Pora Opadających Liści
Cały czas wracał wspomnieniami do tej nocy, kiedy pełny nadziei i radości na spotkanie szedł ku granicy. Zastanawiał się również czy zrobił coś źle i dlatego kotka go odrzuciła, nim na dobre cokolwiek się zaczęło? Nie miał pojęcia. Przynajmniej nic takiego nie wykalkulował.
Gdy dostał pozwolenie na ponowne opuszczenie medycznej nory, skorzystał z niego niemal od łapy. Wrócił do upragnionych, stęsknionych tuneli. Były dla niego jak druga skóra, dosłownie. Ciągle chodził umorusany, chociaż nieco nauczył się zapobiegać brudzenia swojej jasnej okrywy.
Któregoś wieczora wpadł na kolejny głupi pomysł, który nawiedzał go jak natrętny sen. Pójść na granicę z Klanem Klifu. Dlaczego tak bardzo go tam ciągnęło? Co na niego czekało, o ile cokolwiek? Może był po prostu naiwny, głupi? Nie mógł jednak spać spokojnie, a wszystko to przez rozdrapywanie tamtego wydarzenia.
Gdy zapadła noc, postanowił pójść za impulsem i szybciutko obrócić w tę i w te. Jeśli dzięki temu będzie spokojniejszy… to chyba się opłaci?
Zresztą… planował tylko szybki zwiad, sprawdzenie, czy nie zwietrzy gdzieś jej zapachu. Ughh, był taki… taki, że sam siebie nie poznawał. Co mu było? Dlaczego?
Dotarłszy na granicę, klasycznie udał się wzdłuż niej, aż dotarł do Kamiennych Strażników. Zimny piach otulał jego łapy, zabawnie łaskocząc w poduszeczki. Rozglądał się, wdychając morską bryzę, jednak nie dostrzegł upragnionego futra. Ponownie się zezłościł. Nie był tylko pewien na kogo… siebie? Drobną? Biały na pewno był żałosny… dać się zawieść, a jednak wciąż chcieć wrócić w to samo miejsce. To chyba tylko on mógł tak zrobić.
Prychnął pod nosem, kładąc po sobie uszy. Był na końcu granicy i już chciał zawracać, zrezygnowany i zły, kiedy usłyszał kroki. Odwrócił się natychmiast jak poparzony (haha), nie dostrzegając nic szczególnego. Uff, pewnie to jakieś myszy buszowały wśród zarośli…
Kiedy nagle dostrzegł jakąś postać w ciemności. Był głupi, ale zrobił sobie nadzieję, że być może stanie przed nim Drobne Ukojenie i będą mogli porozmawiać.
Jakież wielkie było jego zdziwienie, kiedy dojrzał szylkretowe, obce futro, czując od razu woń Klanu Nocy. Zmienił nastawienie na ostrożne.
— Kim jesteś? — zapytał wprost. — Co robisz na granicy w środku nocy?
<Fląderka?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz