— Dzisiaj połączymy teorię z praktyką. Będziemy ćwiczyć wspinaczkę na drzewa, a przy okazji poznasz pozostałe tereny należącego do naszego klanu — oznajmił uczennicy. — Czy twoja matka opowiadała ci, że na naszych terenach znajduje się Opuszczone Obozowisko? — spytał, jednak nie pozwolił kocicy dojść do słowa. — Leży niedaleko Potwornej Przełęczy, po drugiej stronie Spalonej Zatoczki. Przejdziemy przez nie. No dalej, Kryształowa Łapo! Nie ociągaj się! — ponaglił kotkę.
~~~
Ucho kocura drgnęło nagle, gdy rozpoznał znajomy głos w pobliżu. Odwrócił się, spoglądając znużony na samotniczkę, kryjącą się za jednym z głazów. Gdyby nie ta szrama na pół pyska, która była jej znakiem rozpoznawczym, może mógłby ją jeszcze wziąć za głupią Klifiaczkę.
Kocica rozejrzała się dookoła, a gdy się upewniła, że nikogo oprócz nich nie ma, zmniejszyła dzielącą ich odległość.
— Gdzie twój ochroniarz, hm? — spytał kocur, wpatrując się w zielonooką.
Musiała być jednak naprawdę głupia, skoro zdecydowała się kolejny raz wkroczyć na tereny Klanu Wilka.
~~~
Pora Opadających Liści
Jakie było zdziwienie Cienistej Zjawy, gdy na terenach Klanu Wilka po dłuższym czasie zastał liliowego starszego samotnika. Zaskoczył go brak obecności rudej samotniczki u jego boku. Tam, gdzie on, tam i ona. Byli przecież nierozłączni! No, prawie. Nie, żeby liczył na to, aby ponownie ją ujrzeć... była przecież zapchloną samotniczką, nikim więcej! A po ostatnim ich spotkaniu szczerze wątpił, że uda im się ponownie spotkać. Na samą myśl poczuł pieczenie w okolicach policzka, zdobionego przez ślad jej pazurów.
Liliowy schylił się, sięgając po coś, co kryło się w wysokiej trawie, pomiędzy jego przednimi łapami. Piszczka?! Czyżby ten staruch postradał zmysły, decydując się ukraść zwierzynę z klanowych terenów?
Nie. To coś, co zwisało z pyska starca, wcale nie było piszczką. Wcale nie było ptakiem, małą wiewiórką, a tym bardziej nornicą. Starzec trzymał małe kocię, a sądząc po jego wyglądzie, nie miało nawet dwóch księżyców. Być może nawet pełnego jednego nie miało.
Cienista Zjawa przeklął pod nosem, przenosząc spojrzenie na swoją uczennicę. Kryształowa Łapa po dłuższej chwili zarejestrowała obecność samotnika. Kocur rozkazał uczennicy zostać w zaroślach, aby nie przeszkadzała w ich rozmowie. Również obawiał się, że staruch mógłby zdecydować się na to, by zaatakować niedoświadczoną kotkę. Lepiej, aby miała więcej czasu na ucieczkę, zważywszy na to, że po biegu, od którego zależałoby jej życie, najpewniej by wypluła płuca. Miał nadzieję, że ta dziwna dolegliwość kocicy, jaką był kaszel po ćwiczeniu biegów, jak i innych siłowych ćwiczeń minie razem z wiekiem.
Bury ruszył w stronę kocura, pokonując połowę dzielącej ich odległości.
— Musisz być skończonym idiotą, skoro zignorowałeś moje ostrzeżenie, a w dodatku narażasz zdrowie i życie tego kocięcia. Czego chcesz?
Bury przeniósł spojrzenie na kocię, które starszy trzymał w pysku. Wątpił, że ten malec był dzieckiem liliowego, w końcu był on stary. Może to jego wnuk albo jakaś znajda. A może...
Wzdrygnął się, gdy starszy w niezbyt delikatny sposób upuścił kocię.
— Kocięcia? Chyba chciałeś powiedzieć parszywej larwy. Gdyby nie ono, ona by wciąż żyła... zabiliście ją... oboje... ty i on...
— O czym ty...
Zamarł. Ponownie spojrzał w kierunku kocięcia, nie racząc się do niego nachylić, aby się upewnić czy wszystko jest z nim w porządku. Ruszało się, zakwiliło podczas uderzenia o podłoże, więc żyło. Przynajmniej jeszcze.
Cienista Zjawa bez większych emocji spoglądał na owoc swego romansu z samotniczką. Samotniczką, która według słów samotnika nie żyła.
— Że niby to coś jest moim kocięciem... dobre sobie! — prychnął. — Wy samotnicy macie coraz durniejsze pomysły na podrzucanie własnych młodych do naszego klanu. Zabierz go i zanieś z powrotem do matki, bo pewnie bidulka odchodzi od zmysłów.
— Posłuchaj mnie uważnie. Gdybym nie obiecał Południcy przynieść ci tego kocięcia, najprawdopodobniej leżałbyś na tej ziemi w kałuży krwi. Zamierzam spełnić jej ostatnią wolę, nawet jeśli bardziej jestem skory do obicia ci tej przygłupiej mordy... Zaopiekujesz się nim, jak na rodzica przystało, albo...
— Albo, co? Zdajesz sobie sprawę, że mogła cię okłamać... Na pewno nie jestem jedynym kocurem, którego spotkaliście — zauważył. Łypnął złowrogo na malca, którego barwa futra była identyczna, jak u samotniczki.
“Wykapana matka” – pomyślał.
Jedynie pręgowanie się różniło tam, gdzie znajdowało się rude futerko. Cienista Zjawa był w stanie dostrzec cętki. Identyczne z tymi na jego granitowej sierści.
Mógł być jego ojcem. Mógł. Jednak, zamiast po prostu zabrać ze sobą młode, postanowił przez dłuższą chwilę kwestionować ojcostwo. Dostrzegł, że liliowy tracił cierpliwość.
Cienista Zjawa ziewnął i przeciągając każdy swój kolejny ruch, zbliżył się do kocięcia. Obwąchał go i delikatnie szturchnął nosem, upewniając się, czy nic mu nie jest. Kociak cicho pisnął.
— Twoja zmarła towarzyszka na pewno nie jest zadowolona, że w taki sposób traktujesz jej kocię — mruknął. — Ja również. Tym bardziej, jeśli to jest faktycznie moje młode. — W głosie kocura kryła się groźba.
Ostrożnie pochwycił rudego kocurka za skórę na karku, decydując się go zabrać ze sobą do obozu Klanu Wilka. Zdawał sobie sprawę, że takiego młode wymagało matczynego ciepła i obecności, a przede wszystkim mleka. Nie był pewien czy w klanie mają jakąś królową, a nawet jeśli nie, mogli przecież znaleźć jakąś karmiącą kotkę i zmusić ją do odchowania przyszłego kultysty.
Nie racząc spojrzeć na starszego kocura, oddalił się od niego, kierując się w stronę, gdzie czekała na niego uczennica. Położył przed nią swego potomka. Kotka powoli zbliżyła się do malucha, wyłaniając się z zarośli. Obwąchała go, po czym wlepiła pytające spojrzenie w swojego mentora.
— Kryształowa Łapo — zwrócił się do uczennicy poważnym tonem. Uszy koteczki stanęły dęba. Wpatrywała się w mentora z przestrachem. — Zanieś tego kociaka czym prędzej do obozu, do medyków. Gdyby ktoś pytał o jego tożsamość, powiedz, że jest to wnuk Zalotnej Gwiazdy, w dodatku mój syn. Resztę wyjaśnię sam, jak wrócę. Muszę jeszcze tylko coś załatwić... — mruknął, spoglądając w kierunku, z którego przed chwilą przyszedł. — A i dla twojej wiadomości, jeśli coś mu się stanie podczas drogi do obozu, zostaniesz ukarana i możesz się pożegnać z mianowaniem na wojownika.
Uczennica ostrożnie podniosła kociaka z podłoża. Bez słowa pospiesznie się oddaliła w kierunku obozu. Tymczasem Cienista Zjawa ruszył tropem liliowego kocura, który po spełnieniu ostatniej woli zmarłej kocicy zamierzał opuścić tutejsze tereny.
~~~
Cienista Zjawa prychnął pod nosem, gdy wkroczył do obozu. Na tyle ile mógł, na tyle pozbył się zapachu samotnika, jak i zaschniętej krwi z sierści. Tuż przy stosie ze zwierzyną dostrzegł leżącą niebieską arlekinkę, która dyszała.
Kocur spojrzał w kierunku legowiska medyków, w którym krzątali się Cisowe Tchnienie i Roztargniony Koperek.
— Kryształowa Łapo — przywołał do siebie uczennicę, która ledwo co była w stanie ustać na swoich łapach. Arlekinka posłusznie podniosła się spod stosu i zbliżyła do mentora. — Widzę, że kocię trafiło do obozu w jednym kawałku. Spisałaś się. — Zdecydował się na pochwałę znajdy. Liczył, że dzięki temu kotka przyłoży się do treningu i zostanie jego dumą, a nie porażką. Nie chciał, aby jego pierwszy uczeń zginął z jego łap. — Jutrzejszy trening zaczniemy nieco później.
Po rozmowie z Kryształową Łapą zdecydował się zajrzeć do medyków. Według słów Roztargnionego Koperka z kocięciem było wszystko w porządku, malec był silny. Pozostawała teraz tylko jeszcze jedna sprawa. Trzeba było młodemu znaleźć mamę, która mogła go wykarmić przez kolejne dwa księżyce. Pech chciał, że w klanie nie mieli żadnej ciężarnej kotki, a tym bardziej kotki z młodymi. Przynajmniej nie zdawał sobie z tego sprawy.
Gdy Cienista Zjawa miał zaproponować przyprowadzenie jakieś samotniczki do klanu, Cisowe Tchnienie podzieliła się z nim informacją, która sprawiła, że wściekły opuścił lecznicę i czym prędzej skierował się do żłobka.
— To chyba jakiś żart... — wysyczał, stojąc nad Wrotyczową Szramą, u której boku znajdowało się dwoje kociąt, które musiały się narodzić podczas jego nieobecności w obozie. Gdyby kotka posiadała długi ogon, a nie kikut, otuliłaby młode, skrywając je przed wściekłym spojrzeniem Cienistej Zjawy. Kocur poczuł odruch wymiotny.
“Kto jest ojcem tych kociąt? Nie... To nieważne. Nie mogę pozwolić, aby kocię mogące być moim synem, wykarmiła Wrotyczowa Szrama”.
Cienista Zjawa opuścił żłobek, zamierzając się sprzeciwić oddaniu jego potomka pod opiekę liliowej kocicy. W tym samym momencie medycy właśnie zmierzali do kociarni z małą rudzinką. Malec dawał wszystkim wokół znać, że jest bardzo głodny. Między medykami a Cienistą Zjawą doszło do pyskówki na środku obozu. Kocur nie chciał, aby kocię umarło z głodu, ale nie mógł dopuścić, aby to coś, co zalęgło się w żłobku ze swoimi larwami, wykarmiło przyszłego kultystę i wnuka Zalotnej Gwiazdy. A skoro mowa o Zalotnej Gwieździe...
— Co to za harmider? — Liderka zbliżyła się do trójki kotów i kocięcia, którego trzymał w pysku za fałdę skóry Roztargniony Koperek. Spojrzenie zatrzymała na piszczącym kociaku, który domagał się mleka. — Co to za kocię?
“Czyli Kryształowa Łapa jeszcze im nie mówiła”.
— To twój wnuk, matko. I mój syn.
Gdy Cienista Zjawa miał zaproponować przyprowadzenie jakieś samotniczki do klanu, Cisowe Tchnienie podzieliła się z nim informacją, która sprawiła, że wściekły opuścił lecznicę i czym prędzej skierował się do żłobka.
— To chyba jakiś żart... — wysyczał, stojąc nad Wrotyczową Szramą, u której boku znajdowało się dwoje kociąt, które musiały się narodzić podczas jego nieobecności w obozie. Gdyby kotka posiadała długi ogon, a nie kikut, otuliłaby młode, skrywając je przed wściekłym spojrzeniem Cienistej Zjawy. Kocur poczuł odruch wymiotny.
“Kto jest ojcem tych kociąt? Nie... To nieważne. Nie mogę pozwolić, aby kocię mogące być moim synem, wykarmiła Wrotyczowa Szrama”.
Cienista Zjawa opuścił żłobek, zamierzając się sprzeciwić oddaniu jego potomka pod opiekę liliowej kocicy. W tym samym momencie medycy właśnie zmierzali do kociarni z małą rudzinką. Malec dawał wszystkim wokół znać, że jest bardzo głodny. Między medykami a Cienistą Zjawą doszło do pyskówki na środku obozu. Kocur nie chciał, aby kocię umarło z głodu, ale nie mógł dopuścić, aby to coś, co zalęgło się w żłobku ze swoimi larwami, wykarmiło przyszłego kultystę i wnuka Zalotnej Gwiazdy. A skoro mowa o Zalotnej Gwieździe...
— Co to za harmider? — Liderka zbliżyła się do trójki kotów i kocięcia, którego trzymał w pysku za fałdę skóry Roztargniony Koperek. Spojrzenie zatrzymała na piszczącym kociaku, który domagał się mleka. — Co to za kocię?
“Czyli Kryształowa Łapa jeszcze im nie mówiła”.
— To twój wnuk, matko. I mój syn.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz