BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poranna Łapa x Rozwydrzona Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poranna Łapa x Rozwydrzona Łapa. Pokaż wszystkie posty

26 listopada 2023

Od Nocnego Kwiatu CD. Porannego Zewu

 Wszystko było takie piękne. Cały świat tak jakby zawirował w tym momencie. Ich języki złączyły się, a w Nocny Kwiat wstąpiła jakaś dziwna euforia.
- Też uważasz, że to lepszy pomysł, Kwiatuszku? - usłyszała to jak przez mgłę. Ledwo mogła oddychać z szoku i szczęścia.
- Jesteś pewna? - zapytała cicho.
- Jak to? - miauknęła Poranny Zew.
- Nie jestem pewna, czy to możliwe, Słoneczko. - szepnęła cicho. - Szakala Gwiazda, Klan Gwiazdy, Mroczna Puszcza… oni wszyscy nam nie pozwolą. - pisnęła.
- Daj spokój, Kwiatuszku. Poradzimy sobie. Co z tego, że wierzymy w co innego? A z Szakalą Gwiazdą sobie poradzimy. - przekonywała ją.
- To nie Szakalej Gwiazdy się boję. Tutaj chodzi o Klan Gwiazdy. Nie będzie zadowolony. - miauknęła smutno.
- Pewnie nawet nie zauważy. Od kiedy go cokolwiek obchodzi? - zapytała Poranek. To był duży błąd. Bardzo duży.
- Jak możesz tak mówić! Oczywiście, że go obchodzi! Tylko po co ma się przejmować takim klanem, który życzy mu śmierci? - syknęła zdenerwowana. Poranny Zew wyglądała na zaskoczoną.
- Nie to miałam na myśli Kwiatuszku. Pomyśl o tym, dobrze? Przecież jesteśmy razem szczęśliwe. - głos jej się załamał. Nocny Kwiat zdała sobie sprawę, że myśli o tym samym. Jak miałaby funkcjonować bez Porannego Zewu? Nie dałaby rady.
- Masz rację. Uważam, że to dużo lepszy pomysł. - miauknęła i mocno ją przytuliła. Definitywnie do siebie należały.

*****

Po zgromadzeniu i po tym co zrobiły, czuła się dziwnie. Nikt nie miał do nich większego problemu. Co prawda, koty patrzyły się na nie teraz trochę inaczej, ale nikt nie zabronił im się (na razie) spotykać. Kiedy zobaczyła Poranny Zew podeszła do niej i otarła się o jej futro. Od razu kilka kotów zwróciło na nie uwagę.
- Chcesz się gdzieś przejść? - zapytała. - Niestety nie mamy tutaj zbyt wiele prywatności. - miauknęła już ciszej.

<Poranny Zew?>

14 listopada 2023

Od Porannego Zewu CD. Rozwydrzonej Łapy (Nocnego Kwiatu)

Nocka przegrała. 
W wieku dwudziestu księżyców była już zdecydowanie bliżej niż dalej wygnania, które groziło uczniom, którzy zbyt długo nie byli w stanie przejść testu. Jeśli Szakala Gwiazda chowałaby urazę do czarnej kotki, wystarczyłoby zwlekać z wyznaczeniem jej kolejnego przeciwnika do walki… 
Ale matka taka nie była. Nawet jeśli teraz wbijała uważne spojrzenie w ową kotkę, uważaną za zakałę klanu, przebywającą właśnie w towarzystwie jej córki. Nawet jeśli widziała reakcję owej córki na przegraną Rozwydrzonej. Lider klanu, zwłaszcza Klanu Wilka, musiał być czasem okrutny. Ale nie był to jeden z tych przypadków, Zew była tego pewna. 
Szakala Gwiazda była dobrym liderem. Postępów Nocki wręcz nie dało się przeoczyć. Szakal byłaby głupia, gdyby świadomie zmarnowała zwinność, szybkość i wytrwałość, które córka Płonącej Duszy mogła wnieść w szeregi wojowników ich klanu. 
Poranek nie zamierzała się poddawać. Musiała tylko dopilnować, by Nocka również nie trzymała się zbyt mocno swojej porażki. 
— Jedna przegrana jeszcze nic nie znaczy — mruknęła więc do swojej towarzyszki, cicho, by nikt jej nie usłyszał, ale i zdecydowanie, by trafić z odpowiednią siłą do serca i umysłu Nocki. — Jestem pewna, że niedługo dostaniesz drugą szansę. Zakładam jednak, że to będzie ostatnia… Zasługujesz na bycie wojownikiem, ale jesteś coraz starsza, a do tego ta historia sprzed wielu księżyców, przez którą część klanu wciąż uważa cię za… — urwała. Nie zamierzała powtarzać nawet najmniej szkodliwego spośród litanii wyzwisk, które słyszała wyrzucane w kontekście jej przyjaciółki. — Za kogoś, kogo woleliby widzieć poza klanem. — Westchnęła. — Ale ty nie możesz się poddawać. Musisz wykorzystać tę ostatnią szansę. Zostaniesz wojownikiem, rozumiesz? Wystarczy, że wejdziesz na tę arenę po raz drugi i, bez względu na to, kto będzie stał przed tobą, dasz z siebie wszystko. Pokażesz im wszystkim, na co cię stać — miauknęła, opierając się bokiem o bok czarnej. 
Nie wiedziała, czy matka wciąż patrzyła. Ani czy patrzył na nie ktokolwiek inny. Jeśli miała być jednak szczera, miała to gdzieś.
 
~*~
 
Wygrała. 
Nocka — teraz Nocny Kwiat, nareszcie żegnając się z tym przeklętym karnym imieniem — pokonała dawną uczennicę Szakalej Gwiazdy, Olszową Korę i wygrała. Została wojowniczką. Mogła bezpiecznie pozostać w klanie. 
— Och, dzięki wam, wielcy przodkowie w Mrocznej Puszczy — szepnęła Zew, gdy w tłumie przeszedł szum zdziwienia. 
Wiedziała, że Nocna nie wierzy w to, w co wierzyła ona. Wiedziała, że z tego powodu przodkowie prawdopodobnie nie mieli jej w swojej opiece. Była jednak przekonana, że czuwali nad nią, nad Porannym Zewem. Pozwolili jej w końcu zachować ukochaną przy własnym boku. 
Była świadoma tego, że nie powinna publicznie okazywać swoich uczuć. Jeszcze nie. Już niedługo, jeśli i czarna kotka będzie tego chciała, będą jednak mogły to zrobić. Bez względu na to, jaka będzie reakcja klanu. 
Nie podeszła do niej od razu po mianowaniu. Zamiast tego poczekała do świtu, kiedy poranny patrol wyruszył w drogę, a świeżo mianowana wojowniczka mogła znowu się odzywać. 
— Jeśli nie jesteś zbyt zmęczona, chciałabym cię na chwilę porwać — miauknęła cichutko, szeroko uśmiechnięta. 
Czekała na to przez całą noc. Czekała na to przez całe księżyce. Być może czekała na to już od swojego urodzenia, choć na początku nie miała jak o tym wiedzieć. 
Teraz wystarczyło już tylko działać. 
Odeszły wystarczająco daleko od obozu. Znalazły miejsce, które nie zostanie już odwiedzone przez patrol. Usiadły wśród gałązek krzewu, który odcinał je od całego świata. Tylko one dwie i śpiew ptaków. 
— Gratuluję, Kwiatuszku — mruknęła Poranek, przerywając ciszę. — Nowa duma Klanu Wilka. 
— Przestań, żadna ze mnie duma. Wciąż jestem zakałą klanu — wymamrotała Nocna. 
— Ej, żadnych takich. Odpracowałaś swoje, od tamtego incydentu byłaś grzeczną kotką. Nie masz już karnego imienia. Jak ktoś będzie cię wyzywał, to nasram mu do legowiska — oświadczyła z pełną powagą. 
Znowu czuła się jak kocię. Od dawna nie miała w sobie tak wielkiej mieszanki nerwów, szczęścia i nadziei. 
— Nie wiem, czy to taki dobry pomysł… — zauważyła Nocna. Zaśmiała się jednak cichutko, a odgłos ten zdawał się Poranek piękniejszy niż trel najlepszego ptasiego śpiewaka. 
— Nie? Hmm, może rzeczywiście. W takim razie mam lepszy — oznajmiła z zawadiackim uśmieszkiem. — Moim pomysłem jest to… 
Nachyliła się ku niej powoli i złożyła na jej pyszczku czuły pocałunek. Trwało to zaledwie chwilę, ale sprawiło, że motyle trzepoczące do tej pory skrzydełkami gdzieś w jej brzuchu, urosły kilkukrotnie w rozmiarze i sile. 
— I co, Kwiatuszku? Ty też uważasz, że to lepszy pomysł? — szepnęła, nie będąc w stanie wydobyć z siebie żadnego głośniejszego dźwięku.
 
 
<Kwiatuszku?>

03 listopada 2023

Od Rozwydrzonej Łapy CD. Porannego Zewu

 Kiedy Poranny Zew przytuliła Rozwydrzoną Łapę, cały świat jakby zawirował. Już nic się nie liczyło. Były tylko one, dwie królowe wszechświata, które nie potrzebowały nikogo oprócz siebie. Poranny Zew była ciepła, wręcz emitowała spokojem. W tej chwili myślała tylko o niej. Była taka piękna. Taka wspaniała taka idealna.
- Masz rację. Dziękuję. – wymruczała Poranek.
Przytulanie się do Porannego Zewu było wspaniałe. Wszystkie jej troski jakby gdzieś odpłynęły. Zniknęły. I nie powrócą, dopóki Poranny Zew zostanie przy niej. A zostanie już na zawsze, prawda? Wtedy kotak się odsunęła i zniknęły wszystkie dobre uczucia. Zobaczyła, że są w lesie, nad nimi jest szare niebo. Zaraz wrócą do obozu, w którym będzie Gęsi Wrzask. Będzie musiała wymieniać legowiska i pracować. A potem znów będzie kolejny trening, będzie ból i głód. A co sobie myślała? Że to spotkanie z Porannym Zewem coś zmieni?
- Jeszcze raz. -  jęknęła żałośnie.
- Słucham? - zapytała.
- Jeszcze raz. Proszę. - miauknęła wtulając się w nią znowu. Była taka ciepła. Miała wielkie szczęście, że ją miała w tym szarym świecie. Znowu było dobrze. Znowu było wspaniale. Nigdy nie czuła czegoś takiego do nikogo innego. Uznała po prostu, że Poranny Zew jest wyjątkowa. Jak jej rodzeństwo może nie zauważać, że jest najlepsza w wszechświecie? Nigdy tak naprawdę nie miała przyjaciółki. Czy to tak wygląda prawdziwa przyjaźń? A może to jest coś innego, coś głębszego, coś takiego jak… Nie odważyła się wypowiedzieć tego na głos. Nie. To niemożliwe. Ta niedokończona myśl sprawiła, że Rozwydrzona Łapa odsunęła się od drugiej kotki.
- Wszystko w porządku Nocna Łapo? – zapytała z troską Poranny Zew.
- Tak. Dziękuję ci. – odpowiedziała. Czy to możliwe, żeby dwa koty tej samej płci się kochały? Możliwe. Raczej możliwe. A czy to to było właśnie tymi uczuciami, które żywiła do Porannego Zewu od kilku księżyców? Powiedzieć jej to, czy nie? Powiedzieć? Nie. Za bardzo się bała. Bała się, że to może być koniec tego wszystkiego, czyli koniec szczęścia. A gdyby… zacząć od czegoś tak prostego, ale nic nie oznaczającego? Bała się. Bała się, że ją odrzuci.
- Według mnie powinnaś była już dawno zostać wojowniczką. Szakala Gwiazda nawet nie wie, jakie zrobiłaś postępy. – powiedziała Poranny Zew. Ta pochwała sprawiła, że Rozwydrzona Łapa zaczęła mruczeć. Miała ochotę ją pocałować. I prawie by to zrobiła, ale usłyszały kroki.
- Patrol. – syknęła z żalem Rozwydrzona Łapa. Musiały się rozstać.
*****
Porażka. Przegrała walkę z Jutrzenkową Łapą. Wciąż pamiętała jej pazury, które rozrywały ją na strzępy. Wzdrygnęła się. Jeśli nie wygra następnej walki, będzie musiała odejść od Porannego Zewu na zawsze. Zawiodła ją. Mówiła, że powinna już zostać wojowniczką. Najwyraźniej to była nieprawda. Było jej tak przykro. Czuła się okropnie. Powinna wygrać. Musi wygrać następną walkę. Zauważyła najwspanialszą na świecie kotkę przy stercie zwierzyny.
- Hej. – przywitała się.
- Cześć Nocna Łapo! – otrzymała odpowiedź. Niewiedziała dokładnie co chce powiedzieć.
- Ja… przegrałam. – zaczęła niepewnie.
- Tak. Ale nic się nie stało. – powiedziała Poranny Zew. Chciała ją przeprosić. Przyjaciółka w nią wierzyła, a ona wszystkich zawiodła.
- Czuję się strasznie. – wyznała cicho siadając blisko drugiej kotki. Nie odważyła się jej dotknąć. Między innymi dlatego, że były w obozie. I widziała, że Szakala Gwiazda patrzy na nie kątem oka.

[508 słów]

<Poranny Zew?>
[Przyznano 10%]

28 października 2023

Od Porannej Łapy (Porannego Zewu) CD. Rozwydrzonej Łapy

Po raz pierwszy od kilku księżyców poległa w polowaniu. Nie złapała nic — nawet najmniejszej ptaszyny czy myszki. Nic! Tropiła, szukała, próbowała atakować, ale wszystko na marne. Gdy już zaczęła się potykać o własne łapy, Wroni Trans nakazał jej przestać i wrócić do obozu. Dodał też, że nie powinna się przejmować, a ona po prostu zaśmiała mu się w pysk. Nie wiedział, jak wielką hańbą było dla niej wkroczenie do obozu po nieudanym polowaniu, z pustym pyszczkiem. 
Brzuch tego dnia też zamierzała pozostawić pustym. Skoro nie dodała nic od siebie do stosu zwierzyny, nie zasługiwała na to, żeby cokolwiek z niego wziąć. Jej sytuacja nie była zresztą aż tak zła, jak niektórych członków klanu — poprzedniego dnia zjadła całkiem porządnego ptaka, który praktycznie sam wskoczył jej pod łapy na koniec polowania. Na stosie złożyła wtedy dwie myszy. 
Odeszła jak najdalej od nędznej zbieraniny kilku piszczek i wychudzonych myszy, by widok ten nie kłuł jej w oczy. Dała sobie chwilę na ochłonięcie, zanim wkroczy do legowiska starszych. Takie bowiem było dziś jej zadanie — zająć się starszymi. Gdyby nie znała lepiej swojego mentora, pomyślałaby, że to kara za dzisiejszą klęskę. W rzeczywistości jednak pewnie chciał, by nie zajmowała się tego dnia już niczym, co mogłoby podnieść jej ciśnienie. 
Niech mu będzie. I tak już zbyt dużo czasu minęło od jej ostatniego spotkania z babcią. Spędzenie czasu w towarzystwie Sosnowej Igły również zapowiadało się ciekawie. 
Zamyślona, nie zauważyła zbliżającej się w podskokach Rozwydrzonej Łapy. Drgnęła lekko, zaskoczona, za co od razu skarciła się w myślach. Nie powinna tak okazywać słabości, nawet przed Nocką. A może zwłaszcza przed nią? 
Niezadowolenie samą sobą szybko ustąpiło spokojowi, który, ku jej własnemu zaskoczeniu, ogarniał ją z coraz większą siłą z każdym kolejnym spotkaniem z czarną kotką. Coraz mniej przejmowała się również tym, co inni by powiedzieli, gdyby zobaczyli ją w towarzystwie kotki. Stęskniła się za nią i nie zamierzała teraz rezygnować z choć kilku wspólnie spędzonych chwil dla jakiegoś głupiego lęku. 
— Odpowiadając po kolei na twoją rzekę pytań — zaczęła z uśmiechem, ciesząc się, że Nocna zaczyna się robić coraz śmielsza i, jak jej się zdawało, szczęśliwsza. — Jeśli chodzi o jedzenie, to nie, dziękuję, możesz zjeść całą. — By podkreślić swoje słowa, uśmiechnęła się jeszcze szerzej, zachęcająco. Mimo że język chciał sam uciec jej z pyszczka na widok pożywienia, wiedziała, że na nie nie zasłużyła. Jeszcze bardziej dlatego, że widziała, że Rozwydrzona wychudła jeszcze bardziej w ciągu ostatnich księżyców. — Co do wspólnego wyjścia, to pewnie, bardzo chętnie! Nie mam żadnych planów, a na pewno przyda mi się miłe towarzystwo po opiece starszyzną. — Westchnęła, nieco teatralnie, bo wiedziała przecież, że nie jest to jakąś wielką tragedią. — A teraz jedz! — zachęciła. 
Poczekała, aż Nocka zakończy swój posiłek. W międzyczasie postanowiła zapełnić ciszę jedną z opowieści, które tak uwielbiała jako kocię. Podświadomie jednak omijała te bardziej niepokojące fragmenty i nie używała imion. Nie wiedziała, czy Rozwydrzona Łapa była już gotowa na opowieści o świetności Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd. Nie wiedziała, czy kiedykolwiek będzie na to gotowa. I chyba to właśnie martwiło ją najbardziej. 
Gdy zaś udało jej się uwolnić z legowiska starszych, a Nocce spod reżimu Gęsiego, udały się w głąb lasu, gdzie udało im się znaleźć przyjemną, zaciszną polankę, na której mogły w spokoju porozmawiać o wszystkim i o niczym, a Poranna Łapa mogła bezwstydnie przyglądać się, jak światło i cień tańczą na futerku jej towarzyszki. 
 
~*~ 
 
Kolejne całe długie szeregi wschodów słońca rozłąki. Widywały się jedynie przelotem, w drodze na trening czy z treningu, gdzieś przy polowaniu czy w progu legowiska. Wzmożone starania podczas treningów i poza nimi godnie odpłaciły Poranek — została mianowana wojowniczką. To zaś oznaczało, że nie zamierzała marnować więcej czasu. 
Wciąż była kłębkiem frustracji i gniewu po swojej walce z bratem, która rozegrała się zaledwie wschód słońca temu. Ukojenia nie przyniosła ani samotna noc przepełniona milczeniem, ani pierwszy patrol czy polowanie pod nowym imieniem. Podświadomie czuła, że tylko jedna rzecz była w stanie jej teraz pomóc — towarzystwo pewnej kotki. 
Dlatego odnalazła ją od razu po odłożeniu na stertę zwierzyny swojej zdobyczy z polowania. Na szczęście najwyraźniej skończyła już swój trening. Serce krajało się w piersi Poranek, gdy myślała o tym, że Nocka, choć od niej starsza, wciąż pozostawała uczennicą. Powinna już być wojowniczką, tak jak ona! Ostatnio poczyniła tak wielkie postępy! 
— Masz chwilkę? — zagadnęła, nie próbując nawet kryć targających nią emocji. 
— Wszystko w porządku? — spytała Nocna. Poranek zdawało się, że słyszy w jej głosie niepokój, może nawet troskę, ale… Równie dobrze mogła sobie to tylko wmawiać. 
— Ja… Możemy odejść gdzieś dalej od reszty? — rozejrzała się po przechodzących naokoło kotach. Zdawały się pogrążone we własnych sprawach, ale przecież nigdy nie wiadomo, kiedy komuś zechce się podsłuchiwać lub wręcz wtrącić do cudzej dyskusji. 
— Tak, oczywiście — odpowiedziała kotka. 
Już po chwili znalazły się na tej samej polance, którą odkryły wspólnie ostatnim razem. Ponownie otaczał je jedynie szum wiatru i trel ptaków. Tylko one wobec reszty świata. 
— Przepraszam cię, ja… Nie wiem dlaczego, ale czuję się okropnie, a ty jesteś jedyną osobą, do której mogę z tym przyjść. 
Jedyną osobą, do której chce z tym przyjść. 
— Co się dzieje? Nie powinnaś być… szczęśliwsza? Zostałaś wojownikiem, to wielkie osiągnięcie! — zauważyła Nocka, a Poranek w jej głosie nie wychwyciła zazdrości, której mogłaby się spodziewać po kocie w jej sytuacji. 
— Wielkie osiągnięcie? — Zaśmiała się gorzko. — Matka wystawiła mnie przeciwko bratu. Bratu, który wciąż nie wyleczył swojej kontuzji. Zamiast stoczyć wyrównany pojedynek i pokazać wszystkim, co jestem w stanie zrobić, zrobiłam z siebie głupią kotkę, która powala brata, odpychając się od cholernego drzewa — tłumaczyła żywiołowo, chodząc raz w jedną, raz w drugą stronę. W końcu zatrzymała się przed czarną kotką, wpatrując się jej prosto w oczy. — Wiem, że powinnam być dumna z siebie, ale nie potrafię. Czuję się, jakbym przegrała. I chyba już nic nie jest w stanie tego zmienić. 
— Poranek, ty jesteś w stanie to zmienić. Po prostu musisz dawać z siebie wszystko jako wojownik, a nie… — urwała, ale jej przekaz był jasny. Musiała przestać się nad sobą użalać. 
Miała ochotę ją pocałować. 
Ta chęć, równie niespodziewana, jak silna, sprawiła, że westchnęła cichutko. Ciekawa była, jakie to uczucie — nie tylko całować kogokolwiek, ale całować Nocną. 
Wystarczyło tylko nachylić się bliżej. Odrobinka i już mogłaby się przekonać… 
Powstrzymała się jednak. Nie, to nie był dobry moment. (Zignorowała ten głosik w głowie, który wytknął jej, że traktowała to właśnie jako zły moment, a nie całkowicie zły pomysł). Wciąż targały nią negatywne emocje, głównie gniew na matkę. A co jeśli perspektywa tego wielkiego kroku była teraz tak kusząca dlatego, że chciała odpłacić Szakalej Gwieździe pięknym za nadobne? 
Jeśli miała to zrobić, musiała zrobić to w innym, lepszym momencie. 
Zamiast tego powoli przysunęła się bliżej kotki i wtuliła w jej futerko, ostrożnie, nawet nieśmiało, wciąż dając Nocce możliwość odsunięcia się, jeśli taka miała być jej wola. 
— Masz rację. Dziękuję — wymruczała, czując ciepło jej ciała i słysząc bicie jej serca.
 
<Nocko?>

30 września 2023

Od Rozwydrzonej Łapy CD. Porannej Łapy

 Czy chciała ćwiczyć? Nie. Czy chciała pójść i gdzieś się zrelaksować? Na pewno nie? Chciała uciec od wszystkich i zniknąć gdzieś w lesie Poza tym, śpieszyła się do Pierzastej Łapy za którym już zaczęła tęsknić. Musiała się jednak zastanowić? Czy gdyby grzecznie odmówiła, Poranna Łapa zrobiłaby jej coś? Zaatakowała? Raczej nie. A powiedziałaby Szakalej Gwieździe, jaka jest okropna i tak dalej? Rozwydrzona Łapa nie wiedziała. Nie znała drugiej kotki za dobrze, bo jej dzień polegał głównie na unikaniu wszystkich wokół. Miała już dosyć cierpienia i Gęsiego Wrzasku. Pokornie pokiwała czarną główką, aby Poranna Łapa nie była na nią zła. Wyglądała najsympatyczniej z całego potomstwa liderki. Była energiczna i uśmiechnięta. Dokładnie taka, jak Rozwydrzona Łapa kiedyś.
- Świetnie! Gdzie idziemy? - zapytała entuzjastycznie i niestety głośno. Kotka lekko się spięła, ale po chwili zrozumiała, że młodsza uczennica nie zamierzała na nią krzyczeć. Podążyła za nią z trochę lepszym humorem. Może zrelaksowanie coś da… Powoli zaczynała rozumieć, że Poranna Łapa nie była wrogo nastawiona.
- Możemy pójść gdziekolwiek. - powiedziała spokojnie. Poranna Łapa nie straciła entuzjazmu. Po chwili zaprowadziła Rozwydrzoną Łapę w las.
- Tutaj często przebywam. Lubię to drzewo. - stwierdziła wskazując ogonem na duży dąb. Rozwydrzonej Łapie rozszerzyły się oczy a na pysku zawitał szeroki uśmiech.
- Wspinamy się? - pisnęła jak kociak, który prosi o coś mamę. Poranna Łapa pokiwała głową. Rozwydrzona Łapa pierwsza znalazła się na szczycie drzewa. Wczepiona mocno pazurkami trochę się bała, ale to było też przyjemne uczucie.
- Stąd widać wszystko… - miauknęła z zachwytem. Nie wiadomo kiedy zaczęła mówić. O Gęsim Wrzasku. O Pierzastej Łapie. O Jadowitej Żmii i innych. O tym, co się dzieje na treningach, o karnych pracach, o tęsknocie za Kunią Norką. O tym, że nie potrafi normalnie walczyć, a jej mentor ma z tym jakiś problem. O tym, że bardzo chciała zostać medyczką, ale teraz już jej na tym nie zależy i po prostu chce, żeby było jak dawniej. O błędzie, za który Gęsi Wrzask jutro pewnie ją… Tu nie dokończyła, ale chyba druga uczennica wiedziała co ma na myśli. Poranna Łapa przestała mówić i słuchała. Kiedy Nocka skończyła, czuła się wolna. Wolna od wspomnień, czy jakby to inaczej nazwać. Tak jakby Poranek zabrała z niej część smutku. Było to bardzo dziwne uczucie, bo z Pierzastą Łapą tak nie było. Nawet się uśmiechnęła. Druga kotka nie uśmiechała się. Była raczej przygnębiona. Co się jej stało? Nie chciała, aby jej nowa przyjaciółka była smutna. Poczuła potrzebę przytulenia jej, ale uznała, że to zły pomysł. Nie wiedziała, jakby druga na to zareagowała.
- Patrz, ptaki! - zauważyła radośnie, żeby odwrócić uwagę Poranek.
- Pomóc ci z tym błędem? - zapytała uczennica nie zwracając większej uwagi na przelatującą obok zwierzynę. Rozwydrzona Łapa też odwróciła głowę. Zaburczało jej w brzuchu na myśl o ptakach.
- Jasne! - zawołała podekscytowana. Zeszły na dół i się bawiły. Jak kocięta.

***

Od ich spotkania minęło kilka wschodów słońca, ale Rozwydrzona Łapa miała wrażenie, jakby minęło już mnóstwo księżyców. Wypatrywała kotki wszędzie, ale obie były po prostu zajęte. Głównie polowaniem, ze względu na braki zwierzyny. Nocka jadła mało, mniej niż przeciętny kot w Klanie Wilka, ale przyzwyczaiła się. Najgorzej jednak było, kiedy wracała z polowania. Zapach zwierzyny tuż przed nosem sprawiał, że miała ochotę połknąć piszczkę w całości. Często udawało jej się coś złapać. Już nawet obecność Gęsiego Wrzasku nie przeszkadzała. Rozwydrzona Łapa odzyskiwała powoli pewność siebie. Kiedy odłożyła ptaka na stertę i nareszcie uwolniła się od tego zapachu dostała wiadomość od Gęsiego Wrzasku, że może coś zjeść. Złapała jakąś mysz i w podskokach podeszła do Porannej Łapy.
- Hej! Chcesz kawałek? I tak w ogóle to jesteś zajęta po treningu? Mogłybyśmy gdzieś pójść, jak wcześniej! - zamruczała szczęśliwa, że nareszcie może coś zjeść i w dodatku z Poranną Łapą, którą bardzo lubiła.

[606 słów]
<Poranna Łapo?>
[Przyznano 12%]

28 września 2023

Od Porannej Łapy CD. Rozwydrzonej Łapy

Poranna Łapa widziała, jak bardzo jej propozycja zdziwiła Rozwydrzoną Łapę. Reakcja ta była zrozumiała — starsza z uczennic miała w końcu przed sobą wnuczkę kotki, którą zaatakowała, córkę liderki, która wymierzyła jej karę za przewinienia względem starszej należącej do ich klanu. Niebieska kotka nie miała też pewności, czy ktokolwiek spoza rodziny Nocki zwracał się teraz do niej w pozytywny sposób. 
Cóż, ona sama może i nie działała z dobroci serca, ale skoro już podjęła się tej inicjatywy, nie zamierzała się wycofywać. Nawet jeśli musiała aż dwukrotnie przekonywać czarną kotkę, że naprawdę zamierza jej pomóc, wzięła się po tym do pracy. Rzadko miewała okazję zajmować się legowiskami — mimo że czasem należało to do obowiązków uczniów, Porannej Łapie, jako dobrze sobie radzącej podczas treningów córce liderki, nieczęsto powierzano zadania niepowiązane z nauką walki czy polowań. Szybko odkryła jednak, że czynność ta sprawia jej pewną przyjemność, a jej monotonia ma w sobie coś kojącego. To nie wystarczało jednak jej zawsze rozpieranemu przez energię móżdżkowi, więc już po chwili zainicjowała dalszą część rozmowy, z braku lepszych pomysłów wypalając najgłupsze możliwe pytanie: 
— Jak się miewasz? 
Zawstydzenie nie trwało jednak długo. Nocka uprzejmie odpowiedziała na jej pytanie. Nie zdradziła jednak zbyt wiele, czemu nie można było się dziwić. Zaś to, co powiedziała, nie prezentowało się zbyt wesoło. Poranek nie miała nigdy zbyt dużej styczności z mentorem swojej rozmówczyni, ale słyszała o nim dość opowieści, by móc stwierdzić, że jako mentor prawdopodobnie był całkowitym przeciwieństwem Wroniego Transu. Sądząc po tym, jak jego uczennica skuliła się, mówiąc o nim, podejrzewać można było, że agresja i przemoc, być może również fizyczna, były u niego na porządku dziennym. 
Niebieska kotka postanowiła jednak przemilczeć tę sprawę i nie zdradzać swoich przemyśleń na ten temat. Mimo że wiele pytań cisnęło jej się na język, miała świadomość, że nie powinna naciskać na swoją rozmówczynię. To był ich pierwszy prawdziwy kontakt. Nie mogła tego spieprzyć osobistym pytaniem zadanym w złym momencie. 
Dalej pracowały więc w milczeniu. Poranek była pewna, że niedługo rozsadzi ją to od środka, ale uparcie milczała, bojąc się, że palnie coś głupiego. Przynajmniej dwa razy musiała ugryźć się w język — dosłownie! — ale trwała w swoim postanowieniu. Spędzanie wspólnie czasu w milczeniu, jakkolwiek bardzo męczące nie było, gdy nie znało się swojego towarzysza zbyt dobrze, również mogło w jakiś sposób pomóc się ze sobą zapoznać, przyzwyczaić się do siebie, zacieśnić nowopowstałe więzi. 
To Rozwydrzona Łapa w końcu przerwała milczenie, które najwyraźniej i dla niej stało się już nieznośne. Jej pytanie — „jak ci idzie szkolenie?” — było dla Porannej Łapy świetną okazją do przechwałek, którą oczywiście wykorzystała. Na szczęście zreflektowała się dość szybko, chwaląc również swą siostrę i uprzejmie odwzajemniła pytanie. W odpowiedzi otrzymała kolejną dawkę informacji na temat relacji Nocki z jej mentorem. Ponownie jednak postanowiła nie naciskać zbyt mocno, by nie spłoszyć czarnej. 
Gdy skończyły pracę, Poranek już od dawna wiedziała, jak chce zakończyć tę sytuację. Zamierzała odwrócić się ku swojej towarzyszce z uśmiechem i pochwalić to, jak dobrze wyszła im współpraca. Po chwili, udając lekkie zawstydzenie, zaproponowałaby kolejne spotkanie, nawet jeśli miałoby znowu polegać na wspólnym poprawianiu legowisk. Jednak to Rozwydrzona odezwała się jako pierwsza, patrząc jej prosto w oczy. 
Już samo to sprawiło, że przez chwilę zapomniała, jak poprawnie się oddycha. Oczy Nocki były przenikliwie żółte, tak jak te należące do Poranek. Ślepia starszej z uczennic wyróżniał bezbrzeżny smutek, jaki można było w nich dostrzec. Było jednak coś pięknego w tych dwóch smutnych gwiazdach lśniących na czarnym niebie jej pyszczka… 
— Dlaczego to zrobiłaś? Dlaczego mi pomogłaś? Nikt inny tego nie zrobił. To miło z twojej strony, ale tylko się niepotrzebnie męczyłaś, zamiast odpocząć po treningu. Dlaczego to dla mnie zrobiłaś? — pytała uparcie Rozwydrzona. Nawet jeśli jej słowa zdawały się być spowodowane czystą ciekawością, Poranek obawiała się, że mogą być formą ataku. 
— Po pierwsze, mój trening został dziś skrócony wbrew mojej woli i nie zdążyłam się nawet zmęczyć na tyle, by potrzebować odpoczynku. Chciałam za to znaleźć coś, co zajmie jednocześnie moje ciało i umysł, a przypadkiem natknęłam się na ciebie. Mój pierwszy powód jest więc czysto egoistyczny — mruknęła, przeciągając się powoli. — Po drugie, to smutne, że nikt inny ci nie pomógł. Jeszcze nie wiem, co o tobie sądzić, ale nie zdajesz się być złym kotem. Z jednej strony zaatakowałaś moją babcię i być może powinnam cię za to nienawidzić do końca życia, ale… z drugiej strony jest w tobie coś takiego, co każe mi poznać cię bliżej, sugeruje, że jest w tobie o wiele więcej, niż mi się zdaje. — Spuściła na chwilę pyszczek w dół, woląc w tym momencie nie utrzymywać kontaktu wzrokowego z kotką. Choć dziwiło to ją samą, mówiła szczerze. Być może nie odsłaniała całej prawdy, ale również nie kłamała. 
Właśnie wtedy do legowiska wparował Brzaskowa Łapa. Już od progu, zauważywszy swoją siostrę, zaczął na coś utyskiwać, najwyraźniej również niezadowolony z przebiegu swojego treningu. 
— Przepraszam, muszę porozmawiać z bratem. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będziemy miały okazję do rozmowy — wyszeptała z delikatnym uśmiechem i, nie czekając na odpowiedź, oddaliła się w stronę Brzasku. 
Choć nie chciała się do tego przyznać nawet przed samą sobą, uciekła. Uciekła od Rozwydrzonej Łapy, ponieważ bała się dalszego przebiegu tej rozmowy, która zaczynała wchodzić na zbyt osobiste i szczere tematy. Uciekła również dlatego, że brat zdawał się do tej pory nie zauważyć, z kim rozmawiała, a ona sama nie chciała, by rodzeństwo wiedziało, że się zadaje z Rozwydrzoną. Nie byli jeszcze gotowi na usłyszenie o jej planie. A już na pewno nie byli gotowi na informację, że Poranek szczerze miała nadzieję na kolejną (i kolejną, i kolejną, i kolejną…) rozmowę z kotką, którą prawdopodobnie cała ich rodzina darzyła nieprzyjemnymi uczuciami. 
 
~*~
 
Poranek miała tego cholernego starego dziada po koniuszki uszu. Nie dość, że wyrwał ją ze snu dosłownie kilka uderzeń serca po tym, jak słońce zaczęło się wychylać zza horyzontu (i to w dzień, który miała wolny od treningu!), to jeszcze wymyślił sobie jakieś z dupy wyciągnięte bojowe zadanie. No to teraz łaziła gdzieś po jakichś chaszczach w okolicy, w której nawet nigdy wcześniej nie była, szukając zielska, którego nazwy nie była w stanie zapamiętać, powtarzając w głowie cechy jego wyglądu (nie było to niestety „niebieski kwiat i kolce”), a słońce już szczytowało na niebie. 
Była niewyspana, głodna i ogólnie wkurwiona. Miała ochotę to rzucić w cholerę, wrócić do obozu i mieć gdzieś medyka, ale wiedziała, że jedynym, co by w ten sposób zyskała, był wpierdol. Miała jeszcze trochę rzeczy, których chciała się nauczyć od Gęsiego Wrzasku, wolała się więc mu zbędnie nie narażać. Brodziła więc w tych pieprzonych krzakach dalej, aż do sierści na łapie nie przyczepił się jakiś cholerny rzep. Była gotowa stratować tę roślinę, wyżyć się na niej, ale wtedy zrozumiała, że… 
Rzepy. Staruch wysłał ją po roślinę, która miała rzepy. Oprócz tego miała mieć też długie łodygi, które również miała teraz przed sobą. Jakkolwiek nie nazywało się to cholerstwo, samo się znalazło! 
Z triumfalnym uśmiechem na wypełnionym głupimi zielskami pysku wyruszyła w drogę powrotną do obozu. Jak się okazało, nie musiała nawet do niego dochodzić, ponieważ Gęsiego spotkała jeszcze przed owym obszarem, gdzieś w środku lasu. Jedynym problemem było to, że nie był sam. Towarzyszyła mu jego uczennica, którą Poranek od momentu ich rozmowy nad poprawianymi legowiskami widywała jedynie z daleka. Surowy mentor, jak pewnie często to robił, wydzierał się na nią tak, że wszystkie ptaki pouciekały z okolicznych drzew, a ona drżała na całym ciele, starając się coś mu wytłumaczyć. Poranek zauważyła, jak kocur napina mięśnie, szykując się do ataku i zadziałała, zanim zdążyła pomyśleć. 
— Heeej, Gęsi Wrzasku! — wykrzyknęła (a raczej spróbowała, jako że chwasty w pysku całkiem skutecznie jej to utrudniały), podchodząc do niego dziarskim krokiem. 
Jakkolwiek głupie to nie było, zadziałało. Medyk zatrzymał się wpół ruchu, jedynie delikatnie drasnąwszy bok swojej uczennicy, po czym obrócił swe mordercze spojrzenie ku gówniarze, której udzielał dodatkowych nauk. 
— Trochę mi to zajęło, ale w końcu się udało! Oto twoje… eee… rzepy! — oznajmiła, wypluwszy zioła na trawę. 
— „Trochę” ci to zajęło? Minęło, kurwa, pół dnia! I oczywiście nawet za chuja nie pamiętasz, jak się nazywa ta roślina! Zastosowania pewnie też nie pamiętasz, co, gówniaro? — prychnął i znowu się zamachnął, tym razem na inną kotkę. Odskoczyła. — Przynajmniej przyniosłaś to, co miałaś przynieść, i w sensownych ilościach — westchnął. — A teraz wbij sobie w ten pusty łeb: to jest przytulia czepna, która służy do zapobiegania pocierania okładu o kocią skórę i podrażniania jej. Przyczepiamy rzepy do okładu, żeby go unieruchomić. Czaisz? 
— Czaję. — Kiwnęła głową. 
— No to spierdalaj — syknął. — Ty też spierdalaj — zwrócił się do Rozwydrzonej Łapy. — Jeśli jutro znowu powtórzysz ten sam błąd, to spuszczę ci wpierdol twojego życia — rzucił na odchodne i powędrował w kierunku obozu. 
Dopiero wtedy Poranek przypomniała sobie o istnieniu i obecności Nocki. 
— Wszystko w porządku? Mocno cię drapnął? — spytała, podszedłszy do czarnej. 
— Nie… To nic — mruknęła starsza z uczennic. 
— Skoro tak uważasz… — Poranna Łapa postanowiła nie naciskać. — Słuchaj… Nie wiem, o co tak się rzucał, ale jeśli chcesz, możemy razem potrenować, żeby wyeliminować ten cały błąd. Albo, jeśli to zabrzmi bardziej kusząco, możemy po prostu znaleźć jakieś przyjemne miejsce, w którym będziesz mogła odpocząć i się odstresować… Co ty na to? 
 
<Rozwydrzona?>
[trening medyka; 1500 słów]
[Przyznano 30%]

05 września 2023

Od Rozwydrzonej Łapy CD. Porannej Łapy

 - Witaj, Ro… Nocna - powiedziała uśmiechając się lekko. - Potrzebujesz przy tym pomocy? Razem pójdzie szybciej, a ja i tak nie mam teraz nic lepszego do roboty - zaoferowała. Rozwydrzona Łapa uniosła głowę na młodszą kotkę. Czy dobrze usłyszała?
- Ty… chcesz mi pomóc? - zapytała nie wierząc własnym uszom. Jeszcze w całym Klanie Wilka nie znalazł się żaden kot spoza rodziny, który oferował jej pomoc. Poranna Łapa kiwnęła lekko głową.
- I tak nie mam nic innego do roboty, a tak się na coś przydam. - miauknęła. Nocka odsunęła się, robiąc miejsce drugiej uczennicy. Zmierzyła ją przy tym nieufnym spojrzeniem. Coś tu było nie tak. Była córką Szakalej Gwiazdy, a wolała nie podpadać bardziej liderce.
- Um… dzięki. Jesteś pewna? Nie chciałabym, żeby ktoś uznał, że nie spełniam swoich obowiązków. Że wyręczam się tobą. Zwłaszcza, że… no cóż, nie mam z twoją mamą najlepszych stosunków. Ale chcę to naprawić! Tylko, że ona nie za bardzo mnie lubi. - wyznała. Nie powiedziała tak dużo na raz od kilku wschodów słońca. Po co tyle paplała? Czy życie nie nauczyło jej, że należy być ostrożniejszym? Nie powinna tyle mówić tej kotce. Na przyszłość będzie ostrożniejsza.
- Nikt nas tu nie widzi. Jak się miewasz? - zapytała i od razu się zarumieniła. Nic dziwnego. Głupie pytanie. Jak się miewa. Źle. Jednak zaraz przyszły inne myśli. Nikt nie zapytał się jej jak się czuje. Odpowiedź była oczywista, ale jednak. Ktoś przejmował się tym, że jest jej źle. Albo po prostu Poranna Łapa chciała zacząć rozmowę. Może jednak nie ma złych zamiarów? Nadal jednak należało zostać ostrożnym.
- Nie za dobrze. Sama rozumiesz. Może kiedyś będzie lepiej. Zapracuję na to. Na razie jednak jest bardzo źle. Gęsi Wrzask… - zaczęła i zamilkła. Po co tak dużo mówi? Czy nie lepiej byłoby po prostu odpowiedzieć jednym słowem?
- Co z nim? - zapytała kotka.
- Uczy mnie. Jest wymagający, ale na takiego zasługuję. - zawahała się, czy powiedzieć coś jeszcze. Szybko uznała, że to zły pomysł. Nie wspomniała o przekleństwach, którymi obrzucał ją każdego dnia. Nie mówiła o ranach, które jej zadawał. To były zbędne informacje dla drugiej kotki. W milczeniu zabrały się na wymienianie mchu. Kiedy milczenie stało się nieznośne, Rozwydrzona Łapa podjęła rozmowę.
- Jak ci idzie szkolenie? - zapytała nie przerywając pracy. Faktycznie szybko im szło. Do wymiany zostały dwa legowiska.
- Dobrze! Mój mentor mówi, że jestem druga najlepsza z rodzeństwa. Pierwsza jest oczywiście Świtająca Łapa. Ona została stworzona do wielkich rzeczy. A ci jak idą treningi? - odpowiedziała. Rozwydrzona Łapa zjeżyła futro słysząc imię kotki.
- Z polowania jestem niezła. Potrafię złapać praktycznie każda zdobycz, jeśli nie obserwuje mnie Gęsi Wrzask. - miauknęła. Nie powiedziała, jak jej idzie z walką, ale tego Poranna Łapa chyba nie musiała wiedzieć.
- A jaka to różnica? W sensie Gęsi Wrzask? - zapytała. Rozwydrzona Łapa spięła się.
- Stresuje mnie. - powiedziała cichutko pragnąc, żeby rany na jej ciele stały się mniej widoczne.
- Aha. - odpowiedziała jednym słowem. Nie pytała się o nic więcej. Kiedy skończyły, Rozwydrzona Łapa spojrzała w oczy Poranek.
- Dlaczego to zrobiłaś? Dlaczego mi pomogłaś? Nikt inny tego nie zrobił. To miło z twojej strony, ale tylko się niepotrzebnie męczyłaś, zamiast odpocząć po treningu. Dlaczego to dla mnie zrobiłaś? - zapytała pchana czystą ciekawością.

<Poranna Łapo?>
[513 słów}
[Przyznano 10%]

31 sierpnia 2023

Od Porannej Łapy do Rozwydrzonej Łapy

 To nie tak, że idea nawigacji w tunelach była całkowicie obca Porannej Łapie. Przemieszczała się nimi często, poruszając się po obozie swojego klanu i jego okolicy. Nie oznaczało to jednak, że nauka tej zdolności przychodziła jej łatwo — trudności z orientacją w terenie sprawiały, że kotka potrafiła zgubić się na powierzchni, a co dopiero w ciemnych tunelach, które ciągnęły się gdzieś pod ziemią w niejasnej dla Poranku siatce.
Wiedziała jednak, że MUSIAŁA jakimś cudem posiąść tę umiejętność. Początkowo, kiedy postanowiła po prostu wykuć się na pamięć ilości kroków i kierunków zakrętów, szło jej całkiem nieźle, ale już następnego dnia Wroni Trans wprowadził ją innym zejściem, oddalonym nieco od korytarzy, które już znała, i po prostu stanęła jak wryta.
Teraz, po upływie zaledwie kilku wschodów słońca od śmierci Zmierzchu, motywacja Poranek była zwielokrotniona. Trening od wschodu do zachodu słońca, nie tylko pod okiem mentora, lecz czasem i samotnie, był jedynym, co pozwalało jej zagłuszyć niechciane myśli i emocje. Nie mogła się skupiać na tym, co się wydarzyło. Miała już czas na opłakiwanie siostry, teraz nadszedł czas na powrót do treningów. 
Miała wciąż wiele do nauczenia się. Świtająca Łapa była na przedzie przyjacielskiej rywalizacji pomiędzy rodzeństwem i choć Poranek uplasowała się na drugim miejscu, wciąż pozostawała mocno w tyle. Zamierzała więc jak najszybciej zdobyć resztę wiedzy i umiejętności, jakich potrzebowała, by stać się świetnym wojownikiem.
Stała więc gdzieś w tym pieprzonym tunelu, zaciskając zęby i szukając czegokolwiek w jego ciemnych ścianach, co powiedziałoby jej, gdzie ma się kierować. Owszem, znała teorię. Wiedziała o świeżych powiewach powietrza, które można było odczuć w okolicach wyjść z tuneli. Wiedziała, że nie powinna polegać najbardziej na wzroku, a na innych zmysłach, szukając dźwięków czy zapachów. Wszystko to wiedziała, ale nic, absolutnie nic jej to nie dawało.
Miała ochotę to po prostu pieprzyć. Jakimś cudem tu i teraz wykopać dziurę w sklepieniu i przez nią wydostać się na powierzchnię. Wiedziała jednak, że, nawet jeśli jakimś cudem jej się to uda, będzie to równoznaczne z poddaniem się, z porażką. A ona nie zamierzała się poddawać. Zamierzała zostać jedną z najznakomitszych wojowniczek w klanie. Dla Zmierzchu, jej cudownej, cichej siostrzyczki.
Sama więc również zamilkła, choć do tej pory wydała z siebie jakieś dziesiątki westchnień, mruknięć i zdenerwowanych pomiaukiwań. Przycisnęła nos do ziemi, potem ucho. Przez chwilę rozważała, czy polizanie jej coś by dało, ale ostatecznie z tego zrezygnowała. 
Poszła dwa kroki w jedną, a potem w drugą stronę, nie pamiętając już zupełnie, w którym kierunku zniknął Wroni Trans, który ją tu przyprowadził. Nagle zatrzymała się jak wryta.
Szum. Cichutki, tak naprawdę ledwo słyszalny, ale najprawdziwszy szum. Dobiegał gdzieś z jej lewej strony. Tam też się udała. 
Przy kolejnym rozwidleniu udało jej się usłyszeć tupot małych łapek tuż nad sobą. Nie wiedziała, do kogo należały, ale prawdopodobnie była coraz bliżej powierzchni. Tylko w jednym z korytarzy było go słychać głośniej, tam więc się udała. Tunele naokoło niej zaczynały coraz wyraźniej pachnieć wilgocią.
Jeszcze jedno rozwidlenie. Śpiew ptaków. A w kolejnym cudowny, orzeźwiający podmuch powietrza. Rzuciła się pędem i prawie wpadła w swojego mentora, który czekał na nią za kolejnym zakrętem.
— Kierowałam się odgłosami, zapachami i uczuciami, tak jak mi kazałeś! — oznajmiła z dumą, zanim on zdołał otworzyć pysk.
— To świetnie. Musisz to jeszcze przećwiczyć, stać się szybsza i bardziej pewna w swoich wyborach, ale jesteś na dobrej drodze — pochwalił ją Wroni. — Ale na dziś już koniec — zaznaczył, wyprowadzając ją z tuneli.
— Co?! Jak to?! Wroni Transie, proszę cię, nie możemy skończyć treningu tak wcześnie! — jęczała, wpatrując się w górujące na niebie słońce. — Mogę jeszcze pochodzić po tych tunelach albo porobić cokolwiek innego. Muszę ćwiczyć, nie mam czasu na przerwy! — krzyczała, tupiąc łapą.
Wroni skulił się nieco, ale, wbrew oczekiwaniom kotki, był nieugięty.
— Od śmierci siostry ćwiczysz całymi dniami. To godne podziwu, ale i niepokojące, Poranna Łapo. Rozmawiałem o tym z twoją matką, Szakalą Gwiazdą, i oboje uważamy, że powinnaś przynajmniej przez jeden dzień dać sobie odpocząć. Nie możesz zapracować się na śmierć.
— Skoro nie chcesz mnie nadzorować, będę ćwiczyć sama — prychnęła i odeszła od niego bez słowa pożegnania.
Próbowała wielu rzeczy. Na początku rozważała odnalezienie Świtającej, Brzaskowej lub Jutrzenkowej Łapy i ich mentorów, by dołączyć do ich treningu, ale wszyscy najwyraźniej się gdzieś zaszyli, ponieważ nie udało jej się znaleźć nikogo z nich. W końcu postanowiła potrenować sama. Upolowała dwie myszki, które położyła na stosie żywności. Trenowała tropienie, starając się po śladach odnaleźć konkretne koty. Weszła na drzewo wyżej niż kiedykolwiek wcześniej. Dzień mijał jednak boleśnie powoli, a jej mięśnie, wyczerpane codziennymi treningami i nieprzespanymi nocami, krzyczały z bólu.
Z żałosnym westchnieniem skierowała swe kroki ku legowisku uczniów. Skoro i tak ten cholerny trening jej nie wychodził, mogła równie dobrze położyć się i zdechnąć.

Niestety w legowisku był już ktoś inny, co nieco psuło plany Poranek dotyczące umierania. Przy posłaniach kręciła się Rozwydrzona Łapa, wymieniając mech na świeży. 
Poranna Łapa stanęła w wejściu, cichutko przypatrując się starszej od siebie uczennicy. Jej czarne futerko nie lśniło tak, jak powinno u zdrowego, silnego kota. Żółte oczy, które powinny być nieziemsko piękne (tak jak, nieskromnie mówiąc, oczy Poranek), również straciły gdzieś swój radosny blask. 
„Dobrze jej tak” było pierwszą myślą, która nawiedziła głowę młodszej uczennicy. Zaatakowała — i to dwukrotnie! — jej babcię, byłą liderkę, matkę obecnej liderki. W jakimś głupim szale, zapewne po usłyszeniu przepowiedni, postanowiła się wyżyć na doświadczonej kotce, której powinna służyć. 
„Powinna była za to zdechnąć” brzmiała kolejna myśl. Ale zaraz po niej przyszła refleksja. Rozwydrzona Łapa była niewiele starsza od niej samej. Wciąż nie miała doświadczenia życiowego, a charakterem przypominała bardziej Jutrzenkę niż samą Poranek czy na przykład Świt. Jakkolwiek bardzo jej winy nie złościłyby córki liderki, młoda kotka wciąż mogła je odkupić.
Skoro matka nie wydała na nią kary śmierci i dała jej szansę na poprawę — i to pod okiem Gęsiego Wrzasku! — być może coś w niej widziała. Może dla Nocki była jeszcze jakaś nadzieja? Być może za jakiś czas stanie się godna zrozumienia prawdy i dołączenia do Kultu?
Poranek, jako dumna przyszła Kultystka (nie wyobrażała sobie nawet przyszłości, w której nie zasiliła szeregów organizacji), postanowiła pomóc zagubionej istocie dotrzeć do prawdy. 
Nie oznaczało to jednak, że od razu wybaczyła jej to, co ta zrobiła jej babce.
Odchrząknęła i podeszła do uwijającej się wciąż przy pracy uczennicy. 
— Witaj, Ro… — zawahała się. Domyślała się, że kotka zapewne nie lubiła swojego obecnego imienia. — Nocna — dokończyła z delikatnym uśmiechem. — Potrzebujesz przy tym pomocy? Razem pójdzie szybciej, a ja i tak nie mam teraz nic lepszego do roboty — zaoferowała.

<Rozwydrzona?>
[1065 słów, nawigacja w tunelach]
[Przyznano 26%]