Ogłoszenie Śmierci Cichej Łapy
Cicha Łapa jakoś długo nie wracał ze swojego treningu w tunelach, nawet jego siostra wróciła szybciej... Czyżby tak długo kazano im kopać lub czegoś szukać? Wątpiła to, Cicha Łapa nie miał żadnych talentów, jedyne co umiał to nie mówić. Rudą Lisówkę to martwiło, za to ona starała się udawać, że też się martwi, w końcu była dobrą aktorką.
– Nie powinni go aż tak przemęczać. Mam nadzieję, że nic mu się nie stało – powiedział jej zmartwiony partner. Nie wiedziała, czym się tak wielce martwił. Cisza nic nie znaczył.
– Nie obawiaj się, jest z nim Strzępotkowy Kokon, Jagodowe Marzenie i Ciernista Łapa. Są z nim sami dorośli, więc zanim się obejrzymy, to wrócą, może po prostu mają pracowity wschód słońca – rudzielec wydawał się uspokoić, na co Chomik tylko się uśmiechnęła. Paru wojowników wparowało do obozu. To byli oni, jak dobrze się złożyło!
– Cicha Łapa-... Tunel zawalił się na Cichą Łapę! – wypowiedział Ciernista Łapa w nerwach. To chyba musiała cofnąć to, że niby dobrze się złożyło. Ruda Lisówka był w szoku, szybko podbiegł do ucznia.
– Jak się na niego zawalił?! Co to niby ma znaczyć! – wykrzyknął do grupy treningowej, w której był Cicha Łapa. Strzępotkowy Kokon był zbyt przerażony, by coś powiedzieć. Przed Ciernistą Łapę weszła Jagodowe Marzenie.
– Przykro mi, Ruda Lisówko i Chomiczo Łapo, niestety wasz syn zapuścił się do jednej z niezabezpieczonych odnóg i nie zdążyliśmy go wyciągnąć – była tym dość zszokowana tą informacją. Informacją, że jej syn nie żył. Nie umiała tego strawić.
– Chcesz mi niby powiedzieć, że żaden z was nie mógł go uratować?! Było was trzech i pozwoliliście memu synowi umrzeć?! Powinniście się nim lepiej zająć! Wszyscy tutaj wiedzą, że mój syn jest niemy, nawet nie mógł wykrzyczeć o pomoc i nikt nie był obok niego jeszcze, gdy się zapuścił do niezabezpieczonego miejsca! Jesteście żałośni! – Burzak syknął na nich, Chomicza Łapa myślała, że już na nich się rzuci, ale na szczęście między nimi pojawił się Zawodzące Echo.
– Dosyć! To nie jest niczyja wina, nikt nie mógł przewidzieć, że ten tunel zasypie się na twego syna, Lisówko – Ruda Lisówka miał w oczach wymieszaną zarówno furię, jak i ból, którą Chomik mogła zauważyć. Naprawdę mu zależało na ich synu, nawet jeśli był kaleką... nie to, co jej.
– Łatwo ci mówić! Gdy będziesz miał kiedyś swoje potomstwo i jakiemuś stanie się krzywda, to wtedy może mnie zrozumiesz – jej partner odszedł od nich, a Chomicza Łapa poszła za nim go pocieszyć i uspokoić.
***
Przed walką z lisem
Nie odczuła za bardzo negatywnie śmierci Cichej Łapy. Jak dobrze, że Klan Gwiazdy już go zabrał. Jedynie był chodzącą hańbą dla jej wspaniałej rodziny. Teraz została jej jedynie Śpiewająca Łapa, jej wspaniałe oczko w głowie! Pamiętała jak nadal była taką małą kuleczką, jak to możliwe, że tak urosła? Chomik było smutno, że nie mogła jeszcze ten jeden raz owinąć łapami słodkiej kuleczki szczęścia. Niestety jednak dzieci dorastały, a ona musiała się pogodzić, że jej córeczka dorastała. Aktualnie Śpiewająca Łapa siedziała gdzieś w obozie, kotka podeszła do swojej córeczki.
– Witaj, Śpiewająco Łapo, jak ci idą treningi? – spytała swoją córkę.
– Cześć – Śpiewająca Łapa przywitała się, prostując się. – Bardzo dobrze, Słodka Dziewanna jest naprawdę świetną mentorką i całkowicie rozumie moje potrzeby – rzekła. – Chociaż jak tak teraz myślę, to bycie uczniem Cyklonowego Oka też musi być fajne... jest całkiem rozgarnięty – odpowiedziała dymna.
– Cieszę się, że twoja mentorka o ciebie dba, każdy mentor powinien taki być dla swojego ucznia. Musi ci ona niestety wystarczyć, bo Cyklonowe Oko wziął ten niewychowany futrzak, Pierzasta Łapa. Pamiętaj, gdyby ktoś ci dokuczał, to zgłoś to do mnie, wtedy zrobię z nim porządek! Nie pozwolę na to, by ktoś dręczył moją kochaną córeczkę – polizała ją z czułością po czole. Jej mały skarbek! Jak dobrze, że jest utalentowana, cieszyła się przynajmniej, że Śpiewająca Łapa odziedziczyła wszystko, co najlepsze po niej i Rudej Lisówce.
– Spokojnie mamo, to tylko niedouczona pluskwa, nie ma sensu się nad nim wywnętrzać. Sama sobie potrafię poradzić z czymś takim – zamruczała kotka cicho, gdy ona ją polizała po czółku. – W ogóle się dziwię, że dali mu normalnego mentora i trening, zamiast nauczyć z początku ciężkiej pracy i od razu kazać mu kopać tunele. Może wtedy na niego też by się za-... ekhm, może też by się na niego spłynęło oświecenie i zacząłby zachowywać się jak normalny kot. Rozmawiałam z nim jeszcze, jak byliśmy w żłobku, ciężko uwierzyć, by cokolwiek zrozumiał. Całe szczęście, że leży w legowisku daleko od nas… – bardzo dobrze, niby po co miał to słyszeć? A nawet gdyby słyszał to, by nic z nimi nie zrobił. – Zawodzące Echo był zbyt dla niego łaskawy. Nie mówiąc już o tym, że za hańbienie klanu na zgromadzeniu powinien tunele kopać dodatkowo, choć nie wiem, czy to mu by pomogło. Patrząc na niego, szybciej by się dokopał martwy do końca ziemi, niż by zmądrzał.
Chomik miała coś do zaproponowania dla swojej córeczki.
– Wiesz, że za niedługo idę walczyć z lisem, także jak go pokonam, to chcesz jakąś pamiątkę? Jak go dorwę w swoje sidła to nawet ci jego całe futro dam! – już marzyła o kawale lisa, którego zabierze do obozu jako zwycięzca.
– Rzeczywiście słyszałam, uważaj na siebie, dobrze? Zawsze może być ich więcej, niż jeden – jej córka mruknęła nieco zmartwiona.
– Mogliby wysłać na nich tamtych dwóch i tą kotkę niespełna rozumu, która ich na zgromadzenie zabrała. Tsk. Ale futro... um... – uczennica zacisnęła wargi na moment. – Może jak już to... coś małego?
Coś małego... w sumie czemu nie? Jakiś ząbek lub łapka by mogły być jako prezencik dla jej córusi.
– To przyniosę ci coś małego, obiecuję, że będzie to tak piękne jak ty – z czułością podkreśliła to, tak bardzo chciała jej dać coś wspaniałego po pokonaniu lisa. Każdy by pewnie chciał truchło takiego drapieżcy, ale takie upominki były tylko dla wybranych.
– Spokojnie mamo, to tylko niedouczona pluskwa, nie ma sensu się nad nim wywnętrzać. Sama sobie potrafię poradzić z czymś takim – zamruczała kotka cicho, gdy ona ją polizała po czółku. – W ogóle się dziwię, że dali mu normalnego mentora i trening, zamiast nauczyć z początku ciężkiej pracy i od razu kazać mu kopać tunele. Może wtedy na niego też by się za-... ekhm, może też by się na niego spłynęło oświecenie i zacząłby zachowywać się jak normalny kot. Rozmawiałam z nim jeszcze, jak byliśmy w żłobku, ciężko uwierzyć, by cokolwiek zrozumiał. Całe szczęście, że leży w legowisku daleko od nas… – bardzo dobrze, niby po co miał to słyszeć? A nawet gdyby słyszał to, by nic z nimi nie zrobił. – Zawodzące Echo był zbyt dla niego łaskawy. Nie mówiąc już o tym, że za hańbienie klanu na zgromadzeniu powinien tunele kopać dodatkowo, choć nie wiem, czy to mu by pomogło. Patrząc na niego, szybciej by się dokopał martwy do końca ziemi, niż by zmądrzał.
Chomik miała coś do zaproponowania dla swojej córeczki.
– Wiesz, że za niedługo idę walczyć z lisem, także jak go pokonam, to chcesz jakąś pamiątkę? Jak go dorwę w swoje sidła to nawet ci jego całe futro dam! – już marzyła o kawale lisa, którego zabierze do obozu jako zwycięzca.
– Rzeczywiście słyszałam, uważaj na siebie, dobrze? Zawsze może być ich więcej, niż jeden – jej córka mruknęła nieco zmartwiona.
– Mogliby wysłać na nich tamtych dwóch i tą kotkę niespełna rozumu, która ich na zgromadzenie zabrała. Tsk. Ale futro... um... – uczennica zacisnęła wargi na moment. – Może jak już to... coś małego?
Coś małego... w sumie czemu nie? Jakiś ząbek lub łapka by mogły być jako prezencik dla jej córusi.
– To przyniosę ci coś małego, obiecuję, że będzie to tak piękne jak ty – z czułością podkreśliła to, tak bardzo chciała jej dać coś wspaniałego po pokonaniu lisa. Każdy by pewnie chciał truchło takiego drapieżcy, ale takie upominki były tylko dla wybranych.
<Córcia?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz