BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mrówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mrówka. Pokaż wszystkie posty

31 stycznia 2024

Od Mrówki

        Najpiękniejsze wspomnienia najdłużej zostawały w pamięci. Kiedyś Mrówka sądziła, że pod koniec swojego życia będzie rozpamiętywać najgorsze wydarzenia, których była świadkiem. Jak się mogła jednak przekonać, życie potrafiło zaskakiwać. Miała dużo czasu, żeby to odkryć. Los postanowił pozwolić jej należeć do Owocowego Lasu przez długie sto dwadzieścia osiem księżyców. To wiek, który z pewnością przysporzył jej więcej zmartwień niż radości. Bo jak można korzystać z takiego życia, kiedy jest się zmuszonym na spędzenie go w legowisku? Mrówka zawsze wolała zginąć jak wojowniczka. Tymczasem mięśnie coraz bardziej bolały kocicę, łapy odmówiły posłuszeństwa, była zmęczona i słaba. Większość dni spędzała na odpoczywaniu i spaniu, mało jadła i piła, największą rozrywką była obserwacja obozu lub krótka rozmowa z pobratymcami. Czuła się jak ciężar dla swojej przynależności. Może dlatego tak łatwo pogodziła się ze świadomością, że jej czas dobiega końca?
        Wracając do wspomnień. Mrówka miała dużo czasu na podsumowanie swojego życia. Zauważyła, że kiedy przywołuje te miłe, pozytywne wydarzenia, na jej pysku pojawia się lekki uśmiech. Wtedy, chociaż brzmiało to nierealnie, serce płonęło jej ogniem. Zawsze chciała być szczęśliwa i wielokrotnie zasmakowała tego niezwykłego uczucia. Życie dawnej wojowniczki zawsze było skupione na Owocowym Lesie. To właśnie w nim przyszła na świat jako córka Orła i Kostki. Na myśl o rodzicach poczuła znajome uczucie tęsknoty. Zdążyła pogodzić się z ich śmiercią i nawet wybaczyć swojemu ojcu, jednak czas nie leczył ran, a jedynie sprawiał, że stawały się mniej bolesne. Wraz z Mrówką w miocie urodził się Słonecznik. Była zżyta z bratem i często razem się bawili jako kocięta, wspólnie odkrywali świat. Nadal za nim tęskniła i czuła żal, że ją zostawił. Nie rozmawiali ze sobą od czasu jego ucieczki. Zastanawiała się, czy założył rodzinę? Jak sobie poradził poza Owocowym Lasem? Czy on również za nią tęsknił? Domyślała się, że brat zmarł. Na Mrówkę po śmierci czekała pustka. Ciemność, równie tajemnicza, co ona sama. 
        Głęboką więź zbudowała nie tylko z bratem, ale również rodzicami. Różnili się od siebie charakterami i poglądami, ale bardzo się kochali. Ich miłość i wzajemny szacunek, były doskonale odczuwalne przez młodą Mrówkę. Kostka dominowała w życiu ich małej rodziny i to ona podejmowała najważniejsze decyzje. Była dumna, odważna i waleczna. Imponowała swojej córce i nic dziwnego, że to właśnie po matce odziedziczyła najwięcej cech. Z dzieciństwa pamiętała zabawy z bratem i rodzicami, ale również głęboko zachowała opowieści ojca. Orzeł uwielbiał dzielić się ze swoimi dziećmi historiami, a ona chętnie słuchała, doceniając towarzystwo wojownika. Kocur był troskliwym ojcem, ale też nieśmiałym. Mrówka dobrze i ciepło wspominała okres, kiedy była kociakiem. 
        Gdyby ktoś zapytał złotej kotki za co najbardziej uwielbia Owocowy Las, zdecydowanie odpowiedziałaby, że dzięki drzewom to miejsce mogą nazwać domem. W sadzie, w którym Mrówka przyszła na świat, jeszcze zanim musieli się przeprowadzić, kochała się na nie wspinać. Była w tym naprawdę dobra! Mrówka opanowała także umiejętność walki i polowania. Kotka późno skończyła trening na ucznia, musiała mieć drugiego mentora. Jak na złość to stanowisko przypadło Perkozowi, młodszemu od niej kocurowi, którego znała jeszcze za czasów żłobka. Orzeł często przychodził odwiedzać kocięta swojej zmarłej przyjaciółki, traktując je niemal jak swoje własne. Mrówka pamiętała z tamtego okresu swoją zazdrość. Perkoz szybciej został wojownikiem, a ona okazywała nieposłuszeństwo, ignorując jego polecenia. Raz nawet spadła z gałęzi przez swoją upartość. Z czasem zbliżyli się do siebie. Mrówka zakochała się w Perkozie, ze wzajemnością. Nadal obdarzali się szacunkiem, zaufaniem i wsparciem. Czułości w ich partnerstwie nie brakowało. Stworzyli udany związek i doczekali narodzin kociąt. Mrówka posłała smutne spojrzenie na wyjście z legowiska starszych. Perkoz odszedł zbyt szybko. Powinni razem się zestarzeć, śmiać się z siwych włosów i problemów z chodzeniem. Uwielbiała się z nim droczyć. Jego śmierć była kolejną żałobą i cierniem w jej sercu. 
        Właściwie kotka często przeżywała żałobę po bliskich sobie kotach. Słyszała, że Owocowy Las, zanim stał się tak silnym miejscem i domem dla kotów, które zawsze były gotowe troszczyć się o siebie nawzajem, przeżył wiele strasznych wydarzeń. Była świadkiem jednego z najmroczniejszych i najokrutniejszych. Zawsze bolało ją serce, kiedy wracała wspomnieniami do tego dnia. Właśnie wtedy straciła matkę. Umarła bohatersko, broniąc Słonecznika. Dwunożni przedarli się przez Ogrodzenie, zabijali i porywali mieszkańców sadu. Drgnęła, przypominając sobie moment, w którym ratowała swojego ojca, pogrążonego w ciężkiej rozpaczy po śmierci Kostki. Podczas tego krwawego wydarzenia zginęło wielu pobratymców, zwłaszcza jej ciotka, Daglezja i wujek, Głóg. Od tego momentu żywiła nienawiść do Dwunożnych. Jej ojciec, Orzeł, załamał się po śmierci partnerki. Kostka odeszła pierwsza, ale tamtego dnia zabrała ze sobą chęci życia Orła. Ojciec już nie był tym samym kocurem. Cierpiał, był coraz słabszy i nieszczęśliwy. Pomagała mu, chciała, żeby wrócił do zdrowia. Opieka nad ojcem stała się rutyną. Ostatecznie popełnił samobójstwo. 
        W młodości raczej stroniła od kontaktów z pobratymcami, jedynie zdobywała się na kilka słów podczas patroli. Lubiła też ich obserwować. W ten sposób wiedziała, co się dzieje w Owocowym Lesie. Czujność i zdolność obserwacji wyróżniały ją jako wojowniczkę. Przyjaciół nie miała wielu. Na pewno mogła do nich zaliczyć Nikogo. Nigdy nie nazwała go tym wstrętnym określeniem. Długo się starała, żeby kocur otworzył się przed nią i kiedy wreszcie się to udało, mogli umacniać swoją relację. 
        Wspominając okres swojego szkolenia na wojowniczkę, zawsze przywoływała myślami mentora. Ale nie Perkoza. Ich relacji daleko było do mentor-uczeń. Pierwszym i jedynym prawidłowym mentorem złotej kotki był Krzemień. Uwielbiała wspólne treningi. Ich współpraca przebiegała dobrze i wiele nauczyła się od kocura. Wiedza, umiejętności i doświadczenie, które zdobyła jako uczennica, a które zawdzięczała właśnie szkoleniu z Krzemieniem, zostały z nią na całe życie. Oboje cieszyli się i byli dumni, kiedy została wreszcie wojowniczką. Ciężka praca się opłaciła i było to jedno z najlepszych wspomnień córki Orła. Tak, jak wtedy przewidywała, ceremonia mianowania została w jej pamięci na zawsze. Zaczęła lepiej rozumieć, co oznacza być mentorem, kiedy sama miała okazję się nim stać. Łuska była jej jedynym uczniem. Mrówka dobrze wyszkoliła kotkę i sprawdziła się w roli mentorki. 
        Pamiętała także drobiazgi, takie jak pierwsza złapana zdobycz: szara myszka. Na starość mogła popisać się całkiem niezłą pamięcią. Nawet teraz, przeciągając się w posłaniu z mchu i piór, nie pozwoliła swojemu umysłowi wyrwać się z krainy wspomnień. Miała to szczęście albo właśnie pech, że była jedynym starszym kotem zamieszkującym to legowisko. Wiązało się to z samotnością, ale także prywatnością. Zamglonym wzrokiem wpatrywała się przed siebie. Od zawsze uważała się za piękną kotkę, ale była świadoma, że wiek zrobił swoje. Na jej pysku i futrze widniały siwe włoski, oczy zdradzały mądrość i zmęczenie, nawet postawa kotki się zmieniła. Z powodu bólu w stawach, a także problemowi z łapami, złapaniem oddechu i brakiem energii, skazana była na przebywanie w legowisku. Musiała zrezygnować ze spacerów po obozie. Jedynym momentem, kiedy mogła zaznać świeżego powietrza, było wychylenie pyszczka przez wyjście z legowiska. Wiedziała, że to normalne dla jej wieku, ale i tak trudno przychodziło jej zaakceptowanie zmian. Samopoczucie kotki pogarszało się. Przeżyła więcej księżyców nawet od swojej babci, Szyszki. Powtarzała sobie, że nadal jest wyjątkowa. Piękne cynamonowo złote futro i pasujące żółte oczy. Nawet lubiła swoją półdługą sierść. Musiała wierzyć, że dalej jest silna i waleczna.
        Jak wtedy, kiedy przeprowadzali się ze starych terenów na te zamieszkane obecnie. Albo kiedy rodziła swoje piękne, mądre kocięta. Urodziła w takim momencie swojego życia, kiedy mogła cieszyć się rolą wojowniczki i miłością Perkoza. Doczekali dwóch synów. Była dumna ze swoich dzieci, silnych i zdrowych. Starała się im dać tyle uwagi, wsparcia i miłości, ile tylko potrzebowali. Bławatek i Goździk zapełnili pustą przestrzeń w jej sercu. Kochała swoich synów i śmierć Goździka nadal była dla niej ciosem. Kotka nie mogła pogodzić się ze śmiercią swojego dziecka. Ten ból miał być z nią do samego końca. Przynajmniej Bławatek sobie radził. Był stróżem Owocowego Lasu. Dawno dorósł, liczył przecież pięćdziesiąt księżyców.
        Skoro już mowa o Bławatku. Kotka podniosła pyszczek, zaalarmowana, kiedy do legowiska wszedł czarny kocur. Od razu rozpoznała swojego syna i rzuciła mu czułe spojrzenie. Bławatek usiadł naprzeciwko, odwiedzając swoją matkę. Kiedyś mieli okazję wspólnie zapolować. Na samą myśl o tym wydarzeniu, poczuła łzy gromadzące się w oczach, ale szybko zamrugała, pozbywając się ich, zanim zdążyłyby pocieknąć po policzkach. Chciałaby mieć w sobie dość energii, żeby wybrać się ponownie z synem poza obóz. Teraz nawet przeniesienie się do pozycji siedzącej oznaczało wysiłek, dlatego pozostała w poprzedniej pozycji. Leżała, wpatrując się w kocura, który opowiadał jej o tym, co się wydarzyło w Owocowym Lesie. Wiedział, że jego matka uwielbia plotki. Wdzięczna była mu jednak za coś innego niż przekazywanie informacji - za obecność. Nudziła się w tym legowisku, w każdych odwiedzinach innego kota znajdowała rozrywkę, a już szczególnie w kocie, którego kochała nad życie. Słuchała go, milcząc, bo wystarczyła jego sama obecność i głos, żeby poczuła się lepiej. Potem oderwała wzrok od swojego dziecka, zerkając na wyjście z legowiska. To jej ostatnia pora nowych liści.
    — Jak się czujesz, mamo?
        Ponownie wbiła żółte ślepia w swojego syna. 
    — Staram się nie narzekać. Chociaż dzisiaj wyjątkowo czuję się gorzej niż zwykle. 
        Bławatek zmrużył niebieskie oczy. Podobne do tych jego ojca. Nawet kiedy ona odejdzie z tego świata, pokrzepiająca była myśl, że zostawiła po sobie kogoś, kto będzie o niej pamiętał. 
    — Mam zawołać Witkę?
    — To nie będzie konieczne. Jestem stara, Bławatku. Nawet najlepsze zioła nie są w stanie mi teraz pomóc. — westchnęła ciężko. Położyła jedną łapę na tej należącej do kocura. — Kot wie, kiedy nadchodzi czas, żeby odejść. Kiedy mnie zabraknie, musisz pozostać silny, rozumiesz? 
        Wszystkie słowa, które kierowała do swojego kociaka, były przemyślane. Może to będzie jej ostatnia noc, a może w ciągu kolejnych dni stan jej zdrowia się pogorszy. Zakładała różne opcje. Najważniejsze, że może się pożegnać. 
    — Nie mów tak. Jeszcze Agresta przeżyjesz. 
        Lekki uśmiech nadal zdobił jej pyszczek, natomiast od Bławatka wyczuła niepokój. Wpatrywał się w nią z zaniepokojeniem. 
    — Wiem, że sobie poradzisz. Jesteś młodym, silnym i zdolnym kocurem. Jeszcze całe życie przed tobą. Może poznasz kogoś, kto rozpali twoje serce? Wiem, że jako matka mogę być z ciebie dumna. Podążaj dalej swoją ścieżką, mój Bławatku. Płynie w tobie krew przywódczyni Owocowego Lasu, wielkich wojowników i moja. Dlatego wierzę, że jesteś w stanie pokonać każdą przeszkodę, która pojawi się na twojej drodze. Kocham cię. 
        To była ich ostatnia rozmowa. Mrówka była zmęczona, więc położyła się wcześniej spać. Mięśnie bolały ją bardziej i co jakiś czas wzdychała z wysiłku. Nawet nie miała siły się podnieść i zmienić pozycję. Pozwoliła swoim oczom zamknąć się po raz ostatni. Przeżyła niezapomniane, długie życie, ale jej czas nadszedł. Umierała ze świadomością, że nie jest sama i że nigdy tak naprawdę nie była. Owocowy Las na zawsze pozostanie jej domem. Mrówka nie bała się śmierci, powitała ją ze spokojem. Bławatek był z nią do samego końca. Bok dawnej wojowniczki uniósł się delikatnie, kiedy wzięła swój ostatni oddech. A potem zapadła ciemność. 



Żegnaj, Mrówko [*]
Zmarła w wieku 128 księżyców

Od Mrówki CD. Krogulca

*dawno*

        Zanim musiała przenieść się do starszyzny, korzystała z życia wojownika. Pracowicie wykonywała swoje obowiązki, biorąc na swoje barki coraz więcej. Mrówka lubiła wpadać w stan, kiedy miała dużo na głowie. Była świadoma, że się starzała i chciała jeszcze skorzystać ze zdrowych, silnych łap. Udała się na samotny patrol. W głowie miała wiele myśli, które wymagały przeanalizowania. Łapy złotej kotki odbijały się o ziemię. Oddalała się coraz bardziej, rozglądając się wokół. Czujne spojrzenie żółtookiej przybrało na intensywności, kiedy dostrzegła dwie kocie sylwetki. Zmierzali w jej stronę. Mrówka zjeżyła futro i wysunęła ostrzegawczo pazury, gotowa na stoczenie potencjalnej walki. Przeszła przez trening wojowniczki, więc mogła pochwalić się wysoko rozwiniętymi umiejętnościami. Była gotowa na atak i obronę. 
        — Dzień dobry. Ja Owies. Mieć dobre zamiary. 
        Mrówka zmrużyła ślepia nieufnie i lekko zdezorientowana. Kocur mówił dziwacznie, jakby była małym, głupim kociakiem. Prychnęła w odpowiedzi, nie tracąc na baczności. Zwłaszcza w momencie, kiedy do nieznajomego kocura podszedł Larwa. Wzrok Mrówki przeniósł się teraz na dawnego członka Owocowego Lasu. Rozpoznała go, chociaż od ich ostatniego spotkania upłynęło sporo czasu. 
        — Mrówko... Kopę lat. — uśmiechnął się do niej dość karykaturalnie, bowiem uczyniła to tylko jego lewa strona pyska, prawa pozostawała niewzruszona i kamienna, poznaczona bliznami, niczym kara za grzechy, do których się dopuścił. Nie powiedziała tego na głos, ale wyglądał strasznie.
        — Wybacz nam... Mój kolega... Prowadzi badania. Rad byłbym gdybyś nie próbowała nas atakować. Mamy pokojowe zamiary.
        — Mhm... badania twojego kolegi dotyczą tego, jak szybko oberwie w pysk i jak bardzo będzie to bolesne? — spiorunowała obu wzrokiem, pozostając niewzruszona. Ta rozmowa nie potrwała długo. Kotka nie miała zamiaru wdawać się w dyskusję, wkrótce wróciła do obozu.

***

        Wraz z podeszłym wiekiem, nadeszły również dolegliwości. Przyzwyczaiła się do częstych wizyt w legowisku medyka. Tak było również tym razem. Mrówka leżała na jednym z posłań, odpoczywając po leczeniu. Zgłosiła się do Witki z infekcją ucha. Dzięki szybkiej interwencji, udało się wyleczyć dolegliwość. Mrówka przymknęła oczy z błogością, czując się znacznie lepiej. 


Wyleczona: Mrówka

Od Mrówki CD. Gracji

        Odkąd Mrówka zamieszkała w legowisku starszych, zdążyło upłynąć sporo księżyców. Obecnie była jedynym mieszkańcem legowiska starszych. Wiązało się to z wadami i zaletami. Miała spokój i prywatność, uwagę odwiedzających i wymienianą ściółkę posłania. Brak towarzystwa i samotność zaczęła jednak przeszkadzać złotej kocicy, dlatego ucieszyła się, kiedy w progu legowiska stanęła Gracja. Ostatnim razem miały okazję porozmawiać, kiedy młodsza kotka była na początku swojej ścieżki. Trochę upłynęło od tego czasu. Mrówka liczyła, że jej słowa pomogły Gracji w podjęciu decyzji, czy nadal chce zostać stróżem. 
        Kiedy Gracja do niej zajrzała, Mrówka zasypiała. Zastrzygła uszami na dźwięk kroków i od razu podniosła głowę, wpatrując się żółtymi, szeroko rozwartymi oczami w kotkę. Szylkretka uśmiechnęła się niewinnie na powitanie.
        — Witaj Gracjo, co cię do mnie sprowadza? — zagadnęła Mrówka. — Jak tam radzisz sobie w swojej nowej roli?
        — Dobrze. — odparła, choć od dłuższego czasu była pewna, że nie tego jednak chciała w życiu. — Przyszłam cię po prostu odwiedzić. Uznałam, że skoro i tak siedzisz tu sama, to musi ci się nudzić i miło będzie, jeśli sobie chwilę pogadamy. — dodała, przysiadając bliżej kotki. — Pora Nowych Liści robi paćkę z ziemi i nie ma co chodzić na spacery, więc jeśli moje towarzystwo ci nie przeszkadza, o wiele chętniej spędzę tu chwilę z tobą, niż gdzieś pośrodku lasu. — stwierdziła.
        Mrówka pozwoliła sobie na rozbawione poruszenie wąsami. Z cichym jękiem zmieniła pozycję. Zdołała usiąść, owinąć ogon wokół łap i udawać, że wcale nie bolą jej mięśnie. Skoro Gracja przyszła dotrzymać jej towarzystwa, to Mrówka nie miała nic przeciwko. 
        
— Oczywiście, że chętnie przyjmę twoje towarzystwo, Gracjo. Ostatnio jedynie śpię, najchętniej wybrałabym się na spacer, nawet w taką pogodę. — zamyślona spojrzała na wyjście z legowiska. — Ale to już nie na mój wiek. — ponownie utkwiła wzrok w kotce. — Więc mam nadzieję, że masz dla mnie dużo ploteczek. 
        Gracja zapewniła starszą, że na pewno coś się znajdzie i niemal natychmiast podzieliła się z nią wieściami, co się dzieje w ich Owocowym Lesie. Mrówkę zachwycał fakt, jak bardzo ich przynależność się rozwinęła. Przez te wszystkie sezony, każdy kot dokładał do niej swoją "cegiełkę". Członkowie rodzili się i odchodzili. Owocowy Las był niezwykłym miejscem. Miał swoją historię, kulturę, wyróżniali się na tle klanów. Członkowie Owocowego Lasu mieli ze sobą więź, silną i niemal uzależniającą. Mrówka była ciekawa, jak daleko zajdzie w ich przynależności Gracja. Podczas kiedy jedna historia dobiegała końca, druga dopiero się rozpoczynała. 


<Gracjo?>

Od Mrówki CD. Bławatka

        Bławatek ostatnio rzadko ją odwiedzał. Kotka uznała, że ma to związek z jego rolą stróża. W końcu musiał się nią nacieszyć i udowodnić, na co go stać. Syn, podobnie jak ona, został mianowany w wieku dorosłego kota. Może to ich mała tradycja? Kotka była dumna ze swojego kociaka i chciałaby widywać go znacznie częściej, ale nie zamierzała nakładać na czarnego kocura presji. Niech przychodzi, kiedy będzie miał ochotę. Zawsze go wysłucha i wesprze radami. Czasami tęskniła za czasami, gdy Bławatek był małym kociakiem i przybiegał do niej z jakimś problemem, przytulić się albo porozmawiać. Wtedy była młodsza i pełna energii. Teraz znajdowała się na skraju swojego życia. Była coraz słabsza i starsza. Chciała mieć pewność, że jej syn poradzi sobie bez niej. Historia zatoczy koło i teraz to kocur zostanie sam, bez kogoś bliskiego w Owocowym Lesie. To ją martwiło. Czy jej syn miał jakiś przyjaciół? 
        Zauważyła, że coś go trapi. Zastanowiła się, czy może to dotyczyć Goździka, może Perkoza. Nie drążyła tematu, ale przyglądała mu się jeszcze uważniej. Między dwójką kotów zapanowała niezręczna cisza. Mrówce to nie przeszkadzało. Jednak kiedy milczenie się przedłużało, zaczęła się obawiać, że syn przeprosi, wstanie i opuści legowisko. 
    — Dobrze ci się układa na stanowisku stróża? 
    — Mhm... nie narzekam. — mruknął.
        Mrówka przysunęła się bliżej i otoczyła kocura swoim ogonem. Zaczęła go nim głaskać, równocześnie zmuszając syna do nawiązania z nią kontaktu wzrokowego. 
    — Mam zacząć się o ciebie martwić?
    — Radzę sobie, mamo. — westchnął. — Dbasz o swoje zdrowie?
    — Może jestem stara, ale nadal mam mnóstwo energii. — mrugnęła do niego porozumiewawczo. Wróciła do poprzedniej pozycji. Ponownie siedzieli naprzeciwko siebie. Wreszcie pyszczek Mrówki rozszerzył zadziorny uśmieszek. — Poznałeś kogoś? 
    — Znam wiele kotów. — zaczął powoli, orientując się do czego ich rozmowa zmierza. 
    — Jakiegoś przystojnego kocura albo uroczą kotkę?
    — Mamo…
    — Dobrze mieć partnera. W naszej rodzinie pojawiają się niespodziewanie, ale zostają na całe życie. To prawdziwa wierność. A potem z takiej miłości rodzą się kocięta. 
    — Nie chcę rozmawiać o moim życiu uczuciowym.
    — Jestem obeznana w tych sprawach, możesz mówić, co ci leży na sercu. — miauknęła wesoło, ignorując zakłopotanie Bławatka. — Możemy zawsze poruszyć temat pszczółek i kwiatków.


<Bławatku? Wybacz, że dopiero teraz, ale przegapiłam odpis>

06 stycznia 2024

Od Mrówki CD. Nikogo

    Emocje kotki przewijały się szybko niczym liście targane przez wiatr. Zaczynając od smutku, współczucia, zaskoczenia, kończąc na złości i żalu. Ostatnia sytuacja nie potoczyła się najlepiej. Przyjaciel rozmawiał z Jaskółką i wyraził chęć nadania mu imienia. Miał stanąć przed Wszechmatką i złota kotka była pewna, że skoro raz się nie udało, to kocur spróbuje ponownie. Przecież na pewno otrzymałby imię od Wszechmatki. To był tylko nieprzyjemny zbieg okoliczności, że nie doszło do ceremonii. Miała sporo czasu, żeby dojść do takiego wniosku i tylko czekała na rozmowę z przyjacielem. Nadal chciała go wspierać w tym, żeby otrzymał właściwe imię, którym będzie mogła się do niego zwracać. Mrówka nigdy nie nazwała go "nikim". 
    Minęły kolejne księżyce, a ona zdążyła się zestarzeć. Przestała przejmować się siwizną na swoim futrze. Pomału akceptowała fakt, że będzie musiała opuścić swoich pobratymców. Przyjaciel nie chciał ponownie spróbować ceremonii nadania imienia przed Wszechmatką i z uporem podtrzymywał swoje zdanie. Mrówka mogła tylko kręcić głową i wzdychać niezadowolona. Zasmucało ją, że kocur nie chciał już imienia. Znowu przestał dostrzegać swoją wartość. A szło tak dobrze! 
    — Jeżeli znów przyszłaś pytać czy przemyślałem tą sprawę, tak. Przemyślałem — zwrócił się do Mrówki, kiedy ujrzał pod nosem jej łapy. — Wszechmatka dała mi znak. Nie zasługuje na to imię i już mi nie zależy. Skoro bóstwa tak rzeczą, to kim jestem, aby się z nimi spierać? 
    — Kimś, kto zasługuje na imię. Rozumiem, że się zawiodłeś, ale teraz celowo odrzucasz swoją szansę. Tyle sezonów starania tylko po to, żeby się poddać? — mruknęła i trąciła bok kocura z wyraźnym niezadowoleniem. — Ale nie zmuszę cię do zmiany zdania, więc przestanę o to pytać. Szkoda mi na to moich ostatnich księżyców, które wolę spędzić z tobą na przyjemnych rozmowach i krótkich spacerach po obozie.
    Rozłożyła się obok, celowo trącając go, żeby się przesunął i zrobił jej miejsce. Wpatrywała się w przestrzeń przed nim, lekko muskana przez wiatr. Jej myśli pędziły w swoim własnym rytmie, ale zdołała uchwycić się jednej, która najgłośniej domagała się uwagi. 
    — Gdybym mogła cofnąć czas, zaczęłabym się z tobą wcześniej przyjaźnić, ale cieszę się, że udało nam się stworzyć tak silną relację. Jesteś dla mnie ważny i zawsze będziesz moim przyjacielem. — spojrzała na kocura, starając się patrzeć mu prosto w oczy. — Więc spełnij moją prośbę. Nie rezygnuj z siebie. Twoja wartość jest czysta niczym gwiazdy i bezchmurne niebo. Kiedy przyjdzie na mnie czas, połóż na moim kopcu najpiękniejsze kwiaty i odwiedź mnie chociaż raz. — mrugnęła do kocura psotnie, zanim ułożyła głowę na łapach, wdychając świeże powietrze i pozwalając swoim mięśniom na odpoczynek. Tak długo walczyła o przyjaźń z kocurem, że smutek ściskał serce na myśl, że miał to być koniec ich wspólnej historii. 


<Nikt? Twój ostatni odpis. Dziękuję za wspaniałą sesję i relację>

10 grudnia 2023

Od Mrówki CD. Chrząszcza

     Mrówka zdążyła już przyzwyczaić się do mieszkania w legowisku starszych. Starała się znajdować jakieś drobne rozrywki, żeby się nie zanudzić na śmierć. Dni mijały leniwie. Dużo odpoczywała, pozwalając swoim mięśniom na rozluźnienie. Była świadoma, że jej czas dobiega końca i ta perspektywa ją przerażała. Zwłaszcza, że Mrówka wiedziała, że po śmierci czeka na nich nicość.
     Jedyne pocieszenie znalazła w Bławatku, który liczył już ponad czterdzieści księżyców. Tak szybko dorastał. Kotka liczyła w głębi serca, że syn znajdzie sobie partnerkę i doczeka kociąt. Byłby świetnym ojcem, a ona chętnie sprawdziłaby się w roli babci. Czy Bławatek poradzi sobie sam, kiedy i ona odejdzie? Zostanie wtedy bez rodziców i brata. Westchnęła ciężko. Cóż, może lepiej o tym nie myśleć.
    Podniosła się z lekkim stęknięciem na równe łapy, kierując się w stronę wyjścia z legowiska. Zanim jednak do niego dotarła, do jej uszu doleciały głosy innych kotów. Mrówka przystanęła i rzuciła zaciekawione spojrzenie w tamtym kierunku. Wkrótce do środka weszła Witka w towarzystwie swoich kociąt. Skinęła na powitanie medyczce, oczywiście z szacunkiem. Ostatnio królowa musiała przenieść się do żłobka, żeby wychować młode, ale podobno sprawdzała się w tej roli. Złota kotka spuściła wzrok na dwa kociaki, trzymające się jej boku. Miała dużo czasu, żeby nauczyć się imion członków Owocowego Lasu. Jedno z kociąt Witki otrzymało oryginalne imię, Żagnica. Kocurek nie wydawał się specjalnie zainteresowany odwiedzinami starszych. Najstarsze koty w Owocowym Lesie zawsze chętnie i z zachwytem przyjmowali odwiedziny najmłodszych członków. Dostarczali im rozrywki, a legowisko zapełniało się wesołymi piskami. Starsi lubili opowiadać historie i Mrówka szybko zrozumiała, że to faktycznie jest ciekawe zajęcie. Zawsze trzeba było wymyślić coś nowego albo opowiedzieć o swoim wojowniczym życiu.
    Mrówka poświęciła swoją uwagę Chrząszczowi. Kocurek trzymał się blisko matki, ale kiedy ta się oddaliła, żeby przywitać się z Plusk, właściwie został częściowo skazany na towarzystwo Mrówki. Złota kotka uznała, że może spędzić trochę czasu z kociakiem, poznać go, a potem pospaceruje trochę po obozie. No chyba, że spotka swojego przyjaciela lub syna. Wtedy nie będzie miała nic przeciwko rozmowie. Mrówka rzuciła przyjazne spojrzenie kociakowi. Wyrozumiałość w stosunku do młodych zawdzięczała temu, że sama wychowała własne. Wcześniej pewnie byłaby negatywnie nastawiona. Podobno na starość koty się zmieniały, w przypadku Mrówki to opanowanie i cierpliwość były bardzo widoczne. Przesunęła się trochę, żeby kociak mógł wejść głębiej do legowiska. Chrząszcz musiał być tutaj po raz pierwszy, zdradzało to jego spojrzenie, którym przesuwał po miejscu.
    — Dzień dobry, pani starsza. — miauknął do niej kulturalnie. 
    
— Witaj, Chrząszczu. — odpowiedziała. — Chcesz usłyszeć jakąś historię albo pobawić się w coś? Wbrew pozorom, nadal mam dużo energii wojownika. 
    Przynajmniej jeśli chodzi o duszę, bo ciało Mrówki już od dawna zdradzało, że nie lubi być skazane na dłuższy wysiłek fizyczny. Kotka jednak uparcie chciała wierzyć, że zdoła jeszcze je trochę rozruszać. Przynajmniej na tyle, żeby przejść się na spacer lub właśnie dotrzymać towarzystwa kociakowi. Zawsze była ciekawa na kogo wyrosną młode. 


<Chrząszcz?> 

Od Mrówki CD. Ciernia

     Ostatnio życie nie rozpieszczało Mrówki. Jeszcze jakiś czas pełniła rolę wojownika, zanim została przeniesiona do legowiska starszych. W tym okresie swojego życia nie mogła jednak narzekać. Młode księżyce miała już dawno za sobą. Złoty pyszczek pokrywały siwe włoski, stawy coraz częściej odmawiały posłuszeństwa. Poruszała się wolniej, częściej ucinała sobie drzemki, nawet jadła mniej. Starość wkroczyła do życia Mrówki, ale uważała to za coś dobrego. Co prawda wolałaby umrzeć jako wojowniczka, jeśli jednak los zdecydował, że dane jej będzie odpocząć w starszyźnie, zamierzała pogodzić się z takim przeznaczeniem. Teraz miała więcej czasu na leniuchowanie, obserwowanie pobratymców i rozmowę z nimi, a także opowiadanie historii kociakom, które spragnione odwiedzały najstarsze koty w Owocowym Lesie. Mrówka zachowała jednak swoją dumę i sama sprawdzała swoje futro w poszukiwaniu kleszczy, nakładając w razie potrzeby mysią żółć, a także nie skarżyła się na ból stawów. Jedynie w legowisku starszych brakowało jej kogoś znajomego, z kim mogłaby ucinać sobie dłuższe rozmowy, zamiast standardowego "Ładną mamy dzisiaj pogodę". W takich chwilach tęsknota za Perkozem stawała się nieznośna. Kotka potrafiła wpatrywać się w wyjście z legowiska i myśleć o ukochanym. Zatęskniła także za wspinaczką na drzewa. 
    Kolejnym powodem, dlaczego ranga starszej nadeszła w odpowiednim czasie, była śmierć jej kociaka. Mrówka załamała się stratą swojego dziecka. Początkowo odmawiała posiłków, chowała się przed pobratymcami, w nocy płakała w posłanie, czasami syczała od tej niesprawiedliwości. Goździk zmarł przez czerwony kaszel. Jego odejście było niespodziewane, ale to, co najbardziej załamywało Mrówkę to świadomość, że już nigdy więcej go nie przytuli, nie porozmawia z nim, nie będzie mogła obserwować jak sobie radzi w Owocowym Lesie. To było niesprawiedliwe, że ze świata zniknął tak młody i ważny kot. Mrówka wolałaby zabrać jego los na siebie. Kochała swoich synów i strata jednego z nich rozrywała jej serce.

***

    Rozpoczął się kolejny dzień w Owocowym Lesie. Mrówka leżała na swoim posłaniu, obserwując leniwym wzrokiem pozostałych starszych. Zawsze dbała o to, żeby jej legowisko było miękkie i świeże. Spokój panujący w legowisku starszych, został przerwany przez pojawienie się Gęgawy i jego kociąt. Mrówka podniosła głowę, zaalarmowana, kiedy jedno z młodych do niej podeszło. W głowie powtórzyła sobie, że nazywają się Murmur i Cierń. To właśnie druga kotka wybrała sobie podejść do Mrówki, która rzuciła jej zainteresowane spojrzenie. 
    — Opowie mi pani jakąś historię? — poprosiła robiąc wielkie oczy, niczym kot ze Shreka. Starsza kocica skinęła głową.
    — Dawno, dawno temu żyła sobie kotka o imieniu Niebo. — Mrówce nie dane było dokończyć historii, ba, nawet jej dobrze rozkręcić. Zauważyła, że koteczka niezbyt jej słuchała. Mrówka była wyrozumiała dla kociąt, bo sama pamiętała, jak to było mieć swoje. 
    Cierń biegała po żłobku, patrzyła na liście, inne koty, aż nagle potknęła się i upadła do łap Mrówki. Kociak zaśmiała się nerwowo. Złota starsza zareagowała lekkim pokręceniem głowy z niedowierzaniem. 
    
— Legowisko starszych to nie jest zbyt dobre miejsce na bieganie. A już szczególnie, kiedy chciałaś usłyszeć opowieść. — miauknęła, wpatrując się w Cierń. — Ale skoro jesteś taka energiczna, to mam inną propozycję. Zabawa polega na tym, że możesz biegać, podskakiwać po całym żłobku, ale kiedy powiem "stop", twoim zadaniem będzie się zatrzymać i stać w bezruchu. Jeśli wygrasz przynajmniej dwa razy, pobawimy się w zabawę zaproponowaną przez ciebie. Jeśli jednak się poruszysz, to będziesz grzecznie słuchać historii. Co ty na to, Cierń?


<Cierń?>

26 listopada 2023

Od Mrówki CD. Gracji

    — Jeśli mogę spytać, kto jest pani synem? Czy kwestionował on czasem swój wybór? — palnęła młoda kotka, gryząc się za późno w język.
    Na to pytanie starsza kotka zareagowała lekkim przechyleniem głowy, niemal niewidocznym, ale jej żółte ślepia wciąż uważnie wpatrywały się w uczennicę. Młodym kotom znacznie trudniej było trzymać się swoich decyzji, bo wciąż odkrywały sekrety świata. Nie można było wymagać od nich, że będą trzymać się swojej ścieżki, kiedy może się dużo wydarzyć, zanim odkryją swoje przeznaczenie. Za czasów młodości Mrówki wybór był oczywisty: wojownik. Zdarzał się jeden kot, który podejmował się ścieżki medyka, niektóre zostawały zwiadowcami. Teraz było znacznie więcej wyborów, ale i Owocowy Las się rozwijał.
    — Bławatek. Pewnie jeszcze będziesz miała okazję go poznać. — w głosie złotej kotki słychać było dumę, która towarzyszyła jej za każdym razem, kiedy mówiła o swoich kociętach. No dobrze, już dorosłych kocurach. — Z tego, co mi wiadomo, jest zadowolony ze swojego wyboru. Jest dobrym stróżem. 
    Siwy pyszczek Mrówki został muśnięty przez powiew wiatru. Kotka odetchnęła cicho. Chciałaby doczekać tak pięknej pogody, żeby wszyscy członkowie Owocowego Lasu mogli się nią nacieszyć.
    — Kiedy byłam w twoim wieku, każdy uczeń chciał być wojownikiem. Niektórzy zostawali zwiadowcami, trafiał się również medyk, ale zwykle wszystkich ciągnęło do wojowniczej ścieżki. Ciekawie obserwuje mi się zmiany, które zachodzą w Owocowym Lesie. — miauknęła. Podczas tej rozmowy cały czas utrzymywała kontakt wzrokowy z uczennicą, jakby chciała zapamiętać każdy szczegół. Zawsze była dobrym obserwatorem. 
    Mrówka zastanowiła się nad słowami Gracji. Kotka podjęła wybór, kierując się odrzuceniem tego, co jej nie pasowało i do czego uznała, że się nadaje. Nie wydawała się jednak przekonana. 
    — Wspomniałaś, że nie żałujesz swojej decyzji. To dobrze, bo należy do ciebie i dlatego musi być słuszna. Zwykle bardziej doceniamy to do czego dążymy i w czym czujemy się mocni. Przekonasz się, czy bycie stróżem jest dla ciebie odpowiednie. 
    Jeśli Gracja nie będzie się czuła pewnie w roli stróża, zawsze mogła zmienić swoją ścieżkę. Wiele zależało od jej wytrwałości, motywacji i wsparcia bliskich kotów. Mogła się wahać na tym etapie, dopiero przecież zaczynała. Ważne, żeby w przyszłości nie żałowała. Sama rola stróża była potrzebna, nawet jeśli niedoceniana. Mrówka chciała zobaczyć, jak ułoży się życie Gracji. 
    
— Co sprawiło, że nie chciałaś spróbować jako wojownik albo zwiadowca? Co najbardziej podoba ci się w byciu przyszłym stróżem?


<Gracja?>

19 października 2023

Od Mrówki Do Gracji

    Raz na jakiś czas zdarzał się dzień, w którym znalezienie zajęcia graniczyło z cudem. Obowiązki wojownika nadal sprawiały dużo przyjemności, chociaż z wiekiem niektóre stawały się kłopotliwe. Mrówka wybierała się na samotne polowania albo obserwowała sparing pobratymców. Chociaż to musiało ulec zmianie przez obecną sytuację w ich przynależności. Najczęściej brała udział w patrolach porannych lub wieczornych. Chciała wykorzystać aktywnie swój czas wojowniczki. Zdawała sobie sprawę z tego, że on kiedyś przeminie i będzie musiała zmienić stanowisko, ciesząc się spokojną starością u boku innych sobie podobnych. Posmutniała na myśl, że nie będzie mogła dzielić tych przeżyć ze swoim partnerem. Tęsknota za Perkozem chwytała ją za serce. 
    Mrówka starała się też dużo czasu poświęcić swoim synom. Oboje byli już dorosłymi kocurami. Goździka często miała okazję spotkać i zagadywać podczas wojowniczych patrolu. Bławatek również skończył swoje szkolenie. Wybrał inną ścieżkę niż swoi rodzice i brat, a kotka wręcz promieniała z dumy. Bławatek został stróżem. Wiedziała, że świetnie się sprawdzi w tej roli. Owocowy Las był bezpieczny mając jej synów za wsparcie. 
    Nie uszło uwadze kotki, że Owocowy Las powiększył się o nowych uczniów. Swoich wychowanków z kotów, z którymi miała okazję porozmawiać, dostali Daglezjowa Igła, Gęgawa i Nikt. Temu ostatniemu pogratulowała. Ona sama miała okazję wyszkolić tylko Łuskę. Wspominała pozytywnie ich szkolenie i była chętna podzielić się swoimi mentorskimi radami z przyjacielem, gdyby o nie poprosił. Uczniami zostały również kocięta Kruchej, które dotąd widywała jedynie z daleka. Nie odwiedziła żłobka od czasu, kiedy go opuściła. Kojarzył jej się z ciepłem, mlekiem i kociakami, ale sama wolała swoje życie wojowniczki od zbyt monotonnego w kociarni. 
    Mrówka uznała, że warto napełnić żołądek, który wręcz błagał o mięso. Złota kotka machnęła ogonem, zanim skierowała się w stronę sterty zwierzyny. Uważała na swoje kroki, utrzymując równowagę na śniegu, znosząc to zimne i nieprzyjemne uczucie przenikające całe jej ciało. W takich warunkach zawsze była wdzięczna za półdługą sierść. Trud kotki się opłacił i mogła rozejrzeć się, żeby wybrać dla siebie smakowity kąsek. Uznała, że weźmie coś małego. Idealnego na pierwszy i jedyny posiłek. Dopiero wtedy jej bystre ślepia wypatrzyły sylwetkę drugiej, młodszej kotki w pobliżu. Mrówka odwróciła siwy pyszczek w stronę uczennicy i zmrużyła żółte ślepia. Była pewna, że gdzieś ją już spotkała, ale musiała przypomnieć sobie imię. Chociaż Mrówka starała się zapamiętać wszystkich członków Owocowego Lasu, to ciągle ich przybywało. Wreszcie rozpoznała w kotce córkę lidera i lekko przekrzywiła łebek w zaciekawieniu. 
    — Witaj, Gracjo. 
— miauknęła spokojnie, wbijając żółte ślepia w uczennicę Winogronu. Chociaż cała czwórka kociąt przypominała prawdziwe rodzeństwo, to dało się ich odróżnić. Zielone oczy Gracji wpatrywały się w nią z ciekawością, ale też przyjaźnie. Szczególnie Mrówce spodobały się w wyglądzie kotki charakterystyczne oklapnięte uszka. Mrówka miała takie same. Na wszelki wypadek wolała się przedstawić. — Nazywam się Mrówka, jestem wojowniczką Owocowego Lasu. Wiem, że zaczęłaś już swój trening na ucznia. Jak wrażenia?


<Gracjo?>

18 września 2023

Od Mrówki CD. Daglezjowej Igły

    Mrówka z zainteresowaniem obserwowała aktywność swoich kociąt. Bławatek i Goździk wymyślili ruchliwą zabawę, więc było ich pełno w całym żłobku. Hałas nie przeszkadzał złotej kotce w zachowaniu czujności. Ta wzrosła, kiedy próg kociarni przekroczyła znajoma wojowniczka. Z Daglezjową Igłą miała przyjemność wybrać się na jeden z patroli i zamienić kilka słów podczas swobodnej rozmowy, dlatego odprężyła się i pozwoliła kotce podejść bliżej kociąt. Bławatek i Goździk wlepili ciekawskie ślepia w pobratymkę, uderzenie serca później wracając do zabawy. Mrówka natomiast spojrzała na rzęsorka przyniesionego przez Daglezjową Igłę. Podziękowała skinieniem głowy. Zwierzyna wyglądała smakowicie. Uznała, że wojowniczka musiała przyzwyczaić się do życia w Owocowym Lesie, a to była dobra wiadomość. 
    — Cześć, pogoda już bardziej dopisuje?
    — Tak. — parsknęła delikatnym śmiechem Mrówka, owijając ogon wokół brzucha. — Miło mi że odwiedzasz.
    Nawiązanie do pogody okazało się odpowiednim początkiem rozmowy. 
    — A tak mnie naszło — podrapała się tylną łapą za uchem. — Jak tam Perkoz? O kociaki nie muszę pytać, widać, że... dziecinne, rozrywkowe i yyy... rozbrykane.
    — Jak to kociaki. Niech się bawią, dopóki są niewinne i pozbawione obowiązków. Kiedyś wyrosną na wspaniałych wojowników. — miauknęła Mrówka i wypięła dumnie wypięła pierś. Robiła tak często, kiedy myślała o przyszłości swoich kociąt. — Perkoz codziennie nas odwiedza. Bardzo się stara być jak najlepszym ojcem. Bławatek i Goździk go uwielbiają. 
    Mrówka mogła przyznać, że jest spełniona w swoim życiu. Kiedyś usłyszała mądre słowa, że najważniejsza w życiu jest rodzina. Najpierw ta w której się urodziłeś, później ta, którą sam stworzyłeś. W jej przypadku się z nimi zgadzała. Po tragicznym losie, jaki spotkał jej matkę, ojca, wujostwo, a nawet odejście brata, jeszcze bardziej zależało jej na utrzymaniu dobrej więzi ze swoim partnerem i kociakami. Chciała, żeby Bławatek i Goździk każdego dnia byli zapewniani, że są dla niej ważni. Oczywiście tęskniła również za życiem wojownika i cierpliwie czekała na powrót do obowiązków.
    Imię wojowniczki bardzo kojarzyło jej się ze zmarłą ciotką i nie mogła oprzeć się temu porównaniu. Daglezja zawsze była dla niej miła i dobrze ją wspominała. Mało było kotów noszących ten człon. Wiedziała oczywiście, że Daglezjowa Igła nie pochodziła z Owocowego Lasu, ale jakoś to przestało mieć znaczenie w momencie, kiedy stała się wierna ich przynależności. A przynajmniej wykonywała swoje obowiązki wojowniczki poprawnie. Żeby mogła jednak lepiej określić kotkę, musiałaby ją bliżej poznać, jednak to działało w obie strony.
    — Myślałaś o tym, żeby w przyszłości powiększyć rodzinę? Pytam z ciekawości. Nie każdy kot widzi siebie w żłobku i nic dziwnego, kociaki to ogromna odpowiedzialność. 
    — Nie planuję. To nie dla mnie. — miauknęła uprzejmie. 
    Mrówka skinęła głową i owinęła ogon wokół swojego boku. 
    — No dobrze, to skoro temat kociąt mamy za sobą, porozmawiajmy o czymś ciekawszym. 
— poruszyła wąsami. — Co u ciebie słychać?


<Daglezjowa Igło? Przepraszam, że tak długo>

Od Mrówki CD. Nikogo

     Miała okazję wziąć udział w Zgromadzeniu. O ile z przemów przywódców zapamiętała tyle, co nic, tak jej uwaga skupiała się na czarnym arlekinie. Nikt podzielił się z nią swoimi planami dotyczącymi zamordowania Miodunki. Kotka miała nadzieję, że przemyśli to dobrze i nie da się złapać na błędzie. Zaplanowanie morderstwa było trudne, więc musiał się dłużej zastanowić. Działanie pod wpływem emocji jedynie mu zaszkodzi. A może dojdzie do wniosku, że jednak zemsta na kotce może się odbyć w inny sposób. Cóż, odpowiedź na to pytanie mieli poznać z czasem. 
    Pora opadających liści, która zawitała do Owocowego Lasu, powitała kotkę nieprzyjemnym uczuciem w brzuchu. Praktycznie od rana musiała biegać w krzaki. Jej długie i częste przesiadywania w miejscu, gdzie koty zwykły się załatwiać, zwróciła uwagę niektórych pobratymców. To zawstydziło Mrówkę i jeszcze bardziej nabrała pewności, że musi udać się z problemem do medyka. Czy miała zaufanie do Witki? Tylko takie, żeby pozwolić jej się przebadać i dać właściwe zioła. Biegunka była straszna i wolała jej unikać na przyszłość. Kiedy tylko zioła zaczęły działać, chętnie opuściła legowisko. Idąc przez pogrążone w codziennej rutynie obozowisko, rozglądała się po znajomych pyszczkach w poszukiwaniu tego konkretnego. Myślała również o zajęciu na dzisiejszy dzień, bo jedyne, co miała w planach, to wieczorny patrol.
    — Mrówko — przeniosła spojrzenie na Nikogo, gdy znaleźli się oddaleni od reszty pobratymców. Kotka podejrzewała, o co może chodzić. Czekała jednak cierpliwie. — Pójdziesz ze mną do Jaskółki? Ja... Ja jestem gotów, aby ją zapytać o swoją inicjację do kręgu Wszechmatki. 
    — Jak mogłabym ci odmówić? Jasne, że będę ci towarzyszyć. Najlepiej chodźmy od razu. — odpowiedziała i gestem ogona zaprosiła swojego przyjaciela, żeby już ruszyli na poszukiwanie szamanki. 
    Przyjaciel.... tak pięknie brzmiało to słowo. Jak melodia odbijająca się w uszach. Mrówka była zadowolona z faktu, że wreszcie zdobyła sympatię kocura. Będą mogli się wspierać nawzajem i poznawać wciąż na nowo. Zależało jej na tym. Teraz również kocur zrozumiał, jak ważne jest posiadanie kogoś, kto zawsze stanie za tobą murem. Pomyślała, że miłą perspektywą będzie, jeśli Jaskółka zgodzi się dać mu imię i będzie mogła się wreszcie do niego zwracać. Unikała zwracania się do kocura jego krzywdzącym "imieniem" i ani razu go nie użyła. 
    Zajęło im kilkanaście uderzeń serca, aż znaleźli czarną kotkę, z charakterystycznymi liśćmi i trawą przyklejonymi do futra. Kotka zerknęła kątem oka na przyjaciela i pochyliła się, żeby szepnąć mu do ucha zachęcające słowa. 
    
— Wszystko będzie dobrze. Jaskółka jest bardzo miła i celowo by cię nie skrzywdziła. — odsunęła się, żeby spojrzeć kocurowi w ślepia. — Jesteś gotowy?
    Ponieważ już podchodzili do szamanki, nie zdążyła usłyszeć odpowiedzi Nikogo. Skłoniła z szacunkiem głowę przed Jaskółką, pamiętając o pozycji, jaką zajmuje. Jaskółka była starsza od Mrówki i złota kotka pamiętała ją praktycznie od zawsze. 


<Nikt?>

Wyleczona: Mrówka

18 sierpnia 2023

Od Mrówki CD. Larwy (Krogulca)

     Polowanie we trójkę okazało się dobrym pomysłem. W mniejszej grupie mieli większą szansę na swobodne poruszanie się po terenie Owocowego Lasu. Zwiększało to również prawdopodobieństwo złapania zwierzyny dla ich przynależności. Mrówka stąpała po skutej lodem ziemi. Chociaż zachowała szczególną ostrożność, ruchy wojowniczki były pewne i dotrzymywała bez problemu kroku Szpakowi. Szli ramię w ramię, pogrążeni w rozmowie. Mogli sobie na to pozwolić, wzajemnie wymieniając ploteczkami. Dopiero głos Larwy zwrócił ich uwagę. Uczeń Szpaka oznajmił, że wyczuł mysz. Mrówka zawęszyła. Faktycznie, znajomy zapach gryzonia wisiał w powietrzu i zachęcał do polowania. Szansa ta przypadła najmłodszemu z ich towarzystwa. Obserwowała, razem ze Szpakiem, jak Larwa przypada do ziemi, wolno skradając się w kierunku myszy, żeby w odpowiednim momencie pozbawić ją życia. Szpak powstrzymał się od komentarza, kiedy uczeń wrócił ze zwierzyną w pysku. Mrówka również się nie odezwała, zostawiając to pole jego mentorowi. 
    Szpak przejął prowadzenie, na co zmarszczyła z niezadowoleniem nos. Rozglądała się i węszyła w poszukiwaniu zapachu kolejnej zwierzyny, kiedy usłyszała pytanie zadane przez Larwę. Wbiła spojrzenie w ucznia.
    — Skąd znasz mojego mentora? 
    — Członkowie Owocowego Lasu mają wiele okazji do bliższego poznania. Szczególnie pełniąc tą samą rolę. Chociaż twojego mentora poznałam, kiedy był jeszcze kociakiem. To syn mojego dawnego mentora. — odpowiedziała. 
    — Wtedy też był takim bucem?
    Szpak oddalił się od nich, więc nie usłyszał pytania ucznia. Mrówka natomiast ukryła swoje rozbawienie pod maską obojętności. Szpak i Larwa musieli mieć interesującą relację. 
    — To za mocne określenie. Każdy jako kociak był bardziej swobodny, że tak powiem. Szpak niewiele się zmienił od czasu bycia uczniem. Taki mały gburek, ale da się polubić. Pewnie się dogadacie. — odpowiedziała zgodnie z prawdą i wbiła wzrok we wspomnianego wojownika, który właśnie wrócił do nich z nornicą w pysku. 
    Mrówce również udało się polowanie. Wróciła do obozu z wróblem w pysku. Niemal od razu odnalazła swojego partnera i podbiegła do Perkoza, żeby wymienić się nowinkami, jak im minął dzień.

***

    Minęło sporo czasu, odkąd miała okazję porozmawiać z Larwą. Właściwie wiele się od tamtego dnia zmieniło. Skończyła szkolenie Łuski, która teraz pełniła rolę zwiadowcy. Pora nowych liści, kolejna i nieostatnia, powitała ich ciepłym wiatrem oraz nieprzyjemnymi burzami. Mrówka miała swoje zmartwienia. Odkąd zmarł Perkoz starała się rzadko bywać w obozie, biorąc każdy patrol lub polowanie, które tylko się nawinie. Przez to zaniedbała swoje zdrowie, o czym wkrótce się przekonała. 
    Mrówka mogłaby zignorować swój stan, jednak wiek kotki zrobił swoje. Była coraz bardziej osłabiona, przez co ciężej przychodziło jej skupienie się na wykonywaniu codziennych obowiązków. Wtedy właśnie podjęła decyzję o wizycie u medyka. Witka wyleczyła ją bez problemu i wkrótce ból głowy ustał. Podobnie jak miało to nastąpić z osłabieniem. Poczuła się silniejsza. Wychodząc z lecznicy spotkała swojego syna, Goździka. Przestał przypominać tamtego małego kociaka, którym opiekowała się w żłobku. Teraz był wojownikiem i mogła być z niego jeszcze bardziej dumna. 


<Krogulec? Chyba koniec? Czy masz pomysł na kontynuację?>

Wyleczona: Mrówka

06 sierpnia 2023

Od Mrówki CD. Nikogo

     Mrówka początkowo była zbyt zachwycona perspektywą polowania, żeby zwrócić uwagę na zachowanie Nikogo, które było jeszcze dziwniejsze niż zwykle. Zdążyła się przyzwyczaić do cichego i uważnego towarzysza przez te wszystkie księżyce, kiedy to starała się rozwinąć między nimi relację. Chciała mieć przyjaciela, ale równocześnie czuła, że powinna dawać z siebie jeszcze więcej, zawsze przecież dążąc do perfekcji. Wiedziała, że podstawą przyjaźni było zaufanie. 
    W pewnym momencie niemrawy krok Nikogo, przyciągnął wzrok złotej kotki. Przestała rozglądać się po terytorium, węsząc w poszukiwaniu zapachów zwierzyny, uważnie nasłuchując wszystkich dźwięków otoczenia. Zmrużyła żółte ślepia.
    — Co ty taki przybity? — zapytała złota, na co położył po sobie uszy.
    — A jak mam się czuć? Komar zabił mi syna, zabił mi ojca, straciłem ukochaną, a teraz... Ja... Ja nie wiem. — zwiesił łeb, idąc wciąż przed siebie. — A-agrest został liderem... Mam nadzieję, że on mnie przynajmniej nie rozczaruje. Dawno temu... Obiecał, że da mi imię. Ja... Nie wiem czy na nie zasługuję, ale... Ale nie chcę być już nikim. Mam dość tego, że traktują mnie wszyscy jak swoją zabawkę. Chcę być nareszcie kimś kto sam decyduje o sobie... 
    Zatrzymała się, zmuszając do tego samego swojego towarzysza. Przyjrzała mu się uważnie i ze współczuciem. Ostatnie wydarzenia w Owocowym Lesie mogła porównać do krwawej walki o życie. Niebezpieczna wścieklizna nadal nawiedzała ją w koszmarach. Kiedy już uwolniła się od rozpaczliwych i ciężkich wspomnień o Orle i Kostce, teraz śmierć Perkoza łamała jej serce. Komar był okrutnym potworem, jak te mknące po drodze grzmotu. Jednym rozkazem odebrał jej ukochanego partnera i ojca dwójki synów. Perkoz odszedł i oznaczało to wieczne rozstanie. Zachowała pamięć o nim w sercu i pielęgnowała wspomnienia. Pamiętała nadal jak długo tuliła Bławatka i Goździka, chcąc chociaż odrobinę ulżyć im w bólu po stracie rodzica. Musiała żyć na tyle długo, żeby nie musieli szybko przeżywać kolejnej rozłąki. 
    Nikt stracił ojca i syna. To pierwsze było jej dobrze znanym uczuciem, tylko jej ojciec sam podjął decyzję o swoim odejściu, to trochę łagodziło gorycz, chociaż musiała do tego dojrzeć. Czas nie leczył ran, ale pozwalał się do nich przyzwyczaić. Jak natomiast można było pogodzić się ze śmiercią własnego kociaka? Mrówka wolała nawet sobie tego nie wyobrażać. Sama była matką i szczerze współczuła kocurowi. Żadne słowa nie mogłyby ukoić jego bólu. Nawet jego partnerka, którą dawniej darzył ogromną sympatią, teraz nie mogła zapewnić mu wsparcia. Sądząc po słowach Nikogo, straciła w jego oczach zapewne na zawsze. Kotka westchnęła i wykonała dyskretny krok do przodu.
    
— Też bardzo tęsknię za Perkozem i szczerze ci współczuję straty ojca i syna. Pozostaje nam mieć nadzieję i walczyć o to, żeby rządy Agresta były dobrym czasem dla Owocowego Lasu. Również życzę ci, żebyś odnalazł spokój w swojej duszy. Myślę, że zasługujesz na to, jak i na nowe imię. A kiedy już je dostaniesz i będziesz mógł decydować o własnym losie, na zawsze zapamiętaj, że warto walczyć o swoją siłę i pracować na to, żeby nosić imię z dumą i szlachetnością godną wojownika. — miauknęła i zaczęła iść przed siebie, powoli zbliżając się coraz bardziej do terenu, który wybrała na miejsce łowieckie. O tej porze roku przynajmniej mogli się tam natknąć na zwierzynę. Odwróciła się przez ramię do kocura. — Co teraz zamierzasz? No wiesz, z Miodunką. Ja bym nie umiała jej wybaczyć.


<Nikt?>

25 lipca 2023

Od Mrówki Do Gęgawy

    Trening walki zakończył się wypadkiem Gęgawy, który niefortunnie zatrzymał się w korzeniach wielkiego drzewa. Jedna z jego łap zaklinowała się i potrzebna była natychmiastowa pomoc. Kocurowi nic szczególnego się nie stało, ale należało wysłać go do medyka, tak na wszelki wypadek i żeby łapa szybciej wróciła do odpowiedniego stanu. W drodze powrotnej do obozowiska, Mrówka analizowała w myślach walkę swojej wychowanki. Łuska poradziła sobie całkiem nieźle, mimo wszystko należało postawić jeszcze większy nacisk na naukę umiejętności walki.
    Cóż, okazało się, że uczeń musiał dłużej zostać w legowisku medyka. Mrówka czasami obserwowała tamto miejsce, oraz odwiedzających go pobratymców. Ona również postanowiła odwiedzić ucznia. W końcu należało zainteresować się stanem jego zdrowia. Wypytała o niego Łuskę, która miała już okazję odwiedzać Gęgawę. Wolała się jednak przejść, korzystając z wolnego czasu i trochę targana wyrzutami. Złota kotka pewnym krokiem przekroczyła próg legowiska medyka. Żółtymi ślepiami przejechała po jego wnętrzu, aż natrafiła na wpatrującego się w nią Gęgawę. Odwrócił na chwilę wzrok pod naciskiem jej uważnego spojrzenia, jednak uderzenie serca później ponownie wpatrywali się w siebie. Wojowniczka usiadła naprzeciwko jego posłania i lekko przechyliła głowę. Jej intensywne spojrzenie wciąż wwiercało się w ucznia głęboko, uważnie, chcąc poznać każdy szczegół jego obecnego stanu.
    — Łuska wspominała, że wracasz do zdrowia. 
    
— Tak, czuję się lepiej. Poza tym Plusk jutro mnie wypuści.
    Pokiwała powoli głową, jakby analizowała ostatnią informację. Minęło parę dni, więc to zrozumiałe, że łapa zdążyła wrócić do normalnego stanu, a sam uczeń mógł oddać się swoim obowiązkom, kontynuując szkolenie. Może na początku powinien się bardziej oszczędzać. Nie trzeba być medykiem, żeby dojść do takich wniosków. 
    — To dobra informacja. Ten wypadek zaskoczył nas wszystkich. Szkoda, nieźle sobie radziliście z Łuską podczas walki. Może kiedyś uda się to powtórzyć, kto wie. — wzruszyła barkami, ale raczej wątpiła w swoje ostatnie słowa. Trening obu uczniów dobiegał końca i za jakiś czas powinni zostać mianowani na wojowników. Chociaż trening grupowy miał wiele zalet, ciężej było z jego organizacją. Mrówka i Komarnica musieliby znowu się dogadać w sprawie odpowiedniego terminu. Kotka odchrząknęła. — Nie będę ci dłużej zawracać głowy, Gęgawo. Odpoczywaj i wracaj do zdrowia. Owocowy Las potrzebuje silnych kotów. — miauknęła na odchodnym. 

***


    Do następnej okazji, gdzie Mrówka i Gęgawa mogliby wymienić ze sobą więcej niż kilka grzecznych słów na powitanie, kiedy mijali się w obozie lub podczas wybierania posiłku, nastąpiło po upływie naprawdę wielu księżyców. Była pora nagich drzew i wszyscy musieli być szczególnie ostrożni. Robiło się coraz zimniej, a śnieg pokrywał znaczną część terytorium niczym rzeka. Mrówka zrobiła się marudna. Nie tylko z powodu starości, ale również z uwagi na wiek. Z każdym księżycem robiła się coraz starsza, co było oczywiście naturalne. Kilka siwych włosków zdążyło pokryć jej pyszczek. Wojowniczka czekała na dzień, kiedy jej synowie zostaną mianowani na wojowników. Tylko wtedy będzie mogła odetchnąć z ulgą. 
    Tak się złożyło, że brakowało jej rozgrywki, towarzystwa. Przez kilka dni cieszyła się samotnością, ale nawet złotej kotce musiało się to znudzić. Do jej życia wkradła się rutyna, oczywiście przyjemna, bo związana z obowiązkami wojownika. Mimo wszystko chciała zasmakować jakiejś odmiany. Właśnie wtedy żółte ślepia Mrówki, natrafiły na Gęgawę. Kotka zmrużyła ślepia, jakby z wyczekiwaniem a może wahaniem, zanim westchnęła ciężko. Podniosła się na równe łapy i zastrzygła uchem na nieprzyjemny szelest, kiedy przesunęła się po śniegu. Niespiesznym krokiem zbliżyła się do Gęgawy i skinęła mu krótko głową na powitanie. 
    — Witaj, Gęgawo. Zechcesz dotrzymać mi towarzystwa? — zapytała uprzejmie. Pokręciła powoli łebkiem. — Ile to już minęło. Pamiętam jak byłeś uczniem. Cóż, powiedz mi, jak to jest być zwiadowcą? — wpatrywała się w niego szczerze zainteresowana. 


<Gęgawo? Przepraszam, że tyle to trwało. Jeśli chcesz to możemy kontynuować sesję ^^>

25 czerwca 2023

Od Mrówki CD. Nikogo

    Mrówka poruszyła wąsami, zdziwiona. Nikt wolał pozostać przy swoim obecnym imieniu? Wydawało jej się to dziwne, ponieważ nazywanie kota "nikim" było przykre. Zupełnie jakby kocur znaczył dla Owocowego Lasu tyle, co zgniłe jabłko. Mrówka uważała, że każdy kot ma równe prawo do szlachetnego imienia, jeśli prowadził dobre i oddane przynależności życie. Musiał pozostać jej wierny i robić wszystko, co najlepsze dla swoich pobratymców. Dopiero poznawała Nikogo. Jednak zależało jej na rozwijaniu swoich relacji. Potrzebowała przyjaciela. Może właśnie kot, który pozostawał w cieniu całego Owocowego Lasu i był taki słaby, niepewny swojej wartości, mógłby okazać się dobrym towarzyszem? Kimś, kogo mogłaby kształtować. Czas pokaże. 
    Kocur zwiesił łeb. Wywróciła oczami. Uszanuje jego wole, ale na własnych zasadach. Zastrzygła uszami, słuchając dalszych słów swojego towarzysza. Lubił polować, najbardziej ze swoją partnerką. Ulubionym kolorem Nikogo był zielony, natomiast jeśli chodziło o zainteresowania, to lubił spędzać czas ze swoją rodziną - nic specjalnego, pomyślała. Odbił pytanie, interesując się teraz Mrówką. Kotka nie miała nic przeciwko temu. Mogła podzielić się kilkoma szczegółami ze swojego życia. 
    — Cóż, skoro wolisz to nie nadam ci imienia, ale też nie będę używać tego, które nosisz obecnie. Możemy się wybrać na wspólne polowanie. Wolę walczyć. Mam dwa ulubione kolory, czyli żółty i zielony. Natomiast moimi zainteresowaniami są wspinaczka na drzewa, słuchanie opowieści, lubię też zapasy i spędzać czas z moim partnerem. Poznałeś już Perkoza? — kotka machnęła ogonem. — To tyle na dzisiaj, jednak to nie jest nasze ostatnie spotkanie i możesz być pewien, że jeszcze cię złapię w obozie. 
    Kotka odwróciła się, odchodząc w tylko sobie znanym kierunku, oddalając się od kocura i przy okazji pozwalając mu odetchnąć z ulgą. Pierwsze spotkanie było udane i Mrówka miała jeszcze wiele planów na to, żeby zdobyć towarzysza. 

***

    Musiało minąć sporo czasu, zanim nastąpiło drugie spotkanie Mrówki i Nikogo. Stało się to w okresie, kiedy Mrówka nosiła pod sercem kocięta. Kotka starała się początkowo ukrywać ten fakt przed Owocowym Lasem, żeby jak najdłużej wykonywać obowiązki wojowniczki. Z czasem brzuch córki Orła zaczął się powiększać i wtedy musiała przyznać, że zostanie mamą. Przeniesienie się do kociarni było kwestią czasu. Jednak dopóki brzuch nie ocierał się o ziemię, mogła wychodzić na polowania, patrole i zajmować się szkoleniem Łuski. 
    Chciała podzielić się radosną nowiną z Nikim. Podobno tak robili przyjaciele. Przynajmniej z tego, co opowiadał jej Orzeł. Kotka wróciła z patrolu. Przystanęła przy wyjściu z obozu. Wcześniej przeciskała się przez krzewy i teraz jej futro były w nieładzie. Szybko wygładziła je językiem, zanim zaczęła rozglądać się w poszukiwaniu Nikogo. Czujny wzrok Mrówki odnalazł kocura trochę dalej od legowiska wojowników. Mrówka w kilku susach znalazła się przed nim. Musiała wziąć kilka głębszych oddechów ze zmęczenia. Kondycja ciężarnej kotki nie należała do najlepszych, odkąd była w stanie błogosławionym. Mrówka szybko uspokoiła oddech, chcąc udawać przed kocurem, że czuje się doskonale, chociaż marzyła jedynie o zdrowym odpoczynku. Usiadła, owijając ogon wokół łap i posłała Nikomu jeden ze swoich delikatnych uśmiechów. 
     — Uwierzysz, że spodziewam się kociąt? Wkrótce będę musiała przenieść się do żłobka. Mam nadzieję, że urodzą się zdrowe i silne. 
    Nikt, wcześniej zajęty obserwacją pobratymców, przeniósł na nią zdziwiony wzrok. Spojrzał na jej okrągły brzuszek. Informacja o przyszłym macierzyństwie Mrówki może była zaskakująca, ale dorosła kotka czuła się gotowa na to, żeby wychować nowych członków Owocowego Lasu. Oczywiście na dobrych wojowników, zwiadowców lub medyków. Wiedziała, że Perkozowi również podoba się ta perspektywa. 
    — Gratulację. Pewnie będą śliczne. 
    — Masz może jakieś porady? Sam już wychowywałeś kociaki. — zapytała, przekrzywiając lekko łebek. Zauważyła zmieszanie u kocura. Widziała wahanie na jego pyszczku, więc zmrużyła ślepia. — Co jest?
    — Wieeesz, ja nic nie wiem o macierzyństwie. To Miodunka się tym zajmowała. 
    — Rozumiem. — westchnęła. Liczyła, że jednak coś jej doradzi, ale to może nawet lepiej, będzie mogła wychować kociaki kierując się jedynie wiedzą swojej matki, babci i zdobytą przez siebie samą.

***

    Kolejne księżyce mijały powoli. Mrówka przeniosła się do żłobka, urodziła dwóch synków, zajęła się wychowaniem swoich kociąt. Dopiero kiedy Bławatek i Goździk zostali uczniami (była z nich dumna) mogła wrócić do obowiązków wojowniczki. Kotka nadal zajmowała się treningiem Łuski. 
    Mrówka uznała, że chce zrobić coś miłego dla Owocowego Lasu. Kusząca była perspektywa wybrania się na polowanie. Zaczęła myśleć o zatopieniu kiełków w świeżym mięsie zdobyczy i przyniesieniem jak największej ilości dla pobratymców. Lubiła samotność, jednak wolała wybrać się w towarzystwie. Jej pierwszym wyborem był Nikt. Obiecała mu wspólne polowanie, a teraz nadarzyła się doskonała do tego okazja. Nauczyła się już odnajdywać Nikogo, a kocur chyba pogodził się z tym, że Mrówka chciała spędzać z nim czas.
    — Idziemy na polowanie! Zbieraj się, chcę złapać dużo zwierzyny przed zachodem słońca. — ogłosiła i pokazała swoje zniecierpliwienie, wskazując ogonem na wyjście z obozu. 


<Nikt?>

24 maja 2023

Od Mrówki Do Łuski

    Mrówka postawiła krok na błotnistej brei wciąż utrzymującej się na ziemi. Zerknęła na niebo. Pogoda podczas panującej pory nowych liści zapowiadała się umiarkowana, odpowiednia na kolejny trening z uczennicą. Odkąd opuściła żłobek minęło trochę czasu. Mrówka powróciła do obowiązków wojowniczki. Szybko wróciła do kondycji sprzed ciąży i ponownie odpowiedzialnie wykonywała powierzone jej zadania. Synowie Mrówki zostali mianowani na uczniów i sprawnie zdobywali wiedzę oraz umiejętności, które w przyszłości miały uczynić z nich wspaniałych wojowników. Takie zadanie miała również Łuska. Teraz, kiedy jej mentorka powróciła do obowiązków wojowniczki, mogły wznowić szkolenie. Łuska była na tyle dorosła, że dzień jej mianowania zbliżał się ogromnymi krokami. Uczennica potrafiła polować, walczyć, znała doskonale terytorium Owocowego Lasu, umiała również wspinać się po drzewach i zdobyła wiele innych umiejętności. Jedyna uczennica Mrówki wyrośnie na świetną wojowniczkę. Złota kotka była o tym przekonana. Należało jednak włożyć jeszcze więcej wysiłku w te ostatnie dni treningu. Przez okres kiedy Mrówka siedzenia w kociarni, Łuska trenowała pod okiem innych wojowników-mentorów, dołączając się do ich uczniów. To było dobre rozwiązanie dla młodej kotki. Bezczynne siedzenie w obozie przez sześć księżyców byłoby dla niej niesprawiedliwe. Sytuacja rozwiązała się zaskakująco dobrze. Mrówka czuła podekscytowanie przechodzące przez całe jej ciało od koniuszków wąsów po czubek ogona. 
    Kotka usiadła przed wyjściem z obozu, czekając aż Łuska do niej dołączy. Umówiły się przed wschodem słońca, żeby przerobić jeszcze więcej materiału treningowego. Wrócą do obozu dopiero wraz z zachodzącym słońcem na kolację. Mrówka nie mogła przegapić wieczornej rozmowy z synami i partnerem o przebiegu ich dnia. Dodatkowo nie chciała zmęczyć swojej podopiecznej. Mrówka owinęła ogon wokół łap i uniosła pyszczek ku górze. Zerwał się mocniejszy wiatr, muskając pyszczek i futro kotki. Chłodne powietrze było orzeźwiające i poczuła jeszcze większą energię do działania. Miała przymknięte ślepia, kiedy usłyszała odgłos kroków. Zwróciła pyszczek w stronę nadciągającej Łuski. Podniosła się na równe łapy, pozdrawiając uczennicę skinieniem głowy. Wskazała ogonem na wyjście z obozu i obie kotki skierowały się niespiesznym krokiem w kierunku terytorium swojej społeczności. 
    — Pomyślałam, Łusko, że ponieważ mamy dzisiaj cały dzień treningu, to wykorzystamy go na podsumowanie zdobytej przez ciebie wiedzy. Taki test twoich umiejętności. Wybierzemy się na polowanie, powalczymy ze sobą, zrobimy obchód terytorium, pokażesz jak wspinasz się i utrzymujesz równowagę na drzewach. Chciałabyś coś jeszcze przerobić? — miauknęła, zwracając spojrzenie żółtych oczu na Łuskę. 


