Na pytanie matki skrzywił się. Nie wiedział, co powinien jej powiedzieć. Czy ma mówić prawdę? Czy właśnie teraz powinien podkolorować, przedstawić swoje nowe życie w barwach o wiele jaśniejszych i weselszych? Czy miał martwić i smucić kotkę? Nie chciał wywoływać w niej wyrzutów sumienia; w końcu ona też była tej pamiętnej nocy w legowisku Mandarynkowej Gwiazdy... Nie chciał, żeby źle się czuła z powodu tego, że nie opowiedziała się przeciwko zmianie ścieżki przez kocurka. W końcu zdecydował, że zwyczajnie zatai te najbardziej depresyjne i smutne elementy.
— Jest... inaczej — mruknął, podchodząc bliżej. Matka uśmiechnęła się pod nosem i dotknęła go ogonem po grzbiecie. Pozwoliła mu jeszcze odłożyć zioło, które przyniósł dla medyczki, a następnie kontynuowała.
— No tak, to na pewno. Umiem sobie wyobrazić, że to duży szok z taką wielką zmianą. To pewnie coś kompletnie innego uczyć się o ziołach, a mknąć za uklejami w chłodnej rzece — zauważyła. Na moment odwróciła się od niego i zwróciła do Róży, pytając: — Różana Wonio, czy mogłabym na moment ukraść Klekoczącą Łape?
— Byle tylko na moment. Książe czy nie, tutaj nie ma specjalnego traktowania; musi mi później pomóc — rzuciła starsza, nie odwracając wzroku od swojej perły i kupki ziół.
— Oczywiście, będziemy zaraz przed legowiskiem. — Na to już nie odpowiedziała. Pomachała im łapą, jakby ich pośpieszała; najwidoczniej cokolwiek widziała, potrzebowała mieć ciszę i spokój. Wojowniczka zaprowadziła syna na zewnątrz. Obóz był żywy i pełen kotów, które akurat wracały z patroli i treningów. Czasami całymi dniami nie wyściubiał nosa zza plecionej ściany; smutek go wypełnił.
— No, opowiedz mi więcej. Jestem bardzo ciekawa; nigdy nie miałam żadnego doświadczenia z treningiem medyka — zachęciła go Murena, siadając przy wejściu, nieco na boku.
— Jest nieco... nudny... — zaczął niechętnie. Matka zmarszczyła brwi. W oczach zobaczył u niej przemykające zwątpienie i smutek. — Na pewno w porównaniu z treningiem na wojownika.
— No, opowiedz mi więcej. Jestem bardzo ciekawa; nigdy nie miałam żadnego doświadczenia z treningiem medyka — zachęciła go Murena, siadając przy wejściu, nieco na boku.
— Jest nieco... nudny... — zaczął niechętnie. Matka zmarszczyła brwi. W oczach zobaczył u niej przemykające zwątpienie i smutek. — Na pewno w porównaniu z treningiem na wojownika.
— No cóż... Muszę ci przyznać, że faktycznie nie potrafiłabym sobie wyobrazić, że lawenda i aksamitka mogą zastąpić woń świeżej zwierzyny w zaroślach czy uczucia chłodnej wody na skórze.
— Tak... Nie mogą — mruknął. Głowę miał nieco zwieszoną, uszy położone. Miał nadzieję, że matka to zobaczy i wyciągnie go z tej żałosnej sytuacji.
"Dopóki nie skończę treningu, jest szansa na ocalenie" — wmawiał sobie codziennie.
"Dopóki nie skończę treningu, jest szansa na ocalenie" — wmawiał sobie codziennie.
— Ale to zapewne jedynie kwestia przyzwyczajenia — próbowała go pocieszyć. Opiekuńczym gestem owinęła końcówkę ogona wokół jego łapki. — Może zwyczajnie twoje ciało się jeszcze nie przwyczaiło do takiej... mniej fizycznej pracy.
— A co jeśli nigdy tego nie zrobi — zapytał. Szczerze bał się takiej wizji, że do końca życia będzie już nieszczęśliwy i niespełniony.
"Miałem być wojownikiem" — zakpił.
— Nie bądź takim pesymistą. Wszystko na pewno się ułoży, mój drogi synu. — Polizała go za uchem. Słyszał, jak mruczy. Nieco pochylił się w jej kierunku, aby dotyk szorstkiego języka trwał nieco dłużej. — Jesteś taki mądry i zdolny. Algowa Struga tak cię zawsze chwaliła i mówiła o tobie same najlepsze rzeczy. Taki utalentowany młody kocur jak ty jest w stanie poradzić sobie ze wszystkim.
Zagryzł zęby. Musiał skupić się z całej siły na tym, aby łzy nie spłynęły mu po policzku. Tak... Algowa Struga zawsze go chwaliła. Uwielbiał ją. Uwielbiał z nią trenować. No i wiedział, że ona bardzo lubiła go. Świetnie się dogadywali. Za to jego relacja z jej córką była kompletnym przeciwieństwem. Nie chciał nawet myśleć o Gąbczastej Perle. Zapanowała cisza. Nieco niezręczna, nieco nieprzyjemna. Klekocząca Łapa czuł ciepło, którym emanowała kocica.
"Tęsknie za byciem kociakiem..." — zdał sobie sprawę. Pochylił się jeszcze bardziej, aż jego policzek oparł się na karku matki. Znów zamruczała. W końcu przerwała im Róża, która wyłoniła się zza ściany.
— Wracamy do pracy, Klekocząca Łapo. Koniec tych przytulasków — oznajmiła i od razu wróciła do środka. Murena posłała mu jeszcze pełne miłości i dumy spojrzenie. On go nie odwzajemnił.
"Tęsknie za byciem kociakiem..." — zdał sobie sprawę. Pochylił się jeszcze bardziej, aż jego policzek oparł się na karku matki. Znów zamruczała. W końcu przerwała im Róża, która wyłoniła się zza ściany.
— Wracamy do pracy, Klekocząca Łapo. Koniec tych przytulasków — oznajmiła i od razu wróciła do środka. Murena posłała mu jeszcze pełne miłości i dumy spojrzenie. On go nie odwzajemnił.
* * *
Niedoszła ceremonia Flaminga
Siedział pod legowiskiem medyków. Wyprostowany niczym żuraw, dumniejszy z każdą chwilą. Oczy miał wpółprzymknięte, a uszy postawione pionowo. Różana Woń znudziła się czekaniem jako pierwsza. Mówiąc, że ktoś ma po nią pójść, jeśli faktycznie do ceremonii doszło, odwróciła się i zniknęła w ciemnej lecznicy. Gąbczasta Perła w pewnym momencie odeszła do innych kotów, aby może dowiedzieć się więcej o tym przedziwnym, długim okresie czekania. Klekoczący Bocian widział nawet, jak rozmawia ze swoją matką. Algowa Struga jednak nie zdawała się być jakkolwiek bardziej doinformowana na ten temat.
W końcu zobaczył Mandarynkową Gwiazdę i na moment zamarł w strachu. Tak bardzo nie chciał, aby ten dzieciak dostał to, czego on nigdy nie uzyskał. Nie chciał, aby był szczęśliwy, kiedy Klekotek z każdym dniem męczył się i cierpiał na stanowisku, którego nienawidził. Przywódczyni jednak nie weszła na mównicę, nie podeszła do Błękitnej Laguny ani do Wężynowego Kła. Do tej drugiej nie musiała, gdyż szylretka od razu pomknęła za nią i obie rozmawiały ze sobą krótką chwilę. W końcu skończyły, a liderka wróciła do swojego legowiska niesamowicie zadowolona. Karmicielka wyglądała za to, jakby ktoś wyrwał jej język z pyska. Bocian przyglądał się temu z ogromnym zaciekawieniem. Klan Nocy za to szeptał niczym oszalały. Kiedy matka Flaminga wróciła, nieźle zdenerwowana, do kociarni medyk zaczął się rozglądać. Chciał znaleźć kogoś, kto może wiedzieć coś więcej. Jego oczy spotkały ślepia jego matki. Wstał i skierował się w jej kierunku. Dawno nie rozmawiali, a czy nie ma lepszej okazji do tego niż plotki i rodzinne zawiłości?
— Raczej niespotykana sytuacja, prawda? — zaczął siadając obok wojowniczki. — Ruch ryzykowny, patrząc na to, że w gronie młodszych członków rodu jestem wciąż jedynym… — zauważył.
— Raczej niespotykana sytuacja, prawda? — zaczął siadając obok wojowniczki. — Ruch ryzykowny, patrząc na to, że w gronie młodszych członków rodu jestem wciąż jedynym… — zauważył.
<Mama?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz