Wrotycz patrzyła na kotkę, nie do końca rozumiejąc jej zachowania. Trybiki pracowały w jej głowie, próbując zrozumieć, dlaczego zwiadowczyni jest na nią taka zła i… zniechęcona? Dobrze wiedziała, że odstawała, ale czy aż tak by zasłużyć na taką niechęć? Zadrżała mimowolnie. Nie chciała mieć wrogów. Bała się samej myśli, że ktoś może życzyć jej źle… bo przecież od myśli do czynów nie było aż tak daleko?
— Przepraszam… — miauknęła cicho.
Lęk przed nienawiścią kotki, jak i jej licznej rodziny, sprawiał, że nie zamierzała się jej dalej narażać. Musiała załagodzić tę sytuację, zanim będzie za późno.
Odeszła z ciągnącym się po ziemi ogonem, wzrokiem błądząc raczej po ściółce. Nie wiedziała zbyt wiele o Mordor. Była nieznanym jej kotem co żył w tym samym obozowisku co ona. Poinsecja kazała jej nie zadawać z innymi - nie spoufalać z tymi pełnymi zła kotami. Lecz Wrotycz, w przerażeniu do czego może posunąć zwiadowczyni w swej niechęci do niej, musiała jakoś zapobiec narastaniu w niej wrogości do niej.
Nie zauważyła nawet, gdy przed nią znalazła się sylwetka matki kotki. Od razu spochmurniała. Nie spełniła rozkazu starszej od niej zwiadowczyni. Teraz dopiero mogły zacząć się jej kłopoty. Zacisnęła ślepia w oczekiwaniu na karę od srebrnej, lecz zamiast tego poczuła delikatne muśnięcie ogonem o swój grzbiet.
— Nie przejmuj się Mordor, ona… ma dość ciężki charakter.
Wrotycz niepewnie otworzyła ślepia i zerknęła na kotkę. Nie była zła?
— Ale przy bliższym poznaniu okazuje się fascynującym kotem. Naprawdę.
Wrotycz siedziała nieco sztywno, słuchając, jak kotka dalej opowiada jej o swojej córce. Nie wiedziała, do czego dążyła ta interakcja, oraz jakie motywy miała zwiadowczyni. By nie zaszkodzić sobie bardziej po niedopełnieniu rozkazu kotki, po prostu tam siedziała.
— To co, Wrotycz? — Wyrwana z lekkiego zamyślenia spojrzała niepewnie na starszą. — Może spróbujesz zaprzyjaźnić się z Mordor? Obie jesteście takie samotne, a nie ma nic gorszego niż samotność.
Uczennica ze zdziwionym spojrzeniem analizowała słowa zwiadowczyni. Nie brzmiało to jak rozkaz, lecz we Wrotycz było poczucie, że musi wynagrodzić Rohan wcześniejszy zawód, może teraz i uniknęła kary, lecz nie chciała ryzykować. Zawsze było lepiej nie ryzykować.
— Postaram się — miauknęła cicho.
Widząc na pysku zwiadowczyni lekki uśmiech, poczuła, że wybrała prawidłową opcję.
Teraz musiała jedynie martwić realizacją tej misji.
* * *
Może nie było widać tego po Wrotycz, lecz kotka nie posiadała zbyt rozległej wiedzy o przyjaźni i jak to dokładnie działało. Znała oczywiście ten termin, jednakże wychowana w “specyficznej” społeczności nie miała zbyt wielu okazji obserwować tego zjawiska. Dopiero życie w Owocowym Lesie sprawiło, że mogła zacząć badać ten termin. Teraz los wymagał od niej podjęcia tego typu aktywności. Spoglądała na bawiące się ze sobą kocięta, myśląc jakie dalsze kroki będą odpowiednie.
Obserwowała też dużo Mordor. Jej rutynę dnia. Posiłki. Jak układa się futro na jej ogonie. Zdarzało się jej podążać za kotką, póki nie została pogoniona przez niezbyt przyjazne słowa.
Musiała podjąć inne kroki, jeśli nie chciała skazać się na gniew Rohan. Koty podarowały sobie prezenty. Widziała to kątem oka nie raz. Były to różne przedmioty, lecz każdy miał w sobie to coś. Coś, co sprawiało, że był wyjątkowy.
Wrotycz muskała poduszkami łap gładki ciemny kamień. Był w niej pewien lęk przed kolejnym odrzuceniem. Tym razem większy niż kiedykolwiek. Długo szukała przedmiotu, który posiadałby w sobie to “coś”. Coś, co mogło sprawić, że i Mordor doceniła ten przedmiot.
Wstała i rozpoczęła poszukiwanie charakterystycznego futra kotki. Nie było to łatwe. Nie przybywała w miejscach, gdzie większość kotów spędzała czas w obozowisku. Nieco zrezygnowana po dłuższym czasie wypatrywania zwiadowczyni zerknęła na drzewo z legowiska mi zwiadowców. Może włożenie podarunku tam będzie lepsze? Nie ryzykowała bezpośrednią interakcją z kotką. Z bezpośrednim możliwym odrzuceniem. Zaczęła zmierzać ku celowi.
Moment, w którym stanęła pysk w pysk z Mordor, sprawił, że wstrzymała oddech. Plan rozpadł się na strzępy. Nie była przygotowana na to teraz.
— Znowu ty. — Usłyszała pomruk kotki.
Wrotycz w panice szukała w głowie jakiegoś schematu odpowiedniego na to. Im dłużej to robiła, tym bardziej czuła, że nie wiedziała co robić. Musiała odważyć się, chociaż na jeden ruch.
— Dla ciebie. — Coś pomiędzy piskiem a szeptem wydobyło się z niej.
Gładki kamień wylądował pomiędzy łapami Mordor.
<Mordor?>
[671 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz