BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bylica x Kminek x Krokus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bylica x Kminek x Krokus. Pokaż wszystkie posty

21 lipca 2022

Od Kminek (Kminkowej Łapy) CD. Krokus, Bylicy

Zleciały z grzbietu ptaka. Dwoma łapami dotykały ziemi. Spoglądnęły na siebie, na ich pyskach zakwitły niepewne uśmiechy. Rozglądnęła się po innych. Dobijano jeszcze ptaki. Skowronek zaburczało w brzuchu.
– Jemy? – zapytała, a Kminek odwróciła do niej oczy i kiwnęła, schodząc z truchła, by dać siostrze miejsce na posiłek.
Gdy już zjadła, miała ochotę uwalić się na bok i spać, w końcu, po dłuższym czasie, z pełnym brzuchem. Pochwała też sprawiła, że poczuła miłe ciepło w sercu. Ale rodzina zbierała się już do domu, Bylica żegnała się z Safoną.
– Pamiętacie coś z lekcji? – zagadnęła gdy wracali. Kminek musiała chwilę się zastanowić, bo miała wrażenie, że minęło kilka dni.
– Kości to te białe, twarde i mogą się łamać. – zaczęła.
– Th, mądrala. – Na warknięcie położyła uszy i więcej się nie odezwała, zamiast tego powtarzając sobie wszystko w myślach. Ogon to równowaga; bić za klatkę piersiową, w gardło. Tam, gdzie nie ma kości, bo one chronią organy w środku. Serce jest bardzo ważne, bo robi coś z krwią, jeśli dużo jej stracą, to umrą, żołądek też jest ważny i tkliwy. Mózg w głowie chroni czaszka i muszą też na niego uważać. Szczaw na zadrapania z pierwszej lekcji wspinania. Ma jeszcze dużo do nauczenia się z medycyny, by móc pomóc rodzinie, ale to na spokojnie. Przecież mają dużo czasu razem.


[przyznano 5%]

18 lipca 2022

Od Krokus CD Kminek(Kminkowej Łapy) i Bylicy

w czasach kiedy dzieci Bylicy były jeszcze małymi kitkami uwuwu
Po wypowiedzi błękitnej wszyscy schowali się w pobliżu ołtarza. Siedzieli tam pewien czas, tak długo, że aż łapki zaczęły drętwieć burej, aż w końcu na dół dół zleciał jeden duży, czarny ptak. Chwilę poskakał wokół, rozglądając się i zawołał coś w górę, a już po chwili na ziemi były już aż cztery duże ptaki. Zaczęły dziobać to, co znalazły.
Widząc powoli wysuwającą się Bylicę, a później Fiołka, wraz z Deszczyk wysunęła się z krzaka i cichutko podążyła za bratem i matką. Kątem oka dostrzegła mignięcie jasnego liliowego futerka Kminek. Byli coraz bliżej i bliżej, srebrna kocica napięła mięśnie tylnych łap, przygotowując się do skoku. Cętkowana i Deszcz, oraz cała reszta rodziny, zrobili to samo.
Potem dało się usłyszeć szmer, a następnie krakanie ptaków i furkot ich wielkich, ciemnych skrzydeł. Cień ptaka padł na Krokus, która przerażona skuliła się. W ułamku sekundy zorientowała się jednak, że nie miała się bać ptaków tylko na nie polować. Pędem weszła na kamienny stos, po czym wyskoczyła w górę, uczepiając się odlatującego ptaka swymi pazurkami. Opierzone stworzenie przerażone kwiknęło, opadając na ziemię. To samo stało się z burą koteczką, która uderzyła o podłoże. Ból rozniósł się po jej ciele. Odwróciła głowę w stronę próbującego się podnieść ptaka, jednak jej błękitna siostra przybiła go do ziemi i zaczęła gryźć w szyję. Obolała cętkowana wstała, po czym dołączyła do Deszczyk, przyciskając czarne skrzydlaste stworzenie do ziemi. Nagle usłyszała chrzęst łamanych kości. Spojrzała w górę, dostrzegając masywną łapę Safony, która postanowiła im pomóc w dobiciu ptaka.
Żółtooka speszyła się nieco i przełknęła ślinę. Następnie obejrzała się na swoje dwie przybrane siostry, które właśnie skręciły kark drugiemu latającemu stworzeniu. Kiedy kotka spojrzała w drugą stronę, ujrzała Bylicę z innym ptakiem w pysku, i siłującego się z ostatnim niedobitkiem Fiołka. Kocurek nie chciał sobie dać pomóc Safonie, przez co ptak nieomal uciekł, jednak Bylica szybko podeszła do uciekiniera i zakończyła jego żywot.
Upolowali więc wszystkie cztery ptaki. A że były one duże, stanowiły świetny posiłek. Koty od razu zabrały się do jedzenia. Bylica podzieliła się piszczką z Wieszczką, natomiast Fiołek zjadł razem z nią swojego ptaka. Deszcz powoli oskubywała zwierzynę upolowaną wraz z burą, a Kminek i Skowronek już dobrały się do świeżego mięsa swej ofiary.
Po chwili z czterech dorodnych okazów pozostały tylko kupki kości, na dodatek obgryzionych z każdego skrawka mięsa przez wygłodniałe koty. Cętkowana po chwili podeszła do brązowookiej siostry, a następnie otarła się o nią mrucząc. Na początku ten pomysł ją przerażał, ale pełny brzuszek sprawił, że pomysł siostrzyczki zyskał w jej oczach. Kminek była naprawdę mądra. - To był super pomysł, siostrzyczko – wyszeptała, liżąc liliową za uchem.
<Kminek?>

[przyznano 5%]

15 lipca 2022

Od Kminek(Kminkowej Łapy) CD. Bylicy i Krokus

Niedaleko niej stała Safona i koteczka słyszała, jak obca samotniczka wyjaśnia, od czego są jakie organy, w czasie gdy Bylica je rozkładała. Uważnie słuchała, zapamiętując kształty i położenie, w wyobraźni tworząc model kota bez wszystkich kości i sierści.
– Ku chwale kamieni. Dobre skały, przyzwijcie ptaków na żer jak najwięcej. Niechaj nawet te najedzone ściągają tu na wieczerzę, która dla przynajmniej części z nich będzie ostatnią. – Dorosła opuściła głowę i spojrzała na nich. – Teraz ukryjmy się w pobliżu i czekajmy, aż ptaki się zbiorą. – Wskoczyła w pobliskie zarośla.
Kminek spoglądała kolejne kilka uderzeń serca na ołtarz, by podążyć śladem Skowronek. Wczołgała się pod krzak, a siostra przesunęła się nieco w bok, by dać jej przestrzeń do obrotu.
Wszystko wokół milczało, aż w końcu na górze dało się słyszeć ruch w gałęziach. Odetchnęła z ulgą, bo powoli bolały ją kończyny od bezruchu. Na dół zleciał jeden duży, czarny ptak. Chwilę poskakał wokół, rozglądając się i zawołał coś w górę, na co zleciały kolejne trzy. Zaczęły dziobać to, co znalazły. Kminek zdała sobie sprawę, że nie omówili, kto ma je łapać. Spostrzegła jednak powoli wysuwającą się Bylicę, patrzącą na najbliższego i Fiołka z drugiej strony. Safona nie wydawała się ruszać, Deszcz i Krokus były kawałek od niego. Mrugnęła i szturchnęła Skowronek w stronę wyjścia, zachęcając do polowania. 


<Byli, Krokus?>

[przyznano 5%]

03 lipca 2022

Od Kminek(Kminkowej Łapy) CD. Bylicy i Krokus

opowiadanie zawiera opis kocich wnętrzności
— Hmmm... Sądzę, że to nie głupi pomysł. Rozprujemy go, obejrzycie sobie wnętrzności, a potem oddamy części kamieniom. Ptaki zwabione potencjalnym pożywieniem przylecą. Lisy mogłyby też, ale jeśli będziemy uważać…hmmm…
— Mym zdaniem to dobry pomysł. — Zgodziła się szara kotka.
— W takim razie postanowione. — Bylica wstała. — Czas poświęcić go kamieniom.
Machnęła wesoło ogonem, zadowolona, że jej pomysł się przyjął i Bylica potwierdziła jej obserwacje. Wstała i odsunęła się od napastnika. Dorosłe kotki wzięły go za skórę na grzbiecie i zaczęły iść w stronę, gdzie wszystko miało się dziać. Po drodze zatrzymywały się co jakiś czas, gdy dostrzegły zioła, pewnie też, by odpocząć od niewygodnego targania ciała. Udało im się zebrać skrzyp, na infekcje i krwawienia, korę olchy, bo czasami pobolewały ich nadal rosnące zęby. Safona wskazała im podbiał, mówiąc, że może im się niedługo przydać. Do targania wszystkiego za nimi przydał się Fiołek.
— Krokus, wszystko dobrze? — zagadnęła w którymś momencie Kminek, widząc, że siostra jest nieobecna.
— Miałaś na myśli… zjedzenie kota, czy ptaków?
Liliowa prychnęła, rozbawiona.
— Kota — zażartowała, ale Krokus nie wydawała się rozbawiona, a wręcz przerażona, bo zatrzymała się z opuszczonymi uszami. — Oczywiście, że ptaków. Ale omijasz moje pytanie.
— Chyba… jestem trochę w szoku. Po ataku.
Młodsza otarła się o bok burej w pocieszającym geście.
— Wszyscy jesteśmy cali i zdrowi.
Przynajmniej Kminek myślała, że idą w stronę bagien, bo wylądowały gdzieś niedaleko ich kłody; rozpoznała jedno z drzew. Bylica poinstruowała ich, jak mają ułożyć kamienie, pośrodku okręgu ze stosów położyły ofiarę.
Bylica stanęła za ciałem, przodem do nich.
— Tak oto rozcinamy naszych wrogów. — Zrobiła szybki ruch łapą, a ich wabik wydał śmieszny dźwięk. Skrzywiła się na niego i przymknęła oczy na pierwsze sekundy. — To tutaj to są jelita. — Kotka wyciągnęła organ i położyła go na jednym ze stosów. Był zaskakująco długi. Kminek definitywnie nie podobał się oślizgły dźwięk, ale ciekawiła ją wiedza. Co jak uszkodzić, co jak działa… i czy plan się sprawdzi, bo była głodna.

<Krokus, Bylica?>

[przyznano 5%]

25 czerwca 2022

Od Krokus CD Kminek(Kminkowej Łapy) i Bylicy

Wszystko działo się bardzo szybko. Nagle podczas treningu pojawiła się dwójka nieznajomych. Jedno z nich było agresorem, drugie po chwili gdzieś zniknęło. Samotnik próbował dorwać Skowronek, siedzącą na najwyższej gałęzi. Bylica walczyła z nim, w tym samym czasie Kminek pomogła szylkretowej siostrze dostać się na wyższą gałąź, aby kocur na pewno jej nie dorwał.
W tym czasie Krokus nic nie robiła. Sparaliżowana, uczepiona gałęzi jak rzep, przerażona kulka patrzyła na to wszystko swymi miodowymi ślipiami, w których gromadziły się łezki. Mimo to bura nie wydawała z siebie żadnego dźwięku. Była iście przerażona, strach złapał ją w swe kleszcze, a serce biło tak szybko, jakby zaraz miało wyskoczyć z kotki.
Potem stało się coś, czego zdezorientowana, przestraszona i najeżona kotka się nie spodziewała.
Trójka jej rodzeństwa skoczyła na napastnika. Deszczyk już po chwili wylądowała na ziemi, Fiołek i Kminek zeskoczyli z napastnika. A wtedy Bylica go zaatakowała. Do nozdrzy cętkowanej dotarł metaliczny zapach szkarłatnej cieczy, która obryzgiwała szyję i pysk jej matki, kiedy ta zabijała samotnika. Już po chwili ciało opadło na ziemię. Matka sprawdziła, czy Deszczyk nic nie jest, a potem kazała burej i Skowronek zejść z drzewa. Jak gdyby nigdy nic. Jakby właśnie nie wydarzył się koszmar Krokus. Jakby dopiero co nie zabiła napastnika, który nieomal przyprawił jej najstarszą córkę o zawał serca.
Bura posłusznie zeszła z drzewa wraz ze Skowronek, po czym usiadła i zaczęła słuchać wykładu matki, uspokajając się przy tym. Potem nagle pojawiła się inna samotniczka, okazało się, iż srebrna kocica znała ją, więc nie było powodów do obaw. Żółtooka dziwiła się, że nie zeszła tam na zawał. Na pewno zapamięta to na całe życie. Mama miała rację, kiedy mówiła o tym, że lisy mogą ich pożreć.
Kiedy doszła już do siebie, całą swą uwagę skupiła na słowach starszych kocic. Nagle dostrzegła, iż Kminek zamyśliła się i mruknęła coś cicho do siebie. Krokus dostrzegając to dała delikatny kuksaniec w bok liliowej siostrzyczce. Była ciekawa, o czym brązowooka rozmyślała.
– Co tam myślisz?
– Się tak zastanawiam… – zaczęła jednolita – Myślisz, że jakby poświęcić go kamieniom, zesłałyby nam ptaki do zjedzenia? Przejechać – wskazała łapą po części ciała umarlaka, którą miała na myśli, wciąż nie dotykając go – tu o, żeby wyszły mu te organy… możemy wtedy je pooglądać… zobaczyć dokładnie co się gdzie mieści… i może coś zjeść!
Oglądnęła się na Bylicę, która musiała je słuchać, bo miała skierowane uszy w ich stronę.
Szok odbił się w ślipkach Krokusu. Nie docierało do niej do końca co mówiła siostra. A raczej ta ostatnia część najbardziej. Coś zjeść? Czy ona miała na myśli jedzenie organów tego kota czy też ptaków które mogą im teoretycznie zesłać skały?
- Hmmm….. – usłyszała mruknięcie matki, przez co skupiła na niej swój wzrok. A co ona o tym myślała? – Sądzę, że to nie głupi pomysł. Rozprujemy go, obejrzycie sobie wnętrzności, a potem oddamy części kamieniom. Ptaki zwabione potencjalnym pożywieniem przylecą. Lisy mogły by też…ale jeśli będziemy uważać…hmmm…. – zamyśliła się starsza.
- Mym zdaniem to dobry pomysł. – miauknęła Safona.
- W takim razie postanowione. – rzekła Bylica, wstając. – czas poświęcić go kamieniom.
<Kminek?>

[przyznano 5%]

21 czerwca 2022

Od Kminka CD Bylicy i Krokusu

W momencie gdy została przedstawiona kotce, która okazała się nie być zagrożeniem, wróciła spojrzeniem do trupa. Dotknięcie go wydawało jej się niefajne, z jakiegoś powodu bała się, że zaraz ożyje i ich zaatakuje, więc przyglądała się z bezpiecznej odległości. Najlepszy brzuch, ale trudny do dostania się. Powyżej żebra. Jeśli chodzi o przygniecienie do ziemi… jakby przygnieść za pysk bokiem, odsłoni brzuch. Wtedy, jeśli byłaby druga osoba, to mogłaby dostać się do brzucha.
Wtedy przyszła Safona i opowiedziała o tym, że w środku kryją się organy, które można uszkodzić. Szczególnie ważne były te za żebrami, i łamiąc je, można było je uszkodzić. O tchawicy, oczach. O tym, że brak wąsów na pyszczku i przednich łapach utrudnia wyczucie ofiary, badanie obiektów, czy zdobycz jeszcze żyje, ocenę odległości. Opowiedziała też o kościach, że mogą się złamać. Że ogon też może im się złamać, a wtedy mogą tracić równowagę i mieć problemy ze skakaniem. Kminek wszystkiego słuchała z zaciekawieniem, choć nie zadawała pytań, nawet jeśli kotka powiedziała coś w swoim dziwnym języku. Uważnie obserwowała ruch łap dużej dorosłej, zapamiętując gdzie leżą wrażliwe punkty. To nie jest trening walki, ale z pewnością się przy niej przyda! Nie tylko do walki, przecież sama musi się bronić.
Kminek cicho mruknęła do siebie, przez co dostała kuksańca w bok od zaciekawienej siostry.
– Co tam myślisz?
– Się tak zastanawiam… – zaczęła, bo przypomniało jej się, jak widziała ptaka. Upolował on innego ptaka i latał z nim, a potem zjadł – Myślisz, że jakby poświęcić go kamieniom, zesłałyby nam ptaki do zjedzenia? Przejechać – wskazała łapą po części ciała umarlaka, którą miała na myśli, wciąż nie dotykając go – tu o, żeby wyszły mu te organy… możemy wtedy je pooglądać… zobaczyć dokładnie co się gdzie mieści… i może coś zjeść!
Oglądnęła się na Bylicę, która musiała je słuchać, bo miała skierowane uszy w ich stronę.

<Bylica?>

[przyznano 5%]

18 maja 2022

Od Bylicy CD Kminek i Krokus

*przed porwaniem*
Dzieci spały. Słońce jeszcze nie wstało. Czas nadszedł, aby pójść coś upolować. Pachnąca miętą kocica wyszła z kryjówki, po czym skierowała się w stronę rzeki. Poprzedniego dnia to tam upolowała zdobycz dla dzieci, dzisiaj także miała zamiar to zrobić, bo ostatnio kręciło się tam dużo ptaków i nornic. Starsza kocica, gdy tylko dotarła na miejsce, zaniuchała w powietrzu. Wyczuła zapach opierzonej istoty, więc podążyła w jego kierunku. Niedługo potem jej oczom ukazał się dorodny ptak. Błękitna ruszyła wąsami po czym zaczęła się skradać. Okrążyła ptaka, tak, by znajdować się za jego plecami. Następnie, gdy była już blisko, skoczyła, widząc, że ptak przygotowuje się do odlotu. Jednak nie udało mu się. Bylica złapała go za skrzydło, przygniotła do ziemi i błyskawicznie zabiła. Chwyciła wiotkie ciało w zęby, po czym wyprostowała się. Teraz musiała tylko wrócić do kłody, obudzić dzieci i dać im ptaka. Srebrna ruszyła w drogę powrotną. Minęła brzozę, i inne drzewa, a następnie poszła dalej, nucąc coś sobie pod nosem cichutko.
***
Deszcz i Fiołek krążyli przy niej, natomiast Skowronek wciąż spała tam, gdzie usnęła poprzedniego wieczoru. Bylica nie miała pojęcia, co było szylkretce. Podejrzewała jednak, iż może być ona osłabiona przez to, że przynosiła niewystarczająco dużo jedzenia. Widocznie odziedziczyła zdrowie po swej biologicznej matce. Tymczasem Kminek została obudzona przez Krokus. Liliowa podeszła do czekoladowo-rudej, po czym trąciła ją nosem w policzek.
– Siooostra! – Na ciche zawołanie tygrysio pręgowana koteczka ruszyła uchem i lekko otworzyła oczy. Brązowooka wypuściła powietrze z płuc. – Wstań jeśli możesz. Powinnaś coś zjeść, nawet jeśli źle się czujesz.
Cóż za odpowiedzialne dziecko. Bylica była zmartwiona stanem przybranej córki, lecz także dumna z postawy Kminek.
Kotka rozejrzała się zamglonymi pomarańczowymi oczami. Srebrnej zdawało się, iż było z nią nawet gorzej niż zwykle.
– Albo tu zostań. Zaraz ci przyniosę. – miauknęła brązowooka koteczka. Mała trąciła szylkretkę jeszcze raz nosem w nos i się odwróciła.
Po chwili Kminek wychyliła się z za reszty rodzeństwa. Bylica upuściła na ziemię ptaka, co za skutkowało natychmiastowym rzuceniem się na zwierzynę przez jej dzieci. Niestety nie wszystkie, bo Skowronek dalej leżała. Po chwili srebrna dostrzegła, iż Kminek niesie w stronę drugiej ze znajdek wystarczający na półtora kota kawałek przyniesionego przez błękitną ptaka.. Odgryzła z niego mały kawałek dla siebie, by resztę podsunąć pod pysk siostry i ułożyć się tuż obok. Ta niechętnie go powąchała, skrzywiła się, ale zaczęła powoli go skubać. Dopiero jak zjadła jego część, Kminek zaczęła przeżuwać swoją część, jednym okiem wciąż obserwując.
W Bylicy wzrosło uczucie potrzeby opiekowania się kociakami jeszcze bardziej. Musiała bardziej się postarać. Więcej polować. One zasługiwały na najwięcej zwierzyny, ile mogła im tylko dać. A ona nie musi przecież jeść codziennie, prawda?
Kiedy dzieci skończyły już posiłek, Bylica miauknęła w ich stronę.
- Dzisiaj zaczniemy trening trochę później. Spróbuję upolować coś jeszcze dla was, moje skarby. – rzekła, po czym polizała Deszczyk w czoło, mrucząc. – Za niedługo wrócę, nie oddalajcie się od kłody! – dodała jeszcze, nim wyszła.
Skierowała się w stronę terytorium Klanu Nocy. Wiatr delikatnie rozwiał futro kocicy. Skupiona szukała wzrokiem ruchu, jednocześnie także nasłuchując. Nagle dostrzegła rude futerko na horyzoncie. Wiewiórka.
Od razu przeszła do pozycji łowieckiej. Nie może dać jej uciec. Zwierzątko siedziało na korzeniu świerku, jedząc jakiegoś orzeszka. Bylica powoli zbliżała się do gryzonia. Łapa za łapą, łapa za łapą, bez szmeru. Gdy była już odpowiednio blisko, skoczyła, jednak poślizgnęła się o korzeń i wywaliła. Wiewiórka błyskawicznie wskoczyła na świerk. Nie daj jej uciec! Nie może! Jej kociaki inaczej będą głodne!
Wiewiórka błyskawicznie wskoczyła na świerk. Nie daj jej uciec! Nie może! Jej kociaki inaczej będą głodne! Niestety rude zwierzątko weszło już na drzewo, i nie było mowy o złapaniu go. Eh.
I wtedy dostrzegła, iż była obserwowana, przez pięć par kocięcych ślipi. Ach…te ciekawskie dzieci…

<Kminek, Krokus?>

[przyznano 5%]

13 maja 2022

Od Kminek CD. Krokus i Bylicy

Kminek z ulgą przyjęła widok domu. Łapy wciąż ją bolały; a myślała, że ma dobrą kondycję. W środku od razu położyła się na swoim miejscu i przeciągnęła. Chrzanić mycie futra, chciała tylko spać; nawet o głodzie zapomniała. Chwilę potem dołączyła do niej Krokus, która położyła na niej głowę, mrucząc. Mała kotka radośnie zaakceptowała ten ruch, pozwalając dodatkowemu ciężarowi się uziemić. Teraz nie mogła się ruszyć, by nie przeszkodzić siostrze w odpoczynku, co spowolniło jej codzienną lawinę myśli.

***

Kociakowi śniło się jedzenie. Czuła najprawdziwszy zapach mięska i nieświadomie się oblizała. Jednak obraz zaczął się po chwili trząść, a ona spadła w mrok. I obudziła się, a jedyne co pozostało, to zapach pożywienia i wrażenie trzęsienia. Półprzytomnie mrugnęła na szturchającą ją Krokus.
– Hm? – mruknęła, gotowa wrócić do spania. Krokus powiedziała coś o spóźnionym śniadaniu i dopiero wtedy zauważyła, że zapach ze snu nie zanikał. Nieco ożywiona rozejrzała się po ich domu. Deszcz i Fiołek krążyli przy Bylicy, a Skowronek wciąż spała tam, gdzie wcześniej. Zaniepokojona Kminek złapała kontakt wzrokowy ze stojącą nad nią przyszywaną siostrą, na co ta zrobiła gest, który miał pewnie oznaczać, że też nie wie. Liliowa wstała ociężale, przypominając sobie o łapie, otrzepała i podeszła powoli do młodszej. Trąciła ją nosem w policzek.
– Siooostra! – Na ciche zawołanie Skowronek ruszyła uchem i lekko otworzyła oczy. Kminek wypuściła powietrze z płuc. – Wstań jeśli możesz. Powinnaś coś zjeść, nawet jeśli źle się czujesz.
Kotka rozejrzała się zamglonymi oczami. Jej bliźniaczka szybko zrezygnowała z pomysłu, by pomóc jej wstać.
– Albo tu zostań. Zaraz ci przyniosę. – trąciła ją jeszcze raz nosem w nos i się odwróciła.
Minęła Krokus i wychyliła się zza reszty rodzeństwa. Ukradła im wystarczający na półtora kota kawałek przyniesionego przez Bylicę ptaka i zaniosła go z powrotem. Odgryzła z niego mały kawałek dla siebie, by resztę podsunąć pod pysk siostry i ułożyć się tuż obok. Ta niechętnie go powąchała, skrzywiła się, ale zaczęła powoli go skubać. Dopiero jak zjadła jego część, Kminek zaczęła przeżuwać swoją część, jednym okiem wciąż obserwując.
Szczaw i pajęczyna na zadrapania, to pamiętała od pierwszego usłyszenia, ale… co na to, cokolwiek było jej siostrze? Musiała spytać mamy.
Na wspomnienie treningu poczuła wszystkie mięśnie. Bolały ją i nie miała teraz najmniejszej ochoty na cokolwiek, łącznie z ruszaniem się. Plus jej spektakularny finał…
Zakryła łapkami oczy. Niedawno się obudziła, a znowu miała ochotę iść spać. Ale musiała dopilnowanie, żeby siostra zjadła jak najwięcej. A zostało jej trochę mniej niż połowa, gdy podniosła znowu głowę.
Więc w myślach zaczęła analizować trening wspinania się, co jakiś czas wysuwając pazury i sprawdzając, jak głęboko się wbijają, pod jakim kątem i jak najlepiej się trzymają gdy pociąga łapą.


< Bylica/Krokus?>

[przyznano 5%]

12 maja 2022

Od Krokus CD Kminek i Bylicy

Rozpoczął się ich trening.
Matka zbudziła ich wcześnie rano. Potem, bez jeszcze porządnego obudzenia, wyszli z ich kryjówki i ruszyli w nieznanym kierunku, prowadzeni przez Bylicę. Dotarli do gruszy. Potem srebrna kocica wytłumaczyła im, iż ich zadaniem jest wspięcie się na drzewo. Krokus oczywiście nie chciała zawieść matki, jednak wejście nieco ją przerażało… czy nie spadnie? Nie potłucze się? A co jak coś sobie zrobi, np. skręci łapę, bo źle stanie? Musiała jednak zacząć się wspinać. Podeszła do równie niepewnej Deszczyk, po czym położyła ogon na grzbiecie szarej. Siostra spojrzała na nią zielonymi oczyma. Kącik pyszczka cętkowanej delikatnie uniósł się do góry. Może nie będzie tak źle?
Było źle. I to bardzo źle.
Bura tkwiła przyklejona do gałęzi ze strachem w oczach. Czemu musiała się tak trząść? Przecież ona zaraz spadnie! Skręci sobie kark! Albo połamie wszystkie nóżki i ogonek! Oh, czemu, czemu, czemu! Wbijała wzrok w dół, przerażona odległością dzielącą ją od ziemi.
Po chwili jednak spróbowała opanować oddech, po czym skupiła się na rozwiązaniu swego problemu. Zamknęła oczy. Dobra. Mama powiedziała, że jak któreś z nich wejdzie na trzecią gałąź to będzie koniec i będą mogli zejść. Więc starczy, że uda jej się przejść do nasady gałęzi, skąd raczej nie spadnie, i poczeka, aż ktoś spełni wymaganie Bylicy. Ona bowiem była zbyt zestresowana kołysaniem się gałęzi, kiedy po nich chodziła. Młoda otworzyła oczy po czym wbiła je w koniec gałęzi. Tak, aby nie mogła oglądać ściółki. Delikatnie wstała, ledwie zachowując równowagę. Wydała z siebie pisk przerażenia, po czym zacisnęła ślipka. Da radę. Musi dać radę. A jak nie to mama ją złapie. Tak.
Z tymi myślami cofnęła się do tyłu. Poczekała, aż gałąź znów przestanie się kołysać, a potem znowu i znowu, aż w końcu znalazła się u jej nasady. Odetchnęła z ulgą, choć nadal bała się, iż mimo wszystko spadnie.
– Brawo Kminek, możecie już schodzić! – miauknęła Bylica z dołu. Bura z ulgą przyjęła jej słowa, po czym ostrożnie zaczęła schodzić. Udało jej się uniknąć wywrotki i już po chwili spokojnie stanęła na ziemi, dziękując kamieniom, iż się jej to udało – Kminek! – usłyszała żółtooka. Zwróciła spojrzenie kocięcych ślipi na swą liliową siostrę, która dalej uparcie się wspinała. Co ona robiła! Zrobi sobie krzywdę! A może…może po prostu nie była tak tchórzliwa, jak ona….
Potem Fiołek się wycofał z drzewa. Po chwili brązowooka zaczęła rozglądać się. O oł…czyżby…
– Dam radę zejść sama! – mruknęła jednolita.
Krokus przerażona zamknęła ślipka. A co jak jej siostrzyczka spadnie! Ale już po chwili usłyszała, jak Bylica spokojnie odstawia Kminek na ziemię, a potem chwali liliową.
– Jutro reszta musi wspiąć się na tą samą gałąź co Kminek. – zwróciła się Bylica do reszty swych dzieci. O nie! Ale ona nie chciała! Bała się!
Opiekunka odwróciła się i chwyciła śpiącą Skowronek. Zaraz, co się jej stało? Przecież zawsze była taka pełna energii…biedna. Czyżby była chora?
Rodzina kotów włącznie z rozmyślającą Krokus ruszyła w stronę domu.
Cętkowane kocię dostrzegło, iż Kminek kuleje. Już miała zapytać, co się jej stało, lecz wtedy Bylica zatrzymała się, po czym wbiła spojrzenie w liliową koteczkę.
Brązowooka automatycznie przylgnęła ogon bliżej ciała.
Srebrna kocica opuściła wolno Skowronek na ziemię.
– Kminek – zaczęła, powoli zbliżając się do liliowej – Czemu nie wspomniałaś, że coś cię boli?
– Um… – jednolita uciekła spojrzeniem w bok unikając patrzenia na rodzinę.
– Pokaż to. – Kminek kiwnęła i przewróciła się na bok by pokazać tylną łapę. Bylica mruknęła coś, jakby poirytowana i wstała. Machnęła ogonem żeby chwilę zaczekali. W międzyczasie obudziła się Skowronek i zamglonym spojrzeniem się rozejrzała, po czym położyła głowę na łapach. Kminek w tym czasie liznęła ranę, myśląc, że może to pomoże.
– A więc. – Bylica wróciła z dużymi liśćmi w pysku. – To jest szczaw. Żujecie go i nakładacie na zadrapanie. – Kotka zrobiła dokładnie to. Kociak po pierwszym zetknięciu się mazi cofnął łapę.
– Piecze. – mruknęła córka Ćwikły, kładąc uszy.
- Niestety. Ale również pomaga. – odparła spokojnie Bylica, po czym dokończyła zabieg. – Gotowe. Tylko tego przypadkiem nie zmaż!-dodała, po czym chwyciła pomarańczowooką koteczkę za skórę i ruszyła dalej. Po jakimś czasie w końcu dotarli do ich kłody. Krokus wskoczyła do środka. Ulga wypełniła jej umysł. No, na szczęście dzisiaj już nie będą musieli wspinać się na drzewa. Starała się nie myśleć o jutrzejszym wyzwaniu. Położyła się tuż obok Kminek, po czym oparła na siostrzyce głowę i zaczęła mruczeć, przymykając miodowe ślipka.

<Kminek?>

[przyznane 5%]

10 maja 2022

Od Kminek CD Bylicy i Krokus

Gdy wychodzili, było jeszcze szaro. Jednym uchem słuchała brzęczenia rodzeństwa, pozwalając mu być tylko tłem jej rozmyślań. Ostrożnie analizowała słowa matki; w klanach zaczynaliby trening dopiero za trzy księżyce; ale oni musieli już teraz, by móc polować. Coś z tego faktu wysyłało dreszcze po jej kręgosłupie. Miała wrażenie, że mama zrobiła się chłodniejsza i poirytowana gdy to mówiła. Ale Kminek wiedziała, że kotka ma rację; widziała jak chudnie i czasami przynosi za mało jedzenia dla nich wszystkich, choć dopóki nie zostało to powiedziane, jakoś tak nie skojarzyła czemu. A co jeśli coś by się jej stało w czasie polowania? Bez umiejętności prawdopodobnie zginęliby i to odesłało myśli Kminek w niedawną rozmowę.
Tak więc z wdzięcznością przyjęła po powrocie do rzeczywistości żuka, za którym ganiały jej siostry i dołączyła do nich, niespecjalnie zmęczona wcześniej narzuconym tempem. Bylicy jednak się to nie spodobało i zaczęła iść szybciej, na co Kminek opuściła uszy i pobiegła za nią. Gdy zatrzymali się pod drzewem, by posłuchać instrukcji, czuła ziąb opadającej mgły przenikający przez jej futro. Jeszcze chwilę przed oficjalnym sygnałem startu, analizowała pień po którym mieli się wspiąć; dostrzegła, że był pochylony, i porównując to z doświadczeniem z zabawy w ich schronieniu, stwierdziła, że pójdzie na łatwiznę.
 Teraz jednak było słonecznie, choć ziemia jeszcze się nie nagrzała. Nie zamierzała narzekać na pogodę, bo wolała to, niż błoto. Słyszała głosy sióstr i matki, ale bała się odwrócić uwagę od drzewa, by popatrzeć co się dzieje. Rozdrażniona za to kładła uszy po sobie i od czasu do czasu machała ogonem, bo okazało się, że Fiołek miał podobny pomysł i teraz blokował jej drogę, narzucając jej szybkość wspinania i pusząc się jak gołąb w czasie pilnowania gniazda. Ograniczał jej widoczność na to, co było przed nią i niezmiernie ją to irytowało; dzięki temu, że część liści spadła, mogła planować swoje kroki, ale co z tego, jak ten… Ugh.
Warknęła i zrobiła kolejny krok w górę, by czepić się gałęzi. Jak nie pniem to odnogą. Ta zakołysała się, ale przy pniu wciąż była gruba i nie było to tak odczuwalne. Przyszykowała się do przeskoczenia na kolejną. Za plecami słyszała coś o wejściu na trzecią gałąź i zakończeniu treningu. Dobrze, bo definitywnie planowała wejść wyżej, zakładając, jak powietrze między nią a bratem jeszcze bardziej się ochłodziło. Odsunęła wszystkie niepewne myśli i poruszyła zadkiem, by bardziej się ułożyć. Skoczyła i wbiła mocno pazury w gałąź, czekając, aż ta się uspokoi. Teraz była na równi z Fiołkiem i z satysfakcją zastrzygła uchem. Jeśli jej się uda, to Bylica na pewno będzie dumna i nie zmieni zdania co do przygarnięcia sióstr. Teraz tylko kolejna. Powtórzyła więc ruch, przy odbiciu się czując, jak coś przejeżdża po jej śródstopiu. Skrzywiła się, gdy wylądowała i odczekała moment, ale nie wydając dźwięku i nie czując nic więcej  skoczyła przed Fiołka i wspięła się jeszcze wyżej, dając mu ogonem po pysku. Popędziła ile sił w łapkach dwie gałęzie wyżej. Na drodze do kolejnej stanęła jej właśnie czwarta, i teraz zawisła myśląc jak ją ominąć. Powoli nie czuła łap, ale koniecznie chciała dotrzeć wyżej.
– Brawo Kminek, możecie już schodzić! – Bylica zaczęła mówić jak mają zejść, ale młoda kotka wciąż wbijała zdeterminowane oczy w odnogę, jakby ta miała zniknąć jeśli odpowiednio długo będzie się na nią gapić. – Kminek! – machnęła tylko uchem, w końcu decydując się na ostrożne przesunięcie się w bok. I dostała liściem w pysk. Trzepnęła głową, mruknęła coś o karmie i przesunęła się dalej do piątej. Gałąź była nieco na prawo i była grubsza. Na tyle, żeby mogła do niej spokojnie przylgnąć i spojrzeć w dół, dysząc i wbijając prowokujące spojrzenie bratu. Ten powoli wycofywał się, ale je odwzajemnił i Kminek pierwsza przerwała kontakt wzrokowy, nagle czując się niekomfortowo. Pozbawiona pewności siebie rozglądnęła się, nagle zdając sobie sprawę, że nie jest pewna jak zejść. To nie był ich pieniek, z którego mogli nawet spaść i potrzebowaliby pecha, żeby coś im się stało. Jej łapy dygotały z wysiłku i musiała się oblizać, czując jak chce się jej pić.
– Dam radę zejść sama! – mruknęła.
Z zabaw wiedziała, że schodząc głową w dół nie potrafiłaby znaleźć oparcia dla łap, tylko by przyśpieszyła i spadła z impetem w ziemię, nabawiając się ran. Więc zostawało jej powolne wycofanie się tyłem. Przełknęła ślinę i poruszyła łapami, rozszerzając palce. Teraz szybko, zanim zacznie myśleć. Odwróciła się i złapała drzewa, po czym zaczęła schodzić w dół co jakiś czas zerkając na boki jak dużo jej zostało. Łapa ją ciągnęła i chciała mieć to za sobą by pójść spać. Gdy była już bardzo nisko, wyczuła jak znajomy kot łapie ją za kark i dała się postawić na ziemi.
– Brawo. Jestem z ciebie dumna.– pochwale towarzyszyło liźnięcie między uszami i z gardła Kminek wyrwało się krótkie mruczenie – Jutro reszta musi wspiąć się na tą samą gałąź co Kminek. – zwróciła się Bylica do reszty i Kminek lekko się najeżyła, niechętna temu porównaniu. Opiekunka odwróciła się już i chwyciła śpiącą Skowronek. Jej siostra zmrużyła oczy, zaniepokojona. Szylkretka zawsze była energiczna, więc coś takiego było niecodzienne. Wszyscy ruszyli do przodu, w stronę domu. Teraz, gdy adrenalina z niej zeszła, czuła jak piecze ją tylna łapa. Zaczęła kuśtykać za rodziną; niestety Bylica obejrzała się i od razu zauważyła nieprawidłowość jej ruchów, zakładając po tym, jak się zatrzymała ze spojrzeniem wciąż utkwionym w nią. Kminek automatycznie przylgnęła ogon bliżej ciała, czując, że coś poszło nie tak jak planowała. Matka opuściła wolno Skowronek na ziemię.
– Kminek – zaczęła, powoli się zbliżając – Czemu nie wspomniałaś, że coś cię boli?
– Um… – uciekła spojrzeniem w bok unikając patrzenia na rodzinę. Trochę głupio jej było i nie sądziła, że da się coś z tym zrobić, więc oczywiście, że nic nie powiedziała.
– Pokaż to. – Kminek kiwnęła i przewróciła się na bok by pokazać tylną łapę. Bylica mruknęła coś, jakby poirytowana i wstała. Machnęła ogonem żeby chwilę zaczekali. W międzyczasie obudziła się Skowronek i zamglonym spojrzeniem się rozejrzała, po czym położyła głowę na łapach. Kminek w tym czasie liznęła ranę, myśląc, że może to pomoże.
– A więc. – Bylica wróciła z dużymi liśćmi w pysku. – To jest szczaw. Żujecie go i nakładacie na zadrapanie. – Kotka zrobiła dokładnie to. Kociak po pierwszym zetknięciu się mazi cofnął łapę.
– Piecze. – mruknęła, kładąc uszy.

<Krokus?>

[przyznano 10%]

08 maja 2022

Od Bylicy do Kminka i Krokus

Mieli już prawie trzy księżyce.
Nadszedł czas.
Słońce nie wzeszło jeszcze na nieboskłon, księżyc jednak był już bardzo nisko. Za niedługo miał nastać świt, który jasnym blaskiem najpierw tylko leciutko, a potem już z całą mocą poranka oświetli ziemię.
- Wstajemy, wstajemy szkraby moje!
Deszczyk delikatnie przewróciła się na bok, Fiołek zakrył sobie uszy łapkami, natomiast Krokus zwinęła się w ciaśniejszą kulkę. Skowronek jako jedyna spała jak zabita, tylko ucho jej się poruszyło na dźwięk głosu matki. Ale jedno kocię otworzyło swe brązowe oczka, po czym usiadło, nadal nieco zaspane, ale jednak nie tak, jak reszta jego rodzeństwa.
- Mamo? Co się stało? Czemu budzisz nas tak wcześnie…. – powiedziała Kminek, po czym ziewnęła mocno.
- Bo dziś jest bardzo ważny dzień. WIĘC WSTAWAĆ! WSTAWAĆ! – krzyknęła do reszty kociąt, co za skutkowało natychmiastową reakcją.
- Co się dzieje?! Ktoś nas atakuje? MAMOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO! – wydarła się przerażona Skowronek, po czym podbiegła do matki i wtuliła się w jej sierść.
-Nikt nas nie atakuje.
- To po co tak krzyczysz, jak nie ma nikogo komu można by przywalić! – powiedział jedyny kocur w całej grupce, po czym przetarł oczy ogonem. – Wracam do spania.
- Oj nie, nie ma mowy. – powiedziała córka Sikorki, na co odpowiedzią było prychnięcie jej syna. – dzisiaj jest ważny dzień. Bo to dzisiaj zacznę was trenować.
- Jak to trenować? – spytała Krokus, patrząc wprost na matkę.
- Widzicie, dzieci, musicie się nauczyć jak sobie poradzić, jak przetrwać. I dlatego właśnie nauczę was wszystkiego, czego mogę. W klanach trening zaczyna się w wieku sześciu księżyców, ale nie jesteśmy w klanie. My, to samotnicy, a ja jestem jedna, i nie mogę przynosić ton jedzenia dla pięciu takich głodomorów jak wy. Więc dzisiaj zaczyna się wasz trening. Nie będzie łatwo, bo to nie jest tak, że mysz sama wam wpadnie pod łapy, prosząc, żebyście ją zabili. Ani nie jest tak, że macie wielką moc w łapach i jesteście w stanie jednym ruchem powalić lisa. Ani nie umiecie tak od razu wspinać się na drzewa, od tak sobie. Dzisiaj zaczniemy od tego ostatniego. No, już, ruszamy! – powiedziała Bylica.
Przewróciła oczami na gadanie Fiołka, jak to on jest urodzonym wojownikiem i jest w stanie już teraz pokonać nie lisa, nie borsuka, a borsulisa. Kocia matka wyskoczyła z pniaka, po czym zaczęła prowadzić gromadkę kociąt. W tym czasie słońce zaczęło delikatnie wychodzić zza linii horyzontu, nieco oświetlając trawę i drzewa wokoło.
- Żwawiej, żwawiej, jak kiedyś spotkacie lisa, to nie będzie on specjalnie wolniejszy, żeby dać wam szansę uciec przed swymi kłami. – powiedziała zielonooka, stawiając wysoko łapy. – Raz, raz, dalej!
Gdzieś z tyłu Skowronek potknęła się o kamień, przez co popchnęła Fiołka, który syknął na szylkretkę. Czekoladowa jednak nie zważała na jego niezadowolenie, bo kiedy tylko ponownie stanęła na nogi, pacnęła bursztynowookiego w ucho, na co ten sprzedał jej kuksańca. Po chwili jej uwaga zwróciła się jednak ku żółto-zielonemu owadowi, który latał w powietrzu obok. Koteczka zaczęła podskakiwać, próbując go złapać. Po chwili dołączyła do niej Krokus, a za nią Kminek.
- Ejeje, owady połapiecie sobie później, to nie lekcja polowania – zwróciła się do córek Bylica. – jesteśmy już prawie u celu, więc nie zwalniajcie mi tu. – rzekła, po czym przyspieszyła, aby jej córki musiały przyspieszyć, żeby się nie zgubić.
Po chwili doszła do pewnego średniej wysokości pochylonego drzewa. Była to grusza, której owoce zwisały z gałęzi.
- No, to czas na wspinaczkę. A więc tak…
***
-Mamo, boję się…-powiedziała cichutko Deszczyk – mogę już zejść...?
-Kochanie, nie weszłaś nawet na drugą gałąź, spróbuj wejść wyżej i…
-AAAAAAAAAAA! Mamo, ratunkuuuuuuuu! – wrzasnęła Skowronek, której tylne kończyny zsunęły się z gałęzi. – pomóż mi-aaa!
- Wbij pazury głębiej w korę, podnieś tylną lewą nogę, o właśnie tak, i teraz stań na gałęzi i podciągnij się…
Jednak niespodziewanie córka Przepiórki mimo tego, że postawiła tylną łapkę w odpowiednim miejscu i wbiła w korę bardziej pazury, nie była w stanie się podciągnąć. Bylica dostrzegła, iż młoda wyglądała na…na bardziej zmęczoną, niż powinna. Nie była w stanie wykrzesać z siebie na tyle siły, aby ustać na gałęzi, choć widać było, iż naprawdę się bała upadku. Srebrna podeszła pod gałąź, na której wisiała jej czekoladowa córka.
- Możesz się puścić, spadniesz na mój grzbiet. – powiedziała spokojnie błękitna.
Skowronek chwilę się wahała, jednak w końcu puściła się i spadła na grzbiet matki, która od razu potem położyła się na ziemi, aby mała mogła z niej spokojnie zejść. Kiedy czekoladowa znalazła się już na ziemi, córka Bąbla spytała ją:
- Co się stało? Dobrze ci przecież szło…
- Jestem…bardzo zmęczona. – powiedziała szylkretka, po czym wtuliła się w futerko matki.
- Właśnie widzę. – odparła zmartwiona dziko pręgowana. Po chwili chwyciła delikatnie koteczkę za skórę na karku, a następnie usiadła w miejscu z którego wcześniej obserwowała kociaki. Postawiła czekoladową między swymi przednimi łapami, a ta bez siły opadła na pożółkłą trawę. Mrugnęła wolno kilka razy, po czym zamknęła swe pomarańczowe oczka. Była aż tak zmęczona? Bylica spojrzała na córkę leżącą w jej cieniu. To nie było normalne. Stanowczo nie było.
Srebrna przeniosła wzrok na gruszę. Fiołek wpadł na niezły pomysł, bo zamiast wchodzić z gałęzi na gałąź, tak jak to robiła Skowronek, wspinał się po wykrzywionym mocno w dół pniu, wbijając w jego korę mocno pazurki. Był uparty. Pomoże mu to w życiu. Tuż za nim wspinała się Kminek, która wcześniej postanowiła zrobić to samo co jej przybrany brat. Zielonooka przeniosła wzrok na Krokus. Gałąź na której stała bura zakołysała się, co wystraszyło koteczkę. Cętkowana spojrzała na matkę. Starsza kocica przymknęła oczy po czym delikatnie skinęła głową, na znak, że jest już bezpiecznie i że Krokus może ruszyć dalej. Bura postawiła niepewnie łapkę, potem następną i następną, jednocześnie wbijając wzrok w gałąź. Po chwili, kiedy pod wpływem podmuchu wiatru gałąź znów się zakołysała, bura z przerażeniem w ślipiach przylgnęła do niej.
- Dobrze ci idzie, słoneczko. Jak któreś z was wejdzie na trzecią gałąź, to będzie koniec na dziś. – powiedziała Bylica. Chciała, aby wspięły się na piątą, ale chyba nie było na to dzisiaj szans.

<dzieci?>

[dodane po 5% dla każdego]