BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Płonąca Łapa x Leśna Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Płonąca Łapa x Leśna Łapa. Pokaż wszystkie posty

24 sierpnia 2023

Od Płonącej Łapy (Płonącej Pożogi) CD. Leśnej Łapy (Leśnego Pożaru)

— Proste. Nie mają tego prawa. Jestem pewien, że ta cała Kamienna Agonia zabiła Piaskową Gwiazdę, żeby przejąć władzę dla siebie i reszty zaplutych nierudych. Kłamie jak z nut, by utrzymać się przy władzy — warknął brat, rozglądając się, czy nikt ich czasem nie podsłuchuje. — Ktoś musi wiedzieć coś o czymś, co napsuje Kamiennej Pchle krwi. Cokolwiek. Jeśli to ujawnimy, to zleci ze stołka tak szybko jak go ukradła — zaproponował, wciąż uważnie lustrując otoczenie.
Rozejrzała się po obozie. Zdecydowanie czarna furiatka nie była personą lubianą wśród kotów różnej maści. Nieciężko było usłyszeć krytyczne wypowiedzi starszych wojowników, jakoby to w młodości ten cholerny pomiot rzucał się na każdego, kogo spotkał.
— To nie powinno być trudne zadanie. Ma już pewnie wystarczająco poszarpaną reputację. Wystarczy tylko rozpalić iskrę na dobre. 
I rzeczywiście, uczennica miała serdecznie dość tej nagłej zmiany, która uderzająco zmieniła sposób, w jaki żyli. Naprawdę, z dnia na dzień mieli po prostu zaakceptować to, że te nierude niedojdy miały wyrównane prawa z NIMI? Nigdy nie czuła się jeszcze równie obrzydzona i upokorzona. 
Z synchronizacją godną rodzeństwa, kiwnęli do siebie głowami i oboje poszli w różne strony w poszukiwaniu tego samego celu. Wystarczyło znaleźć kota, który wiedział coś o przeszłości liderki i mógł im to łatwo wyjawić.

* * *

Miot to chyba ostatnie, czego Płonąca Pożoga spodziewała się po swoim bracie. Jasne, był osobą, która chętnie kontynuowałaby tradycje rodu, ale... Mimo to, wciąż widzenie tych rudych szkrabów było dla niej co najmniej dziwne.
Sfrustrowana wróciła do obozu po krótkim spacerze. Nie oddalała się daleko. Nie chciała ryzykować, że nie będzie miała sił wrócić. Całe swoje ciało utrzymywała na dwóch przednich nogach i choć potrafiła poruszać się bez pomocy, nie chciała się przemęczać. Równie dobrze mogłaby zacząć kopać sobie grób. 
Nie chciała nawet spoglądać w oczy bratu - bo co by usłyszała? Że pozwoliła w ten sposób się potraktować i jest teraz bezużytecznym warzywem, który tylko żeruje na klanie, nie dając nic od siebie?
Miałby rację, gdyby tak właśnie powiedział. Płomień wielokrotnie zastanawiała się nad tym, ile kroków dzieliło ją od tego, by zakończyć to całe kółko spierdolenia. Mogła przyjść do Wiśniowej Iskry, zabrać czerwone jagody i już nigdy więcej nie musieć czuć na sobie ciężaru, jaki od wielu księżyców przyszło jej nosić. Wszystko przez jebanego Mroczną Gwiazdę. Tak bardzo cieszyła się, że zdechł. Zasługiwał na to. Zasługiwał na najgorszą możliwą śmierć. W jednym mogła się zgodzić z bratem. Ten kocur zasługiwał na wszystko złe, co spotkało Klan Wilka. 
Dojrzała płomiennorudego wojownika, który teraz wyglądał co najmniej tak, jakby wyszedł z grobu po globalnej katastrofie. Nie miał jednego oka, a cała połowa jego twarzy po prostu wyparowała - jedynie naga, różowa, pomarszczona skóra, bez jakiegokolwiek futra. 
— Ciekawe, czy pół pyska było warte tego pożaru — mruknęła w jego kierunku. Oczywiście, nie zajmował się dziećmi. Nie był nawet blisko żłobka. Miał na swoje bachory równie mocno wywalone, co Rozżarzony Płomień. Sama nie wiedziała, co czuła do własnej rodziny - z jednej strony po tym, jak straciła czucie w kończynach poczuła się, jakby rozerwała więzi z rodziną, jak gdyby to sprawność dawała jej miejsce u boku całego tego rodu. Z drugiej strony, wciąż zależało jej na poparciu ojca, jakby nie uzyskała go wystarczająco przez całe dzieciństwo. — Nie chcesz się brać za wychowywanie swoich bachorów? Oddawanie ich pod opiekę komuś innemu jest dość ryzykowne.

