Czasy uczniowskie
Drobna Łapa chodziła zestresowana od samego rana. Dzisiaj w nocy miała spotkać się z Białą Łapą… co było dość ważnym wydarzeniem. Miała nadzieję, że się nie zgubi, idąc na granicę z Klanem Burzy, zawsze była tam za dnia, więc nie wiedziała, jak wygląda teren oświetlony jedynie światłem księżyca. Kiedy słońce powoli opuszczało nieboskłon, a potem zaszło, niziutka kotka poszła spać, a raczej udała, że poszła spać. Nie musiała się nawet specjalnie wysilać, aby nie zasnąć, adrenalina buzowała w jej krwi, sprawiając, że jej serduszko biło niczym skrzydła uwięzionego ptaszka. Kiedy była pewna, że reszta uczniów śpi, wymknęła się z legowiska, a potem przeszła pod wodospadem. Las był… dość straszny w nocy, wsłuchiwała się w dźwięki otoczenia, mając nadzieję, że Królicza Prawda naprawdę odgonił tego lisa… bardzo nie chciała spotkać tego konkretnego zwierzęcia. Szła prędko, popędzana nerwami i chęcią zobaczenia jej znajomego. Odetchnęła, kiedy udało jej się dotrzeć do granicy i przysiadła w krzaku, kryjąc się pod osłoną liści, nie chcąc zostawać na widoku… bo co jeśli przyjdzie nie Biały, a ktoś inny? Wtedy by się wydało, że się wymyka, a Judaszowcowa Gwiazda na pewno nie byłby z tego zadowolony, może nawet jej nie puścić na kolejne zgromadzenie albo nie będzie mogła w ogóle wychodzić z obozu.
Kiedy usłyszała szmer liści, dochodzący z terytorium klanu albinosa, aż przytrzymała oddech, wlepiając oczy w ciemność, mając nadzieję wychwycić białe futro.
— Biała Łapo? — szepnęła bardzo cichutko. Futerko na jej karku napuszyło się lekko ze stresu. Po chwili ktoś się do niej zakradł, a niebieska kotka nie zorientowała się i…
— Uhh... Drobna Łapo?
— Uhh... Drobna Łapo?
Drobna podskoczyła, jakby ktoś jej nadepnął na ogon. Serce stanęło jej ze strachu. Futro nastroszyło się, sprawiając, że wyglądała jeszcze bardziej puchato niż zwykle. W dodatku pisk, jaki z siebie wydała, był kompletnie nieprzystający uczennicy w jej wieku. Po kilku chwilach złapała oddech i spojrzała na jej kompana z bardzo zawstydzonym i zdradzonym wzrokiem.
— Biała Łapo…! — wydusiła z siebie w końcu, liznęła się po piersi, żeby choć trochę wygładzić swoje futerko. — …mogłeś jakoś ostrzec czy coś! — syknęła cicho, czując wstyd za swoją reakcję. Na jej słowa kocur odsunął się o krok, a jego zakończone pędzelkami uszy obniżyły się, kładąc się do tyłu.
— Przepraszam — miauknął, uciekając wzrokiem w bok. — Następnym razem ostrzegę.
Uczennica obserwowała, jak Biała Łapa odsunął się w cień krzewów, gdy księżyc postanowił nieco wychylić się zza chmur, które zakrywały nocne niebo.
— Powinnaś być też bardziej czujna — czerwonooki albinos odezwał się znowu. — Ładnie dziś wyglądasz — oznajmił po chwili zawahania. — Wszystko w porządku?
Kotka obróciła łepek, patrząc na Białą Łapę z ukosa.
— Wiem… ale ścieżka wojownika ogólnie kiepsko mi idzie — burknęła, kładąc uszka do tyłu. Jej spojrzenie złagodniało, kiedy kocur udobruchał ją komplementem. — Dziękuję, twoje futerko też bardzo ładnie wygląda — odpowiedziała, a na jej mordkę wkroczył delikatny uśmiech.
Podeszła do niego bliżej i usiadła obok, podnosząc głowę, aby złapać jego spojrzenie. Kocur odwrócił głowę, gdy dostał komplement, wyglądał na trochę zmieszanego, ale Drobna Łapa nie zwróciła na to większej uwagi.
— Dziękuję — szepnął. A kiedy usiadła obok niego koło krzaków, owinął łapy ogonem, przysłuchując się jej kolejnym słowom.
— Coś nowego słychać w Klanie Burzy? U nas… znaleziono dwie znajdki! W wieku uczniowskim więc pewnie niedługo przydzielą im mentorów. I ponoć lis był na naszym terytorium, ale Królicza Prawda go odgonił! Wyobrażasz sobie? Walczyć z lisem sam na sam?
— To dobre wieści — odpowiedział po chwili. — Cieszę się, że jesteś cała i zdrowa. Lisy to niebezpieczne stworzenia. U nas... — zamyślił się, przerywając swoje zdanie. — Jedna kotka... uciekła z naszego Klanu — oznajmił w końcu. — Zostawiła jednak kocię. Brzydkie, ale żywe. Poza tym niedługo odbędę mianowanie.
Drobna Łapa zmartwiła się lekko, słysząc o ucieczce i biednym kociaku.
— Ojej… ale przynajmniej dobrze, że sobie radzi ten kociak… bez mamy pewnie ciężko trochę? A czemu uciekła? Wiadomo? — zapytała cicho. Słysząc o nadchodzącym mianowaniu Białej Łapy, szturchnęła go lekko. — Nieźle! Pogratuluję ci, jak już będziesz mianowany. Ja jeszcze muszę trochę się poprawić w tej… bardziej wojowniczej części szkolenia, bo jako medyk już wiem wszystko, co można! — pochwaliła się, dumna ze swoich osiągnięć. Przecież miała do ogarnięcia podwójną ilość informacji i umiejętności, więc bardzo się cieszyła, że nie odstaje, aż tak bardzo na tle innych uczniów… bardzo nie chciała zalegać w rangach, tak jak kiedyś Mamrok, matka Astrowej Łapy… zdecydowania nie chciała być ciężarem dla klanu.
— Moja matka też nie żyła długo — mruknął cicho. — Nie wiadomo, po prostu zniknęła którejś nocy, zostawiając dziecko — westchnął, kładąc się na chłodnej, nocnej trawie i podwijając łapy pod siebie.
— …no cóż, najważniejsze, że kociątko jest otoczone opieką, na pewno sobie poradzi — miauknęła z przekonaniem, przecież nieraz klany przygarniały znajdki i one wyrastały na wspaniałe koty.
— Czy pomóc Ci z wojowniczym treningiem? — zapytał, nawiązując do jej wcześniejszego wspomnienia o tym, że tylko to jej zostało do poprawienia, i wlepił w Drobną Łapę spojrzenie czerwonych oczu.
Kiedy usłyszała propozycję Białej Łapy, zrobiło jej się ciepło na serduszku. To było bardzo miłe z jego strony, tak zaproponować… ale nie chciała dokładać na niego więcej, w końcu, poradzi sobie na pewno.
— Nie trzeba, ale bardzo dziękuję. Pomocny Wróbelek, mój mentor, mówi, że nie muszę być wyszkolona do samego końca i że podstawy wystarczą — zapewniła go z uśmiechem na pyszczku, po czym wyciągnęła się obok niego. — Bardzo ładna noc dzisiaj… nic chmur nie ma, gwiazdy widać… nigdy tak nie wychodziłam z obozu w nocy. Wiesz, nawet się trochę martwiłam, że się zgubię — przyznała się z rozbawieniem.
— Tak. Piękna noc — zgodził się z nią, kiwając głową. — Jeśli byś się nie zjawiła, zapewne poszedłbym Cię szukać i pomógł tu dotrzeć.
Niebieska kotka uśmiechnęła się lekko na myśl o tym, że kocur, zamiast wrócić do obozu swojego klanu, to by poszedł jej szukać. Biała Łapa, pomimo tego, jak bardzo niechętny byłby z nią rozmawiać podczas ich pierwszego spotkania, okazał się bardzo miłym kotem, nawet jeśli nie był wylewny.
— Miło mi to słyszeć, ale! Ważne, że to się nie stało. Nie chciałabym, żebyś sam się włóczył po nocy, jeszcze po terytorium, którego nie znasz! Więc jeśli się nie pojawię przez dłuższy czas na następnych spotkaniach to, proszę, wróć do siebie, dobrze? — kotka poprosiła, że zmartwieniem, bo o ile nie miała wątpliwości co do zdolności kocura, to jednak nigdy nie był na terytorium Klanu Klifu, więc jeszcze, nie dajcie Gwiezdni, coś by mu się stało. Klifiaczka przekręciła się na plecy, tym samym odsuwając trochę od kocura i spojrzała na nocne niebo.
— Czy niebo za dnia również jest takie ładne jak nocą? — zapytał po dłuższej chwili milczenia i obserwowania nocnego nieba.
Aż przykro jej się zrobiło na to pytanie, no tak, przecież kocur unikał wychodzenia na światło słońca, więc zapewne nie widział za dużo z tego, jak wygląda świat za dnia…
— Wiesz co i tak uważam, że dużo ładniej jest w nocy — stwierdziła z pewnością. — Za dnia nie widać gwiazd i czasami jest dość gorąco... szczególnie podczas Pory Zielonych Liści... w nocy jest dużo przyjemniej. I ciszej — ciągnęła, bardzo nie chciała, żeby Biała Łapa poczuł się, jakby tracił dużo, z powodu swojej przypadłości... sama wiedziała, jak to jest, mieć swoje możliwości ograniczone, chociaż u niej było to w mniejszym stopniu i bardziej po prostu nie mogła nadążyć za innymi kotami fizycznie, to i tak... wolała nie wpadać w opisy, jak ładnie wygląda morze, kiedy światło migotało na falach, mogłoby mu to sprawić przykrość, a zdecydowanie tego nie chciała.
— Jeśli się wsłuchasz... to usłyszysz żyjący las — oznajmił spokojnie, patrząc na nią. Po chwili przeniósł wzrok na zarośla. — Cykady, myszy, pasikoniki...ćmy czy żaby. Żyją w nocy i ich śpiewem rozbrzmiewa las… A gwiazdy rzeczywiście są piękne — mruknął cicho, spoglądając na nią kątem oka.
Drobna Łapa uśmiechnęła się lekko, wpatrując się w nocne niebo. Głos kocura był bardzo przyjemny, taki spokojny, trochę kojarzył jej się z wolno płynącą rzeką.
— Prawda, każda pora dnia ma swoje dźwięki. A cykady to mogłyby czasami przestać cykać, serio, mam tego po uszy jak jest to enty dzień albo noc — zaśmiała się cicho. Bardzo się cieszyła, że udało jej się spotkać z Białą Łapą dzisiaj i miała nadzieję, że te spotkania będą trwać, bo zdążyła polubić kocura i miała szczerą nadzieję, że on ją też. Chociaż patrząc po jego zachowaniu, to nie było za dużo wątpliwości co do tego, czy albinos za nią przepada, czy nie. Odpowiedź była oczywista.
Noc ciągnęła się jeszcze przez dłuższy czas, a tym samym rozmowa białego kocura i niebieskiej kotki. Dopiero kiedy księżyc zniknął im z oczu, skryty gdzieś w zasnuwających niebo chmurach, pożegnali się ciepło, życząc bezpiecznego powrotu i wracając do swoich obozów, choć Drobna zerknęła ostatni raz, obracając głowę za Białą Łapą, po czym odbiegła w swoją stronę.
— Biała Łapo…! — wydusiła z siebie w końcu, liznęła się po piersi, żeby choć trochę wygładzić swoje futerko. — …mogłeś jakoś ostrzec czy coś! — syknęła cicho, czując wstyd za swoją reakcję. Na jej słowa kocur odsunął się o krok, a jego zakończone pędzelkami uszy obniżyły się, kładąc się do tyłu.
— Przepraszam — miauknął, uciekając wzrokiem w bok. — Następnym razem ostrzegę.
Uczennica obserwowała, jak Biała Łapa odsunął się w cień krzewów, gdy księżyc postanowił nieco wychylić się zza chmur, które zakrywały nocne niebo.
— Powinnaś być też bardziej czujna — czerwonooki albinos odezwał się znowu. — Ładnie dziś wyglądasz — oznajmił po chwili zawahania. — Wszystko w porządku?
Kotka obróciła łepek, patrząc na Białą Łapę z ukosa.
— Wiem… ale ścieżka wojownika ogólnie kiepsko mi idzie — burknęła, kładąc uszka do tyłu. Jej spojrzenie złagodniało, kiedy kocur udobruchał ją komplementem. — Dziękuję, twoje futerko też bardzo ładnie wygląda — odpowiedziała, a na jej mordkę wkroczył delikatny uśmiech.
Podeszła do niego bliżej i usiadła obok, podnosząc głowę, aby złapać jego spojrzenie. Kocur odwrócił głowę, gdy dostał komplement, wyglądał na trochę zmieszanego, ale Drobna Łapa nie zwróciła na to większej uwagi.
— Dziękuję — szepnął. A kiedy usiadła obok niego koło krzaków, owinął łapy ogonem, przysłuchując się jej kolejnym słowom.
— Coś nowego słychać w Klanie Burzy? U nas… znaleziono dwie znajdki! W wieku uczniowskim więc pewnie niedługo przydzielą im mentorów. I ponoć lis był na naszym terytorium, ale Królicza Prawda go odgonił! Wyobrażasz sobie? Walczyć z lisem sam na sam?
— To dobre wieści — odpowiedział po chwili. — Cieszę się, że jesteś cała i zdrowa. Lisy to niebezpieczne stworzenia. U nas... — zamyślił się, przerywając swoje zdanie. — Jedna kotka... uciekła z naszego Klanu — oznajmił w końcu. — Zostawiła jednak kocię. Brzydkie, ale żywe. Poza tym niedługo odbędę mianowanie.
Drobna Łapa zmartwiła się lekko, słysząc o ucieczce i biednym kociaku.
— Ojej… ale przynajmniej dobrze, że sobie radzi ten kociak… bez mamy pewnie ciężko trochę? A czemu uciekła? Wiadomo? — zapytała cicho. Słysząc o nadchodzącym mianowaniu Białej Łapy, szturchnęła go lekko. — Nieźle! Pogratuluję ci, jak już będziesz mianowany. Ja jeszcze muszę trochę się poprawić w tej… bardziej wojowniczej części szkolenia, bo jako medyk już wiem wszystko, co można! — pochwaliła się, dumna ze swoich osiągnięć. Przecież miała do ogarnięcia podwójną ilość informacji i umiejętności, więc bardzo się cieszyła, że nie odstaje, aż tak bardzo na tle innych uczniów… bardzo nie chciała zalegać w rangach, tak jak kiedyś Mamrok, matka Astrowej Łapy… zdecydowania nie chciała być ciężarem dla klanu.
— Moja matka też nie żyła długo — mruknął cicho. — Nie wiadomo, po prostu zniknęła którejś nocy, zostawiając dziecko — westchnął, kładąc się na chłodnej, nocnej trawie i podwijając łapy pod siebie.
— …no cóż, najważniejsze, że kociątko jest otoczone opieką, na pewno sobie poradzi — miauknęła z przekonaniem, przecież nieraz klany przygarniały znajdki i one wyrastały na wspaniałe koty.
— Czy pomóc Ci z wojowniczym treningiem? — zapytał, nawiązując do jej wcześniejszego wspomnienia o tym, że tylko to jej zostało do poprawienia, i wlepił w Drobną Łapę spojrzenie czerwonych oczu.
Kiedy usłyszała propozycję Białej Łapy, zrobiło jej się ciepło na serduszku. To było bardzo miłe z jego strony, tak zaproponować… ale nie chciała dokładać na niego więcej, w końcu, poradzi sobie na pewno.
— Nie trzeba, ale bardzo dziękuję. Pomocny Wróbelek, mój mentor, mówi, że nie muszę być wyszkolona do samego końca i że podstawy wystarczą — zapewniła go z uśmiechem na pyszczku, po czym wyciągnęła się obok niego. — Bardzo ładna noc dzisiaj… nic chmur nie ma, gwiazdy widać… nigdy tak nie wychodziłam z obozu w nocy. Wiesz, nawet się trochę martwiłam, że się zgubię — przyznała się z rozbawieniem.
— Tak. Piękna noc — zgodził się z nią, kiwając głową. — Jeśli byś się nie zjawiła, zapewne poszedłbym Cię szukać i pomógł tu dotrzeć.
Niebieska kotka uśmiechnęła się lekko na myśl o tym, że kocur, zamiast wrócić do obozu swojego klanu, to by poszedł jej szukać. Biała Łapa, pomimo tego, jak bardzo niechętny byłby z nią rozmawiać podczas ich pierwszego spotkania, okazał się bardzo miłym kotem, nawet jeśli nie był wylewny.
— Miło mi to słyszeć, ale! Ważne, że to się nie stało. Nie chciałabym, żebyś sam się włóczył po nocy, jeszcze po terytorium, którego nie znasz! Więc jeśli się nie pojawię przez dłuższy czas na następnych spotkaniach to, proszę, wróć do siebie, dobrze? — kotka poprosiła, że zmartwieniem, bo o ile nie miała wątpliwości co do zdolności kocura, to jednak nigdy nie był na terytorium Klanu Klifu, więc jeszcze, nie dajcie Gwiezdni, coś by mu się stało. Klifiaczka przekręciła się na plecy, tym samym odsuwając trochę od kocura i spojrzała na nocne niebo.
— Czy niebo za dnia również jest takie ładne jak nocą? — zapytał po dłuższej chwili milczenia i obserwowania nocnego nieba.
Aż przykro jej się zrobiło na to pytanie, no tak, przecież kocur unikał wychodzenia na światło słońca, więc zapewne nie widział za dużo z tego, jak wygląda świat za dnia…
— Wiesz co i tak uważam, że dużo ładniej jest w nocy — stwierdziła z pewnością. — Za dnia nie widać gwiazd i czasami jest dość gorąco... szczególnie podczas Pory Zielonych Liści... w nocy jest dużo przyjemniej. I ciszej — ciągnęła, bardzo nie chciała, żeby Biała Łapa poczuł się, jakby tracił dużo, z powodu swojej przypadłości... sama wiedziała, jak to jest, mieć swoje możliwości ograniczone, chociaż u niej było to w mniejszym stopniu i bardziej po prostu nie mogła nadążyć za innymi kotami fizycznie, to i tak... wolała nie wpadać w opisy, jak ładnie wygląda morze, kiedy światło migotało na falach, mogłoby mu to sprawić przykrość, a zdecydowanie tego nie chciała.
— Jeśli się wsłuchasz... to usłyszysz żyjący las — oznajmił spokojnie, patrząc na nią. Po chwili przeniósł wzrok na zarośla. — Cykady, myszy, pasikoniki...ćmy czy żaby. Żyją w nocy i ich śpiewem rozbrzmiewa las… A gwiazdy rzeczywiście są piękne — mruknął cicho, spoglądając na nią kątem oka.
Drobna Łapa uśmiechnęła się lekko, wpatrując się w nocne niebo. Głos kocura był bardzo przyjemny, taki spokojny, trochę kojarzył jej się z wolno płynącą rzeką.
— Prawda, każda pora dnia ma swoje dźwięki. A cykady to mogłyby czasami przestać cykać, serio, mam tego po uszy jak jest to enty dzień albo noc — zaśmiała się cicho. Bardzo się cieszyła, że udało jej się spotkać z Białą Łapą dzisiaj i miała nadzieję, że te spotkania będą trwać, bo zdążyła polubić kocura i miała szczerą nadzieję, że on ją też. Chociaż patrząc po jego zachowaniu, to nie było za dużo wątpliwości co do tego, czy albinos za nią przepada, czy nie. Odpowiedź była oczywista.
Noc ciągnęła się jeszcze przez dłuższy czas, a tym samym rozmowa białego kocura i niebieskiej kotki. Dopiero kiedy księżyc zniknął im z oczu, skryty gdzieś w zasnuwających niebo chmurach, pożegnali się ciepło, życząc bezpiecznego powrotu i wracając do swoich obozów, choć Drobna zerknęła ostatni raz, obracając głowę za Białą Łapą, po czym odbiegła w swoją stronę.
<Biały Strumieniu?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz