BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzicza Łapa (KN). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzicza Łapa (KN). Pokaż wszystkie posty

16 grudnia 2019

Od Dziczej Łapy CD. Berberysowej Bryzy

Dzik prawie płakał wychodząc z obozu, musiał uciec, jak najdalej i jak najszybciej, wystarczy  tylko chwila przerwy. Wciąż brakowała mu Skały, którego teraz nazywał Skalnym Pazurem, zdaniem kocura niesprawiedliwe było, że niebieski umarł jako uczeń, a nie wojownik, uczeń właściwie nic nie znaczący dla klanu, który wkrótce o nim zapomni. Codziennie przynosił na jego grób dużo kwiatów, wszystkie jakie tylko zebrał i opowiadał o wszystkim, treningu, tym że marzy o dniu, w którym doczeka się swojego pierwszego miotu, strachu o rodziców, bólu, który przeżył, gdy umarł i o tym, że wciąż miał nadzieję na spotkanie swojej dawnej znajomej z Klanu Klifu. Berberys, tak na imię miała kotka, teraz pewnie została już wojowniczką, a może nawet szkoliła ucznia. A co robił szylkret? Siedział w legowisku uczniów, a ojciec nie chciał go mianować. Pewnie z powodu tych okropnych krótkich łapek, które przeszkadzały we wszystkim. Tego dnia widząc mianowanie dwóch uczniów, Szopiej Łapy która stała się Szopim Ogonem i Białej Łapy, który został Białym Kłem poczuł zazdrość, może pierwszy raz w swoim życiu. Niebieskie ślepia miał wyjątkowo smutne, gdy oddalał się od obozu, z którego dobiegały ciepłe gratulacje dla wojowników. Właściwie to chciał pogodzić się z tym, że nigdy nie zostanie wojownikiem, słabo polował, słabo walczył, słabo znał kodeks wojownika i był okropnie strachliwy. Czasami odczuwał ochotę dołączenia do Klanu Gwiazdy razem z bratem, by być wiecznie szczęśliwy. Dlaczego nie? Przecież i tak raczej nikt, by nie zauważył, no może poza Deszczową Gwiazdą i Oszronionym Płatkiem. Rodzice kocura, ale jednocześnie jego jedyni przyjaciele. Zielona trawa przykryta była grubą warstwą śniegu, tego miękkiego białego puchu, którego tak nienawidził. Prychnął cicho po czym przyśpieszył, wkrótce biegł próbując nie pozwolić łzom, by opuściły jego ślepia tym samym starając się opanować płacz, który wstrząsał jego drobnym ciałkiem. Biegnąc tak myślał tylko, o tym, że może na granicy Berberys akurat przyszła, choć raz mogłoby spełnić jego życzenie. Najwyraźniej brat kocura posłuchał jego prośby, gdyż zaraz po dotarciu do Płaczącego Strażnika... Zapomniał o tym, że tutaj kończy się teren Klanu Nocy i poszedł dalej pozwalając łzom płynąć. Tak oto wszedł na tereny klanu Lisiej Gwiazdy mając zamazane pole widzenia przez krople kapiące z jego oczu niebieskich i ślicznych tak jak zwykle, ale lekko przygaszonych.

<Berberysowa Bryzo?>

24 listopada 2019

Od Dziczej Łapy CD. Nagietkowej Łapy

Niebieska szylkretka postanowiła się przejść, po stracie swojego brata nie była sobą, musiała odpocząć od wszystkiego. Powoli szła do przodu próbując się uśmiechać, ale coś jej nie wychodziło. Właściwie jej czy mu? Biologicznie dalej pozostawał kotką, ale uważał się za kocura. Jego zdaniem kotki były słabe, oczywiście wszystkie poza mamą, która ostatnio była załamana śmiercią Skalnej Łapy, utopił się podczas powodzi, a oni dalej nie mogli się pozbierać. Było ciężko, odeszło jeszcze dużo kotów. Między innymi aktualna zastępczyni Jagodowa Skórka, na jej miejsce Deszczowa Gwiazda wybrał ogromną, burą kocicę, która przyprawiała Dziczą Łapą o dreszcze. Kolejna była miła starsza, babcia szylkreta, Żurawinowy Krzew odeszła w podeszłym wieku. Dalej był Rozżarzony Popiół, starszy i partner Żwirowej Ścieżki. Gawronie Piórko, biedna kotka była wieczną królową i partnerką Kaczego Pląsa. Wierzbowy Brzeg i Wronie Niebo, obydwie były dumnymi i dzielnymi wojowniczkami. Żmijowy Język, wredna czarna kocica, której Dzik się bał. Guzowata Łapa, biedna koteczka była zaledwie terminatorką, a już odeszła do gwiezdnego klanu. Skalna Łapa, jej nic nie mówiący braciszek. Jej ojciec nawet nie zdążył go mianować. Na szczęście był to koniec ofiar, o tyle dobrze. Szedł dalej, powoli i lekko. Postanowił pójść, aż za Wielkie Drzewo, ostatnim razem był tu na zgromadzeniu. Nic specjalnego. Ruszył dalej, wkrótce doszedł, aż tam, ale się nie zatrzymał. Ruszył dalej wciąż myśląc o Skalnej Łapie, którego wolał nazywać Kamienną Mordką albo Kamiennym Pazurem, brzmiało groźnie. Och jakby on chciał być liderem! Zacząłby od obalenia z pozycji zastępcy Pstrągowego Pyska i wybrał by na jej miejsce Owcze Futerko. Potem mianowałby uczniów, wszystkich, którzy na to zasługiwali. To znaczy wszystkich tylko nie kocięta od burej zastępczyni. Wyrzucił z klanu tego okropnego czarno-białego kocura i burą kocicę. Byłby spokój. Potem zawiązałby sojusze z innymi klanami i wspólnie napadł na Klan Klifu. Zapatrzył się i wpadł na jakiegoś kota. W niebieskich oczach Dziczej Łapy zebrały się łzy.

< Nagietek? >

10 września 2019

Od Dzika

— Ja nigdy nie poznałam swojej mamy ani taty. Nawet nie wiem, czy miałam rodzeństwo — mruknęła cicho szylkretowa kładąc pyszczek na przednich łapkach — Nie wiem, dlaczego tak się stało. Może mnie nie chcieli. Może nie byłam wystarczająco dobra. A może po prostu nigdy ich nie było — dodała z żalem córka Gronostajowego Kroku czując napływające do oczu łzy. Dzik spojrzała na kotkę, nie mogło być tak źle! Współczuła… właśnie, zapomniała imienia pstrokatej! Było jakiejś skomplikowane, dużo trudniejsze od jej imienia, które było krótkie i łatwe, jej imię było długie i zawiłe. Chyba coś ma "b". Może Bez? "Nie, za krótkie" pomyślała Dzik intensywnie się zastanawiając. Brzózka? Na pewno było ładniejsze i ciekawsze. Borówka? Kiedyś słyszała to słowo z pyska jakiegoś wojownika. Może Berberys? Och, to było to! Chociaż jeszcze nigdy nie widziała roślinki, którą mogłaby określić mianem "Berberysowej" to do calico idealnie pasowało to słowo!
— Mo-może nie jest tak źle— mruknęła cichutko patrząc się na ładną szylkretkę, w porównaniu do małej kotki o krótkich łapkach jaką była Dzik, Berberys była przy niej ogromna, wyglądała na trzy albo nawet cztery księżyce starszą od dymnej. Młodsza kotka czuła się w jej towarzystwie bezpiecznie, trochę mniej bezpiecznie niż przy Wschodziku, ale to zawsze coś! — Mo-mogę Ci za to powiedzieć, że lubię berberysowe roślinki — dodała Dzik myśląc, że to zdanie ma sens. Czy miało? Pewnie że nie! Berberys spojrzała zdziwiona na kotkę spojrzeniem pod tytułem "Co ona właśnie powiedziała?"

***

Minęło trochę czasu, choć zdecydowanie była inna pora roku, to Dzik była zdziwiona tym, że świat prawie w ogóle się nie zmienił. Drzewa dalej pokrywała gruba warstwa puchu, szylkretka nie miała z nią dobrych wspomnień. Berberys stała się Berberysową Łapą i uczennicą samej Lisiej Gwiazdy. Dzik mocno wyładniała, bardzooo mocno. Gdy pewnego dnia Berberys wkroczyła do obozu zmęczona, a rude cielsko weszło do swojego legowiska Dzik wyleciała że żłóbka i ledwo żyjąc doszła do calico.
— He-heej! — wykrzyknęła kotka wypluwając z pysku śnieg.

< Berberysowa Łapo? >

27 sierpnia 2019

Od Dzika

(Akcja dzieje się przed porwaniem)
Dzik piszczała cichutko przy brzuszku mamusi. Nagle szylkretka posunęła językiem po jej futrze, pisnęła głucho. Zimno było okropne i przejmujące. Zawładnęło jej całkiem przez co pisnęła. Jej brat spał, jak on mógł? Ona przeżywa męczarnie, a on wesoło sobie chrapie? Smutno pisnęła, potem jeszcze raz i jeszcze raz. W końcu mama ją zostawiła, wesoła cichutko zamruczała, lubiła spokój. Uczka zaczynały się rozchylać, a oczka otwierać. Jeszcze troszeczkę i będzie widzieć, może źle, ale zawsze było to lepsze od ślepoty i słyszeć, głos mamy, taty, braciszka… wróć, Skała nie mówił, Dzik jeszcze tego nie wiedziała. Nie wiedziała o nadchodzącej tragedii, może nawet szkoda? Choć i tak, by nie zrobiło, widmo walki kołatało nad głowami kotów z Klanu Nocy, Lisia Gwiazda lada moment miał rozpętać krwawą wojnę, która zabierze życie ogromnej ilości kotów. Nikt o tym nie wiedział, czy gdyby wiedzieli byłoby inaczej? Wojna powinna toczyć się między Klanem Klifu, a… Klanem Klifu, gdyż to ich zastępca przyczynił się do śmierci uczennicy rudego lidera. Dlaczego obwinił więc Klan Nocy? Nikt nigdy się tego nie dowie. 

***

Dzik kwiczała głośno. Jej małe serduszko kołatało głośno w jej kocięcej piersi. Bała się, bardzo się bała. Gdzie była jej kochana mamusia? Gdzie? Porzuciła ją? Brat był obok niej, był cichutko.

Od Dzika

Tego dnia córka Oszronionego Płatka i Deszczowego Futra wpadła na plan idealny, chciała odejść ze żłóbka. Będzie wspaniale!- myślała dymna szylkretka śmiejąc się cicho. Żłobek pogrążony był w mocnym śnie, zaczynając na królowej, a kończąc na dwóch niesfornych kupkach futra i jej braciszkowi. Nie przepadała za tą dzieciarnia, córka lidera rozkazująca wszystkim dookoła, dziwna kotka bez mamy chodząca za Wiewiórką. Wypełzła między ogonami kotów pogrążonych w głębokim śnie, chrapały cicho. Dzik nie lubiła tego odgłosu, przyprawiał ja o dreszcze. Płatki miękkiego, białego puchu przemykały szybko zwiewane przez mocny wiatr. Wyszła. Zimno. Zimno. Bardzo zimno. Kotka zajęczała, krótkie futerko o dymnej barwie jej nie ochroniło, wbrew przeciwnie- ochłodziło. Nudno- pomyślała kotka mrucząc ze stresu. Och, jednak nie chciała! Wstała na łapy i przeszła dwa kroki czując obleśny chłód. Rozszedł się po całym jej ciele, drobnym ciałku przerażonej kotki. Jęknęła. Mamusia- pomyślała brnąc przez zaspy śniegu, zapadała się coraz głębiej i głębiej, zignorowała to i szła dalej. Po chwili po prostu zwróciła. Pobiegła do żłóbka. Przeraziła się mocno. Kryształki lodu na jej sierści oznaczały się mocno. Jęknęła i pisnęła. Zimno. Zimno. Bardzo zimno. Nagie drzewa przerażały, straszyły. Brr. Brr. Brr. Pisnęła. Zimno ją przerażało. Już nigdy nie wyjdę- obiecała sobie. Chciała do mamusi i tatusia, do brata i całego Klanu Nocy. Zimno, przeraźliwe zimno zawładnęło koteczka skulona przy szylkretowej królowej, nie wiedziała że kocica była dawną partnerką Potokowej Gwiazdy- wyrozumiałego lidera Klanu Klifu.

< Ktoś? coś? >

Od Dzika

Dzik pisnęła z radości tocząc kulkę mchu, och ona kochała zabawę! Popchnęła kulkę łapką i pobiegła za nią, krótkie serdelkowate łapki przeszkadzały jej w biegu za zabawką. Niebieskie ślepia były szeroko otwarte i skoncentrowane, nie były to może najpiękniejsze oczy, ale robiły wrażenie. Krótkie futerko skutecznie ochładzało kotkę, było niezwykłe, jakaś jego część była biała, kolejna szara, zaś kolejna kremowa, wszystko pomieszane było z dymną odmianą. Skała- jej niebieski braciszek siedział w kącie i obserwował jej szaleńczą zabawę. Podeszła do niego śmiejąc się cicho. 
-Cho-chodź się ze mn-mną po-pobawić!- wykrzyknęła głośno sepleniąc. Braciszek spojrzał na nią, jednak nie odpowiedział. Dzik usiadła obok kocurka. - Ni-nie b-bądź taki!- dodała już cichszym głosikiem. Dlaczego jej najlepszy braciszek nie odpowiadał? Łzy zalśniły w jej oczkach niczym dwa, czyste diamenty. Dlaczego on jej to robił? Zrozpaczona odeszła na bok, Wschodząca Fala, gdzieś wyszła. Kocię o wdzięcznym imieniu Wiewiórka opuściło żłobek razem z zgrabną szylkretką o imieniu Berberys. Nie przepadała za rozmowami z kocicami, najwyraźniej były zadowolone ze swojej przynależności. Usiadła i spojrzała na pole. Śnieg szalał dziko, wielkie zaspy usypywały się w całym obozie, ciężkie chmury mknęły po niebie. Gołe drzewa odstraszały, przypominały Dzik straszne istoty zastygnięte w bezruchu za karę. Pisnęła cicho, gdy jeden płatek wpadł do żłóbka, próbowała go złapać, ale ten się rozlał.

Od Dzika

Dzik obserwowała śnieg. Klan Klifu był najgorszym miejscem na ziemi, wciąż pamiętała Klan Nocy, jej rodzinny klan. Tęskniła, och jak ona tęskniła. Chciała, by znalazła ja mamusia albo tatuś, by polizali ją po zmierzwionym futerku na główce i opowiedzieli bajkę tak jak Wschodząca Fala. Szylkretowa królowa była jej jedyna osłodą w życiu, robiła za jej mamusie, siedziała przy niej i przy Skale i opiekowała się jak mamusia. Jej mięciutkie futerko chroniło kocięta przed zimnem Pory Nagich Drzew. Szylkretowa koteczka chciała się pobawić, ale ciche mruczenie karmicielki wystarczająco ją uspokajało. Zmrużyła niebieskie ślepka i wtuliła się do królowej. 

***

Stan snu był błogi, to wtedy córka Oszronionego Płatka zapomniała o problemach i chrapała cicho. Tylko dlaczego nie było przy niej mamusi? Co zrobiła tym wielkim kotom? W Klanie Nocy było ich mniej, dużo mniej.. A tutaj? Dzik chciała być w domku, ciepłym domku. Wystarczyło, że otworzyła duże, kształtne ślepia i od razu zebrały się w nich łzy.

-Ma-mamusiaa- wyjąkała cichutko kuląc się na posłaniu wyświetlonym miękkim mchem. Och, gdyby tylko mogła do niej wrócić! Wyobrażała ją sobie jako wspaniałą kotkę o długich łapach i zabawnym krótkim ogonku, takim jak miała jesna kotka w Klanie Klfiu. Pisnęła widząc płatki śniegu lecące z nieba, zaśmiała się. Dlaczego nie mogła wyjść?

Od Dzika

Dni ciągnęły się jej okropnie. Dlaczego ten Klan Klifu ją zabrał? Gdzie była mama? A tata? Jedynym co jej zostało był jej brat- Skała. On zaczynał ją denerwować. Bała się, bardzo się bała. Dodatkowo do żłóbka przybyła ta dziwna szylkretka, chciała wszystkim władac, porażka. Chwaliła się, że jest córkę lidera, a Dzik miała ochotę wykrzyczeć jej w pysk, że jej ojczulek ja porwał. To właśnie w tym żłóbku otworzyła ślepia, wszystko było rozmazane i brzydkie. Jedynym miłym ciepłem była Wschodząca Fala, szylkretowa królowa strasznie podobna do nieznajomej kotki. Zagadać? Ta myśl siedziała w jej głowie. A jeśli tak to jak? Nie chciała by to kocie dziecko nią władało! Była odważnym kocurem!
- Cześć- mruknęła kotka do tortie siedzącej w rogu żłóbka. Usiadła i owinęła ogonek wokół łapek. Kotka skierowała na nią śliczne szare ślepia, Dzik aż się wzdrygnęła. Kotka była co najmniej dziwna, kiedy wróci do domu i pozbędzie się jej wzroku ze wspomnień? Och, Klanie Gwiazdy! Pisnęła cichutko, nie mogła się jej bać! Nie, nie, nie! Chciała wrócić do domu z najwcześniejszych wspomnień. Nie mogła, te okropne koty sprawiły, że straciła dom!- Jestem Dzik- dodała cichutko patrząc się na łapy. Były dziwne, wszystko było dziwne i nierealne. Chciała się uśmiechnąć, ale nie wyszło.

< Wiewiórko? >

Od Dzika

Był zwykły dzień, mała szylkretka budziła się tylko po to, by zjeść. Nagle powietrze w ciepłym żłóbku wypełniło się dziwaczną wonią, pachniało nią od mamusi, gdyby była starsza wiedziałaby, że to strach. Klan Klifu zaczął wojnę ze swoimi sojusznikami, Oszroniony Płatek wciąż była niezwykle słaba po porodzie kociąt. Dzik zaczęła przeraźliwie piszczeć, nie lubiła dużej ilości zapachów. Coś wkradło się do żłóbka, cicho zmierzało w jej kierunku. Pisnęła przerażona, pomimo młodego wieku wiedziała, że to zagrożenie. Za duże zagrożenie. Podpowiadał jej to instynkt, tak została stworzona. Pisnęła, zmożyła ją senność. Obudziła się, gdy coś chwyciło ją za kark. Pisnęła. To nie było delikatne ani przyjemnie. Co się stało z mamusią? Czy jej koszmar się ziścił? Dlaczego? Coś zabrało ją i szybkim krokiem oddaliło się od królowej. Zaczęła kwilić, próbowała przywołać swoją mamę. Nagle uderzyło w nią zimno, przeraźliwie zawodziła, chciała wrócić do mamy. Piszczac oddała się od mamy, taty i ciepłego żłóbka Klanu Nocy. Była chłodna Pora Nagich Drzew, zabójcza dla malutkich kociaków. Kwilliła głośno. Kruche życie Dzika teraz wisiało na włosku, mogła zachorować, a od choroby niedługa droga do śmierci. Dwa koty niosły kocięcia do obozu Klanu Klifu. Porywanie kociąt nie było zgodne z kodem wojownika, ale on przepadł dawno temu. Klan Klifu nie przestrzegał kodu. Lisia Gwiazda był liderem trochę podobnym do starożytnego Złamanej Gwiazdy.

26 sierpnia 2019

Od Dzika

Och, Dzik kochała leżeć przy mamie i spać, jeść też lubiła. Medyk oglądnął ją i jej brata, miał radosne wieści, kocięta były zdrowe. Powieki bardzo powoli zaczynały się rozchylać, a uszy kotki za jakiś czas będą słyszeć. Z tłumu kociąt wyróżniało ją umaszczenie, szary kolor bardzo przypominał Deszczowe Futro, zaś rudy i biały przypominały matkę Dzika Oszroniony Płatek. Skała coraz bardziej jej wadził, zabierał mleko i odpychał od mamusi. Nie lubiła tego jak musiała czołgać się do mamy. W żłóbku było cieplutko i pachniało mlekiem, aktualnie była, tam trójka kociąt i dwie królowe. Gawronie Piórko zdecydowała się zostać karmicielką. Poza nią w żłóbku przebywał, także Kiełek. Pięcie księżycowy kocurek o płowo-białym umaszczeniu. Do żłóbka wkradł się jakiś inny zapach, zbliżał się w zastraszającym tempie. Dzik pisnęła, co jeśli to coś oddzieli ją od mamy? Kto jej pomoże? Mamusia była, przecież centrum jej malutkiego świata, to ona ją karmiła, to ona otulała ją cieplutkim ogonkiem. Coś zimnego przejechało jej po plecach, pisnęła cicho, czym to coś było? Mamusia czasem też tak robiła, ale ona delikatnie. Pisnęła po czym podpełznęła bliżej brzuszka mamusi. Zaczęła pić mleko, Skała najwyraźniej spał, gdyż jej nie przeszkadzał. Chłeptała dłuższą chwilę, kiedy poczuła senność położyła się jak najdalej tego dziwnego czegoś i pisnęła. Po chwili zasnęła, nawet nie wiedząc, że właśnie odwiedził ją najwspanialszy ojciec jakiego tylko mogła sobie wymarzyć. Zastępca, wielki i potężny, czego chcieć więcej?

14 sierpnia 2019

Od Dzika

Dzik niedawno przyszła na świat. Wciąż miała zamknięte oczka dodatkowo była głucha. Skała zaczynał jej przeszkadzać, jak na złość wypychał ją od brzucha ich matki. Im dalej tym dla kocurka było lepiej. Zapachy powoli zaczynały docierać do jednodniowej koteczki. Miała przed sobą jeszcze wiele zapachów do odkrycia, aktualnie jej świat kończył się poza posłaniem matki. Poza kociarnią było zimno, zimno zagrażało malutkim kociakom, poza tym szylkretka nie lubiła jak było jej zimno. Oszroniony Płatek była teraz centrum jej świat, podobnie miał też jej brat. Matka dawała ciepło i mleko, dwie rzeczy potrzebne kociętom, może za księżyc chciałaby słuchać opowieści o dawnych czasach i polować na listki, ale teraz nie to było im w głowie. Zimniejsze podmuchy wiatru na dworze często przerywały sen koteczki. Tak stało się i tym razem. Obudziła się i zaczęła popiskiwać żałośnie. Oszroniony Płatek przejechała językiem po jej krótkim trzykolorowym futerku, Dzik nie lubiła jak mama ją lizała więc zapiszczała żałośnie. Krótko łapa kotka polizała ją jeszcze raz i zabrała się za drugą kuleczkę. Skała nie protestował. Gdyby tricolorka była starsza na pewno, by się zdziwiła, ale teraz była jeszcze głupiutką kulą futra, właściwie nie kulą, a kuleczką. Wtuliła się do brzucha Oszronionego Płatka i zaczęła chłeptać wspaniałą, ciepłą ciecz trzymającą ją przy życiu, które było kruche. Po posiłku zasnęła przytulona do Skały i mamusi.

Od Dzika

Dzik nie przepadała za nowym zapachami, a od jakiegoś czasu pojawiało się ich coraz więcej. Jeden zapach pojawiał się najczęściej ze wszystkich, często zbliżał się do niej i mamy. Nie mogła wiedzieć jeszcze, że zapach ten to jej ojciec. Rzadziej pojawiał się dziwaczny zapach, taki, który był różny od większości jej znanych. Pachniał bardziej ostro. Nie wiedziała, że to jej babcia. Przewijały się też inne zapachy, ale nie przebywały przy niej i mamie tak długo jak te dwa wymienione wcześniej. Zaczynała czołgać się kawałek od brzuszka mamusi z własnej woli, każda jej wędrówka kończyła się krzykami i piskami. Zaczęła ugniatać łapkami ciepły brzuszek mamusi, była głodna. Po chwili zaczęła chłeptać ciepły płyn, nie piła jakoś specjalnie dużo mleka. Zdecydowanie był to powód do niepokoju, w końcu mleko było najważniejsze dla kociaka. Po posiłku Dzik zaczęła czołgać się w stronę, której jeszcze nie zwiedzała. Po chwili natrafiła na łapy swojej mamy zapiszczała cichutko i używając całej swojej siły wdrapała się na łapy. Zadawolona z siebie miauknęła cichutko. Zaczęła mruczeć w nadzieji, że mama ją uratuje. Ku nieszczęściu Dzika nikt nie zareagował. Tricolorka zaczęła piszczeć, po kilku uderzeniach serca Oszroniony Płatek zabrała malca za kark i położyła przy brzuchu. Po chwili usnęła głęboko.

Od Dzika

Dzik właśnie się narodziła. Cały czas było jej ciepło, a później z minuty na minutę uderzyło ją okropne zimno, gdyby umiała mówić krzyknęła, by gdyby umiała piszczeć zaczęła, by piszczeć. Aktualnie była, jednak jedynie nowo narodzonym kociaczkiem. Ktoś przejechał po jej szylkretowym futerko czymś zimnym, koteczce się to nie spodobało. Zaczęła protestować cichym piskiem. Po jeszcze kilku pociągnięciach zimnej rzeczy to coś ją zostawiło. Pisnęła cichutko i pchana instynktem zaczęła czołgać się do brzucha mamy. Im bliżej źródła mleka była, tym cieplej jej było, do mamusi została jej jeszcze kilka centymetrów, pokonała tę odległość i zabrała się za chłeptanie cieplutkiej cieczy. Smakowała jej, chociaż czy ona w ogóle była w stanie o czymś pomyśleć? Właściwie była jeszcze, ślepą i głuchą kuleczką. Dla innych kotów była zwykłym kocięciem, ale dla Oszronionego Płatka i Deszczowego Futra była wyczekiwaną córeczką. Zmrużyła oczka i zapadła w swój pierwszy sen, w tym czasie jej brat- Skała jeszcze chłeptał mleko szylkretowej królowej wymęczonej porodem. Małe kuleczki były nieświadome tego, w jakim niebezpieczeństwie znajdą się za kilka dni, Klan Klifu chciał rozpętać wojnę z Klanem Nocy- swoimi sojusznikami. Na podstawie tego zdania można stwierdzić, że ich lider był nieuczciwy, bardzo nieuczciwy. Szylkretowa kuleczka obudziła się czując zimniejszy podmuch wiatru, pisnęła i podciągnęła się bliżej swojej matki. Po chwili piszczenia zasnęła głęboko.