BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drobne Ukojenie x Biały Strumień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drobne Ukojenie x Biały Strumień. Pokaż wszystkie posty

13 lipca 2026

Od Białego Strumienia CD. Drobnego Ukojenia

Przed pożarem w Klanie Burzy, ale po śmierci Słonecznego Fragmentu

Minęło trochę czasu od śmierci Słonecznego Fragmentu oraz od odejścia za Zawilcową Koroną Burzowych Chmur. Biały Strumień nadal nie potrafił pogodzić się z tym, iż oni wszyscy odeszli. Że Klan Burzy słabł z księżyca na księżyc… a ich jakże wspaniały lider, Królicza Gwiazda, nic nie robił, by to naprawić. Albinos smętnie siedział w tunelach, dzieląc ze Śniącym Obserwatorem obowiązki. Był zmęczony i w złym nastroju, dodatkowo przychorował z przepracowania. Nie bywał wcale na powierzchni, ciągle tylko kręcąc się tunelami, przez Grotę Pamięci, wspominając Księżyca, swojego byłego zresztą przyjaciela. Widywał ich niedokończony obraz na jednej ze ścian, pozwalając, by uczucie żalu kłuło go w serce. Nie zamierzał wmawiać sobie głupot, by poprawić własny nastrój. Niewidomy zaginął, być może nie żyje, a on nigdy nie spróbował tak szczerze z nim porozmawiać i odzyskać więzi, jaką mieli.
Któregoś ranka obudził się z gorączką. Właściwie… nie był pewien, czy było rano. W tunelach pory dnia się zlewają, jedynie przechodzące nimi koty mogą uaktualnić informacje na ten temat. Właśnie w taki sposób, rozgorączkowany Biały, usłyszał od swojego ojca, Szarej Skóry, iż nastał ranek. Kocur przechodził tunelami, by wyjść na przechadzkę, jednak widok syna go zatrzymał. Zauważył, iż Biały nie jest w najlepszej kondycji. Dyszał, a jego czerwone oczyska były zaczerwienione oraz załzawione. Zaciągnął więc albinosa do Wełnistej Mszycy, by mogła się nim zająć. Przy okazji ich ojciec (bo nagle mieli istne rodzinne spotkanie u medyków) poprosił o coś na bezsenność, bo tak ostatnio słabo spał. Biały przewrócił oczami. Nigdy nie lubił swojego taty ani nie pchał się, by spędzać z nim czas. Zwłaszcza po śmierci matki odsunęli się od siebie, choć nigdy nie byli blisko.
Szara Skóra zaczął opowiadać niestworzone historie, pospieszając medyków z tymi ziołami. On miał w końcu coś ważnego do załatwienia… jak zawsze. Nigdy nie miał czasu, by spędzić go z dziećmi, a jeśli już, dawał się we znaki całej trójce. Po kilku uderzeniach serca wszyscy mieli go dosyć. Aż dziw, że jego pociechy wyrosły na porządne koty… Otrzymawszy przepis na lepszy sen, arlekin opuścił legowisko medyków, by kontynuować załatwianie “ważnych spraw”. Biały westchnął jedynie. Nie miał siły z nim walczyć. Wszystko go przytłaczało, dodatkowo przypałętała mu się ta gorączka…
— Często ostatnio chorujesz — podjęła jego siostra, wyciągając Białego ze smętnych przemyśleń.
— Trochę jestem…zapracowany — mruknął, odwracając głowę.
Wypełnił prośbę albinoski, by położyć się z boku, zażyć zioła i pozwolił, żeby nałożyła na jego głowę chłodny okład z mchu nasączonego wodą. Miało to ostudzić jego rozgrzany organizm. Długa grzywka przykleiła mu się do boku pyska, a cała sierść nagle ważyła dwukrotnie więcej, niż zazwyczaj. Czerwonooki po zjedzeniu gorzkich ziół, zakasłał, bo coś źle przełknął. Zwinął się w kłębek, by nikomu nie wadzić. Nie chciał rozmawiać, jedyne czego pragnął to znaleźć się ponownie pod ziemią. Tam było chłodniej, na pewno ciszej, ciemniej. Odwykł od bywania w zatłoczonym obozie. Mógłby wręcz stwierdzić, iż przytłaczało go to bardziej, niż kiedyś. Słowotoki losowych kotów z zewnątrz, krzyki uczniów, plotki jakichś kotów, do tego ruch w medykowym legowisku… za dużo, za wiele! Nie mógł nawet zasnąć, leżąc tak z zamkniętymi oczami, zaczął więc myśleć. Zawsze tak miał; kiedy nie dawał rady położyć się spać, dopadały go natrętne myśli. Teraz nie było inaczej…
Przypomniał sobie, kiedy był jeszcze uczniem, miał mentorkę, którą szczerze podziwiał i mógłby wręcz powiedzieć, pokochał na swój sposób. Jak ciocię, która była jego wsparciem, drogowskazem. Burzowe Chmury nie był gorszy, jednak Biały nigdy nie czuł w kocurze oparcia. Już wtedy odczuwał swoje braki w treningach, kocur nie bardzo lubił w nocy ćwiczyć, a przecież albinos inaczej nie mógł… więc wręcz od początku Biały odstawał. Trenował samemu lub prosił o pomoc Barszczową Łodygę, żeby chociaż troszkę nadgonić. Kiedy przemianowany został na przewodnika, jego życie się odmieniło na lepsze. Później, jednak kiedy on już myślał, że będzie dobrze, iż Kwiecista Knieja zostanie jego współpracowniczką po mianowaniu, ta odeszła z klanu. Uciekła, wydrapując zdezorientowanemu, młodemu Białemu, ogromną ranę w sercu. Jego oparcie zniknęło, kot, na którym polegał w trudnych chwilach, do którego mógł pójść po pomoc czy zwykłą prośbę o opowieść… dlatego też Biały nigdy nie polubił Małej Bazi. Widok zdeformowanej mordki oraz futra tak łudząco podobnego do jej matki przyprawiał go o wymioty. Nie mógł, nie chciał, nie potrafił zapewne… I to nigdy się nie zmieni. Mała Bazia została u albinosa skreślona od razu, kiedy Knieja podrzuciła ją do żłobka.
Po kotce dostał trzeciego mentora, co było ogromną rzadkością. Mało który kot musiał mieć aż tyle nauczycieli w swoim jednym, przedłużonym szkoleniu. Białego jedynie to dołowało i frustrowało. Był naprawdę aż tak wybrakowany, że musiał mieć trzech mentorów? Królicza Gwiazda nie uznał go za gotowego po odejściu Kniei? Serce albinosa było ściśnięte z żalu i pewnego rodzaju… złości. Miał żal do przywódcy, wręcz zaczął pałać niechęcią. Słoneczny Fragment sam miał masę problemów i ich trening tak naprawdę nie był mocno jakościowy. Biały zastanawiał się wtedy, czy kocur nie miał jakiejś depresji… bo zawsze czuł ciężar jego obecności. Nigdy nie byli szczególnie blisko, a przez to Biały ponownie nie miał w nikim oparcia. Po mianowaniu Białego, kocury mało ze sobą rozmawiały. Dodatkowo przecież Słońce szkolił dwa koty naraz, co nie mogło być łatwym zadaniem.
Albinos powrócił na ziemię, do aktualnej sytuacji, wzdychając ciężko. Gorączka nie odpuszczała, tak samo, jak gnębiąca go rzeczywistość. Nosił w sobie tyle żalu i smutku, a tak naprawdę nie miał komu o tym powiedzieć. Nie chciał obarczać swoim ciężarem rodzeństwa, które na pewno miało własne problemy… na ojcu nie mógł polegać. Nigdy nie znalazł w kocurze ojcowskiej figury, którą powinien być. Przykładu do naśladowania, wzorca, pierwszego bohatera… Szara Skóra w roli ojca był bardzo nijaki, wręcz odpychający. Pod maską najprostszych pytań o samopoczucie, by dzieci się od niego odczepiły, nigdy tak naprawdę jego to nie obchodziło. Jeszcze zachowanie Szarej Skóry w obliczu zagrożenia… był zwykłym tchórzem, niegodnym szacunku. Czy więc… Biały kiedykolwiek odnajdzie kogoś, w kim miałby niezachwiane wsparcie? Będąc zostawionym przez tyle kotów, szczerze zaczynał to wątpić. Mało tego… przecież Biały nic tak naprawdę nie potrafił. Czy mógł tak narzekać na ojca, skoro sam nie był lepszy? Nie umiał nawet dobrze polować czy się składać. Jedyne co posiadał to dobrą pamięć, ale co komu z tego, jeśli nie wyżywi nią potrzebujących? Czy Biały powinien w ogóle wymagać od życia, od innych kotów, jeśli sam nie miał nic do zaoferowania w zamian? Czy miał do tego prawo?
Większość kotów, z którymi miał relacje, zmarła lub zaginęła. Czyż nie oznaczało to, że albinos przynosił… pecha? Dziecko ponoć zesłane przez Przodków, Kocięta Białego Pawia, specjalne w swojej odmienności. Tyle że ta “specjalność”, w odniesieniu do przewodnika była nad wyraz nietrafiona. Biały zaczął myśleć nawet, że nie jest nikomu potrzebny. Przecież nie wykarmi klanu, nie odeprze wrogiego ataku… jedynie co to naprawi zawalony tunel. W czym niby był tym “wyjątkowym”? W wyglądzie, którego szczerze nienawidził? Czerwone oczy, dla innych wspaniałe, niecodzienne i intrygujące, a dla niego? Oznaka odmienności. Nie mógł nawet patrzeć w słoneczne niebo, bo mógłby oślepnąć… Skóra cienka, delikatna, sierść śnieżnobiała, które palił nawet najmniejszy promień słońca. Kiedyś już się o tym przekonał, będąc poparzonym przez swoje nierozsądne zachowanie. Zaczął bardziej niż zwykle bać się wyjścia na zewnątrz. Niewypowiedziany strach, który sprawiał, iż sztywniały wszystkie jego łapy, kiedy miał wyściubić nosa na zewnątrz, a nie było smolistej nocy.
Czym było to życie? Pasmem nieszczęścia, tęsknoty, samotności, odizolowania. Nie było w nim nic “wyjątkowego”. Ten wygląd okazał się przekleństwem, ba, być może przez to wszyscy go opuszczali. Nie wnosił swoim paskudnym charakterem nic wartościowego do żyć innych kotów. Dziw aż, że rodzeństwo się jeszcze od niego nie odwróciło. Przecież Wełna była chodzącym aniołem, a Lotos porządnym kocurem. Tylko on z ich trójki odstawał swoją nijakością, brakiem ciekawej wiedzy, którą mógłby się pochwalić. Po co prowadzić takie życie? Dlaczego klan nadal go w nim trzymał?

~*~

Minęło kilka wschodów słońca. Gorączka została wyleczona przez jego wspaniałą i uzdolnioną siostrę. Biały Strumień mógł opuścić medyczne legowisko. Kiedy Wełnista Mszyca krzątała się pomiędzy ziołami, Biały przysiadł, by na nią popatrzeć. Tak mądra z niej była kotka. Przewodnik czuł dumę, patrząc, jak zgrabnie zbiera potrzebne medykamenty, jak doskonale poukładane ma w głowie wszystkie informacje o leczeniu różnorakich schorzeń… niesamowite. Nie to, co on.
Podziękował jej, schylając delikatnie głowę, żeby nie dostrzegła jego niepewnego, smętnego wyrazu pyska. Ulotnił się, kiedy burzowe chmury zasłoniły niebo.
Tego dnia padał deszcz, zmywając wszelkie zapachy, ślady i codzienne smutki.
Następnego z kolei dnia, Biały Strumień w grobowym milczeniu, naprawiał wejścia do tuneli po tej ulewie. Zapach mokrej trawy wypełniał jego płuca, a on mimo tego nie potrafił się tym cieszyć. Dawna ciekawość świata zniknęła, być może tylko chwilowo, jednak aktualnie był chodzącym smutasem. Nieustannie poważny, zamyślony wyraz pyska, konkretne i skupione ruchy łap, przy poprawianiu wejść. Zrobił wszystkie poza jednym, jego niegdyś ulubionym wyjściem przy granicy z Klanem Klifu. Cały dzień kręcił się tu i tam, by tylko ominąć to jedno, konkretne miejsce. Jakby obawiał się spotkać pewną kotkę, za którą jego serce nieustannie tęskniło. Ciężar ostatnich doświadczeń oraz te przemyślenia jednak kazał mu myśleć, że Drobne Ukojenie nie pokochałaby kogoś takiego, jak on. Kimże był, żeby oczekiwać odwzajemnienia uczuć przez taką utalentowaną, piękną istotę?
Ah, właśnie. Ponieważ Biały uświadomił sobie ostatnimi czasy, że chyba czuł coś więcej do niskiej Klifiaczki. Dlatego też niedoszłe spotkanie kilka księżyców temu tak bardzo go zabolało. Ponieważ on ponownie postanowił zaufać, a został zawiedziony. Utwierdzał się wtedy w przekonaniu, że nie zasłużył widocznie nawet na miłość.
Cały dzień omijał tamto wyjście do naprawy, aż do nocy, kiedy postanowił przezwyciężyć dziwne uczucie w żołądku, i je skontrolować.
Przemknął zgrabnie wydeptanymi tunelami, docierając późną nocą do wspomnianego miejsca. Zrobił oględziny, poprawiając to, co zostało zniszczone przez deszcze. Nie trwało wszystko zbyt długo, więc miał jeszcze sporą część nocy do przesiedzenia.
Spojrzał czerwonymi oczami w stronę granicy z Klanem Klifu. Jego łapy same, chociaż drżąc, skierowały się w tamtym kierunku. Zniżył głowę, pozwalając, by grzywka przysłaniała mu jedno oko, a ogon ciągnął za sobą jak duch. Brzdąkanie świerszczy, szum mrówek biegających w trawie, czy innych małych stworzeń, to wszystko doskonale mógł teraz usłyszeć. Nocną muzykę jakby graną specjalnie dla niego. W oddali dosłyszał huczenie sowy, gdzieniegdzie przebiegającą wiewiórkę, która korzystała z chłodu, by poszukać pochowanych orzechów.
Biały Strumień kroczył powoli jakby ze strachem. Każdy krok ważył, delikatnie stawiając łapę w wysokiej trawie. Dotarł wreszcie do miejsca ich spotkania. Wszechobecna cisza szumiała w jego długich uszach, a on zganił się w głowie. Przecież jej tutaj nie spotka… dlaczego więc czuł się tak głupio zawiedziony?
Po dłuższym uderzeniu serca poszedł wzdłuż granicy. Nagle poczuł, jak żołądek podskakuje mu do gardła, kiedy usłyszał jakiś szmer. Wróg? Lis? Może borsuk? Nadstawił uszu, a czerwone źrenice rozszerzyły się do granic możliwości. Wysunął pazury, był gotów; nawet jeśli nie miał zbyt wysokich umiejętności w walce.
Kiedy jego oczom ukazała się znajoma sylwetka, poczuł, jak serce staje mu w miejscu. Wąsy opadły, wszystkie myśli, jakie miał w głowie przepadły. Nawet świerszcze zaprzestały swojego nocnego koncertu, jakby chciały dać dwójce kotów chwilę w ciszy.
Stała przed nim, wyplątana z zarośli, nie kto inny, jak Drobne Ukojenie. Biedna, zaplątała jej się łapka i dlatego tak go wystraszyła tym nagłym zrywem. Długo tutaj była? Może przyszła przypadkiem? Może Klan Klifu wprowadził nocne patrole? Przecież na pewno nie czekała tutaj na niego…
Albinos widział, jak ta otwiera i zamyka pyszczek, jakby słowa ugrzęzły jej w gardle. On również, nie był w stanie wydusić z siebie czegokolwiek, a jedyna myśl, jaka przyszła mu do głowy, brzmiała “czy to naprawdę ona?”.
— Biały Strumieniu…! — wydobyła w końcu siebie Drobne Ukojenie. Biały wzdrygnął się na dźwięk własnego imienia w jej ustach, wypowiedzianym tym niepewnym głosem, którego nie słyszał tak długo.
— Jeju, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że Cię w końcu widzę. Czekałam tutaj prawie co noc… ma-mając nadzieję, że jakimś cudem się tutaj zjawisz, co może nie było… najmądrzejsze, ale zadziałało, nie? — albinos widział w jakich nerwach kotka była. Jakby zaraz mieli zniknąć, a ona mimo to chciała przekazać mu wszystko, co miała w głowie. Nawet jeśli oznaczało to przytłoczenie go ilością słów, chociaż… to było ostatnie, czym Biały się teraz martwił. — Ja tak bardzo Cię przepraszam, powinnam się była zjawić wcześniej albo… albo chociaż na zgromadzeniu później, ale tyle się stało i… Potem tak okropnie się czułam. Bałam się tutaj w ogóle przyjść, ale jestem. Nawet nie wiem, od czego zacząć, mówiłam Ci już o tych mewach kiedyś… nie wiem, czy byłeś na ostatnim zgromadzeniu. Ale kiedy szłam się z tobą spotkać, zaatakowała mnie jedna z nich i-i dlatego mam teraz takie blizny — dopiero w tej chwili Przewodnik dostrzegł rozległe wygojone rany na ciele Protektorki. Poczuł mrowienie wzdłuż kręgosłupa. — Potem wojownicy poszli walczyć i zginął Judaszowcowa Gwiazda… Pikująca Jaskółka się zajmowała klanem, a kiedy poszła… odebrać dziewięć żyć, zaatakował ją mój wujek. I… i… teraz jest więźniem… a przez ten czas, tak bardzo się martwiłam i chciałam Cię przeprosić, że n-nie przyszłam… i… teraz tak bardzo mi głupio — głos Drobnego Ukojenia coraz bardziej się urywał, jej oddech stał się cięższy, a uszka opadły.
Biały… Biały Strumień nie wiedział, co ma zrobić, czy robić cokolwiek? Co było odpowiednie w takiej sytuacji?
Jednak im dłużej na nią patrzył, im bardziej wsłuchiwał się w jej głos, tym mocniej do oczu cisnęły mu się łzy. Czuł, jak łapy mu drżą, uszy nisko opadają, a spojrzenie mięknie. Nie sądził, że ją tutaj spotka, ba, nawet o tym nie myślał, z góry zakładając, iż ta znajomość była zakończona, a ona… zjawiała się tu co drugą noc? Specjalnie… dla niego? Przewodnik nie mógł wyrazić jakie poruszenie to w nim wzbudzało. Głośno i szybko bijące serce dowodziło jednak, że były to same silne emocje. On... On czuł, jak się łamał, a cały wysoki mur dookoła niego kruszył się kawałek po kawałku. Otworzył pysk, jednak nie wydobył się z niego głos, więc spróbował znowu, z każdą próbą robiąc krok ku kotce. Gdy był długość lisa od niej, w końcu mu się udało.
— D… Drobna — szepnął, przełykając ślinę. — Nie wiem co powiedzieć… jest tego zbyt dużo. Ja… Ja myślałem, myślałem, ż-że Ty mnie już nie lubisz i… I mnie wystawiłaś wtedy. A Ciebie, z-zaatakowały mewy. T-To moja wina…
Pokręcił bezsilnie głową. Patrzył na jej blizny, tak wielkie w porównaniu z jej niewielkim ciałem. Ściskało go w środku na samą myśl, co ona musiała przejść. Ile stresu się najeść, strachu, bólu… później jeszcze te problemy w jej klanie. Miała na pewno bardzo, bardzo ciężko.
Niebieska zamilkła, a łzy zmoczyły futerko na jej pyszczku.
— Nie... Biały. T-to nie Twoja wina, przecież- przecież razem ustaliliśmy, żeby się spotkać — zaczęła w końcu. — Ja... Nikt nie mógł przewidzieć, że tak to się skończy... nie wiń się... proszę? Nigdy bym cię nie wystawiła…
Biały poczuł ścisk w żołądku. Kiedy pierwsze łzy zmoczyły pyszczek Drobnej, poczuł, jak jego ciało samo się rusza, zmniejszając dystans ku niej. Niepewnie wyciągnął łapę, którą zaraz cofnął, pozostając jednak blisko niej.
— Nie płacz... proszę, bo j-ja też... — szepnął, czując, jak i jemu lecą łzy, a ciało z napiętego się nieco rozluźnia. — Nie płacz, błagam... Nie tak wyobrażałem sobie nasze spotkanie. Czułem wyrzuty sumienia i złość... krążyłem całą noc wtedy, czekając na Ciebie... nawet zostałem aż do rana i poparzyło mnie słońce. Nie płacz już, Drobna. Przepraszam, n-nie wiedziałem, jak to było... Byłem taki zły... i s-smutny, myślałem... myślałem, że już mnie nie lubisz... — mówił, nim wyszeptał cicho. — A ja bym mógł dla Ciebie przekroczyć granicę…
Klifiaczka drgnęła po jego odpowiedzi. Wyglądała na zmartwioną. Albinos spuścił głowę.
— Ale wszystko już dobrze? Po tych poparzeniach? Nie były bardzo poważne? — przysunęła się bliżej, próbując zerknąć na grzbiet białego kocura. — Co? Nie... Nie, nie. Biały, ja bardzo Cię lubię, naprawdę... bardzo... też Cię przepraszam — wyszeptała, próbując uśmiechnąć się przez łzy. — Też byłam... bardzo zdruzgotana, tak się martwiłam o Ciebie i co sobie pomyślisz o tym wszystkim…
Na pytanie o poparzenia zmarszczył nieco brwi. Jego wzrok przeskoczył na blizny pokrywające ciało kotki. Dlaczego martwiła się o niego, zamiast o siebie? Przecież dużo mocniej ucierpiała...
Nic nie mógł też poradzić na to, że ucieszył się w głębi serca, kiedy kotka przyznała, że go lubi.
— Nie przepraszaj — mruknął. — Futro...zakrywa mi ślady, ale dzięki medykom nie są mocno widoczne — szepnął. — A T-Twoje blizny? Bardzo rozległe... Żałuję, że nie pobiegłem, by Ci pomóc. Dziękuję, że mi wyjaśniłaś...
— Nie martw się... proszę... może i nie wyglądają najlepiej, ale... jestem cała naprawdę. Dobrze, że nie pobiegłeś mi na pomoc... co jeśli jakiś z patroli wyczułby twój zapach nad ranem... albo jeśli Ciebie też dopadłyby mewy? — niebieska kotka usiadła tuż przed przewodnikiem.
Biały zacisnął usta. Miała rację... zachowałby się bardzo nierozsądnie, gdyby pobiegł jej szukać na nieznane tereny Klanu Klifu. Z drugiej zaś strony, może uniknęłaby tak rozległych blizn... chociaż jeśli miał przyznać, wciąż wyglądała oszałamiająco, a blizny podkreślały, jaka jest nieugięta i odważna. Imponowała tym albinosowi.
Zamilkł na dłuższą chwilę. Widać było, iż zbiera się w sobie, jak przełyka niewidzialną gulę w gardle.
— Chcesz dalej… — zaczął niepewnie. — Się... l-lubić? Pomimo tego, jaki jestem...
Ostatnie zdanie tak cicho dodał, jakby nie do końca chciał, by je usłyszała. Samo to pytanie było mocno niepewne, bo Biały nie uważał siebie za szczególnie interesujący okaz. Z drugiej strony... pomimo tego, jak się czuł... On tego chciał. Pragnął wręcz dalszej znajomości z Drobną. Tęsknił za rozmowami, czy wspólnym milczeniem. Chciał, żeby znowu ich spotkania na granicy miały miejsce i by mógł wdychać zapach jej futra oraz słuchać głosu. To było całkiem egoistyczne... jednak pozwolił sobie na takie zachowanie.
Drobne Ukojenie słysząc pytanie czerwonookiego, przymknęła na chwilę oczy, a z nich pociekło kilka łez na trawę obok nich.
— Tak... tak... bardzo bym nie chciała, żebyśmy przestali się... l-lubić — szepnęła w odpowiedzi.
Słysząc dalszą wypowiedź i widząc, jak lecą jej kolejne łzy, nie mógł powstrzymać palącej chęci otarcia ich. Podniósł łapę, z początku niepewnie, powoli, cały czas słuchając, jak do niego mówi. Zdawałoby się, że wszystko ucichło, każda żaba, świerszcz czy nawet nocne stworzenia dały im przestrzeń do tej rozmowy. Mnóstwo kotłowało się w nich emocji, byli młodzi i zagubieni, każde z nich zresztą należało do innego świata, a jednak wciąż...
Gdy jego łapa dotknęła w delikatnym, niepewnym geście policzka Drobnej, wzdrygnął się troszkę. Miała miękkie, ciepłe futro, oko zasłonięte grzywką i zaczerwienione od płaczu oczęta. Wzrok Białego złagodniał, zmiękł, wargi rozluźniły i poczuł, że znowu jest tam, gdzie chciał. Przy niej, tej niskiej, rozgadanej kotce, która miała tak samo głupie pomysły co on, a z upływem księżyców nie zanosiło się w nich na zmianę.
Wziął wdech, który nagle pomógł mu przywrócić spokojny oddech w miejsce tego drżącego z emocji. Posłał jej uśmiech tak szczery i miły, na jaki przez bardzo wiele ostatnich księżyców nie potrafił sobie pozwolić. Jej słowa były dla niego niczym najwspanialsza nowina.
— Nie przestawajmy więc, Drobna — szepnął do niej, muskając opuszkami jej pyszczek.
Otarłszy łzy, zabrał łapę i mrugnął do niej powoli czerwonymi oczyma.
— W tych bliznach wciąż wyglądasz wspaniale, więc nie martw się nimi. Jesteś przepiękna.
Protektorka przechyliła głowę, kiedy kocur zabrał łapę i pokonała tę ostatnią odległość, wtulając mordkę w szyję albinosa.
— Tak się cieszę, że mogliśmy sobie wszystko wyjaśnić... — wydusiła z siebie, a uśmiech powoli wkradał jej się na pyszczek.
Biały... Biały poczuł, jak kotka wtula się w jego szyję i poczuł, jak zamarza w miejscu. Nie sądził, że Drobna się zdecyduje na taki ruch i nie do końca wiedział, jak ma się zachować.
Kiedy minął szok, poczuł, jak gorąco zalewa jego pyszczek oraz uszy, a serce zaczyna szybko bić. Dotarło do niego. Drobna, która mu wpadła w oko, się do niego przytuliła. Do niego. W jego futro. W JEGO SZYJĘ. Otworzył zdziwiony lekko pyszczek, biorąc wdech, ale nic nie powiedział. Jego ogon drgnął nerwowo, jednak po chwili przesunął go bliżej, niemalże muskając ten należący do Klifiaczki.
Wypuścił z siebie powietrze, uśmiechnął się i przymknął oczy. Obniżył łebek oraz wtulił go w czubek głowy Drobnego Ukojenia. Przesunął pyszczkiem po niej, a z jego ciała wydobył się pomruk ulgi i zadowolenia.
— Dziękuję za to, że przychodziłaś tutaj, próbując mnie spotkać... dzięki Tobie mogliśmy odbyć tę rozmowę. Dziękuję — szepnął, mrucząc.
— Ty też przecież przyszedłeś... — zaśmiała się cicho. — Bez Ciebie też nie byłoby tej rozmowy. — Drobne Ukojenie wcisnęła nos pod głowę Białego, jej gardło zaczęło wibrować z zadowolenia, ciche mruczenie dołączyło do tego, które wydobywało się z jej towarzysza. — ...tyle się działo w Klanie Klifu... bardzo się cieszę, że chociaż to tu... się wyprostowało... — westchnęła ze słyszalną ulgą.
Biały nie mógł uwierzyć w to, co się aktualnie działo. Siedział wtulony w Drobne Ukojenie...     tak po prostu? Bez wyrzutów sumienia, bez myślenia, że mu się nie należy taki rodzaj bliskości? Jakby kotka swoim puszystym ogonem wymiotła wszystkie negatywne rzeczy z jego głowy, pozwalając, by odetchnął, chociaż na moment. Niestety, jego problemy wciąż były aktualne, ale przynajmniej wyjaśnili sobie z Klifiaczką parę spraw. Wyglądało też na to, że... teraz już się między nimi miało ułożyć, jeśli mógł to tak nazwać.
Poczuł, jak kotka wciska głębiej w jego sierść swój pyszczek, zupełnie tak, jakby chciała się tam skryć. Czuł oraz słyszał mruczenie kotki, które rozczuliło go dogłębnie, a nieopisana radość zalała całe ciało kocura przyjemnym dreszczem.
— Tak — szepnął. — Ja również czuję ulgę, że udało nam się porozmawiać... Ostatnie księżyce były bardzo ciężkie. Mój klan też ma... całkiem burzliwy okres.
Westchnął ciężko, wdychając po chwili zapach kotki. Mrowienie, które za każdym razem przebiegało po jego kręgosłupie, wprawiało go w dziwny stan, którego nie znał do tej pory. Z nikim nie czuł tak intensywnych emocji, a przecież jedynie się przytulili... może to była kwestia ich długiej rozłąki? Chociaż z drugiej strony nie byli parą, by aż tak tęsknić za sobą nawzajem...
Zamknął oczy. Tak. Nie byli przecież partnerami, nie powinien więc mieć nadziei na coś więcej ze strony Drobnej. Ona chciała utrzymywać dalej znajomość, powiedziała, że go lubi, przytuliła... przyjaciele też tak robią... prawda?
Chociaż ta myśl zakuła go w serce. Czy jeśli wyznałby kotce, co wobec niej czuje, nie spłoszyłby jej? Ale przecież... On sam nie do końca siebie rozumiał. To wszystko było skomplikowane, a dodatkowo problem leżał też w ich miejscach zamieszkania. Należeli przecież do innych klanów...
— Masz ochotę się przejść? — zapytał po długiej chwili milczenia. Cały czas byli w siebie wtuleni i żadne z nich nie rwało się, by to przerwać.
Wyleczeni: Szara Skóra
Rysunek autorstwa falvie666
<Drobna? ❤️ >

22 maja 2026

Od Drobnego Ukojenia CD. Białego Strumienia

Tuż po wymknięciu się z obozu

Drobne Ukojenie czuła się paskudnie, nie ma co tego owijać w bawełnę. Nie dość, że złamała rozkaz Judaszowcowej Gwiazdy, to jeszcze zrobiła to na darmo. Nabawiła się jedynie paskudnych ran na swoim grzbiecie, a i tak nie udało jej się spotkać z Białym Strumieniem. Niebieska kotka miała straszne wyrzuty sumienia i mogła mieć jedynie nadzieję, że Burzak nie weźmie tego wszystkiego do siebie za bardzo… choć były to zapewne płonne nadzieje.
Dni spędzała skulona w kącie legowiska medyków, jedynie ruszając się, kiedy trzeba było obejrzeć lub zmienić opatrunek na jej ranach. W dodatku kolejne wydarzenia nie poprawiły jej humoru. Atak na gniazdo mew, który został zorganizowany przez jej współklanowiczów, zakończył się po prawdzie sukcesem, ale czy można go było za takowy uznać, jeśli stracili przez to lidera? Drobna może i nie była największym fanem kocura i… jego decyzje w ostatnich księżycach nie były najlepsze, to jednak nikt nie zasługiwał na taką śmierć. Przynajmniej teraz… było bezpiecznie w klanie?
Kiedy w końcu jej rany się zabliźniły, córka Postrzępionego Mrozu mogła opuścić legowisko, w którym spędzała ostatnie noce, przynajmniej przez to wszystko, co się stało, nie było zbytnio okazji, by bardziej zastanowić się nad jej występkiem, przez co upiekło jej się jedynie z lekkim pacnięciem po łapach. Nie to, żeby jej akcje były jakoś specjalnie poważne… po prostu w głowie Drobnego Ukojenia wszystko wyglądało na gorsze. Pomimo jej nadziei, tragedii w Klanie Klifu nie było jeszcze końca. Pikująca Jaskółka, która objęła panowanie po śmierci czekoladowego kocura, została zaatakowana przez wujka protektorki. Przez co Drobna czuła się jeszcze mniej bezpiecznie, bo… jeśli ktoś z jej rodziny okazał się zdolny do takich czynów… to czy mogła brać cokolwiek za pewne? Gąsienicowy Ogryzek został więźniem, a liderem został Mitrowe Lśnienie, a na zastępcę została wybrana Truskawkowe Pole.

—⊱༒︎ ✦ ༒︎⊰—
Czasy obecne

Drobne Ukojenie była zdecydowanie cichsza niż zwykle. Jej w miarę energiczna osobowość została przytłumiona przez nawracające zmartwienia dotyczące Białego Strumienia. Kotka nie była na ostatnim zgromadzeniu, przez co nie wiedziała kompletnie, co się dzieje i czy on tam był. Nie mogła też zbytnio pytać nikogo o białego kocura… bo kogo? I czemu miałaby, aż tak się o niego martwić. Nie miała też się komu zbytnio o tym wygadać. Przecież powiedzieć, że się spotyka z kocurem z innego klanu na granicy, to prosi się o kłopoty. Dlatego też… odkładała myślenie o tym albo przynajmniej próbowała, bo szło jej to okropnie.
Drobne Ukojenie spędzała czas, leżąc w wiosennym słońcu, choć nie dawało jej to ani komfortu, ani spokoju duszy. Jej myśli dręczyła spirala o Białym Strumieniu, jak w ogóle miała się z nim skontaktować… Nie mogła tak sobie po prostu pójść do Klanu Burzy, a kocur nie wychodził też w dzień, więc nie było szans, żeby znaleźć go podczas zwykłego patrolu. Do leżącej w ciepłych promieniach kotki podeszła Postrzępiony Mróz, która była… widocznie zmartwiona obecnym stanem jednej ze swoich córek. Młodsza Klifiaczka otworzyła niebieskie oczy, spoglądając na swoją rodzicielkę, i uniosła głowę.
— Coś się stało, mamo? — zapytała cicho, po czym ziewnęła z rozleniwienia, starając się ukryć swoje zdenerwowanie.
— Czy coś się musi dziać, abym chciała spędzić czas ze swoją córką? — odmiauknęła w odpowiedzi szylkretka i położyła się obok Drobnej.
— Nie… nie musi, ale… tak, spytałam… — powiedziała, choć głos rwał jej się z niepewności. Świetnie ci idzie, Drobna, skarciła się w myślach, a jej ogon drgnął lekko.
— Chciałam się jedynie spytać, czy wszystko w porządku, ostatnio dużo się działo.
— Ah tak… To… Przepraszam, to wszystko odbiło się to na mnie, wiesz… mewy, śmierć, potem to, co zrobił wujek. Ciężko mi się z tym wszystkim uporać. Ale będzie lepiej… musi być. Więc nie musisz się martwić… — mruknęła Drobne Ukojenie, spoglądając na swoje własne łapy, specjalnie pominęła swoje wyjście w nocy i najbardziej dręczące je zmartwienia. — Mam nadzieję, że już teraz będzie spokój, po prostu.
— Na pewno już będzie lepiej… — westchnęła Postrzępiony Mróz i polizała swoją córkę w czoło, starając jej się dodać trochę otuchy. Wibrysy młodszej drgnęły, a po chwili oparła swoją głowę o szyję wojowniczki, znów czując się jak mały kociak w żłobku, tulący się do matki podczas burzy.
— Dziękuję… — wymruczała jedynie w odpowiedzi.
Spędziły tak w ciszy czas, aż do zachodu słońca, po prostu obok siebie, w ciszy. Trochę to pomogło Drobnej… uspokoiło ją w miarę. Będzie musiała stawić czoła Białemu Strumieniowi i temu wszystkiemu…

—⊱༒︎ ✦ ༒︎⊰—

Ostatnie dni były… stresujące z zupełnie innego powodu niż dotychczas. To wszystko, dlatego że Drobne Ukojenie wymykała się praktycznie, co drugą noc. Odbijało się to, co prawda, na jej zdrowiu, bo była bardzo zmęczona tymi eskapadami i musiała to odsypiać w ciągu dnia. Miała nadzieję… że Biały Strumień się pojawi… może on też próbuje się spotkać i to wszystko wyjaśnić. Choć minęło już tyle czasu, odkąd ostatni raz się widzieli.
Była to już kolejna taka noc… Drobna nie miała większych nadziei, ale nie wolno się poddawać, tak sobie starała się mówić. Była w tym samym miejscu co na ich pierwszym spotkaniu. Siedziała tutaj już od kilku godzin… Księżyc leniwie wspinał się po nieboskłonie, a niebieskooka kotka go obserwowała, starając się nie zasnąć. Kiedy usłyszała cichy szmer po drugiej stronie granicy, zamarła i bardzo po cichu wycofała się bardziej pod gęsty krzak. Próbowała wywęszyć cokolwiek, ale niezbyt jej to szło. W uszach teraz jedynie słyszała swoje przyspieszające serce i szum liści rośliny, pod którą się schowała.
Owe serce z kolei prawie stanęło, kiedy zobaczyła kompletnie białe, długie futro. Przez chwilę zamarła w bezruchu, niepewna, co teraz tak właściwie ma zrobić. Niby sobie myślała, co chce powiedzieć, jak się z nim w końcu spotka, ale teraz miała kompletną pustkę w głowie. Po kilku strasznie długich sekundach zebrała się w sobie i podniosła się, z tego wszystkiego zapominając o krzaku i zaplątując się w gałęzie, przez co musiała się wyszarpnąć. Stanęła jednak przed Białym Strumieniem, już otwierała pyszczek i… nie mogła wydobyć z siebie dźwięku. Patrzyli się tak na siebie przez ciągnący się przez wieczność moment.
— Biały Strumieniu…! — wydobyła w końcu siebie Drobne Ukojenie i jak już powiedziała pierwsze, to jakoś poszła reszta. — Jeju, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że cię w końcu widzę. Czekałam tutaj prawie co noc… ma-mając nadzieję, że jakimś cudem się tutaj zjawisz, co może nie było… najmądrzejsze, ale zadziałało, nie? — W emocjach nawet niezbyt dbała o to, że jest to istny słowotok. — Ja tak bardzo cię przepraszam, powinnam się była zjawić wcześniej albo… albo chociaż na zgromadzeniu później, ale tyle się stało i… Potem tak okropnie się czułam. Bałam się tutaj w ogóle przyjść, ale jestem. Nawet nie wiem, od czego zacząć, mówiłam ci już o tych mewach kiedyś… nie wiem, czy byłeś na ostatnim zgromadzeniu. Ale kiedy szłam się z tobą spotkać, zaatakowała mnie jedna z nich i-i dlatego mam teraz takie blizny. Potem wojownicy poszli walczyć i zginął Judaszowcowa Gwiazda… Pikująca Jaskółka się zajmowała klanem, a kiedy poszła… odebrać dziewięć żyć, zaatakował ją mój wujek. I… i… teraz jest więźniem… a przez ten czas, tak bardzo się martwiłam i chciałam cię przeprosić, że n-nie przyszłam… i… teraz tak bardzo mi głupio. — Głos Drobnego Ukojenia coraz bardziej się urywał, jej oddech stał się cięższy, a uszka opadły. Kotka z całych sił powstrzymywała łzy, tyle emocji na raz i jeszcze zobaczenie jej przyjaciela (?), bo Biały był jej przyjacielem… tak?

<Biały Strumieniu? TvT>

25 marca 2026

Od Białego Strumienia CD. Drobnego Ukojenia

Od czasu Zgromadzenia czuł bardzo dziwne, mieszane uczucia. Sam siebie nie rozumiał, co bardzo go drażniło. Nie lubił mieć takich niejasnych sytuacji. Przesiadywał całe dnie w tunelach, naprawiając je, sprawdzając, pomagając innym kotom, ale łapał się na tym, że odliczał wschody słońca. Do czego? Ano, do spotkania z pewną kotką. Ich ostatnia wizyta na granicy minęła im bardzo spokojnie. Rozmawiali dużo, co Białego również dziwiło. Nie sądził nigdy wcześniej, że kotka, która go tak drażniła będzie w stanie być tym, z którym zacznie spędzać długie godziny na rozmowie. A takie chwile były najlepsze. Mogli mówić cokolwiek – byle słyszeć swoje głosy nawzajem.
Na samo wspomnienie czuł mrowienie w żołądku. Podczas ostatniego zgromadzenia zdobył się na odwagę, by otwarcie, chociaż szeptem, mówić szczerze to, co myślał. Chociaż nie zdarzało mu się kłamać, tak nigdy wcześniej nie powiedział nikomu tył komplementów podczas jednej nocy. Najlepsze było w tym to, że on naprawdę tak uważał. Nie chciał jedynie, by kotce było miło, żeby się uśmiechnęła. On serio, kiedy patrzył na nią, widział najjaśniejszą gwiazdę z nieboskłonu. Jej futro zdawało się zrobione z najdelikatniejszego włosia, jakie kiedykolwiek spotkał, a oczy wyglądały niczym najrzadsze kryształy. Charakter z kolei… ah ten jej charakter. Biały nie mógł się nadziwić temu, jak bardzo ją podziwiał. Miała tyle trudności w życiu, klanie, a mimo to wciąż znajdowała siłę na uśmiech. Uśmiech w jego kierunku, odpowiedź na komplementy od niego. Nie mógł być bardziej szczęśliwy, a jednocześnie zagubiony. W myślach, uczuciach, tym, co powinien, czego nie. Nigdy wcześniej nie posiadał takich dylematów, tylu niewiadomych, jednak… Była taka jedna myśl, która nie dawała mu spokoju.
Czy to wciąż była przyjaźń, czy może coś więcej?
Gdy nadszedł w końcu umówiony dzień, nie posiadał się ze skrytej ekscytacji. Biały Strumień nie należał do ekspresyjnych kotów, dlatego jego radość, którą inni okazaliby jako podekscytowaną rozmowę, chwalenie się na prawo i lewo, u niego była gubieniem się w myślach. Co by jej powiedział tego wieczoru? Czy powinien zerwać po drodze kwiat i włożyć za jej uszko? A może powstrzymać się od robienia kolejnego kroku w obawie, by jej nie spłoszyć?
Chodził rozkojarzony, a wszystko leciało mu z łap. Miał problem skleić odpowiedź na proste pytanie, czym drażnił innych przewodników. Ale co mógł poradzić? Tego wieczoru miał zobaczyć Drobną!

~☆~

Nadeszła noc, więc Biały Strumień wślizgnął się cicho do jednego z tuneli. Tego, którego używał za każdym razem, który miał już wydeptaną ścieżkę z jego łap. Zawsze prowadził go w jedno miejsce, do jednej kotki.
Wyszedł z tunelu, gdy księżyc był na niebie, zasłoniony przez chmury. O dziwo, było ciemno, aż niepokojąco. Czy zbierało się na deszcz?
Poczuł nagle chłodny powiew wiatru, który przywiał zapach morskiej bryzy wymieszany z leśnymi nutami. Usiadł tam, gdzie zawsze i czekał.
I czekał. Gdy minęło trochę czasu, a kotki nie było na horyzoncie, wstał i rozciągnął kości. Przeszedł się wzdłuż granicy w nadziei, iż może Drobne Ukojenie czekała w innej części, niż zwykle. Kiedy jednak dotarł do Kamiennych Strażników, nie dostrzegł nigdzie jej jasnego futra. Wrócił więc, decydując się pójść w drugi koniec granicy.
Po jakimś czasie poszukiwań, do jego głowy zaczęły nachodzić dziwne myśli. Nie znalazł jej ani na jednym, ani na drugim końcu granicy ich klanów. Nie było kotki również w umówionym miejscu. Minęła już niemal cała noc, a po Drobnym Ukojeniu nie było nawet śladu.
Czy ona… Czy ona go wystawiła? Może…
Potrząsnął głową. Idiotyczne myśli. Dlaczego? Czemu jej nie spotkał? Co zrobił źle? Nie był wystarczająco kompetentny, by zabiegać o jej względy? Może Drobne Ukojenie wcale go nie lubiła tak, jak mu się zdawało?
Dlaczego więc nie powiedziała mu tego w twarz na zgromadzeniu? A on teraz jak ciołek chodził tu i tam, nerwowo rozglądając się dookoła. Co się stało? Dlaczego…?
Zacisnął powieki i usiadł bezradnie na trawiastej równinie. Nie mógł poradzić nic na napływające do jego oczu łzy. Pozwolił, by spłynęły smętnie po jasnych policzkach.
Oczywiście, że go nie chciała. Był odmieńcem, w dodatku z obcego klanu. Co z tego, że mieli sojusz? W porównaniu z innymi potencjalnymi kandydatami wypadał bardzo słabo. Ani wyjść na spacer w piękny, słoneczny dzień, ani czerpać radości ze wspólnych patroli bądź polowań.
Zacisnął zęby, a łzy zaczęły intensywniej płynąć. Nigdy się tak nie czuł, nawet wtedy, gdy współklanowicze uznawali go i jego rodzeństwo za zesłane przez Klan Gwiazdy, a przez to traktowali ich inaczej. Jak ozdoby.
Był tak pochłonięty czarnymi myślami, że nie zauważył, kiedy zaczęło wstawać słońce. Dopiero wszechobecny na całym grzbiecie, okrutny, piekący ból dał mu o tym znać.
Wrzasnął, zrywając się z miejsca. Wpełzł do swojego wspaniałego, znanego i bezpiecznego tunelu. Czuł, jak jego grzbiet płonie, a tylne łapy drżą z bólu, przerażenia.
— Jak ja mogłem być tak lekkomyślny — zganił się na głos, płacząc obficie. On, najsztywniejszy chyba kocur z całego Klanu Burzy. Zawsze taki ostrożny, powściągliwy.
Zdołał dotrzeć do obozu, cały drżący i naburmuszony. Nie dość, że do spotkania nie doszło, to jeszcze przegapił porę powrotu. Był zły, obrażony na cały świat i obolały. Wytarł niedbale łzy z policzków, nim wpełzł do legowiska medyków. Kiedy Wełnista Mszyca go dostrzegła, o mało nie wyszła z siebie. Na wszelkie pytania, co się stało, odmawiał odpowiedzi. Czuł wstyd i zażenowanie. Samym sobą. Nie chciał, by ktokolwiek usłyszał tę historię, by wytykał go palcami.
Po otrzymaniu pomocy od siostry oraz Zawilcowej Korony skulił się w najdalszym, najciemniejszym kącie legowiska medyków. Na wszystkich syczał i warczał, samemu zamykając się w sobie ze swoimi problemami. Na dodatek wypadł z obowiązków przewodnika na kilka ładnych wschodów słońca. Będzie miał więc dużo czasu, by odpowiednio obwiniać się we własnej głowie.

<Drobne Ukojenie? 💛>

22 marca 2026

Od Drobnego Ukojenia CD. Białego Strumienia

Drobne Ukojenie przez przypadek wbiła sobie kolec w łapę, nawet do końca nie wiedziała, kiedy to się stało. Od czasu zgromadzenia chodziła dość zamyślona, więc mniejsze sprawy jej troszkę uciekały, kiedy się nie skupiała na nich. Dużo się ostatnio działo, za dużo w opinii niebieskiej kotki… wolałaby, żeby było cicho i spokojnie.
Jednakże, kiedy tylko protektorka zorientowała się, że łapa ją faktycznie boli, podeszła do Jagnięcego Ukłonu. Nawet jeśli nie znała medyczki zbyt dobrze, to uważała, że ruda kocica była dobrym kotem… nie rozumiała awersji do niej ze strony niektórych członków klanu. Z racji, że Drobna miała technicznie, pełnoprawny trening medyczny, często pomagała z ranami innych, a swoje własne ogarniała na własną łapę, chyba że potrzebowały ziół. A kolec w łapie zdecydowanie potrzebował ziół, żeby chociażby zapobiec infekcji.
Weszła do odpowiedniego legowiska, cicho witając się z jedyną pozostałą medyczką, po tym, jak Ćmi Księżyc zaginęła… Wytłumaczyła Jagnięcemu Ukłonowi jej przypadłość, a kobaltooka kocica pokiwała głową na propozycję Drobnego Ukojenia, żeby przyłożyć skrzyp po wyjęciu kolca i tak też wkrótce zrobiły, a córka Postrzępionego Mrozu kiwnęła krótko głową na pożegnanie i wyszła z legowiska.

—⊱༒︎ ✦ ༒︎⊰—

Od pierwszych promieni słońca arlekinka chodziła zestresowana. Miała się spotkać z Białym Strumieniem, taki był plan, ale jak to zaplanowali, to nie mieli pojęcia, że lider Klanu Klifu, w obliczu coraz liczniejszych ataków ze strony mew zarządzi zakaz samotnego wychodzenia. Miało to, co prawda sens, w przeciwieństwie do ostatnich… mniej ogarniętych decyzji Judaszowcowej Gwiazdy… choć Drobne Ukojenie starała się o tym nie rozmyślać, przecież to nie było jej miejsce, aby kwestionować postanowienia czekoladowego kocura…
Przez te nowe zasady… protektorka była bardzo rozerwana, nie była typem kota, który lubi łamać zasady, choć przyjaźniła się z Psotnym Nietoperzem, która zdecydowanie była takim typem kota. Z drugiej strony, po tym, co ostatnio Biały Strumień powiedział na ich spotkaniu na granicy, że poszedłby jej szukać, martwiło bardzo kotkę, bo co jeśli by znalazł go patrol albo jego zaatakowałyby mewy? Przecież nie mogła na coś takiego pozwolić. Czułaby się okropnie, jeśli coś by się stało czerwonookiemu kocurowi, wszakże zależało jej na jego bezpieczeństwie. Więc musiała tam iść, nawet… nawet jeśli oznaczało to sprzeciwienie się słowu lidera.
Przez to praktycznie od czasu szczytowania słońca była napięta jak struna, koniuszek ogona drgał jej nerwowo, kiedy kotka czekała na zmierzch słońca. Plątała się po całym obozie, nie potrafiąc usiedzieć w miejscu, znajdując jakąkolwiek czynność, byleby tylko włożyć w cokolwiek łapy i nie myśleć o tym, co zrobi, kiedy nad obozem zawiśnie księżyc, a niebo pokryje się ciemnym granatem. Problem w tym, że czas jej się okropnie dłużył, a jej nerwy tylko wspinały się na nowe wysokości. Koniec końców skuliła się w letnim słońcu i starała się uspokoić serce, które próbowało upodobnić się prędkością uderzeń do króliczego serduszka.
Po prawdzie… czemu ona się tak przejmowała kocurem? Był jej przyjacielem, nawet bliskim przyjacielem, ale czy tylko? Na pewno? A nawet jeśli… to przecież on był z innego klanu, więc coś takiego nie miało prawa bytu, Drobna by nie zrobiła czegoś takiego. Poza tym, kto by ją chciał, była… uszkodzona… wolniejsza, mniejsza… Strasznie głupie były te myśli, takie coś nie miało szans, koniec i kropka. Powinna przestać się rozwodzić nad głupotami, dla których brakowało miejsca w realnym świecie.
Kiedy w końcu zapadła noc, a ciemność spowiła wszystko wokół, Drobne Ukojenie wymknęła się cichutko z obozu, przechodząc pod wodospadem. Oddaliła się wystarczająco i odetchnęła głęboko, nie znosiła tego. Już wcześniej wychodzenie po kryjomu, w nocy, szargało jej nerwy. A teraz kiedy było to teoretycznie zakazane, czuła się jeszcze bardziej spięta. Nawet nie zauważała, jak piękne jest niebo czy jak wyglądają błyszczące na nim gwiazdy. Noc była bardzo jasna, przez to, że chmur prawie w ogóle nie było, więc nic nie zasłaniało bijącego od tafli księżyca światła. Kroczyła wąską ścieżką w stronę granicy z Klanem Burzy, do tego samego miejsca, w którym spotkali się ostatnio.
Może za bardzo się zrelaksowała, może za bardzo się ucieszyła tym, że nikt jej nie złapał ani nie zobaczył, może przez to nie usłyszała łopotu skrzydeł i nie zauważyła nadciągającej mewy? Dopiero kiedy poczuła pazury mewy na grzbiecie i ostry dziób na karku, jej rozproszenie przerodziło się w panikę. Piekący ból rozdarł jej bok, kiedy mewa zaatakowała ponownie, a kotka napędzana adrenaliną popędziła z powrotem do obozu, cała spanikowana. Ptaszysko nie goniło jej długo na całe szczęście.
Drobne Ukojenie wpadła do obozu, dysząc, prawie poślizgnęła się na półce skalnej, która biegła pod wodospadem. Panika zżerała jej myśli. Czy zostanie bardzo ukarana za wyjście pomimo zakazu? Co zrobi Biały Strumień, kiedy ona się nie pojawi na spotkaniu? Jej nagłe i gwałtowne przybycie pobudziło kilka kotów, które widząc krwawiące rany na bokach i karku Drobnej zaczęły ją pytać, co się stało, gdzie była, ale kotka była tak rozchwiana emocjonalnie, że tylko próbowała się nie rozpłakać. Nie powinna płakać, była już dorosłą kocicą… była protektorką, to ona miała pocieszać innych, kiedy płakali…

<Biały Strumieniu? 🤍>

Wyleczeni: Drobne Ukojenie

20 marca 2026

Od Białego Strumienia CD. Drobnego Ukojenia

Teraźniejszość

Biały Strumień od ostatniego spotkania na granicy z Drobną zdążył przejść ceremonię dorosłości. Otrzymał nowe imię, został pełnoprawnym przewodnikiem, a całe swoje dnie spędzał w tunelach. Chodził nimi, sprawdzał, czy wszystko okej, oprowadzał czasem również klanowiczów.
Niestety, nie wszystkie koty w klanie były inteligentne i Cicha Łapa padł ofiarą zawalonego tunelu. Zawodzące Echo wydał tymczasowy zakaz chodzenia nimi, a Biały tylko załamał łapy. Jak tępym trzeba być, by zboczyć z utartego, sprawdzonego szlaku? Uczeń miał za swoje, ale przy okazji narobił roboty przewodnikom.

~*~

Kilka wschodów słońca później nastała noc zgromadzenia. Biały był niepocieszony, iż wyciągnięto go z tuneli, więc szedł smętnym krokiem za pozostałymi. Dotarli na miejsce mniej więcej wtedy, co Klan Klifu i Wilka.
Dookoła aż wrzało od plotek. Masa kotów obgadywała Judaszowcową Gwiazdę tudzież Mandarynkową Gwiazdę, a jakoś Króliczej Gwieździe nikt nie chciał dopiec. W czym był lepszy, że nie zasłużył?
Zmarszczył nos i udawał, iż go nie obchodzi to prostackie gadanie. Uszy więdły!
Dostrzegł nagle pomiędzy kotami Drobną, do której postanowił podejść bez większego namysłu. Dawno jej nie widział, więc z miłą chęcią spędziłby z nią trochę czasu.
— Dobry wieczór, pięknie dziś wyglądasz — miauknął subtelnie, podchodząc do Drobnej i lustrując ją wzrokiem, zamrugał powoli oczami.
Skinęła delikatnie głową.
— Dziękuję, ty też wyglądasz ładnie, Biała... — zawahała się na moment. — Bardzo się cieszę, że Cię widzę! Brakowało mi rozmów z tobą... — przyznała już trochę ciszej.
Albinos poruszył wąsami. Była przeurocza, kiedy się wstydziła. Słysząc jej wyznanie, poczuł ciepło w środku, jakby jego duszę otulił cieplutki koc.
— Wypatrywałem Twojego futra w tłumie — szepnął, zniżając nieco głowę.
— Wiesz, zostałam mianowana. Moje imię to teraz Drobne Ukojenie — pochwaliła się. — A ty?
Kocur wyprostował się, patrząc czerwonymi oczami na kotkę. Słysząc o mianowaniu kotki, nadstawił uszu i machnął delikatnie ogonem.
— Przepiękne imię dla pięknej kocicy — skomplementował ją. — Cieszę się, że pomyślnie przeszłaś szkolenie. Zasłużyłaś na wszelkie przywileje.
Odczekał chwilę, patrząc, jak mimika na pyszczku kotki się zmienia, nim wziął spokojny wdech i oznajmił;
— Również odbyłem ceremonię dojrzałości. Jestem przewodnikiem Klanu Burzy.
Skłonił się przed kotką oficjalnie. Drobna uśmiechnęła się szeroko i szturchnęła lekko kocura.
— No, no. To znaczy, że znasz wszystkie tajne tunele i podziemne zakamarki na terenie swojego klanu? Ja też miałam trening z nawigacji pod ziemią, ale pewnie nawet nie w połowie tak dokładny, jak twój! — miauknęła entuzjastycznie kocica. — I dziękuję, też jestem zachwycona moim imieniem. A ty? Skoro przeszedłeś ceremonię, to też musiałeś dostać swoje nowe imię? Zdradzisz je czy będę musiała zgadywać? — mruknęła z dobrze słyszalnym rozbawieniem w głosie, a ogon owinęła wokół łapek. — I gratulacje z twojego mianowania, jestem pewna, że dobrze się sprawisz jako przewodnik.
Uśmiechnął się delikatnie. Przysiadł, owijając ogon wokół łap. Noc była doprawdy wspaniała, ciepła, względnie spokojna. A u boku Drobnego Ukojenia znikały wszelkie zmartwienia.
— Dziękuję. Tak, znam nasze tunele lepiej, niż ktokolwiek inny — przyznał dumny z siebie. — Chętnie bym posłuchał, jak zgadujesz.
Puścił jej dyskretnie oczko. Kotka przewróciła oczami rozbawiona, słysząc, że jej przyjaciel nie poda swojego nowego imienia tak po prostu.
— Naprawdę? Tak naprawdę, naprawdę? — westchnęła cicho. Zmarszczyła brwi w zastanowieniu i strzepnęła uchem. — Biały Chwast? Zdecydowanie ci by pasowało. Biała Chmurka… Biały Szlak… — Drobne Ukojenie zaproponowała kilka, mniej lub bardziej poważnych imion.
Biały nie mógł nic poradzić, jak cicho prychnąć z delikatnym uśmiechem słysząc propozycje kotki. Poruszył wąsami, patrząc na nią czerwonymi oczyskami.
— Zimno... — mruknął. — Podpowiem Ci, dobrze? Słowo od wody.
Drobne Ukojenie była bardzo zadowolona z reakcji, jaką udało jej się wydobyć z Białego i wróciła do zgadywania. Albinos cierpliwie czekał.
— Biały Deszcz? A może Jezioro… albo Rzeka? Co jeszcze z wodą może być… — zamilkła przez chwilę. — Wodospad? Strumień? Weź już po prostu mi powiedz, nie mam pomysłów.
Albinos polizał się w pierś po długim futrze, gdy kotka zgadywała. Słysząc człon swojego nowego imienia, poruszył uchem i podniósł na nią spojrzenie. Widząc frustrację Drobnego Ukojenia, westchnął cicho, bo podświadomie wiedział, że nie będzie jej się opierać.
— Zgadłaś — pochwalił ją. — Noszę teraz imię Biały Strumień — wymruczał w jej stronę. — Jesteś obeznana, cieszę się, że należysz do inteligentnych kotów.
— Zgadłam! A no… bardzo ładne imię, pasuje Ci — Drobna wyszczerzyła się, dumna z siebie. Zamruczała na komplement od przewodnika i machnęła puszystym ogonem. Kocur poruszył wąsami, odwrócił głowę zakłopotany nagłym komplementem. Kotka zwykła rzucać takie uwagi już wcześniej, jednak on nie potrafił do nich przywyknąć. Wszakże powinnością kocura było komplementowanie urody samic, a nie na odwrót. Spalił buraka, poszurał łapą po skale.
— Twoje imię jest ładniejsze — szepnął. — Wszystko u Ciebie dobrze? Jak się miewa Klan Klifu?
Postanowił zmienić temat, nim kompletnie zabraknie mu języka w gębie. Na pytanie Białego kotce lekko opadł uśmiech, spoważniała. Przewodnik dostrzegł zmianę na pyszczku Klifiaczki.
— Zaginęła nasza medyczka, Ćmi Księżyc… nie wiadomo co się stało, wysłane koty nic nie znalazły… wyszła na spacer w nocy i nie wróciła — powiedziała cicho, rozglądając się, jakby chcąc się upewnić, że nikt inny tego nie usłyszy. — Też trochę… mamy dużo ataków związanych z ptakami, nie wiem, może po prostu mam już paranoję, tyle się dzieje ostatnio…
Wysłuchał tego, co miała do powiedzenia, a niepokój rósł w nim z każdym słowem. Klan Klifu okazał się niebezpiecznym miejscem na tą chwilę. Medyczka zniknęła bez śladu? Ataki ptaków? Same niepokojące wieści.
Kocur nie bardzo wiedział, jak mógłby jej pomóc, był kiepski w takich sprawach. Miał wrażenie, że powiedzenie "wszystko się ułoży" nie było odpowiednie. Drobna miała takie dobre serce, pełne miłości do innych i zrozumienia, a aktualne zmartwienia zabierały jej zapewne sen z powiek. Białego zabolała sama myśl o tym.
Bardzo, bardzo niepewnie, subtelnie wręcz, jego długi ogon przesunął się i dotknął tego puchatego kotki. Odwrócił wzrok, by Drobna nie mogła dostrzec jego zakłopotania, ale nie wpadł na nic lepszego. Może chociaż takie wsparcie pozwoli jej poczuć, że nie jest w tym sama.
— Nie masz paranoi — uspokoił ją cichym szeptem. — Gdybym mógł... zabrałbym Cię do Klanu Burzy. U nas jest bezpiecznie. Nie miałabyś... tylu zmartwień.
Niska kotka podniosła wzrok na czerwonookiego kocura, kiedy poczuła jego ogon przy swoim. Trwała w chwilowym bezruchu, po czym przysunęła się bliżej, delikatnie przekładając ogon na ten Białego Strumienia. Serce albinosa zabiło szybciej.
— Dziękuję — odpowiedziała równie cicho, a słysząc dalszą część jego słów, uśmiechnęła się słabo. — Nie zostawiłabym mojego klanu... nieważne jak niebezpieczne dla mnie to może być... postaraj nie martwić się zbytnio, dobrze? Obiecuję, że będę uważać. Spotkajmy się na granicy za jakiś czas.
Biały Strumień poczuł się poruszony oddaniem kotki dla klanu. Rzadko kiedy można było teraz spotkać kota, który był tak oddany swojej społeczności. Zepchnął na tył głowy natrętne myśli, których sam nie do końca rozumiał. Spróbował zignorować też uczucie ściśniętego żołądka, gdy kotka przysunęła się do niego bliżej. Przełknął ślinę najciszej, jak potrafił, minimalnie się również spiął. Nie przywykł... do tego. Na co dzień zdystansowany, małomówny i konkretny, a teraz, przy Drobnej, wystarczył ruch ogona w jego kierunku, a on już się zawstydzał i głupio gubił w myślach.
— Ufam Ci — wydusił w końcu, omijając jakoś ściśnięte gardło. — Postaram się. I... spotkajmy się za jakiś czas ponownie.
Spojrzał jej w oczy, a ich spojrzenia krzyżowały się przez uderzenie serca.
Nagle ich rozmowę przerwało zwołanie klanów. Biały nie zwrócił nawet uwagi, że minęła już niemal cała noc, będąc zbyt skupionym na Klifiaczce. Zamrugał kilkukrotnie, powracając na ziemię. Poczuł… coś na kształt rozczarowania wizją rozstania. Albinos nie chciał kończyć rozmowy, zostawiać Drobnej w tym niebezpiecznym Klanie. Wierzył, iż był w stanie zagwarantować jej bezpieczeństwo, ale wiedział również, że kotka nie zostawi swojego klanu. Nie wiedząc dlaczego, ta myśl rozdzierała jego serce. Czemu tak bardzo się tym przejmował? Z jakiego powodu zawsze wyglądał pary niebieskich oczu, krótkich, puszystych łapek? Dlaczego szukał jej uwagi, bliskości i chciał się prezentować jak najlepiej?
Miał tyle pytań, niewiadomych, a odpowiedzi brak. Być może jego siostra, Wełnista Mszyca będzie w stanie nieco rozjaśnić mu sytuację? W końcu była samicą. A kotki znały się na takich sprawach, co nie?
Wstał niechętnie, zabierając swój ogon spod tego niższej. Spojrzał na nią, a w jego oczach tańczyła tęsknota, ale również nadzieja na następne spotkanie. Zrobił krok przed siebie, widząc, jak Klan Burzy zbiera się do odejścia. Spojrzał na Drobną ostatni raz.
— Dobrej nocy, uważaj na siebie — powiedział cicho, miękko. Sam był sobą zaskoczony. — Do zobaczenia, będę czekać, Drobne Ukojenie.
Po czym odszedł w swoją stronę, wlokąc za sobą długi, jasny ogon.

<Drobna? 🩵 >

12 marca 2026

Od Drobnego Ukojenia do Białego Strumienia

Czasy uczniowskie

Drobna Łapa chodziła zestresowana od samego rana. Dzisiaj w nocy miała spotkać się z Białą Łapą… co było dość ważnym wydarzeniem. Miała nadzieję, że się nie zgubi, idąc na granicę z Klanem Burzy, zawsze była tam za dnia, więc nie wiedziała, jak wygląda teren oświetlony jedynie światłem księżyca. Kiedy słońce powoli opuszczało nieboskłon, a potem zaszło, niziutka kotka poszła spać, a raczej udała, że poszła spać. Nie musiała się nawet specjalnie wysilać, aby nie zasnąć, adrenalina buzowała w jej krwi, sprawiając, że jej serduszko biło niczym skrzydła uwięzionego ptaszka. Kiedy była pewna, że reszta uczniów śpi, wymknęła się z legowiska, a potem przeszła pod wodospadem. Las był… dość straszny w nocy, wsłuchiwała się w dźwięki otoczenia, mając nadzieję, że Królicza Prawda naprawdę odgonił tego lisa… bardzo nie chciała spotkać tego konkretnego zwierzęcia. Szła prędko, popędzana nerwami i chęcią zobaczenia jej znajomego. Odetchnęła, kiedy udało jej się dotrzeć do granicy i przysiadła w krzaku, kryjąc się pod osłoną liści, nie chcąc zostawać na widoku… bo co jeśli przyjdzie nie Biały, a ktoś inny? Wtedy by się wydało, że się wymyka, a Judaszowcowa Gwiazda na pewno nie byłby z tego zadowolony, może nawet jej nie puścić na kolejne zgromadzenie albo nie będzie mogła w ogóle wychodzić z obozu.
Kiedy usłyszała szmer liści, dochodzący z terytorium klanu albinosa, aż przytrzymała oddech, wlepiając oczy w ciemność, mając nadzieję wychwycić białe futro.
— Biała Łapo? — szepnęła bardzo cichutko. Futerko na jej karku napuszyło się lekko ze stresu. Po chwili ktoś się do niej zakradł, a niebieska kotka nie zorientowała się i…
— Uhh... Drobna Łapo?
Drobna podskoczyła, jakby ktoś jej nadepnął na ogon. Serce stanęło jej ze strachu. Futro nastroszyło się, sprawiając, że wyglądała jeszcze bardziej puchato niż zwykle. W dodatku pisk, jaki z siebie wydała, był kompletnie nieprzystający uczennicy w jej wieku. Po kilku chwilach złapała oddech i spojrzała na jej kompana z bardzo zawstydzonym i zdradzonym wzrokiem.
— Biała Łapo…! — wydusiła z siebie w końcu, liznęła się po piersi, żeby choć trochę wygładzić swoje futerko. — …mogłeś jakoś ostrzec czy coś! — syknęła cicho, czując wstyd za swoją reakcję. Na jej słowa kocur odsunął się o krok, a jego zakończone pędzelkami uszy obniżyły się, kładąc się do tyłu.
— Przepraszam — miauknął, uciekając wzrokiem w bok. — Następnym razem ostrzegę.
Uczennica obserwowała, jak Biała Łapa odsunął się w cień krzewów, gdy księżyc postanowił nieco wychylić się zza chmur, które zakrywały nocne niebo.
— Powinnaś być też bardziej czujna — czerwonooki albinos odezwał się znowu. — Ładnie dziś wyglądasz — oznajmił po chwili zawahania. — Wszystko w porządku?
Kotka obróciła łepek, patrząc na Białą Łapę z ukosa.
— Wiem… ale ścieżka wojownika ogólnie kiepsko mi idzie — burknęła, kładąc uszka do tyłu. Jej spojrzenie złagodniało, kiedy kocur udobruchał ją komplementem. — Dziękuję, twoje futerko też bardzo ładnie wygląda — odpowiedziała, a na jej mordkę wkroczył delikatny uśmiech.
Podeszła do niego bliżej i usiadła obok, podnosząc głowę, aby złapać jego spojrzenie. Kocur odwrócił głowę, gdy dostał komplement, wyglądał na trochę zmieszanego, ale Drobna Łapa nie zwróciła na to większej uwagi.
— Dziękuję — szepnął. A kiedy usiadła obok niego koło krzaków, owinął łapy ogonem, przysłuchując się jej kolejnym słowom.
— Coś nowego słychać w Klanie Burzy? U nas… znaleziono dwie znajdki! W wieku uczniowskim więc pewnie niedługo przydzielą im mentorów. I ponoć lis był na naszym terytorium, ale Królicza Prawda go odgonił! Wyobrażasz sobie? Walczyć z lisem sam na sam?
— To dobre wieści — odpowiedział po chwili. — Cieszę się, że jesteś cała i zdrowa. Lisy to niebezpieczne stworzenia. U nas... — zamyślił się, przerywając swoje zdanie. — Jedna kotka... uciekła z naszego Klanu — oznajmił w końcu. — Zostawiła jednak kocię. Brzydkie, ale żywe. Poza tym niedługo odbędę mianowanie.
Drobna Łapa zmartwiła się lekko, słysząc o ucieczce i biednym kociaku.
— Ojej… ale przynajmniej dobrze, że sobie radzi ten kociak… bez mamy pewnie ciężko trochę? A czemu uciekła? Wiadomo? — zapytała cicho. Słysząc o nadchodzącym mianowaniu Białej Łapy, szturchnęła go lekko. — Nieźle! Pogratuluję ci, jak już będziesz mianowany. Ja jeszcze muszę trochę się poprawić w tej… bardziej wojowniczej części szkolenia, bo jako medyk już wiem wszystko, co można! — pochwaliła się, dumna ze swoich osiągnięć. Przecież miała do ogarnięcia podwójną ilość informacji i umiejętności, więc bardzo się cieszyła, że nie odstaje, aż tak bardzo na tle innych uczniów… bardzo nie chciała zalegać w rangach, tak jak kiedyś Mamrok, matka Astrowej Łapy… zdecydowania nie chciała być ciężarem dla klanu.
— Moja matka też nie żyła długo — mruknął cicho. — Nie wiadomo, po prostu zniknęła którejś nocy, zostawiając dziecko — westchnął, kładąc się na chłodnej, nocnej trawie i podwijając łapy pod siebie.
— …no cóż, najważniejsze, że kociątko jest otoczone opieką, na pewno sobie poradzi — miauknęła z przekonaniem, przecież nieraz klany przygarniały znajdki i one wyrastały na wspaniałe koty.
— Czy pomóc Ci z wojowniczym treningiem? — zapytał, nawiązując do jej wcześniejszego wspomnienia o tym, że tylko to jej zostało do poprawienia, i wlepił w Drobną Łapę spojrzenie czerwonych oczu.
Kiedy usłyszała propozycję Białej Łapy, zrobiło jej się ciepło na serduszku. To było bardzo miłe z jego strony, tak zaproponować… ale nie chciała dokładać na niego więcej, w końcu, poradzi sobie na pewno.
— Nie trzeba, ale bardzo dziękuję. Pomocny Wróbelek, mój mentor, mówi, że nie muszę być wyszkolona do samego końca i że podstawy wystarczą — zapewniła go z uśmiechem na pyszczku, po czym wyciągnęła się obok niego. — Bardzo ładna noc dzisiaj… nic chmur nie ma, gwiazdy widać… nigdy tak nie wychodziłam z obozu w nocy. Wiesz, nawet się trochę martwiłam, że się zgubię — przyznała się z rozbawieniem.
— Tak. Piękna noc — zgodził się z nią, kiwając głową. — Jeśli byś się nie zjawiła, zapewne poszedłbym Cię szukać i pomógł tu dotrzeć.
Niebieska kotka uśmiechnęła się lekko na myśl o tym, że kocur, zamiast wrócić do obozu swojego klanu, to by poszedł jej szukać. Biała Łapa, pomimo tego, jak bardzo niechętny byłby z nią rozmawiać podczas ich pierwszego spotkania, okazał się bardzo miłym kotem, nawet jeśli nie był wylewny.
— Miło mi to słyszeć, ale! Ważne, że to się nie stało. Nie chciałabym, żebyś sam się włóczył po nocy, jeszcze po terytorium, którego nie znasz! Więc jeśli się nie pojawię przez dłuższy czas na następnych spotkaniach to, proszę, wróć do siebie, dobrze? — kotka poprosiła, że zmartwieniem, bo o ile nie miała wątpliwości co do zdolności kocura, to jednak nigdy nie był na terytorium Klanu Klifu, więc jeszcze, nie dajcie Gwiezdni, coś by mu się stało. Klifiaczka przekręciła się na plecy, tym samym odsuwając trochę od kocura i spojrzała na nocne niebo.
— Czy niebo za dnia również jest takie ładne jak nocą? — zapytał po dłuższej chwili milczenia i obserwowania nocnego nieba.
Aż przykro jej się zrobiło na to pytanie, no tak, przecież kocur unikał wychodzenia na światło słońca, więc zapewne nie widział za dużo z tego, jak wygląda świat za dnia…
— Wiesz co i tak uważam, że dużo ładniej jest w nocy — stwierdziła z pewnością. — Za dnia nie widać gwiazd i czasami jest dość gorąco... szczególnie podczas Pory Zielonych Liści... w nocy jest dużo przyjemniej. I ciszej — ciągnęła, bardzo nie chciała, żeby Biała Łapa poczuł się, jakby tracił dużo, z powodu swojej przypadłości... sama wiedziała, jak to jest, mieć swoje możliwości ograniczone, chociaż u niej było to w mniejszym stopniu i bardziej po prostu nie mogła nadążyć za innymi kotami fizycznie, to i tak... wolała nie wpadać w opisy, jak ładnie wygląda morze, kiedy światło migotało na falach, mogłoby mu to sprawić przykrość, a zdecydowanie tego nie chciała.
— Jeśli się wsłuchasz... to usłyszysz żyjący las — oznajmił spokojnie, patrząc na nią. Po chwili przeniósł wzrok na zarośla. — Cykady, myszy, pasikoniki...ćmy czy żaby. Żyją w nocy i ich śpiewem rozbrzmiewa las… A gwiazdy rzeczywiście są piękne — mruknął cicho, spoglądając na nią kątem oka.
Drobna Łapa uśmiechnęła się lekko, wpatrując się w nocne niebo. Głos kocura był bardzo przyjemny, taki spokojny, trochę kojarzył jej się z wolno płynącą rzeką.
— Prawda, każda pora dnia ma swoje dźwięki. A cykady to mogłyby czasami przestać cykać, serio, mam tego po uszy jak jest to enty dzień albo noc — zaśmiała się cicho. Bardzo się cieszyła, że udało jej się spotkać z Białą Łapą dzisiaj i miała nadzieję, że te spotkania będą trwać, bo zdążyła polubić kocura i miała szczerą nadzieję, że on ją też. Chociaż patrząc po jego zachowaniu, to nie było za dużo wątpliwości co do tego, czy albinos za nią przepada, czy nie. Odpowiedź była oczywista.
Noc ciągnęła się jeszcze przez dłuższy czas, a tym samym rozmowa białego kocura i niebieskiej kotki. Dopiero kiedy księżyc zniknął im z oczu, skryty gdzieś w zasnuwających niebo chmurach, pożegnali się ciepło, życząc bezpiecznego powrotu i wracając do swoich obozów, choć Drobna zerknęła ostatni raz, obracając głowę za Białą Łapą, po czym odbiegła w swoją stronę.

<Biały Strumieniu?>