<Pożar?>

22 lipca 2022

Od Pożaru (Leśnej Łapy) CD. Płomień (Płonącej Łapy)

 Zmierzył ją krótkim, acz ostrym spojrzeniem. Z jej pyska leciały słowa, po których łatwo mógł poznać, że nie miała pojęcia o czym plecie. I nie miał zamiaru puszczać tego mimo uszu. Mimo pewnych aluzji, które dosłyszał, z jego pyska nawet na moment nie zniknął uśmiech. Białe kiełki błyszczały jasno, a rdzawe spojrzenie nie łagodniało. Nawet sylwetka, po której to najczęściej można dostrzec wahanie się, nie wróciła chociażby na poprzednią pozycję. Wciąż siedział przed nią, wyciągając szyję i wypinając dumnie pierś. Niech wie, z kim rozmawia. Byli rodzeństwem, jednak powinna wiedzieć, że jako kocur zawsze będzie od niej lepszy.
- Płomień, Płomień... - zacmokał ustami, kręcąc rudym łbem. - Powinnaś wiedzieć, że nawet wśród nierudych będzie hierarchia. Przecież nawet dno ma swoje wyboje, chyba zauważyłaś? - zamruczał, podnosząc się z siadu. - Mówisz, że niby naraziłabyś się na gniew brata Wilczej Zamieci? Nie rozbawiaj mnie. Przecież nawet ślepy by zobaczył, że już dawno przestał się interesować tymi pokrakami - prychnął krótko. - Za to Rybka? Być może i jest więźniem, ale też oczkiem w głowie lidera. Nie zauważyłaś, ile czasu spędzają razem? I tez zapominasz, że ów przegryw znieważył naszą matkę. Chyba nie masz aż tak słabej pamięci? - jego ohydny uśmieszek tylko się poszerzył, gdy zbliżył swój pysk do jej, spoglądając prosto w jej płomienne ślepia. - Nie poniżam cię, siostrzyczko. Pokazuję ci tylko miejsce do poprawy, kochana. W końcu każdy z rudych powinien dążyć do perfekcji, nieprawdaż? - zamruczał, a widząc, jak ta zaciska tylko pysk, posłał jej zwycięskie spojrzenie i zaczął oddalać eleganckim (w każdym razie na tyle ile mógł ze złamaną łapą) krokiem, wciąż ignorując Zwęglonego Kamienia, siedzącego w kącie.
- To, że wśród nierudych występują słabsze i silniejsze jednostki nie zmienia faktu, że to nierudzi. Więc wpierdol należy się tak samo silniejszemu, jak i słabszemu. - Jednak i to puścił mimo uszu. Jeśli miała mu coś ciekawszego do powiedzenia, powinna to powiedzieć mu prosto w twarz, a nie do dumnie uniesionego ogona.

***

Powiedzieć, że był wściekły na zaistniałą sytuację to jakby nie powiedzieć nic. Kocur z całego serca znienawidził zmianę rządów. Znienawidził nową liderkę do tego stopnia, że nawet otworzył się nieco na swoją, dotąd raczej nielubianą, siostrzyczkę - Płonącą Łapę. Skończenie treningu z Czarnowronem, przynajmniej na dzisiaj, dało mu chwilę wolnego czasu, a widząc siostrzane futerko aż nie mógł oprzeć się podejściu i ponarzekaniu na Kamienną Gwiazdę. Nawet, jeśli on i Płomień pluli na siebie jadem zadziwiająco często, to przynajmniej w jednym się zgadzali.
- Czego... - zaczęła, ale najwidoczniej uświadomiła sobie, że to tylko brat. - Ach. To ty. - prychnęła, kładąc po sobie uszy. - Myślałam, że znowu jakiś zasrany nierudy. Jakim cudem nierudzi mają prawo nami rządzić...
- Proste. Nie mają tego prawa. Jestem pewien, że ta cała Kamienna Agonia zabiła Piaskową Gwiazdę, żeby przejąć władzę dla siebie i reszty zaplutych nierudych. Kłamie jak z nut, by utrzymać się przy władzy - warknął, rozglądając się, czy nikt ich czasem nie podsłuchuje. Ostatnio mieli sporo niechcianego towarzystwa, szczególnie po tym, jak na jaw wyszła tożsamość ich ojca. Kamień na pewno chciała ich unieszkodliwić. Korzystając z chwili spokoju wokół, spojrzał ponownie na Płonącą Łapę. - Słuchaj, musimy coś z tym zrobić, bo skończy się na tym, że będziemy mieli sprzątać po plebsie - syknął, kładąc po sobie uszy. - Ktoś musi wiedzieć coś o czymś, co napsuje Kamiennej Pchle krwi. Cokolwiek. Jeśli to ujawnimy, to zleci ze stołka tak szybko jak go ukradła - zaproponował, wciąż uważnie lustrując otoczenie.

< Płonąca Łapo? >

[przyznano 5%]

21 lipca 2022

Od Płomienia (Płonącej Łapy) CD. Pożaru (Leśnej Łapy)

 Jego słowa wywołały u niej złość i frustrację, jednak na zewnątrz starała się jej nie pokazywać. Uśmiech zniknął z jej pyszczka, gdy tylko usłyszała jego słowa. No jasne, "starszy braciszek" zawsze będzie lepszy. Tak naprawdę był tylko głupim, niedorozwiniętym bachorem. To ona była dojrzalsza od niego.
Miała ochotę go uderzyć. Zamiast tego jednak ponownie uśmiechnęła się, jakby wcale nie życzyła mu najgorszej śmierci w myślach.
— A kogo to obchodzi? Nierudy to nierudy, jeden pies. Wszyscy nierudzi są słabi. — miauknęła, nienawidząc jego protekcjonalnego tonu głosu. — Chyba, że uważasz, że nierudzi są silni. Tak, braciszku? — zapytała, próbując odbić jego drwiny. — Poza tym, nierudzi są stworzeni by nam służyć, więc po prostu z tego korzystam. Wybrałam sobie na cel syna Wilczej Zamieci, narażając się na gniew jej brata. Tymczasem Rybka to tylko nierudy z wielu nierudych, więzień, który nic nie znaczy, ma najmniejszą rangę z całego klanu. To dużo świadczy o tobie, że wybierasz sobie na ofiary przegrywów życiowych, którzy dali się porwać. Wzięłam pierwszego lepszego kota, który napatoczył mi się pod łapy. I wcale się nie zdziwiłam, że jest słaby. Jest w końcu nierudy. — mruknęła, spoglądając na niego wyniośle i powstrzymując się od wybuchu złości. — A ty jako czysty rudzielec powinieneś wiedzieć, że powinniśmy się trzymać z innymi rudymi, a nie poróżniać się przez takie bezcelowe poniżanie mnie, braciszku. Na szczęście ja mam trochę więcej oleju w głowie od ciebie i jestem tego świadoma. — uśmiechnęła się ponownie, ignorując obecność Zwęglonego Kamienia.

* * *

Wróciła do obozu niosąc w pysku królika. Położyła go na stercie, prychając pod nosem. Odwróciła się i zaczęła iść przez obóz, czując blisko jakieś futro. Skrzywiła się.
— Czego... — zaczęła, ale uświadomiła sobie, że to tylko brat. "Tylko". — Ach. To ty. — prychnęła, kładąc po sobie uszy. — Myślałam, że znowu jakiś zasrany nierudy. Jakim cudem nierudzi mają prawo nami rządzić...

<Pożar?>

[przyznano 5%]

19 czerwca 2022

Od Pożaru CD. Płomień

 Musiał przyznać, że wejście, a raczej wjazd kotki na nierudym kocurze był... zaskakujący. I dosyć efektowny. Jednak tylko przez moment. Krótką , ulotną sekundę. Jak tylko poczuł, na kim jego siostrzyczka przyjechała, miał ochotę skręcić się ze śmiechu. Słuchał wywodu jej i Węgla, ledwo powstrzymując uśmieszek na pyszczku. Owszem, fajnie byłoby przejechać się na jakimś nierudym, ale jako córka Szczypiorkowej Łodygi, Płomień powinna wiedzieć, że zasługuje na lepszy pojazd niż nierudy, smutny kastracik. Gdy łapki siostrzyczki nareszcie dotknęły ziemi, Pożar zaczął klaskać. Bardzo, bardzo wolno. Nie było to jednak spowodowane urazem łapki, o nie. Cieszył się powolnym dźwiękiem, rozchodzącym się po żłobku. Płomień za to, wymieniła dumne, wywyższające się spojrzenie na to o bardziej zdziwionym obrazie.
- Gratuluję, siostrzyczko, gratuluję. Mam jednak jedno pytanie, moja droga - przerwał, owiajając łapki ogonem. - Miło się jechało na łajnie? Nie śmierdziało za bardzo? - prychnął, machając łapką przed nosem, jakby odganiał brzydki zapach.
- Słucham? 
- Gdy mi powiedziałaś, że chcesz mi coś udowodnić, spodziewałem się czegoś... godnego naszej rodziny. A ty, jak zwykle, wybrałaś najłatwiejszą drogę. No bo proszę, naprawdę myślałaś, że będę pod wrażeniem, że przyjedziesz na nierudej babie podobnej jedynie do Wilczej Zamieci, która zmienia się w cień? - prychnął drwiąco. - Wszyscy wiedzą, że kocur bez jaj to pizda. Zrobi wszystko, co mu każą. Przecież dlatego Zając kazał go wykastrować. Żeby się uspokoił i był uległy - miauczał, a na pysku rudej kotki zamieszkała emocja, której Pożar nie był pewny. Wszystko jedno. Ważne, że jej głupi uśmieszek zniknął z mordki. Uwielbiał się go pozbywać. - Wiesz co, powiem ci więcej, jako rada od starszego brata - zamruczał i podszedł do niej, unosząc łeb i ogon, dumnie prezentując klatkę piersiową. - Zrobiłaś to tylko po to, żeby sama poczuć się lepiej, bo nie potrafisz ogarnąć normalnego przeciwnika, tylko wybierasz sobie sieroty życiowe. Pogódź się z tym - poklepał ją pieszczotliwie po łebku, obrzucając przy okazji złośliwym, drwiącym uśmiechem.

< Płomień?>

Od Płomienia CD. Pożaru

— Siostro, siostro... Chyba nie widziałaś, jak ja go rozwaliłem. Ta szrama na jego pysku, to moja robota! Śmieć nie może chodzić normalnie, wszystko dzięki mnie i mojej sile! Wszystko dzięki moim zasługom! A ty co zrobiłaś, żeby pokazać, że nasza rodzina nie godzi się na znieważenia? Nic? Oh, jaka szkoda...
Płomień położyła zirytowana uszy i owinęła się swoim ogonem.
— W przeciwieństwie do ciebie, odróżniam odwagę od głupoty, a to, co ty uczyniłeś było głupotą. Prowokujesz wprost dorosłego wojownika silniejszego od ciebie, który może zmieść cię z ziemi jednym machnięciem łapy i dziwisz się, że oberwałeś? — parsknęła. — Nie wiem jak ty, ale ja nie mam zamiaru umierać przedwcześnie. Żeby nie nasza mama to byś już dawno zdechł. Jak Szczypiorek użądlą pszczoły to też wsadzisz bezmyślnie nochal do ula? Tylko zafundowałeś medyczce więcej pracy i matce więcej zmartwień — miauknęła, pewna swojego zdania, po czym spojrzała na brata oceniająco. Naprawdę ta szrama na pysku Rybki to jego sprawka? — Nie wierzę, że twoje łapki były w stanie zrobić mu jakąkolwiek krzywdę, braciszku. Ale doceniam chęci — dodała słodko i cynicznie, klepiąc go lekceważąco po głowie, by jeszcze bardziej go zirytować.


* * *
Siedziała w żłobku, bijąc poddenerwowana rozmową z bratem ogonem. Co on mógł wiedzieć? Phi. Był głupi. Był po prostu głupi.
Wrócił już do legowiska i nie była z tego powodu szczęśliwa. Jednak lampeczka zapaliła jej się w głowie, gdy dostrzegła jakiegoś nierudego kocura. Machnęła ogonem.
— Chcesz się dowiedzieć, do czego jestem zdolna i że potrafię obronić naszą rodzinę dwa razy lepiej od ciebie, nie łamiąc tym sobie kości? Proszę bardzo. — powiedziała, po czym wyszła, czując za sobą parsknięcie brata, który jednak wbił w nią uważne spojrzenie, lekko drwiące, jak gdyby wątpił, że była do tego zdolna.
Ona jednak nie zamierzała się zatrzymywać.
— Ej, ty — prychnęła w stronę czarnego, po czym spojrzała na jego brakujący członek i z jej gardła wydobył się zduszony śmiech, który dźwiękiem przypominał bardziej mruczenie. — Czego się gapisz, nierudy plebsie? Mam zły humor, więc lepiej się mi nie stawiaj — warknęła i podskoczyła w jego stronę twardym krokiem, by go zastraszyć, chwiejąc się przy tym lekko, ale utrzymując równowagę na małych łapkach.
Sierść stanęła wojownikowi dęba, po czym szybko przeprosił małą, na którą przypadkiem się natknął.
— Nie stawiam się... już sobie idę... — miauknął żałosnym tonem, próbując ominąć kocię.
— Idziesz? — zaśmiała się cicho, patocząc się mu pod łapy, by jej łup nigdzie sobie nie poszedł. — Nie, słodziutki, nigdzie nie idziesz — fuknęła. — Padaj na ziemię, już.
Kocur spojrzał na nią zdumiony. Zaczął rozglądać się na boki, wahając się.
— Ale... Dlaczego? Gdzie twoja mama? Może lepiej do niej idź?
Zirytowana jego oporem, Płomień machnęła ogonem.
— Zaraz ją tu zawołam i każę ci skopać tyłek i pozbawić wszystkich włosów na ciele, jeśli nie wykonasz mojego polecenia — parsknęła.
Zwęglony Kamień przełknął ślinę.
— No... no dobrze — westchnął i położył się na ziemi, kuląc uszy.
Kotka nie czekała dłużej. Wskoczyła na niego i zaczęła go uporczywie drapać i podgryzać małymi łapkami. Nie była w stanie zadać mu ran, jednak nie zamierzała odpuszczać.
— I teraz rób to co mówię — warknęła, gdy skończyła próbować go bić. — Wstawaj, zaprowadzę cię do mojego brata i masz mu powiedzieć, że rudzi mają tutaj absolutną władzę, a ty i reszta nierudego plebsu powinni nam służyć — rozkazała dumna z siebie, jak gdyby doprowadziła go do skraju wyczerpania.
Czarny wykrzywił pysk, gdy był szturchany przez kocię. Płomień dostrzegała jego wahanie i niezwykle jej się to podobało. Czuła, że ma nad kimś władzę. To było wspaniałe uczucie.
Wstał z nią na swoim grzbiecie, wzdychając.
— Już idę... — Ze spuszczonym łbem dotarł do żłobka, bo jakoś domyślał się, że jej brat był w podobnym wieku co ona. — Który to?
— Ten. — miauknęła z podniesionym godnie podbródkiem, ogonem wskazując na Pożara, który wrócił z legowiska medyka i już mościł się na jednym z posłań. — I nawet nie próbuj nic przekręcać — warknęła. Przez to, że brat podważał jej możliwości opanowała ją kompletna furia. Już ona mu pokaże do czego jest zdolna! Mylił się we wszystkim! — Już. Idź. — ponagliła go twardym tonem, czując coraz to większą dumę, że podporządkowała sobie plebs.
Brązowooki wojownik ruszył do kociaka z usztywnioną łapką. Zauważył na jego pysku zaskoczenie, ale skierowane bardziej na siostrę na jego grzbiecie.
— Em... Rudzi mają absolutną władzę, a ja i reszta plebsu powinniśmy wam służyć — miauknął, czując jak wszyscy w żłobku wbijają w niego wzrok. Skulił bardziej uszy ku tyłowi, przełykając ślinę.
Płomień wypięła dumnie pierś. To było trochę obrzydliwe dotykać nierudego, ale co tam. Ważne, że była na jego grzbiecie, czyli był jej posłuszny! Miała rację! Była lepsza od brata! Była pewna, że mama będzie z niej dumna.
Widziała wstyd odbijający się w oczach i postawie nierudego plebsu.
— Tak, dokładnie. I ja ci to uświadomiłam. Siłą i słowami. Jesteś nikim, kochanie. Powinieneś wiedzieć, że nic nigdy nie osiągniesz — miauknęła, a złość zniknęła z jej twarzy i wstąpił tylko złocisty, zadowolony z siebie uśmiech. Posłała bratu dumne spojrzenie. — I co, braciszku? Założę się, że nigdy nie zmusisz Rybki, żeby na oczach wszystkich przyznał, że jest plebsem, a my panami. — wymruczała. — A mnie się to udało. Nie dziękuj.
Zwęglony Kamień skinął głową, jakby zgadzając się ze słowami małej.
— Tak... Wiem... Dziękuję za uświadomienie...
Uśmiechnęła się szerzej, wciąż wpatrując się w brata długim i wyjątkowo wymownym spojrzeniem.
— I chociaż ten jeden raz przemówiło ci do rozsądku, słoneczko. — miauknęła słodziutko, przypominając sobie jego nieogarnięcie na początku rozmowy. Nierudzi naprawdę byli głupi. — Odnieś mnie na ziemię — warknęła. Trochę chciała się pobawić władzą nad kocurem, dużo starszym od niej, a trochę bała się, że próbując zeskoczyć samodzielnie upadnie na pysk i zepsuje to błyskotliwe wejście.
Jak mogła się spodziewać, wykastrowany kocur wysłuchał jej polecenia i już niedługo jej łapki znowu dotknęły gruntu.


<Pożar?>

15 czerwca 2022

Od Pożaru CD. Płomień

- Witaj, bracie - słodki głosik zaćwierkał w jego uchu. Jego brzmienie wywierciło dziurę w jego mózgu, przez którą zaraz na zewnąrz zaczęła wylewać się frustracja. Jego "kochana siostrzyczka" przyszła się z niego ponabijać. Ubaw nad ubawami, bo brat się połamał. - Dałeś się pobić jakiemuś nierudemu plebsowi z Klanu Nocy? Serio? Pożar strzepnął uchem, a jego cielsko przyjęło wywyższającą się postawę. Był starszy i silniejszy, oczywiście, że jakaś głupia kotka nie zrozumie jego motywacji. Słowem zgrabnym i stanowczym, przy czym dziwnie pobłażliwym postanowił jej wytłumaczyć cały fenomen.
- Otóż, siostro, ja miałem jaja iść i odbić honor naszej matki. Nie to co ty czy Wyrwa - i tu przerwał, by krotkim liźnięciem przeczesać klatkę piersiową. - Nie zrozumiałabyś, bo jesteś kotką - westchnął ciężko. Że tez nie mógł mu się urodzić żaden brat. A tak, mimo bycia oczkiem w głowie mamusi, nie miał z kim dzielić ciężaru opieki nad płcią biedną. Płomień wywróciła oczami.
- Ja za to umiem ocenić sytuację. Nie to co ty - prychnęła, owijając ogonem łapki.
- Siostro, siostro... - westchnięcie za westchnięciem wypadało z jego nosa. Z politowaniem kręcił głową, jakby pieszcząc nad niewiedzą siostrzyczki. Oczywiście, tak naprawdę w żadnym momencie nie przewidział tego, że Nocniak go tak załatwi, jednak przyznanie się do błędu byłoby jeszcze większą hańbą, niż zraniona noga. - Chyba nie widziałaś, jak ja go rozwaliłem. Ta szrama na jego pysku, to moja robota! Śmieć nie może chodzić normalnie, wszystko dzięki mnie i mojej sile! - Łechtał sobie ego wymyślonymi scenariuszami, które racjonalizował w swojej głowie myślą, że gdyby nie on, Nocniak nadal byłby zdrowy, bo Zając i Szczypior nie przyszłyby mu nawkopać. - Wszystko dzięki moim zasługom! A ty co zrobiłaś, żeby pokazać, że nasza rodzina nie godzi się na znieważenia? Nic? Oh, jaka szkoda...

<Płomień?>

Od Płomienia Do Pożaru

Płomień rozciągnęła się i zmrużyła oczy pod napływem światła wypływającego z wejścia do legowiska. Jej matka była poddenerwowana, a jej ogon wciąż ruszał we wszystkie strony świata. Ostatnio jakiś wstrętny nierudy zaatakował jej brata. Oczywiście Pożar był irytującym braciszkiem, ale ona nie da pomiatać swoją rodziną. Mimo to jej podświadomość nawet się cieszyła, że dostał trochę po dupie. Może łatwiej będzie jej wygrywać z nim w zapasach? To by dopiero było.
Za to bardzo cieszył ją fakt, że lider tak się wściekł na kocura. Słyszała szybko rozprzestrzeniające się po obozie szepty na temat całej tej sytuacji. Mimo że ich przywódca (na wielkie nieszczęście, no bo jak klanem pełnym rudzielców rządzić może nierudy?) wyglądał obrzydliwie z tym białym i bez dwóch zdań był skończonym plebsem, dobrze się zachował. Narcyz miała rację, że niektórzy nierudzi nie są aż tak wielkimi idiotami. Nie zmienia to faktu, że drażniło ją, że jakiś głupi nierudy skrzywdził jej rudego brata. I miał w ogóle czelność... Miała mieszane uczucia co do całej sytuacji, ale wiedziała, że zamierza go odwiedzić i sprawdzić jak bardzo się ,,biedaczek" połamał. Wiedziała jedno - że Nocniakom brakowało jakichkolwiek resztek kultury. Ich klan musiał być czystą kpiną, skoro śmieli się krzywdzić czyste rude kocię. Część kotki żałowała, że to nie ona padła ofiarą ataku tego kretyna, bo wtedy miałaby darmową kartę ofiary. No ale niestety. Przynajmniej nie musiała cierpieć bólu.
Odwiedziła go w legowisku Wiśniowej Iskry. Kocur leżał na jednym z mchowych posłań. Płomień się nie dziwiła, że Szczypior tak się przejęła tą sytuacją. To było tak niegodziwe i upokarzające, by nierudy zaatakował rudego.
— Witaj, bracie — mruknęła uroczym głosikiem i skrzywiła się na jego widok. Musiał mocno dostać. Co nie zmieniało jednak faktu, że zamierzała wykorzystać okazję. — Dałeś się pobić jakiemuś nierudemu plebsowi z Klanu Nocy? Serio?
Zdawała sobie sprawę, że przy nim pewnie nie miał zbyt dużych szans, ale co tam? Ważne, że mogła się dowartościować na szkodzie rodzeństwa.

<Pożar?>