Jeszcze, gdy Chudy był uczniem woja
— Nie rzuciłem w niego tylko jemu — burknął. — Czemu się aż tak tym przejmujesz? Nie zrobiłem mu nic złego przecież.
— Chciałbyś, żeby to w ciebie kiedyś tak rzucono zwierzyną, jak będziesz już odpoczywać po tylu księżycach pracy dla klanu? Żeby z ciebie drwili jak z najsłabszego kota? Nie wiesz, jak to jest być starszyzną. Przesiadują tam całymi dniami, wyjdą okazyjnie do śmietniska czy po to, żeby skorzystać z promieni słońca. Niektórych nie odwiedza już nawet rodzina, bo albo nie żyją, albo nie mają czasu — powiedziała, mrużąc oczy. — Większość ich interakcji ogranicza się do uczniów. Nie wiesz, czy się nie zamartwiają taką rzuconą w nich zwierzyną. Na pewno, gdyby mogli, to sami by sobie po nią poszli, a ty nie robisz im łaski, że im przyniesiesz! Tego wymaga od ciebie kodeks wojownika — powiedziała chłodno Kalinowa Łapa.
Chuda Łapa poczuł się wręcz przytłoczony wywodem, jaki dostał. Czuł się znowu, jakby był w żłobku na wykładzie Ognistej Słoty o Mrocznej Puszczy. Aż go przeszły dreszcze od uszu po koniuszek ogona.
Wziął zrezygnowany wdech. Nie dość, że mu dupę truła, to jeszcze wyskoczyła z tym kodeksem... Eh te samice... takie problematyczne. One mają pamięć do takich drobiazgów.
Podrapał się po boku, a drobinki jego skóry pofrunęły w przestworza. Przewrócił oczami, nim się odezwał.
— Kiedy ja nie miałem w planach rzucić w niego! Mówiłem Ci już! — podniósł głos.
— Twoje zachowanie jest nieakceptowalne. Musisz patrzeć, jak rzucasz, mogłeś też jakoś inaczej to zrobić — miauknęła pogniewana, patrząc na Chudą Łapę. — Dało się przykładowo podejść bliżej, wtedy nie musiałbyś rzucać i tym samym nie ryzykowałbyś sytuacji takiej jak ta — dorzuciła.
— Nienawidzę myszy! Są ohydne i obślizgłe a jest ich najwięcej na stosie i musiałem ją wziąć, bo nie było nic innego! Czemu nikt nie próbuje mnie zrozumieć? POZA TYM!
— Popracuj z Nadciągającym Pomrokiem nad swoimi sposobami podawania zwierzyny — miauknęła Kalinowa Łapa, poruszając ogonem na boki. — Spójrz na to z innej strony. Jeśli się nauczysz, może przyda Ci się to w walce — podniosła podbródek, chociaż nie brzmiała już na tak samo zdenerwowana, jak chwilę temu.
Wziął wdech i zbliżył się do kotki, żeby na pewno dobrze słyszała.
— Skoro tyle księżyców służył klanowi, to nie powinien bać się małej myszki! Mało tego, martwej! Ja się starością nie martwię, bo pewnie nawet nie dożyję, więc co mnie to obchodzi! Mam złego cela i trafiła ta mysz obrzydła w tego starego. No co ja ci mogę poradzić? To wina wiatru!
Gdy dotarł do niej sens słów burego, zjeżyła sierść na nowo.
— Ty niesforny kocie! W dziurach nie ma takiego przepływu wiatru jak tutaj, jak mogło to wpłynąć na zwierzynę? Nie próbuj mnie nawet okłamywać! — odparła oburzona. — Wiecznie mówisz tylko o sobie! Ja i ja, tylko ty — wtrąciła. — Ty egoisto! Koty na starość się zmieniają.
Chudą Łapę... zatkało. I to poważnie. Rzadko kiedy brakło mu języka w gębie, a Kalinowa Łapa właśnie wytknęła mu wszystko. Dosłownie wszyściutko, jakby znała go na wylot, mimo że raczej nie rozmawiają często. Bury stał w osłupieniu i pozwalał się pouczać, a w jego głowie pojawiały się różne myśli. Kiedy jasna kotka skończyła, zwieńczając swój monolog wrzaskiem, położył po sobie uszy i się w sobie skulił. Oczy zaszły mu łzami, ale nie chciał pozwolić im wypłynąć. Zacisnął mocno zęby i odwrócił łeb, by Kalinowa Łapa nie dostrzegła jego chwili słabości. Co jak co, ale przed nią nie chciał wyjść na mięczaka. Kotka miała dobry kontakt z Ognistą Słotą i mogłoby się to dla Chudego skończyć w różny sposób. W końcu Słota była przerażająca. Gdy przełknął wielką gulę w gardle, jego łapy zaczęły drżeć. Trzęsły się jak galareta, a on nie potrafił ich opanować.
— Z... Zostaw mnie w spokoju! — krzyknął do niej, odwracając się gwałtownie, a kilka łez poleciało w przestworza.
Zaczął uciekać od kotki, potykając się o własne łapy. Musiał znaleźć kryjówkę... gdzieś daleko i głęboko od niej, od jej przenikliwych oczu i spostrzegawczego umysłu. Nie chciał, by dalej na głos mówiła jego wady... zwłaszcza że miała rację w każdym swoim słowie. Tak, był egoistą, nie baczył na innych, tylko na swoich braci. Hipokryta, w dodatku nieszczęśliwy i marudny, unieszczęśliwiający innych. Przecież mógł podać mu tę głupią mysz inaczej! Dlaczego tego nie zrobił? Bo jego komfort był ważniejszy, od odpowiedniej postawy wobec niewidomego, bezbronnego starszego? Żałosne. Chudy cały był żałosny. Nie zasługiwał na żadne pochwały czy ciepłe spojrzenia. Kalinowa Łapa bardzo trafnie wszystko ujęła w słowa.
Znalazł ciasny kąt pod jednym z krzaków, wpełzając tam niemal od razu. Skulił się w kłębek i zaczął drżeć, szepcząc do siebie.
~*~
Minęło trochę czasu od ostatniej sprzeczki z Kalinką. W tym czasie Chuda Łapa zmienił ścieżkę szkolenia, a kotka przepędziła psa, zdając tym samym test na wojowniczkę. Chudy skłamałby, gdyby powiedział, że to nie robiło wrażenia. Wiedział też, iż jasna kotka miała jakieś rany, ale nie był jeszcze wtedy uczniem Koperku, by się nimi zajmować. Teraz, jednak gdy nim został, był wszędzie wysyłany. Dosłownie jak służący. Przynieś, podaj, pozamiataj. Chuda Łapa każdego wieczora padał na ryjek ze zmęczenia, jednak nigdy wcześniej nie czuł się tak dobrze. W końcu coś mu wychodziło, odpowiadał dobrze na zadawane pytania, nawet nakładał już pierwsze opatrunki!
Od niedługiego czasu bury zaczął zauważać u siebie większe problemy z oddychaniem niż zazwyczaj. Dosłownie, męczył się dwa razy szybciej (nawet jeśli nieco się zahartował), kasłał i miał trudności przy złapaniu wdechu. Nie mówił o tym Koperkowi. Wydawało mu się, że to po prostu znowu jego organizm zachowuje się w dziwny sposób, który nie wymaga leczenia. Być może była to kwestia intensywnych treningów?
Któregoś dnia, gdy szedł przez obóz z mordką pełną ziół, ledwo dychając, Koperek zostawił go na chwilę samego. Kot odszedł, a Chudy dostrzegł nieopodal siedzącą Kalinowy Powiew. Imię jej było delikatne, słodkie niczym zapach jagód, ale bury doskonale wiedział jaki charakterek kryje się pod tą warstwą puchu. Kotka czyściła swój długi piękny ogon, kiedy Chuda Łapa postanowił podejść, z własnej i nieprzymuszonej woli. Odłożył zioła przy swoich łapkach. Nie rozmawiał z wojowniczką od kilku wschodów słońca.
— Jak Twoje rany się goją? — zapytał bez większych emocji, a jego głos brzmiał inaczej, niż zwykle, głównie przez suchość gardła i problemy w łapaniu wdechów.
<Kalinowy Powiewie?>
[1075 słów, trening medyczny Chudej Łapy]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz