BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mysi Krok x Ryjówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mysi Krok x Ryjówka. Pokaż wszystkie posty

01 października 2022

Od Ryjówki CD. Mysiego Kroku

     Od ucieczki przed szalonym Dwunożnym minęło wiele sezonów. Kotka pielęgnowała to wspomnienie, bo upewniało ją w przekonaniu, że istoty na dwóch łapach potrafią być okrutne. To nie było jej ostatnie spotkanie z Mysim Krokiem. Kolejne spotkanie zakończyło się wspólną nocą w norze. Do niczego między nimi nie doszło, to była tylko przysługa. Właściwie nie wiedziała, dlaczego dba o tchórzliwego wojownika Klanu Klifu. 
    Szukała jedzenia. Od dwóch dni burczało jej w brzuchu, ale nie miała okazji wytropić czegoś porządnego na terenie, gdzie aktualnie nocowała. Była świadoma, że znacząco się oddaliła, ale dla samotnika lubiącego wycieczki, taka stanowiła przyjemność i okazję do przeszpiegów. Łapy szylkretowej samotniczki uderzały cicho o ziemię, zdradzając jej ostrożność. Zatrzymała się, dostrzegając w oddali znajomy kremowy kształt. Zamrugała. Musiała się upewnić, czy to nie był inny kot. Po zapachu ciężko poznać konkretnego kota, gdy wszyscy klifiacy pachną tak samo. Poznała go po sylwetce i ruchach, przecież była dobrą obserwatorką. 
    — Co ty tu robisz, mysi móżdżku?
    Mysi Krok zatrzymał się. Odwrócił niepewnie za siebie. Poznała go tak samo dobrze, jak on ją zapamiętał. Ryjówka wyprostowała sylwetkę.
    — Ryjówko... — miauknął żałośnie, zanosząc się ponownie płaczem.
    Kotka spoglądała na niego zdezorientowana. Dlaczego znowu ryczał? Wyglądał na słabego. Niczym kociak, który właśnie zgubił ulubioną zabawkę.
    — Znowu czegoś się przestraszyłeś? — zapytała zażenowana.
    Kocur pokręcił łbem. Drżał nerwowo, a ona coraz bardziej była zirytowana. Traciła cierpliwość. Marnował jej czas, który mogła przeznaczyć na udane polowanie. Ale nie ruszyła się z miejsca, czekając aż Mysi Krok nabierze odwagi w jej towarzystwie. 
    — No więc? Nie mam całego dnia na ciebie. — mruknęła.
    Myszek spojrzał niepewnie w jej ślipia.
    — Za... za-zabiłem... k-kogoś...
    W pierwszej chwili rzuciła mu zaskoczone spojrzenie. Mysi Krok kogoś zabił? Chyba nigdy nie była równie zdziwiona. Wojownik był niepewnym siebie, strachliwym kocurem, ale nie był typem kota, który morduje dla przyjemności. Odetchnęła chłodnym powietrzem. Cokolwiek go do tego skłoniło, to czuła, że gryzą go wyrzuty sumienia. Zastanowiła się, czy potrafiłaby zabić i nie przeraziła się swoją odpowiedzią - tak, zabiłaby każdego, kto na to zasłużył. Ale ona była inna. Musiała walczyć o przetrwanie. Trudne życie nie pozostawiło jej wyboru. 
    Podeszła do niego. Mysi Krok odwrócił pyszczek. Nie patrzył na nią. Ryjówka nie była najlepszym kotem do pocieszenia. 
    — Stało się. — mruknęła. — Nie będę cię oceniać ani powodu, dlaczego to zrobiłeś. 
    Zmusiła go, żeby spojrzał w jej ślepia. 
    — W klanach każe się zabójców. Nie poradzisz sobie na wygnaniu. Musisz to wszystko przetrawić i wrócić do normalnego funkcjonowania. Twoje zachowanie jest zbyt podejrzane. 

