BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(jedno wolne miejsce!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zszarzała Łapa x Naparstnicowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zszarzała Łapa x Naparstnicowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

27 czerwca 2026

Od Serdecznej Naparstnicy CD. Wzburzonego Kormorana

— Wiem, że… — zaczął, lecz po chwili jakby zrezygnował z tej myśli. — Na początku chyba powinienem przeprosić, a więc przepraszam. Przepraszam za wszystko, co ci księżyce temu mówiłem. Zachowywałem się jak mysi móżdżek, próbując obrażać się w każdy możliwy sposób. Było to niedojrzałe i niestosowne, patrząc też na to, że byłem wtedy już wojownikiem. Jako wojownik powinienem szanować innych pobratymców, szczególnie tych, którzy dbają o dobro klanu, obojętnie czy polując, czy pomagając w obozie. Wiem, że zwykłe słowa i jedno przepraszam nie zmyje moich win, dlatego będę starał się być po prostu lepszy niż tamten młodzik. — Nie czekając na odpowiedź niebieskookiego, schylił się po ptaka, by następnie odejść z nim.
Serdeczna Naparstnica stał jak wryty, w ciężkim szoku obserwując sylwetkę pointa, która właśnie znikała mu z pola widzenia. Wszystkiego się spodziewał. Wszystkiego, tylko nie tego. Gdy kilka księżyców temu kłócił się ze Wzburzonym Kormoranem na zgromadzeniu, nie sądził, że ten kot będzie jeszcze w stanie się zmienić. Co musiało w niego wstąpić, by nagle naszło go na przeprosiny? Może Źródlana Łuna kazała mu to zrobić? Nie… Po co miałaby? Zresztą, dlaczego teraz wymyślał jakieś wymówki, zamiast po prostu uwierzyć, że Kormoran naprawdę się zmienił? Powinien się cieszyć, że coś takiego miało miejsce.

* * *

Zgromadzenie

— Serdeczna Naparstnico — rozległ się głos. — Jak sobie radzisz jako protektor?
Na dźwięk głosu drugiego kota Naparstnica wzdrygnął się nieco, zdecydowanie nie spodziewając się, że ktokolwiek do niego podejdzie. Sądził, że całą podróż, jak i samo zgromadzenie, spędzi gdzieś na uboczu, w ciszy, obserwując wszystko z bezpiecznej odległości. A jednak ktoś postanowił do niego zagadać.
Gdy spojrzał na swojego rozmówcę, wzdrygnął się po raz drugi. Był to nie kto inny, jak Wzburzony Kormoran, z którym łączyła go dosyć dziwna relacja. Protektor sam nie wiedział już, co właściwie o nim myśleć.
— Cóż... raczej dobrze — mruknął krótko. Miał ochotę od razu zapytać Kormorana o jego opinię na temat ostatnich wydarzeń w Klanie Klifu, lecz w porę ugryzł się w język. Nie wiedział przecież, czy point nie trzyma strony Lśniącej Gwiazdy. A jeśli tak było, jedno nieostrożne pytanie mogło sprowadzić na Naparstnicę więcej kłopotów, niż było to warte.
— To dobrze — odparł, po czym zamilkł na moment. — Wybacz, chyba nie powinienem był próbować zagadać — powiedział cicho, zaczynając nieco zwalniać krok, by oddalić się od protektora.
Serdeczna Naparstnica zamrugał kilka razy, po czym również zwolnił kroku. Sam już nie wiedział, czy dlatego, że chciał zrównać się z drugim Klifiakiem, czy po prostu dlatego, że nadążanie za grupą, mając tak krótkie łapy, było wyjątkowo trudne.
— Za każdym razem, gdy próbujesz polepszyć naszą relację — a przynajmniej zakładam, że właśnie to planujesz — oddalasz się, nim rozmowa zdąży się na dobre rozpocząć — zauważył spokojnie. — Czy tylko mi się wydaje, czy jednak trochę dręczą cię słowa, które powiedziałeś do mnie kilka zgromadzeń temu? — zastanowił się, uważnie wpatrując się w pysk Wzburzonego Kormorana, jakby próbował wyczytać z niego każdą intencję kocura.
Point początkowo na te słowa gorzko się zaśmiał.
— Widać, że nadajesz się na protektora — oznajmił z lekkim uśmiechem. — Chyba po prostu nie jestem dobry w naprawianiu swoich błędów z przeszłości. Do dziś przed oczami mam twój pysk, kiedy to wróciłem do obozu z ciałem Mroźnego Wichru... Kiedy to mówiłeś, bym w końcu odpuścił. Nie wiem, czy to faktycznie byłeś ty, ale chyba właśnie wtedy zrozumiałem, jaką wronią strawą byłem wobec ciebie.
Protektor nie pamiętał już dokładnie tamtego zdarzenia, lecz postanowił o tym nie wspominać. W końcu musiało wydarzyć się dosyć dawno, więc po co je teraz roztrząsać? Zamiast tego po prostu skinął głową.
— Nie mogę powiedzieć, że zachowywałeś się wtedy wzorowo, ale gdybym tylko krytykował ciebie, a o swoim zachowaniu nawet nie wspomniał, byłbym zwykłym hipokrytą. Ja również nie powinienem był się wtedy tak unosić. Muszę przyznać, że mogłem zachować się lepiej... jeśli poprawi ci to samopoczucie — stwierdził niechętnie, gdyż mówienie na głos o własnych błędach tylko pogłębiało jego i tak niskie poczucie własnej wartości.
— Ty tylko wtedy broniłeś się przed moimi idiotycznymi uwagami, już nawet nie wiem, jaki był ich cel, co chciałem przez nie osiągnąć... Wolałbym, by wtedy to się nie wydarzyło, lecz czasu się nie cofnie, więc zostaje mi jedynie pracować nad sobą i mieć nadzieję, że pewnego dnia odkupie swoje winy — wyjaśnił, przysiadając gdzieś na uboczu wyspy, woląc, by nikt zbytnio nie słyszał ich rozmowy.
Gdy przysiedli, na moment zapadła cisza. Protektor wlepił wzrok we własne łapy, zastanawiając się, o czym właściwie porozmawiać ze Wzburzonym Kormoranem.
W końcu do głowy przyszedł mu kremowy uciekinier — Królicza Prawda — który był również ojcem pointa.
— Lśniąca Gwiazda powiedział, że my, protektorzy, musimy dbać o to, by każdy kot w Klanie Klifu czuł się jak w domu — odezwał się przesadnie słodkim tonem. W jego głosie pobrzmiewała nuta ironii, choć na tyle subtelna, że trudno byłoby się jej przyczepić. — Dlatego pomyślałem, że cię o coś zapytam. Co właściwie czujesz wobec tej przynależności? Czy po ucieczce twojego ojca pojawiły się u ciebie jakieś wątpliwości?
— Ciekawe, że w klanie nadal są koty, które uważają Króliczą Prawdę za mojego ojca. Myślałem, że plotki innych dawno obaliły to stwierdzenie. Sam już nie wiem, w co wierzyć, jeśli mowa o nim, jakoś nigdy nie byłem blisko ani z nim, ani z matką. Wychodzi na to, że miałem jedynie siostrę i ewentualnie Trójokiego Zająca, opcjonalnie jeszcze Bukową Koronę. Hah, śmiesznie. Niby mam rodzinę, pobratymców, a mimo wszystko wychodzi na to, że jestem bardziej samotny, niż myślałem. — Jego monolog był raczej dość niespodziewany, lecz widać było, że point potrzebował momentu, by się wygadać. — Wybacz, chyba za bardzo się rozgadałem nie na temat. Wątpliwości raczej nie mam, jestem wręcz obojętny na to, kto co robi, stojąc na czele klanu, dopóki nie są to jakieś niewybaczalne zbrodnie.
Protektor nie mógł ukryć tego, że jego brwi na moment zmarszczyły się w irytacji. Obojętny? Na to, co wyprawia lider twojego klanu?
— No nie wiem... moim zdaniem zamordowanie młodego kota, który miał przed sobą całe życie, wydaje się dość niewybaczalną zbrodnią — mruknął, starając się wciąż brzmieć spokojnie i niewzruszenie. — Nie uważam, że Lśniąca Gwiazda powinien posuwać się aż tak daleko. Mógł strącić z siebie Tawułową Bryzę, mógł wrócić do obozu. Zamiast tego zdecydował się go zabić pośród niczego, nie dostarczając nam żadnych dowodów na to, że Tawułowa Bryza naprawdę okazał się zdrajcą. Ale ja jestem tylko głupim protektorem, co ja tam o tym wiem? — prychnął, odwracając pysk od Wzburzonego Kormorana.
— C-co? Jak zabić... — wydukał. — Ugh, co ze mnie za Klifiak, że nawet nie wiem, co się w klanie dzieje... Chyba w ostatnich księżycach za bardzo nie byłem świadomy tego, co jest dookoła mnie... Aldrowandowa Łapa na pewno o tym mi mówiła, ale nie, musiałem jednym uchem słuchać, a drugim puszczać jej słowa. Zdecydowanie nie nadaje się na wojownika, a tym bardziej czyjegoś przyjaciela.
Ciężko westchnął, kierując jasne spojrzenie na ciemną toń wody, która leniwie muskała skałę, na której siedzieli.
— Zdecydowanie nie byłbym dobrym protektorem ani medykiem — zażartował w nerwach.
Naparstnica wyczuł jego wahanie niemal od razu, co sprawiło, że zrobiło mu się cieplej na sercu. Nie dlatego, że lubił patrzeć, jak inne koty są skonfundowane, lecz dlatego, że mógł zmusić Wzburzonego Kormorana do myślenia.
Mniej lub bardziej intencjonalnie poruszył ogonem, delikatnie dotykając jego końcówką boku wojownika.
— No już, nie dobijaj się tak — stwierdził, wciąż nie siląc się na spojrzenie w jego stronę. — Ja ostatnio czuję, że nie mam z kim porozmawiać o sprawach, które przewijają się w Klanie Klifu — westchnął, po czym na moment umilkł.
Do głowy przyszedł mu nagle pomysł.
— Nie chciałbyś może spotykać się częściej? — zaproponował w końcu. — Myślę, że oboje byśmy na tym skorzystali. Chciałbym, żebyśmy wychodzili wspólnie gdzieś daleko od obozu i rozmawiali o tym, co dzieje się w Klanie Klifu. W ten sposób może zmotywuję cię do zwracania uwagi na to, co się dzieje, a ja będę mógł wreszcie ubrać w słowa swoją frustrację. Musiałbyś mi tylko obiecać, że nawet jeśli nie zgodzisz się z moją opinią, nie zdradzisz jej nikomu innemu…
Początkowo point wpatrywał się jedynie szeroko otwartymi oczami w protektora, nie mogą uwierzyć w to, co słyszy.
— Protektorzy chyba też nie mają łatwo, waszym zadaniem jest dbanie o innych, ale co z wami? Ktoś kiedyś próbował się zainteresowaniem tym, co wy czujecie? — mruknął, dzieląc się swoimi przemyśleniami na głos. — Co do spotkań, to bardzo chętnie. Możesz być pewnym, że to, co wtedy opuści nasze pyski, nie będzie powtarzane i nikt inny tych słów nie usłyszy. Jedynie chciałbym wiedzieć, czy z czasem byłaby szansa, aby Aldrowandowa Łapa do nas dołączyła? Ręczę za nią, że będzie trzymać ten swój plotkarski dziób zamknięty. Poza tym ona sama ma specyficzne podejście do tego, co się dzieje teraz w klanie, a przynajmniej tak kojarzę.
Serdeczna Naparstnica rozluźnił w końcu mięśnie, uświadamiając sobie, że od początku zgromadzenia siedział cały spięty. Następnie wzruszył ramionami.
— Jeśli będzie chciała, to czemu nie. Chętnie posłucham, jakie spojrzenie na rządy Lśniącej Gwiazdy mają inne koty — oznajmił, po czym przeniósł wzrok na rudego lidera, który, niczego nieświadomy, siedział na skale pośród innych przywódców. — Wierzę, że kiedyś uda mi się odkryć prawdę na temat tego wszystkiego… — szepnął jeszcze.
Lekki uśmiech zagościł na pysku Kormorana, który następnie otarł się głową o bark niższego. Dopiero kiedy to sobie uświadomił, speszony prędko odsunął się od kocura, uciekając wzrokiem na wszystkie strony świata, tylko by nie spoglądać w jego stronę.
— Tobie na pewno uda się dotrzeć do prawdy — mruknął, starając się udawać, że jego wcześniejszy ruch nie miał miejsca.
Protektor zachichotał na reakcję wojownika, wciąż czując dziwne łaskotanie w miejscu, w którym przed chwilą Wzburzony Kormoran otarł się o niego pyskiem.
— Czyżbyś już przegrywał ze snem? Rozumiem, że niektóre koty wolą chodzić spać wcześniej, ale przesiedzenie jednego zgromadzenia to chyba nie żaden cud?
— Nawet nie wiesz, jak myślenie jest męczące — zażartował point, sięgając łapą w stronę wody, by chwilę później ochlapać nią nieco swego towarzysza rozmowy. — To tak dla pewności, że przynajmniej ty jeszcze nie wymiękasz — dodał z cichym śmiechem.
Serdeczna Naparstnica zadrżał, gdy kropelki wody niespodziewanie zetknęły się z jego futrem.
— Ha, ha… — mruknął, przewracając oczami. — Ja akurat mam już niemałe doświadczenie w niezasypianiu nocami — dodał, niby żartobliwie, choć jego słowa były zupełnie prawdziwe.
— Spokojnie, ja cię w nocy obronie, więc możesz spać spokojnie — wymruczał, wypinając dumnie pierś.
Kocur już chciał powiedzieć, że to nie o swoje fizyczne zdrowie martwił się nocami, lecz słowa te nie przeszły mu przez gardło. Zamiast tego przypomniało mu się, że jeszcze chwilę temu Kormoran zastanawiał się nad tym, kto pomaga protektorom, których obowiązkiem było wspieranie przeciętnych członków Klanu Klifu.
Po chwili ciszy postanowił odpowiedzieć:
— Pytałeś, czy ktoś interesuje się samopoczuciem protektorów… Cóż, najlepiej byłoby, gdyby protektorami zostawały koty, które same nie mają nierówno pod kopułą, lecz w obecnych czasach jest to raczej niemożliwe. Na szczęście jedna z moich starszych sióstr również jest protektorką, więc w razie czego mogę poprosić ją o pomoc. Nikt nam tego nie zakazuje — odparł, choć dobrze wiedział, że nigdy w życiu tego nie zrobił.
— To dobrze, że mimo wszystko masz kogoś takiego, a od teraz nawet i dwa takie koty — odparł z lekkim uśmiechem, nieco poważniejąc. — Czy bycie protektorem jest trudne, podobnie nauka? W sumie to, czego się uczycie jako uczniowie? — spytał, będąc ciekawym.
Wciąż ciężko Naparstnicy było uwierzyć w to, jak bardzo point zmienił się na przestrzeni czasu. Pamiętał, gdy jeszcze wojownik wyśmiewał rangę protektora. Teraz natomiast próbował lepiej ją poznać, co dla starszego było miłym zaskoczeniem.
— Musimy znać przynajmniej podstawy z treningów na wojownika, a także medyka. Nie powiedziałbym, że jest ciężko, jeśli nie ma się zbyt dużych ambicji. Są natomiast koty, które postarają się poznać o wiele więcej technik bitewnych czy sposobów na polowanie, a także takie, które będą bardzo przykładały się do nauki o ziołach i chorobach. Powiedziałbym więc, że to, czy treningi do zostania protektorem są trudne, zależy od tego, jak rozległą wiedzę chce posiadać dany kot.
Chciał kontynuować swój wywód na temat rangi, którą pełnił, lecz wtem ze skały zaczęli przemawiać liderzy.

* * *

Nie mógł się doczekać dnia, w którym wraz ze Wzburzonym Kormoranem wybędzie gdzieś daleko poza azyl i wreszcie wyrzuci z siebie całą frustrację związaną z ostatnimi wydarzeniami w Klanie Klifu. Naprawdę potrzebował komuś ponarzekać na tę sprawę bez lęku, że jego poglądy ujrzą światło dzienne i być może sprawią, iż jego życie stanie pod znakiem zapytania.
Dlatego z samego rana, gdy tylko spostrzegł pointa samotnie szwendającego się po obozie, postanowił natychmiast do niego podejść.
— Cześć, Kormoranie — przywitał się spokojnie. — Mam nadzieję, że wczorajsze zgromadzenie nie było tylko wynikiem twojego dobrego humoru, bo chciałem cię spytać, kiedy po raz pierwszy chciałbyś spotkać się poza azylem, by obgadać… no, sam wiesz co.

<Wzburzony Kormoranie?>

26 maja 2026

Od Wzburzonego Kormorana CD. Naparstnicowej Łapy (Serdecznej Naparstnicy)

Od zgromadzenia, na którym Kormoran zdecydowanie nie wiedział, jak zachowywać się wobec Serdecznej Naparstnicy, trochę minęło. W tym czasie kocur zdecydowanie wydoroślał, zaprzestając jakichkolwiek głupich odzywek czy zaczepek — stał się poważniejszy i na pewno zaczął myśleć dwa razy, nim pozwoli słowom paść spomiędzy białych warg. Cętkowany przez te księżyce również mocno zdystansował się od innych, nie nawiązując rozmów, jeśli nie było takiej potrzeby. W końcu przestał udawać, próbując w różny sposób zaimponować innym, dostrzegając fakt, iż ci, którzy będą warci jego czasu i uwagi, zaakceptują go takiego, jakim faktycznie jest, bez zbędnych masek, czy sztucznych zachowań, których później sam w końcu żałował.
Cętkowany właśnie wracał z polowania, niosąc w pysku tłustą mysz wraz z dorodnym kosem. Obie piszczki były świeże, nadal ciepłe, a ich krew nie zdążyła stężeć, więc posoka barwiła jego śnieżno biały pysk na czerwony odcień. Jego nieco zmęczone morskie spojrzenie leniwie przesuwało się po kotach, znajdujących się w obozie, dopóki jego uwagi nie przykuła biało-niebieska sylwetka najmłodszego protektora. Kormoran dotychczas nie miał z nim najlepszych stosunków, szczególnie na etapie, kiedy to point był uczniem oraz niedługo po mianowaniu na wojownika. Uważał się wtedy za lepszego w znacznym stopniu, niż faktycznie było. W rzeczywistości to Naparstnica była z ich dwójki najlepszy, od początku dojrzalszy, niedający się młodzieńczym prowokacją cętkowanego.
Pierwszym punktem na jego rachunku sumienia był ów arlekin, które dawno temu już powinien przeprosić za swoje idiotyczne zachowania. Jednak za każdym razem, gdy już w głowie układał po kolei słowa, które powie, te niespodziewanie ulatywały, kiedy tylko morskooki napotkał spojrzenie starszego. Zdając sobie z nagłej pustki w głowie, peszył się i rezygnował z prób rozmowy, co czasem spotykało się z mało przychylnym wzrokiem Naparstnicy, jakby tylko tym już chciał odstraszyć od siebie młodszego wojownika. Kormoran nie miał mu tego za złe, gdyż na jego miejscu, sam, by postępował podobnie, biorąc pod uwagę ile jadu i nienawiści otrzymał protektor z jego strony.
Stał przez parę uderzeń serca w miejscu, dopóki nie wziął się w garść i z upolowaną zwierzyną w pysku ruszył w stronę arlekina. Tym razem już nawet nie próbował czegoś sensownego ułożyć w głowie, gdyż po chwili i tak, by myśli te wyparowały niczym woda w parny dzień. Nieco zgarbiony podszedł do Naparstnicy, by zatrzymać się o długość ogona, czekając, aż skończy rozmowę z Drobnym Ukojeniem. Dopiero kiedy srebrna odeszła, Kormoran skrócił dzielący ich dystans, by odłożyć mysz przed niebieskim. Następnie postąpił podobnie z kosem, tylko jego kładąc bliżej swoich łap, by ten trzymany w pysku nie przeszkadzał w czasie mówienia.
— Wiem, że… — zaczął, lecz szybko zrezygnował z pierwszej myśli, która pojawiła się w jego głowie. — Na początku chyba powinienem przeprosić, a więc przepraszam. Przepraszam za wszystko, co ci księżyce temu mówiłem. Zachowywałem się jak mysi móżdżek, próbując obrażać się w każdy możliwy sposób. Było to niedojrzałe i niestosowne, patrząc też na to, że byłem wtedy już wojownikiem. Jako wojownik powinienem szanować innych pobratymców, szczególnie tych, którzy dbają o dobro klanu, obojętnie czy polując, czy pomagając w obozie. Wiem, że zwykłe słowa i jedno przepraszam nie zmyje moich win, dlatego będę starał się być po prostu lepszy niż tamten młodzik. — Nie czekając na odpowiedź niebieskookiego, schylił się po ptaka, by następnie odejść z nim.

<Naparstnico? Chyba ktoś w końcu dojrzał do posiadanej rangi>

15 marca 2026

Od Naparstnicowej Łapy CD. Zszarzałej Łapy (Wzburzonego Kormorana)

Naparstnicowa Łapa szwendał się po obozie, gdy nagle przypadkiem szturchnął idącego przed nim kocura. Strzępek zachwiał się, a ptak, który jeszcze przed chwilą spoczywał w jego pysku, z hukiem spadł na ziemię.
Niebieskooki zamrugał kilkakrotnie i położył po sobie uszy, gdy młodszy spojrzał na niego z obrzydzeniem. “Świetnie, teraz znowu będę się musiał użerać z tym idiotą” – pomyślał.
— Weź ją sobie, nie będę tego już jeść — rzucił point ze słyszalną pogardą.
Na jego słowa biało-niebieski wyprostował się i zmarszczył brwi.
— Weź ją sobie? — powtórzył jakby niedowierzająco. — Za kogo ty mnie uważasz? Nie będę jadł zwierzyny, na którą ktoś już naślinił — oburzył się, strzepując końcówką ogona. — Ta zwierzyna gorsze rzeczy już widziała. Naprawdę jesteś takim czyścioszkiem, że boisz się zjeść ptaszka, który spadł na ziemię? — zakpił ze Zszarzałej Łapy. Może i kocur był większy i silniejszy, ale nie będzie mu pozwalać na to, by tak się panoszył!

* * *

Zgromadzenie

Nie był szczególnie zachwycony faktem, że już po raz kolejny znalazł się na zgromadzeniu. Najchętniej siedziałby teraz w swoim posłaniu albo w ogóle już dawno drzemał. Uważał te głupie spotkania wszystkich klanów raczej za przekleństwo niż coś, na co można czekać. W końcu najpierw musiał się trochę nałazić, by dotrzeć na Bursztynową Wyspę, a potem wysłuchiwać jakichś staruchów i jakoś wytrzymać, mimo iż miał wrażenie, że wszystkie oczy były zwrócone właśnie w jego stronę. Takie jednostki jak on raczej nie były często spotykane w innych przynależnościach. Na pewno każdy patrzył na niego jak na jakiś żałosny błąd natury.
Nagle podszedł do niego kot. Nie był mu jednak obcy ani zresztą z innego klanu. Biało-niebieski podniósł wzrok, by dostrzec przed sobą znacznie większego i jeszcze bardziej denerwującego ścierwojada – Wzburzonego Kormorana.
— A ty co, Naparstnico, nadal uczniem jesteś? — zagaił jakby nigdy nic.
Niebieskooki dobrze wiedział, że po mianowaniu pointa jego mniemanie o sobie stanie się jeszcze wyższe. Cóż, jaki mentor, taki uczeń.
— Jak widać — prychnął, marszcząc brwi. — Ja przynajmniej poszerzam swoją wiedzę w dwóch dziedzinach, nie ograniczając się do jednej. Nie licząc tego, co ty musisz wkuć do głowy, muszę jeszcze poznać zioła i ich zastosowanie — wyjaśnił spokojniej.
Na jego słowa point gwałtownie przeciął powietrze ogonem i spiął mięśnie.
— A ja przynajmniej jakoś przysłużę się klanu, a nie będę tylko kolejną gębą do wykarmienia! — stwierdził gniewnie.
Naparstnicowa Łapa ledwie drgnął, udając, że wcale go to nie rusza. W rzeczywistości naprawdę bał się tego, że nie przyda się klanowi. Sam uważał posadę protektora za bezsensowną, ale przecież nie mógł przyznać temu dupkowi racji.
— Tak, bo to moja wina, że zostałem protektorem. Jak jesteś taki mądry, to idź do Judaszowcowej Gwiazdy i sam mu wygarnij, że skazał mnie na bycie “kolejną gębą do wykarmienia”! — odparł, a futro na jego karku nieznacznie się zjeżyło.
— I jeszcze czego? To nie jest mój problem, jak na razie — rzucił Kormoran, teraz grając obojętnego. — Przecież on sam już nawet nie pamięta, kogo mianował w ostatnich księżycach — zauważył.
Naparstnica miał wrażenie, że zaraz nie wytrzyma. Miał ochotę napluć na pysk tego lisiego bobka, ale zamiast tego wziął głęboki wdech, starając się opanować.
— Skoro to nie twój problem, to po co w ogóle zaczynasz dyskusję? — fuknął, a jego wąsy zadrżały z poirytowania. — Wypchałbyś lepiej tą swoją durną gębę jakimś mchem i chociaż raz zastanowił nad tym, jakie głupoty z niej uciekają — dodał.
— Czemu zaczynam? Nudzi mi się i nie mam nic lepszego do roboty, a ty mi zapewniasz niemałą rozrywkę — przyznał z minimalnym uśmiechem, który oczywiście był w pełni przesiąknięty wredotą. — A wiesz, że chciałbym, by Bukowa Korona zatkał swój pysk mchem? Nie raz tak to chciałem uczynić.
Biało-niebieski zacisnął szczękę.
— Wiesz, gdzie mam twoje zachcianki? — odezwał się, a końcówka jego ogona zadrżała. — Tam, gdzie promienie słoneczne nie sięgają. Więc na litość Klanu Gwiazdy zamknij się i zostaw mnie w spokoju! Idź sobie do tego swojego mentora i jego denerwuj, ale ode mnie się odczep!
— Och, czyżby komuś nerwy puszczały? — spytał point, drocząc się ze starszym.
— A czyżby komuś mózg uchem uciekał? — odparł, subtelnie kładąc po sobie uszy. Ile mógł przezywać tego wrzoda, by w końcu odczepił się od jego ogona?
— Mi nie, ale zapewne Judaszowcowej Gwieździe już tak. Zastanawiam się, czy on jeszcze pamięta swoje imię. Jakim on cudem jeszcze dycha? — mruknął, zmieniając temat wraz z nastawieniem wobec kocura. — Jak tam twoje szkolenie? Radzisz sobie z Aster?
Naparstnicowa Łapa wyprostował się i kilkoma liźnięciami ułożył swoje zmierzwione futro na klatce piersiowej.
— Nie jesteśmy znajomymi — przypomniał mu szorstko.
— No weeeź, aż tak dziecinny jesteś, by strzelić focha, jak jakiś kociak? Nie możemy pogadać jak koledzy czy coś? Aż tak bierzesz swoje moje idiotyczne słowa do siebie?
Biało-niebieski najchętniej strzeliłby sobie teraz łapą w czoło z zażenowania Wzburzonym Kormoranem, ale nawet nie chciało mu się na tyle wysilać, by wykonać taki ruch.
— A ty naprawdę jesteś aż tak dziecinny, by mnie zaczepiać? — mruknął znudzony. — Tylko kocięta w żłobku mają taki niewyparzony język. Od ciebie oczekiwałbym nieco więcej rozumu, “wielki wojowniku”.
Kormoran przewrócił oczami.
— Wyluzuj, nadal jestem młodszy od ciebie — zauważył. — Plus może wyciągnij ten kij spod ogona, bo daleko z nim nie zajdziesz. A i tak już zapewne jest ci ciężko chodzić na tych króciutkich łapkach.
Pysk ucznia nawet nie drgnął.
— Jesteś żałosny.
Przez dłuższą chwilę w ogóle się nie odzywał, patrząc na pointa z zawiedzionym wyrazem.
— Po powrocie do obozu lepiej przeproś swoją matkę za to, że musiała wychowywać takiego nieczułego łajnojada.
— Ej, teraz to już przesada! Możesz obrażać mnie lub kogoś innego z mojej rodziny, ale nigdy nie rób tego z moją siostry czy matką — warknął najeżony.
— Naucz się lepiej słuchać ze zrozumieniem, bo nie obraziłem twojej matki — odparł spokojnie. — Okazałem jej tylko współczucie, bo na jej miejscu już dawno wziąłbym cię za uszy i zrzucił z klifu.
Młodszy zmarszczył czoło.
— A ja żałuję, że protektorzy nie chodzą na patrole! Już na pierwszym bym cię zrzucił z klifu!
Naparstnica westchnął głęboko.
— Odpuść już lepiej, bo twoje obelgi tracą na kreatywności — polecił.
— Bo ty to taki wielki znawca, ta?
Uczeń usiadł w końcu, owijając łapy ogonem.
— A żebyś wiedział — odparł i podniósł jedną z kończyn, by następnie zająć się czyszczeniem swojego futra, jakby Wzburzony Kormoran nie stał tuż przed nim. Stwierdził, że nie będzie się dłużej przejmować kimś na tak niskim poziomie i skupi się na czymś przyjemniejszym.
— No, skoro tak, to może byś mnie podszkolił? W końcu sam stwierdziłeś, że poziom moich obelg jest coraz niższy, a czymś muszę zawsze utrzeć nosa Bukowej Koronie — odezwał się point.
Naparstnicowa Łapa uniósł na niego wzrok pełen politowania.
— Ach, jak mi przykro, ale ostatnio jak sprawdzałem… dowiedziałem się, że mam to gdzieś — rzucił i kontynuował staranne porządkowanie swojej sierści.
— No weeeź... Nie bądź taki, przecież jako protektor chyba powinieneś pomagać innym, nie?
Niebieskooki strzepnął uchem.
— Tak, pomagać, ale nie w obrażaniu innych!
— Nawet jeśli chodzi o takie lisie łajno, jak Bukowa Korona?
Gdy to powiedział, starszy zamilkł na moment i strzepnął uchem.
— Dla dobra swojej przyszłej kariery nie odpowiem na to pytanie — odparł po jakimś czasie.
— Czyli jednak! Słuchaj, nikt się nie musi o tym dowiadywać, tak? To będzie taka nasza mała tajemnica, co ty na to?
— Ach, nie denerwuj mnie nawet! Bukowa Korona nie może być przecież taki zły. Pewnie ci się wydaje, że jest lisim łajnem, bo nienawidzisz autorytetów! — zauważył.
— Nie? Spytaj kogokolwiek innego, dostaniesz podobną odpowiedź. Mogę się nawet o to założyć z tobą! — kontynuował Wzburzony Kormoran.

* * *

Od zgromadzenia zaczął coraz bardziej przykładać się do treningów, by w końcu móc zostać mianowanym na pełnoprawnego protektora. Nie będzie dawał Wzburzonemu Kormoranowi tej satysfakcji z tego, że jest rangę wyżej! Może go obrażać za cokolwiek innego, ale za to, że wciąż się uczy, już niedługo nie będzie w stanie.
Judaszowcowa Gwiazda pewnie miał trudność z ocenieniem umiejętności Strzępka i mianował go wtedy, kiedy mu się podobało. Czekoladowy już ledwo kontaktował z rzeczywistością i dawno powinien przejść do legowiska starszych. Nie, żeby Naparstnica go nie lubił – bo lubił, a może bardziej szanował. Zależało mu jednak na dobru Klanu Klifu, a z takim liderem na czele nie byli w zbyt dobrym położeniu. Kto wie, co by się stało, gdyby doszło teraz do jakiejś wojny…
Naparstnicowa Łapa zdecydował się podnieść ze swojego posłania. Niedawno wybudził się z krótkiej drzemki, którą odbył po zakończonym treningu. Teraz natomiast jego brzuch potwornie burczał, upominając się o jakiś posiłek, więc biało-niebieski zmuszony był udać się w stronę stosu ze zwierzyną. Nie chciał się przecież upokorzyć przed innymi uczniami tym dźwiękiem, który mógłby wydobyć się z jego wnętrza. Kocur wolał raczej nie zwracać na siebie uwagi, a taka sytuacja mogłaby sprawić, że niektórzy skierowaliby swoje oczy właśnie w jego stronę.
Udało mu się doczłapać do stosu, a z niego wyciągnąć tłustą mysz. Widać było, że Pora Zielonych Liści ją rozpieszczała. Naparstnica przysiadł gdzieś na uboczu obozu, starając się nie przyciągać uwagi, i zaczął powoli skubać swoją piszczkę, delektując się jej smakiem, który przy każdym gryzie rozpływał się po podniebieniu. Cieszył się, że po tych ciężkich czasach miał teraz chwilę, by usiąść i na spokojnie zjeść posiłek. Pora Nagich Drzew naprawdę nie oszczędzała nikogo. Podczas niej porcje były znacznie mniejsze, chudsze i bardziej żylaste. Wtedy jadło się wyłącznie dla energii, a nie dla przyjemności.

<Suchołapy?>

[1500 słów do treningu wojownika]

[Przyznano 30%]

05 marca 2026

Od Zszarzałej Łapy Do Naparstnicowej Łapy

Księżyce powoli mijały, a Zszarzała Łapa jako tako przyzwyczaił się do swojego specyficznego mentora, choć ich ciągłe dogryzanie nadal było obowiązkowym elementem każdego treningu, jednakże była w tym jakaś nić porozumienia między nimi i wbrew temu, co uważali, byli bardzo do siebie podobni — jednakże ci nadal woleli uważać, że tak nie jest. Nastał kolejny sezon ich współpracy, a w głowie pointa zaczęły się pojawiać pytania związane z mianowaniem na wojownika. Głównie były to zagadnienia krążące wokół tego, kiedy w końcu ten moment nastąpi, czy może jednak nie jest wystarczająco dobry, by dostąpić tego zaszczytu. Czy to oznaczało, że słowo dawniej dane siostrze nie będzie mieć odniesienia w rzeczywistości? Świadomość tego, że mimowolnie okłamał Szron, nawet jeśli nie miał na to wpływu.
Morskooki pomimo tylu księżyców nadal zbytnio nie przywykł do bycia rannym ptaszkiem i opuszczania obozu niemal ze wschodem słońca, choć to może drobna przesada, lecz tak to widział Strzępek. Miał wrażenie, że Bukowa Korona specjalnie tak wcześnie wyciąga go z wygodnego posłania, gdzie jest otulony objęciami Morfeusza. Tak było i tym razem — kocurek ledwo przytomny, będąc nadal myślami w legowisku, wyszedł z jaskini, którą dzielił z uczniami, by śpiąc na siedząco poczekać, aż czekoladowy łaskawie się zjawi.
“Następnym razem, kiedy będę musiał na niego czekać, to rzucę go na pożarcie mewom. Może akurat trafi na jakąś, co skusi się na jego drugie oko” — pomyślał, ziewając przeciągle. Z trudem utrzymywał jakąkolwiek świadomość, nawet jeśli była ona szczątkowa i przysłonięta mgłą pozostałego snu.
— Żeby ciebie zaraz jakaś mewa nie dziobła. — Nagle usłyszał odpowiedź na swoje narzekanie. Niemal od razu oprzytomniał, zauważając, że przed nim stoi ów wojownik we własnej postaci. Czyżby niebieski jednak powiedział to na głos, a nie w myślach…? Skarcił się w duchu, próbując jakoś wybrnąć z tej sytuacji.
— Chyba jednak powinna jakaś Ci język wyrwać — rzucił, wyciągając się nieco, by w pełni rozbudzić swoje ciało oraz umysł, aby uniknąć już takich wpadek. — Nie musiałbym mchu i energii marnować — dodał, podnosząc cztery litery z chłodnawej powierzchni, która w tym miejscu nie była pokryta suchą trawą, wyścielającą znaczącą część obozu.
— Tak tak, było miło, ale koniec tego. Dzisiaj będzie intensywnie — oznajmił starszy, ruszając ku wyjściu z obozu.
— A czy kiedykolwiek nie jest? — spytał, witając się skinieniem głowy z patrolem, który właśnie wyruszał. Głównie były to koty bez uczniów, co Strzępek odebrał jako jasną oznakę, iż Buk uwielbia go męczyć na wszelakie sposoby.
— Mam zmienić plany, byś przypomniał sobie wspinaczkę na drzewa? — odpowiedział, spoglądając na pointa z uniesioną brwią.
“Będzie mi to do końca życia wypominać…”
— Ledwo wczoraj było! — zauważył oburzony, zaczynając podążać za mentorem.
— Właśnie, dawne dzieje — droczył się dalej, co spotkało się z wręcz morderczym spojrzeniem Zszarzałej Łapy.
Większość Klifiaków mogło zauważyć, że relacja Bukowej Korony i syna Źródlanej Łuny jest dość specyficzna, a zarazem dość swobodna — oboje nie mieli oporów, by rzucać kąśliwymi komentarzami w kierunku tego drugiego. Może i dla innych mogła być to oznaka braku szacunku wobec starszych, lecz Strzępek już po prostu wyrobił taką maskę przy srebrnym, dlatego też takie podejście stało się czymś naturalnym z jego strony. Choć pewnym było, że po takim czasie, jaki spędził w towarzystwie wojownika, to młodszy już nie postrzegał go jako niekompetentnego buca, a jedynie buca, który co nieco jest w stanie go nauczyć.
— Lepiej powiedz, co takiego niby zaplanowałeś, że będzie jeszcze gorzej niż zwykle — zagaił, kiedy tylko ruszyli wzdłuż klifu, by następnie po kamieniach przedostać się na drugą część terenów klanu, które były podzielone przez rzekę, końcowo zmieniającą się w wodospad, skrywający obóz Klifiaków.
— Musisz się jeszcze jednej rzeczy nauczyć, nim zacznę rozważać przygotowanie cię do testu.
— Testu…? Nigdy o tym nie mówiłeś — zauważył. — Cudna niespodzianka, naprawdę — sarknął, przewracając oczami.
— Chyba nie myślałeś, że ot tak zostaniesz mianowany na wojownika. — Cisza ze strony młodszego jedynie go utwierdziła w tym, że Zszarzała Łapa naprawdę tak myślał. — Już chyba dawno nie musiałem się załamywać z twojego powodu… Przechodząc test, musisz udowodnić, że nadajesz się na wojownika Klanu Klifu, to chyba oczywiste. Chociaż w sumie mogłem się spodziewać, że ten twój kocięcy móżdżek może nie pojmować tak prostej rzeczy.
Uczeń machnął gniewnie ogonem, zastanawiając się, kiedy nadarzy się jakaś idealna okazja, by odegrać się jakoś na Bukowej Koronie. W głowie już miał trzy pełne listy tego, za co chce się zrewanżować czekoladowemu. Jednak czy kiedykolwiek faktycznie ten moment nastąpi, to nawet nie wiedział sam point.
— Wracając do mojego pytania, czego niby muszę się jeszcze nauczyć?
— Nawigacji w tunelach, dlatego też idziemy do Sekretnego Tunelu, byś spróbował tym swoim mysim móżdżkiem ogarnąć poruszanie w ciasnych korytarzach, niemal nie widząc własnych łap — poinformował, choć oczywiście nie mogło zabraknąć złośliwej uwagi pod koniec. Na to jednak morskooki nic nie odpowiedział, pozostając przy przewracaniu oczami, póki te jeszcze mu nie wypadły od nadmiernego używania tego gestu.

«★»

— Na co czekasz? Właź.
— A ty? — spytał, przenosząc wzrok na srebrnego. Jakoś niezbyt mu się uśmiechało samotnie wchodzić do tego pomroku i to po raz pierwszy.
— Będę tuż za tobą.
— O nie, mowy nie ma. Idziesz pierwszy — zażądał, na co Buk jedynie popchnął go w stronę jednego z tuneli. Point nie miał zbytnio wyboru, tak więc wykonał parę szybkich kroków, by wojownik nie deptał mu po piętach — i nie próbował jakiejś swojej sztuczki. — Wyjaśnisz, na czym będzie to dokładnie polegać, czy mam po prostu iść na oślep z nadzieją, że się nie zgubię, a ty nie postanowisz mnie tu samego pozostawić?
— A co, boi-myszka z ciebie? — rzucił, nim poinstruował, by młodszy skręcił w jedną z odnóg tunelu, którym podążali.
— Nie, ale nie uśmiecha mi się zginąć tutaj. Obiecałem coś siostrze.
— Jak słodko — mruknął z wyczuwalną ironią w głosie. — Dobra, jeszcze parę razy skręcimy i będziemy na miejscu — dodał.
— Jakim cudem ty pamiętasz drogę?
— Treningi, w końcu mnie samego ktoś musiał wyszkolić.
— Mam nadzieję, że ten Klifiak zbytnio nie ucierpiał przy tym, plus byłeś uczniem, który słuchał, bo-
— Tak, wiem. Nie chcesz tu zginąć. A teraz wykorzystaj swoje wibrysy do czegoś więcej niż tylko ozdoby na tym pyskatym dziobie. — Strzępek już miał coś dodać, lecz ogon wojownika na jego pysku skutecznie go powstrzymał. — Wibrysy wykorzystujesz przy polowaniu, jednakże przydają się także w tunelach. Dzięki nim możesz wyczuć ruch powietrza w korytarzach oraz także ich ściany, jeśli podejdziesz zbyt blisko — wyjaśnił, zabierając srebrną kitę z mordki ucznia. — Masz za zadanie nasz wyprowadzić.
— No pięknie… Mogłem się bardziej skupić na drodze.
— Mniej gadania, więcej pracy — zganił go Buk, by ten w końcu przeszedł do działania. On także nie chciał tu całego dnia spędzić.

«★»

— Nie było tak źle. — Pochwała ze strony czekoladowego była rzadkością, dlatego też morskooki napawał się tymi słowami, póki mógł, gdyż nie wiedział, kiedy podobny moment nastąpi. — Zjedz coś, a później wyruszymy z patrolem.
Młodszy skinął głową i lekkim krokiem udał się do gniazda ze zwierzyną, by wybrać sobie sierpówkę, która była na samej górze sterty. Ktoś musiał ją niedawno upolować, a jemu należała się zwierza piszczka za ciężką pracę w tunelach. Kocur już miał się odwracać, by znaleźć miejsce na spokojny posiłek, lecz wtedy ktoś szturchnął go, wytrącając ptaka z pyska. Zszarzała Łapa od razu skierował srogie spojrzenie na Klifiaka, który odważył się na coś takiego — nawet jeśli było to przez przypadek, to powinno się uważać na innych. Widząc, jednak przed sobą Naparstnicową Łapę, na jego pysku mimowolnie pojawił się grymas, jakby obrzydzenia w kierunku starszego.
— Weź ją sobie, nie będę tego już jeść — rzucił ze słyszalną pogardą.

<No Naparstnica, myślałem, że mam spokój od ciebie>
[1212 słów + nawigacja w tunelach]

[Przyznano 24% + 5%]