BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jarzębinowy Strumień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jarzębinowy Strumień. Pokaż wszystkie posty

31 sierpnia 2019

Od Jarzębinki (Jarzębinowej Łapy) C.D Zorzy (Porannej Łapy)

Zanim jeszcze przystąpiła do błagania swojego wujka, znała werdykt. Żurawinowe Bagno nie umiał się oprzeć prośbom koteczki, odkąd ta tylko pamiętała. Lubiła jego towarzystwo, bo pozwalał jej na więcej, niż mama, ciocia Zimorodek i wujek Lśniący razem wzięci. I zawsze wiedział, jak ją wytłumaczyć przed Sroczym Żarem! Gdy Zorza przyłączył się do próśb, sprawa była już przesądzona. Kocur przełknął ślinę i spojrzał to na liliowy, to na płowy pyszczek, w końcu wzdychając ciężko.
— No już, już, niech wam będzie, przestańcie — jęknął błagalnie, uśmiechając się niezręcznie — Ależ wy jesteście nieznośni...
Jarzębinka podskoczyła i zaśmiała się radośnie, słysząc to.
— Kochasz mnie, wujku! — przypomniała mu, łasząc się do łap kocura. Zorza jedynie uśmiechnął się delikatnie, nie pałając tak wielkim entuzjazmem, jak arlekinka, ale mając w całej sytuacji swój interes.
— Tak, tak, wiem... Ale nikomu o tym ani słowa, jasne? — zaznaczył, patrząc poważnie po dwójce kociąt. Córka Sroczego Żaru podskoczyła i stanęła przy Zorzy.
— Oczywiście! Na mój ogon, że nikomu nie powiem! No, może Żywicy... — rzuciła, uśmiechając się lekko. Liliowy pokręciło głową.
— Nawet Żywicy. Nikomu. To będzie nasza tajemnica, jasne? — podkreślił. Maleńka niechętnie pokiwała główką. To była jednak dziwna prośba. W końcu, zawsze wszystko mówiła bratu! Jednak, skoro wujek tak kazał, mogła zrobić wyjątek od tej zasady. W końcu, nie chciała, aby ten miał kłopoty. — Ciebie też się to tyczy, kolego — podkreślił wojownik, spoglądając na Zorzę. Kociak westchnął cicho.
— A komu miałbym powiedzieć?  — zapytał płowo-biały, przez co Jarzębinka lekko trąciła go ogonem w bok. Co z nim nie tak? Powiedziała mu przecież, że jest tak super, jak ona! Ten westchnął ciężko i posłał jej pełne politowania spojrzenie. Kocica wytknęła język, widząc to, po czym ruszyła w kierunku liliowego kocura.
— To jak, wujku, idziemy? Dalej, szkoda dnia! — zawołała, uderzając starszego kocura łapkami w bok, aby go popędzić. Żurawinowe Bagno skinął głową, ruszając przed siebie.
— Miejcie tylko na uwadze, że nie zabawimy tam długo. Stąd wcale nie jest tak blisko do bagien... —  podkreślił jeszcze, prowadząc maluchy do wyjścia z obozu.
~*~
Gdy tylko pojawili się przy drodze Grzmotu Żurawinowe Bagno pożałował, że w ogóle się zgodził. Była zdecydowanie zbyt głośna i niebezpieczna dla kociąt, które wyprowadził z obozu. A co, jeśli coś się im stanie? Na Gwiezdnych, jeśli Jarzębinka nie wróci, Sroka mu ogon urwie! A żeby tylko...
Zorza także nie wydawał się zachwycony wizją przechodzenia na drugą stronę. W końcu, potwory poruszały się tak okropnie prędko, w czasie, gdy on przemieszczał się bardzo powoli. To zdecydowanie nie było dobre połączenie.
Za to Jarzębinka... Cóż. Z fascynacją przyglądała się przemykającym, mechanicznym istotom, które oswoili dwunożność. W życiu nie widziała czegoś równie dziwnego i brzmiało dla niej wręcz tak absurdalnie, jak żaby! A jednak było prawdziwe. Poruszało się z zadziwiającą prędkością, posiadało wiele kolorów, a nawet wydawało dźwięki! Jej oczy niemalże błyszczały z podziwu. Ciekawe, jakież to jeszcze dziwa ukrywał przed nią świat? Czy była w stanie w ogóle sobie wyobrazić to, co kryło się tam w oddali, za horyzontem? Czy w ogóle coś tam było?
— Dobra, dzieciaki, słuchajcie mnie. Jak dam znak, przechodzimy. Migiem, jedno za drugim, nie oglądamy się za siebie — pouczył wojownik, spoglądając uważnie na dwójkę kocurów. Zorza pokiwał głową, z niepokojem zwracając wzrok na czekające go wyzwanie. Za to Jarzębinka... Ona najchętniej już wbiegłaby na drogę.
— Kiedy? — pisnęła, przeskakując z łapy na łapę —  Teraz? Teraz? O, wiem, może teraz? Teraz?
— Już! Dalej, szybko! — zawołał kocur, wręcz przepychając pyskiem młodszych towarzyszy na przód. Jarzębinka wbiegła na drogę, szybko skacząc z łapy na łapę. Asfalt był dziwny. Ciepły i twardy. Kilka kolejnych susów i znalazła się po drugiej stronie, kiedy jednak się odwróciła, dojrzała, że wujek i Zorza byli dopiero w połowie, a przecież potwory mogły zacząć biec w każdej chwili.
— Ej, no co wy? — burknęła, podskakując w miejscu.
—Wybacz, że nie mam małych, szybkich łapek! — warknął Zorza. W gruncie rzeczy jednak oboje z kocurów zjawiło się po drugiej stronie, dysząc ciężko, jeden że zmęczenia, a drugi ze stresu.
— N-no... W każdym razie jesteśmy — oznajmił kocur, uśmiechając się lekko — pamiętajcie, co mówiłem. Tylko na chwilę. No i musimy być ostrożni, to teren Klanu Lisa — dodał. Jarzębinka, zupełnie ignorując część o ostrożności ruszyła przed siebie, krzycząc radośnie, aby po chwili znaleźć żabę. Była taka, jak mówił Zorza! Śliska mysz z wyłupiastymi oczami! Koteczka niemalże od razu zaczęła ją gonić, jednak była naprawdę szybka i prędko ją zgubiła. Obejrzała się za siebie, aby zobaczyć dwie sylwetki w oddali. Pobiegła w kierunku kocurów, śmiejąc się.
— Hej, Zorza, miałeś rację! To istnieje! I jest suuper zabawne. Wujku, może weźmiemy takie do domu, co? — poprosiła, uśmiechając się.
— N-nie sądzę, Jarzębinko, to byłoby wbrew kodeksowi... — odparł niepewnie Żurawina, już widząc oczami wyobraźni, jak Lisia Gwiazda cieszy się na widok takiej "pamiątki"...
— Nudziarz — mruknęła liliowo-biała, aby zaraz spojrzeć na rozglądającego się Zorzę. Wyglądał, jakby czegoś szukał. — A ty powinienneś się uśmiechnąć, wiesz? To, czego wypatrujesz, wystraszy się ciebie, jak zobaczy ten nadąsany pysk — oznajmiła, stając na dwóch tylnych łapkach, aby dosięgnąć do jego pyska. Uniosła kąciki ust kocura w górę. — O, proszę, teraz jesteś śliczny! — zawołała entuzjastycznie, aby zaraz stracić równowagę i przewrócić się na plecy. Zachichotała, lądując na ziemi. — No weź, chociaż się trochę uśmiechnij! Dla mnie? — poprosiła, przechylając główkę i sama szczerząc się szeroko.
< Zorza? >

27 sierpnia 2019

Od Jarzębinowej Łapy CD Żywicznej Łapy

Czuła się świetnie stojąc przed wszystkimi kotami w Klanie Klifu i słysząc i patrząc na nich z podwyższenia
Przeszło jej przez myśl, że Lisia Gwiazda, to ma dobrze, bo gdyby chciał, mógłby to robić codziennie. Z tego miejsca nawet tak drobna istotka, jak Jarzębinka, widziała wszystkich dokładnie, a to była dla niej nie lada nowość. Co prawda, nie miała swojego mianowania na wyłączność, tylko dla niej i braci, ale co ją to obchodziło? Była szczęśliwa, że zostanie uczennicą i to tego samego dnia, co Miodek! Przyjaciel nie szczędził chociażby minimalnej okazji, aby jej dogryźć, więc teraz to ona zamierzała poużywać sobie na nim, wypominając mu przy każdej okazji, że istotka młodsza i mniejsza od niego została mianowana tego samego dnia! Niech sobie lamus nie myśli.
Z cierpliwością wysłuchiwała kolejnych imion, zakończonych przymiotnikiem "Łapa", oraz mentorów. Gdy Bluszczowa Łapa okazał się zostać nowym uczniem Baraniego Łba, arlekinka dyskretnie pokazała mu język. Ha, nareszcie ktoś, kto przytempretuje jej braciszka! Ciekawe, czy na niego też poskarży mamie?
Przyszła jej kolej i z satysfakcją usłyszała imię swojego wujaszka, jako nowego mentora.
— Będziemy się fajnie bawić, co? — szepnęła, nie przejmując się, że tuż obok stoi lider, który przecież może ją zaraz opierdzielić.
— Tak, na pewno, Jarzębinko — Żurawinowe Bagno pokiwał pospiesznie głową, spoglądając niepewnie w stronę Lisiej Gwiazdy. Kolejny trzęsiportek? Przecież Lis to tylko kot. Co zrobi, pokrzyczy?
— Jarzębinowa Łapo — poprawiła go, puszczając kocurowi oczko. Ten, widząc pospieszające spojrzenie Liska wymruczał coś, że pogadają później i wycofał się do tłumu. Zielone oczy koteczki wykonały obrót, zaraz jednak przeniosła uwagę na swojego kolejnego braciszka, który właśnie otrzymał imię Żywicznej Łapy! Słysząc jednak imię swojej mentorki, przełknął ślinę. Pointka także nie wydawała się zachwycona, stykając noskami z liliowym. Z jakiegoś niezrozumiałego dla Jarzębiny powodu, Zimorodkowa Pieśń nieszczególnie przepadała za najmłodszym z rodzeństwa. Lis zszedł z podwyższenia, aby po chwili i Liliowa zeskoczyła z niego podeskcytowana.
— Wujku? Wuuujku! — pisnęła w tłum, szukając znajomej sylwetki. Liliowy kocur pojawił się przed nią, uśmiechając się przyjaźnie. Otwierał pyszczek, aby coś powiedzieć, ale siostrzenica mu przerwała.
— Ale masz farta, że ci się trafiłam! Jestem super uczennicą, zobaczysz! — zapewniła, uśmiechając się przy tym szeroko — A tak w ogóle, to co jutro robimy? Będziemy z czymś walczyć? Ooo, albo polować? Jakaś dzika bestia, co? Skoczę i zrobię hawrr, a ona wtedy ziuu i na ziemię. Super będzie! — podeskcytowała się, przewracając na plecy i szczerząc ząbki do nowego mentora, który zdawał się być równie rozbawiony, co zmartwiony.
— Nie wątpię, że świetnie by ci to poszło, Jarzębinko, ale jesteś zbyt drobna, aby teraz polować — zauważył, dotykając łapą jej policzka. Koteczka wymsknęła mu się, stając do pionu.
— Jestem Jarzębinowa Łapa! I wcale, że nie jestem drobna! Zaraz ci pokażę, wujku, chodź no tutaj! — zagroziła, rzucając się w jego kierunku. Łapa kocura położona na jej głowie skutecznie jednak powstrzymała jakikolwiek atak, a ten zaśmiał się wesoło.
— Zacznę od pokazania ci terenów, w porządku? Potem pomyślimy — rzucił jeszcze, nim puścił ją, aby ruszyć w swoją stronę. Koteczka upadła na ziemię, mrużąc oczy ze złością. Czemu traktował ją, jak kociaka? Była już uczennicą!
Jej wzrok przeniósł się na kilka zajęczych skoków dalej, gdzie dostrzegła, jak Zimorodkowa Pieśń mruczy do Żywicznej Łapy z irytacją, że ma być gotowy rano. Kocur skulił się lekko, jednak pokiwał głową. Jarzębinka wstała i otrzepała się z ziemi, po czym podbiegła wesoło do brata i tyknęła go łapą w bark.
— Kto ostatni w legowisku uczniów, ten lamus! — zawołała, rzucając się do przodu. Kocur niemal natychmiast poderwał się, biegnąc za nią.
— Hej! Cze-czekaj!

~*~

Nie mogła wytrzymać z ekscytacji, gdy się o tym dowiedziała, a teraz radośnie przeskakiwała z łapy na łapę, szczerząc szeroko zęby w uśmiechu. Gdyby ktoś ją zobaczył, na pewno uznałby to za urocze... I przerażające. W końcu, kto się tak cieszy na myśl o nadchodzącym ataku? Trzeba jednak pamiętać, że mimo tytułu ucznia i nadopiekuńczego mentora, Jarzębinka była tylko kilkuksiężycowym kociakiem, który dopiero uczył się otaczającego go świata. Nie widziała w wiszącej w powietrzu wojnie żadnego realnego zagrożenia, a jedynie okazję, aby się wykazać!
— Ale super, co nie, braciak? Patrz, my idziemy, a Bluszcz siedzi w obozie! Tak samo, jak Miodek i Orzech. Musimy być świetni, co nie? — szepnęła do Żywicy z dumą, uśmiechając się przy tym szeroko. Brat spojrzał na nią niepewnym wzrokiem.
— N-no nie wiem, Jarzębinko. Wojna wcale nie brzmi tak fa-fajnie.
Liliowa przewróciła oczami, słysząc to. Och, ale o co mu znowu chodziło? Zostali wybrani. Czyż to nie cudownie?
— Aj tam, narzekasz, jesteśmy zarąbiści — zachichotała — teraz wujek przestanie mówić, że jestem zbyt drobna, aby walczyć — dodała z satysfakcją. Co prawda, Żurawinek zaczął ją już powoli "przyuczać" do walk i polowań, ale była to sama nudna teoria. Jarzębinka liczyła na coś więcej i w tajemnicy przed nim sama trochę próbowała. W końcu, miło będzie go zaskoczyć, prawda?
— To nie czas na plotki, chodźcie! — ponagliła ich Jodłowy Brzask, ogonem wskazując na zbliżającą się granicę, która teraz miała stanowić ich fortecę. Zmrużyła oczy, przygotowując się na cokolwiek, co miało się wydarzyć. W jej głowie ich zadanie wydawało się o wiele ciekawsze, niż było w istocie.
— Niebiański Locie, Jodłowy Brzasku, Mglista Ścieżko, Żywicza Łapo i Jarzębinowa Łapo, zostańcie na granicy i dobrze się ukryjcie. Nie macie prawa przepuścić żadnego nocaka — rozkazał Lis, ruszając dalej. Jarzębina położyła uszy po sobie, zawiedziona.
— A-ale jak to zostać? — mruknęła, wpatrując się w ślad za odchodzącymi członkami jej klanu. Hej, chciała walczyć! Co jest?

< Żywico? Co nas spotka na granicy? >

13 sierpnia 2019

Od Jarzębinki C.D Żywicy

Och, ależ to było przyjemne! Jarzębinka mogła poczuć, że jej braciszek bardzo, bardzo się stara, aby nic nie zrobić źle. Nie do końca rozumiała, czemu tak bardzo się wszystkim przejmował. Przecież byli uroczy - wszystko, co zrąbią, zostanie im wybaczone. A ona nie zamierzała być zła na braciszka, gdyby coś mu nie poszło. Tak, jak wcześniej powiedziała - i tak gorzej od mamy tego nie zrobi!
Mruknęła cicho, gdy język kocura pociągnął ostrożnie, delikatnie przy jej karku. Bury drgnął lekko, słysząc to.
— Wszystko dobrze? — zapytał, a malutka wręcz zachichotała, słysząc to. Odwróciła łebek, aby spojrzeć na zmartwiony pyszczek brata. Naprawdę, bardzo go nie rozumiała.
— Nikt nie mruczy z bólu, głuptasie — stwierdziła z uśmiechem. — Kontynuuj. Pewnie świetnie ci idzie — dodała, uśmiechając się przyjaźnie. Żywica przez chwilę spoglądał na nią, jakby niepewny tego, co usłyszał, jednak po chwili po prostu skinął głową i w dalszym ciągu czyścił starszą o kilka uderzeń serca siostrę. Trwało to jeszcze jakiś czas, nim odsunął się na kilka kocięcych kroków i zaczął oceniać swoje dzieło, przechylając głowę to w jedną, to w drugą stronę.
— Chyba jest dobrze — ocenił niepewnie, spoglądając na swoje łapy. Jarzębinka spróbowała obrócić się i zobaczyć, jednak jej szyja była zbyt krótka, więc w końcu spasowała.
— Na pewno — wzruszyła ogonem, po czym podeszła do kocurka, aby liznąć go w policzek — dzięki, braciszku. Jesteś najlepszy! — Żywica chyba nie do końca wiedział, jak się do tego ustosunkować. W końcu, nie był pewien, czy powinien się taki czuć. Uśmiechnął się nieśmiało, odwracając wzrok.
— Skoro tak mówisz... — mruknął, speszony. Liliowa przewróciła oczami, widząc jego reakcję. Jejku, co za ziemniak!
— Oczywiście, że jesteś. Ja się nie mylę. Pamiętaj to sobie — zaznaczyła, pozostawiając na pysku ten beztroski uśmieszek, mimo że jej oczka komunikowały bratu proste przesłanie: miała rację.

<Żywico? uwu >

07 sierpnia 2019

Od Jarzębinki

Wybitnie go nie rozumiała. Podczas gdy Orzech i Miodek zawsze chętnie bawili się z nią i jej braćmi on siedział na uboczu, użalając się nad swym losem. Jarzębinkę okropnie to bolało, gdyż liliowa uważała, że każdy, nawet największy smutas, zasługiwał na promyk szczęścia. Dlatego, gdy Zorza po raz kolejny odmówił grupce kociąt dołączenia do zabawy, jęcząc, jaki to jest bezużyteczny i kuśtykając gdzieś na bok, liliowa przewróciła wymownie zielonymi oczętami.
— Pogadam z nim — oznajmiła, patrząc po otaczających ją kocurkach. Szczerze powiedziawszy, jakaś jej część tęskniła do towarzystwa kotek, jednak w żłobku prawie żadnej nie było. Zresztą, chłopcy nie byli tacy źli, potrafili śmiać się ze wszystkiego i nie martwili się tak o to, czy się pobrudzą.
Miodek zaśmiał się, patrząc na drobną kosteczkę.
— Och i co mu powiesz? Hej, Zorza, jestem taka fajna, przestań spinać tyłek i pobaw się ze mną? Proszę cię. On nie chce spędzać z nami czasu — skwitkował, patrząc na towarzyszkę z kpiną. Jarzębinka westchnęła ciężko.
— Jesteś strasznie nieczuły! A może on się po prostu wstydzi? Idę do niego — stwierdziła niestrudzenie i ruszyła w kierunku płowego pointa, który widząc, że nadchodzi, obdarzył ją ponurym spojrzeniem.
— Przecież mówiłem — mruknął, patrząc żałośnie na swoje przednie łapy — nie bawię się z wami.
Jarzębinka wzięła głęboki wdech. Tylko spokojnie. Uśmiechnij się. Jesteś fajna. Przekonasz go.
— Terefele — rzuciła figlarnie, w odpowiedzi na jego smutaśny ton głosu — chociaż byś spróbował, co? Na pewno wszyscy chcą cię poznać. Nie musisz dużo robić, jeśli nie chcesz — poczęła próby zachęcenia kocura do interakcji. Ten tylko westchnął posępnie.
— Nikt nie chce mnie poznać, nie kłam — mruknął znudzony. Jarzębinka słysząc to ponownie wywróciła uczami. Uparty idiota.
— A właśnie, że tak! Ja chcę. A musisz wiedzieć, że zdecydowanie nie jestem nikim, o nie. Jestem właściwie bardzo fajna. Ty na pewno też. Skoro nie chcesz się bawić, to może chociaż pogadajmy? Prooooszę? — zrobiła wielkie oczka uroczego, jednoksiężyciwego kociaka. Nie mógł mieć szans z tym wzrokiem. Na braci zawsze działał.

< Zorza? uwu >

Od Jarzębinki

Niewielka koteczka rozejrzała się po legowisku. Mama właśnie myła Bluszczyka, chociaż liliowa zauważyła, że nie robiła tego jakoś szczególnie starannie. Jej własne futro pozostawało w nieładzie, co więc tu mówić o futerku jej pociech? Jarzębinka uważała, że to dość urocze, chociaż kiedy zrozumiała, że innym kotom nie koniecznie się to tak podoba, zaczęła myć się sama. Chciała mieć tak ładne futerko, jak Zimorodkowa Pieśń, ich ciotka! Problem leżał w tym, że malutka nie wszędzie dosięgała. Jej łapki były niewielkie i krótkie, a ciało jeszcze dość niezgrabne. Nie było się czemu dziwić, w końcu był to zaledwie kociak, który dopiero niedawno ujrzał świat po raz pierwszy. Nie znaczyło to jednak, że mała nie chciała się dobrze prezentować. Och, co to, to nie! Od początku zamierzała pokazać wszystkim, jaka jest super, a już na pewno, że była lepsza od tego całego Miodka. Kocur ciągle wywyższał się jak ostatni palant. Że niby starszy, to taki fajny i silniejszy, litości! Liliowa była pewna, że jeśli usłyszy coś podobnego jeszcze raz, puści pawia.
Wygięła się po raz kolejny, beskutecznie próbując dosięgnąć czubka swojej głowy. Zaczynało ją już to irytować. Ponownie rozejrzała się, szukając swojego zbawienia. Na szczęście, w zasięgu jej wzroku znalazła potencjalną ofiarę, a był to jej braciszek, żywica. Uśmiechnęła się szeroko i ruszyła do kociaka.
— Potrzebuję twojego języczka — oznajmiła, jakby nigdy nic, uśmiechając się przy tym niewinnie. Żywica spojrzał na nią, wręcz zdruzgotwany tym, co usłyszał. Jak to jego języka? Przecież Jarzębinka miała swój! Po co koteczce ten, należący do niego?!
— C-co? — wydukał, patrząc na nią zagubionym wzrokiem. Drobniutka istotka zaśmiała się, obserwując przerażoną reakcję brata. Był przeuroczy!
— Do mycia, kupo futra! Nie dosięgam tam do góry, pomożesz? — zapytała, uśmiechając się przyjaźnie.

< Braciszku? Poratujesz? >