TW: sekcja zwłok
Chuda Łapa został przyprowadzony przez Roztargnionego Koperka wprost do legowiska niedźwiedzia. Znaczy... Zalotnej Gwiazdy. Skłamałby, gdyby powiedział, że się nie bał. Pomimo swojej opinii o liderce była ona mimo wszystko upiorna, krwiożercza i zdawała się tylko czekać, aż ten się potknie, by zrobić sobie z niego dywanik.
Zalotna Gwiazda uniosła wzrok na przybysza i zmrużyła ślepia.
— Chuda Łapa, prawda? — mruknęła, po czym usiadła na posłaniu i zadarła brodę. — Roztargniony Koperek już mi mówił, że chciałby cię jako swojego ucznia — wyjaśniła, po czym ruchem pyska wskazała buremu, by usiadł przed nią.
Chudy spiął się momentalnie, gdy liderka wymówiła jego imię. Z ust Zalotnej Gwiazdy brzmiało tak... przerażająco.
Przełknął ślinę, nim do niej podszedł. Usiadł we wskazanym miejscu i spróbował wyprostować swój kręgosłup.
— Co... Co chcesz ode mnie? — zapytał niepewnie, zachrypniętym głosem.
Szylkretka zmarszczyła brwi.
— Co ja chcę? — powtórzyła, mierząc Chudą Łapę morderczym wzrokiem. — To ty chcesz być uczniem medyka, nie ja. Moim zadaniem jest tylko upewnić się, że się na niego nadasz.
Chudy poczuł, jak się spina, kiedy kotka złapała go za słowa. Odwrócił wzrok zażenowany i wymamrotał:
— No patrz, jak mnie załatwiła...
Po sekundzie się zreflektował. Odchrząknął, co mogło wyglądać zabawnie przez jego pysk, a później przeniósł z powrotem spojrzenie na liderkę.
— No to dawaj — miauknął. — Co muszę zrobić?
— Musisz mnie przekonać, dlaczego to akurat ty powinieneś zostać uczniem medyka — wyjaśniła. — Co sprawi, że będzie z ciebie dobry uzdrowiciel? Dlaczego to akurat tobie powinnam zaufać w kwestii leczenia moich wojowników?
Chudy się zastanowił. Poza jego komfortem, jaki zapewniłaby mu zmiana ścieżki szkolenia, musiał pomyśleć o czymś więcej.
Przymknął na chwilę oczy, a jego mózgownica pracowała intensywnie. Otworzył je po dłuższej chwili.
— Mam świetną pamięć — zaczął. — Ale pewnie ciebie to nie przekonuje do końca. Sporo kotów ma niezłą pamięć.
Pomyślał przez moment.
— Jestem lojalny, więc nie ucieknę do innego klanu. Chciałbym tu zostać i leczyć koty. Odkąd pierwszy raz przekroczyłem próg legowiska medyków, nie mogłem przestać myśleć o ziołach. Dosłownie! One do mnie przemówiły! Wołają mnie, a ja chcę odpowiedzieć na to wezwanie. Poza tym część ziół już znam! Męczyłem Roztargnionego Koperka za każdym razem, kiedy po treningu z Nadciągającym Pomrokiem coś mi dolegało. Więc jestem niemal gotowy do pracy! A to już osiągnięcie, bo krócej zajmie mi szkolenie, a co za tym idzie – szybciej będę mógł przysłużyć się klanowi. Poza tym myślę, że wojownik będzie ze mnie okropny. Marny pożytek z mojej osoby będzie miał Klan Wilka na polu bitwy. A jako medyk będę mógł skupić się w pełni na pomocy klanowi i trzymaniu wojowników przy życiu. Nie boję się nikogo i niczego, niestraszne mi brudy i smrody.
Wziął szybki wdech po wypowiedzeniu swojego monologu. Nie wiedział, co mógł więcej do niego dodać, dlatego postanowił zostawić tyle, ile już miał.
— Dlatego właśnie uważam, że to ja powinienem zostać uczniem medyka i szkolić się pod okiem Roztargnionego Koperku.
Zalotna Gwiazda wysłuchała słów Chudej Łapy.
— No dobrze... — mruknęła, przeciągając słowa. — A powiesz mi jeszcze... w co wierzysz?
Chudy zwietrzył w tym pytaniu ukrytą podpuchę. Mniejsza była o jego motywację do nauki, wiara... wiara w Klanie Wilka znaczyła więcej, niż umiejętności. Koty ma tej podstawie dyskwalifikowały inne, to też musiał dobrze odpowiedzieć.
Wziął wdech, nerwowy.
— W Mroczną Puszczę — odpowiedział prosto. — Zawdzięczam wiedzę Ognikowej Słocie.
— No ja mam nadzieję — odparła. Po tych słowach umilkła i przeniosła spojrzenie na stojącego przy wejściu Koperka, który zgodnie z zasadami musiał przysłuchiwać się tej rozmowie. Następnie znowu spojrzała na Chudą Łapę. — W takim razie niech Roztargniony Koperek wyjaśni ci, jak wygląda test na zostanie uczniem medyka. To już wszystko.
Chuda Łapa zacisnął wargi i wypuścił z płuc nadmiar wstrzymywanego powietrza. Skłonił głowę Zalotnej Gwieździe, po czym bardzo sztywnym krokiem opuścił jej leże. Gdy tylko przekroczyli próg, bury pozwolił, by całe napięcie z niego uleciało.
— Matko, to było przerażające! — miauknął. Spojrzał na Roztargnionego Koperka. — Co jeszcze mnie czeka, żeby zostać twoim uczniem? Widzisz, jaki jestem waleczny? Przetrwałem konfrontację oko w oko z lisicą! Znaczy, ekhem… Zalotną Gwiazdą.
— Idź po mysz — rozkazał mu chłodno medyk, co wręcz zmroziło krew w żyłach ucznia.
— Huh? Po kiego grzyba?
— Zostanie uczniem medyka wiąże się z przejściem pewnej próby. Idź po mysz.
— Znowu jakaś próba?! Moje chęci nie wystarczą?
Dostał jednak tak ponaglające, nieznoszące sprzeciwu spojrzenie, że poszedł posłusznie w podskokach po wspomnianą piszczkę. Złapał z obrzydzeniem za ogonek i przyniósł do medykowego legowiska.
Dostał jasne instrukcje: zrobić sekcję zwłok. Otworzyć mysz bez uczucia obrzydzenia, skrzywienia się, zawahania. Przejrzeć jej narządy.
Chudy przełknął nerwowo ślinę. Martwa leżała przed nim, a on jak jej kat stał z wysuniętym pazurem. Słyszał bicie własnego serca, szum krwi w uszach i potęgujące uczucie, że od tego momentu zależało całe jego życie.
Nieco niepewnie, niewprawnie zaczął rozcinać skórę na brzuchu. Musiał pomóc sobie drugą łapą i resztą pazurów. Nie chciał też za bardzo zniszczyć jej ciałka, bo podejrzewał, że to też było sprawdzane. Gdy naciął skórę, łapami ją złapał i rozerwał, wyobrażając sobie, że leży tutaj wiewiórka, a nie mysz.
Jego wyobraźnia nigdy nie była taka kreatywna. Przemienić mysz w wiewiórkę to był nie lada wyczyn! Pochwalił się w myślach, z otwartą buzią zaglądając do środka. Dostrzegł mnóstwo narządów, które na co dzień zjadał razem z całością. Czasem tam jakieś serce wypadło czy jelita… ale teraz miał wszystko doskonale widoczne. Pomógł sobie pazurkiem i obejrzał wszystko z cichym zachwytem.
Obrzydzenie ustąpiło ciekawości, pragnieniu zdobywania wiedzy. Nigdy nie miał takiego uczucia. Jakby normalnie… dostąpił oświecenia!
Spojrzał na Koperka i Cis, którzy siedzieli i obserwowali. Czekał na dalsze instrukcje lub finalny werdykt. Medyk nie krzyknął ani nie wytknął mu, że zrobił coś źle. Zamiast tego spojrzał prosto w oczy Chudego, co przyprawiło go o dreszcz tak dziwny, że wszystkie włoski stanęły mu dęba.
— Od jutra zaczynamy trening.
[948 słów do treningu medyka]
[19%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz