BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nastroszone Futro x Gawroni Obłęd. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nastroszone Futro x Gawroni Obłęd. Pokaż wszystkie posty

25 czerwca 2023

Od Nastroszonego Futra CD. Gawroniego Obłędu

Nie spodziewał się takich słow. Dosłownie go zamurowało. Spojrzał na kocura jak na wariata, a ten nic. Gapił się na niego tak jak wcześniej, żądając odpowiedzi. 
— Kto ci nagadał takich głupot — prychnął, trzepiąc niezadowolony ogonem. — Nie jest chora. To normalna relacja kocura i kotki. 
— Mówią co innego — rzucił czarny, a go w końcu oświeciło.
Więc stąd to pytanie. Usłyszał pewnie jakieś głupoty, które wychodziły z pyska Zajęczej Troski albo Sroczego Lotu! Te dwie jeszcze pożałują, że tak podkopywały mu opinię wśród klanowiczów. Nie wierzył, aby kto inny był twórcą tych plotek. One zawsze były na pierwszym miejscu, w końcu żywili do siebie szczerą nienawiść. Mogły rozpowiedzieć, a to poszło w obieg. Co za głupie baby. Dla nich pewnie całowanie się z kocurem było chore! Miały zamiast mózgu wodę. Na pewno! 
— W tym klanie wiele rzeczy mogą sobie mówić — syknął przez zaciśnięte zęby. — Nie wiem czy wiesz, ale odnoszę wrażenie, że bycie normalnym w Klanie Nocy powoduje opinię bycia chorym. Lubię kotki i jestem w związku z Paskudą? To dla nich niedorzeczność. One te przebrzydłe samice wyznają, że kocur powinien lizać się z kocurem, a kotka z kotką! Dlatego usłyszałeś, że to chore, bo one same są chore i wierzą w taki nierealny świat! Gdyby każdy łączył się w pary z tą samą płcią, nasz klan by wyginął! To absurd! Gdzie z tego kocięta, które przedłużą ród? 
Wojownika zatkało. Gapił się na niego zawieszony przez moment w jakimś innym świecie, jakby próbując pojąć sens jego słow. 
— Czyli jak? Jak się to robi? — w końcu usłyszał jego głos.
Spojrzał na Gawroni Obłęd jakby urwał się nie z tego świata. Naprawdę on nie wiedział jak się robiło kocięta? I po co w ogóle natura dzieliła ich na dwie płcie? O rany... Nie spodziewał się, że będzie tłumaczył dorosłemu chłopowi takie rzeczy. 
— No więc... — zaczął go uświadamiać, mówiąc co i jak. Mówił wszystko ze szczegółami, aby do niego to dotarło i nie robił sobie siary, gdy ktoś o to zapyta. 
Widząc jak szok pojawia się na jego pysku, poklepał go po ramieniu. Nie rozumiał co w tym takiego było dziwnego, że sprawiło mu taką minę, ale może Gawroni Obłęd był... specjalnej troski. Trzeba było dać mu czas. 
— Więc teraz rozumiesz dlaczego bycie w związku z kocurem jest obrzydliwe i niemoralne? Pomyśl, że takie coś robisz jakiemuś typowi. Ani z tego kociąt, a jedynie odraza — wykrzywił się obrzydzony. — Tak działa świat. Dlatego łączymy się w pary z kotkami, by dać właśnie nowe życie. 

<Gawron?>

26 maja 2023

Od Gawroniego Obłędu CD. Nastroszonego Futra

— To jak będzie?
Obdarował kocura niepewnym spojrzeniem. Ich relacja była burzliwa. Nie ufał mu. Nie po tym ile złych słów na swój temat padło z dymnego pyska. Lecz nie miał innego wyjścia. Nikt inny nie myślał, żeby wspomóc go w poszukiwaniach. Kiwnął łbem. 
— Może zaczniemy Kolorowej Polany? 
Czarny nie odpowiedział. Ruszył w tamtą stronę z nosem blisko ziemi. Z kruchą nadzieją, że może uda mu na coś się trafić. Nastroszony podążał obok. Ku zdziwieniu Kurki faktycznie przykładał się do tego. Zielone ślepia zamyślone zdawały się analizować pochwycone wonie. Czarny spojrzał przed siebie. Do plaży mieli jeszcze duży kawałek. Nie było sensu sprawdzać piaszczystej polany. Morze i tak zmyłoby zapach. Zmarszczył nos. 
— Naprawdę ci na niej zależy, co? — padło z pyska Nastroszonego. 
Kurka uniósł ogon i zerknął na kocura. 
— Przyjaciel. — mruknął, czując lekkie kłucie na myśl o zaginionej kotce. 
Była najbliższym mu kotem w Klanie Nocy. Jedyną, dla której coś znaczył. Położył uszy. Czując zimniejszy wicher, oderwał nos od podłoża. Zaczynał wątpić czy znajdzie jakieś ślady zapachowe po takim czasie. 
— Ty masz przyjaciela? — burknął cicho, zerkając na kocura. 
Niebieski odpowiedział szybko. 
— Nie mam. 
Kurka zmrużył ślepia. 
— Smutne. — padło jedynie z jego pyska i przyspieszył kroku. 
Chciał dojść do Kolorowej Łąki przed zmrokiem. 

* * *

Zerkał na Nastroszonego od pewnego czasu. Do jego uszu szybko doszło o jego kociętach z Błotnistą Plamą. Dokładnie przez rozmowę Sarniego Tupotu i Pszczelej Dumy w legowisku medyków, gdzie obydwa koty leżało. Kocur zrobił sobie coś z łapą, a kotka miała pajęczyny na barku. Niebieski dość krytycznie wypowiadał się o parze rodziców i "spierdoleniu" jakie zagwarantują swoim kociętom. Pszczela starała się uważnie dobierać słowa, lecz także nie zdawała się przychylna ku stwierdzeniu, że była to zdrowa relacja. Kurka podsłuchiwał to z zaciekawieniem. Nie sądził, że relacje mogą być zdrowe i chore. Zmarszczył nos, coraz bardziej gubiąc się w tym wszystkim. Nie wiedział, jaką miał relację ze swoją mentorką. 
Mógł tylko w jeden sposób odkryć na czym polega różnica. Jego łapy ruszyły w stronę legowiska wojowników. Dość szybko wypatrzył dymną sylwetkę. 
— Nastroszony. — zawołał kocura.
Poczekał aż ten na niego spojrzy i ruszył w stronę gromady trzcin. Minęło parę uderzeń serca zanim ten się zjawił. Nie zdawał się zadowolony. 
— Czego chcesz? — mruknął. 
Kurka przekręcił łeb. 
— Dlaczego twoja relacja z Błotem jest chora? — zapytał, powtarzając głównie usłyszane słowa. 

<Nastroszony?>

18 marca 2023

Od Nastroszonego Futra CD. Gawroniego Obłędu

Trudno mu było zrozumieć zachowanie kocura. Obserwował go już od jakiegoś czasu, ponieważ nic innego nie miał do roboty. W zasadzie mógł iść na polowanie czy patrol, lecz ochota malała z każdą chwilą, gdy widział pyski tych wszystkich kotów. Nie chciał z nimi rozmawiać, nie chciał czuć obok siebie ich obecności. Byli dla niego obcy, a zarazem znajomi, ponieważ wiedział jakie mieli o nim zdanie. 
Życie w tym klanie zaczynało go coraz bardziej męczyć. Nie potrafił zaznać spokoju. Wciąż słyszał szepty na swój temat, które starał się ignorować. Strzyżykowy Promyk pomogła mu nieco z zachowaniem kontroli, ale nie miał pojęcia ile ten stan potrwa. Na dodatek nie był już mentorem. Jego uczeń został mianowany wojownikiem. Był z niego dumny. Akurat z nim dobrze się dogadywał. Nie był skażony jak wszyscy inni przez Zajęczą Troskę. Tak... Właśnie przez nią. To ona była powodem tego wszystkiego. Chciała go zniszczyć... Ona i to jej kółeczko adoracji. Na samą myśl najeżył się tylko. 
Gawroni Obłęd też nie był wyjątkiem. Był dziwny... Agresywny i nie rozumiał większości tego co robił. Jednak coś ich obu łączyło - samotność. Widział, że czarny nie miał żadnych przyjaciół, nie rozmawiał z nikim, odzywając się jak już bardzo rzadko. Tylko jedna rzecz sprawiała, że ten wydawał mu się żywą istotą. Zależało mu na swojej byłej mentorce. Podziwiał w zasadzie to jak blisko ze sobą byli. Też liczył na taką relację ze swoim mentorem, ale okazało się, że dostał wariatkę, a kolejny był słabym liderem, który miał za uszami romans ze zdrajcą. 
Eh... Wstał i podszedł do Gawroniego Obłędu, ponieważ chciał sprawdzić, czy jeszcze był jakikolwiek sens ciągnięcia tego cyrku. Strzyżykowy Promyk namawiała go do zawierania znajomości, nawet jeśli wydawało mu się to dziwne i ciężkie. Czy to był czas pogodzić się z wojownikiem, który miał przesrane w tym klanie w równym stopniu jak on? Mogli się dogadać. Kiedyś w to wierzył jak był jeszcze mały, ale to wszystko prysnęło po tym, jak ten go zaatakował. 
— A ty nadal jej szukasz? — zwrócił się do niego, obserwując reakcję. 
Czarny rzucił mu wrogie i chłodne spojrzenie, jak gdyby obawiał się drwin z jego strony. No może i kiedyś śmiał się z tego, że tak długo był uczniem przez to, że miał niekompetentną mentorkę, ale było minęło. 
— Spokojnie... Mogę ci pomóc jej szukać jeśli chcesz. I tak nudzi mi się w obozie — rzucił do niego, starając się zgrywać pozory kogoś kto wyciągał pomocną łapę z dobrej woli, a nie w akcie desperacji. — To jak będzie? — Zacisnął pysk czując jak każdy mięsień mu się spina z nerwów. 
No bo czy w ogóle zechcę, by z nim gdzieś poszedł szukać osoby, na której mu zależało? Zawsze istniało ryzyko, że odmówi. A wtedy chyba się podda z szukaniem znajomych. Powie Strzyżyk, że nie miała racji i to wszystko było głupie i nie warte zachodu. 

<Gawronku?>

20 lutego 2023

Od Kurkowej Łapy (Gawroniego Obłędu) CD. Nastroszonej Łapy (Nastroszonego Futra)

— Słuchaj. Proponuje ci swoją przyjaźń. Dawaj. Razem zlejemy naszych wrogów. Kogo tam nie lubisz, hm? Może Makowe Pole? — zasugerował, słysząc o utarczkach pomiędzy tą dwójką. — Nie chciałbyś ją potraktować z góry, jak na to zasługuję?
Czarny z wątpliwością spoglądał na młodszego. Chciał zemścić się na Makowym Polu. Wydrapać jej ślepia. Pożreć język. Porzucić na pastwę losu, by ptaki ją rozdziobały. Lecz to nie mogło być tak proste. Nastroszony mógł go oszukać. Niezbyt mu ufał. Nie miał powodów by tak. Ich kontakt ograniczał się do tamtej bójki. Równie dobrze niebieski mógł kombinować z Mak by się na nim odegrać. Kurka wiedział, że w przyrodzie nic nie było za darmo. 
Odwrócił się od kocura.
— Myślałem, że... 
— Nie. — przerwał mu czarny. 
Niebieski wbił w niego wkurzone spojrzenie. 
— Liczyłem, że różnisz się od tych wszystkich durnych kotek. — syknął przez zęby uczeń.
Kurka zjeżył się. Nie miał prawa go oceniać. 
— Nie wiesz co tracisz. — stwierdził niebieski, odchodząc od niego. 

* * *

Kurka nie ukrywał zazdrości na jaką spoglądał na Nastroszone Futro. Pomimo walniętej mentorki ukończył trening w młodym wieku. Został wojownikiem. Przyniósł dumę i podziw. W porównaniu do wciąż tępionego czarnego. Był słońcem, gdy on był księżycem. Przeciwieństwami. 
— Nie przejmuj się, także niedługo ukończysz szkolenie. — miauknęła jego mentorka, spoglądając w kierunku niebieskiego. — Nawet lepszym od niego. — uśmiechnęła się lekko. 
Czarny oderwał wzrok od młodego wojownika. Pokona go. Zmiażdży. Udowodni, że równie może lśnić. 
— Chodźmy, szkoda marnować nasz czas. — pospieszyła go Dzwonek. 
Kurka ruszył za jej liliową kitą. Stąpał po śladach kotki. Myślami wrócił do tamtego wieczoru. O Nastroszonym różnie mówiły koty. Jedni nim gardzili jak Sroczy Lot. Innych dziwnie do niego ciągnęło jak Błotnistą Plamę. Kocur nic z tego nie rozumiał. Wciąż wątpił w dobre i szczere intencje wojownika. 

* * *

— Jeszcze kisisz się jako uczeń? Patrz. Ja młodszy i już po mianowaniu. Ale nie martw się. Pewnie to wina tej twojej mentorki. Rozumiem, moja też była do bani.
Pomarańczowe ślepia spojrzały z zniesmaczeniem na Nastroszone Futro. Mylił się. Dzwonek w niczym nie zawiniła. Nie miał prawa tak mówić. Nie była do bani. Nastroszony był do bani. W całym swoim istnieniu. Wysunął pazury, jeżąc się.  
— Tylko mnie nie gryź. Nie chce niczego złapać. — rzucił nonszalancko kocur, odsuwając się od niego. — Z resztą, i tak nie masz ze mną szans. 
Kurka rzucił się na niego. Chciał zedrzeć ten chytry uśmiech z jego pyska. Zmusić by wypluł te słowa. Zapłakał jak kocię. Nim zdążył wbić się w jakąkolwiek część kocura ten z łatwością go odrzucił. Zaśmiał się beztrosko. Kurka upadł na śnieżną zaspę. Mróz otulił go z każdej strony, pobudzając do działania. Podniósł się z ziemi, wbijając rozwścieczone spojrzenie w wojownika.
— To wszystko na co cię stać? Nic dziwnego, że Źródlany Dzwonek uciekła. — jego drwiący głos zaszeleścił w uszach czarnego. 
Ryknął gniewnie. Kłamał. Łgał. Okłamywał go. Skomlał herezje. Herezję, które znajdowały coraz więcej filarów w realu. Nie chcąc myśleć o tym nawet uderzenie serca ponowił atak. Musiał zapłacić cenę za kłamstwa dzisiejszego wieczoru. Ponieść ciężar swojego czynu. Zbyt haniebnego by wyrazić go słowami. 
Tym razem udało mu się wgryźć w ogon wojownika nim dostał pazurami po pysku. Nastroszony wściekle rył w nim, zmuszając go do puszczenie jego kity. Kurka syknął, czując rozchodzący się po mordzie ból. 
— Jesteś dzikusem. Ich miejsce jest w lesie, a nie w klanie. Zobaczysz, Rudzikowy Śpiew dowie się o wszystkim. 

* * *

Po tamtym wydarzeniu zostało tylko wspomnienie upomnienia i monologu lidera, który Kurka jak zwykle miał gdzieś. Teraz to nie znaczyło nic. Przemierzał budzącą się do życia polanę w jednym celu. Liliowe futro zapadło gdzieś pod ziemię. Wyczuwalna miętowa woń została zdmuchnięta przez wiatr. Brązowe ślepia zginęły gdzieś w krajobrazie. Wciąż je widywał ukryte w krzakach. Zdradziecko go oszukiwały. Niekończąca się nadzieja raniła go z każdym krokiem coraz bardziej. Słabła z każdym wschodem słońca kończącym się rozczarowaniem.
Padł na ziemię, przysłaniając łeb łapami. Wysunął pazury tak by czuć ich czubki przez sierść.
Musiał ją odnaleźć.
Musiał. Za wszelką cenę. Ona nie mogła go porzucić. Miał tylko ją. Nie mogła go zostawić. Nie miała prawa. 
— A ty nadal jej szukasz? — znajomy głos dotarł do jego uszu.

<Nastroszony?>


04 listopada 2022

Od Nastroszonej Łapy cd Kurkowej Łapy

Od tamtej pory nie zamienił z Kurką ani słowa. Był zbyt zajęty swoimi problemami, aby zwracać uwagę na starszego kolegę, który ośmielił się odtrącić jego łapę, którą wyciągnął na znak przyjaźni. Najbardziej jednak temu winne były treningi, gdzie zmuszony był znosić humorki swojej mentorki, z którą czuł się jak na jakimś spływie górskim przez rwącą rzekę. Raz to on był na górze, a raz ona. Nie dało się dojść przez to do porozumienia. Nie cierpiał jej. 
Dzisiaj również nie był w humorze. Matka zwaliła mu się na łeb i stwierdziła, że naprostuje go, bo nie wiedziała, że jej syn przejawiał bardzo skrajne poglądy na temat klanowej społeczności. To niedocenienie bolało, bo jedyne czego pragnął, to przestać być na samym dole łańcucha pokarmowego. Chciał sięgnąć wyżej, by zdobyć upragnioną wielkość i szacunek. 
Żałował, że w klanie nie było nikogo, kto przejawiał podobne wartości do niego. Brakowało mu kolegi, z którym mógł dzielić pasję. I Tulipanowy Płatek się dziwiła, że zainteresował się Turkuciem? To kocię jedyne było mądre. No może nie był on na jego standardy, bo jeszcze miał mleko pod nosem, ale wyrośnie na kogoś, z kim chęcią zawojuje świat! To się liczyło! 
Kątem oka dostrzegł wracającego z treningu Kurkową Łapę. Starszy uczeń znany był ze swojej agresji, udowodnił mu to zresztą. A może tak jeszcze raz spróbowałby się z nim dogadać? Czarny nie miał znajomych. Wszyscy go unikali, bo rzucał się do gardeł. Gdyby tylko chciał, mogliby razem znęcać się nad słabszymi. To by było coś... Tylko czy znów go nie odtrąci? Nie był już kocięciem, a młodym kocurem. Nawet sporo umiał, bo udało mu się zdobyć upragnioną siłę. Czy był wart jego czasu? 
Musiał się o tym przekonać... Przynajmniej matka będzie dumna, że poszerzał horyzonty i nie wracał do żłobka jak jakiś desperat. 
Skierował kroki do syna Kruczej Gwiazdy, który spojrzał na niego chłodno, gdy się zbliżył. 
— Wiem, że nikogo nie lubisz i tak dalej, ale nie nudzi cię już to? Ta samotność? — zaczął, a widząc jak uczeń stroszy sierść, przewrócił oczami. — Słuchaj. Proponuje ci swoją przyjaźń. Dawaj. Razem zlejemy naszych wrogów. Kogo tam nie lubisz, hm? Może Makowe Pole? — zasugerował, słysząc o utarczkach pomiędzy tą dwójką. — Nie chciałbyś ją potraktować z góry, jak na to zasługuję? 

<Kurko? No zgódź się>

[przyznano 5%]

08 października 2022

Od Kurkowej Łapy CD Nastroszonego

Kocię Tulipan naśladowało go niczym pozbawiona rozumu glista. Nie rozumiał nic z zachowania kocięcia. Nie miał cierpliwości do pędraków arlekini. 
— No dalej, dawaj. Nie boję się ciebie. — miauknęło wojowniczo młode. 
Uniósł brwi. Nie wiedział co mówił. Kurkowa Łapa miał zamiar nauczyć go do końca życia, że należy się go bać. Przybrał wyćwiczoną z Źródlanym Dzwonkiem pozycję. Kocię tępo powtórzyło ruch podekscytowane. Oderwał łapy od ziemi i szybkim krokiem znalazł się tu przy niebieskim. Nastroszony zrobił krok do tyłu, lecz Kurka zdążył przygnieść jego łeb do ziemi. Młode pisnęło, lecz Kurka nie zamierzał przestawać. Kociaki ciągle płakały z byle powodu. To jeszcze nie była żadna nauczka. Niebieski zaczął się rwać. Szamotać, jak ryba na powierzchni. Czarny syknął, odkopując młode, jak najdalej od siebie. 
— Co z tobą nie tak? — miauknęło kocię z pretensjami. 
Kurka zmarszczył nos. Niebieski nie pojmował praw jakimi rządził się świat. Nie mógł go o to winić. Lecz nie było to i wytłumaczenie. 
— Kurkowa Łapo! — głos rozległ się za ich grzbietów. 
Wściekła Tulipanowy Płatek biczowała ogonem powietrze. 
— Racz wyjaśnić dlaczego potraktowałeś moje dziecko niczym burzackiego zdrajcę? — syknęła, zbliżając się do czarnego.  — Zadbam o to, żeby twoja mentorka i twoja matka o wszystkim się dowiedziały! Będziesz srał skałami, a i tak moje miłosierdzie cię nie dosięgnie. — ostrzegła zjeżona. 
Kurkowa Łapa trzepnął ogonem. Obrót spraw coraz bardziej działał na jego nie korzyść. Żyjące własną pokrętną moralnością społeczeństwo tworzyło coraz więcej absurdalnych zasad i przykazań, do których nie potrafił się dostosować. 
Niebieskie ślepia kocicy mierzyły go morderczym spojrzeniem. Nie zamierzał jej ulec. Zjeżony rzucił się na nią. Zaskoczona uskoczyła, by następnie tylnymi łapami odkopnąć czarnego. Kurka uderzył o ziemie. Zwinność sprawiła, że karmicielka go pokonała. Prychnął zły na siebie. Mógł przewidzieć jej zagranie. 
— Tak samo pojebany jak matka. — prychnęła z pogardą wojowniczka. — Nastroszony, chodź, nie zbliżaj się więcej do tego wariata. 


<Nastroszony?> 
[przyznano 5%]

11 września 2022

Od Nastroszonego do Kurkowej Łapy

*przed zgromadzeniem*

Mama znów wymyśliła jakieś głupoty. Miał siedzieć prosto, nie garbić się i prezentować z dumą, bo był tym całym gwiezdnym kociakiem. Normalnie beznadzieja. Czemu trafił na tak walniętą starą? Zrobił niezadowoloną minkę, bo ta "zabawa" była męcząca. Sama się garbiła, a raczej leżała całe dnie w jednym miejscu, wychodząc tylko z legowiska za potrzebą. Nie będzie go pouczać! 
Korzystając z tego, że kotka skupiła się teraz na jego siostrze, chwaląc ją i słodząc do porzygu, podszedł do wyjścia ze żłobka. Klanowe życie toczyło się spokojnie, chociaż głód był widoczny po wychudzonych sylwetkach kotów. Ciekawe kiedy znajdą coś zdatnego do spożycia. Bał się lekko tykać cokolwiek, co wyglądało jak ryba, bo przez nią ostatnio jakiś kociak umarł. A on... on nie chciał już żegnać się z tym światem! Jego mama mogła, dlatego podsuwał jej wszystko pod pysk, sprawdzając czy przeżyje. I ku jego niezadowoleniu... niestety żyła. 
Od razu rzucił mu się w oczy ciekawy osobnik, który atakował jakąś kotkę. Kąsał ją po łapach, a ona robiła takie śmieszne miny. Niezbyt go kojarzył, ale wydał mu się interesujący. Gdy kocica skończyła go łajać i odeszła, szybko do niego się przemknął. Pewnie jak Tulipanowy Płatek zobaczy jego zniknięcie, to jak nic podniesie alarm, dlatego musiał działać szybko. 
- Hej! - przywitał się ze starszym. 
Uczeń zmierzył go spojrzeniem, prychając i jeżąc się na całym grzbiecie. Wyglądał podobnie do niego, gdy coś go zdenerwowało. Przybrał podobną pozycję, strosząc swoją sierść. Dziwnie było w taki sposób prowadzić rozmowę, ale postanowił spróbować. Zasyczał mu w odpowiedzi, zgrywając silnego kociaka, a nie jakiegoś boidudka. Może to był jakiś pokaz siły? Kocur nie był miło nastawiony do tej nieznajomej wojowniczki. Ciekawiło go dlaczego. Też była taką wronią strawą, jak w jego przypadku Zając? O! A może udałoby mu się przekonać go do zlania córki zdrajcy? Na ten moment przeczuwał, że zmierzą się w pojedynku. Zapasy dobra rzecz. Sprawdzi swoje umiejętności! 
- No dalej, dawaj. Nie boję się ciebie. - miauknął, gotów na starcie.
Dla niego to była tylko zabawa. Ile to razy lał się z siostrą, by ocenić swoje siły? Kotka zwykle okazywała się od niego sprytniejsza, przez co kończył jako przegrany, ale dzięki temu wiedział gdzie popełniał błędy. 

<Kurka?>