Jeszcze trwała jesień, choć wieczory były zimne, a rankiem na trawie dostrzec można było pierwsze przymrozki. Wesoła Łapa ze swoją zwyczajową radością deptała kruche źdźbła, słuchając, jak drobinki lodu trzeszczą pod jej łapkami. Zaśmiewała się przy tym, jakby ktoś opowiedział jej świetny dowcip. W trakcie nie zauważyła nawet, że podszedł do niej Szumiąca Wyspa. Kocur od czasu wspólnego lepienia bałwanów, całkiem często chodził z kotką na patrole czy brał udział w jej wymyślonych zabawach. Zostali przyjaciółmi, którzy co jakiś czas mieli nowe pomysły na psoty. Wesoła Łapa nie zwróciła uwagi na wojownika, dopóki się nie odezwał.
— Hejka, co robisz? — Rozległo się w tle.
Podskoczyła jak poparzona.
Stali poza wyspami Klanu Nocy, na trawie. Wesoła Łapa zakończyła już wcześniejszy patrol i miała chwilkę „czasu dla siebie”, jak to określił Pan Książę Rogaty Flaming.
— O- Oh!! Wystraszyłeś mnie Szumku! — Miauknęła oburzona, po chwili jednak przywołując uśmiech na pyszczku.
— Ojej, nie chciałem!! — Odpowiedział, zwieszając uszy na boki.
— Jest okej! Chcesz podeptać ze mną trawę? — Zapytała entuzjastycznie.
— Coo? Czemu? Przecież depczemy ją codziennie! — Odpowiedział niebieski.
— No… no niby tak — zastanowiła się. — Ale ta jest inna, bo chrupie! Słyszysz? — Potuptała w miejscu. Rozległ się dzięki temu charakterystyczny trzask. — Widzisz?! To fajna zabawa, chociaż zimno w łapki…
— Mogę spróbować?
— Pewnie!
Po niedługiej chwili we dwójkę stali w miejscu i deptali trawę z przymrozku. Kiedy oddychali, chmura pary wylatywała w powietrze. Coraz więcej spotkać można było ciemnych liści na trawie, gotowych, by ochronić ziemię przed mrozem. Niektóre zaczynały gnić, inne wysychały i też Rzekotka lubiła je deptać. Wszystko, co chrupało, było zabawne!
Stali tak dłuższą chwilę, pogrążeni w jakiejś mało istotnej rozmowie. Byli w swoim świecie, gdzie inteligencja i skomplikowane myśli były zupełnie obce. Ich uniwersum wydawało się sielankowe, usłane prostym myśleniem, być może głupimi pytaniami i czasem czymś, co nazywało się „złożonymi problemami”. Rzekotka z takowymi zazwyczaj szła do swoich sióstr lub ukochanego mentora, którego podziwiała jak złotą statuę.
W pewnym momencie mogła usłyszeć wołanie wspomnianego członka rodu królewskiego. Rogaty Flaming stanął nieopodal, czekając, aż kotka do niego przyjdzie.
— Muszę lecieć, Szumku! — Miauknęła prędko. — Zostaw mi trochę trawy do deptania, okej? Zobaczymy się potem?
— Chyba tak, w końcu mieszkamy w jednym Klanie! — Odpowiedział z uśmiechem.
Rzekotka uniosła ogon radośnie do góry. Kiwnęła głową, żegnając się z wojownikiem. Z wielgachnym bananem na pyszczku potuptała do mentora, myśląc, że Szumek to wspaniały przyjaciel i doskonale się rozumieli!
Liczba słów: 389
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz