słońca rozświetliły jego biało-rudą sierść.
- Zatem powiedzmy to, czego już się nauczyliśmy.
Szakłak przysiadł obok niego, wybijając nerwowy rytm ogonem.
- Jaki tam jest klan? - dobrotliwie pomógł mu Rudej, wskazując kierunek łapą. Kocurek oblizał wargi.
- Burzy?
- Nocy - poprawił go rudy, przecierając zmęczone oczy. - A tam?
- Burzy - odpowiedział już dużo pewniej uczeń.
- Gratulacje - mruknął wojownik, prostując się gwałtownie. - To teraz przejdziemy do praktyki. Pokaż mi jak polujesz.

<Szakłak? Jestem ciekawa czy odpiszesz, hah (bo on chyba jest moim uczniem, co nie?)>

18 sierpnia 2019

Od Rudka CD Miedzianej Iskry

Prychnął urażony, machając ogonem. No dobra, może i Miedziana Iskra uratowała mu tyłek, ale nie znaczyło to, że teraz będzie się jej słuchać we wszystkim! Zerknął na nią że złością, odpowiedziała podobnym spojrzeniem, wyżej unosząc głowę.
- Ej, już jesteś uratowany! Zmiataj z terenów Klanu Wilka, albo sama cię stąd... Hm... Wykopię.
Rudek parsknął i czule dotknął ogonem jej podbródka.
- Będziesz się musiała jeszcze sporo nauczyć, by grozą dorównywać mi, ale... Nieźle ci idzie.
Pointka zjeżyła sierść na karku, spoglądając na wojownika.
- Pójdę sobie - ciągnął syn Pszczelego Żądła, a jego oczy błysnęły łobuzersko. - Ale najpierw... Będziesz musiała mnie złapać!
- Ej, co?! - Miedziana Iskra nie zdążyła powiedzieć nic więcej, bowiem kocur oddalał się już w głąb terenów Klanu Wilka. Sądził wielkie susy, gniotąc trawę. Co jakiś czas odwracał głowę i że śmiechem zdawał sobie sprawę, że kocica cały czas go goni.  Obcy teren wydawał się mu bardzo intrygujący. Chętnie zwolniłby i przyjrzał się temu bliżej, pamiętał jednak o wojowniczce, uparcie podążającej za nim. Dosyć późno zdał sobie również sprawę, że są już niemal przy Głębokiej Ścieżce. Tutaj jego skromne gabaryty nie stanowiły przewagi i Miedziana Iskra mogła się rozpędzić. Zahamowała przed nim, z wyraźną trudnością ukrywając dumę ze złapania intruza.
- Wkurzasz mnie - warknęła w jego kierunku. - A teraz...
Rudek podskoczył i przebiegł pomiędzy jej nogami, po czym wdrapał się na drzewo.
- Nigdy mnie nie złapiesz! - krzyknął i pomknął w górę, skacząc po gałęziach. Wszystko szło świetnie aż do momentu, gdy jego ogon zaklinował się w rozwidleniu konarów. Warknął bezsilnie, obserwując zbliżającą się córkę Rudej.
- Miedziana Iskra! Nie, stój!
Było już jednak za późno. Wojowniczka wpadła na niego, jej ogon również utknął w tym samym miejscu. Spróbowała go wyszarpnąć, ale na niewiele się to zdało. Rudek jęknął i wbił pazury w najbliższą gałąź. Ziemia zdawała się tak strasznie odległa...
- Mysie, to znaczy... Lisie łajno! - wściekła się Miedź, szarpiąc za swoją kitę - zobacz co zrobiłeś!
Rudzik Junior nie odpowiedział, wsłuchując się w dźwięki lasu. Za Głęboką Ścieżką przechodził patrol Klanu Klifu. Prowadziła szylkretowa kocica. Kocur zamarł, wpatrując się w nią intensywnie. Wyglądała dokładnie tak, jak zawsze wyobrażał sobie Pszczele Żądło. Z tą różnicą, że w jego wyobraźni mama zawsze była szczęśliwa i uśmiechnięta. A ta klifowiczka zdecydowanie na taką nie wyglądała. W jej intensywnie zielonych oczach czaił się grymas bólu, żalu i smutku. Członkowie Klanu Lisa i Wilka zaczekali aż klifowicze oddalą się na bezpieczną odległość. Dopiero wtedy rudy otrząsnął się z otępienia.
- Kto to był?
- A co mnie obchodzą jakieś lisie łajna?! Spójrz lepiej na to, jesteśmy tu uwięzieni.
Przybrany syn Leśnego Strumienia musiał przyznać jej rację.
- Tylko nie wołaj nikogo z twojego klanu, dobra? Mógłbym mieć pewne... Ekhm... Problemy...

<Miedź? c: >

18 lipca 2019

Od Rudka CD Pszczółki

Dymek położył głowę w zgięciu szyi siostry.
- Ja... ja ci wybaczam Pszczółko, bo jesteś moją najnajnajlepszą siostrą!
Co z tego, że jedyną xd
Kotka chlipnęła cicho i odwzajemniła uścisk. Rudek przyglądał im się z oddali. Czuł... niesmak? Żal? Cokolwiek to było nie napawało go przesadną dumą. Znowu jej się udało. Zjednała sobie brata. I to czym? Szantażem emocjonalnym? Co chciała osiągnąć przez samobójstwo na Drodze Grzmotu? Zrobiła to bo wiedziała, że ją obserwował? Zbliżył się do rodzeństwa, w każdej chwili gotów uskoczyć w bok. Pszczółka już raz go tak oszukała. Nie miał zamiaru znowu jej zaufać, a przynajmniej nie tak bardzo jak wcześniej. Rudek oblizał nerwowo wargi i nadstawił uszu.
- Doceniam to, Dymku - załkała kremowa. - Ale tobie wyrządziłam znacznie mniej krzywdy, niż Rudkowi. Jeżeli... jeżeli on mi nie wybaczy, to...
Załkała głośno, pozwalając by Dymek polizał ją w policzek. Biało-rudy westchnął i wynurzył się z cienia. Rodzeństwo zamilkło, wgapiając się w brata.
- Wybaczam ci, Pszczółko - odezwał się syn Rudzika. Skrzywił się nieco na dźwięk własnych słów. Może i tak powiedział, jednak w głębi serca nie wybaczył jej niemal wcale. Nie po tym co zrobiła.
***
Pogodzili się, a przynajmniej częściowo. Zdawać by się mogło, że Pszczółka robiła wszystko, by znaleźć się jak najbliżej brata.Często proponowała mu wyprawy po zioła, pomoc w legowisku medyka lub całkowicie na odwrót, że przyjrzy się jak Rudek poluje. Męczyło to kocurka, zazwyczaj ignorował siostrę, pozwalając by jej słowa wlatywały jednym uchem, a wypadały drugim, jednak tym razem się zgodził. Uprzedził Horyzont, że dzisiaj nie przyjdzie na trening, bo idzie pomagać siostrze, po czym udał się do vanki. Pszczółka czekała już na niego, przed legowiskiem medyka. Rudek z radością powitał Małego i dużo chłodniej Nów. Dostali kilka instrukcji od medyka gdzie powinni szukać ziół i na co uważać, po czym wyszli z obozu. Wędrowali powoli przez tereny Klanu Lisa. Zdawało się, że Pszczółkę całkowicie absorbuje poszukiwanie ziół, jednak Rudek parę razy przyłapał siostrę, gdy zerkała na niego niespokojnie. W porę szczytowania słońca zatrzymali się na krótką przerwę. Kremowa spuściła głowę i zaczęła rozdzielać zioła, starannie unikając wzroku braciszka. Rudy kocur obserwował nie spuszczał jej z oka, bawiąc się drobnymi kamykami obok swoich łap. W końcu westchnął i odwrócił spojrzenie.
- Powiedz mi Pszczółko... Czego najbardziej żałujesz w swoim życiu?
Zaskoczona kotka uniosła głowę i nerwowo polizała prawą łapę.
- Hmm... Najpierw ty - zaproponowała, z wyraźną ulgą, malującą się na pyszczku.
Rudek z ironią pokiwał łebkiem.
- Szczerość za szczerość, co nie? - fuknął chłodno. Postanowił jednak wyżalić się siostrze. Może nawet poczuje się lepiej?
- Żałuję wielu rzeczy. Że nie poznałem mamy. Że Lasek i Rudzik odeszli tak szybko. Że wciąż nie jestem wojownikiem. Że czasami nie potrafię zrozumieć ani ciebie ani Dymka. Że jestem taki mizerny. Czasem mam wrażenie, że wszystkich zawiodłem... - uśmiechnął się smutno i zakłopotany potarł łapą pierś. - Jest tego jeszcze długa lista, ale nie chciałbym cię zanudzić... No, a ty? Czego żałujesz?

<Pszczółko? Sorry za czas oczekiwania i opóźnioną akcję, ale zaczęłam to już dawno i nie potrafiłam skończyć :/ >

11 lipca 2019

Od Rudka CD Miedzianej Iskry

- Że niby j-ja skąd się urwałem? - Rudek przełknął ślinę. Kocica wysuwała i chowała pazury, przez co syn Pszczelego Żądła odczuwał doprawdy DELIKATNĄ presję. - Z najlepszego Klanu w tym lesie, rzecz raczej oczywista!
W półuderzenia serca Miedziana Iskra była przy nim. Odskoczył na bezpieczną odległość, lecz nie zbliżył się do drogi ucieczki nawet o milimetr.
- Nie kojarzę, byś przybył z Klanu Wilka - mruknęła wojowniczka. - Skąd masz tyle pewności siebie... A może jesteś szpiegiem z Klanu Klifu?!
Miedź syknęła, jakby bez przekonania. Nawet niewprawne oko stwierdziłoby, że na co dzień  kocica nie jest przyzwyczajona do "twardego" stylu bycia. Nie mniej jednak, jej pazury wyglądały groźnie... Rudek westchnął teatralnie... Uciekł wzrokiem w bok i zgrzytnął zębami. Nie potrafił kłamać.
- Och, masz rację rozgryzłaś mnie! Co za szkoda - machnął ogonem. - I... j-ja t-tylko udawałem, że n-nie znam nazw klanów, he he... No, ale zdaje się, że już pozamiatane... Błagam, oszczędź mnie, a zdradzę ci i-ch... to znaczy... naszą największą tajemnicę!
Naprawdę był gotowy zmyślić jakąś historyjką na poczekaniu. Myślał, że może mu uwierzyła... Ale nie. Znowu się pomylił.
- Kłamiesz - miauknęła Miedziana Iskra i kilkukrotnie zamachała ogonem. Zawahała się, a to wystarczyło. W chwili, gdy kocica skoczyła, uczeń prześlizgnął się pod jej brzuchem. Poczuł, że ślizga się na mokrym mchu. Upadł i przeturlał się po ziemi, by natychmiast wstać i pobiec dalej. W końcu posłuchał Horyzontu, choć nie był z tego przesadnie dumny. Wykorzystał swoją  zwinność. Wciągnął brzuch i przebiegł pod korzeniem dębu. W kilka uderzeń serca później przeskoczyła nad nim Miedziana Iskra. Rudek przyspieszył, wiedział że za granicą będzie bezpieczny. Jego łapy wybijały nierówny rytm na twardej ziemi, bo co chwila się potykał. Długość lisa, potem królika dzieliła go od granicy. Za sobą słyszał oddech Miedzianej Iskry. Przyspieszył i przebiegł obok śladów zapachowych Klanu Wilka, jednak się nie zatrzymał. Po kilkudziesięciu uderzeniach serca zdał sobie sprawę, że wojowniczka już go nie goni. Rudek odetchnął z ulgą.
***
Znowu włóczył się po lesie. Wiedział, że ani Czereśnia, ani Horyzont nie byliby zadowoleni, ale niewiele go to obchodziło. Nie czuł się zbyt pewnie na terenach tego całego Klanu Sztormu, czy jak go tam nazywali. Same wrzosowiska, zbyt odkryte, żadnych kryjówek. Poczuł więc niesamowitą ulgę, gdy wreszcie dotarł do niewielkiego strumyka, oddzielającego ich tereny, od innego klanu. Z ulgą wszedł do wody, mocząc popękane poduszeczki łap.
- Co ty tam znowu kombinujesz?
Zaskoczony Rudzik Junior uniósł głowę i zauważył Miedzianą Iskrę, wgapiającą się, a jakże, w niego. Z dumą uniósł głowę i udał się na przeciwległy brzeg, po stronie burzowiczów. Usiadł w słońcu i pozwolił, by wiatr wysuszył jego półdługie futerko.
- Dobra, dobra spokojnie - podniósł łapy, by pokazać że nie ma złych intencji. - Tylko tędy przechodziłem... tak wiem, że ostatnio skłamałem, bo tak naprawdę pochodzę z Klanu Lisa. Ale teraz nie przekroczyłem nawet granicy, no spójrz!
Wskazał strumień, a potem siebie i przeciwległy brzeg. Kocica zjeżyła sierść na karku i usiadła, przypatrując się swoim łapom.
- Tak szczerze, to jak szanowna pani Miedziana Iskra zareaguje na to, że jestem już wojownikiem, hę? - syn Leśnego Strumienia uniósł brwi i uśmiechnął się delikatnie.

<Miedź? Przyjmijmy, że Rudek jest już po mianowaniu^^>

25 czerwca 2019

Od Rudka

Zapuszczał się coraz głębiej w las, a nie tylko do Drogi Grzmotu, jak wcześniej. Jego łapy zapadały się w miękkiej ściółce, mokrej po deszczu. Czuł się cudownie wolny, jednocześnie pilnował, by nie nakrył go żaden patrol. Rudek był mądry. Wiedział, że klanowe koty nie potraktowałyby go zbyt miło, w razie ewentualnego spotkania. Kocur zatrzymał się gwałtownie, słysząc cichy trzask. Uniósł głowę, ale nie dostrzegł nikogo. Prychnął cicho, złorzecząc na własną głupotę. Zdał sobie sprawę, że powinien już wracać. Nigdy nie zapuścił się aż tak daleko od domu. Ani Czereśnia, ani Horyzont nie będą zachwyceni... Ciekawość jednak pchnęła go dalej. Rudzik Junior przeszedł jeszcze kilka kroków i wtedy... został zwalony z nóg. Kula płowego futerka zawisła nad nim, pazury przemknęły o długość myszy od jego pyszczka. Zacisnął oczy i pisnął, czekając na uderzenie. To jednak nie nastąpiło.
- N-no dalej! - syknął, zdając sobie sprawę, iż jest tak zestresowany, że znowu się jąka. - Miejmy to już za sobą! U-uderz mnie!
Nie mógł wykonać żadnego ruchu, jego barki zostały przyciśnięte do podłoża. Ostrożnie uchylił jedną powiekę, później drugą. Dojrzał ciekawe spojrzenie błękitnych jak niebo oczu. Jego rywalka okazała się kotką. Rudek z żalem musiał stwierdzić, że wcale niebrzydką.
- Nie biję kociąt - oznajmiła cicho pointka. Odsunęła się nieco, a nacisk na ramiona kocura zelżał. - Co nie zmienia faktu, że wszedłeś na nasze tereny. Co tu robisz? Zgubiłeś się?
Jej spojrzenie było łagodne. Rudo-biały poczekał aż kocica jeszcze się odsunie, ale to nie nastąpiło. Chyba mu nie zaufała... Wygiął grzbiet w łuk i syknął ostrzegawczo. Wysunął łapę i spróbował przeorać nos kocicy, ale tamta odsunęła się w porę, odskakując na długość lisa. Uczeń wstał czym prędzej, nie pozwalając jej znowu się zbliżyć.
- Nie jestem kociakiem! - ryknął rozwścieczony. - Ponadto wydaje mi się, że jestem sporo starszy od ciebie.
- Jesteś wojownikiem?
Pomiędzy nimi zapadło nerwowe milczenie. Rudek przełknął ślinę.
- Już n-niedługo - warknął. - Jestem tak d-dobry, że li-liderka nie chce mnie mianować, b-bo zawstydzę starszych uczniów, o!
Kocica pokręciła głową i wysunęła pazury.
- Coś ci nie wierzę - powiedziała. Powąchała powietrze i zmarszczyła brwi. - Pachniesz jak samotnik! Jak się nazywasz?
- Rudek - wymsknęło się terminatorowi nim zdołał powstrzymać własny głos. Widząc lekko zdumiony wzrok kocicy szybko się zreflektował. - Właściwie to Rudzik Junior, a jak chcesz to mów mi Rudy.
Musiał ją zagadać. Nie widział najmniejszych szans na ucieczkę, o chyba, że pointka na chwilę straci czujność. Jego wzrok przeskoczył do ścieżki widocznej za kocicą, potem znowu zerknął na rozmówczynię.
- Należysz do tego całego Klanu Skał? Czy może... tego drugiego? - Rozpaczliwie usiłował sobie przypomnieć nazwę. - Klanu Psa? I w ogóle jak się nazywasz, mądralo?

<Miedziana Iskro?>

18 czerwca 2019

Od Rudka CD Pszczółki

Widział jej pełne nadziei spojrzenie. Nie chciał patrzeć w jej mokre od łez oczy. Nie... po prostu nie. Zacisnął wargi i spojrzał na ciało Rudzika. Medyk chciałby, by jego syn pogodził się z siostrą. Ale czy to było takie ważne?
- R-rudku? - wyszeptała kotka, tuląc uszy tak, że niemal całkowicie przylegały do głowy.
Z wściekłością odwrócił wzrok, wbijając go w ziemię pod łapami.
- Już nie lisie łajno?
Był z siebie dumny. Jego głos nie zadrżał. Nie poddał się. Stał, wciąż dumny i wyniosły, unosząc podbródek. Pszczółka jęknęła głośno, przylegając do ziemi. Z jej oczu popłynął kolejny potok łez, których chyba nie zamierzała już ścierać.
- T-tak strasznie c-cię przepraszam - wyszeptała, tak cicho, że musiał nadstawić uszu, by ją usłyszeć. Prychnął cicho. - J-jest mi t-ak wstyd...
- Myślisz, że mi b-było miło?! - warknął nieoczekiwanie. Jego zielone oczy rozbłysły. - Że b-było mi przyjemnie?! - Odwrócił się do niej bokiem, pokazując sporą bliznę, ukrytą pod półdługim futerkiem.  - Pamiętasz t-to!? Pamiętasz nasz pojedynek? Ja mam pamiątkę - zaśmiał się ponuro.
Pszczółkę chyba zatkało. Łzy lały się strumieniem z jej oczu. Rudek poczuł się strasznie głupio, łapy zaczęły mu mięknąć. Nie chciał tego, nie chciał by to przez niego płakała.
- Uspokój się, na cały Klan Lisa, proszę uspokój się - syknął.
Wokół nich zaczęła się zbierać całkiem spora grupka. Niektórzy przyglądali się im z jawnym zaciekawieniem. Rudzik Junior skulił się delikatnie, czując na sobie spojrzenia innych kotów.
- Wybaczysz mi?
To pytanie zawisło między nimi. Biało-rudy bardzo chciał potaknąć, zapomnieć o wszystkich kłótniach pomiędzy nimi. Słowa Pszczółki odbiły się od niewidzialnej bariery, tym samym przypominając kocurkowi o czynach, których była winna córka Pszczelego Żądła. Potrząsnął łebkiem i cofnął się szybko, niemal wpadając na Dymka.
- N-nie wiem - wyjąkał. -  Nie teraz. P-przepraszam Pszczółko a-ale muszę to prz-rzemyśleć.
Odwrócił się i rzucił pędem przez tłum, zostawiając na środku obozu martwego ojca i wstrząśniętą siostrę. Nad polaną widać było świtające niebo, ale Rudek nie potrafił się nim cieszyć.

<Pszczoła? Przepraszam, że tak denne :c>

28 maja 2019

Od Rudka CD Rudzika

- Nie bierzemy cię na bitwę, Rudku - chłodno, ale stanowczo oznajmiła Czereśnia. Płomykówka, która siedziała z boku kiwnęła głową energicznie, ale starała się nie utrzymywać kontaktu wzrokowego z synem Pszczelego Żądła. Biało-rudy głośno wypuścił powietrze, czując, że zaraz eksploduje.
- Bo się martwicie, czyż nie?
Obie milczały.
- Dajcie spokój! - krzyknął, a liderka drgnęła nieznacznie. - Może jestem mały, ale to nie znaczy, że nie mogę iść na wojnę! Za parę księżyców mnie mianujesz, Czereśnio. Powinienem umieć walczyć.
- Trenujesz na treningach z Horyzontem - zauważyła łagodnie zielonooka. - Pomyślę przy kolejnej bitwie, ale dzisiaj mam już komplet wojowników.  Zostaniesz i będziesz pilnować obozu oraz starszyzny, razem z Pszczółką i Dymkiem. Zauważ, że nie puszczam żadnego ucznia, oprócz Owcy, ale on jest starszy od ciebie - skończyła wywód i wstała, sygnalizując, że rozmowa skończona. - Grupa musi już ruszać.
W głębi serca Rudzik Junior wiedział,że przywódczyni ma rację, ale nie chciał tak po prostu odejść i uznać dyskusji za skończoną. W końcu Czereśnia również nie szła na bitwę.
- Jesteście beznadziejne - wypalił, mierząc kotki złym spojrzeniem. - Obie!
Uniósł nieco głowę i wycofał się na drżących łapach. Gdy był już na zewnątrz z trudem łapał oddech. Brawo, właśnie postawił się kotkom, najwyżej stojącym w hierarchii. Powodzenia na dalszym treningu. Wściekły, kopnął niewielki kamień. "Jesteś skończonym durniem, Rudku. Pszczółka ma jednak rację." Obserwował jak Czereśnia nawołuje wybrane wcześniej koty, jak Horyzont przygładza futro na grzbiecie i wstaje, by dołączyć do liderki. Obok syna Leśnego Strumienia przysiadł Dymek, który polizał go po nosie.
- Będziemy pilnować obozu, co nie? - zapytał, lekko niepewnym głosem. Rudek zignorował jego słowa, przyglądając się kotom opuszczającym obóz.
- Myślisz, że wr-ócą? - zapytał szeptem. - Słyszałem, że niektó-óre koty... No wiesz. - Wstrzymał oddech i przewrócił oczami. Dymek zadrżał lekko i wtulił się mocniej w brata.
- Cześć, mysie móżdżki! - powitała ich Pszczółka, po czym usiadła w pewnej odległości od braci. Po chwili podszedł do nich i Rudzik. Medyk wyglądał na lekko zestresowanego, ale w sumie... on zawsze tak wyglądał. Biało-rudy przytulił Dymka, po czym podszedł do najmniejszego kocurka. Syn Pszczelego Żądła zerknął na swoją większą kopię i po chwili utonął w miękkim futerku jego ogona.
- Wróć szybko, dobra? - zamruczał do jednego z wielkich uszu medyka, który pokiwał wolno głową. Rudek zerknął w jego olbrzymie zielone oczy i dostrzegł w nich pewną obawę. Nieśmiało polizał ojca, podczas gdy ten pospiesznie oddalił się do Pszczółki. W ślepiach vanki ukazały się łzy, które spłynęły powoli po jej podbródku.
- Niedługo wrócę, bądź grzeczna - zamruczał Rudzik. Pszczółka wbiła pazury w ziemię.
- Nie odchodź - pisnęła. - Nie zostawiaj nas tak jak mamy!
- O-obiecuję, że niedługo wrócę. Poza tym twoi rodzice nigdy cię nie zostawili, pamiętasz?
Kremowa bezradnie pokiwała głowę. Medyk uśmiechnął się i oddalił w kierunku grupy z Klanu Lisa, rzucając im jeszcze przelotne spojrzenie. Rudek poczuł, że jeży mu się sierść na grzbiecie. Jego tata miał rację. Żadne z mam ich nie zostawiło. Zabił je Klan Gwiazd.
Grupa samotników oddalała się od obozu, a po kilkunastu uderzeniach serca zniknęła za horyzontem.
***
Czas dłużył im się niemiłosiernie. Syn Rudzika rozmawiał jakąś chwilę z bratem. Pszczółka, łkając cicho oddaliła się do legowiska medyków. Rudek czuł lekki niepokój, o ojca, sam nie wiedział dlaczego. Chyba bardziej powinien martwić się o Horyzont, w końcu to niebieski miał walczyć. Z pewnością martwiłby się, gdyby w ogóle przepadał za swoim mentorem. Może udzielił mu się nastrój Pszczoły? Aby zabić czas siłowali się przez chwilę z Dymkiem, choć było to całkowicie pozbawione sensu. Biało-niebieski zawsze wygrywał. Na bitwę Czereśnia wybrała większość sprawnych wojowników, więc w obozie zostało kilku uczniów, którzy nie bardzo mieli co ze sobą zrobić. Dla zabicia nudy Rudek usiłował schwytać mysz, ale ta uciekła zanim w ogóle zdążył ją pochwycić. W obozie zawisło nerwowe oczekiwanie...  na najgorsze.
***
Wrócili niemal wszyscy. NIEMAL. Pierwsze na ziemi spoczęło zakrwawione ciało Wisienki. Na ciele poległej wojowniczki przybyło wiele blizn, w tym jedna głębszą na gardle i jedną na brzuchu. Rudek obserwował białą, do chwili, gdy łapy innych uczniów i starszyzny nie przysłoniły mu widoku. Dosłyszał głośny okrzyk. Pełen bólu i przerażenia. Rozpoznał nawet głos. Był to Mały. Po chwili dołączyło do niego ciche łkanie Pszczółki. Ktoś za kimś płakała jego siostra?! Coś było zdecydowanie nie w porządku. Czuł wielki ciężar gdzieś w okolicach serca, gdy usiłował przecisnąć się przez tłum. Po kilkunastu uderzeniach serca zrezygnował i obrał inną taktykę. Skulił się przy ziemi i w tej pozycji przemknął pod łapami innych kotów. Tym sposobem przedostał się na przód. Otworzył szerzej zielone oczy i... znieruchomiał. Na trawie leżało zakrwawione ciało Rudzika. Rudek patrzył na ojca z przerażeniem, zbyt wielkim by krzyczeć. Jego łapy zrobiły się jak z waty, a w pyszczku zaschło mu tak, że nie mógł krzyczeć. Czuł ból, kręciło mu się w głowie. Miał wrażenie, że ten ostry, lśniący przedmiot, którym Dwunożni ostrzyli patyki, wbija mu się w samo serce. Nie, on już nie miał serca. Dziwne, było tam jeszcze kilka chwil temu. Ranni wojownicy przeskakiwali niepewnie z łapy na łapę. Nikt nie mógł się nimi zająć, gdyż Mały leżał na ziemi, wpatrując się w ciało partnera. Rudek nie patrzył gdzie idzie. Potknął się i wylądował na ziemi, tuż obok Pszczółki. Jego siostra chyba nawet tego nie zauważyła. W jej oczach lśniły łzy i  Rudek poczuł wilgoć i pod swoimi powiekami. Nie mógł płakać, w końcu planował się stać wielkim i dzielnym wojownikiem!
Pierwsza łza opadła na ziemię tuż pod jego łapami. Terminator nie chciał już kryć kolejnych. Czy znał Rudzika dobrze? Medyk był jego ojcem, Rudek kilka razy towarzyszył mu w wyprawach po zioła, rozmawiał z nim, ale zawsze omijał ten najważniejszy dla siebie temat. Nie rozmawiał o Gwiezdnych z nikim, no może parę razy coś mu się wymknęło podczas pogawędek z Pszczółką, ale to były czasy, gdy siostra jeszcze w ogóle go tolerowała. Po kilku uderzeniach serca płakał już zupełnie otwarcie.
- Dlaczego?! Dlaczego?! - załkał, otwierając pełen bólu i rozpaczy pyszczek. Wbił wściekłe spojrzenie w Srebrną Skórkę. - To wasza wina! To wszystko wasza wina! - krzyknął.
Przerażenie, żal i cierpienie niemal zbiły go z nóg. Był wściekły. Na Klan Gwiazdy ponieważ ten odebrał mu jednego z tak niewielu, najbliższych mu kotów.  Teraz została już tylko Czereśnia, Płomykówka i Dymek. Uświadomił jednak sobie, że odczuwa również rozżalenie dla Rudzika. Ojciec nie dotrzymał słowa. Nie wrócił do nich, odszedł bez pożegnania. Na pewno znowu pchał się, by pomóc jakimś frajerom i wtedy oberwał. Świadczyły o tym rany, na ciele medyka. Płacząc, Rudek podszedł do Małego. Poczuł jakąś dziwną więź z tym niebiesko-białym kocurem. Asystent medyka cierpiał niemal tak samo mocno jak uczeń. Wtulił się w ciepłe, futro syna Sarenki, a głowę ułożył na grzbiecie Rudzika. Piekący ból wcale się nie skończył, wręcz przeciwnie, tylko się nasilił. Rudek sądził, że to on powinien zginąć, zamiast medyka. Rudzik uratował i uratowałby jeszcze wiele istnień, gdyby nie... śmierć. Był dużo lepszy, bardziej wartościowy i szlachetny niż uczeń. Mimo jąkania i budowy ciała. Wnuk Potokowej Gwiazdy zadrżał i zakrył głowę łapkami. Zachód słońca oświetlił pogrążony w żałobie obóz Klanu Lisa. Koty podchodziły, by po raz ostatni podzielić się językami z Rudzikiem i Wisienką. Ciała przyciągnięto tak, że oba koty stykały się grzbietami. Syn Pszczelego Żądła wciąż trwał na posterunku, po raz pierwszy zdecydowany naprawdę przeżyć żałobę. Okazało się to dużo bardziej skomplikowane niż uczeń się spodziewał. Łzy wsiąkały w półdługą sierść medyka, zdawały się nie mieć końca. Tamtej nocy Rudek nie zasnął. Łapy wsunął pod grzbiet ojca i w skupieniu studiował gwiazdy na niebie. Myślicie, że wybaczył Klanowi Gwiazd wszystkie zbrodnie i przewinienia? Że postanowił żyć z nim w zgodzie? Och, oczywiście, że nie! Liczył ilu frajerów jest odpowiedzialnych za śmierć Rudzika, Leśnego Strumienia i Pszczelego Żądła. Planował się zemścić, ale jeszcze nie teraz. Może kiedyś... Tylko, że ich było wiele, tak wiele... To troszkę niesprawiedliwe... Tak, bardzo niesprawiedliwe...
Rip Rudzik [*]

17 maja 2019

Od Rudka CD Pszczółki

Kocurek, dysząc ciężko, spróbował wyciągnąć ogon spomiędzy szczęk siostry. Na próżno. Zawarczał i ponowił wysiłek, ale Pszczółka tylko prychnęła złowieszczo, nie rozluźniając uchwytu.
- No, dalej! Poddajesz się? - zawarczała przez ściśnięte wargi.
Rudek nie chciał jej krzywdzić, naprawdę, tylko... czy miał jakiś wybór?
- Przepraszam - wyszeptał ze skruchą, zamachnął się łapą i wbił pazury wprost w czoło córki Pszczelego Żądła.
Po kremowej sierści pociekła strużka krwi. Była cienka, bardzo cienka, a jednak kocur poczuł wyrzuty sumienia. Wytężył mięśnie, po czym ruszył do przodu w chwili, gdy Pszczółka go puściła. W konsekwencji tych czynności potknął się i wychylił do przodu, gdzie zadziałała grawitacja. Z głośnym jękiem upadł na pyszczek, ale niemal natychmiast się pozbierał. Wstał i lękliwie obejrzał się do tyłu gdzie jego siostra, usiłowała zetrzeć krew z rany. Nie czekał na reakcję vanki. Po prostu rzucił się pędem przez zarośla, byle dalej od legowiska medyków. Za sobą słyszał złowieszcze syczenie kremowej. Uciekł. Jak najgorszy tchórz.
***
- N-no dalej, boisz s-się? - zapytał Rudek, przestępując z nogi na nogę. Zamachał złośliwie ogonem, czując, że dygocą mu łapy. Nie mógł okazać strachu, do pułapki zostało tylko kilka króliczych skoków.
- A jak myślisz, kto boi się bardziej? - zapytała retorycznie Pszczółka i zamachnęła się łapą. Wnuk Potokowej Gwiazdy zrobił unik. Nie mógł pozwolić, by siostra go złapała, jeszcze kilka długości i będzie bezpieczny! Milczał przezornie, nie chcąc jeszcze bardziej rozsierdzić kocicy. Uczennica prychnęła i zrobiła szybki wypad do przodu, na który Rudek omal nie dostał zawału. Pszczółka poruszała się jak wojowniczka, mimo iż była terminatorką medyka. Była niska, ale i tak przewyższała go wzrostem. Rudek sapnął cicho i zrobił kolejny krok w tył. Wszystko musiało się udać. Pora Nowych Liści ociepliła ziemię, a nad pułapką pracował przez kilka wschodów słońca, raz czy dwa opuszczając opuszczając treningi z Horyzontem, z czego sam niebieski mentor nie był zadowolony. Jeszcze trzy! Przesunął łapę. Już tylko dwa! Kolejny krok i... teraz! Rudek wyskoczył, dokładnie w chwili, gdy vanka rzuciła się w jego kierunku, wrzeszcząc dziko. Przeskoczył nad nią, z trudem. Zaskoczona Pszczółka wpadła w lekki poślizg i po chwili siedziała już w dole, który jak dotąd był przykryty gałęziami i liśćmi. Rudek mlasnął cicho i rozejrzał się dookoła. Znajdowali się przy bagnach koło obozu, ale i tak nie mógł mieć pewności czy nikt ich nie słyszy.
- Podejdź tu! Ty pędraku, mysi bobku, szczurzy móżdżku! - Córka Rudzika wywrzaskiwała coraz to nowe obelgi, których biało-rudy jeszcze nie miał okazji usłyszeć. Stulił uszy i zbliżył się do dołu. Nie był zbyt głęboki i dorosły wojownik nie miałby problemów z wyjściem. Sam Rudek do wyjścia wykorzystał dwie gałęzie i było tylko kwestią czasu zanim odkryje i wykorzysta to Pszczółka. Tymczasem kremowa wbiła oczy koloru trawy w kocura i prychnęła lekceważąco.
- To ma być "pułapka wielkiego, ooo, Rudka"? Och, jak się boję! - przewróciła oczami i kopnęła niewielki kamyk pod swoja łapą. - Czego chcesz?
- Po-oo-orozma-awiać - zająknął się przybrany Syn Leśnego Strumienia i bezradnie rozłożył łapy. Kremowa warknęła złowieszczo i otworzyła pyszczek, by coś powiedzieć, ale biało-rudy przerwał jej natychmiast.
- Pszczółko, dlaczego mi to robisz? Ja... ja przecież cię k-kocham - wyjąkał, a jego zielone oczy zabłysły smutno.

<Pszczółka? :)>

15 maja 2019

Od Rudka CD Kasztanowej Łapy

Rudek cofnął się nieco, jeżąc sierść na grzbiecie i zapadając się w śnieg.
- A ty, to? - obcy kocur zmrużył oczy i oblizał pyszczek - Niemowa, tak?
- Ni-nie - odpowiedział niemal szeptem biało-rudy, mrugając szybko. - Jestem Rudek, z Klanu L-li-ssa.
Przykucnął przy ziemi i zamachał ogonem. Nigdy jeszcze nie spotkał kota spoza klanu. Aż zamruczał, wyobrażając sobie ile dodatkowych "punktów" zdobyłby w oczach Czereśni, werbując do klanu samotnika! Kasztanowa Łapa przeskoczył z jednej nogi na drugą, lekko drżąc na zimnie.
- Czyli, jesteś samotnikiem? - wydukał Rudek, usiłując wyglądać dumnie i niezależnie, choć, gdy kulił się przy ziemi, to nie bardzo mu to wychodziło. Kasztan parsknął.
- Przecież już ci mówiłem, "Rudku" - ironicznie wypowiedział imię terminatora Horyzontu, burzowicz. - Ja już mam swój Klan. Poza tym, to chyba nie elegancko uciekać ze żłobka,  czymkolwiek ten Klan Lisa jest. Na pewno twoja mama się martwi.
Rudzik Junior zawarczał ostro, prostując łapy i zbliżając się do ucznia Świetlistego Potoku. Stanął pyszczkiem w pyszczek do kocura i resztką swoją (nie do końca) silnej woli wypowiedział bez zająknięcia.
- Klan Lisa jest jednym z najlepszych, nie, najlepszym z klanów w tym lesie! - syknął prosto w pysk tamtego. Poczuł ból, gdy pomyślał o matce, która z całą pewnością nie czekała na niego w kociarni. Ciągnął jednak dalej, lekko pociągając nosem. - Nie jestem kociakiem, ty... ty... kurduplu!
Drugi kocur z trudem powstrzymał śmiech.
- Jeżeli ja jestem "kurduplem", to ty kim? - zarechotał. - Przecież jesteś niższy ode mnie!
Syn Pszczelego Żądła fuknął pod nosem. Czuł silną potrzebę przegadania problemu z mamami, z treningów Horyzontu wyniósł jedno. Nigdy nie odwracaj się do przeciwnika tyłem.
- Chcesz się bić?! - zawarczał Rudek, mimo iż miał zdecydowanie mniejsze szanse. Jego rywal jakby przygasł.
- Eee, nie - odburknął tamten. - Nie lepiej porozmawiać?
Wnuk Potokowej Gwiazdy rozważał propozycję. Porozmawiać, porozmawiać, a co oni plotkującymi kotkami, są?! Z drugiej jednak strony Kasztanowa Łapa najpewniej wygrałby pojedynek. W głowie arlekina zaświtało kilka słów, od których z przejęcia wbił pazury w trawę, pod śniegiem.
Leśny Strumień, Pszczele Żądło, Klan Gwiazdy, leśne klany.
Zamruczał w myślach z zachwytu i obojętnie skinął głową. A przynajmniej byłoby to obojętne, gdyby nie szeroki uśmiech na jego pyszczku. Kiwnął energicznie łbem i usiadł, uważnie skanując kocura wzrokiem.
- No, to znasz Pszczele Żądło?
Poczuł zawód, gdy wyraźnie zaskoczony Kasztan pokręcił głową.
- Leśny Strumień? - znów odmowa. - Czekaj, czekaj, mieszkasz w leśnych klanach?
- Tak, tam mieszkam - poświadczył nieufnie kocur.
- Super - odmruknął Rudek, z entuzjazmem unosząc ogon. - to pewnie wiesz co nieco o Klanie Gwiazd?

<Kasztan? Mam nadzieję, że w miarę dobrze go opisałam c:>

10 maja 2019

Od Rudka CD Czereśni

Rudek napuszył dumnie sierść na ogonie i zamruczał głośno. Kij, że dosłownie cztery uderzenia serca temu powalił go Horyzont. Biało-rudy miał cichą nadzieję, że liderka tego nie widziała.
- Właśnie trenuję, by zostać najlepszym wojownikiem Klanu Lisa! - powiedział, świadom, że w końcu może się wykazać. Czereśnia zachichotała, wyraźnie rozbawiona. Syn medyka uświadomił sobie, że dawno nie widział jej w tak dobrym humorze.
- Powtarzamy ćwiczenie! - nakazał Horyzont, unosząc wysoko ogon.
- To ja... sobie pooglądam - rzuciła Czereśnia i z tajemniczym uśmieszkiem, udała się na bok.
Przez Rudzika Juniora przeszedł dreszcz ekscytacji. Uśmiechnął się radośnie i stanął naprzeciwko mentora. Niebieski parsknął głośno, widząc rozbiegany wzrok ucznia. Zdecydowanie nie lubił treningów walki, a wolał patrole, polowania i dłuuuugie wykłady.
Wreszcie będziesz się mógł wykazać, nie zmarnuj tej szansy, pomyślał Rudek, skupiając wzrok na pyszczku syna Biegnącego Strumienia.
- Atak! - zarządził wojownik.
Syn Pszczelego Żądła rzucił się do przodu. Po raz pierwszy przypatrywały mu się aż dwie pary oczu! Sama liderka śledziła jego bieg! Nie mógł zawalić. Wyskoczył w górę, wyżej niż kiedykolwiek wcześniej. Skoczył na bark mentora z całym impetem, usiłując go wywrócić. Oczywiście, ze względu na małe gabaryty, nie udało mu się. Horyzont powalił go jednym mocnym pchnięciem i odsunął się nieco.
- Nie żyjesz - warknął z niesmakiem i przysiadł przy ziemi, wygładzając zmierzwione furto, na piersi. - Do tego się popisujesz!
- Nie, wcale nie! - krzyknął rozpaczliwe syn medyka, ale jego mentor tylko pokręcił głową. Czereśnia wstała i podeszła do leżącego ucznia.
Świetnie, jeszcze ona! Na pewno zaraz powie to samo co Horyzont.
- Nie słuchasz moich poleceń - rzekł surowo wojownik.
Rudek stęknął i podniósł się z ziemi. Jeszcze nigdy nie pokonał tego kocura w walce, a to tylko go zniechęcało.
- Mógłbyś mówić jaśniej - warknął.
Wiedział, że nie powinien, wiedział, ze zerkała na nich Czereśnia. Nie dbał jednak o to. Horyzont prychnął cicho, ale nie kontynuował dyskusji. Biało-czarna kocica weszła między nich, rzucając im zdegustowane spojrzenia.
- Chłopaki, uspokójcie się. Horyzoncie, ja pomówię z Rudkiem, a ty możesz iść zapolować.
Wojownik skłonił z szacunkiem głowę, przed przywódczynią. Swojemu uczniowi rzucił za to zimne spojrzenie, pomarańczowych oczu i odszedł.
Syn Rudzika podniósł się chwiejnie, potrząsając głową. Liderka podeszła do niego i przejechała językiem po bokach kocurka, wygładzając zmierzwioną sierść.
- Jakie kołtuny - zaśmiała się cicho, ale śmiech zamarł jej na pyszczku, gdy dosięgnęła do długiego zadrapania na boku rudzielca. Kocurek zatrząsł się nieco, czując pieczenie i oblał się rumieńcem, którego na szczęście nie było widać przez półdługą sierść. Zadrapanie było pozostałością po niedawnym ataku Pszczółki. Nie lizał sierści w tamtym miejscu, gdyż powodowało to ból. Nie chciał iść z tym do medyków. Po pierwsze opóźniłoby to trening, po drugie... była tam Pszczółka. Przygryzł wargi.
- Co to? - Czereśnia zmrużyła oczy, oczekując wyjaśnień i usiadła, zamiatając ogonem mokry śnieg.
Myśl, myśl, myśl!
Rudek nie chciał zdradzić Pszczółki. Owszem, zachowywała się nie fair, ale wciąż była jego siostrą. Jego siostrzyczką, z którą bawił się w żłobku. Potrząsnął głową.
- Ja... miałem spotkanie z orłem!
- Z orłem powiadasz...
- Tak, właśnie tak! - zakrzyknął Rudek i zaraz poczuł się jak ostatni mysi móżdżek. Genialne, naprawdę genialne. Przecież orły były wielkie, ciężkie i z palcem w nosie (czy też w dziobie) mogłyby go porwać. Postanowił jednak brnąć w to dalej. - Wczesnym rankiem wyszedłem z obozu, by zapolować. Byłem już prawie przy Drodze Grzmotu, gdy to wielkie ptaszysko mnie zaatakowało! Ale ja nie dałem się porwać. Złapałem go i zabiłem.
- Orła? - zapytała z lekkim niedowierzaniem Czereśnia. - Przepraszam, cię kochany, ale czy nie uważasz, że... jesteś nieco za mały... to znaczy za młody na to by takiego upolować? Nawet dorośli wojownicy wolą ich unikać! - zerknęła na niego, z frustracją w oczach. - Sądzisz, że jestem mysim móżdżkiem?
- Ależ nie, skądże! - zakrzyknął uczeń, wściekły na samego siebie.
Zielone oczy Czereśni złagodniały. Zbliżyła do kocurka i delikatnie dotknęła jego boku, obserwując delikatny grymas bólu na jego pyszczku.
- Może to była sroka? - wydukał Rudek, nieco niepewnie.
- Tak, pewnie tak - przyznała córka Srebra. - Uważam, że ktoś powinien to obejrzeć - mruknęła, łapą wskazując na ranę.
- Nie, to absolutnie nie jest potrzebne! - pisnął Rudek. Za wszelką cenę nie mógł dopuścić do wizyty u medyków.
- A co się stało z ciałem owej sroki? - zapytała przywódczyni, którą najwyraźniej bawiła cała rozmowa.
- Za-zanio-osłem j-je Rud-dzikowi - wydukał terminator, mając nadzieję, że kocica nie pójdzie do uzdrowicieli, z pytaniem o ostatni posiłek, sprezentowany im przez kocurka.
- Czereśnio... Uważasz, że będę słabym wojownikiem?
Zielone oczy Rudka nieoczekiwanie napełniły się obawą. To pytanie przyszło nagle i wydawało się idealnym ratunkiem. Napełniło go jednocześnie niepokojem, który nijak nie chciał go opuścić.

<Czerere?^^>

01 maja 2019

Od Rudka CD Pszczółki

Rudek przypadł do ziemi, zamiatając śnieg ogonem. Rozcięcie piekło. Na ziemię spadła pierwsza kropla krwi. Zaskoczony kocurek dotknął policzka i po chwili zobaczył następną porcję szkarłatu. Warknął cicho, starając się odstraszyć siostrę. Pszczółka zawyła z satysfakcją.
- Nawet warczeć nie potrafisz! A bronić się umiesz?! Horyzont jest dobrym nauczycielem, ale to ty jesteś głupim uczniem! - zatoczyła krąg wokół brata, skacząc po mokrym śniegu.
Proszę proszę, proszę. Niech przyjdzie Rudzik albo Mały! Albo chociaż Czereśnia i Płomykówka! 
Rudek skulił się przy ziemi, a vanka drasnęła delikatnie jego łapę. Tym razem rana nie była tak głęboka jak poprzednia.
- Wiesz co? Żal mi Horyzontu... - Wnuczka Potokowej Gwiazdy przysiadła przy ziemi, tylko po to by po uderzeniu serca znowu rozpocząć bieg. Jak na ucznia medyka była w zastraszająco dobrej kondycji. - Ma tak głupiego, małego i nieudacznego terminatora jak ty!
Leśny Strumieniu, Pszczele Żądło, proszę powstrzymajcie ją!
- Fajtłapa, niezdara, niedojda! Czy ktoś ci już kiedyś mówił, że wyglądasz jak jedno-księżycowy kociak?!
W Rudziku Juniorze się zagotowało. Pszczółka skoczyła do przodu i wyrwała mu spomiędzy łap gołębia. Odrzuciła piszczkę daleko, tak że ta wykonała piękny łuk w powietrzu i upadła na ziemię o dwie długości lisa dalej. Kremowa podbiegła do brata i wyrwała mu kępkę sierści z karku. Wyglądała jakby naprawdę dobrze się bawiła. Niemal tańczyła w śniegu, potrząsając szyją i unosząc łapy. Znowu wykonała krąg i wypluła włosy. Stanęła kawałek dalej, dysząc lekko, z tryumfalnym uśmiechem na pyszczku. Machnęła ogonem, po czym wzięła rozpęd i w pełnym pędzie ruszyła na wnuka Wschodzącej Fali. Rudek zamarł na moment ze zdumieniem wypisanym n pyszczku. Na jego szczęście to nie Pszczółka, a on miał trening z Horyzontem. Odskoczył, wykorzystując swoją szybkość zaatakował siostrę. Kremowa poleciała w tył, a on przyparł ją do ziemi, oddychając ciężko, z wysiłku jakim było dla niego utrzymanie wijącego się ciała córki Rudzika, oraz strachu. Nie wyciągnął pazurów, nie mógłby skrzywdzić własnej siostry. Spojrzał na nią z lekkim bólem w zielonych oczach. Ta walka w NICZYM nie przypominała ich zabaw z dzieciństwa. Kremowa zazwyczaj dawała mu fory, jako że był najmniejszy z miotu. Najwyraźniej te czasy dobiegły końca.

<Pszczółeczko<3?>

30 kwietnia 2019

OD Rudka

- Musisz mnie zaatakować - rozkazał Horyzont, zamiatając ogonem po ziemi. Rudek szerzej otworzył, oczy, podekscytowany.
- Już, teraz?
Horyzont zmrużył nieco, pomarańczowe oczy, ale się nie uśmiechnął.
- Jak będziesz gotowy.
Biało-rudy bez wahania rzucił się na mentora. Mocno wczepił się w jego bark, wbijając weń wszystkie pazury. Horyzont wykrzywił pyszczek w delikatnym grymasie i bez wahania schwycił terminatora za kark, z łatwością, zrzucając go na piach. Rudzik Junior powstał, plując ziemią na wszystkie strony. Niebieski usiadł spokojnie i zaczął swój wywód.
- Nie możesz tak otwarcie patrzeć w miejsce, które chcesz zaatakować. Musisz uskakiwać, na chwilę zaatakować, podszczypywać przeciwnika. Jeżeli wczepisz się w jedno miejsce, to ściągnę cię tak łatwo jak chwilę temu.
Syn Pszczelego Żądła skrzywił się lekko. W jego uszach zabrzmiało to tak jakby Horyzont powiedział "Jesteś za mały, by walczyć". Miał dziewięć księżyców, a wyglądał jak sześcio-księżycowy kociak. I ani trochę mu się to nie podobało.
- Musimy jeszcze potrenować. Spotkamy się jutro, o wschodzie słońca - syn Biegnącego Strumienia, ruszył w kierunku obozu. - Idziesz?
Rudek rozejrzał się ostrożnie dookoła, po czym pokręcił głową.
- Wolałbym jeszcze nie.
- Jak chcesz - wojownik wzruszył ramionami i uniósł wysoko ogon, maszerując do obozu. Zielone oczy kocurka, śledziły ruch mentora, dopóki tamten się nie oddalił. Wtedy Rudek odetchnął i ruszył w przeciwnym kierunku. Otaczało go sporo zasp, ale on postanowił się przejść.  Syn Rudzika nadstawił uszu, słysząc cichy głos.
- Bardzo dobrze! Jeszcze raz!
Rozsunął łapą liście paproci i jego oczom ukazała się sama liderka Klan Lisa. Czereśnia skuliła się lekko, gdy jej uczeń, Owca, zaatakował. Rudek otworzył pyszczek w niemym zachwycie, podziwiając mocno wymachy kocura. Przywódczyni i terminator sczepili się w walce, po chwili Czereśnia pchnęła syna Muszki tak, że ten znalazł się pod nią. Owca nie pozostał jej dłużny i po chwili to on powalił mentorkę. Po kilkudziesięciu uderzeniach serca zażartej walki córka Srebra, skinęła z uznaniem głową. Kiedy odeszła syn Pszczelego Żądła odczekał zaledwie kilka sekund, zanim wyprysnął spomiędzy krzewów. Bez wahania podbiegł do starszego, wyższego terminatora i spojrzał na niego błagalnie.
- Nauczysz mnie tak walczyć?

<Owca?>

28 kwietnia 2019

Od Rudka

Kocurek skrzywił się lekko, słysząc jak śnieg skrzypi mu pod łapami. Nie spadło go za wiele, ale on z racji chudej postury, zapadał się w nim niemal po pierś. Co oczywiste, uniemożliwiło mu to polowanie. Poza tym miał wszystkiego dość. Humorów Pszczółki, która ot tak go znienawidziła. Dymka, który usilnie starał się go pocieszyć. Horyzontu i jego nudzących wywodów. Chciał już być wojownikiem, a wciąż tkwił  legowisku terminatorów. Jednocześnie obiecał sobie, że zniknie stamtąd w wieku dziesięciu księżyców, ale na to raczej nie było już szans. Mroźne powietrze wpadło mu do nosa, na co zareagował głośnym kichnięciem. Zmrużył nieco oczy i popatrzył na drzewa przed sobą. Była to pierwsza Pora Nagich Drzew w życiu Rudka i kompletnie mu nie spasowała. Co to za frajda, dy jest zimno, mokro i nieprzyjemnie? Śnieg lepił się do jego półdługiego futra, tworząc na nim mroźne grudki. Kocurek nie mógł sobie wyobrazić co przeżywa taki Dymek, czy Pszczółka. W końcu mieli sierść dłuższą nawet od niego. Kocur zatrzymał się, czując nowy zapach. Pamiętał go! Horyzont zabrał go w to miejsce, na samym początku treningu. Biało-rudy przystanął, marszcząc nos. Śmierdziało gorzej  niż stary borsuk, lis lub stado skunksów. W brawurowym czasie pokonał małe wzniesienie i przystanął, obserwując ten niesamowity wynalazek Dwunożnych. Pod nim, ciemną wstęgą wiła się Droga Grzmotu. Czarna nawierzchnia lśniła, a śnieg który powinien na niej leżeć został zgnieciony pod łapami potworów. Rudek z fascynacją obserwował maszyny i skulił się gdy jedna z nich, przejechała tuż przed jego punktem obserwacyjnym. Ocenił rozmiary potwora i zamruczał z podziwem. Gdyby on był taki duży wszystkie koty w lesie by się go bały! Wbił spojrzenie w przeciwległą granicę. To stamtąd przyszły jego mamy i to tam mieszkają te złe, leśne koty! Warknął cicho i przysiadł, owijając łapy ogonem. Skulił się bardziej, tak że tylko jego rude łaty były widoczne. Po prostu czekał aż coś się wydarzy. Zmrużył oczy delikatnie, a po chwili już niemal całkowicie przymknął powieki. Śnieg był taki niesamowicie miękki, poza tym sierść cudownie chroniła przed chłodem. Zachrapał donośnie, całkowicie zapominając o umówionym treningu z Horyzontem.

<Ktoś? Obojętnie kto,  może być nawet z KL^^> 

24 kwietnia 2019

Od Rudka CD Pszczólki

Od mianowania nie rozmawiał siostrą. Pszczółka zaszyła się gdzieś w legowisku Rudzika i Małego, i nieprędko miała znowu wyjść na świat. Rudek głęboko wierzył, że jego siostra zostanie świetną uzdrowicielką. Brakowało mu jednak ich rozmów, zabaw i żartów. W księżyc później, postanowił ją odwiedzić. Wracając z treningu z Horyzontem upolował sporego gołębia. Ptak był niemal tak duży jak sam syn Rudzika, dlatego też kocurek niemało się natrudził, dźwigając go do obozu. Tuż przed wejściem do legowiska medyków miauknął cicho, sygnalizując swoją obecność. Po kilku uderzeniach serca z wnętrza wyjrzała kremowa vanka. Bynajmniej nie wdawała się zadowolona widząc braciszka. Obrzuciła go złym wzrokiem i jadowitym syknięciem.
- A co ty tu robisz?
- Ps-szzczół-ko - zaczął nieco niepewnie. - J-ja przyszedłem cię odwiedzić. Zobacz... upolowałem dla ciebie gołębia! - przesunął piszczkę w kierunku siostry, która nawet nie spojrzała w jej stronę.
- Super, to teraz możesz już iść, co nie?
Syn Pszczelego Żądła poczuł się nieco nieswojo. Skulił się przy ziemi i otworzył szerzej oczy.
- Pszczółko, ja nie chcę sobie jeszcze iść. C-chciałem porozmawiać.
- O czym?!
Rudek uniósł się miękko na łapach i usiadł, obwijając ciało ogonem.
- No wiesz... Skoro już jesteśmy uczniami to... moglibyśmy TO zbadać - rzucił naokoło przestraszone spojrzenie i mrugnął do kremowej porozumiewawczo.
- Chyba cię nie rozumiem - parsknęła Pszczółka. Wyglądała jakby w każdej chwili mogła odejść, dlatego kocur postanowił streszczać.
- Pójdziemy do lasu i... do tych innych klanów. Dowiemy się więcej o Klanie Gwiazd! Dokończymy dzieła mamy!
Zielone oczy wnuka Potokowej Gwiazdy zajarzyły się radośnie. Kotka prychnęła z niechęcią, jednak po chwili wybuchnęła śmiechem.
- To ty, wciąż wierzysz w te brednie?! W jej głupie historie?! W te bajki?! Jesteś mysim móżdżkiem! Nie - zachichotała - myszy są mądrzejsze od ciebie. Lisim łajnem! Tak! Górą cuchnącego lisiego łajna!
Pod wpływem jej słów w oczach Rudka wezbrały łzy.

<Pszczółka? 3:>

25 marca 2019

Od Rudka

Mama nie wracała, co mocno zaniepokoiło kociaka. Siedział w wejściu do żłobka i obserwował kolorowe liście, szybujące w powietrzu. Były naprawdę piękne, ale niezbyt interesowały kociaka. Przymknął oczy, wbijając niewidzące spojrzenie w ścianę. Po kilkunastu uderzeniach serca poczuł ciepło, rozlewające się po dwóch stronach jego ciała. Uchylił, więc powieki i zerknął na swoje rodzeństwo. Dymek przycupnął po jego prawej stronie, za to Pszczółka rozłożyła się po lewej. W kociarni od jakiegoś czasu spoczywała też druga królowa. Sówka, czy jakoś tak, Rudek nigdy nie miał pamięci do imion. Co innego tyczyło się jednak kocicy, która wyjrzała zza horyzontu. Bynajmniej nie była to Leśny Strumień, ale biało-rudy i tak ucieszył się na widok liderki Klanu Lisa. Do Czereśni czuł respekt, poza tym podziwiał tą dumną kocicę, która trochę przypominała mu dymną, byłą już członkinię Klanu Wilka. Córka Srebra skierowała się do żłobka, co nie zdziwiło kocurka. Czasami tu przychodziła, by odwiedzić Lasek i zobaczyć co u kociąt. Tym razem powitała ich krótkim miauknięciem i skierowała swe kroki do nowej królowej. Teraz syn Rudzika przypomniał sobie, że tamta była przecież zastępczynią. Z całą pewnością miały do obgadania kilka spraw. Kolejne uderzenia serca dłużyły się Rudkowi w nieskończoność. Wstrzymał oddech i nadstawił uszu, ale siostry zadbały, by żadne z nich nic nie usłyszało. Cynamonowa parę razy rzuciła im długie spojrzenie, potem skinęła kilka razy łebkiem. Liderka wyglądała jakby się spieszyła. Miauknęła im krótko na pożegnanie i opuściła żłobek. Cała trójka odmruknęła zgodne „Do widzenia”, po czym wymienili zaskoczone spojrzenia. Kocice wyraźnie coś knuły, a to z całą pewnością nie podobało się synowi Pszczelego Żądła. Płomykówka nie dała im się zastanawiać zbyt długo.
- Chodźcie tu do mnie, szkraby! – zamruczała, może ciut za entuzjastycznie i zgarnęła kocięta łapami. Opatuliła rodzeństwo ogonem i zaćwierkała wesoło. – Pora na drzemkę!
Nie. Coś tu było zdecydowanie nie w porządku. Poza tym to COŚ zburzyło cały rytm dnia kocurka. Drzemka będzie wtedy, gdy wróci Lasek. To przybrana mama powinna opatulić ich swoją krótką kitą! Ona, a nie jakaś bliżej nieznana Rudkowi osoba. Nie wiele myśląc, kocurek wbił pazury w ogon zastępczyni, a ta miauknęła zaskoczona. Wnuk Potokowej Gwiazdy wiedział, że nie powinien denerwować kocicy spodziewającej się młodych, poza tym stojącej wyżej w hierarchii. Nie miał jednak wyboru. Zaskoczona Płomykówka uwolniła Rudzika Juniora, który wyprysnął spod jej ogona i wyleciał ze żłobka. Biegł kawałek w milczeniu, po czy zatrzymał się nasłuchując. O tej porze, na miejscu nie było zbyt wiele kotów. Zdołał jednak wyczuć delikatny zapach sporego zbiegowiska. Przedarł się przez trawę w tamto miejsce i zatrzymał się niespokojnie. Najpierw zaważył trzy lub cztery koty. A potem zobaczył mamę. Dymna kocica leżała na boku. I wszystko byłoby ok, gdyby nie kałuża krwi, obok kotki i lekki, niemal triumfalny uśmiech na jej pyszczku. W uderzenie serca kociak był przy niej. Skulił się, tak jak zawsze, w miejscu gdzie leżało serce, ale nie usłyszał jego bicia. Mało tego, boki Leśnego Strumienia były zimne, a futro rozczochrane, pełne liści i drobnych gałązek.
- Mamo? – zapytał już pewniej kociak. Klepnął kotkę delikatnie w policzek, czując pojedynczą łzę na policzku. – Mamo, obudź się!
Drżącą łapką strzepnął liść zza jej ucha i położył się na szyi córki Różanego Pola. A co jeśli mama zrobiła to samo co Pszczele Żądło? Jeśli… nie żyła? Nie to było niemożliwe! Kocurek załkał cicho. Ta myśl złamała mu serce, była jak kopnięcie w brzuch. Wspiął się nieco wyżej, czuł, że koty z Klanu Lisa zaraz odniosą go z powrotem do żłobka. Złapał zębami za ucho Leśnego Strumienia i odetchnął głęboko.
- Mamo, nie wiem nawet czy mnie słyszysz. – Łzy zatkały mu gardło, ale wciąż pamiętał co chciał powiedzieć. Wciąż pamiętał ich poranny spacer. – Pamiętam co mówiłaś z rana. O Klanie Gwiazd. Że jest zły i okropny. I… ja ci wierzę mamo.
Poczuł na karku ciepły oddech oraz łagodne mruczenie. Zamknął oczy i dokończył.
- Mamo kocham cię.
To było straszne. Leśny Strumień zostawiła ich, tak jak zostawiła ich Pszczele Żądło, ale jednego Rudek był pewny. To była wina Klanu Gwiazd.


<idk, jak ktoś chce to może dokończyć^^>

23 marca 2019

Od Rudka C.D Pszczółki

Kocurek otworzył zielone oczy i rozejrzał się dookoła. Niewielka przestrzeń żłobka nie posiadała zbyt wielu kryjówek. Nieliczne zakamarki ziały ciemnością, a Rudek nie miał zamiaru w ową ciemność wstępować. Rozejrzał się jeszcze raz uważnie i parę razy pociągnął nosem. A co jeśli Pszczółka ruszyła na eskapadę, by pozwiedzać resztę stodoły?  Syn Rudzika przymknął oczy, próbując wyczuć, delikatną woń siostry. Znany mu dobrze zapach biegł nisko przy podłodze i znikał gdzieś za progiem. Biało-rudy potrząsnął łebkiem. Będzie odważny, będzie odważny i wyjdzie za próg żłobka. Miał przecież zostać dzielnym wojownikiem! Jak niby miał tego dokonać, całe dnie spędzając przy boku Leśnego Strumienia i wtulając się w jej krótką sierść?!

- Będę odważny – powiedział, zupełnie tego nieświadom i przestawił łapę za próg. Mógł sobie pozwolić na chwilę namysłu, nikt go nie obserwował. – Prawda mamo?

Ani Pszczele Żądło gdzieś z góry, ani Leśny Strumień nie odpowiedziały mu. Odwrócił się zdziwiony i ujrzał śpiącą dymną królową. Poszedł, więc dalej, w ciszy, starając się jej nie obudzić. Po kilkudziesięciu kolejnych uderzeniach serca wyszedł ze stodoły i zamrugał parokrotnie. Oślepiły go promienie słońca, więc przez moment nic nie widział. Gdy jego oczy przywykły do jasnego blasku, dojrzał delikatny ruch w krzewach. Kompletnie zapomniał o ostrożności i rzucił się w kierunku liści.

- Mam cię Pszczół…

Otworzył pyszczek w niemym zdziwieniu. Przed nim stał Dymek. Niebieski spojrzał na brata spokojnie, nawet z lekkim uśmiechem na pyszczku.

- Znalazłeś mnie Rudku – otarł się delikatnie o bok syna Pszczelego Żądła. – Ale wydawało mi się, że nazywam się Dymek, a nie Pszczółka!

- No, no tak – przyznał Rudek, zamykając pyszczek i wypluwając kilka liści. Czyli cały czas śledził niebieskiego brata, zamiast kremowej siostry?! No cóż… rozróżnianie zapachów nie szło mu najlepiej. – Musimy ją znaleźć – stwierdził, potrząsając głową. A co jeśli coś jej się stało?, odezwał się nieznośny głos w jego mózgu. Pozbył się jednak natrętnych myśli i wyszczerzył pyszczek do brata. – We dwóch szybciej nam pójdzie.

Ramię w ramię, ruszyli do stodoły. Z dużo bardziej wyćwiczonym nosem, Dymek szybko chwycił trop, a Rudzik Junior po prostu pobiegł za bratem. Kremowa vanka siedziała obok niewielkich beli siana, tuż za żłobkiem.

- Widziałam jak przebiegałeś – oznajmiła bezlitośnie, nadstawiając uszu w kierunku szukającego. Zachichotała cicho, radośnie. – Nie znalazłeś mnie!

Rudek zjeżył się cały, przez co wydawał się dwa razy większy niż był w rzeczywistości.

- No, raczej nie trzeba być wielkim myślicielem żeby to zauważyć!

Pszczółka stuliła uszy i zawarczała cicho. W jej oczach zabłysł niepokój.

- Bez kłótni – mruknął Dymek i ruszył do przodu, by pogodzić rodzeństwo.

Półdługie futro Rudka opadło delikatnie, ale wciąż zerkał nieufnie na siostrę. Właśnie ujawniła się w nim ta strona odziedziczona po Pszczelim Żądle i Leśnym Strumieniu, ale mimo to tą właśnie stronę wolał. Wydawał się wtedy dużo poważniejszy i większy, od swojego drugiego odbicia, cichego kociaka, który jąka się, gdy się boi. Tymczasem jednak ułożył sierść i usiadł. Urywając kontakt wzrokowy z siostrą, polizał się w łapę.

- Dymek ma rację – stwierdził już całkiem spokojny. – Po co tracić czas na kłótnie… kiedy możemy się bawić?

W jego głowie zakwitł nowy plan. Schowa się tak, że Pszczółka w życiu go nie znajdzie! Udowodni tym,  że jest tak samo wartościowy jak kremowa kotka.

- Dymek został pierwszy znaleziony, więc on szuka – objaśniła Pszczółka, drapiąc się za uchem. Rudek zamrugał kilka razy i wymamrotał coś niezrozumiałego pod nosem.  – Takie są reguły gry – dodała, jakby dla wyjaśnienia, wnuczka Potokowej Gwiazdy. Kocurek skinął głową i ruszył obok rodzeństwa. Szedł dość wąskim przejściem, szukając odpowiedniej kryjówki. Parę razy potknął się i przewrócił, ale oprócz obolałego nosa, nic mu się nie stało. W końcu dobrnął do pochyłej belki. Drewno pięło się, pod łagodnym skosem w górę. Chęć jak najszybszego schowania się, spowodowała, że Rudek wyciągnął łapy i podciągnął ciało w górę. Znalazł się na czymś w rodzaju niewielkiego strychu. Przykucnął nisko i wciągnął brzuch, dzięki czemu udało mu się schować w małej wyrwie w podłodze. Przed sobą, syn Rudzika, mógł dojrzeć dziurę przez, którą widział obraz Pory Opadających Liści.

<Pszczółka? Takie nijakie wyszło :c Właśnie przypomniało mi się, że przecież KL mieszka w stodole XD>

15 marca 2019

Od Rudka CD Pszczółki

Rudzik Junior sapnął cicho, ale widząc radość na pyszczku vanki musiał się uśmiechnąć.
- Nja pewnio będziesz swietną uzdlowiciejką! – krzyknął radośnie i otarł się o bok Pszczółki. Niestety potknął się przy tym i po chwili leżał na siostrze, która siłą rozpędu uderzyła w Dymka. W następnym uderzeniu serca stali się wielką kupą futra, nosów i łap. Bawiliby się dłużej gdyby nie mama. Leśny Strumień stanowczym głosem zarządziła popołudniową drzemkę, co Rudek przyjął z radością. Wtulił się w dymne futro królowej i natychmiast zasnął.
*księżyc później*
Rudo-biały od dłuższej chwili siedział w miejscu. Pszczółka i Dymek wyszli do medyków, pooglądać ich przy pracy. Leśny Strumień udała się do… no cóż. Tego syn Pszczelego Żądła nie wiedział. Rudek tymczasem został na miejscu, postanowiwszy posortować swoje „zabawki”. Wyciągnął je z tajnej skrytki i przesunął na sam środek żłobka. Panowała tu cudowna cisza, w której nikt mu nie przeszkadzał. Trzy piórka, które ktoś z Klanu Lisa odratował z własnej kolacji. Jedna, piękna szyszka, duma i źródło ekscytacji Rudka. Oprócz tego kilka kłębków sierści, zarówno Dymka i Pszczółki, jak i ich przybranej matki, które Rudek z upodobaniem kolekcjonował. Kilka kawałków kory i jeden naprawdę olbrzymi liść, który cudownie wirował w powietrzu, gdy się go podrzuciło. Zielonooki przymknął powieki, wyobrażając sobie jak mogła wyglądać jego mama. Znał ją tylko z opowieści dawnej członkini Klanu Wilka. Z pewnością była piękna i dumna, oraz odważna… A co gdyby tak z nią… porozmawiać?
- Jak sądzisz… mamo, czym powinienem się pobawić?
Nic, żadnej odpowiedzi. Zamrugał kilka razy z żalem i spróbował znowu.
- Pszczele Żądło?
- Z kim rozmawiasz? – biało – rudy z przerażeniem odkrył, że za jego plecami stoi nie kto inny jak jego siostra.
- Z… nikim – odmruknął przesuwając się nieco.
- Mówiłeś o mnie. Słyszałam „Pszcz…”! – powiedziała z lekkim zdziwieniem kotka.
- Nie to nieprawda! – krzyknął zapalczywie Rudi. Odwrócić uwagę, odwrócić uwagę.  – Spójrz tam! – zawołał. Końcówki jego uszu wyraźnie poczerwieniały, ale kremowa wykonała polecenie. – Zastanawiałaś się kiedyś co jest tam? – zapytał już pewniej, jedną łapą wskazując horyzont, a drugą zabierając własne zabawki spoza zasięgu siostry. Oboje pozbyli się okropnego nawyku seplenienia już pół księżyca temu.
- Nie – odparła z rozbrajającą szczerością Pszczółka. Poczuł, że łapki mu drżą  na samą myśl o wyprawie, ale głos zadrżał mu tylko trochę.
- To może chodź – ź - my się przekonać? – zaproponował z udawaną radością. – Zanim ma –mm - ma  wróci?
Kto wie co się mogło czaić za tymi drzewami. Na pewno same krwiożercze bestie, które tylko czekają, by zjeść ich dwójkę.

<Pszczółka c:? Sorry za taki przeskok akcji, ale ja kompletnie nie umiem „seplenić kociakiem”. I wiesz… ja ci, wciąż nie odpisałam Lilią xd>

05 marca 2019

Od Rudka C.D Pszczółki

Słowa tłukły się w głowie kocurka. On miał być nieznośnym kociakiem?! Kochał swoją siostrę, ale… on nieznośnym kociakiem?! Przecież był uroczym, malutkim i słodziutkim kotkiem, przynajmniej we własnym odczuciu. Ranga, jaką otrzymał Dymek, wydawała się mu dużo bardziej pociągająca.
- Siama sobie bjądź nieśnośnym kociakiem! – pisnął, mrużąc oczka i wsłuchując się w cichy oddech Dymka po swojej prawej stronie. Do tego to seplenienie. Czy naprawdę nie mógł mówić jak jego mama – Leśny Strumień? Gładko i wyraźnie. Najgorsze było jednak to, że Rudek jąkał się, gdy odczuwał strach. Biało-rudy pokręcił głową stanowczo, zerkając twardo na siostrę.
- Ale ja juś bjędę uzdjowicielką! – pisnęła biedna Pszczółka, tuląc uszy. Rudek parsknął z niezadowoleniem. Dlaczego ona nic nie rozumiała? Obejrzał się, szukając pomocy u dymnej mamy.
- Śpokojnie – mruknął Dymek i wysunął się na przód. – Ja mogę byc nieśnośnym kociakiem, a ti Judku wojownikiem – niebieski polizał łopatkę brata, przesuwając się minimalnie. Rudek skinął głową z zadowoleniem, a i kremowa przystała na propozycję. Cała trójka przesunęła się bliżej wyjścia ze żłobka. Rudek skupił całą swoją uwagę na poprawnym mówieniu.
- Śpójrzcie na mnie! Jeśtem wojownikiem – coraz lepiej szła mu wymowa. – Wielkim i potęźnym …
- Apsik!
Kocur podskoczył, niemalże się przewracając, wycofał się w głąb żłobka z przerażeniem w oczach.
- C-co ttt-o by-ło? – wydukał, trzęsąc się delikatnie.
- To tyjko ja! – pisnęła Pszczółka. – Pśestraszyłaś się Judku!
- Nie wcc-ale nie! – burknął syn Pszczelego Żądła, wracając do rodzeństwa. Spokój wracał na jego pyszczek, ale teraz zrobiło mu się głupio. – Ja waś tyjko sprawdzaa-łem!
- Jaśne… - mruknęła jego siostra.
- Uspokójcie się – powiedział po raz kolejny Dymek.
- To bawimy śję czy nie? – zadał pytanie wnuk Potokowej Gwiazdy, starając się odwrócić uwagę od ostatniego zdarzenia.

<Pszczółka?^^>