*

    Nie wiedziała, co wydarzyło się w następstwie. Czasami zastanawiała się, czy nie powinna pokazać mu brutalności życia. Żeby stał się silniejszy, przestał być tchórzliwym mysim bobkiem. Czy gdyby zaproponowała mu wspólną wędrówkę, to Mysi Krok poszedłby z nią, porzucając klanowe życie? Od zawsze wiedziała, że tylko samotnicy mogą naprawdę poczuć wolność, stać się niezależni i odporni. 
    Czy poradził sobie z wyrzutami sumienia?
    Mogłaby zadać wiele pytań, ale z natury nie była ufna i rozgadana. Nawet go nie zapytała, czy miał problemy po późnym powrocie ze Zgromadzenia. Po prostu się rozstali, kolejny raz do swoich spraw. Wędrówka Ryjówki osiągnęła szybkie tempo. Wyprawa do miasta pozwoliła jej zaznać okrucieństwa innego świata. Powróciła do lasu, zatrzymując się w obozie Owocowego Lasu. Akurat mieszkańcy uciekli po krwawej tragedii. 
    
— Musisz atakować mocniej. Co jest z tobą?! Masz niestabilną pozycję. Wróg by cię zabił od razu. Skoncentruj się! Zamachnij się!
    Ryjówka dyszała ciężko. Kolejny trening ze Szkarłatem. Odkąd kocur zaczął ją trenować, samotniczka zauważyła poprawę swoich umiejętności. Stała się zwinniejsza, szybsza, czujniejsza. Musiała atakować zdecydowanie. Szkarłat nie był najlepszym wojownikiem na świecie, ale znał na tyle dobrze walkę, że okazał się dobrym nauczycielem. Lekcji nie miało być dużo, ale Ryjówka była gotowa podjąć ryzyko i pracować jeszcze intensywniej. Dni upływały im na treningach w starym obozie Owocowego Lasu. Skryci w cieniu drzew, pozostawali niewidoczni dla patroli, które raz na jakiś czas zaglądały w te strony, chcąc się upewnić, że można wrócić. Trenowali rano i popołudniu, czasami również w nocy, chociaż oboje musieli mieć też czas na polowanie. Szkarłat próbował ją zagadywać, wypytywać o jej samotnicze życie, ale pozostała nieufna. Niewiele mówiła, za to wykonywała polecenia, skutecznie ucząc się coraz więcej nowych ruchów. Od niego także się nie dowiedziała wielu faktów z życia. Na pewno oboje mieszkali w mieście. Ryjówka nie chciała bliżej poznawać kocura, gdyż dla niej był to jedynie tymczasowy mentor, jak tamten przyjazny członek Klanu Nocy, który nauczył ją pływać lub kotka mówiąca językiem lisów. 
    Zamachnęła się, z całej siły uderzając kocura w nos. Szkarłat cofnął się pod wpływem nagłego ruchu. Wykorzystała ten moment, żeby na niego skoczyć i powalić na ziemię. Szybko poczuła kopnięcie na swoim brzuchu. Skrzywiła się z bólu. Chwyciła kocura za łapę, wbijając się w nią niemal agresywnie. 
    — Wystarczy. — syknął rudzielec. 
    — Oh, naprawdę? A tak dobrze się bawię. — mruknęła drwiąco, schodząc z kocura.
    Nie wiedziała, czy uważa ją za godnego rywala, ale jej to nie obchodziło. Wkrótce szkolenie miało dobiec końca. Umiała walczyć i to była dobra umiejętność. 
    Zerknęła na niebo. Pogoda wydawała się odpowiednia na daleką wędrówkę, którą miała tego dnia w planach. Odwróciła się, udając w stronę zniszczonego Ogrodzenia. 
    — A ty dokąd? — usłyszała za plecami głos Szkarłatu. — Jeśli idziesz na polowanie, to się przyłączę. Szybciej wrócimy do ćwiczeń. 
    — Każdy troszczy się o siebie, Szkarłacie. — odpowiedziała chłodno, zanim zniknęła w zaroślach. 
    Sprawnymi i pewnymi krokami kierowała się przed siebie, żeby w pewnym momencie puścić się biegiem przez bagna. Wiatr muskał szylkretową sierść i pyszczek. Dystans zmniejszał się coraz bardziej, a ona nie nabierała wątpliwości. Wiek robił swoje, starzała się, księżyce młodości miała za sobą i musiała mierzyć się z tym, że odejdzie z tego świata. Chciała pozostawić po sobie ślad. Wędrówki były dla niej sposobem na wyrażenie wolności, ciekawości, niezależności. Natomiast gdy ona zniknie, to również straci wspomnienia z nimi związane. Najlepszym rozwiązaniem było urodzić potomstwo. Silne, zdrowe kociaki. Z jej krwi. Wiecznych, niezależnych samotników. Ale sama nie mogła tego dokonać, więc szukała Jego.
    Wkroczyła na terytorium Klanu Klifu, szybko chowając się w zaroślach. Czuła intensywny zapach klifiaków i nie chciała być złapana przez któregokolwiek z nich. To dziwne, ale doskonale wiedziała, co powie, gdy tylko spotka Mysi Krok. 
    Ale do spotkania nie doszło. Ani na terytorium Klanu Klifu, ani podczas obserwacji Zgromadzenia. Zupełnie tak, jakby Mysi Krok rozpłynął się w powietrzu. Zginął? Ta myśl wydała się dziwnie bolesna. Świadomość, że po raz pierwszy czuje przykrość po stracie innego kota. 
    — To koniec naszej współpracy, teraz będziesz umieć się bić. — Szkarłat obrzucił ją spojrzeniem swoich chłodnych ślepi, zaraz po jej powrocie do chwilowego obozowiska. 
    Ryjówka spojrzała na niego z powagą. 
    — Zanim odejdziesz, mam kolejną propozycję. — jej ślepia nie zdradzały żadnych emocji, zupełnie jakby w środku była pusta. — Jakiś kawałek za Owocowym Lasem jest nora. Udasz się tam za mną i pomożesz zabić moją matkę. To ja odbiorę jej życie, ale chcę mieć pewność, że mi nie ucieknie.
    — Musisz jej nienawidzić. 
    — Dobrze wspominasz swoją matkę? — spojrzała na niego kątem oka. Zauważyła napięte mięśnie u swojego towarzysza. — Jeśli tchórzysz to powiedz od razu. Poradzę sobie bez żałosnych imitacji wojownika. 
    — Jeśli chcesz mojej "pomocy" musisz dać mi coś w zamian. — mruknął, mierząc kotkę spojrzeniem. — A to będzie trudne, niczego nie potrzebuje.
    — Jest coś, czego potrzebujemy oboje. — zbliżyła swój pyszczek do jego ucha. — Mogę urodzić kocięta, silne i waleczne. 
    Szkarłat zgodził się od razu, również chciał przekazać swoją krew. Umowa została zawarta. Pozostało tylko czekać na odpowiedni moment, żeby zaatakować Melodyjkę. Ryjówka przyzwyczai się do myśli, że urodzi młode. Szkarłat był silnym kocurem i przynajmniej mogła mieć pewność, że potomstwo będzie wystarczająco silne, żeby ją zadowolić i przeżyć. 

04 sierpnia 2021

Od Ryjówki CD. Mysiego Kroku

Nigdy więcej nie widziała szalonego Dwunożnego, którego kij był w stanie zabić kota. Pomyśleć, że gdyby któryś leśny kot posiadł tą broń, mógłby stać się niezwyciężony. Ryjówkę zainteresowało, jak działa to urządzenie i skąd się bierze. 
Szylkretowa kotka zmrużyła brązowe ślepia, wpatrując się w horyzont, gdzie mieściła się siedziba Dwunożnego. Jej ogon poruszył się lekko. Może powinna udać się w tamtym kierunku. Wtedy obok niej poruszyło się kremowe cielsko. Kotka zwróciła wzrok na Mysi Krok. Kocur spał wtulony w jej futro. Ucho Ryjówki drgnęło. Tej nocy było jej ciepło. Niemal przypominało jej to czas, gdy mieszkała z rodzeństwem i wtulali się w siebie podczas chłodnych nocy. 
Pierwsze promienie słońca przedarły się do Nory. Podczas Zgromadzenia rozpętała się straszliwa burza. Błyskawice nie pozwoliły strachliwemu klifiakowi na powrót do obozu. Dlaczego Ryjówka z nim została? Zmęczenie musiało wziąć górę. Nie mógł istnieć inny powód, powiedziała sobie w myślach.
- Wstawaj, lisi bobku. - pchnęła kocura tak, że się od niej odsunął. 
Mysi Krok otworzył pośpiesznie oczy. Zjeżył futro. Taka nieoczekiwana pobudka spowodowała u niego zdezorientowanie. Zamrugał kilka razy, żeby odpędzić resztki snu i dopiero wtedy skupił się na Ryjówce, dopiero przypominając sobie wczorajsze zajście. 
- Długo spaliśmy? 
- Powiedzmy, że nie wiedziałam, że jest z ciebie taki śpioch. - mruknęła kotka, opuszczając Norę. 
Na zewnątrz było o wiele więcej miejsca. Wyciągnęła przed siebie łapy, rozprostowując szczupłe ciało i długie łapy. Mysi Krok wyczołgał się z kryjówki zaraz za nią. Kotka zaczęła wylizywać swój bok, kątem oka obserwując jego poczynania. Kremowy wpatrywał się w niebieskie niebo. Było tak czyste, jakby wczoraj nic się nie wydarzyło. 
- Powinienem wrócić do swojego klanu. - miauknął po kilku uderzeniach serca, przenosząc wzrok na Ryjówkę. 
Córka Melodyjki wzruszyła ramionami.
- Odprowadzę cię, mysi móżdżku. Jeszcze się zgubisz po drodze. 
- Wiem, gdzie leżą tereny mojego klanu. - mruknął. 
- Więc sprawdź, czy cię tam nie ma.  - wywróciła oczami.
Ryjówka minęła swojego towarzysza i zaczęła się kierować w stronę terytorium Klanu Klifu, jakby nigdy nic. Czuła na sobie spojrzenie Mysiego Kroku. Odprowadzi mysiego móżdżka na jego tereny i się pożegnają. Wojownik szybko ją dogonił. Zrównali się, idąc teraz ramię w ramię, krok w krok. 
- Wczoraj piszczałeś jak mały kociak. Nie przetrwałbyś jako samotnik. - mruknęła Ryjówka, mijając gęste zarośla. Nie wyczuła żadnej zwierzyny. Będzie musiała później udać się na polowanie.
- Dlaczego jesteś samotniczką? 
Uniosła uszy, zerkając na niego kątem oka. 
- Zawsze nią byłam. 
- I nigdy cię nie ciągnęło do klanu?
- A ciebie do bycia wolnym? - prychnęła. 
Owszem, była raz w klanie, konkretnie należała do Klanu Burzy. Jednakże wolała wyrzucić ten czas z pamięci. Była wtedy mała, a już dobrze znała życie. Westchnęła cicho. Księżyce mijały zaskakująco szybko. Podobnie jak ich trasa. Dwójka kotów dotarła na miejsce. Mocny zapach Klanu Klifu doskonale o tym świadczył. Kotka stanęła wyprostowana. 
- Jesteśmy. Możesz już iść. - mruknęła. 


<Myszku? Co powiesz na kolejne spotkanie? c:> 

19 kwietnia 2021

Od Ryjówki CD. Mysiego Kroku

 *zima*

Zimno uderzało w nią z każdej strony. Ciężko było jej stawiać łapy w głębokim śniegu, ale jakoś dawała radę. Przemykała pośród białego puchu i licznych  drzew, zdobiących tereny Klanu Klifu. Kotka skrzywiła się na chłodne powietrze. Akurat jednak w tym momencie dostrzegła wgłębienie w ziemi. Wydawało się w sam raz na chwilowe schronienie. Na pewno osłoni ją przed zimnem. Kotka wcisnęła się do środka, wdzięczna losowi za zwinną sylwetkę. Przycupnęła w środku. Teraz już nie czuła aż takiego zimna. Powoli zamykały jej się oczy, spragnione porcji porządnego snu. Coś jednak nie pozwoliło jej stracić czujności. 
Kroki. 
Otworzyła oczy, wlepiając niezadowolone spojrzenie w kremowego kocura. Znowu on. Ostatnim razem, podczas śnieżycy, utknęli w jednej norze. Myślała, że już go nie spotka. Prychnęła, gdy odwrócił się i chciał odejść. Ryjówka wytknęła głowę ze szczeliny i śledziła jego coraz szybsze kroki. 
- Gdzie ci tak śpieszno, mysie serce? 
Jego imię pozostało dla niej nieznane. "Mysie serce" pasowało jednak w sam raz. Kocur nadal próbował odejść, ignorując jej zaczepkę. Kotka wystrzeliła z wgłębienia i gnając po śniegu zagrodziła mu dalszą drogę. Musiał się zatrzymać. Obrzucił ją niechętnym spojrzeniem. 
- Jestem na patrolu. Możesz się sunąć? 
Ryjówka mruknęła pod nosem. Czyli w okolicy kręciło się więcej klifiaków. Kotka wywróciła oczami. Jakby nie mogli trzymać się osobno, wtedy szybciej by wszystko oznaczyli. Klany działały na dziwnych regułach. Szylkretowa nie przerwała swojej obserwacji. 
- Jakoś nie mam ochoty. - odpowiedziała chytrze.
Kocur próbował ją obejść, ale sprawnie przesuwała się po bokach, nie dając mu możliwości ucieczki. 
- To aż tak zabawne? Odsuń się.
- Przesunąłbyś mnie sam, gdybyś nie był takim mysim sercem. - miauknęła z wyższością córka Słonika. 
Mysi Krok najwyraźniej długo nie chciał bawić się w jej gierkę. Po pewnym czasie odwrócił się i pomknął przed siebie. Ryjówka pognała za nim. Nie będzie jej uciekał! Albo patrolu szukał! Przecież jasno dała mu do zrozumienia, że ma siedzieć na zadku dopóki nie zdecyduje inaczej. Czuła jak jej łapy zapadają się w śniegu, ale nie mogła dać za wygraną, równając po pewnym czasie oddech. Wreszcie oboje zatrzymali się. Bieg w zimnie chyba nie był dobrym pomysłem. Jakoś zaczęło boleć ją gardło. Będzie musiała naprawdę dowiedzieć się więcej o ziołach. Kotka poruszyła koniuszkiem ogona, a potem otarła go o pysk wojownika, zwracając na siebie jego uwagę. 
- Myślałeś, że cię nie dogonię, mysie serce? Musisz się bardziej postarać. - stwierdziła. 
Mysi Krok otworzył już pysk, chcąc jej odpowiedzieć, jednak natychmiast go zamknął. Uniósł uszy, nasłuchując. Ryjówka zmarszczyła nos. 
- Co ci.... 
- Ciii. - przerwał jej syknięciem.
Powrócił do nasłuchiwania. Ryjówka wzniosła oczy do nieba. Coraz dziwniejszy ten kocur. Również zaczęła nasłuchiwać. Przez mocne podmuchy wiatru prawie nic nie docierało do jej uszu. Potrzebowała czasu, żeby wychwycić niezrozumiałe głosy. Wysunęła głowę zza drzewa.  Dostrzegła Dwunożnego kręcącego się przy płocie. Jego ciężkie łapy stąpały twardo po gruncie. Ryjówka skuliła się, żeby pozostać niewidoczną, znowu kryjąc się za drzewem, gdzie w takiej samej pozycji trwał mysie serce. 
- To ten szalony Dwunożny, który zabija koty? - szepnęła do niego, zachowując czujność. Jej instynkt był gotowy uciekać, gdyby niebezpieczeństwo za blisko podeszło.


<Myszku?> 

03 stycznia 2021

Od Ryjówki

 Śnieg skrzypiał pod łapami kotki, w miarę im oddalała się od swojego tymczasowego lokum. Zmysły samotniczki były wyczulone, gotowe na wychwycenie najmniejszego zapachu czy dźwięku. Klifiaki jak na obecny moment nie zorientowały się o jej obecności, mimo iż trochę czasu już pomieszkiwała na ich terenach. Postanowiła, że gdy tylko skończy się zima, wyruszy na terytorium Klanu Nocy. 
Ryjówka zatrzymała się. Dotarła do niej słaba woń gryzonia. Konkretnie myszy. Pora Nagich Drzew zawsze zbierała ogromne żniwo w postaci zwierzyny. Ciężko było ją znaleźć. Była przyzwyczajona do braku regularnych posiłków,  z resztą nie jadła zbyt dużo, a ponieważ odbywała swą wędrówkę samotnie, zawsze znajdowała smaczny kąsek. Samotniczka przypadła do odpowiedniej pozycji łowieckiej i podkradła się w stronę niczego niespodziewającego się stworzonka. Łapa za łapą. Powoli sunęła w kierunku gryzonia, a będąc w odpowiedniej odległości wybiła się z tylnych łapek. Przygniotła szarą istotkę do ziemi i szybko odebrała życie zanim to zdążyłoby pisnął. Zadowolona chwyciła mysz w pyszczek i oddaliła się kawałek. Przysiadła przy jakiś krzewach, które dawno straciły liście. Łapczywie pochłonęła swój posiłek. Mięso napełniło trochę jej brzuszek i zapewniło odpowiednią siłę. Samotniczkę wstała. Nie będzie zabawiać w jednym miejscu zbyt długo i wcale nie chodziło tutaj o zbyt niską temperaturę. Jakoś nie widziało jej się nakrycie przez intruza. Nie była na tyle dobrze wyszkolona w walce, żeby mierzyć się z kimś lepiej odżywionym. Zawsze warto stawiać w pierwszej kolejności na spryt. Ryjówka ruszyła dalej przed siebie, z utkwionym na dalekim horyzoncie spojrzeniem. 

Zawiał mocniejszy wiatr ocierający się o jej futro i utrudniający widoczność. Zaklnęła pod nosem. Żeby tylko nie rozpętała się śnieżyca. Nie widziało jej się czekanie w jakiejś norze. Wolała ten czas przeznaczyć na zwiedzenie obszaru. Jednak jak na złość dla córki Słonika zimny, wręcz lodowaty wiatr przybrał na sile, przynosząc ze sobą śnieg. Gruba warstwa białego puchu utrudniała poruszanie. Ryjówka skuliła się pod ogromnym naciskiem zawiei śnieżnej. Rozejrzała się wokół jednak nie przyniosło to efektu. Wszystko było pokryte w zimowym krajobrazie. Pozostało jej najlepsze wyjście w tej sytuacji, żeby nie zamienić się w bryłę lodu. Kotka rzuciła się przed siebie. Było to trudne, lecz dzięki długim i zwinnym łapą jakoś przebrnęła przez gęsty śnieg. W życiu samotniczki pech i szczęście zdawały się trwać w jednym rytmie, otóż wkrótce wypatrzyła norę. W sam raz na przeczekanie śnieżycy. I czasu po niej. 
Ryjówka powoli weszła do kryjówki. Po słabej woni rozpoznała, że kiedyś musiała należeć do lisa, jednak od długiego czasu pozostała nieużywana. Może wszystkie przeniosły się na dawne tereny Klanu Lisa? Nie zdziwiłaby się. Tutaj było zaskakująco mało miejsca. Z niezadowoleniem weszła głębiej, ładując swoje cielsko. Przynajmniej teraz nie będzie jej nic szczypać w oczy. 
- Hej? 
Uszy samotniczki stanęły na baczność. Odwróciła pyszczek i dopiero w tej chwili zauważyła skulonego obok kremowego kocura. Musiała stracić czujność. Do jej nosa doleciała woń Klanu Klifu. Dzieliła ich odległość jednego ogona myszy. Zdawało się również, że śnieżyca szybko nie ustąpi. Ryjówka zjeżyła futro, kładąc ostrzegawczo uszy i wysuwając pazury. Nie będzie jej żaden mysi bobek zabierać przestrzeni! 
- To moja nora. - mruknęła oschle kotka.


<Mysi Kroku?>