Dzień byłby naprawdę piękny, gdyby nie niektóre osobniki. Jeśli miałaby jakoś określić i opisać wszystkie koty w klanie, to na pewno nieliczne byłyby jej ulubieńcami. Oczywiście na szczycie był Zawodzące Echo (bo sam lider niezbyt liderował), później medycy, kronikarze i przewodnicy, a wśród nich Cyklonowe Oko którego szczerze podziwiała, oraz jej mentorka oczywiście. Miała również całkiem dobrą relację z Równonocną Łapą... eh, gdyby tylko nie zadawała się z tym pokracznym dziwadłem z krzywym pyskiem, byłoby idealnie. No i byli jeszcze kuzyni, którzy... cóż, nie należeli do topki na liście i jeśli miała być szczera, w ogóle się na niej mogli nie znajdować, a jak się miało za chwilę okazać, jedna z córek Poczciwego Dziwaczka (w przeciwieństwie do swojej siostry), również miała zaraz wylecieć. Śpiewająca Łapa właśnie dreptała przez obóz, jak zwykle z uniesionym wysoko ogonem, wymieniając sobie w głowie wszystkie obowiązki i planując co zrobi potem, gdy to nagle coś na nią chamsko wpadło i jeszcze miało czelność pyskować. Stanęła, otrzepała się i już po chwili zlokalizowała przeszkodę.
- Suń się z drogi! - ojej? Dolne powieki uniosły się ostrzegawczo, gdy syknięto w jej stronę. Tak, zdecydowanie powinna wylecieć z listy normalnych (zrozum przez to: uległych) kotów. Najpierw Śpiewkę staranowano, a potem jeszcze nawet nie przeproszono? Wtedy może by wybaczyła temu żywemu błędowi medycznemu, jednak w tym wypadku...
- Ah? Przepraszam, chyba nie dosłyszałam, co tam miauczysz? Coś mówiłaś? Coś o przeprosinach? - nie ruszyła się z drogi, świergotając milutko, chociaż kto ją znał wiedział, że było w tym ostrzeżenie. Nie chciała też źle wypaść przed innymi kotami w klanie w tej sytuacji i postanowiła... dać niemądrej flądrze jedną szansę. Rybia Łapa miała jeszcze okazję przeprosić i się wycofać, by nie robić sceny w obozie...
- Nie będę rozmawiać z kimś o tak zamkniętym umyśle jak twój! - Rybkowa Łapa dumnie wypięła pierś, robiąc krok do przodu, co tylko zmniejszyło jej osobę w oczach Śpiewającej Łapy. Czy ona naprawdę była starsza? Zielone oczy zlustrowały niebieską z góry na dół, końcowo zatrzymując się ze znużonym wyrazem na jej pysku. Zamkniętym? Może miała zamknięty umysł, jednak przynajmniej go miała, w przeciwieństwie do niektórych. Czyżby Rybią Łapę upuszczono na głowę, gdy była jeszcze dzieckiem?
- Ojej, chyba jednak się nie zrozumiałyśmy~ ,,Przepraszam, Śpiewająca Łapo, że cię staranowałam"~ Popatrz, to nie takie trudne, Rybia Łapo... Czyżby ten paskudny kikut pomieszał ci w głowie? Jesteś pewna, że nie powinnaś odwiedzić medyka? - spytała tym samym tonem, nieco zatroskanym... ale głośniejszym, korzystając z okazji, że koty gromadziły się w obozie, a nieopodal grzali się starsi wojownicy. Może nawet zabierze ją publicznie jakiś medyk? To by był wspaniały widok.
- Nie mam zamiaru chodzić do tego szarlatana. Nie będzie mi zatruwać umysłu swoimi ziółkami - warknęła Rybkowa Łapa - Mam wrażenie, że tylko ja w tym klanie mam zdrowy rozsądek. Ale jeśli chcesz, nadal wierz sobie w te głupie bajeczki. Wy wszyscy jesteście ślepi na prawdę!
- Czyżby upały padły ci na-znaczy, ekhm, czyżby upały spowodowały u ciebie przegrzanie? - Śpiewka była widocznie zmieszana. Może wraz z utratą ogona kotka utraciła również piątą klepkę i zamiast jej poszukać, postanowiła wsadzić głowę w mrowisko? Miałoby to sens. Pierwotnie zakładała, że kotka jest po prostu prostackim przedstawicielem jakiegoś plebsu niewychowanego, jednak z czasem i rozmową zaczynała dochodzić do wniosku, że rzeczywiście było coś z nią nie tak. Uszkodzony produkt, wadliwy, stwarzający niebezpieczeństwo dla reszty społeczeństwa, którego trzeba było się natychmiastowo pozbyć. Te myśli frunęły z niebywałą prędkością przez głowę kotki, gdy tak patrzyła przez zwężone źrenice na starszą. - Jeśli nie chcesz iść do medyków, to może masz zamiar uleczyć się słońcem? Jestem jednak pewna, że akurat tego masz już nadmiar. Medycy naprawdę mogą ci pomóc... klan nie potrzebuje obłąkanych kotów, dlatego nalegam - przyjęła swój wyrozumiały ton. Nie potrzebowała teraz dramy w klanie, niech wyjdzie na tą rozważną, chociaż nawet nie musiała się starać, bo Rybia Łapa odwalała całą robotę w byciu szaloną. Co ta Zwiewny Mak z nią robiła? Czy nie widzi, że jej uczennica zaczyna wariować i należy ją naprostować?
- Nie jestem obłąkana - syknęła Rybka -A jeśli kiedykolwiek miałabym się leczyć, to tak, już wolałabym słońce. Przynajmniej ono utworzone było przez wyższe siły, a te suche zielska już nie! A poza tym, pewnie mają w sobie jakieś trucizny.
- Każda rzecz, jeśli w nadmiarze, może robić za truciznę, o czym ty mówisz? Rybia Łapo, naprawdę weź się w garść, to nie jest śmieszne, przecież nie jesteś rośliną! - powiedziała już bardziej stanowczym tonem. Ten kot chce się zabić. Znaczy, nie, żeby Śpiewka się tym przejmowała, nie znała dobrze Rybiej Łapy a skoro głupi chce się zabić to niech się głupiemu pozwala, przynajmniej będzie mniej błędnych członków w klanie, którzy mogą zaburzyć harmonię i funkcjonowanie. Takiego czegoś najlepiej się pozbyć, zanim złoży jaja. - Nalegam na odwiedzenie medyka, od słońca, szczególnie o tej porze, można jedynie dostać przegrzania.
- Nie zamierzam z tobą dłużej dyskutować! - Rybia Łapa znów przepchnęła się do przodu, celowo popychając Śpiewającą Łapę, która z trudem powstrzymała chęć wyrwania jej reszty kikuta z kupra. Zamiast tego odprowadziła ją wściekłym wzrokiem, wzięła głęboki oddech i z zatroskanym uśmiechem przydreptała do siedzącej nieopodal grupy, by przedyskutować to wydarzenie, planując już osobno w myślach, co podłożyć do legowiska Rybiej Łapy. Nie była też wcale zdziwiona, gdy starsza podczas mianowania uciekła z własnej ceremonii. Bardziej szokującym było, że w ogóle ją do niej dopuszczono. Nie tęskniła natomiast wcale a jedynie cieszyła się i z uśmiechem słuchała ogłoszeń, mając nadzieję, że jednak nigdy nie będzie musiała znowu oglądać tego obłąkanego pyska.
<Rybia Łapa? Może kiedyś się jeszcze spotkają>
[894 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz