– Co dzisiaj robimy? – Nocna Łapa podszedł bliżej, stając obok kotki.
– Dzisiaj wspinaczka na drzewa. Czas użyć tej Twojej siły do wspięcia się na najwyższe drzewo, jakie znajdziemy. Na sam szczyt, okej! – Tropiąca Łaska rzuciła mu wesoły uśmiech.
– No dobra! – Noc lubił wspinaczkę. Co prawda nie było to jego ulubione zajęcie, ale siedzenie w koronach drzew, pod otwartym niebem było cudownym uczuciem.
Noc był pierwszy przy pniu drzewa. Jego mentorka jednak była zaraz za nim. Potężnym susem wbiła się w powietrze, aby sięgnąć kory drzewa i zaraz znajdowała się na pierwszej gałęzi. Noc, nie chcąc pozostać jej dłużnym, sam wyskoczył i zaczął się wspinać.
– Idzie ci już całkiem dobrze. – Topola machnęła ogonem, po czym usiadła sobie wygodnie w połowie drogi do szczytu.
– Mówisz? – Noc przeskoczył na gałąź wyżej.
– Widać, że dobrze ci idzie. Mógłbyś się tylko słuchać mnie trochę bardziej. – Łaska zaśmiała się pod nosem obserwując dalszą wspinaczkę swojego ucznia.
Noc zatrzymał się dopiero na samej górze, gdzie gałązki pod jego łapami ledwo już go utrzymywały. Wyżej nie chciał już wchodzić. Nie był już małym kociakiem. Jego waga z pewnością złamałaby większość z gałązek u samego szczytu.
Noc spojrzał w niebo nad sobą. Chmury toczyły się po nim bardzo spokojnie i cichutko, jakby nie obchodziło ich życie trwające pod nimi. Gdzieś w oddali, na horyzoncie malowały się sylwetki ptaków, które szybowały na łagodnym wietrze. Korony drzew mieniły się kolorami, gotowe do porzucenia swoich liści na zimę. Wszystko było tak spokojne i piękne. Noc mogły spędzić tutaj godziny, jednak wzywały go obowiązki.
– Złaź już – Tropiąca Łaska wołała do niego już trzeci raz.
– Schodzę. Schodzę. Tylko myślałem, że widziałem wiewiórkę! – oświadczył. Nie było tu żadnej wiewiórki, ale jego mentorka nie musi tego widzieć.
Noc zszedł do połowy drzewa gdzie czekała na niego Łaska.
– W którą stronę ta wiewiórka?
– Chyba tam. – Noc wskazał w głąb lasu. – Trochę daleko. Nie wiem, czy jeszcze tam będzie.
– Nie szkodzi. Idziemy sprawdzić! Po koronach! – kotka machnęła na niego łapą przeskakując na następną gałąź.
– No dobra!
Upolowali dwie wiewiórki. Każde z nich po jednej. Noc porzucił swoją zdobycz na kamieniu na zwierzynę i udał się do legowiska. Chciał się chwilę przespać, zanim samotnie wyruszy na taki mały dodatkowy trening. Zamierzał przebiec parę razy wokół obozu. Już nie mógł się doczekać.
[431 słów]
[+ wspinaczka na drzewa]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz