BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(jedno wolne miejsce!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mglisty Sen x Jarzębinowy Żar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mglisty Sen x Jarzębinowy Żar. Pokaż wszystkie posty

08 marca 2026

Od Mglistego Snu CD. Jarzębinowego Żaru

Dochodzenie Świetlików

Mglisty Sen przystanął obok Jarzębinowego Żaru i omiótł wzrokiem wszystkie koty znajdujące się w nowym obozowisku, które wybudowali w wyrwie w ziemi. Czarny inaczej wyobrażał sobie oficjalne przeniesienie posłań oraz ich dotychczasowego życia. Myślał, że wszyscy będą świętować, że w końcu wybudowali sobie prawdziwy obóz, z porządnie dopracowanymi posłaniami oraz ochroną, między grubymi murami ziemi i korzeni, które osłaniały ich przed wiatrem oraz pozostałymi niebezpieczeństwami. Jednakże na jego nieszczęście, doszło do morderstwa i wraz z Jarzębinowym Żarem starali się dojść do porozumienia.
— Nie możemy pozwolić, żeby ta straszna sprawa przeszła obok nas! To nas dotyczy Mglisty Śnie! Ktoś porozrzucał wnętrzności, jakiegoś kota po naszym obozie. Nie jesteśmy tutaj bezpieczni. — Szylkretka chodziła w kółko. Widać było po niej, że intensywnie myśli nad rozwiązaniami. — Musimy się dowiedzieć, kto to zrobił! Wiesz, kto to może być?
— Nocą we wspólnym legowisku wojowników było trochę zimniej niż zwykle... Przynajmniej jakby brakowało jednego kota.
Jarzębinowy Żar przystanęła na chwilę i uważnie spojrzała w jego oczy.
— Ja nic nie widziałam ani nie słyszałam… W nocy miałam koszmary z Klanem Wilka, jednak ugh… Nie wynurzałam głowy poza moją norę, nawet nie sprawdziłam, czy Stroczkowa Nadzieja jest koło mnie. — Nerwowo polizała się po klatce piersiowej. — Nasze zeznania nie są zbyt pomocne… Nadal to za mało, żeby stwierdzić, kto dokonał tego jakże okropnego czynu.
Mglisty Sen zastrzygł uchem niepewnie. Nie podobało mu się, w jaki stan wpadła właśnie Jarzębinowy Żar. Jednak jej reakcja na pewno była odpowiednia do sytuacji, w szczególności patrząc, że to właśnie ona przewodziła temu wszystkiemu.
— Zdążyłem jeszcze porozmawiać z Ostową Łapą — zaczął, uważnie obserwując zmiany zachodzące na pysku medyczki. Z kotki, która odchodziła od zmysłów, nagle była w pełni skupiona. — Uważa, że to musiał być ktoś ze Świetlików. Wybudził się również w nocy i słyszał, że ktoś przemierzał obóz.
Jarzębinowy Żar strzepnęła ogonem.
— Co do tego, że musiał być to ktoś z nas, to i my wiemy. Widzę, że ty też masz takie przeczucie, Mglisty Śnie. Ty również rozglądasz się po obozie, patrząc na każdego kota podejrzliwym wzrokiem. — Z nerwów, znów zaczęła chodzić w koło. — Jednak skoro Ostowa Łapa coś słyszał, to potwierdza nasze przypuszczenia. Musisz sprawdzić, co wie reszta. Musimy dowiedzieć się tego dzisiaj.
Skinął głową. Jarzębinowy Żar mówiła rację w tym przypadku. Nie mogli pozwolić, by morderca, który czaił się wśród nich, dopuścił się kolejnej zbrodni.
— Zacznę przesłuchiwać innych, im szybciej się za to wezmę, tym szybciej wyłapiemy, kto dopuścił się tego czynu.
— Dokładnie tak. — Szylkretka przystanęła i spojrzała na niego łagodnie, niczym kiedyś patrzyła na niego Brukselkowa Zadra, jak był małym kocięciem. Matczyną czułością? — Uważaj tylko na siebie, nie zniosłabym twojej straty.
Medyczka na krótko pozwoliła sobie, wtulić w jego czarną sierść, po czym cofnęła się o krok.
— Zacznij przesłuchiwania, ja natomiast pójdę po lawendę. Musimy pozbyć się tego nieprzyjemnego odoru z legowisk oraz śladów krwi z organów.
Skinął głową i ruszył w kierunku pobratymców. Widział, że inni starają się zachować czujność. Kota, którego zamierzał teraz przesłuchać, był Porywisty Dąb. Wojownik, jako pierwszy się na niego natknął.
— Czy widziałeś lub słyszałeś, coś podejrzliwego wczoraj w nocy, Porywisty Dębie? — spytał go bez ogródek.
Srebrny czekoladowy kocur jedynie bardziej się napuszył oraz zmarszczył pysk.
— Pfff... Na pewno nie byłem to ja! Nadal dochodzę do zdrowia! Poza tym Miodowa Kora chrapał za głośno, żebym coś słyszał.
Mglisty Sen położył po sobie uszy, kiedy tamten na niego huknął. Nie podobało mu się zachowanie młodszego wojownika, jednak informacje, jakie podał, były naprawdę przydatne. Skoro Miodowa Kora chrapał, to znaczy, że nie miał pod okiem kotki, która wcześniej była kultystką. Rysi Trop nie mogli lekceważyć, gdyż dzień wcześniej zaatakowała Ostową Łapę. Była wręcz idealnym podejrzanym, jednak Mglisty Sen wolał usłyszeć jeszcze opinię kilku innych kotów.
Skinął głową Porywistemu Dębu i ruszył w kierunku jego ojca, Miodowej Kory. Liliowy wojownik na jego widok lekko się skulił. Jak kociak, którego przyłapano na ucieczce z kociarni.
— Miodowa Koro. — Skinął mu głową na przywitanie, co starszy odwzajemnił. — Może słyszałeś lub widziałeś coś w nocy? Pilnowałeś uważnie Rysiego Tropu?
— Ryś była blisko mnie, specjalnie nawet sprawdzałem...ale... — wstrzymał się. — Na moment możliwe, że zamknąłem oczy i to chyba było tylko chwila? Następnie jednak wybudziłem się i sprawdziłem, czy jest obok mnie. Nadal była na swoim miejscu, tylko poczułem, że pachnie mocno ziołami, przez co nie mogłem zasnąć... było to dość dziwne, bo wcześniej nie czułem tych zielsk.
“No i to brzmi naprawdę przekonująco…” — pomyślał, bawiąc się jednocześnie swoją brodą.
— Dziękuje, że powiedziałeś mi prawdę. Czy jest jeszcze coś, o czym powinienem wiedzieć?
— Na tę chwilę nie — westchnął przeciągle Miodowa Kora. — Możesz pytać się pozostałych o ich odczucia.
“Oczywiście, że to zrobię.”
Ruszył w kierunku Kosaćcowej Grzywy oraz Zapomnianej Koniczyny, którzy siedzieli w miejscu przy stercie zwierzyny. Brat Jarzębinowego Żaru wydawał się pomagać, orientalowi, który nie wyglądał najlepiej. Wydawał się zmęczony i przerażony całą tą sytuacją, z resztą Mglisty Sen się mu nie dziwił.
— Witajcie.
— Cześć, Mglisty Śnie — odezwał się Kosaćcowa Grzywa, a Zapomniana Koniczyna przywitał się skinieniem głowy. — Czy, są jakieś nowe poszlaki albo zeznania? Ja starałem się trochę wyciągnąć informacji od tego tutaj, jednak nie przyznaje się do winy. Jednak coś za bardzo wystraszony jest jak na niewiniątko. Może lunatykował i myślał, że to jest sen?
Mglisty Sen jedynie westchnął cicho pod nosem. Szczerze wątpił, że Zapomniana Koniczyna byłby do czegoś takiego zdolny. Znał swojego przyjaciela i szczerze powątpiewał, że ten kot mógłby zrobić komukolwiek krzywdę, nawet jeśli jego mentorem był synem kultystek, Krucze Pióro.
— Jakoś idzie, Kosaćcowa Grzywo, jednak teraz to ja przyszedłem was zapytać, czy coś wiecie lub byliście świadkami.
— Przyznaję, iż czułem smród w nocy, lecz uznałem, że to tylko bąki reszty kotów — rzekł i wzruszył ramionami. — Poza tym mamy tylko jedną psychiczną, niby byłą kultystkę. Ją powinniście zapytać o te... dziwactwa — rzekł z odrazą i wzdrygnął się na obraz krwawej rzeźni, która mogła się zadziać pod osłoną nocy, a jej koniec ujrzeli w dzień.
“Czyli musiała być to ona.” — Przekręcił głowę, by zobaczyć Rysi Trop, która spokojnie siedziała sobie w obozie i doglądała swoje pazury. — “Nie widzę większego sensu w dopytywaniu innych kotów, co robili poprzedniej nocy.”
Przeniósł wzrok na Zapomnianą Koniczynę. Dla grzeczności również chciał mu zadać pytanie. Otwierał już pysk, jednak nie zdążył cokolwiek powiedzieć, gdyż przyjaciel odpowiadał mu:
— Zostawcie mnie, ja... nie chcę tu być. Niech ktoś to posprząta... — mówił z gulą w gardle. — Proszę.
— Dobrze, Zapomniana Koniczyno, Jarzębinowy Żar właśnie sprząta obóz. Możesz być spokojny, za niedługo to okropieństwo zostanie pochowane, a lawenda zakryje zapach. — Znów przeniósł wzrok na Kosaćcową Grzywę, który do całej sytuacji podszedł chyba najspokojniej ze wszystkich Świetlików, nie licząc Rysiego Tropu. — Gdzie znajduje się Poziomkowa Polana? Chciałem jeszcze usłyszeć, jego zeznania.
Kosaćcowa Grzywa wskazał na lecznicę.
— Poziomkowa Polana dość słabo zniósł ten widok w obozie. Wymiotował i wątpię, żeby czuł się na siłach, aby odpowiadać na twoje pytania.
— Ach... Rozumiem… Ważne, żeby doszedł do siebie. Jarzębinowy Żar na pewno się nim odpowiednio zajmie.
— Hah, nie wątpię w umiejętności mojej siostry. Na pewno uratuje mojego ziomka Poziomka!
Mglisty Sen posłał mu wymuszony uśmiech i pokiwał krótko głową. Przynajmniej kocur ufał swojej siostrze i chyba poprawiły się nastroje między rodzeństwem, tak Kosaćcowa Grzywa nie podchodził do aktualnej sprawy nadto poważnie. W jakimś stopniu było to brak poszanowania życia samotnika, którego zamordowała Rysi Trop.
Przeniósł wzrok na Stroczkową Nadzieję oraz Szczawiowe Serce, którzy właśnie siedzieli w kącie obozu i nie wyglądali na zbytnio chętnych do rozmowy. Wojownik uspokajał swojego adoptowanego syna i rozmawiali po cichu między sobą.
“Lepiej, żebym ich nie zaczepiał” — zanotował w myślach.
I tak mieli już wystarczająco dowodów. Musiał jeszcze przekazać wszystko Jarzębinowemu Żaru, zwołać zebranie i skonfrontować się z Rysim Tropem. Potem zostaje im tylko zastosowanie kary, o ile była kultystka się przyzna do swojej winy.

***

Jarzębinowy Żar wyczyściła cały obóz, a w powietrzu czuć było silny zapach lawendy. Medyczka siedziała przy wyjściu z obozu i czekała na niego z niecierpliwością, na co wskazywał jej nerwowo poruszający się ogon.
— Zebrałeś zeznania? — Poderwała się na cztery łapy, kiedy tylko zauważyła, że do niej podchodzi.
— Tak i wiem, kto jest naszym głównym podejrzanym.
— Czy to Rysi Trop?
Przytaknął medyczce i opowiedział szczegółowo wszystkie zeznania, jakie zdobył od Świetlików. Medyczka z każdym jego następnym zdaniem wyglądała na bardziej zmartwioną i pełną żalu.
— Wiedziałam, że to musi być ona! — syknęła po chwili. — Ona była kultystką, więc dla niej zabijanie to dzień powszedni. Bezduszna kreatura… Jak ja mogłam pozwolić na to, żeby poszła z nami! Nic dziwnego, że śniły mi się koszmary związane z Klanem Wilka, bo do tej pory trzymaliśmy morderczynię z nami.
Położył łapę na jej barku pocieszająco.
— Nikt nie wiedział, że ona naprawdę taka jest i nie powinnaś się za to obarczać. Każdy z nas myślał, że jest po naszej stronie, skoro pomogła nam uciec. Gdyby nie zaatakowała Ostowej Łapy, tak byłaby tylko marudną wojowniczką w Świetlikach — zauważył spokojnie.
Jarzębinowy Żar jedynie pokręciła przecząco głową, nie zgadzając się z nim wcale.
— Nie, Mglisty Śnie, to wcale nie tak. Za dużo wiary powierzasz w tę grupę…
Otworzył pysk, żeby się z nią nie zgodzić, jednak kocica nie dała mu dojść do głosu.
— Chodź, idziemy zwołać Świetliki. Koniec tego cyrku.
Medyczka z bojowym nastawieniem ruszyła przodem na podwyższenie zrobione z kamieni i na nie wskoczyła.
— Niech wszystkie Świetliki zbiorą się na zebranie grupy! — Jej głos rozbrzmiał po całym obozowisku, a koty przestały ze sobą szeptać i skierowały się pod mównicę.
Mglisty Sen podbiegł do Jarzębinowego Żaru i usiadł obok niej jak godny zastępca. Nie ogłosili przecież do tej pory przywódcy, więc tę funkcję sprawowała właśnie medyczka. Kotka była od niego starsza, za czym szło również doświadczenie. Tak samo kocica umiała nawiązać kontakt z Klanem Gwiazdy, który właśnie ich tutaj sprowadził, więc była odpowiednim kotem, który sprawował tutaj władzę.
— Świetliki! Wszyscy wiemy, że dzisiaj rano doszło do zbrodni, którą musiał popełnić kot, który jest wśród nas. Po naszym porannym dochodzeniu doszliśmy do wniosku, że jedyną naszą podejrzaną jest Rysi Trop! — Jarzębinowy Żar popatrzyła gniewnie na byłą kultystkę, a wraz z nią reszta kotów. Zszokowane westchnienia rozbrzmiały po polanie, a kotka szybko uniosła ogon, uciszając tym Świetliki. — Zbierając wasze zeznania, dowiedzieliśmy się, że przez połowę nocy jej zapach był zwyczajny, jednak gdy Miodowa Kora przysnął, a potem znów się obudził, jego siostra była otoczona ostrym zapachem ziół. Tak samo żadne z medyków nie podawał kocicy żadnych ziół, a już na pewno nie takich o tak intensywnym zapachu. Co masz na swoje usprawiedliwienie, Rysi Tropie?
Mglisty Sen spod zmrużonych oczu, uważnie obserwował zachowanie byłej kultystki. Kocica nie wyglądała na przejętą tą całą sprawą. Nie ruszało ją, że właśnie teraz wszystkie Świetliki patrzyły się na nią wrogo w oczekiwaniu na jej obronę. Czemu ta kotka dopuściła się takiego czynu? Czemu dzień wcześniej zaatakowała Ostową Łapę?
Wibrysy szylkretki powoli uniosły się do góry, a barki nieco napięły. Niebieska klasnęła w łapy i mozolnie wyłoniła się z gromadki kotów, będąc na przedzie.
— Oddałam ci serce, tak jak ja oddałam się tej wspólnocie, męcząc się przebywaniem z każdym z was. Te opowieści o wielkim Klanie Gwiazdy, to wszystko bujdy wymyślone przez wcześniejsze pokolenie, które chciało uspokoić kocięta — wysyczała. — Co mi daje siedzenie tutaj? Nie mogę zasiąść na czele, prowadzić patroli czy robić czegokolwiek samemu, bo jestem osądzana. Gdzie jest moje miejsce w tym "społeczeństwie"? — zawarczała przez zęby. Z niecierpliwością zaczęła szurać ogonem o ziemię.
Mglisty Sen z kamiennym wyrazem pyska słuchał podejrzanej. Czuł, jak jego sierść na karku się podnosi z wrogości, która rośnie z każdym kolejnym słowem Rysiego Tropu. Koty z tłumu odsuwały się od niej, jednocześnie okrążając byłą kultyskę. Pyski kotów były niedowierzające oraz wrogie.
— Musiałam zacząć własną grę, a pamiątki po części pierwszej znaleźliście... O świcie oczywiście. — Rysi Trop polizała się dumnie po piersi. — Pora na kolejny akt, a kto wie, może jedna z zebranych głów trafi o tu. — Wskazała łapą na sam środek obozu.
“Jeszcze śmie nam grozić!” — Położył po sobie uszy.
Nie dość, że przyznała się do popełnienia zbrodni, to jeszcze potwierdziła, że nie wierzy w Klan Gwiazdy. Wykazała się również egoizmem i narcyzmem w swoich wypowiedziach. Z jej słów wynikało, że dołączyła do grupy jedynie po to, by nią rządzić, oraz że tak naprawdę nie przepada za Świetlikami. Twierdziła, że wiele dla niej zrobiła, choć w rzeczywistości leniła się i nie kiwnęła nawet pazurem. Zagroziła również całej grupie, zapowiadając, że planuje pozbawić życia jednego z jej członków.
Po minie Jarzębinowego Żaru widział, jak jest wściekła, a ciało medyczki trzęsło się z nerwów. Jej ogon smagał powietrze, a na polanie zapadła cisza, którą po chwili wypełniły szmery rozmów między Świetlikami.
Rysi Trop nie powinna znajdować się w ich grupie. Kotka powinna zostać na miejscu w Klanie Wilka wraz z pozostałymi kultystami. Mieli wśród nich prawdziwą morderczynię, powinni jej nie pomagać podczas podróży i pozostawić na Drodze Grzmotu, na pewną śmierć. Pozbyliby się wtedy problemu, który nad nimi ciążył. Może była szpiegiem? Szpiegiem Mrocznej Puszczy. A może to właśnie jej ambicje spowodowały, że zamordowała samotnika? Nie ważne było, jaka była prawdziwa odpowiedź. Należała jej się kara.
— Ogłaszam głosowanie! — odezwała się Jarzębinowy Żar, gromiąc spojrzeniem oskarżoną. — Czy Rysi Trop zostanie wygnana i uznana za zdrajczynię, czy jednak powinna pozostać w obozie, wybierzecie wy. Oczywiście oprócz ciebie, Miodowa Koro. Nie możesz głosować, gdyż jesteś bratem podejrzanej.
Miodowa Kora spuścił głowę nisko i cofnął się o krok, unikając spojrzeń. Widać było, że kocur najchętniej zapadłby się pod ziemię. Reszta Świetlików, w tym jego syn obdarowali go chłodnym spojrzeniem. Liliowy też był winny całemu temu przykremu wydarzeniu. Miał jedno zadanie, któremu nie sprostał. Miał tylko pilnować niebieskiej szylkretki.
Wszyscy przenieśli wzrok na niego. To właśnie on jako drugi kot stał na podwyższeniu, więc rozpoczynał głosowanie.
— Jestem za wygnaniem, Rysi Trop nie powinna iść z nami. Okazała się zdrajczynią i morderczynią, pozbawiając życia kota. Nie zasługuje na przynależenie do Świetlików, niech zna naszą łaskę i odejdzie z naszych terenów — odpowiedział chłodno.
Miał mętlik w głowie, nie był w stanie powiedzieć, czy to była odpowiednia decyzja. Nie wiedział, jaka była odpowiednia kara dla Rysiego Tropu. Kotka w teorii zasługiwała na stracenie, jednak ten pomysł był godny przywódcy Klanu Wilka, a Świetliki starały się iść głosem Klanu Gwiazdy, a nie Mrocznej Puszczy. Jego serce mówiło, że nie chce widzieć kultystki na swoje oczy. Nie chciał tego problemu na swoich barkach.
Następnym kotem, który przejął głos, był jego uczeń, Ostowa Łapa.
— Skoro zagroziła nam, że kogoś zabije, nie powinniśmy puszczać jej wolno. Moim zdaniem trzeba zrobić dla niej izolatkę i wyznaczyć kogoś do pilnowania. Kogoś bardziej kompetentnego niż Miodowa Kora — dokończył, mrużąc oczy.
Mglisty Sen postawił uszy. To był naprawdę ciekawy pomysł. Czemu on na to nie wpadł?
— Zdrajczyni! Zdrajczyni! Jeszcze śmie nam grozić! Wygnać ją! — warknął bez zastanowienia się Porywisty Dąb.
— Wygnanie nie będzie dobre — oświadczył Kosaćcowa Grzywa. — Dla Rysiego Tropu. Powinna zostać pobita i zagłodzona w izolatce, a potem wypuścić na wolność. Wtedy sama się wykończy i popadnie w obłęd. Dziękuję za uwagę.
Reszta Świetlików popatrzyła po sobie i niektórzy przytaknęli głowami. Pomysł izolatki dla Rysiego Tropu, chyba okazywał się najrozsądniejszym pomysłem.
— Uważam, że nie ma dla niej już miejsca u nas. Przykro mi, Rysi Tropie. Podjęłaś decyzję, a my podejmiemy swoją, która będzie odpowiednia dla całej grupy — powiedział cicho Szczawiowe Serce.
Widać było po kocurze, że był zszokowany, a Stroczkowa Nadzieja pośpiesznie uciekł z miejsca głosowania do lecznicy, gdzie również przebywał Poziomkowa Polana. Wszyscy przenieśli spojrzenia na Zapomnianą Koniczynę, który nadal milczał i wpatrywał się w swoje łapy.
— Zapomniana Koniczyno? Teraz twoja kolej na oddanie głosu — odezwał się z mównicy, upominając swojego przyjaciela.
Oriental jedynie pokręcił głową przecząco, tym samym rezygnując tym z oddania swojego głosu.
Jarzębinowy Żar widząc zachowanie łaciatego, pokręciła zdegustowana nosem, jednak uszanowała jego zdanie, a raczej jego braku.
— W takim razie, głosowanie dobiegło końca! Zarządzam przerwę!
Kocica zeskoczyła z mównicy i ruchem głowy nakazała mu podążać za sobą. Mglisty Sen posłusznie poszedł jej śladami i razem usiedli na uboczu.
— Głosowanie zostało zakończone, jednak pojawił się pewien problem, Mglisty Śnie — zaczęła ze ściszonym głosem, by inni nie mogli ich podsłuchiwać. — Wśród kotów padło wiele głosów opowiadających się za izolatką zamiast wygnania czy śmierci. Dlatego powinniśmy zbudować legowisko, z którego Rysi Trop nie będzie mogła uciec.
— Wydaje mi się, że Ostowa Łapa oraz Szczawiowe Serce mogliby mieć jakieś pomocne pomysły, do budowania izolatki. Ja… Ja nie wiem, czy cokolwiek powiem, będzie odpowiednie. Nie umiem pozbierać myśli… — Pomasował łapką swoją skroń.
Jarzębinowy Żar położyła mu na barkach ogon, w formie wsparcia. Po czym krótko opowiedziała mu swój plan związany z przetrzymywaniem oskarżonej. Mglisty Sen nie miał powodu, aby nie zgodzić się z jej pomysłem, dlatego kiwał jej głową.
Po chwili wrócili na podwyższenie z kamieni i znów przemówiła medyczka:
— Głos wspólnoty jest najważniejszy! Dlatego decyzją większości Rysi Trop zostaje skazana na izolatkę, którą koty zbudują z pomocą Ostowej Łapy.
Twarda i groźna mina Rysiego Tropu po przedstawieniu kary, mocno zrzedła, co było bardzo satysfakcjonujące dla nich wszystkich.
— Rysi Trop zostanie więźniarką i będzie otrzymywać dwa razy mniej zwierzyny, nie będzie mogła opuszczać wyznaczonego miejsca, a pilnować jej będą wojownicy. Wyjątek stanowi Miodowa Kora, który nie ma prawa zbliżać się do Rysiego Tropu, chyba że na krótkie rozmowy odbywające się pod nadzorem innego kota.
Koty zawrzały usatysfakcjonowane, a wymieniony brat oskarżonej, nadal siedział cicho i zdruzgotany obserwował, jak jego siostra zostaje zabrana do prawie ukończonego legowiska przywódcy, gdzie chwilowo zostanie osadzona, dopóki nie zostanie zbudowana izolatka.
Chcąc zapanować tłumem, zeskoczył z mównicy i popędził do kotów, które właśnie starały się niebieską szylkretkę osadzić w legowisku. Przepchał się przez futra pobratymców i stanął pomiędzy nimi a oskarżoną.
— Zostawcie! Na tę chwilę jeden kot, będzie pilnował Rysiego Tropu — zażądał i wzrokiem wyłowił ze Świetlików srebrnego czekoladowego kocura. — Porywisty Dębie, ty się tym zajmiesz.
— Oczywiście, to dla mnie przyjemność!
Młody wojownik wyrwał się do przodu i pewnym siebie uderzeniem, wrzucił do środka nory więźniarkę. Kocica syknęła na niego, jednak kocur jedynie zaśmiał się pod nosem i swoim cielskiem zasłonił wyjście z legowiska.
— Na pewno nie ucieknie.
— W to nie wątpię — zauważył i wraz z kotami wrócił do miejsca, gdzie na nich czekała medyczka wraz z Ostową Łapą.

***

Cała reszta, z wyjątkiem Miodowej Kory, w końcu doszła do porozumienia. W pobliżu obozu znajdowała się stara, opuszczona i częściowo zniszczona lisia nora. Postanowiono ją przekopać i wyrównać, aby nadawała się na więzienie. Wokół wejścia zostaną rozmieszczone krzewy o ostrych kolcach, którymi na noc będzie dodatkowo zasłaniane wejście do nory.
Jarzębinowy Żar poleciła wojownikom, by chwytali kolczaste rośliny przez mech lub robili to ze szczególną ostrożnością. Wejście do nory oraz jej okolice zostaną wyłożone suchymi liśćmi i gałązkami, które będą regularnie sprawdzane i wymieniane. Dodatkowo umieszczone zostaną tam ciernie oraz ostre kamienie.
Z liści i ziół powstanie barwnik, który zostanie wylany przy wyjściu z nory oraz na jej ściankach w pobliżu wejścia, tak aby każdy kot próbujący się wydostać, został oznaczony. Mieszanka będzie zawierać trawę i wodę, krwawnik, który wywołujący wymioty po spożyciu oraz niewielką ilość nasion maku, które mogą spowodować nagłą senność. Za radą innych do mieszanki zostaną również dodane silnie pachnące rośliny, wyróżniające się na tle lasu.
Był to wyjątkowo zaplanowane działanie przez Jarzębinowy Żar. Był pod wrażeniem wiedzy, umiejętności oraz sprytu medyczki, który wykazywała.
Omiótł spojrzeniem koty, które ciężko pracowały przy norze. Jego uczeń dzielnie pomagał Kosaćcowej Grzywie, Zapomnianej Koniczynie oraz Szczawiowemu Sercu. Poziomkowa Polana natomiast wraz z Stroczkową Nadzieją szykowali barwnik.
Czarny wojownik podszedł do Miodowej Kory, który siedział na uboczu i wpatrywał się w Porywistego Dęba, który wytrwale pilnował więźniarki.
— To wszystko moja wina… Mogłem zostać w Klanie Wilka i nie pozwolić by kogokolwiek skrzywdziła… — odezwał się liliowy, a w jego głosie mógł usłyszeć ogromne poczucie winy.
“Za dużo wiary powierzasz w tę grupę…” — Przypomniał sobie słowa medyczki.
Musiał popatrzeć krytycznym okiem na swojego starszego przyjaciela. Wiedział, że zostawił w Klanie Wilka resztę swoich dzieci oraz swoją partnerkę. Czy też kierował się dobrem ich grupy, czy tylko chciał wrócić do przeszłości, kiedy jeszcze żadne z nich nie wiedziało, jak wygląda życie samotnika?
— Owszem, jest to, między innymi, twoja wina — zauważył, na co starszy się skulił. — Jednak teraz nie ma sensu obwinianie się za to. Musisz wziąć również odpowiedzialność za swoje błędy, a teraz idź pomóc innym w budowaniu izolatki — pogonił starszego.
Miodowa Kora otworzył pysk, jakby chciał coś powiedzieć, jednak tego nie zrobił. Westchnął jedynie pod nosem i ze zwieszoną głową wspiął się po grubych korzeniach starego drzewa, które prowadziły do wyjścia z obozu. Mglisty Sen poszedł jego śladami, by nadzorować pracę Świetlików.

***

Słońce powoli zaczęło zachodzić za horyzont, a w lesie pociemniało. Przez korony drzew można było zobaczyć pojawiających się pierwszych Gwiezdnych, którzy obserwowali właśnie, jak Świetliki uporały się z budową izolatki.
Mglisty Sen uważnie sprawdził skończone więzienie dla Rysiego Tropu i skinął głową z uznaniem.
— Dobra robota — pochwalił pobratymców, którzy czekali na dalsze jego słowa.
Po rozmowie z Jarzębinowym Żarem wiedział już, że musi powtórzyć wojownikom wszystkie ważne zalecenia, których będą musieli przestrzegać, jeśli mieli się zajmować więźniarką.
— Przy Rysim Tropie każdego dnia będą stały dwa koty — zaczął swoim zachrypniętym głosem. — Jeden od rana do południa, drugi od południa do wieczora. W nocy strażnik pilnujący obozu będzie dodatkowo obserwował norę więźniarki. Jedzenie będzie podawane rzadziej niż pozostałym kotom, poprzez wrzucenie zwierzyny do środka. Woda będzie dostarczana w podobny sposób, lecz częściej i na mchu. Obowiązuje całkowity zakaz rozmawiania z kotką. Jakieś pytania?
Rozejrzał się po kotach, jednak nikt mu nie odpowiedział. Każdy w wyczekiwaniu obserwował przerobioną norę lisa, która była gotowa przyjąć do siebie Rysi Trop.
— W takim razie, możecie ją tutaj sprowadzić — odchrząknął w końcu. — Pierwszym kotem, który zostanie na warcie, będzie Kosaćcowa Grzywa. Drugiego kota wyznaczę jutro rano.
Nie musiał długo czekać, gdyż po chwili więźniarkę przyprowadził Porywisty Dąb wraz ze Szczawiowym Sercem, a na warcie bez wahania stanął jako pierwszy Kosaćcowa Grzywa, którego wyznaczył. Starszy od niego strażnik wydawał się również zadowolony swoją rolą i co jakiś czas zerkał ze swoim typowym aroganckim uśmieszkiem do wejścia, gdzie przebywała Rysi Trop.
— Reszta, możecie się rozejść i pójść spać w świeżych legowiskach.
Rozbrzmiały zadowolone pomruki, pełne ulgi i koty zeszły do obozu po grubych korzeniach drzewa. On poszedł w ich ślady, jednak zatrzymał się na polanie i zerknął na legowisko przywódcy, gdzie wcześniej siedziała więźniarka.
Wszedł do środka i ujrzał przyszykowane czyste posłanie, które pachniało lawendą, a po gruzach ziemi, nie było nawet śladu. Ktoś ze Świetlików przyszykował to miejsce dla niego. Zawęszył dokładnie, a do jego nosa dotarł znajomy zapach. Była to woń Miodowej Kory. Wojownik pewnie czuł się winny za swoje błędy i chciał to naprawić.
Wahał się. Czy powinien się położyć w tym legowisku? Nie był jeszcze przywódcą, nie czuł się na przywódcę, przyszedł tutaj za Jarzębinowym Żarem. Za kotką, która stała się mu jedną z najbliższych. Szylkretka wręcz zastępowała mu matkę oraz Brukselkową Zadrę. Kocica była dla niego nadzieją oraz wsparciem, dlatego poszedł za nią, nie patrząc na okoliczności oraz konsekwencje.
Odwrócił się, mając zamiar już wyjść, jednak w tym samym momencie do środka weszła owa kocica, która przeto zamruczała, oznajmiając swoją obecność.
— Podoba ci się twoje legowisko? — zapytała, stawiając kroki w jego kierunku.
Można było wyczuć od niej wiele sprzecznych emocji, a jej pazury co jakiś czas wbijały się w ziemię i się chowały. Mglisty Sen nie dziwił jej się, ten dzień był szalony oraz pełen emocji. Rozumiał, czemu kotka jest jednocześnie szczęśliwa i przestraszona. Udało im się dojść do morderczyni oraz ją ukarać, jednak w powietrzu nadal wisiała groźba błękitnej szylkretki.
— To moje posłanie? Nie wiem, czy ja w ogóle się nadaje na lidera naszej grupy… Jestem tutaj i po prostu staram się, żeby to wszystko działało, jak powinno w klanie, jednak nie wiem, czy kiedykolwiek uda nam się stworzyć tak silną społeczność. Jest nas nadal za mało oraz to, co się działo… Szkoda nawet o tym rozmawiać. — Odwrócił wzrok.
— Zasługujesz na zostanie przywódcą, powinnam cię na niego wyznaczyć i powiedzieć, że wstawił się za mną Klan Gwiazdy.
Jarzębinowy Żar zmarkotniała, na samo wspomnienie o przodkach, co zaniepokoiło Mglisty Sen.
— Właśnie, co z przodkami. Czy dostałaś od nich jakiś znak albo sen? Poparli nasze odejście? Powiedzieli, co dalej? Kto zostanie przywódcą? Ostrzegali cię przed Rysim Tropem?
Medyczka na te pytania jedynie pokręciła przecząco głową, nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Jedynie z jej oczu zaczęły spływać wielkie łzy. Ten przytulił kotkę mocno, chcąc ją pocieszyć, jednak nie wiedział, co mógł powiedzieć. Pozwolił jej się wtulić w jego czarne futro, co kocica wykorzystała.
— To wszystko moja wina! Źle odczytałam znak od Klanu Gwiazdy! Sprowadziłam nas na zagładę! Powinniśmy zostać w Klanie Wilka! Nikt by wtedy nie zginął! — łkała głośno.
Mglisty Sen chciał ją pocieszyć i powiedzieć, że mówi kłamstwa. Przecież mieli iść zgodnie z planem przodków, a nie własnym. Przecież Klan Gwiazdy miał mieć ich w opiece, a oni mieli głosić jego mądrości oraz szerzyć dobro. To, co szlochała właśnie Jarzębinowy Żar, naprawdę źle brzmiało dla nich oraz ich przyszłości. Powinni byli zostać w Klanie Wilka?
“Może i ma rację? Miałbym wtedy przy sobie Brukselkową Zadrę oraz moją siostrę. Co mi zostało, po ucieczce oprócz bardzo rzadkich spotkań z pewną albinoską na granicy z Klanem Burzy?”
Z jego bliskich kotów ma tylko Jarzębinowy Żar oraz swojego przyjaciela, którego traktuje, jak brata i zna od małego, Zapomnianą Koniczynę. Jednak to było tak mało… Za mało by być szczęśliwym z życia poza klanem.
— Przecież nie miałaś nic złowieszczego w planach, żeby nas tutaj przyprowadzić. Kierowałaś się dobrem naszej grupy.
— Raczej moją samolubnością i strachem przed śmiercią… Jednak teraz wiem, że nie chciałabym stracić również ciebie… W tym wszystkim, jaki młody jesteś oraz jak angażowałeś się ślepo w to wszystko, co mówiłam… Klan Gwiazdy naprawdę powinien cię uhonorować, stanąć za tobą w obronie, jak ty szlachetnie starasz się bronić ich kodeksu oraz wiary.
Zamilkł. Teraz kocica, tylko i wyłącznie go wychwalała ponad niebiosa. Nie był takim wspaniałym wojownikiem. Po prostu nie kwestionował niczego, co Gwiezdni podstawiali mu pod nos. Zostawił resztę bliskich mu kotów w miejscu, z którego uciekli. Uciekli jak tchórze, tak jak powiedział to na początku Kosaćcowa Grzywa.
— Jesteś mi bliższy niż cała moja rodzina. Jesteś dla mnie niczym syn, którego nigdy nie mogłam mieć. Chcę dla ciebie najlepiej, więc proszę, zgódź się na przywództwo Świetlików. Nie wahasz się tak, jak ja na wszelkie przeciwności losu.
“Nie prawda” — pomyślał gorzko.
— Nie mogę jeszcze przyjąć przywództwa… Jeszcze nie jestem gotowy.

***

Następne dni mijały, przyroda powróciła do życia, a zieleń i kwiaty zaczęły zdobić ich tereny. Zaczęło się robić coraz cieplej, co świadczyło o nadchodzącej Porze Zielonych Liści oraz prawdopodobnych upałów. Życie obozu Świetlików niosło się swoim życiem, a Rysi Trop nadal była pod ścisłym nadzorem wartowników.
Mglisty Sen coraz częściej wydawał rozkazy i zarządzał obozem, natomiast Jarzębinowy Żar zaszywała się na całe dnie w lecznicy, z której ciężko ją było wygonić. Kocur miał wrażenie, że kotka popadała w obłęd i obwinia się o każde nieszczęście, które ich spotkało w nowym miejscu. Nie umiał jej przetłumaczyć, że błędy się zdarzają oraz nie wszystko, co się przydarzyło Świetlikom, jest jej winą. Wszyscy widzieli przecież, jak bardzo się starała udoskonalić ich grupę. Kocica dbała o każdy szczegół.
Sam również starał się nie sypiać w legowisku lidera, obawiając się reakcji grupy. Nie zgodził się jeszcze, by medyczka go mianowała przed wszystkimi, jeśli Gwiezdni nie dali żadnego znaku. Później już nie rozmawiali o tym więcej.

***

[TW: krew, śmierć]

Na Srebrnej Skórze widniały gwiazdy, którym można było się przyjrzeć, bo niebo było bezchmurne. Drugi dzień zapowiadał się ciepły. Może pójdzie się wygrzewać na słońcu?
Mglisty Sen siedział na polanie, dopatrując, czy wszyscy zjedli swoją porcję jedzenia, by uniknąć przekarmienia więźniarki. Wiedział, że w Świetlikach są koty, które z dobroci serca mogłyby dokarmić Rysi Trop, czego nie chcieli.
Nagle z lecznicy wyszła Jarzębinowy Żar, a za nią Stroczkowa Nadzieja. Młodszy medyk nie wyglądał na spokojnego. Kocur był ewidentnie czymś zdenerwowany, podobnie, jak szylkretka, która wyszła z obozu i zniknęła w ciemnej gęstwinie. Młodszy kocur odprowadził swoją mentorkę wzrokiem i przeniósł bezradne spojrzenie na niego.
— Mglisty Śnie! — Podbiegł do niego z napuszonym ogonem. — Mglisty Śnie!
— Co się dzieje? Czemu Jarzębinowy Żar wyszła?
— Poszła na zbieranie ziół, jednak w jej stanie, powinna siedzieć na posłaniu i zaznać snu. Ciągle coś mamrotała i nie wiem, co mam zrobić! Proszę, pójdź za nią i przyprowadź ją z powrotem do obozu.
Mglisty Sen na słowa kocura poczuł, że jego żołądek się mocniej ściska. Jemu również się nie podobało nagłe wyjście kotki z obozu. Czemu chciałaby wyjść samej z obozu i to w nocy? Czy pragnęła śmierci? Nie mieli wystarczająco kotów, by ją jeszcze pilnować. Już musieli być przygotowani na wszelkie zagrożenie ze strony Rysiego Tropu. Tak samo nie mogli mieć pewności, czy szylkretka nie natknie się na lisa, bądź borsuka, a wątpił, by umiała się przed nimi obronić.
— Idę po nią — wydusił z siebie.
Pobiegł najszybciej, jak tylko umiał w stronę wyjścia i wspiął się po korzeniach drzewa. Ruszył za śladami Jarzębinowego Żaru, wbiegając do ciemnego lasu. Zapach medyczki i ziół niósł się w stronę Drogi Grzmotu, co przyprawiało czarnego wojownika o ciary. Biegł tak przez dłuższą chwilę, jego tętno przyspieszyło i słyszał szum krwi, jednak starał się nie zwalniać.
— Jarzębinowy Żarze! — wołał imię kotki, ledwo się słysząc.
Docierał powoli do Drogi Grzmotu, stęchły zapach potworów z każdym wdechem się nasilał. Jego płuca krzyczały o świeże powietrze. Chciał kasłać, bardzo mocno, jednak nie miał na to zwyczajnie czasu. Po drodze nie znalazł kotki, więc musiała być daleko z przodu. Zapach szylkretki ginął w nasilającym się smrodzie.
Z oddali dochodziło coraz głośniejsze warczenie potwora oraz spomiędzy drzew mógł zobaczyć coraz jaśniejszą łunę, która powstawała z wielkich oczu maszyny.
Był blisko!
Nagle, usłyszał uderzenie oraz przerażający wrzask. Wszystko zadziało się bardzo szybko. Zaledwie kilka uderzeń serca.
Dobiegł do twardej nawierzchni, a auto już zdążyło odjechać. Znów było ciemno, a jedynym źródłem światła byli Gwiezdni oraz świetliki. Przed nim rozciągało się znajome szylkretowe futro ubrudzone krwią oraz pyłem.
— Jarzębinowy Żarze! — krzyknął.
Przerażony dopadł do niej, potykając się o własne łapy.
— Jarzębinowy Żarze!
Kotka zmarszczyła nos z bólu, a z pyska płynęła jej delikatna stróżka krwi. Wodziła mętnym wzrokiem po niebie. Po chwili przeniosła spojrzenie na niego. Źrenice kotki coraz wolniej reagowały na bodźce światła, które unosiły się wokół nich.
— Mglisty Śnie… — mruknęła łagodnie, a w jej pysku pojawiły się krwawe bąbelki powietrza. — Tak mi przykro… To wszystko moja wina…
Poczuł, jak po jego pysku spływają pierwsze łzy. Nie był gotów na to wszystko. Nie mógł jej stracić, nie teraz, nie w takim momencie!
— Wcale to nie jest twoja wina Jarzębinowy Żarze — powiedział łamiącym się głosem.
Położyła łapę na jego łapie i wymusiła na swoim pyszczku delikatny uśmiech. Widział, że Jarzębinowy Żar wkłada w to swoje ostatnie siły.
— Przesunę cię na trawę. Pobiegnę z tobą do obozu. Jeszcze jesteś w stanie wytrzymać! Opatrzymy cię i będziesz dalej żyć!
Jednak Klan Gwiazdy miał inne plany dla Jarzębinowego Żaru. Kotka w oczach traciła dużo krwi i musiała mieć jeszcze jakieś obrażenia wewnętrzne, które nawet najlepszy medyk nie mógł wyleczyć. Jej ciało po chwili zwiotczało, a jej łapka osunęła się na ziemię. Oczy miała mętne i zaszklone, jednak pełne ciepła. Nie bała się, kiedy odchodziła do Klanu Gwiazdy. Był przy niej, przez tę całą podróż.
— Czemu mi to zrobiłaś? Czy zrobiłaś to specjalnie? — spytał się jej, chociaż wiedział, że mu nie odpowie.
Rozejrzał się po jezdni, gdzie były rozsypane zioła. Jarzębinowy Żar nie kłamała wcześniej. Naprawdę wyszła w innym celu niż pozbawienia sobie życia. Szylkretka miała zamiar wrócić do obozu. Nie chciała umierać.
Mglisty Sen pociągnął nosem i łapą delikatnie zamknął jej powieki. Poprawił jej piórka, które miała wpięte za uchem i najdelikatniej, jak tylko umiał, przeniósł kotkę na trawę, gdzie już nie dopadną ją jeżdżące szybko potwory.
Świetliki latały wokół nich. Niektóre siadały na szylkretowym futrze medyczki, jakby chciały złożyć jej hołd. On natomiast płakał cicho, nad jego najbliższą osobą, jaką była Jarzębinowy Żar. Nie zdążył jej uratować.

***

Minęło już kilka dni od śmierci medyczki. Czuwanie oraz pogrzeb minęły zbyt szybko, jednak żałoba nadal trwała. Świetliki chowały się w legowiskach, a na polanie nie było słychać żadnych rozmów. Wszyscy nie umieli poradzić, sobie z tak wielką stratą, jaką była śmierć Jarzębinowego Żaru.
Mglisty Sen wyszedł z legowiska lidera, w którym już zamieszkał. Samotność i ciemność, jakie tam panowały, pomagały mu w myśleniu. Wiedział, że musiał poprowadzić pobratymców, nawet jeśli nie ma z nimi Jarzębinowego Żaru. Pamiętał, że kocica chciała, by tak postąpił.
Wszedł na mównicę, a wzrok kotów, które były na polanie, od razu zwróciły się ku niemu. Czuł, jak słońce wraz ze spojrzeniami innych, wypala mu sierść.
— Niech wszystkie Świetliki zbiorą się na zebranie! — zawołał, a koty po chwili wyszły z wszystkich legowisk i w ciszy usiadły przed nim. — Z bólem serca pożegnaliśmy już Jarzębinowy Żar, która trzymała tę grupę w ryzach. Była jednocześnie liderem, jak i medykiem oraz przyprowadziła nas do tego miejsca. Uwolniła nas od szponów kultystów Klanu Wilka. Jednakże Świetliki nie mają w tym momencie przywódcy, dlatego ja wejdę na to stanowisko, a głównym naszym medykiem zostanie Stroczkowa Nadzieja — oznajmił głośno.

<Niech Klan Gwiazdy ma cię w opiece, Jarzębinowy Żarze. Koniec sesji>
[*]

23 lutego 2026

Od Jarzębinowego Żaru CD. Mglistego Snu

Przeszłość

Ułożyła głowę na łapach i wpatrywała się nieruchomo w głąb lasu, gdzie między pniami drzew zalegał chłodny półmrok. Czuła, jak żołądek ściska jej się boleśnie, a myśli wirują w głowie w sposób chaotyczny i niespokojny zawsze wtedy, gdy tylko przypominała sobie o Klanie Wilka. Kłamcy. Obrzydliwi, bezwstydni kłamcy. Wiedziała, że nawet powieka im nie drgnie, gdy będą oczerniać ich przed pozostałymi klanami. Bez wahania nazwą ich mordercami, zdrajcami i uciekinierami, przypisując im winy, których nigdy nie popełnili. Jarzębinowy Żar już teraz miała świadomość, że aby inne klany w ogóle rozważyły ich akceptację, najpierw muszą zostać uznani przez Klan Gwiazdy. Niepokoiła się coraz bardziej na myśl o spotkaniu medyków. A co, jeśli się na nim nie zjawi? Co wtedy? Czy przodkowie odwrócą się do niej plecami, uznając ją za niegodną? Czy utraci ich łaskę i wsparcie? Może… może powinna zaryzykować. Może mimo wszystko powinna wyruszyć do sadzawki. Była przecież medyczką, inne klany nie powinny móc jej tknąć. A jednak jeszcze przed tym miało odbyć się zgromadzenie, a to oznaczało jedno: każdy klan mógł już mieć wyrobione, niekoniecznie przychylne zdanie o ich grupie. Rozejrzała się po prowizorycznej polanie, na której się zatrzymali. Teren był nierówny, miejscami porośnięty niską trawą i krzakami, a pomiędzy nimi leżały porozrzucane kamienie i połamane gałęzie. Grupa była wyraźnie podzielona na kilka mniejszych grupek, jakby niewidzialne granice oddzielały ich od siebie. Zauważyła, jak Miodowa Kora spogląda w stronę Kosaćcowej Grzywy. Ten widok wcale jej nie dziwił, napięcie między nimi było niemal namacalne. Jednak zaraz potem przyłapała samą siebie na tym, że obrzuca Rysi Trop gorzkim, nieufnym spojrzeniem. Nie powinna tak robić. Wiedziała o tym. A jednak świadomość, że tamta kotka należała do kultu, nie pozwalała jej zaufać. Spośród nich wszystkich Rysi Trop była najbliżej Mrocznej Puszczy, a ta myśl nie dawała jej spokoju. Liczyła, że kocica zrobi coś więcej dla grupy, że udowodni swoje intencje i przyczyni się do ich przetrwania. Chciała wierzyć, że wszystko jeszcze może się ułożyć, że z czasem zdołają się zjednoczyć. Miała nadzieję, że w końcu staną się jednością. Jednocześnie jednak wiedziała, że z pewnymi jednostkami nigdy się to nie uda. Jej wzrok mimowolnie powędrował w stronę brata. Serce zabiło jej szybciej, lecz niemal natychmiast odwróciła spojrzenie, jakby bała się, że ktoś zauważy tę chwilę słabości.

≪ ◦ ❖ ◦ ≫

Nastał kolejny dzień, kolejny krok bliżej Pory Nagich Drzew. Powietrze było jeszcze ciepłe, lecz niosło w sobie zapowiedź nadchodzących zmian: delikatny chłód o poranku i cięższy zapach wilgotnej ziemi. Jarzębinowy Żar nie czuła się wystarczająco potrzebna. Owszem, zbierała zioła, lecz nie mogła robić tego codziennie, w przeciwnym razie ogołociłaby cały las z leczniczych roślin. Poza tym musiała doglądać Poziomkowej Polany i Porywistego Dębu. Oboje uczyli się chodzić od nowa, stawiając niepewne kroki i walcząc z bólem, który wciąż nie chciał ustąpić. Na szczęście w pobliżu obozu płynęła rzeka, a dzięki niej, z pomocą niezbyt zachwyconej tą rolą Czereśniowego Pocałunku, ta dwójka mogła tam „pływać”. W rzeczywistości bardziej przypominało to stanie w wodzie i nerwowe machanie łapami, by tylko nie zatonąć, ale mimo wszystko przynosiło efekty. Poza tym Jarzębinowy Żar na co dzień właściwie nie miała zbyt wielu obowiązków. W grupie, poza drobnymi skaleczeniami, szkłem czy kolcem wbitym w łapę, nie pojawiały się poważniejsze dolegliwości. I choć było to oczywiście dobre, ona coraz mocniej odczuwała własną bezużyteczność. Wszyscy pracowali na rzecz obozu. Każdy dokładał swoją cegiełkę. Dlatego postanowiła zrobić coś więcej. Może nie była wojowniczką, ale jako medyczka bardzo często kopała, przygotowując jamy, lecznice i schowki na zioła. Kopanie nowej lecznicy było więc dla niej czymś niemal banalnym. Tym bardziej że temperatury nie spadały, a deszcz na razie omijał ich obóz. Ziemia była miękka i wilgotna, łatwa do rozgarniania, a monotonne ruchy łap działały uspokajająco. Kopanie okazało się wręcz relaksujące. Pozwalało wyrzucić z siebie nagromadzone emocje. Kopała więc, zapominając o świecie dookoła, o czasie i własnym zmęczeniu. Aż w końcu ktoś przyłożył łapy do ziemi obok niej i również zaczął kopać. Uniosła zmęczone spojrzenie wprost na Mglistego Sna. Na jej pysku pojawił się ledwie dostrzegalny uśmiech.
— Witaj, Mglisty Śnie — przywitała się, lekko dysząc i przerywając pracę.
Kocur zerknął na nią z wyraźnym zaskoczeniem.
— Dzień dobry, Jarzębinowy Żarze. Gdy wychodziłem na polowanie, już zaczynałaś kopać… i robisz to do teraz? — zapytał, nie kryjąc zdumienia.
— Oczywiście! To ma być nasz nowy dom, a jeśli ktoś nie przykłada do tego łapy, to co to za dom? — uniosła brew i na moment spojrzała w stronę chorych.
Nie obwiniała ich. Ani trochę. Porywisty Dąb i Poziomkowa Polana może nie polowali i nie budowali obozu, ale każdego dnia robili wszystko, by wrócić do dawnej sprawności. Walczyli, by pewnego dnia znów móc walczyć za ten obóz.
— Masz rację, ale ty i tak robisz już bardzo dużo. Może ci pomogę? — mruknął kocur, przesuwając łapą po jej grzbiecie.
— Właśnie że robię za mało. Dawniej miałam więcej zajęć, a teraz nie mam ich aż tak dużo, więc mogę sobie pokopać. Poza tym mam Stroczkową Łapę do pomocy — wyjaśniła, potrząsając łapą, by pozbyć się ziemi, która utknęła jej pod pazurami.
— Rozumiem, jednak chwila odpoczynku nie zaszkodzi. Może przejdziemy się do rzeki, a przy okazji poszukamy czegoś na posłania? — zaproponował, kierując się w stronę wyjścia z lecznicy.
Jarzębinowy Żar wahała się przez kilka uderzeń serca, lecz w końcu ruszyła za nim. W tym wszystkim Mglisty Sen i Stroczkowa Łapa trzymali ją na łapach. Byli dla niej jak rodzina, bliżsi niż ta, z której pochodziła. Tak naprawdę tylko ich dwoje mogła nazwać prawdziwą rodziną. Rodziną, której nigdy nie miała i jak sądziła, już na zawsze straciła możliwość jej posiadania. A jednak życie miało wobec niej inne plany. Wiedziała jedno: zrobi wszystko, by chronić tę rodzinę. Nawet jeśli oznaczałoby to jej własną śmierć.

<Mglisty Śnie?>

13 stycznia 2026

Od Mglistego Snu CD. Jarzębinowego Żaru

Aktualne

Mglisty Sen właśnie był na polowaniu wraz z Miodową Korą oraz Szczawiowym Sercem. Szło im całkiem dobrze mimo szeleszczących liści, które utrudniały im podkradanie się do zwierzyny. Praca zespołowa oraz taktyczne przeganianie i zaganianie były bardzo skuteczną metodą na pełen stos, jak i brzuchy Świetlików.
Podszedł do niego Miodowa Kora, który właśnie schwytał wiewiórkę.
— Mój syn będzie zadowolony z dzisiejszych łowów — zamruczał liliowy.
— Cieszy mnie to. Możesz przekazać Porywistemu Dębu, że pozdrawiam go i życzę dojścia do sprawności.
Miodowa Kora przekrzywił lekko głowę, jakby nie rozumiejąc jego słów.
— Przecież możesz osobiście mu to powiedzieć. Nie jesteś z innego klanu ani nie uciekasz nigdzie. Jakbyś go odwiedził i może byście porozmawiali, to grupa Świetlików byłaby o wiele bardziej zżyta. Sam ostatnio mówiłeś, że dzielimy się na dwie grupy zamiast być jedną wspólnotą.
— Owszem mówiłem tak, jednak z wami nie wracam do obozu.
Szczawiowe Serce, który podszedł do nich z resztą zdobyczy, której część musiał nosić na barkach, gdyż wszystko nie zmieściłoby mu się w pysku. Zmarszczył brwi i zerknął na Miodową Korę, a potem na Mglistego Sna.
— Gdzie idziesz? Uciekasz? Czy jakieś znalazłeś kolejne zadanie?
— Umówiłem się z Jarzębinowym Żarem na zbieranie ziół oraz pomoc przy kopaniu lecznicy. Jeśli chcecie, to możecie nam pomóc.
Dwóch wojowników poruszyło się niemrawo. Chyba kopanie w ziemi nie było ulubionym zajęciem żadnego ze Świetlików.
Miodowa Kora westchnął w końcu.
— Przyjść mogę ja. Może jeszcze wezmę ze sobą kogoś, żeby poszło sprawnie tym razem.
— Spróbuj poprosić Kosaćcową Grzywę lub Zapomnianą Koniczynę. Nie powinni odmówić — zauważył Szczawiowe Serce.
Miodowa Kora pokiwał krótko głową, jednak już się nie odezwał.
— W takim razie, jeśli to koniec naszego polowania, to możecie wracać do reszty Świetlików. — Dał jeden krok w stronę wydeptanej już przez nich ścieżki, która prowadziła nad rzekę. — Miodowa Koro, jeśli ktoś będzie się nudził, to możesz znaleźć dla nich zadanie przy budowie w nowo odkrytym obozowisku.

***

Wyszedł z zarośli, a przed nim ukazała się rzeka oraz widok dalszych lasów, których liście zmieniły swoje kolory. Cisza przerywana szumem rzeki oraz wiatru koiły jego duszę. Usiadł na jednym z grubych korzeni umoszczonych mchem i wyczekiwał Jarzębinowego Żaru, która miała się pokazać w umówionym miejscu.
— Trochę się spóźniłeś Mglisty Śnie. — Zaskoczyła go medyczka, która wyszła zza zarośli. — Musiałam na ciebie troszkę poczekać, więc sama zaczęłam zbierać zioła. Jak widzisz, jest ich całkiem sporo, więc twoim zadaniem, będzie je nieść. Tylko ostrożnie, nie chcę wracać drugi raz w to samo miejsce, tutaj jest nadal niebezpiecznie.
Zmarszczył brwi, nie rozumiejąc, o czym dokładnie mówi szylkretka.
— Jak to niebezpiecznie? Przecież uciekliśmy z Klanu Wilka. Nic nam tutaj nie grozi.
Jej wzrok stał się poważny, a ogonem strzepnęła na drugą stronę rzeki.
— Mglisty Śnie, widzisz tamten drugi brzeg rzeki?
Przytaknął jej głową
— Jest to terytorium Klanu Nocy. Widziałam ich patrol graniczny i schowałam się w krzewach, by mnie nie zauważyli. Te koty są w zmowie z Klanem Wilka oraz nie są słabym klanem. Nie możemy ryzykować, żeby nas zauważyli, bo inaczej może się to dla nas źle skończyć.
Mglisty Sen spoważniał. To, co mówiła Jarzębinowy Żar, było brutalną prawdą, która zmazała mu wyobrażenia nad idealnym życiem Świetlików oraz ich względnym bezpieczeństwie. Sam wiedział, że bardziej jest marzycielem niż realistą, ale jak mógł nie przejrzeć na oczy, w jakiej sytuacji się nadal znajdują.
— Widzę, że zrozumiałeś. Jednak skupmy się teraz na zadaniu. Weź resztę ziół, wracamy do reszty Świetlików, a potem tak jak obiecałam, pomogę ci w kopaniu lecznicy.
Skinął jej głową, nadal będąc nieobecnym. Klan Nocy był naprawdę wielkim niebezpieczeństwem dla nich. Te koty umiały pływać, więc jeśli chcieliby poszerzać swoje terytorium, to nie mieliby oporów przepłynąć kolejnej rzeki, by zdobyć kolejne lądy. Natomiast Świetliki musiałyby uciekać dalej od klanów, tym samym pozostawiając swój stary dom oraz szansę na zostanie zaakceptowanym przez pozostałe społeczności.
“Niedobrze…” — Przełknął ledwo słyszalnie ślinę.
— Mglisty Śnie! Idziemy — przywołała go do rzeczywistości Jarzębinowy Żar, która już znikała w lesie.
Ten pośpiesznie złapał resztę ziół, które były położone przed nim na kupce, po czym ruszył prędko za medyczką.

***

Była już noc, a oni siedzieli w swoim prowizorycznym obozie. Mglisty Sen czyścił swoje futerko, które było całe w ziemi oraz glinie, którą wykopywał podczas pobytu razem z Jarzębinowym Żarem w drugim obozie. Medyczka również nie była najczystsza, ale jej futro doglądał Stroczkowa Łapa, który starał się doczyścić miejsca, które tamta by sama nie dosięgła. Reszta Świetlików zajmowała się sobą. Rozmawiali, jedli i opowiadali swoje wrażenia nad nowym obozem, który wyglądał coraz to lepiej.
Ten spojrzał na Srebrną Skórę, która świeciła nad nimi. Była bardziej przejrzysta, gdyż korony drzew nie były już tak bogate w swoje kolorowe liście. Między gwiazdami widniał wielki księżyc, który oświetlał ich wszystkich. Był wielki i pełny.
— Zgromadzenie… — powiedziała nagle Jarzębinowy Żar, a inni zwrócili na nią swoją uwagę.
Mglisty Sen już wiedział, na jaki temat szylkretka chciała zejść. Kotka mówiła dalej.
— Pewnie Nikła Gwiazda powiedział o nas pozostałym przywódcom. Możemy mieć przez to kłopoty z zagrzaniem miejsca tutaj na stałe…
Inne Świetliki zaprzestały pogaduszek i wpatrywały się w Jarzębinowy Żar, którą teraz jako jedyną można było usłyszeć na małej polanie głównej. Medyczka znów powróciła do swojego stanu, który mogli zaobserwować w Klanie Wilka.
Postanowił się wtrącić.
— Nie może być aż tak źle. Nie wiemy jakie podejście mają do nas inne społeczności oraz mamy jeszcze swój głos. Musimy tylko zaczekać na odpowiedni moment.
Jarzębinowy Żar posłała mu ciepły uśmiech, jednak i tak widział w jej oczach, że ta nie była do tego wszystkiego przekonana. Nie wierzyła w jego słowa tak bardzo, jednak nadal znajdowała w nim spokój.
— Tak… Musimy zaczekać… — powiedziała tamta ledwo słyszalnie.

<Jarzębinowy Żarze?>

10 listopada 2025

Od Jarzębinowego Żaru CD. Mglistego Snu

Od razu po rozmowie z Kosaćcową Grzywą

Kotka przedzierała się przez gęste krzewy, co chwilę uderzając bokiem o zwisające gałęzie. Cierpliwie stawiała łapy, chociaż każdy krok wydawał się coraz cięższy. Chciała jak najszybciej wrócić do obozu. Z każdym kolejnym krokiem przyśpieszała, po czym znów zwalniała, czując, jak opuszczają ją siły. Mięśnie drżały z wyczerpania, a w gardle czuła nieprzyjemne pieczenie. Musiała coś zjeść. I, jeśli szczęście dopisze, potajemnie zażyć zioła dodające energii. Właśnie miała odsunąć łapą kolejne gałęzie, gdy dostrzegła znajomą sylwetkę – Mglisty Sen. Wojownik, jakby przywołany jej myślą, pojawił się nieopodal. Jego ciemne futro połyskiwało wśród cieni, a ogon lekko poruszał się z napięcia. Kocur zdawał się zakopywać jakąś norkę – zapewne był na patrolu łowieckim. Jarzębinowy Żar rozejrzała się ostrożnie, wsłuchując w szelest liści, po czym wyszła mu naprzeciw. Mglisty Sen natychmiast nastawił uszy i napiął ciało, gotów do skoku. Gdy jednak rozpoznał znajomy pysk, rozluźnił się i stanął spokojnie.
— Witam, Jarzębinowy Żarze. — Uśmiechnął się lekko do asystentki medyczki.
Kotka odetchnęła z ulgą i podeszła bliżej, podkulając ogon. Wyglądała raczej jak zbite szczenię, niż poważna medyczka. Futro miała potargane, a w oczach tliło się zmęczenie i niepokój.
— Mglisty Śnie... jak dobrze, że cię widzę! — powiedziała drżącym głosem. — Właśnie skończyłam rozmawiać z Kosaćcową Grzywą.
Brzmiała raczej, jakby była przestraszona, niż entuzjastyczna. Przysiadła na ziemi, przetarła pysk łapą, czując, że nadal unosi się wokół niej nieprzyjemny zapach. Wymioty, stres, strach – wszystko mieszało się w jedno. Musiała się napić. W myślach postanowiła, że zleci jednemu z uczniów przyniesienie wody, gdy tylko wróci do obozu. Pysk czarnego kocura przybrał zmartwiony wyraz. Przysiadł obok niej, poruszając końcówką ogona, jakby próbował uspokoić własne myśli. W końcu jednak dotarł do sedna jej słów.
— Co powiedział? — zapytał z napięciem. — Pójdzie z nami? Wspomniał, kto jeszcze wierzy?
Zarzucił ją pytaniami, a każde kolejne brzmiało bardziej natarczywie. Odpowiedzi były dla niego ważne, Jarzębinowy Żar doskonale o tym wiedziała. Ale potrzebowała chwili. Głęboko odetchnęła, przygotowując się na rozmowę, której wcale nie chciała prowadzić.
— Tak, pójdzie z nami — mruknęła w końcu, spuszczając wzrok. — Powiedział, że rozmawiał jeszcze z Rysim Tropem…
Zawahała się, jakby sama nie była pewna, czy dobrze czyni, wypowiadając to imię.
— Na początku był sceptyczny. Twierdził, że jesteśmy tchórzami, że uciekamy od obowiązku. Ale potem zmienił zdanie i uznał, że do nas dołączy. — Jej głos stwardniał. — Nie ufałabym mu, Śnie. Trzeba mieć na niego oko.
Mglisty Sen skinął powoli głową. Ostrzegła go. Wiedziała, że to zrobiła, ale lęk wciąż nie opuszczał jej serca. Nie ufała bratu. Nie teraz. Zbyt wiele widziała, by uwierzyć w jego nagłe nawrócenie. Rysi Trop również budziła w niej niepokój – miała przecież nacięcie na uchu, znak przynależności do kultu. Jak mogła tak po prostu się od niego odwrócić? Czy to nie była tylko kolejna pułapka?
— Może to jest test? — Zamyślił się Mglisty Sen, przeczesując łapą brodę. — Widziałem to znamię na jej uchu... ale może naprawdę się zmieniła? Może oboje się zmienili? Co, jeśli to właśnie oni pomogą nam uciec?
Jarzębinowy Żar zastanowiła się nad jego słowami. Czuła, że to możliwe... ale też zbyt ryzykowne.
— Mam nadzieję, że wynik tego testu nie będzie dla nas zgubny — wyszeptała. — Boję się ufać kultystce, ale... gdyby to ona pilnowała wyjścia z obozu tej nocy, mogłaby uciec razem z nami. — Zawahała się, po czym dodała ciszej:
— Kosaciec też pytał o plany.
Słowa zabrzmiały niemal jak wyznanie winy. Rozejrzała się nerwowo – miała wrażenie, że nawet drzewa i ziemia słuchają ich rozmowy.
— Właśnie... — mruknął Mglisty Sen. — Mamy już jakiś wstępny plan? Ostatnio wspominałaś o ziemi niczyjej i o Owocowym Lesie. Moglibyśmy się tam skierować, choćby na chwilę, by zyskać schronienie.
Cisza zapadła między nimi, ciężka jak mgła. Wiatr zaszumiał w gałęziach, a daleko, z głębi lasu, dobiegł ich przeciągły, samotny krzyk słowika.
— Nie myślałam konkretnie nad planem — przyznała po chwili ciszy, spuszczając wzrok na ziemię. — Na pewno musi to być miejsce daleko od Klanu Wilka — westchnęła głęboko, jakby samo wypowiedzenie tych słów sprawiało jej trudność. — Myślę, że do rozmowy trzeba też zaprosić Brukselową Zadrę i Kosaćcową Grzywę. To oni zostali wybrani przez Klan Gwiazd... — syknęła z lekkim obrzydzeniem, a jej futro uniosło się nieznacznie. — Jak mogli nas tak zostawić? Zrzucić to wszystko na nasze barki…
Głos zadrżał jej od gniewu i bezsilności. W jej oczach zamigotało kilka łez, przysłoniętych przez powieki. Jej zdaniem to właśnie wybrani przez Gwiezdnych powinni prowadzić ich przez ten chaos, powinni myśleć o przyszłości. A jej brat? Zrobił kocięta klifiaczce! Bezmyślnie, bez zastanowienia, bez odpowiedzialności. Jak Klan Gwiazd mógł wybrać kogoś takiego? Jak mógł zaufać komuś, kto nie umiał nawet panować nad własnym sercem? Nie powiedziała tego jednak na głos. Jej żal i gniew musiały pozostać ukryte głęboko — jak trucizna w ciele, której nie da się już całkiem usunąć. Mglisty Sen przerwał ciszę cichym, stonowanym tonem:
— Ważne, że przynajmniej z nami porozmawiali — zauważył spokojnie. — W tej sytuacji musimy się skupić na tych, którzy wierzą, ale o których jeszcze nie wiemy. Ty powinnaś porozmawiać ze swoim bratem i z moją matką. Nie możemy się tak ciągle wymieniać tym, kto i co powiedział – w końcu się pogubimy, a wtedy wszystko się rozsypie.
Jego plan brzmiał jasno, nawet rozsądnie. Ale Jarzębinowy Żar wiedziała, że nie będzie w stanie go wypełnić. Była zbyt wyczerpana, przytłoczona i rozbita. Myśl o rozmowie z innymi kotami napawała ją przerażeniem.
— Może wybierz kogoś innego — wyszeptała po chwili. — Kogoś bardziej odpowiedniego niż ja, kto potrafi przekazywać informacje... Kogoś, kto ci pomoże. Ja... ja nie mam już sił.
Opadła na ziemię, zwieszając głowę. Jej ramiona drżały, a ogon bezwładnie spoczywał wśród mokrych liści. Odwróciła pysk, aby nie patrzeć w jego oczy — bała się w nich zobaczyć zawód. Czuła się bezsilna, żałosna i mała. Dlaczego jej łapy były takie małe? Gdyby były większe, silniejsze — może mogłaby coś zmienić. Mglisty Sen milczał. Jego spojrzenie było spokojne, choć w oczach tlił się cień zmartwienia. Nie był zły. Nie był nawet rozczarowany. Raczej przyjął jej słabość z cichym zrozumieniem.
— Dobrze... — westchnął ciężko, jakby cała odpowiedzialność spadła teraz na jego barki. — Czy twój brat zdradził ci, kto jeszcze z nami ucieknie? Komu można ufać?
Jarzębinowy Żar posmutniała. Miała wrażenie, że zrzuca na niego ciężar, którego sama nie potrafiła już dźwigać. Ale mimo to zebrała się w sobie.
— Wspominał o Rysim Tropie i Poziomkowej Polanie. Poza nimi mamy jeszcze Szczawiowe Serce, twoje siostry, twoją matkę, Iskrzącą Nadzieję i, prawdopodobnie, jej partnera oraz kocięta — powiedziała szybko, wciąż unikając jego spojrzenia.
— Razem z Poziomkową Polaną często przebywa Pustułkowy Szpon... — Zamyślił się Mglisty Sen. — Myślisz, że mimo swojej rodziny mógłby z nami uciec? Albo chociaż wierzy w Klan Gwiazd? To mógłby być cenny sojusznik. Makowy Nów i Mroczna Wizja nie miałyby wobec niego żadnych podejrzeń. Tak samo Cisowe Tchnienie... no i Nikła Gwiazda – przecież uratował mu życie przed Topielcowym Lamentem.
Na chwilę zapadła cisza. Tylko szum liści i odległe śpiewanie ptaków przerywały popołudniową atmosferę. W końcu Mglisty Sen odchrząknął i wyprostował się, jakby próbował odzyskać pewność siebie.
— Można z nim również porozmawiać — dodał w końcu, już spokojniej.
Jarzębinowy Żar spojrzała na niego z cichym żalem.
— Słuchaj, Mglisty Śnie... ja... przepraszam. — Głos jej się załamał. — Chciałabym ci pomóc, ale... ledwo jem. Nie wiem, czy dam radę.
Była obrzydzona sobą. Słowa ledwo wydobyły się z jej gardła, cichsze od szeptu wiatru.
— Wybierz kogoś z wierzących, kogoś, kto ci pomoże porozumieć się z resztą i przekazać plan — dodała, wbijając wzrok w ziemię. — A potem ty, ja, Brukselowa Zadra i Kosaćcowa Grzywa spotkamy się i ustalimy szczegóły ucieczki.
Mglisty Sen skinął głową. Jego oczy błyszczały w półmroku, pełne determinacji, ale też cienia smutku. Oboje wiedzieli, że czas ucieka. A las wokół nich, spowity w mgłę i ciszę, zdawał się wstrzymywać oddech – jakby sam czekał na decyzję, która zadecyduje o ich losie.
— Dobrze... — odparł cicho, posłusznie kiwając głową w stronę szylkretki.
W tej chwili to ona wydawała się mieć kontrolę nad sytuacją — działała rozważnie, a jej pomysły miały sens.
— Już zacząłem rozmawiać — powiedział z lekkim błyskiem w oku. — Wiem, że Koniczynowa Łapa z chęcią pójdzie z nami.
Jarzębinowy Żar uniosła na niego wzrok i uśmiechnęła się słabo, ale szczerze. Kiwnęła głową z aprobatą. Kojarzyła młodego kocura – biedak został sam, odkąd jego siostra zniknęła. W Klanie Wilka traktowano go z pogardą, jakby jego wygląd był jego winą.
— To dobra wiadomość — mruknęła cicho. — Jeśli któryś z wierzących przyjdzie do mnie po leczenie, porozmawiam z nim... o ile nie będzie nikogo w pobliżu. Ale najlepiej, jeśli rozmowy będą się odbywać poza obozem — i tylko szeptem.
Spojrzała na niego poważnie. W jej oczach pojawił się cień troski.
— Musisz na siebie uważać, Mglisty Śnie. Nie możesz zginąć.
Jej głos zadrżał przy ostatnim słowie. W tej prostej prośbie brzmiała nie tylko lojalność, ale i coś głębszego – może lęk przed samotnością, może wdzięczność, może strach przed utratą ostatniego sprzymierzeńca. Wojownik pokiwał głową, dając znak zgody. Oboje milczeli przez dłuższą chwilę. Siedzieli obok siebie w gęstniejącym półmroku, gdy wokół nich wiatr poruszał liście, a gdzieś daleko słychać było pojedyncze piski myszy. W końcu, bez słowa, rozeszli się każde w swoją stronę. Jarzębinowy Żar wróciła do obozu powoli, czując, jak zmęczenie ściska jej łapy. Wślizgnęła się do nory medyków i, nie zastanawiając się długo, sięgnęła po dorodną wiewiórkę, leżąca na ziemi. Usiadła z nią przy wejściu do spiżarni i zaczęła powoli jeść, niemal z niechęcią. Mięso było świeże, lecz w gardle miała gorzki smak zmartwień. Jej spojrzenie powędrowało ku ziołom. Delikatny zapach tymianku, maku i krwawnika unosił się w powietrzu, mieszając z zapachem ziemi. Jarzębina zaczęła w myślach wyliczać, które rośliny będą potrzebne na podróż. Pajęczyna — na rany. Wrotycz — na gorączkę. Kocimiętka — przeciw przeziębieniom. Zbliżała się zima, a wraz z nią kaszel, który zawsze wracał, bez względu na porę roku czy miejsce. Postanowiła, że zacznie powoli podbierać zioła z magazynu. Nie od razu — po trochu, by nikt się nie zorientował. Już wcześniej chowała kilka roślin w swoim legowisku, aby mieć prywatny zapasik. Teraz jednak musiała pomyśleć szerzej. Może ukryje je przy granicy? Może wespnie się na drzewo i schowa je w norze jakiegoś stworzenia? A może ktoś z wierzących pomoże jej w tym zadaniu? Musiała w jakikolwiek sposób pomóc. Jeśli nie siłą, to przynajmniej przygotowaniem. Jeśli nie walką — to troską o innych. Chowając i magazynując zioła poza obozem, miała pewność, że przynajmniej te najważniejsze przetrwają i wystarczą na podróż. Obliczyła w myślach, ile kotów prawdopodobnie pójdzie z nimi i już teraz wiedziała, ile mieszanki ziół będzie musiała przygotować.
— Przynajmniej tyle mogę zrobić... — szepnęła do siebie.

<Mglisty Śnie, jesteśmy tak blisko…>


14 października 2025

Od Mglistego Snu CD. Jarzębinowego Żaru

Mianowanie Wilgowej Łapy

Mglisty Sen stanął przed Wilgową Łapą i zetknął się z nim nosem. Kiedy wszystkie dzieci Iskrzącej Nadziei oraz Miodowej Kory zostały mianowane, tłum Wilczaków zaczął głośno skandować imiona świeżo upieczonych uczniów.
Stali tak do momentu, aż okrzyki nie ucichły.
Szczerze nie dowierzał temu, że dostał ucznia. Jeszcze sam nie tak dawno był uczniem i uczył się pod łagodnym okiem Wrotyczowej Szramy. Tak samo jako jedyny z rodzeństwa został mentorem.
Przeniósł swój wzrok na Gwiazdnicową Łapę, która siedziała niedaleko swojej mentorki.
Miał wrażenie, że jego szylkretowa siostra okropnie czuje się z faktem, że jedyna jeszcze nie ukończyła szkolenia. Zresztą nie tylko jej było przykro, jemu również serce się krajało, widząc, jak bardzo siostra się stara, jednak nie robiła żadnych postępów, a przynajmniej on ich nie zauważył.
— Pójdziemy na obchód naszych terenów i przy okazji pokaże ci najlepsze miejsca do polowania. Możesz się spodziewać nocnych łowów oraz ciężkiego treningu.
— Dobrze — odpowiedział krótko Wilgowa Łapa.
Nie wyglądał na szczególnie uradowanego faktem, że został uczniem. Pewnie podchodził do tego, jako do kolejnego etapu życia, na który czas nadszedł.
Wyszli z obozu i obeszli ich granice lasu. Mglisty Sen tłumaczył wszystko swojemu uczniowi, który również był cichy, jak on.
Nie rozpracował jeszcze Wilgowej Łapy, widział kocura zawsze w towarzystwie braci oraz Iskrzącej Nadziei, jednak nie mieli ze sobą żadnych interakcji. Nie znali się całkowicie, a Mglisty Sen już teraz mógł powiedzieć, że czuł bijącą od burasa mroczną aurę, nie była może tak silna, jak u innych kotów, z którymi miał styczność, jednak ewidentnie świadczyła o sercu jego ucznia.
“Czy on wierzy w Mroczną Puszczę? Mam go nawrócić?” – nie chciał nauczać przyszłego kultysty. “Czy jego rodzice są zwolennikami mrocznej wiary?”.
Nie pamiętał, by Iskrząca Nadzieja oraz Miodowa Kora głośno mówili o Mrocznej Puszczy. Musiał być ostrożny w ich obecności, jak i przy Wilgowej Łapie.

***

Porą Opadających Liści, już po rozmowie z Jarzębinowym Żarem o kultystach

Wilgowa Łapa dobrze się uczył, jak na tak markotnego kota, jakim był. Buras miał okazję do podzielenia się swoimi poglądami z Mglistym Snem na niektórych luźniejszych patrolach oraz sparingach.
Filozoficzne podejście młodego kocura do życia i kontaktów między kotami było okropne. Mglisty Sen nigdy nie twierdził, że z takim kotem mógłby mieć w ogóle kontakt, a został autorytetem w postaci mentora.
“Klanie Gwiazdy, co mam zrobić z tym ewenementem?” – przymykał oczy, kiedy buras zaczynał kolejną pogadankę o współczuciu i jakie jest to krzywdzące dla silnych kotów.
Mglisty Sen żałował, że nie miał twardego charakteru, gdyż w tym momencie z chęcią wykorzystałby go do ustawienia kocura pod siebie. Niestety był lepszy w słuchaniu niż naprostowaniu mrocznych uczniów.
— Dlatego sądzę, że nie powinniśmy łapać zwierzyny dla starszyzny. Jak mówiłem, są słabi i powinni sami o siebie zadbać — Wilgowa Łapa skończył swoją wypowiedź.
“Tyle gadania na temat tego, że nie chcesz polować dla innych?”.
Zapadła między nimi cisza, którą przerwał po dłuższej chwili westchnięcie czarnego wojownika:
— W takim razie zapoluj sam na ptaka. Nie muszę ci pokazywać, jak to się robi, gdyż nie mam dla ciebie współczucia. Jeśli nic nie złapiesz – będziesz dzisiaj głodował — powiedział w końcu, przystając przy drzewie.
Uczeń zmierzył go wzrokiem, jakby ten właśnie zapowiedział, że będzie go torturował głodowaniem. Zresztą, uczeń miał rację. Nie zamierzał tolerować na swoich treningach kota z tak okrutnymi przekonaniami, które nie mają odzwierciedlenia w prawdziwym świecie. Stwierdził, że pokona młodego jego własną bronią.
Patrzyli tak na siebie przez dłuższą chwilę. Uczeń wydawał się nie dowierzać swoim uszom, więc wpatrywał się tak w wojownika.
— Lepiej, żebyś się ruszył — pogonił go najdelikatniej, jak tylko umiał. — Nie żartowałem o tym ptaku oraz o niejedzeniu, jeśli go nie złapiesz.
— To jest absurd! — prychnął Wilgowa Łapa. — Powinieneś mnie tego nauczyć!
— Nauczysz się sam, przynajmniej tak wywnioskowałem z tego, co mi mówiłeś — przymknął na moment swoje oczy i pogładził łapą po swojej brodzie. — Teraz się skup, upoluj ptaka i przyjdź do mnie, wtedy dopiero wrócimy do obozu na noc. Masz jeszcze trochę czasu, zanim słońce zacznie zachodzić za drzewami.
Uniósł wzrok na niebo, gdzie słońce chyliło się ku zachodowi. Mieli mało czasu, to fakt, jednak już cały dzień są poza obozem, a dzisiaj ze zwierzyną było dość ciężko.
Przychodzi kłopotliwa pora dla Wilczaków, teraz nie wszyscy będą mogli jeść tyle, ile by chcieli. Każdy dostanie wytyczoną porcję, niektórzy będą głodować na rzecz kociąt, karmicielek i w zależności od kota dla starszych i chorych. Zawsze pierwszymi kotami do głodowania byli wojownicy i uczniowie – Wilgowa Łapa powinien się do tego zacząć przyzwyczajać, że w tym klanie będzie na ostatnim miejscu w łańcuchu przetrwania i często jego życie będzie polegało na współczuciu innych.
Wilgowa Łapa strzepnął jedynie ogonem i pewnie chcąc udowodnić swoją rację, zniknął między krzewami.
Mglisty Sen odprowadził go wzrokiem. Dobrze wiedział, że uczniowi nie uda się złapać ptaka. Dopiero zaczęli omawiać, jak powinno się łapać wzlatujące ptaki oraz się do nich skradać, jednak uczeń nie wyglądał jakoś bardzo na zainteresowanego jego wykładem i demonstracją. Sam upolował małego wróbla, jednak wątpił w umiejętności Wilgowej Łapy, by ten zdołał złapać jakieś pierzastą zwierzynę.

***

Słońce już zaszło za drzewa i w lesie panował półmrok, a on nadal czekał na Wilgową Łapę, który miał upolować chociaż jednego ptaka.
Nagle, liście krzewów zaszeleściły, a z nich wyszedł bury uczeń, trzymając w pysku mysz. Zwierzyna nie była wcale okazałych rozmiarów, a jej morderca dumnie podszedł do mentora. Upuścił myszkę pod łapy czarnego wojownika i z wygraną na pysku przyglądał się swojemu mentorowi.
Mglisty Sen również zrobił ucieszoną minę.
— Nie złapałeś ptaka, Wilgowa Łapo — powiedział w końcu. — Tę myszkę zaniesiesz do żłobka, a jeśli odmówią, oddasz ją starszyźnie. Kwitnący Kalafior, Srebrzysta Łuna bądź Trzcinniczkowa Dziupla ucieszą się, że o nich pamiętałeś.
Z pyska ucznia na te słowa od razu zeszła mina wygranej.
— Ale złapałem zwierzynę! Zwierzyna to zwierzyna, mogę ją zjeść! — warknął rozwścieczony Wilgowa Łapa.
— Owszem, każdy kąsek się liczy, jednak jesteś uczniem szkolącym się na wojownika i powinieneś umieć polować na ptaki — zauważył z wybitnym opanowaniem. — Dlatego zgodnie z umową, dzisiaj nic nie jesz.
Wykopał swojego wróbla i położył obok myszki, by buras mógł również wziąć jego zdobycz.
— Mojego wróbla również daj starszyźnie. Oddaj go Kwitnącemu Kalafiorowi — powiedział, wstając z miejsca.
Wilgowa Łapa westchnął głośno, widać było malującą się na jego pysku niechęć oraz frustrację. Posłusznie wziął oba kąski i wrócili do obozu.
Mglisty Sen odprowadził wzrokiem swojego ucznia, który najpierw poszedł do żłobka, by zostawić swoją wychudzoną mysz, jednak tak, jak się spodziewał, Kora była już nakarmiona i nie musiał zostawiać pożywienia w kociarni. Wilgowa Łapa wszedł do legowiska starszyzny i zniknął w nim na dłuższy czas.
“Lepiej dla niego, niech starszyzna poukłada młodziakowi w głowie”.
Chcąc się cieszyć chłodnym wieczorem oraz gwiazdami, które majestatycznie wspinały się po nieboskłonie – siedział tak na polanie, kiedy inni wojownicy szykowali się do spania, bądź krzątali się jeszcze po polanie głównej.
Słysząc, że ktoś do niego podchodzi, zwrócił wzrok na potencjalnego rozmówcę. Przed nim ukazała się medyczka, Jarzębinowy Żar, z którą miał okazję rozmawiać o kultystach oraz wstępnym planie związanym z wybadaniem kotów, które wierzą w Klan Gwiazdy.
— Witaj, Jarzębinowy Żarze, jak mają się sprawy? — spytał, wstając na cztery łapy.
Dobrze wiedział, że ich rozmowa może się odbyć jedynie w dwójkę poza obozem. — Zapraszam cię na wspólny nocny spacer — powiedział, czując wzrok Sowiego Zmierzchu na sobie.
Wojownik z naderwanym uchem akurat szedł do legowiska wojowników na spoczynek. Nie wydawał się zainteresowany ich rozmową, jednak Mglisty Sen wolał chuchać na zimne.
Szylkretka była spięta i nerwowa, z resztą taka była zawsze, odkąd ją pamiętał.
Bez najmniejszego problemu wyszli z obozu i skierowali się w głąb lasu.

***

Całą drogę szli w ciszy i dopiero zatrzymali się na skraju jeziora, gdzie było widać z dala Spaloną Zatoczkę – małą wyspę, która jak jeden wąs ostała się na gładkiej wodzie wielkiego jeziora.
— A więc? — spytał medyczkę, poprzednio upewniając się, że są sami.
Wiatr wiał w ich stronę, więc czułby, jeśli ktoś by się zbliżał w ich kierunku.
Jarzębina usiadła ciężko na chłodnej ziemi i zerknęła na gwiaździste niebo. Westchnęła, a jej ciało wciąż było napięte niczym struna.
— Rozmawiałam ze Szczawiowym Sercem. On wierzy w Klan Gwiazdy. Powiedział mi też, że Iskrząca Nadzieja mu o nim wspomniała, a także... mój brat. Okazało się, że Kosaćcowa Grzywa szukał, albo może wciąż szuka, wierzących — zaczęła.
— Szczawiowe Serce i Iskrząca Nadzieją też wierzą? — zaintrygowany patrzył na szylkretkę. — Czyli wcześniej miałem dobre przeczucie, że Kosaćcowa Grzywa wierzy w Klan Gwiazdy. Może powinniśmy się go dopytać o resztę Wilczaków, którzy wierzą w Gwiezdnych?
— Dopytać? — uniosła brew. — Ach, nieważne. Mam coś ważniejszego — miauknęła z determinacją w głosie. — Szczawiowe Serce powiedział mi, żebym jeszcze raz zajrzała w sny od Klanu Gwiazdy, i zrobiłam to. Mglisty Śnie, wydaje mi się, że naszym przeznaczeniem jest ucieczka — wydusiła z siebie z ogromnym bólem.
Otworzył szerzej oczy. Szczerze nie dowierzał, co właśnie usłyszał od Jarzębinowego Żaru.
Zapadła między nimi długa cisza, w której starał się odnaleźć jakieś sensowne słowa.
— W takim razie... mają rację — podjął. — Musimy uciec, tylko gdzie?
— Nie wiem. Moje sny nie były aż tak jasne. Myślałam, że mam je rozumieć jako znak, że powinnam zbliżyć się do Gwiezdnych. A, mimo że to zrobiłam, sny, które dostawałam podczas spotkań medyków, nie były jasne – były mroczne. Jednak... — zawahała się. — Musisz mi zaufać. Nie jestem pewna, czy dobrze to rozumiem. W jednym z tych snów próbowałam się wydostać, w drugim czułam podobne pragnienie ucieczki — westchnęła. — Wydaje mi się więc, że tego chwastu nie da się wyrwać. Nie można wciąż dbać o ziemię pełną chwastów i liczyć, że wyrosną na niej zioła. Trzeba przenieść się na inne łąki – pełne zieleni i świeżych roślin. Jeśli Gwiezdni mnie teraz słyszą... jeśli się mylę, niech dadzą mi znak — miauknęła, kierując ostatnie słowa ku gwieździstemu niebu.
— Jest w tym dużo racji. Jeśli taka jest wola Gwiezdnych, to musimy tak postąpić i zabrać ze sobą wszystkich, którzy wierzą w Klan Gwiazdy — podjął. — Jednak musimy się dowiedzieć, kto z nami ma iść oraz gdzie mamy uciec. Jeśli okaże się, że jest nas wielu i podzielimy Klan Wilka na pół, to żaden inny klan nas nie przyjmie... Prawdopodobnie będziemy musieli żyć jako samotnicy, chociaż wątpię, by ktokolwiek uciekał z nami, po to, by się błąkać jedną wielką grupą... Musielibyśmy stworzyć nowy klan.
Myślał na głos, licząc na to, że Jarzębinowy Żar za nim nadąża.
— Dla kotów, które nie wierzą, brzmi to bardzo głupio, jednak Klan Gwiazdy pewnie chce, byśmy utworzyli nowy klan... Może nawet przodkowie nie biorą Klanu Wilka za klan tylko zgraję krwawych włóczęgów? Postarasz się dowiedzieć w snach, gdzie przodkowie chcą nas zaprowadzić?
Jarzębinowy Żar zwiesiła głowę.
— Analizując moje sny, nie rozpoznałam w nich widoku żadnego konkretnego miejsca. Czasami nie widziałam nic poza ciemnością. Były tam puste przestrzenie, ale to na pewno nie były łąki Klanu Burzy. Myślę jednak, że najważniejsza jest teraz ucieczka. Może uda nam się tymczasowo osiedlić na terenach któregoś z klanów? Owocowy Las wydaje się najlepiej nastawiony do obcych. A potem ruszymy dalej, szukając ziem, których nie zajmuje żaden z klanów. Może nawet Owocniacy nam pomogą? Ich medycy nie przychodzą na spotkania, ale myślę, że jeśli powiemy, iż prowadzi nas dobro, to zechcą nas wesprzeć. Jeśli chodzi o koty wierzące... poza tymi, o których już wspomnieliśmy, nie znam nikogo innego. Podejrzewam jedynie, że skoro Iskrząca Nadzieja wierzy, to może i Miodowa Kora oraz ich kocięta też? Zapewne coś więcej wie Kosaćcowa Grzywa… — mruknęła.
— Plan z Owocowym Lasem brzmi na tę chwilę najlepiej — przyznał. — Natomiast do Iskrzącej Nadziei, Miodowej Kory oraz ich dzieci bym się wahał. Dzisiaj rozmawiałem z Wilgową Łapą, nawet nie o Gwiezdnych, jednak jego podejścia do dobra i zła oraz współczucia. Potrzebowałbym wiele czasu do naprostowania go. Nie wiem, czy ma zadatek na nauki o Klanie Gwiazdy. Wolałbym się z nim wstrzymać, jednak nie mogę tego samego powiedzieć o reszcie ich dzieci. Musiałabyś się dowiedzieć od Kosaćcowej Grzywy, kto wierzy oraz kogo podejrzewa, że mógłby z nami uciec.
— Musiałabym? — powtórzyła zmieszana. — Ja i mój brat... — przymknęła oczy. — Dobrze, porozmawiam z nim — wyrzuciła z determinacją w głosie. — Poinformuję go. Trzeba też porozmawiać z twoją matką – powiadomić ją o tym, co planujemy, i o wierzących, o których już wiemy.
— Tak też zrobimy — powiedział z determinacją. — Nie musisz obawiać się Kosaćcowej Grzywy, moja matka mu ufa, to ty też możesz. Za to ja porozmawiam z Brukselkową Zadrą, tak będzie łatwiej.
— Tak więc, powodzenia. Pozbierajmy jeszcze zioła, żeby nie wzbudzać podejrzeń. W okolicy powinien rosnąć szczaw — oznajmiła, podnosząc się z ziemi.
Skinął głową i razem ruszyli w wyznaczone miejsce przez medyczkę, gdzie rosły zioła, o których mówiła. Zebrali w ciemności cały szczaw, jaki tutaj rósł – Pora Opadających Liści dawała się we znaki roślinności, a w szczególności ziołom, jeśli nie zbiorą się szybko do ucieczki, to zastanie ich Pora Nagich Drzew, wtedy będą mieć o wiele mniejsze szanse na przeżycie.
“Ktoś w końcu zginie…” – pomyślał, czując chłód rozpływający się po jego plecach.
Musiał przyznać, że sam zaczął odczuwać presję związaną z ucieczką oraz prawdą, która nad nimi ciążyła.
W końcu wrócili do obozu. Mglisty Sen poszedł odłożyć szczaw do lecznicy razem z Jarzębinowym Żarem, po czym zniknął w legowisku wojowników.

<Jarzębinowy Żarze?>

12 października 2025

Od Jarzębinowego Żaru CD. Mglistego Snu

.⋆。⋆☂˚。Przeszłość⋆。˚☽˚。⋆.

Gdy tylko Mglisty Sen wyszedł, Jarzębina zerknęła na swoje łapy. Drżały lekko, jakby niosły ciężar nie tylko jej ciała, lecz także wszystkich trosk, które od dawna gromadziły się w jej sercu. Położyła uszy po sobie i na krótką chwilę złapała kontakt wzrokowy z Cisowym Tchnieniem. W jej oczach dostrzegła coś na kształt podejrzliwości, może nawet radości, ale szybko odwróciła wzrok. Jarzębina wzruszyła ramionami, jakby chciała powiedzieć: „Nie pytaj, nie teraz”, po czym odwróciła się plecami do pozostałych uzdrowicieli. Ułożyła się w na mchu, przykryła nos ogonem i przymknęła oczy.
„Klanie Gwiazd, błagam... daj mi jakiś znak” – wyszeptała w duchu, czując, jak bezsilność ściska jej gardło.
W głowie pulsowało jej jedno pragnienie – odpocząć. Choćby na chwilę odetchnąć od nieustannego stresu, od lęku, który nie pozwalał spać. A jednak nie była pewna, czy taki spokój w ogóle był jej pisany za życia. W myślach pojawił się obraz – kilka czerwonych jagód, błyszczących złowrogo w cieniu paproci. Jarzębina gwałtownie uniosła głowę, jakby sam ten obraz był grzechem.
„O czym ja myślę?” – syknęła w duchu, zaskoczona własnymi myślami. „Dam radę! Muszę dać…”.
Poprawiła pozycję, leżąc teraz spokojniej, choć wciąż nie odwracała się w stronę Cis i Koperka. Zamknęła oczy i pozwoliła ciału stopniowo się rozluźnić. Jej futro drgało lekko przy każdym głośniejszym dźwięku dochodzącym z obozu – trzask łamanej gałązki, szelest liści, daleki śpiew sów. Las wokół niej zdawał się oddychać razem z nią – ciężko, powoli, z westchnieniem pełnym zmęczenia. Jarzębina chciała wierzyć, że Gwiezdni wciąż nad nią czuwają, że jeszcze przyjdą, by wskazać jej drogę. Ale w głębi duszy tliła się wątpliwość. Czasem zastanawiała się, czy dołączenie do kultu Mrocznej Puszczy nie byłoby po prostu łatwiejsze – bez bólu, bez oczekiwania, bez ciszy, która krzyczała głośniej niż jakiekolwiek słowa. Mimo to nie planowała odwracać serca od Gwiezdnych. Jeszcze nie. Jeszcze miała nadzieję, że nadejdzie znak – jasny, niepodważalny. Że ktoś, cokolwiek, pokaże jej, jak iść dalej.

.⋆。⋆☂˚。Parę dni potem⋆。˚☽˚。⋆.

Jesień oficjalnie się zaczęła. Może nie było jeszcze dramatycznie zimno, ale chłód coraz wyraźniej wdzierał się pod futro. Jarzębina zawsze wolała, gdy panował skrajny upał – wtedy czuła się jak ryba w wodzie, jakby słońce dawało jej siłę do życia. Teraz zaś wiedziała, że gdy nadejdą mrozy, znów zaszyje się w swojej norze niczym niedźwiedź, czekając, aż świat znowu stanie się ciepły. Od kilku dni unikała pewnego czarnego wojownika – częściowo z obowiązku, a częściowo z własnej woli. Nie miała najmniejszej ochoty na spotkanie z Mglistym Snem. Samo jego imię wzbudzało w niej napięcie, a wspomnienie ostatniego spotkania sprawiało, że serce biło szybciej. Kocur narobił jej więcej stresu, niż powinna była znosić. Jak w ogóle możliwe, że przyjęła w siebie aż tyle napięcia, tyle emocji, mimo swego kruchego ciała i jeszcze delikatniejszej duszy? Była przerażona faktem, że podsłuchał jej rozmowę z Zaćmionym Horyzontem. A przecież ktoś inny też mógł to zrobić. Może siostra po prostu nie wyczuła brata – ale czy Horyzont zawsze naprawdę dobrze sprawdzała teren? Dlaczego rozmawiały wtedy tak głośno? Te pytania nie dawały jej spokoju, nawiedzały ją nocami, kiedy próbowała zasnąć. W snach karciła samą siebie, odtwarzając tamtą scenę raz po raz. W ciągu dnia coraz uważniej przyglądała się członkom klanu, jakby w ich oczach szukała oznak, że coś wiedzą. Ale to tylko ją wykańczało. W końcu postanowiła wziąć sprawy w swoje łapy – ruszyć po zioła. To zawsze pomagało. Przynajmniej wtedy mogła zająć czymś myśli, a i tak należało to zrobić – wkrótce wszystkie rośliny miały zwiędnąć. Tym razem towarzyszyli jej Sowi Zmierzch i Wrotyczowa Szrama. Jarzębina szła przodem, ale co chwilę zerkała ukradkiem na kotkę pokrytą bliznami. Wrotyczowa Szrama wyczuła to spojrzenie i mruknęła z lekkim zniecierpliwieniem.
— Coś nie tak? — zapytała cicho.
Jarzębina drgnęła, jakby złapano ją na gorącym uczynku.
— Nie, nic… po prostu myślałam o trasie — wymamrotała, zbywając kotkę wymówką. Następnie przyspieszyła kroku.
Wkrótce dotarli do rozdroża znajomych leśnych ścieżek. Jarzębina wskazała im kierunki. Nie czekając na nic, zniknęła w gąszczu krzewów. Zatrzymała się dopiero po kilku krokach. Wzięła głęboki wdech – powietrze było rześkie, przesycone zapachem wilgotnej ziemi i igliwia. Przymknęła oczy i przez krótką chwilę czuła, jakby stała się częścią lasu – jednym z jego oddechów, szeptem między drzewami. Gdy ponownie otworzyła oczy, jej niebieskie jak lód spojrzenie zamarło. Rozpoznała to miejsce. To właśnie tu ostatnio rozmawiała z Amorphiną. Przystanęła, serce zabiło mocniej. Rozejrzała się uważnie, mając nadzieję, że gdzieś wśród krzewów znów ujrzy to jasne, niemal śnieżnobiałe futro. Jednak zamiast niego z gęstwiny wyłonił się ktoś zupełnie inny. Z krzaków spokojnie wyszedł Mglisty Sen. Jego czarne futro zdawało się pochłaniać światło, a oczy błyszczały jak dwa kawałki bursztynu. Jarzębina znieruchomiała. Oboje wpatrywali się w siebie przez dłuższą chwilę. W jej oczach zapłonął przerażony błękit – wyglądała tak, jakby zobaczyła ducha, plugawszego niż sama Mroczna Puszcza. Nastroszyła futro i cofnęła się o krok, gotowa do ucieczki, choć wiedziała, że przed tym spotkaniem nie zdoła już uciec.
— Witaj, Jarzębinowy Żarze. Szukałem cię — odezwał się spokojnym tonem Mglisty Sen, nie wykonując przy tym nawet najmniejszego ruchu. Jego głos był miękki, lecz chłodny jak poranna mgła.
Podniósł uszy i wciągnął powietrze, upewniając się, że w pobliżu nie ma nikogo. Cisza była niemal nienaturalna – słychać było tylko szelest liści i daleki, żałosny krzyk sójki. Tylko duchy mogły podsłuchiwać ich rozmowę. Jarzębina nie była w nastroju na uprzejmości. Jej ogon drgał nerwowo, a futro lekko się jeżyło. Nie miała ochoty na żadne słodkie słówka ani owijanie w bawełnę.
— Więc? Co chcesz wiedzieć? Po co przyszedłeś do mnie tamtej nocy? Przy Cisowym Tchnieniu… — syknęła z oburzeniem, strzepując ogonem. W jej głosie pobrzmiewała złość, ale też ukryty lęk.
Decyzja, jaką wtedy podjął kocur, była wyjątkowo głupia. Cisowe Tchnienie od dawna szukała na nią haka, a te dziwne szepty, które wtedy wymienili, mogły jedynie wzbudzić podejrzenia.
— Ponieważ słyszałem twoją rozmowę z Zaćmionym Horyzontem. O kultystach — powiedział cicho, upewniając się jeszcze raz, że wciąż są sami. — Miałem dużo przemyśleń na ten temat…
Na te słowa Jarzębina zareagowała zbyt gwałtownie. Futro na karku stanęło jej dęba, a pazury błysnęły w półmroku lasu. Dla niej jego słowa brzmiały jak zapowiedź końca – jak znak, że Mglisty Sen gotów jest ją zdradzić.
— Jakich przemyśleń? — warknęła, a jej głos drżał. Wzięła głęboki oddech, spięła mięśnie i przygięła łapy, gotowa w każdej chwili rzucić się do ucieczki. W głowie migały jej chaotyczne myśli: „Może ucieknę do Klanu Klifu... albo do Klanu Burzy... A może aż nad rzekę – tam wszystko mogłoby się skończyć. Cokolwiek, byle nie wpaść w szpony Klanu Wilka”.
Mglisty Sen jednak nie poruszył się. Jedynie zamrugał kilkakrotnie, po czym odezwał się spokojnie, jakby nie zauważał jej napięcia:
— Takich, że jest przeciwko nam ponad połowa klanu. — Zawiesił głos na moment, po czym dodał: — Nie zdawałem sobie wcześniej sprawy, ilu z nich naprawdę wierzy w Mroczną Puszczę.
Zamyślił się, a jego spojrzenie przygasło.
— Od Brukselkowej Zadry słyszałem o różnicach w wierze, ale nigdy nie przypuszczałem, do czego są zdolne Wilczaki... zwłaszcza ci z naderwanym uchem.
Jarzębina zamarła. Była zaskoczona, a jednocześnie jeszcze bardziej roztrzęsiona. Przez chwilę wyglądała, jakby jego słowa w ogóle do niej nie docierały – jakby były odgłosem z innego świata. W końcu zachwiała się na łapach i usiadła ciężko na wilgotnej ziemi. Nerwowy śmiech wyrwał się z jej gardła – suchy, bez radości, szalony.
— Jasne, że jest ich więcej! — wybuchnęła z goryczą. — Prawdopodobnie tylko piątka kotów w nic nie wierzy. A w Klan Gwiazd?… Kto jeszcze wierzy naprawdę?
Zawiesiła głos, a jej spojrzenie stwardniało.
— Ale co możemy zrobić? Gwiezdni milczą. Nie odpowiadają na moje pytania, nie przychodzą w snach. Do spotkania medyków daleko, a ja… — urwała, po czym zerknęła na kocura z mieszaniną gniewu i bólu. — Co chcesz zrobić, Mglisty Śnie? Staniesz po stronie Nikłej Gwiazdy? A może zmądrzejesz jak twoja siostra?
Mglisty Sen już miał coś powiedzieć, ale zatrzymał się w pół słowa, gdy tylko zauważył, że kotka otworzyła pysk, by odpowiedzieć. Westchnęła ciężko, jakby cała energia z niej uleciała.
— W sumie… nie ma to znaczenia. — Jej głos przycichł, a ogon opadł bezwładnie. — Dla Klanu Wilka nie ma już nadziei. Gwiezdni odeszli. Nadzieja odeszła. Zostało nam tylko czekać… aż ktoś nas zdradzi i rozerwie nam gardła na oczach wszystkich.
Spuściła łeb w bezsilności. W głębi duszy coś jednak wciąż tliło się w niej ciepłym, maleńkim płomykiem – może ulga, że nie jest sama w wierze, może nikła iskra nadziei. Ale teraz nie mogła sobie pozwolić, by ją dostrzec. Nie jeszcze.
Czarny kocur poruszył niespokojnie wąsami.
— Pięć kotów? — powtórzył z lekkim niedowierzaniem. — Wiesz może, kim oni są?
Zrobił krok bliżej, ale wciąż trzymał dystans – szacunek mieszał się w nim z ostrożnością.
— Wiem na pewno, że moje rodzeństwo, Brukselkowa Zadra oraz Wrotyczowa Szrama, wierzą w Klan Gwiazd. Więc jednak nie jesteśmy całkowicie sami — powiedział spokojnie, lecz w jego głosie dało się wyczuć napięcie. — Pamiętam, jak Zabłąkany Omen i Kosaćcowa Grzywa byli jeszcze w żłobku, kiedy ja sam byłem kociakiem. Podejrzewam, że oni również wierzyli w Gwiezdnych. Brukselkowa Zadra nie pozwalała, by ktokolwiek obcy, komu nie ufała, zbliżał się do nas.
Zamilkł na chwilę, a jego ogon poruszał się powoli, miarowo, jakby próbował zachować spokój.
— Powinniśmy sprawdzić, ile jest jeszcze kotów, które nie wierzą w Mroczną Puszczę, i z nimi porozmawiać — dodał po chwili, a w jego głosie zabrzmiała determinacja. — Może dałoby się coś zrobić, Jarzębinowy Żarze. Bo stanie bez ruchu, nicnierobienie… to naprawdę sprowadzi nas do zguby.
Jarzębina kręciła głową, raz w lewo, raz w prawo. Jej myśli były mętne, pełne obrazów i szeptów ze snów, które dostawała od Gwiezdnych. Wspomnienia mieszały się z wizjami, pozbawione sensu i logiki. Przez chwilę wyglądała, jakby nie słyszała ani słowa, dopóki w końcu nie uniosła głowy.
— Ty… ty wierzysz w Klan Gwiazd? — zapytała cicho, z niedowierzaniem. — I twoje rodzeństwo też? I Brukselkowa Zadra?
— Oczywiście, że wierzymy — powiedział stanowczo. — Podejrzewam, że Lodowa Sałata również. Zajmowała się nami, kiedy byliśmy mali.
Zamyślił się na moment, przesunął łapą po brodzie, jakby liczył w myślach.
— Nie jestem pewien, co z Koniczynową Łapą — dodał po chwili. — Wychowywał się razem z nami, ale jego mentorem był Krucze Pióro… a on jest synem kultystek.
Zachwiała się lekko na łapach, jakby to, co usłyszała, zachwiało jej światem bardziej niż jakiekolwiek zagrożenie.
— Czyli to oni… — wyszeptała do siebie, wpatrując się w ściółkę pod łapami.
Jej umysł natychmiast wrócił do snu, który otrzymała księżyce temu – trójka kotów stojących u boku Zabłąkanego Omena. Sylwetkę brata rozpoznała już dawno. Teraz jednak wszystko zaczynało układać się w spójną całość: tamci dwaj musieli być Brukselkową Zadrą i Wrotyczową Szramą. Ale zamiast ulgi poczuła gniew. Złość zmieszaną z rozczarowaniem.
— Dlaczego nic nie zrobili? — warknęła półgłosem. — A może zrobili coś, czego jeszcze nie rozumiem? — dodała szeptem, jakby bardziej do siebie niż do Mglistego Snu.
Uniosła wzrok, jej spojrzenie stało się twardsze.
— Śnie, rzuciłam tę liczbę tak po prostu — powiedziała chłodno. — Myślisz, że naprawdę się nad tym zastanawiałam? Że szukałam? Wiem, że mój brat wierzy, ale to już przeszłość. Od naszej rozmowy ani razu się nie pojawił.
Westchnęła ciężko, jej głos stawał się coraz bardziej stłumiony.
— Rozmowa z kimkolwiek jest ryzykowna. Ale podejrzewam, że koty, które nie mają nacięcia na uchu, nie należą do kultu. Może one jeszcze wierzą w Klan Gwiazd. Ale nawet jeśli… to tylko garstka. Co nam to da?
Słowa opuściły jej pysk niczym ostatni oddech nadziei. Patrzyła na Mglistego Sna z obawą, że młody wojownik może zrobić coś głupiego – że jego zapał sprowadzi na niego śmierć. Nie chciała tego. Nie chciała, by ktoś inny musiał płacić życiem za błędy dawnych przodków. Mglisty Sen milczał przez chwilę, analizując każde jej słowo. Jego spojrzenie spoważniało, a głos, gdy w końcu się odezwał, był pewny i głęboki.
Zignorował jej szepty – nie miały teraz żadnego znaczenia. Wąsy poruszały mu się nerwowo, jakby próbowały wyczuć niewidzialne napięcie powietrza.
— Może powinienem porozmawiać z Kosaćcową Grzywą — zaproponował powoli. — Brukselkowa Zadra mu ufała, więc i ja powinienem. Mam też podejrzenia co do Pustułkowego Szponu. Nie ma rozdartego ucha, ale nie czuję przy nim tego dziwnego napięcia, które wyczuwam u jego braci, matek czy innych kotów, o których już wiemy, że są kultystami.
Przyznał to cicho, jakby bał się wypowiedzieć te słowa głośno.
— Wiem, że może to zabrzmieć śmiesznie, ale mam przeczucia co do niektórych kotów. Przy kultystach zawsze czuję niepokój w środku – pojawiało się to już wcześniej, nawet zanim usłyszałem twoją rozmowę z Zaćmionym Horyzontem.
Na wspomnienie brata i tamtej rozmowy Jarzębina podniosła się z ziemi. Serce jej waliło, łapy wciąż nie do końca pozwalały się uspokoić. Postanowiła jednak zaryzykować. Bała się tak bardzo, że ból był niemal fizyczny. Nie chciała, by ktoś ginął; była gotowa poświęcić siebie, jeśli to miało pomóc. A mimo to – może Mglisty Sen miał rację? Może rozmowy rzeczywiście mogłyby osłabić kult Mrocznej Puszczy? Wzięła głęboki wdech; chłodne, wilgotne powietrze szczypało ją w nozdrza. Po chwili odpowiedziała, głos jej był spokojny, choć zadrżał w środku:
— Rozmowy są ryzykowne. Jeśli chcesz tak ryzykować – rób, co uważasz za słuszne. Wspieram cię w tym. Musisz jednak uważać: porozmawiaj najpierw z siostrami, bądź przygotowany na walkę albo nawet na zabicie kogoś niewygodnego... Wiesz o tym, prawda? Ja mogę tylko błagać Gwiezdnych o znak.
Mglisty Sen pokiwał lekko głową, nie do końca przekonany do niektórych jej słów.
— Chciałbym jeszcze wiedzieć jedno, zanim będę rozmawiał z Wilczakami. Chcę poznać twoją opinię… Kiedy byłem uczniem, Brukselkowa Zadra powiedziała mi, że ja i moje rodzeństwo jesteśmy znakiem od Klanu Gwiazdy. Brzmiało to pochlebiająco, bo wtedy nie rozumiałem powagi sytuacji. Powiedziała, że możemy uratować Klan Wilka. Tylko – czy to ma sens? Czy Klan Gwiazdy chciałby, żebyśmy z rodzeństwem ratowali koty, które mordują bez wahania?
Myślał na głos, a głos mu się łamał:
— Co jeśli ocalenie naszej krwi i wiary wymaga głośnych czynów? Co, jeśli musimy wyrwać się z paszczy kultu, który trzyma ten klan w szponach? A co jeśli Klan Gwiazdy uzna, że pora na rozłam, żebyśmy znaleźli własne miejsce i, być może, pokazali innym mroczną stronę jednego z najbardziej szanowanych klanów nad morzem?
Jarzębina zmrużyła oczy, próbując wygrzebać z pamięci obrazy snów. Czy pamiętała jakieś kocięta? W jednym śnie rzeczywiście słyszała płacz malucha, ale nie mogła być pewna, czy chodziło o Mglisty Sen, czy kogoś innego z jego rodzeństwa. Na myśl o czynach głośniejszych niż rozmowy zadrżała – nie była na to gotowa. Strach ją paraliżował; wolała dostawać odpowiedzi od Klanu Gwiazdy niż od żywych kotów.
— Nigdy nie miałam snu o kociętach, które mają uratować klan — przyznała wreszcie. — Miałam inny sen – był tam Omen i… — zawahała się, potem parsknęła cicho. — Przepraszam, nie mogę ci więcej zdradzić. Wiem na pewno, że to nie ty ani twoje rodzeństwo, bo Omen... on już nie żyje.
Westchnęła ciężko.
— Na razie musimy być ostrożni — dodała. — Porozmawiaj z siostrami i z matką. Może one wiedzą o innych wierzących. Może uda nam się zebrać tyle kotów, żeby przeciwstawić się temu złu w Klanie Wilka – jeśli w ogóle to możliwe.
Spojrzała na korony drzew, które nad nimi ścisnęły niebo:
— Bo kiedy wyrywasz chwast, odrasta silniejszy. Korzenie Mrocznej Puszczy sięgają bardzo głęboko; wykopanie ich kosztowałoby życie wielu, wielu kotów. Nie wiem, co Klan Gwiazdy uzna — odpowiedziała cicho. — Jak mówię, nic mi nie mówią, mimo że o to proszę. Poczekajmy do spotkania medyków; chyba że wcześniej coś usłyszę. Nie znam przyszłości.
Mruknęła, mało pocieszająco. Trzymanie się pesymistycznych scenariuszy wydawało się prostsze – mniej ryzyka zawodu, mniej nadziei do utracenia. Podniosła wzrok i patrzyła na Mglistego Sna; on patrzył na nią. Zapadła długa cisza, przerywana tylko dalekim szelestem suchych liści i odgłosem odległego ptaka.
W końcu wojownik przerwał milczenie:
— Poczułem chwilową ulgę… — przyznał cicho. — Masz rację: do Klanu Wilka przychodzą nowe koty – młode, nieświadome świata. Trafiają pod opiekę kultystów albo pod opiekę kotów, które po prostu wierzą w Mroczną Puszczę. Nie możemy wykluczyć, że są wśród nas także takie, które nie należą do kultu, a mimo to podporządkowały się mrocznym wierzeniom.
Zamilkł na moment, jakby ważył każde słowo.
— Można przesiedzieć pod żłobkiem i podsłuchiwać rozmowy wojowników i opiekunów — ciągnął. — Wtedy dowiedzielibyśmy się, kto, w co wierzy i ile kotów da się jeszcze uratować. Sam sprawdzę, jaki jest mój uczeń. Nie jestem do końca pewien – ma, mówiąc delikatnie, dziwny charakter.
Jarzębina skinęła głową. Myśli krążyły jej w głowie jak mgła nad jeziorem: gęste, lekko rozmyte, ale niosące chłód.
— Rozumiem. Jeśli jest więcej kotów wierzących w Klan Gwiazd, trzeba je zebrać. Może nadzieja jednak istnieje — powiedziała, a na jej pysku pojawił się cień uśmiechu. — Jeśli będziemy silniejszą grupą, może obalimy władzę i uwolnimy Klan Wilka od tej trucizny. Może twoja matka albo mój brat wiedzą coś więcej.
Mglisty Sen przytaknął. Nagle w oddali między drzewami zaszeleściło – odwrócił się, ostrożny, po czym znów spojrzał na nią:
— Pójdę już. Do następnego spotkania, Jarzębinowy Żarze — rzucił przez ramię i zniknął w zaroślach, poruszając się cicho, jak cień.
Jarzębina po chwili wypuściła powietrze:
— Powodzenia… uważaj na siebie — wyszeptała, a potem znów spojrzała w szarzejące niebo.
Chmury nad lasem nacisnęły ciężko; po chwili jedna kropla deszczu ostro spadła jej na nos — pierwszy jesienny deszcz. Nie wiedziała, czy to Klan Gwiazdy płakał z ulgi, bo podjęto dobre decyzje, czy raczej z żalu, że wiele niewinnych kotów wkrótce zostanie wplątanych w mrok.
— Dajcie znak, nie pozostawiajcie nas samych z tym mrokiem — wyszeptała z bólem.

<Mglisty Śnie? Uważaj jak stawiasz łapy>