— No już, już, niech wam będzie, przestańcie — jęknął błagalnie, uśmiechając się niezręcznie — Ależ wy jesteście nieznośni...
Jarzębinka podskoczyła i zaśmiała się radośnie, słysząc to.
— Kochasz mnie, wujku! — przypomniała mu, łasząc się do łap kocura. Zorza jedynie uśmiechnął się delikatnie, nie pałając tak wielkim entuzjazmem, jak arlekinka, ale mając w całej sytuacji swój interes.
— Tak, tak, wiem... Ale nikomu o tym ani słowa, jasne? — zaznaczył, patrząc poważnie po dwójce kociąt. Córka Sroczego Żaru podskoczyła i stanęła przy Zorzy.
— Oczywiście! Na mój ogon, że nikomu nie powiem! No, może Żywicy... — rzuciła, uśmiechając się lekko. Liliowy pokręciło głową.
— Nawet Żywicy. Nikomu. To będzie nasza tajemnica, jasne? — podkreślił. Maleńka niechętnie pokiwała główką. To była jednak dziwna prośba. W końcu, zawsze wszystko mówiła bratu! Jednak, skoro wujek tak kazał, mogła zrobić wyjątek od tej zasady. W końcu, nie chciała, aby ten miał kłopoty. — Ciebie też się to tyczy, kolego — podkreślił wojownik, spoglądając na Zorzę. Kociak westchnął cicho.
— A komu miałbym powiedzieć? — zapytał płowo-biały, przez co Jarzębinka lekko trąciła go ogonem w bok. Co z nim nie tak? Powiedziała mu przecież, że jest tak super, jak ona! Ten westchnął ciężko i posłał jej pełne politowania spojrzenie. Kocica wytknęła język, widząc to, po czym ruszyła w kierunku liliowego kocura.
— To jak, wujku, idziemy? Dalej, szkoda dnia! — zawołała, uderzając starszego kocura łapkami w bok, aby go popędzić. Żurawinowe Bagno skinął głową, ruszając przed siebie.
— Miejcie tylko na uwadze, że nie zabawimy tam długo. Stąd wcale nie jest tak blisko do bagien... — podkreślił jeszcze, prowadząc maluchy do wyjścia z obozu.
Zorza także nie wydawał się zachwycony wizją przechodzenia na drugą stronę. W końcu, potwory poruszały się tak okropnie prędko, w czasie, gdy on przemieszczał się bardzo powoli. To zdecydowanie nie było dobre połączenie.
Za to Jarzębinka... Cóż. Z fascynacją przyglądała się przemykającym, mechanicznym istotom, które oswoili dwunożność. W życiu nie widziała czegoś równie dziwnego i brzmiało dla niej wręcz tak absurdalnie, jak żaby! A jednak było prawdziwe. Poruszało się z zadziwiającą prędkością, posiadało wiele kolorów, a nawet wydawało dźwięki! Jej oczy niemalże błyszczały z podziwu. Ciekawe, jakież to jeszcze dziwa ukrywał przed nią świat? Czy była w stanie w ogóle sobie wyobrazić to, co kryło się tam w oddali, za horyzontem? Czy w ogóle coś tam było?
— Dobra, dzieciaki, słuchajcie mnie. Jak dam znak, przechodzimy. Migiem, jedno za drugim, nie oglądamy się za siebie — pouczył wojownik, spoglądając uważnie na dwójkę kocurów. Zorza pokiwał głową, z niepokojem zwracając wzrok na czekające go wyzwanie. Za to Jarzębinka... Ona najchętniej już wbiegłaby na drogę.
— Kiedy? — pisnęła, przeskakując z łapy na łapę — Teraz? Teraz? O, wiem, może teraz? Teraz?
— Już! Dalej, szybko! — zawołał kocur, wręcz przepychając pyskiem młodszych towarzyszy na przód. Jarzębinka wbiegła na drogę, szybko skacząc z łapy na łapę. Asfalt był dziwny. Ciepły i twardy. Kilka kolejnych susów i znalazła się po drugiej stronie, kiedy jednak się odwróciła, dojrzała, że wujek i Zorza byli dopiero w połowie, a przecież potwory mogły zacząć biec w każdej chwili.
— Ej, no co wy? — burknęła, podskakując w miejscu.
—Wybacz, że nie mam małych, szybkich łapek! — warknął Zorza. W gruncie rzeczy jednak oboje z kocurów zjawiło się po drugiej stronie, dysząc ciężko, jeden że zmęczenia, a drugi ze stresu.
— N-no... W każdym razie jesteśmy — oznajmił kocur, uśmiechając się lekko — pamiętajcie, co mówiłem. Tylko na chwilę. No i musimy być ostrożni, to teren Klanu Lisa — dodał. Jarzębinka, zupełnie ignorując część o ostrożności ruszyła przed siebie, krzycząc radośnie, aby po chwili znaleźć żabę. Była taka, jak mówił Zorza! Śliska mysz z wyłupiastymi oczami! Koteczka niemalże od razu zaczęła ją gonić, jednak była naprawdę szybka i prędko ją zgubiła. Obejrzała się za siebie, aby zobaczyć dwie sylwetki w oddali. Pobiegła w kierunku kocurów, śmiejąc się.
— Hej, Zorza, miałeś rację! To istnieje! I jest suuper zabawne. Wujku, może weźmiemy takie do domu, co? — poprosiła, uśmiechając się.
— N-nie sądzę, Jarzębinko, to byłoby wbrew kodeksowi... — odparł niepewnie Żurawina, już widząc oczami wyobraźni, jak Lisia Gwiazda cieszy się na widok takiej "pamiątki"...
— Nudziarz — mruknęła liliowo-biała, aby zaraz spojrzeć na rozglądającego się Zorzę. Wyglądał, jakby czegoś szukał. — A ty powinienneś się uśmiechnąć, wiesz? To, czego wypatrujesz, wystraszy się ciebie, jak zobaczy ten nadąsany pysk — oznajmiła, stając na dwóch tylnych łapkach, aby dosięgnąć do jego pyska. Uniosła kąciki ust kocura w górę. — O, proszę, teraz jesteś śliczny! — zawołała entuzjastycznie, aby zaraz stracić równowagę i przewrócić się na plecy. Zachichotała, lądując na ziemi. — No weź, chociaż się trochę uśmiechnij! Dla mnie? — poprosiła, przechylając główkę i sama szczerząc się szeroko.