BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeżyna x Cierń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeżyna x Cierń. Pokaż wszystkie posty

13 lutego 2025

Od Cierń CD. Jeżyny

Ostatni odpis

- Nie potrzebuję pomocy. A już na pewno nie takiej smarkuli jak ty - miauknęła. Jeżyna cofnęła się urażona.
- W takim razie ja już sobie pójdę.
- Spływaj - syknęła.
I młodsza kotka odeszła.

***

Wychodziła z legowiska medyka po kolejnej kontroli dotyczącej jej nienarodzonych kociaków. Nie lubiła tam przebywać. W towarzystwie tych wszystkich pseudo medyków. Jak dla niej każdy, kto grzebał w ziółkach, albo ćpał albo był zdrajcą. Miała dość tego uśmiechu na twarzy ciotki, kiedy mówiła jej “Cierń, znowu będziesz mieć wspaniałe kocięta!”. “Będę mieć, ale to nie twój interes” warknęła w myślach. Pomocnicy Świergot też nie byli lepsi. Za każdym razem jak patrzyła na Orzeszka, widziała tylko słabość. Mógł być dobrym wojownikiem. Jej przepustką do zostania zastępczynią. Ale wybrał życie słabeusza. A ten Puma… Strachliwy jak wszystkie niedorajdy. Okropnie działał jej na nerwy. Żmija ewidentnie zauważyła nienajlepszy nastrój swojej partnerki i otarła się o nią.
- Nie denerwuj się, Cierń. Wszystko będzie dobrze - zamruczała. - Muszę iść na patrol. Poradzisz sobie.
- Przestań mnie traktować jak małego kociaka! - Cierń gdyby mogła, nastroszyłaby sierść.
- Spokojnie, złość piękności szkodzi - rzuciła zwiadowczyni i odeszła. Ten głupi, kochany mysi bobek. Podeszła do stosu zwierzyny i wzięła pierwszą lepszą zdobycz. Usadowiła się niedaleko żłobka i zaczęła jeść. Nagle zobaczyła, że Jeżyna na nią spogląda.
- Na co się gapisz, młoda?!

<Jeżyna, nie gap się>

25 października 2024

Od Jeżyny CD. Cierń

Spojrzała ze strachem na nieznajomą postać. Po chwili jednak spomiędzy czarnych piór wyłonił się zniesmaczony pysk Cierń. Wojowniczka spoglądała na nią z góry; zawsze to robiła, ale między leżącą Jeżyną a jej dumnie postawioną sylwetką różnica wzrostu wydawała się jeszcze większa. Spuściła uszy na słowa, które spływały obrzydzeniem. Próbowała wyminąć starszą, ale to ona nie widzi, gdzie idzie!
— Zagapiłam się – bąknęła, podnosząc się z ziemi i otrzepując futro – Przepraszam.
Zyskała jedynie ostentacyjne prychnięcie, na co jej nastrój jeszcze bardziej się zepsuł. Odsunęła się o krok, dając kotce przestrzeń do przejścia dalej.
— Pasują tobie te piórka – mruknęła jeszcze cichutko; umknęło to już oddalonej o kawałek wojowniczce. Z jej pierzastej okrywy wypadło jedno z kruczo-czarnych źdźbeł… Zgrabnie przyciągnęła się je do siebie, nie zwracając uwagi nikogo. Znalezisko mrugało do niej od czasu patrolu; nie mogła się oprzeć zabraniu choć jednego. Podniosła wzrok na wchodzącego do obozu Rokitnika. Kocur skierował się w stronę znajomej, siadając obok i prawdopodobnie wypytując, czy widziała gdzieś Żagnicę. Gdy ta pokręciła głową, bury usiadł obok i ziewnął głośno. Cierń posłała mu zirytowane spojrzenie, na co odpowiedział jakąś obelgą, której nie dosłyszała. Po tym wojownicy już się do siebie nie odezwali, a Rokitnik wyglądał w stronę wyjścia z obozu. Wiedziała, że czekał na swojego “przyjaciela”. Mentor Topoli zdecydowanie miał na pieńku z większością kotów, ale burego wyjątkowo dobrze tolerował. A może nawet lubił..? Była zdezorientowana relacją całej trójki; wszyscy niby się przyjaźnili, ale krzyki i wyzwiska można było słyszeć z każdej strony. Nie tolerowała także żadnego z nich, Żagnicy z wiadomych powodów. Czasem miała ochotę po prostu przemówić kocurowi do rozumu, ale zdecydowanie za bardzo się bała. Unikała go, rozmawiając tylko, gdy szukała brata i przypadkowo znalazła się w jego towarzystwie. Ostatnio, gdy wpadła na ich trening wraz z mentorką, niebieski spojrzał na nie poirytowanym i przeniósł się wraz z Topolą w inne miejsce, aby “nie rozpraszały mu ucznia”. Rokitnik za to obrzydzał ją swoim zachowaniem, jak i językiem, którym się posługiwał. Nie można było z nim normalnie porozmawiać!
Poczuła lekkie trącenie w bark; podeszła do niej Pieczarka, trzymając w pysku coś kolorowego. Upuściła znalezisko delikatnie przed łapami uczennicy, uśmiechając się szeroko.
— Znalazłam przed legowiskiem – miauknęła – Pomyślałam, że Ci się spodoba.
Z błyszczącymi oczyma spojrzała na podarunek. Lekko naddarte motyle skrzydło mieniło się w słońcu.
— O jeju, dziękuję! – wymruczała – Jest piękny!
Już po chwili wtuliła się w puchate futro mentorki, która wydała z siebie cichy pisk i odwzajemniła uścisk. Zacisnęła ślepka, słysząc subtelne mruczenie starszej kotki. Jak się cieszyła, że dostała taką mentorkę! Była nie tylko jej nauczycielem, ale też przyjaciółką i wsparciem.

*teraz*

Zawęszyła uważnie, przystając na gałęzi. Słońce dopiero co wstało; korzystając z resztek nocnego chłodu zgłosiła się do porannego patrolu, wraz z narzekającą na pogodę i wszystko inne Gruszką oraz zaspaną Migotką. Najstarsza ze zwiadowczyń wychyliła się do przodu, po chwili kręcąc tylko głową - spokój zakłóciła tylko marna ryjówka szamocząca sie między krzewami. Jeżyna prawie wpadła na jej łaciaty zadek, cofając się o krok w ostatnim momencie. Czując jej wąsy w pobliżu, zwiadowczyni odskoczyła z sykiem, odwracając się szybko.
— Uważaj! – prychnęła, zamaszyście przecinając ogonem powietrze.
— Przepraszam – mruknęła, kiwając lekko głową.
Szylkretka mlasnęła i zmierzyła ją wzrokiem żółtych oczu. Młodsza przekrzywiła mordkę; dlaczego nadal miała do niej jakiś problem? Przeprosiła przecież!
— Możemy ruszyć dalej? – zapytała Migotka z westchnieniem, przestępując z łapy na łapę – Niedługo zrobi się za gorąco…
Otrzymała kolejne krzywe spojrzenie od Gruszki, ale jednak ponownie skierowały się w dalszą podróż. Niebieska wręcz deptała Jeżynie po ogonie, trzymając się blisko i próbując nadążyć za prowadzącą zwiadowczynią. Skakały z gałęzi na gałąź, w pewnym momencie musząc jednak zejść na ziemię; po okrążeniu Śliwowego Gaju powitała ich polanach bez ani odrobiny cienia. Przywódczyni patrolu mruknęła coś pod nosem, przystając przy jakimś kamieniu i obwąchując go dokładnie.
— Ktoś tu był? – Migotka podeszła bliżej.
— Samotnicy – mruknęła starsza – No nic, zgłosimy to później.
Ruszyły dalej, tym razem z burą na czele. Szylkretki nawiązywały niemrawą rozmowę, głównie krążącą wokół ostatnich wydarzeń i ich absurdu. Ona sama nie wiedziała, co ma o tym myśleć ‐ porwanie ciała? Kto chciał by coś takiego robić? I po co! Sama nie odczuwała zbytnio straty Przebiśniega, ale następujący jej tragizm przerażał ją.
Spojrzała na wodę, wzdłuż której brzegu szła. Rzeczka lśniła w gorącymi słońcu, które jednak powoli zaczynały zasłaniać chmury - po południu pewnie zbierze się na burzę. Jednak teraz jej chłód muskał jej futro kusząco. Obejrzała się na resztę; widząc mizerną minę Migotki przystanęła i z ulgą zamoczyła łapki w wodzie. Chwilę później cały patrol, włącznie z wyjątkowo nie protestującą Gruszką, siedział po brzuch w strumieniu. Pochyliła głowę i napiła się, strzepując kropelki z wąsów. Weszła głębiej, zanurzając się po szyję. Uważała, aby nie dać porwać się prądowi - żadna z nich nie umiała pływać, więc z pomocą tonącej byłoby trudno.
— Za ciepło, co? – rozległ się głos Przypływ, która wraz z grupą wojowników podeszła bliżej – Ta pogoda porządnie daje nam w kość.
Ucieszyła się na widok kotki, wynurzając się odrobinę i uśmiechając. Odruchowo chciała przytulić się na powitanie, na co liliowa z chichotem odsunęła się.
— Ej! Nie chcę być mokra! – zawołała, a zwiadowczyni strzepnęła uszami. Posłało to w powietrze drobne kropelki, które tak uderzyły jej przybraną “ciocię”. Zniesmaczona kotka zadrżała, pacając ją ogonem po głowie.
Zza wojowniczki dojrzała znajomą postać Cierń, trzymająca w pyszczku liście paproci i próbując poprawić coś na własnym grzbiecie. Podchwyciła ostatnio fakt, że ta przyklejała wszystko na żywicę - co podpowiadało jej, że substancja się topiła i rośliny odpadały. Zgrabnie wystąpiła się na brzeg, otrzepując się z wody. Okrzyczana przez Przypływ, z uśmieszkiem przytruchtała do kotki, zyskując poirytowane spojrzenie zielonych oczu.
— Pomóc Ci? – zapytała. Chciała przekonać starsza do siebie; a teraz już nie była uczennicą… Może miałaby do niej teraz więcej respektu.


<Cierń?>
npc: Rokitnik, Żagnica, Pieczarka, Gruszka, Migotka, Przypływ

14 października 2024

Od Cierń CD. Jeżyny

- Nie na takie rzeczy się polowało - mruknęła. Kotka wyglądała na zakłopotaną. Jak w sumie większość kotów w jej towarzystwie. Nie chciała być wredna, po prostu taki był jej charakter, lecz nie przejęła się tym ponieważ... Cierń się nie przejmowała. Nie takimi drobiazgami. 
- A... fajnie... a dlaczego zostałaś wojowniczką, a nie kimś innym? - młodsza pytała. Wyglądała na przerażoną, ale chyba nie za bardzo wiedziała, co robić, więc po prostu gadała.
- Stróże nie potrafią strzec nawet własnej godności, a po drzewach niezbyt umiem chodzić.
- Oh, to ciekawe...

***

Właśnie jadła wronę, którą ostatnio złapała na patrolu. Zgodnie ze swoim zwyczajem, oskubała ptaka z piór przed zjedzeniem. W związku z tym miała dużą stertę dość dużych, czarnych i błyszczących piór. Wzięła trochę żywicy z pierwszego lepszego drzewa i zaczęła przyklejać. Pod koniec wyglądała zupełnie inaczej. Większość jej ciała była pokryta czernią. Nie był to jej styl i nie podobało jej się to za bardzo, ale pióra były duże i wyglądały, jakby dobrze trzymały ciepło, a to najważniejsze. Wstała i chciała przejść do legowiska, żeby odpocząć, kiedy na kogoś wpadła. Jeżyna. Teraz leżała przed nią z przestraszonym i zdezorientowanym wyrazem twarzy. Popatrzyła na nią z mieszanką wyższości, obrzydzenia i dezorientacji. Naprawdę nigdy kota nie widziała?
- Co jest z tobą?

<Jeżyna?>

05 października 2024

Od Jeżyny CD. Cierń

— O tym, jak fajnie by było, gdybym miała święty spokój.
Uczennica położyła po sobie uszy. Nie miała złych zamiarów! Chciała tylko skomplementować kotkę.
— Muszę iść na trening, więc nie będę Ci już przeszkadzać – bąknęła, pusząc ogon – Miłego dnia!
Szybkim krokiem odeszła od wojowniczki, próbując znaleźć mentorkę. Akurat, kiedy czegoś potrzebowała, to jej nie było! A zawsze to biała przychodziła po nią w najbardziej niefortunnych momentach - podczas kłótni z Listkiem, bądź gdy właśnie miała wymknąc się na spacer z Topolą. Rzuciła okiem w górę na legowisko wojowników, ale tam też jej nie było. Odwróciła spojrzenie na Cierń, która nadal wbijała zielone ślipia w jej plecy. Nie chciała wyjść na kłamczuchę! To nie była jej wina, że wojowniczka była widocznie poirytowana jej towarzystwem. W końcu Pieczarka wyłoniła się z legowiska medyków, a za nią Puma.
— Pieczarko! – zawołała, podbiegając bliżej – Eee… Miałyśmy iść na trening, prawda?
Biała zmrużyła oczy ze zdezorientowaniem, a stróż u jej boku wyglądał na zmieszanego.
— To zostawię was w spokoju – miauknął, uśmiechając się lekko, po czym odwrócił głowę w stronę zwiadowczyni – Dziękuję za pomoc!
— Naprawdę? – mruknęła pod nosem mentorka – Jeju, musiałam zapomnieć. No cóż, to pójdziemy teraz?

***

— Nie dotykaj tego! – pisnęła, gdy Pieczarka przesunęła łapką po jednym z pomarańczowych liści klonu – To znaczy, proszę, bo się pokruszą…
Delikatnie zabrała przedmiot spod łap starszej, wsuwając go z powrotem między korzenie drzewa. Uważała, aby zabrana przez nią wschody słońca wcześniej obróżka Kajzerki zwróciła uwagę mentorki, toteż schowała ja bardzo głęboko i szybko zakryła dziurę kawałkiem kory.
— Nie ma tu tego, czego szukałam – mruknęła przygnębiona, spoglądając w parę zielonych oczu.
— A czego szukasz?
— Miałam tu schowane żołędzie, i teraz ich nie ma! – miauknęła poirytowana – No… Chyba tutaj?
Pieczarka parsknęła śmiechem.
— Chyba zostawiłaś je gdzieś indziej. Może są w twoim legowisku?
W krzewach za nimi rozległ się szmer. Obie kotki zaalarmowane odwróciły wzrok, jednak zza liści wynurzyła się Leszczyna wraz z resztą patrolu. Oczyma Jeżyny ukazała się Przypływ, i na nieszczęście - Cierń.
— Cześć ciociu Przypływ! – przywitała się z niebieską, uśmiechając się – Jesteście na patrolu?
— Tak, jesteśmy – odpowiedziała za nią Leszczyna – Właśnie będziemy wracać. Mam nadzieję, że nie obijacie się w treningu?
— Nie, oczywiście że nie – odparła szybko Pieczarka, rzucając uczennicy zdezorientowane spojrzenie – Ćwiczymy od rana. Tak się składa, że akurat miałyśmy kończyć. Możemy zabrać się z wami?
— Niech będzie – oznajmiła przywódczyni patrolu, i od razu ruszyła dalej.
Jeżyna podniosła się z ziemi i dogoniła grupę. Już miała powiedzieć coś mentorce, ale zauważyła, że nie ma jej obok. Starsza rozmawiała teraz z Przypływ, zostawiając burej do towarzystwa jedynie Cierń. Spojrzała z ukosa na wojowniczkę. Niosła ona w pysku ogromną wronę, której ciemne piórka osiadały na ziemi. Błyszczały kusząco - miała ochotę je zebrać.
— Jak Ci się udało ją upolować? – miauknęła nieśmiało – Jest taka ogromna…


<Cierń?>

[449 słów]

[przyznano 9%]

02 października 2024

Od Cierń CD. Jeżyny

Siedziała sobie spokojnie po patrolu, nie wiedząc, co ze sobą zrobić i czekając na tych dwóch bezmózgów z jej grupki. Czemu zakochała się w kimś tak głupim jak Rokitnik? Nie wiedziała. Zawsze po prostu tłumaczyła to sobie tym, że chyba sama straciła rozum. Przecież on wyzywał ją nawet od kreatur z bagien. I teoretycznie mogłaby wtedy mu przylać, bo i tak jest dużo silniejsza, lecz kocur był po prostu... Boski. Gdyby nie to, że była w nim zabujana po uszy, dostałby po mordzie więcej niż jeden raz. Kiedy znowu sobie tak rozmyślała podeszła do niej jedna z uczennic. Już chciała spławić Ją czymś typu "daj sobie spokój", gdy rozpoznała w kotce córkę zastępczyni. No cóż, zobaczymy, co ma do powiedzenia. 
— Masz ładne roślinki! 
— Ta, dzięki, młoda —  Jeżyna najwyraźniej nie była usatysfakcjonowana taką krótką odpowiedzią, jednak też się nie zrażała. 
— O! A ta jak się nazywa? O! A tu masz też piórko. Jakiego to ptaka? A jak ty to w ogóle przyczepiasz?—  Zalała ją fala pytań. Ach, czyli była to jedna z tych męczydup. Jednak z czystego szacunku do Sówki postanowiła odpowiedzieć na pytania młodszej. Gdyby Żagnica i Rokitnik tu byli już dawno posłaliby ją tam, gdzie pieprz rośnie. Ale jako że Cierń nie lubi brać odpowiedzialności za coś, co sama zrobiła, postanowiła, że będzie miła. 
— Na żywicę. A co to są za rzeczy, to licho wie. Ważne, że działa. Mam ważniejsze rzeczy do myślenia.
— Ooo... A o czym myślisz? 
— O tym, jak fajnie by było, gdybym miała święty spokój — prychnęła

 <Jeżyna?>

25 września 2024

Od Jeżyny Do Cierń

Ptaszki nuciły wesoło swoje melodie, celebrując początek nowej pory roku. Grube warstwy śniegu zaczęły topnieć, odsłaniając żółto-zieloną trawę, jednak korzenie drzew czy pojedyncze dołki w ziemi nadal były okryte białym, teraz już zbrązowiałym puchem. Jeżyna wraz z mentorką przeprawiały się przez tereny Owocowego Lasu w przyjemnej ciszy, ciesząc się z przebijających się przez korony jeszcze nagich drzew promieni słońca. Czasem któraś z nich zanuciła pod nosem jakąś piosenkę czy rymowankę, wtórując ptasim koncertom. Ostatnie treningi były w miarę spokojnie, opanowała większość umiejętności bardzo szybko i teraz zajmowały się dopracowywaniem szczegółów. Poprzedniego dnia bura z dumą przyniosła do obozu srokę, która akurat przypałętała się jej pod łapy – a później podarowała ją Sówce w prezencie. Pieczarka oczywiście nauczyła ją technik polowania, mimo, iż jej zadaniem w klanie było zapewnienie bezpieczeństwa oraz wiedzy o ich domu, a nie pokarmu. Zwiadowczyni zaznaczyła, że istotna jest umiejętność złapania sobie posiłku samemu, gdyż nie zawsze będzie on zapewniony przez innych, lub ktoś inny będzie go potrzebował.
Znalazły się prawie przy ścieżce potworów, dzielącą ich terytorium od tego Klanu Burzy. Gdy Jeżyna już miała przechodzić przez płynący tam strumień (a bardziej przeskakiwać, bo nie miała ochoty moczyć łap w takiej zimnej wodzie), Pieczarka nagle się zatrzymała i spojrzała na uczennicę.
— Czy uczyłam cię rozpoznawać tropy lisów? – zapytała, strzygąc uszami.
Oczy Jeżyny rozszerzyły się, a łapę, która wisiała nad wodą postawiła z powrotem na ziemi.
— Nie, jeszcze nie – miauknęła, rozglądając się w te i we wte – Chcesz mi powiedzieć, że jakiś się tu kręci?! – pisnęła.
Starsza parsknęła śmiechem i pacnęła burą ogonem po barku.
— Nie, nie ma tu żadnego – zachichotała – Ale skup się i powiedz mi, co ci ten zapach przypomina.
Kotka przekrzywiła główkę.
— Jaki zapach..? Ja nic nie… – mruknęła, węsząc, jednak jej nosek wyczuł pewną nieprzyjemną woń – Fuuuj, co to tak śmierdzi?
— Spójrz w prawo, tam na brzegu – biała wskazała ruchem głowy stertę brązowego czegoś – To lisie łajno. Ale to jest już stare, lisy kręciły się tu tuż przed spadnięciem śniegu.
Uczennica wykrzywiła mordkę, odwracając wzrok z powrotem na towarzyszkę.
— Mało ciekawy widok – mruknęła.
— Poczekaj, pokażę Ci jak wyglądają jego ślady.
Pieczarka rozejrzała się po okolicy, ale nie mogła dojrzeć żadnych - wszystkie rozmyły się podczas topnienia śniegu.
— Dobra, to poradzimy sobie inaczej – miauknęła, odbijając swoją łapę na ziemi – Widzisz ten ślad? Tropy lisów wyglądają trochę inaczej. Są bardziej zaostrzone, i mają cztery części – Obok odcisku swojej łapki wyryła w mokrym piachu trójkątne bruzdy.
Bura pokiwała głową przyglądając się rysunkom mentorki.
— No i będą różnić się rozmiarem, prawda? – upewniła się – Od mamy lis i jej dzieci?
— Właśnie tak! Widzisz jak szybko się uczysz! – pochwaliła ją – Co jeszcze musisz wiedzieć… Zapach lisa jest ostry, często gryzie w nos i “śmierdzi”. Łatwo jest je zauważyć zimą, ale gdy zielona porą ukrywają się w krzakach i norach, wypatrzeć jest je trudniej.

***

Wzięła w pyszczek świeżo upolowaną przez jej mamę mysz i wolnym krokiem ruszyła w stronę żłobka. Bardzo lubiła spędzać tam czas towarzysząc Malince i jego dzieciom, dawało jej to chwilę aby odetchnąć. Pogawędziła chwilę z królewiczem, dając kociakom posiłek. Gdy wyszła, uderzyła mordka w bok jakiegoś kota.
— Przepraszam!! – pisnęła, otrząsając się.
Wzrokiem napotkała pomarańczowe oczy Orzeszka, równie zaskoczonego co ona.
— Nic się nie stało – mruknął z uśmiechem kocur z pyskiem pełnym ziół.
— Gdzie je zanosisz? – wskazała łepkiem na roślinki.
— To dla Przebiśniega – odparł, strzepując ogonem – Świergot mówiła, że boli go ząb. To ma mu pomóc.

***

Ziewnęła, przeciągając zdrętwiałe łapy. Czekanie aż mama wróci z patrolu zaczynało jej się nudzić, tym bardziej, że nie miała nikogo do towarzystwa. Chciała jej zadać parę pytań odnośnie jej własnego treningu zwiadowcy i… paru spraw miłosnych. To nie było tak, że była zakochana po uszy, ale fakt, że Czereśnia jej nie lubił nadal troszkę bolał.
Koty wchodziły i wychodziły z obozu, niektóre wskazywał na drzewo, moszcząc się na swoich posłaniach. Słońce jeszcze świeciło wysoko, ale był to całkiem produktywny dzień. Leżała przed legowiskiem wojowników, ze znużeniem przypatrując się szaro-buremu stosowi zwierzyny. Czekała aż zakwitną nowe kwiaty, aż świat ponownie rozbłyśnie kolorem. Chciała zebrać nowe roślinki do kolekcji i udekorować nimi swoje posłanie. Wspominając o roślinach - pewien osobnik miał ich bardzo dużo. Mowa tu o Cierń, która od zawsze przyciągała uwagę uczennicy. Pamiętała, że za kociaka chciała polować na zwisające z barków starszej pnącza, ale mama powiedziała jej nie. Od dawna chciała do niej zagadać, zapytać się, jak je przyczepia. W końcu uznała, że nie ma nic innego do roboty i nic do stracenia. Odszukała wzrokiem łysej kotki, po czym szybkim krokiem podeszła do niej i spojrzała w jej zielone oczy.
— Witaj! – miauknęła przyjaźnie, zwracając uwagę wojowniczki – Masz bardzo ładne roślinki!


<Cierń?>

[755 słów + rozpoznawanie tropów lisów]
[przyznano 15% + 5%]



wyleczeni: Przebiśnieg