<Łuska? Wybacz, że tak długo> 

[Przyznano 5%]

25 kwietnia 2023

Od Mrówki CD. Bławatka

    Widok kociąt wtulonych w siebie, potrafił wzruszyć każde matczyne serce. Kocurki leżały przy sobie, wtulone częściowo w futro matki. Mrówka otulała ich opiekuńczo ogonem. Kochała Bławatka i Goździka. Troszczyła się o swoich synów jak o najcenniejszy skarb. Dużą uwagę poświęciła ich rozwojowi. Chciała zapewnić synom bezpieczne, spokojne i szczęśliwe dzieciństwo, równocześnie ucząc ich wierności, odwagi i cierpliwości. Wychowywała ich na wojowników. Chociaż Mrówka uważała, że miała wspaniałe dzieciństwo u boku brata i rodziców, ten beztroski czas minął i wkroczyła w dorosłość z ciężarem na barkach. Swoje kocięta chciała ochronić. Wiedziała, że życie w lesie jest niebezpieczne i pełne wyzwań. Byli jednak członkowie Owocowego Lasu, a jako społeczność mogli troszczyć się o siebie nawzajem, zapewniając sobie przetrwanie. Mrówka pragnęła dla swoich kociąt losu, który pozwoli im jak najdłużej cieszyć się spokojem. Była gotowa przyjąć na swoje barki wszystko to, co mogło im zagrozić, byle oni mogli być wolni. Czasami śniła o Bławatku i Goździku jako dorosłych kocurach, świetnych w walce i polowaniu. Byli jej oczkiem w głowie, wiązała z nimi ogromne nadzieje, dumna z każdego gestu swoich maluchów. Stworzyła z nimi niesamowitą i silną więź. To było wspaniałe doświadczenie i Mrówka chciała jak najdłużej zatrzymać ich u swojego boku.
    Uśmiechnęła się delikatnie. Miała jeszcze dużo czasu, żeby się nimi nacieszyć. Byli jeszcze tacy mali. Polizała oba kocurki po łebku, ostrożnie i czule. Chciała dać im jeszcze trochę pospać. Szczególnie Bławatkowi, który mimo jej nalegań i protestów długo ćwiczył naukę polowania. Właściwie było to polowanie na kamyk. Jednak wszystko, co im dzisiaj przekazała, było potrzebne i ważne dla przyszłego łowiectwa. Na podstawy był czas w każdym wieku. Obserwowała swoje kociaki, traktując to udawane polowanie poważnie. Odkryła ich mocne i słabe strony nad którymi będą musieli pracować. Musiała jednak przyznać, że kociakom poszło świetnie. Goździk i Bławatek wykazali chęci i wytrwałość, a to były ważne cechy u przyszłych wojowników. Odetchnęła z ulgą i zadowoleniem na wędrującego po krainie snów Bławatka. 
    — Cześć, staruszko. Widzę, że uśpiłaś towarzystwo. 
    Mrówka zastrzygła uszami i odwróciła pyszczek w stronę wyjścia z kociarni, przerywając jedno ze swoich ulubionych zajęć odkąd została królową - obserwowanie kociąt. Delikatny uśmiech nie schodził z jej pyszczka. Zaczekała trochę niecierpliwie na Perkoza. Partner usiadł obok niej i pochylił pyszczek, obdarzając złotą kotkę czułym liźnięciem. Zamruczała na dotyk języka na swoim łebku i odwdzięczyła się liźnięciem w policzek. Zaraz jednak przypomniała sobie, jakimi słowami ją powitał i prychnęła. 
    
— Jaka staruszko? Oh, Perkoz. Muszę ci tłumaczyć, że koty mają tyle księżyców na ile się czują? Ja zamierzam jeszcze przez przynajmniej dwa sezony skakać po drzewach. — wywróciła lekko oczami, jednak długo się na niego nie gniewała. Chociaż miał szczęście, że obok spały kociaki, inaczej z jej pyszczka wydobyłoby się pare nieuprzejmych i ironicznych słów. Na tym świecie pozostało niewiele kotów, które kochała i przy których powstrzymywała się od brzydkich uwag. Uważała, że miała szczęście i była zadowolona z tego, jak na starsze księżyce ułożyło się jej życie. Obecność Perkoza i synów dodawała jej sił. 
    — Jak się czują nasi synowie? — zapytał, spoglądając na kocięta. 
    Mrówka podążyła za jego wzrokiem. Domyślała się, że wkrótce się obudzą. W planach miała je nakarmić i umyć. Opowiadała im wiele historii i czasami dołączała do ich zabaw. Uwielbiała również obserwować, jak się wspólnie bawili.
    — Nauczyłam ich co nieco o polowaniu. Żałuj, że ich wczoraj nie widziałeś, byli bardzo zaangażowani. Jestem z nich taka dumna. — zamruczała córka Orła. 
    — Chętnie bym zobaczył nasze kocięta w akcji. 
    — Myślę, że będziesz miał okazję, jak się obudzą. — miauknęła, poruszając z rozbawieniem wąsami. Wyobraziła sobie jak synowie pokazują wszystkie ruchy ojcu, wybierając sobie za zwierzynę jakiś kawałek mchu lub kamyk. Pewnie będą chcieli się pochwalić nowozdobytą wiedzą, co oczywiście było pozytywne. 
    — Ale zanim się obudzą... — urwała i spojrzała na swój brzuch, krzywiąc się przez burczenie. Spojrzała przesłodzonym wzrokiem na Perkoza. — Przyniósłbyś mi coś na śniadanie.
    Nie musiała długo czekać. Po pierwsze Perkoz przyniósł jej mysz, którą mogła zjeść ze smakiem. Oblizała pyszczek, usatysfakcjonowana napełnionym brzuchem. Po drugie Bławatek i Goździk obudzili się i tak jak podejrzewała, na widok ojca zaczęli mu miauczeć i pokazywać łowiecką pozycję. Pyszczek Bławatka praktycznie się nie zamykał, wylewając z siebie potok słów. Musiała się skupić, żeby wszystkie usłyszeć.
    Upłynęło kilkanaście dłuższych uderzeń serca, zanim Perkoz musiał wracać do swoich obowiązków wojownika, zostawiając rodzinę w żłobku. Kociaki miały okazję pochwalić się swoimi umiejętnościami i domyślała się, że najchętniej spędziłyby z tatą więcej czasu. Postanowiła je jakoś rozweselić - bo przecież jej towarzystwo również było świetne. Wymyśliła zabawę w "pogoń lisa", gdzie wcieliła się w rolę lisa i uciekała po całym żłobku, goniona przez kocięta wcielające się w rolę wojowników. Później zmieniali się główną rolą, tak, żeby Bławatek i Goździk mieli szansę wcielić się w lisa. Zabawa wymagała dużo ruchu i spodobała się całej trójce. Czasami była zdziwiona energią swoich maluchów. Wymyślili kolejne zabawy i chociaż ona jedynie im się przyglądała, to było miłe uczucie obserwować dwa energiczne kocięta. Goździk w pewnym momencie uznał, że woli się przespać. Otuliła syna swoim puchatym ogonem, mrucząc mu kołysankę, żeby szybciej zasnął, wtulony w jej futro. Bławatek miał jeszcze wiele energii, ale wraz z zachodem słońca musiała namówić go, żeby położył się spać. 
    — Kociaki powinny być wyspane i wypoczęte. Chyba chcesz wyrosnąć na dużego i silnego wojownika? — miauknęła, przybliżając do siebie Bławatka i urządzając mu małą kąpiel, tak przed snem, czyszcząc go sprawnymi ruchami języka.

***

    Zdążyło minąć sporo czasu. Bławatek i Goździk z każdym dniem robili się coraz więksi. Byli bardziej świadomi i samodzielni. Nauczyli się wychodzić sami ze żłobka, jednak wciąż pilnowała, żeby pozostali w obozie. Jedli mięso zamiast mleka. Pozostali zdrowi i silni, co cieszyło ich rodziców. Czas potrafił szybko mijać i przekonała się o tym na własnym futrze. Kocięta osiągnęły odpowiedni wiek i miały zostać mianowane uczniami. Mrówka oczywiście miała świadomość, że ten dzień musiał nastąpić. To jedna z najważniejszych ceremonii w życiu jej dzieci. Właściwie to każdą ceremonię pamiętało się na zawsze, pielęgnując to wspomnienie i emocje, jakie towarzyszyły tamtemu wydarzeniu. Pamiętała jak nosiła ich pod sercem, ich narodziny, pierwsze kroki i słowa. Okres w którym była im najbardziej potrzebna i wszystkie wspólne chwile. Nadal była dla nich ważna i zajmowała szczególne miejsce w ich życiu, jednak teraz mieli ją opuścić. Mrówka wróci do obowiązków wojowniczki, natomiast Bławatek i Goździk zamieszkają w legowisku uczniów. Dostaną własnych mentorów, będą mieć swoje obowiązki i szkolenie. Kotka będzie śledzić ich postępy. Zamierzała również spędzać z nimi każdy wolny czas. Zawsze będzie z uwagą słuchać, jak minął im dzień. Chciała nadal brać aktywny udział w życiu swoich kociąt. Wspomnienia ze żłobka będzie pielęgnować, kolejne będą tworzyć. 
    Uważała, że poradziła sobie z wychowaniem kociąt. Byli wspaniali. Cieszyła się każdą chwilą spędzoną w ich towarzystwie. Bławatek i Goździk wprowadzili dużo szczęścia i miłości do jej życia. Była zadowolona, że może się nazwać ich mamą. 
    Wkrótce odbyło się mianowanie i Mrówka była dumna ze swoich dzieci - uczniów! Mentorem Bławatka został Borsuk, szkoleniem Goździka zajęła się Cyprys. Obserwowała ich ceremonię i po jej zakończeniu podeszła do swoich synów. 
    — Owocowy Las zyskał dzisiaj świetnych uczniów. Uczcie się pilnie, zdobywajcie wiedzę i umiejętności. Macie tylko jedną szansę na posmakowanie uczniowskiego życia, wykorzystajcie ją rozsądnie. Wasi mentorzy mają mniejszą wiedzę niż ja, wiadomo, ale czegoś was nauczą, a ja zawsze będę gotowa wam pomóc. Bądźcie dumni z tego, jaką rangę nosicie, tak jak ja jestem dumna z was. Bardzo was kocham. Pamiętajcie o tym. Chociaż nie będziemy na razie mieszkać razem, to często będziemy się spotykać. Nawet wyskoczymy na wspólne polowanie. — miauknęła, obdarzając synów uśmiechem. Podeszła o krok do przodu i każdego z nich polizała po łebku. — To jest wasze życie, wasza historia i cokolwiek postanowicie, to zawsze będę was wspierać. Nie bójcie się ryzykować. 

***

    Wstała wraz z pierwszymi promieniami słońca, leniwie przeciągając się w gnieździe. Obudziła Perkoza słodkim liźnięciem, zanim opuściła legowisko wojowników. Usiadła na środku obozu, przemykając ślepia i chłonąc świeże, poranne powietrze. Takie chwile były warte pamiętania. 
    Starsza wojowniczka otworzyła żółte ślepia i prześledziła nimi czujnie obóz. Zauważyła swoje kocię - Bławatka. Stał przy wyjściu z obozu, przebierając łapkami w miejscu. Pewnie czekał na swojego mentora. Mrówka szybko rozejrzała się za kocurem. Akurat opuszczał legowisko wojowników, więc podeszła do niego i zagrodziła mu drogę. Borsuk posłał jej zdezorientowane spojrzenie. 
    — Witaj, Borsuku. Wspominałeś, że wybierasz się z Bławatkiem na polowanie? Chętnie do was dołączę. Mam akurat sporo wolnego czasu dzisiaj, a chciałabym zobaczyć, jak radzi sobie mój syn. To jego pierwsza prawdziwa lekcja, zgadza się? Cóż, zadbałam o to, żeby poznał podstawy polowania, gdy był jeszcze kociakiem, nie musisz dziękować. 
    Mrówka czekała na moment, w którym Bławatek upoluje swoją pierwszą zdobycz. Co to będzie? Mysz? Nornica? A może ptak? Kotka wręcz promieniała z ciekawości. Musiała trochę namawiać Borsuka, ale udało jej się przekonać kocura. Właściwie to postawiła na swoim. Pójdzie z nimi na trening polowania, koniec, kropka. Mrówka podbiegła do Bławatka. Młody uczeń był zdziwiony obecnością matki, ale zanim zdążył się odezwać, kotka go uprzedziła.
    — Wybieram się z wami na twój trening polowania, Bławatku. — miauknęła. Mrówka nie oczekiwała, że Bławatek złapie zwierzynę za pierwszym razem. Mógł pamiętać pozycję łowiecką, ale równocześnie skradanie się do prawdziwej zwierzyny było trudniejsze niż do nieruchomego kamienia.


<Bławatku? Wybacz, że tak długo>

25 marca 2023

Od Mrówki CD. Nikogo

     Mrówka zauważyła, że przestraszyła nowego kolegę - ciężko byłoby pominąć ten fakt. Nikt wysoko podskoczył, strosząc nerwowo swoją sierść i wydając pisk. Przekrzywiła łeb, dalej patrząc na niego spokojnym wzrokiem. Reakcja młodszego była zrozumiała. Mrówka go zaskoczyła swoją obecnością. Powinien zachować większą czujność na przyszłość. Może będzie mu częściej robić takie niespodzianki. Jeśli się polubią oczywiście. Towarzysz wyglądał zabawnie z wielkimi oczami i pyskiem uchylonym ze strachu. Rozejrzał się po terenie, jakby kogoś szukał i zwiesił smętnie łeb, siadając. Zerkał na nią niepewnie. Wojowniczkę zaciekawiło jego zachowanie, otrzymała jednak odpowiedź, która oczywiście spotkała się z jej niezadowoleniem. Wypominał jej wiek? Posłała mu spojrzenie. Wciąż była pełna energii i z pewnością pokonałaby go w walce. 
    - A to jakiś problem? - zapytała, na co zaczął od razu kręcić szybko głową. Mądra reakcja. Nie powinno się denerwować Mrówki. 
    -  N-nie skądże.... Tylko.... Nikt ze starszych osób ze mną nie rozmawia.... - miauknął i dodał. - A o czym chciałabyś pogadać?
    Jego niepewność byłaby odpychająca, ale Mrówka chciała poznać tego tajemniczego, małomównego kocura. Może był nieśmiały i obecność Mrówki działała na niego niekomfortowo. Zapytał ją o imię, na co Mrówka skinęła głową potwierdzająco. Później sam jej się przedstawił. 
    - W zasadzie pewnie wiesz, ale jestem tym kotem, który nie zasługuję na żadne imię, a w klanie mówią, że jestem nikim. Możesz tak na mnie wołać. Przyzwyczaiłem się.... 
    Mrówka zastrzygła zainteresowana uszami. Nikt. Dla kogoś byłoby to oryginalne imię, dla innego smutne i okrutne. Chociaż właściwie, czy to było imię? Przykry był los tego kocura. 
    - Będę cię nazywać Nikt, ale do momentu w którym lepiej cię poznam. Wtedy otrzymasz nowe, którym będę cię nazywać. - mrugnęła do niego. - Chyba, że cię nie polubię, ale to musiałbyś mi podpaść. Cóż, zaczniemy od czegoś łatwego. Co lubisz robić bardziej - polować, walczyć czy patrolować? Jaki jest twój ulubiony kolor? Masz jakieś zainteresowania? 
    Mrówka rozpoczęła przesłuchanie albo bliższe poznawanie. 


<Nikt?>

25 lutego 2023

Od Mrówki Do Goździka

    Zauważyła, że kociaki robiły się coraz większe. Uczyły się nowych słów, próbowały sklejać zrozumiałe zdania, coraz mniej się wywalały przy chodzeniu. Obserwowała jak te dwie małe istotki, które nosiła pod sercem, każdego dnia uczą się coraz więcej i poznają świat. Wciąż wyprawa do obozu lub co gorsza na tereny Owocowego Lasu, była dla nich zakazana, mieli dopiero jeden księżyc. Kotka wiedziała, że pewnego dnia będą chcieli wyjść ze żłobka. Obecnie ich pilnowała bardzo czujnie. Wolała unikać takich wycieczek. Może jak osiągną wiek dwóch, trzech księżyców, to pokaże im obóz. Miała świadomość ich ciekawskich spojrzeń za Perkozem. Kocur odwiedzał ich bardzo często, ale nie zawsze mógł zostać na noc. Przekraczał wyjście ze żłobka, które dla maluchów było zakazanym świetlistym tunelem, wcześniej żegnając się z rodziną i obiecując przyjście następnego dnia. Mrówka postawiła jasną zasadę, że wyjście ze żłobka będzie możliwe dopiero za jej zgodą. Miała nadzieję, że to zrozumieli, jednak wciąż musiała ich uważnie obserwować. Czasami czuła się w takich chwilach jak Kostka. Mrówka była opiekuńczą matką, chciała dla swoich dzieci jak najlepiej i powstrzymała się przed nakładaniem na nich presji. Kotka nie była nadopiekuńcza ani wymagająca. Czas mijał i wiedziała, że będzie musiała być coraz czujniejsza, uważniejsza, mieć więcej oczu dookoła głowy, ponieważ jej maluchy ze stanu "picie mleka, piszczenie, spanie" dorosły do kolejnego etapu. Wszędzie było ich pełno. Cały żłobek należał do Bławatka i Goździka. Mieli to szczęście, że byli jedynymi kociaki w Owocowym Lesie. Uwaga wszystkich pobratymców, którzy ich odwiedzali, skupiała się tylko na nich. Dochodziły nowe zabawki. Mrówka spędzała z dziećmi najwięcej czasu. Królowa pielęgnowała ich futerka, karmiła, uczyła o życiu w Owocowym Lesie, czasami się z nimi bawiła. Byli zbyt mali na przyjmowanie stałego pokarmu, ba, mieli dopiero jeden księżyc, więc karmiła ich mlekiem. Pilnowała tej regularności. Liczyła, że zostaną dobrymi wojownikami Owocowego Lasu. 
    Zakończyła się pora nagich drzew, która najbardziej martwiła królową i mogli powitać porę nowych liści, pełną ciepła i zwierzyny. Nadszedł czas większego spokoju i zdrowia. Kotka właśnie oglądała dwa kwiaty o których zerwanie poprosiła jednego z uczniów. Perkoz miał patrol, a ona bardzo chciała pokazać te rośliny swoim synom. Czekała na obudzenie dwójki kocurków i gdy poczuła ruch przy swoim brzuchu, skierowała wzrok na kociaki. 
    - Cześć. Jak się spało? - zapytała miło, wlepiając w nich pełne czułości spojrzenie. Bławatek opisał swój sen, przynajmniej na ile był w stanie, natomiast Goździk wtulił się w jej futro. Przytuliła go i zamruczała. Wiedziała, że lubił się przytulać. 
    Korzystając z tego, że jeszcze nie rozbiegli się po całej kociarni, umyła ich starannie i pokazała dwa kwiatki, zadowolona z tego prezentu. Wiedziała, że kociaki je pewnie zniszczą, bo rośliny były zbyt delikatne, ale przynajmniej dowiedzą się, co mieli przed łapkami.
    - Ten różowy kwiat to goździk, a ten niebieski to bławatek. Śliczne, prawda? Wasze imiona kojarzą się z kwiatami. Moje z małą mrówką. - poruszyła wąsami rozbawiona.
    Ułożyła się wygodniej na posłaniu z mchu, piór i liści. Spojrzała ponownie na kociaki.
    - Połóżcie się koło mamy, chce wam opowiedzieć historię. - poczekała, aż kociaki położą się ponownie u jej boku i skupią na niej uwagę. Otuliła ich ogonem, przybliżając bliżej siebie. Polizała Goździka czule po łebku, później powtórzyła to z Bławatkiem.


<Goździku?>

Od Mrówki Do Bławatka

    Zdążyła odpocząć po porodzie i kolejne dni upłynęły spokojnie. Odwiedzali ich pobratymcy, zachwyceni najmłodszymi członkami Owocowego Lasu. Mrówka z dumą pokazywała swoich synów i opowiadała o tym jacy są grzeczni i łakomi. Była pewna, że wyrosną na świetnych wojowników. Perkoz często odwiedzał swoją partnerkę i kociaki, przynosząc zwierzynę lub zabawki. Kociaki były zbyt małe, żeby bawić się szyszkami, patykami, czy kawałkami mchu, więc leżały w kącie, czekając na właściwy okres. Partner często zostawał z nimi na noc, niestety rano musiał wracać do obowiązków. Oboje byli zachwyceni swoim potomstwem i z zachwytem obserwowali, jak z każdym dniem ich pociechy stają się coraz większe. Mrówka zapewniała Perkoza, że będą dobrymi rodzicami. W pierwszych dniach życia kociaki potrzebowały tylko mleka i ciepła. Mrówka zapewniała im to, otulając ogonem, gładząc językiem i obserwując jak ugniatają jej brzuch pijąc mleko. Właśnie tak upłynął pierwszy księżyc.
    Królowej ulżyło na nadejście pory nowych liści. Zrobiło się cieplej i była również pewna, że zwierzyna powróci do lasu. Będzie bezpieczniejsza o zdrowie i wykarmienie swoich dzieci. Perkoz obiecał, że zajrzy do kociarni po patrolu, więc pewnie przyniesie coś dobrego. Może jakiegoś wróbla lub mysz. Mrówka oblizała pyszczek na tą myśl i to był jej błąd. Mały gest, ale został szybko dostrzeżony przez czujne ślepka jej starszego kociaka. Już uderzenie serca później poczuła jak coś małego i czarnego sunie po posłaniu i wdrapuje się niezdarnie na jej pysk.
    - Mamooo, wstałaś już? Nudzę się. 
    Kotka otworzyła ślepia. Wiedziała, że synek nie da jej ponownie zasnąć i będzie musiała z tym poczekać do wieczora, kiedy to dwójka kociaków będzie już spała, padnięta po całym dniu zabawy. Kociaki miały dużo energii, ale były jeszcze bardzo malutkie i pilnowała, żeby odpoczywały i spały odpowiednią ilość czasu. Karmiła ich i pielęgnowała futerka. Mycie dwóch energicznych kociąt było czasami trudne, ale Mrówka opanowała sposób na poskromienie tych łobuzów. 
    - Taki bystry kociak się nudzi? Może ktoś podmienił mi Bławatka? - zrzuciła go na posłanie i zaczęła wylizywać, rozbawiona jego próbami protestowania i wierzgania łapkami. Odsunęła pyszczek, żeby spojrzeć z delikatnym uśmiechem na czarnego kociaka. Miała świadomość, że Bławatek coraz częściej zerka na wyjście ze żłobka. Był ciekawski i spodziewała się, że wkrótce ponownie zapyta o możliwość wyjścia na zewnątrz lub w gorszym wypadku postanowi wymknąć się na własną łapkę. Miał dopiero jeden księżyc i Mrówka wolała, żeby taka decyzja jeszcze poczekała. Może gdy zrobi się cieplej, a kociaki będą miały dwa lub trzy księżyce. 
    - Może pobaw się z bratem? Albooo nie, to głupie. - odwróciła tajemniczo pyszczek. Wiedziała, że to zainteresuje Bławatka i faktycznie wkrótce poczuła trącenie łapką w bok.
    - Mamooo, powiedz. Goździk też chce wiedzieć. Prawda, Goździk? - spojrzał na brata, który dopiero wybudził się z porannego snu i jeszcze mrugał sennymi ślepkami. 
    Mrówka poruszyła wąsami rozbawiona. Przybliżyła do siebie bliżej łapą Goździka, żeby go przytulić. Wiedziała, że synek to uwielbia. 
    - Chcecie nauczyć się polować? 
    Oczywiście nie chodziło o prawdziwą zwierzynę, byli za mali na gonienie po lesie, nawet w przypadku myszy. Jednak mogli spróbować zapolować na jej ogon. 
    - Moglibyście pochwalić się tacie. - dodała. Perkoz byłby zadowolony, gdyby po wejściu do żłobka zostać zaatakowany przez własne młode. Ta myśl ją rozbawiła, ale równocześnie była urocza.


<Bławatku?>