***
Sen, kilka dni później, noc ataku wydr
Stała na brzegu dużego jeziora gdzieś na terenach Klanu Nocy. Patrzyła przed siebie. Tafla wody migotała pięknie w promieniach słońca. U jej łap spoczywał piękny wianek – ten od Pana Księcia Rogatego Flaminga. Podniosła go delikatnie i założyła na głowę. Spróbowała powoli zanurzyć jedną łapę w wodzie. Ku jej zdziwieniu to się nie stało. Zamiast tego kończyna jakby stanęła na powierzchni jeziora. Przyjemny chłód wody był wyczuwalny, jednak wilgoć już nie. Spróbowała zanurzyć drugą łapę. Znowu to samo. W końcu stanęła czterema łapami na tafli. Było to uczucie dziwne, ale przyjemne. Wiatr delikatnie muskał jej wibrysy. Zaczęła biec, by poczuć pęd powietrza na swojej skórze. Zaczęła się śmiać. Czuła się jak przepełniony radością kociak. Podskoczyła, po czym ponownie opadła. Powtórzyła to jeszcze kilka razy, za każdym razem wzbijając się wyżej w powietrze. Postanowiła spróbować lekko to urozmaicić. Kilka piruetów i innych rodzajów akrobacji przyszło jej wyjątkowo łatwo, za to sprawiało jej dużo frajdy. Wszystkie te elementy zaczęły się układać w jeden spójny ciąg, tworząc piękne widowisko. Wtedy zobaczyła, że na brzegu zbierają się koty. Mandarynkowa Gwiazda, Rogaty Flaming, Żmijowcowa Wić, Nurowa Łapa i inne koty z rodziny, rodu królewskiego i szeroko pojętej śmietanki klanu. Śmiali się i patrzyli na nią z uznaniem. Upojona sukcesem zaczęła próbować skakać jeszcze wyżej i wykonywać jeszcze bardziej efektowne piruety. Zachwyceni nie spuszczali z niej wzroku. Nagle podczas jednej z akrobacji nie udało jej się utrzymać prawidłowej pozycji i wianek zsunął się z jej głowy. Chciała jak najszybciej ponownie go założyć, ale kiedy opadła, zamiast stanąć na tafli jeziora, wpadła pod powierzchnię wody. Zaczęła młócić łapami, starając się wypłynąć, jednak jakaś niewidzialna siła wpychała ją tylko coraz głębiej. “Spokojnie, zaraz ktoś przyjdzie mi pomóc. Przecież tyle kotów stoi tam na brzegu.” myślała. Jej walka z żywiołem trwała jeszcze kilka uderzeń serca. Nic się nie działo. W końcu chłód objął nie tylko jej ciało, ale również myśli. Nikt jej nie ratował. Zapomnieli o niej. Porzucili. Została sama. Z tą świadomością przestała walczyć i pozwoliła sobie tonąć. Popatrzyła jeszcze jak jej wianek, powoli znika jej sprzed oczu, spadając na dno i zamknęła ślepia.
***
Od czasu kłótni nie odzywała się za bardzo do rodziny. Co nie znaczyło, że trzymała się od nich z daleka. Wręcz przeciwnie. Nadal siadała blisko nich podczas posiłków i starała się uśmiechać, kiedy tylko słyszała ich imiona. Nikt nie mógł się dowiedzieć, że coś było nie tak. W końcu publika powinna mieć wrażenie, że aktualnie cała rodzina cieszyła się z mianowania jej brata. Nurowa Gracja został przecież wojownikiem. Wielka sensacja! W rzeczywistości niezbyt ją to obchodziło. Nie potrzebowała poczucia, że jej brat dostał awans. Nadal był tym samym Nurem, tylko z innym imieniem. Czasami jednak miała dość siedzenia w obozie przy wszystkich. Fakt, żyła dla aplauzu Nocniaków i uwielbiała bycie w życiu towarzyskim. Problemem była właśnie rodzina. To od ich spojrzeń chciała się uwolnić. Wtedy przychodziła na wysepkę namiestników. Zazwyczaj była ona pusta, bo nie spoczywał tu jeszcze nikt. I właśnie to było w tym wszystkim idealne. Mogła na chwilę nie martwić się niczym. Chociaż w praktyce nie zawsze jej to wychodziło. Na przykład teraz ponownie roztrząsała słowa matki. Nie rozumiała, co niby było z nią nie tak. Przecież była idealna! Każdy ją uwielbiał! Była wyjątkowa! Przecież właśnie dlatego miała te oznaczenia na pysku, właśnie dlatego mogła przebywać na tej wysepce. Czego więc jej niby brakowało?! Wysunęła pazury i podrapała ziemię pod łapami. Czemu oni tego nie widzieli?! Nie musiała się zmieniać! Sprawę dodatkowo pogorszył fakt, że dołączyła do niej właśnie Trzcinowy Szmer, która najwyraźniej zdążyła zorientować się, gdzie regularnie znikała córka. W jednej chwili Łabędzi Tan schowała pazury, wyprostowała się i strzepnęła małe grudki ziemi, które przyczepiły się do jej ogona. Nie uśmiechnęła się. Tutaj nie musiała. Czekała, co powie starsza.
<Trzcina?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz