Chuda Łapa latał więc pokracznie między kilkoma miejscówkami, w których mógł znaleźć pajęczynę, potrzebne zioło i liść. Nosił w pyszczku tyle, ile zmieścił, a lepka sieć była przyklejona do jego ciała. Podkradał pajęczynę, kiedy właściciele nie patrzyli. Znaczy, tak myślał, bo nie było wtedy pająka na sieci, więc chyba nie zastawał nikogo w domu? Bo gdyby stanął twarzą w twarz z tym 6-ocznym potworem, to by się chyba obsikał ze strachu.
Pomimo wymagającej pozycji, czuł się spełniony. Mógł siedzieć cały dzień w obozie, a jak wychodził, to żeby zbierać zioła, co dużo bardziej mu odpowiadało od trudnego wojowniczego treningu. Pamięciówka, jaką była sztuka medyczna, okazała się dla Chudej Łapy przeznaczeniem, który posiadał duży mózg i słabe ciało. Kiedy przychodziło do drobnych zabiegów, często leciało mu wszystko z łap, jako że były szczupłe i pokraczne. Uczeń ganił się wtedy w myślach za swoją niekompetencję, jednak sumiennie według wskazówek Koperku próbował znowu. Cały Klan Wilka trafiał teraz w łapki tego oto kocurka, który z naprawdę dziwnym zapałem, niespotykanym u niego dotąd, pogłębiał swoją wiedzę.
Pod koniec dnia padał na krótki ryjek, jednak był z siebie dumny. Nareszcie czuł, że się na coś przydaje, a nie tylko zawadza innym. Może kiedyś doczeka się szacunku wśród Wilczaków? Być może, gdy wykona trudny zabieg, dostanie również lepszą pozycję w społeczności? Na samą myśl o tym wiercił się na mchowym posłaniu z ekscytacji. Może przestanie być bezużyteczny!
~*~
Tak mu mijały dni, tygodnie. Pełne nauki, różnych drobnych robótek. Aż pewnego dnia przyszła do ich legowiska Makowa Iluzja. Ruda kotka nieśmiało wetknęła nosek do medycznej pieczary, z ogonem nisko przy ziemi. Chudy podniósł niebieskie oczy znad segregowanych roślin.
Kotka przyszła wyjaśnić, że użądliła ją pszczoła, przy czym była nieśmiała, zwłaszcza w obliczu gburowatego ucznia medyka. Chuda Łapa z grymasem na pyszczku podszedł do niej i obejrzał miejsce użądlenia. W tym samym czasie wrócił Koperek do legowiska, więc mógł posłuchać diagnozy burego.
— Na obrzęk trzeba było dać… — zawiesił się na sekundę, wzrokiem oblatując leżące nieopodal zioła. — Jeżynę krzewiastą… Co nie?
Gdy dostał aprobatę od mentora, wziął nieco wspomnianego zioła i przygotował papkę, żując je wcześniej. Nałożył na użądlenie.
Gdy było po wszystkim, Chudy miał chwilę wolną. Wyszedł więc z legowiska medyków na obóz, a w jego oczy od razu rzuciło się czarne futro.
— Nocna Łapo! — miauknął nieco zachrypniętym głosem. Powinien napić się wody…
Podszedł do brata, o którego bok się otarł.
— Wracasz z treningu? Jak Ci idzie? Woooohoa! Jakie Ty masz mięśnie, jesteś jeszcze większy, niż wcześniej! — zaczął, oglądając brata dokładnie. — Normalnie zaraz dorównasz wojownikom! Siadaj, opowiem Ci, co dzisiaj robiłem. Bo jestem uczniem medyka, fajnie nie? Nie mógłbym zostać wojownikiem, to nie dla mnie. A tak to dzisiaj zaopiekowałem się użądleniem Makowem Iluzji! Musisz uważać na pszczoły, bo jest Pora Opadających Liści i lata ich wciąż sporo, nim zasną na zimę, dobra? Chociaż… jeśli coś Ci się stanie, to brat Ci pomoże! No, no, a jak u Ciebie?
<Noc?>
[580 słów, trening medyka]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz