BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 18 października, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miętowy Strumień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miętowy Strumień. Pokaż wszystkie posty

22 sierpnia 2021

Od Lisiej Gwiazdy (Miętowej Gwiazdy)

Opowieść o kłach, które  rozszarpujące ciało.
O pazurach robiące krwawe ślady.

Otrzepał się, spoglądając na szylkretową medyczkę, która kuliła się w legowisku starszych jak najdalej od pozostałych dwóch rezydentów. Połowę jej głowy zdobił okład z liści oraz pajęczyny, która wczepiała się w sierść kotki. W głowie miał jej słowa, które szeptała, gdy cały klan uważnie się jej przyglądał.
“Ktoś nas zaatakował, deszcz zamaskował zapach. Tata… próbował mnie bronić. Widziałam tylko krew i jego zmasakrowane ciało”
Owinął ogon wokół łap, wypowiadając dobrze znaną formułkę. Oficjalnie Firletka przestała być medyczką a częścią starszyzny, pozwolił jej odejść w spokoju, spełniając życzenie przerażonej kotki. Odprowadził ją wzrokiem, aż ta nie zniknęła w półmroku legowiska.
Spokojnym tonem wybrał koty biorące z nim udział w wyprawie, które miały wystąpić przed szereg.
“Ta sytuacja więcej się nie powtórzy. Nie będę bezmyślnie szarżował na wroga jak moja poprzedniczka. W zamian za to, zamierzam zabezpieczyć klan przez sojusz z klanem burzy!”
Słyszał pomruki aprobaty i złości. Ktoś domagał się zemsty w formie wojny, ktoś chciał wytropić zabójcę.
Odpuścił jednak dyskusję z tymi heretykami, którzy ośmielali się podwarzać jego decyzję. Warknął ostro a w zielonych ślepiach błysnęło coś nieznanego.
Trawa, która urosła ponad normę przez rzęsiste deszcze chłostała go po pysku, gdy szedł w kierunku terytorium klanu burzy. Machnął ogonem, wychylając się ponad trawę. Otwarty teren zdradzał położenie jakichś sylwetek siedzących na głazie zgromadzeń.
Dreszcz przeszedł mu po grzbiecie.
Klan Gwiazdy.
 Ruszył w tamtym kierunku, co jakiś czas oglądając się za siebie.
Wrzosowa Łapa.
Gorzka Łapa.
Wroni Wrzask.
Zimorodkowy Blask.
Wszyscy, których wybrał szli za nim w zwartym szyku. Mimo wszystko uśmiechnął się obrzydliwie pod nosem. Robili to, co chciał i to bez zająknięcia. Cudownie.
— Piaskowa Gwiazdo?
Widok przemoczonej, wściekłej do granic możliwości przywódczyni sprawił, że na jego pysku pojawił się wyraz politowania. Liderka zeskoczyła na ziemię, bijąc ogonem na boki, gotowa do ataku. Kocur westchnął ciężko. Cholerna idiotka, może jednak pójdzie mu z nią łatwiej, niż sądził…
— Przyszedłem złożyć ci ofertę nie do odrzucenia — zaczął spokojnie — Możemy pomówić na osobności?
Kocica skinęła powoli głową, ruszyła jednak końcówką ogona, dając znać swoim podwładnym. Dobrze wiedział, że mu nie ufała, on jej też.
Oba koty odeszły kawałek dalej tak, że nadal było ich widać lecz nie słychać.
Rudy lider przeciągnął się, kaszląc. Jego ślepia z zielonych pociemniały, przybierając brązową barwę. Biorąc głębszy wdech, odezwał się niższym niż przedtem, chrapliwym basowym głosem.
— Przyszedłem zaproponować sojusz. Klan Nocy pozwala sobie na zbyt wiele. W dodatku jest pod przywództwem czarno-białego śmiecia. Borsucza Gwiazda myśli, że jest wspaniały, nie rozumie jednak, że tylko rudzi są przyszłością tego świata.
Obserwował ją z zaświatów zbyt długo, by nie wiedzieć jak ją podejść. Kotka wpatrywała się w niego morderczym wzrokiem, jakby w każdej chwili była gotowa rzucić się mu do gardła.
Oblizał pysk, czując smak świeżej krwi, chociaż jego futro było krystalicznie czyste.
— Myślisz, że jestem głupia? Jakie niby miałabym mieć korzyści z tego?
Zaśmiał się paskudnie, mrucząc lubieżnie. Owinął ogon wokół swoich łap.
— Możliwość sprowadzenia do klanu trochę świeżej krwi i pewność, że będą to kocięta rasy wyższej a także upokorzenie heretyka, który uważa, że jest lepszy niż rudzi — zamruczał, spoglądając na swoje pazury. Sprawiał wrażenie obojętnego, lecz w duszy zżerała go ciekawość jak może zareagować kocica.
W jej ślepiach coś błysnęło, jakby na moment w jej oczach widział odbicie ciemnego lasu.
Odpowiedź była jedna.
— Zgoda. Za dwa wschody słońca przyprowadź od siebie jakąś kotkę. Nie zawiedź mnie Miętowa Gwiazdo, nie radzę.
— Oh, moja droga, mówi mi Lisia Gwiazdo
Obserwował jak ta odchodzi do swoich.
Kontakt nawiązany. Pora zacząć zabawę.

20 sierpnia 2021

Od Miętowej Gwiazdy

Ze swojego legowiska obserwował jak medyczka wraz ze swoimi asystentami wnosi do obozu kawał jasnego kwarcu, który był niegdyś częścią księżycowego kamienia. Powieki powoli mu opadały a mącące umysł szepty powoli zmuszały do snu.
Machnął ogonem, gdy Mroźny Oddech kazała Koguciemu Krzykowi pomóc Firletce oraz reszcie. Decyzją kocura kamień został umieszczony w tunelu, którego niedawno wykopano, poszerzając tym samym wielkość leża uzdrowicieli.
Zdążył już wyłapać z rozmów niektórych, jak pięknie ma być on przystrojony.
Strzepnął uchem, ponownie zwijając się w kłębek.
Od śmierci Zając i dwójki jego dzieci nie liczyło się nic, prócz samotności.
Z dnia na dzień popadał w jeszcze gorszy dół, zupełnie odcinając się od większości spraw. Czasem Firletkowy Płatek przychodziła spróbować go namówić by tym razem spróbował odebrać życia, odmawiał jednak. Dobrze wiedział, jak sprawa będzie wyglądać. Berberysowa Gwiazda, Lwia Grzywa a teraz on. Żadne z nich nie miało żyć.
Żadne.
A to wszystko przez tego pieprzonego sadystę i mordercę.
Pokręcił łbem, próbując zasnąć. Mimo tak upragnionego snu, ten jednak nie nadszedł, widział swój cień, który poruszał się zgodnie z płynącym po niebie słońcem.
Trel ptaków powoli zmieniał się w melodię graną przez świerszcze oraz pohukiwanie sów.
Oczy piekły go niemiłosiernie od hektolitrów wylanych łez oraz bezczynnego wpatrywania się w ścianę legowiska, którą zdobiły podłużne ślady pazurów, które zadał w furii, wyjąc z rozpaczy.
Zgrzyt pazurów obijających się o korę na jednym z korzeni drzewa przywrócił wszystkie jego zmysły na swoje miejsce.
Coś zaszeleściło, coś sapnęło.
Odwrócił się gwałtownie, czując niemalże na karku czyjś ciężki oddech.
Białe futro oraz rozsierdzone, zielone ślepia mignęły mu szybciej, niż uderzenie pioruna. Nim zdążył zareagować, ostre kły wbiły się w jego gardło a pazury wbiły się w ciało, krępując ruchy kończyn. Wierzgał desperacko łapami, miotał ogonem na wszystkie strony robiąc wszystko, by ujść z tej sytuacji z życiem.
Otoczyła go świeża, zielona trawa o srebrzystym połysku. Na niebie płynęły białe jak śnieg obłoki, co jakiś czas odsłaniając połacie błękitnego nieba, które zdobiło milion, może nawet miliardy gwiazd.
Kocur rozejrzał się dookoła.
Umarł?
Niemożliwe!
Ta podstępna, zdradziecka-
Nastroszył futro, gdy wszystko rozmyło się w pustynię.
Piasek zaczął go wciągać. Kawałek po kawałku z każdym mijającym uderzeniem serca tracił możliwość ucieczki, chociaż tak desperacko jej pragnął. Zacisnął ślepia, wyciągając łapę, licząc na pomoc.
Uderzył z całej siły w twardy grunt, sycząc z bólu. Jego pysk wykrzywił grymas, gdy próbował się podnieść.
Cały czas czuł się obserwowany, jakby jakieś stworzenie wręcz deptało mu po piętach. Futro na karku jeżyło się przy każdym, silniejszym podmuchu wiatru, jakby to czyjś ogon muskał go po nosie.
Woń zgniłego, rozkładającego się mięsa docierała do nozdrzy lidera ze wszystkich stron. Żołądek wywracał mu się na lewą stronę ilekroć brał wdech, niemalże pozbywając się całej swojej zawartości.

Wkrótce ciemność rozeszła się a jego zielone ślepia natrafiły na ciało Mroźnego Oddechu, leżące tuż przed wejściem do leża, jednakże kilka długości ogona niżej. Serce praktycznie mu stanęło, gdy widział swoje ciało twardym głosem ogłasza jakiego haniebnego czynu dostąpiła się kotka.
Widział jak tłum milczał, gdy kolejny zastępca został wybrany.
Ślepia klifiaków przeniosły się na Iskrzący Krok, która z szokiem wpatrywała się w przywódcę. W jej żółtych oczach błysnęła iskra niepokoju i strachu.
Miętowa Gwiazda zeskoczył na ziemię, desperacko próbując dotknąć któregoś z wojowników, chcąc zapytać co się dzieje.
Jego próby były jednak daremne. Roztrzęsiony obserwował jak jego ciało, zachowując się niczym żywy kot, przechadza się po obozie.
Zrozpaczony zawył głosem, który zbierał wszystkie skrajne emocje jakie w nim buzowały.
Klanie Gwiazdy, dlaczego?

16 marca 2020

Od Miętka (Miętowej Łapy) CD. Zachodzącego Promyka


Kocurek fuknął zły, widząc, jak ta cała Zachodząca sobie odchodzi. Jeszcze w trakcie jego mówienia! To już jest nie do przebaczenia.
Chciał ponownie wbiec jej pod łapy i wyzwać, ale widząc spojrzenie Wschodzącej Fali i jej zachęcający ruch ogona, żeby do niej podszedł, wytknął tylko język na młodszą karmicielkę.
— Tak, własnie, idź sobie! — prychnął w jej stronę, unosząc ogonek do góry — Prafda boli.
Po czym nie zwracając uwagi już na kocicę, skierował się od babci. Nie będzie tracił czasu na byle kogo.
***
Od tamtego momentu minęło nieco czasu. Tak samo, od kiedy on i reszta przebywających wtedy w żłobku kociaków miała dwa księżyce. Teraz mają ich sześć, są już na nowych terenach.
I zostali uczniami. Oczywiście on dostał Tęczową Zatoczkę, a kogo to innego? Tak jakby nie było jakichś lepszych kotów w klanie. Grzeczna i przyjazna do pożygu, chociaż kocurek cierpliwie to znosił. Jak na razie.
Stało się jednak coś niezbyt spodziewanego, zwłaszcza dla pewniej rodziny. A wszystko przez to, że Miętowa Łapa bez wyznaczenia przez lidera, nie dość, że polazł na zgromadzenie, to jeszcze dowiedział się tam czegoś nowego.
— Dlaczego mi nie powiedziałaś, że Lisia Gwiazda jest moim ojcem? — syknął do Liliowej Sadzawki, która nie chciała w ogóle przyjąć czegoś takiego do wiadomości.
Czarna calico nawet nie sądziła, że jej syn przyjdzie do niej z czymś takim. Każdy kot, z którym się przyjaźniła, patrzy teraz na nią jak na odludka,,, Znaczy, ponownie to robią. Wcześniej też tak patrzyli, gdy powoli zaczynała tracić zdrowy pomyślunek.
Ten lider, ich lider, przyznał się na zgromadzeniu, że Miętowa Łapa jest jego synem? To się w ogóle nie mieści w głowie, co ona ma teraz powiedzieć?! „Nie, ten umysłowo niezrównoważony lider nie jest twoim ojcem”?
Przecież nie pójdzie się teraz wykłócać z tym szaleńcem o to, czemu tak powiedział. Zapyta się wtedy, kim ojciec jest. Nie powie, że samotnik, zostałaby rozszarpana na miejscu, a to ostatnie czego brakuje jej matce przed śmiercią. Jak nie odpowie, będzie to samo, jak powie, że ktoś z klanu, to on nie uwierzy. Nikt nie jest tu do Miętka podobny, wszystkie wyjścia to będzie dla niej jak samobójstwo.
— To nie jest takie proste Miętowa Łapo — odpowiedziała szylkretka, starając się opanować emocje.
Rudy jednak patrzył na rodzicielkę przenikliwymi oczami, które tylko przypominały jej o zostawionym na starych terenach ukochanym. Był do niego tak przerażająco podobny,,,
—
To powiedz mi, dlaczego — odparł stanowczo, powoli już tracąc resztki cierpliwości.
Dlaczego matka nic nie powiedziała?! Chciała to ukryć przed wszystkimi? Po co, bała się czegoś?
Kocur tego nie rozumiał, tak samo jej paniki. Przecież powinna być z tego dumna! Tak jak on teraz dumny jest z tego, że miał ojca lidera, ha!
Nocnej Łapie prawie wybuchła głowa, gdy dowiedział się o tym. Świst też niezbyt chciał przyjąć tego do wiadomości, ale cóż, on aktualnie leżał u medyka. Jego pomęczy potem, jak już się obudzi. A Cyprys ze Żmiją przyjęły to,,, chyba znośnie.
Liliowa Sadzawka stuliła uszy, wzdychając cicho.
— Nie mogę Miętku,,, — odparła kotka nieco zestresowana, nagle rozglądając się na boki — Powiem ci wszystko,,, jak już podrośniesz.
I odeszła od niego najprędzej jak mogła, kierując się do legowiska starszych. Chciała porozmawiać ze Wschodzącą Falą i wyjaśnić jej wszystko.
Nawet nie można było określić, jaką frustrację poczuł, gdy usłyszał te słowa. Jak podrośnie?! Prędzej pewnie zdechnie, niż ona mu to wyjaśni!
Miętek nagle poczuł na sobie czyjś wzrok, więc wyprostował się i obejrzał za siebie. Zobaczył skrawek brązowego ślepia, które wpatrywało się w niego dziwnie. Zmrużył oczy, mierząc się na spojrzenia z burą bicolorką. Hoho, czyżby ktoś tu był teraz aktualnie zazdrosny czy coś? Czy po prostu chce dostać kociej mo- a nie, to tak nie działa.
— Nie nauczyli cię, że się nie podsłuchuje Zachodzący Promyku? — prychnął w stronę wojowniczki, tuląc uszy. 

{Zachodzący Promyku? wybacz, że tak późno}

13 stycznia 2020

Od Miętka CD. Cyprys

 *jeszcze przed opuszczeniem dawnych terenów*

Rdzawy kocurek siedział przy tej lamerskiej grupce, słuchając obojętnie, o czym gadała Żmijka. Trącał mimowolnie kupkę wystającego mchu, coraz bardziej irytując się peplaniem koteczki. Zdecydowanie wolał głosy dorosłych, nie ich wszystkich! Przynajmniej Świst już nie sepleni aż tak, ale reszta.
Dlatego słuchał tego wszystkiego jednym uchem, uznając, że nie będzie się kłócił. Miał już dość tego głosu.
— Ty Mjętku będjesz Miętkowa Łapa, stajszy uczjeń! — nagle wykrzyknęła Żmijka, więc ten drgnął wybudzony, patrząc na nią niezrozumiale.
Zaraz, zaraz,,, No chyba coś jej się pomyliło. Zmarszczył brwi i nos, gdy dotarło do niego, jakie imię nadała mu ta wieśniara.
— Że jak mnie naswałaś?? — zapytał już oburzony, zaczynając uderzać o mech swoim chudym jeszcze ogonkiem.
Tak, dobra, też sepleni, ale gada już też o wiele lepiej niż oni! Wracając, Żmijka zamrugała wytrącona ze swojego monologu i typowania im ról w zabawie. Cyprys siedząca obok niego wodziła przerażona oczami to na niego, to na siostrę.
— Mjętkowa Łapa- — zaczęła ponownie, przy czym sierść na grzbiecie Miętka się uniosła.
— Chyba w tfoich snach głupolu! — obruszył się, podnosząc na wszystkie łapki — Nie sostane jakimś śmiercielem uczniem, kiedy wy wsyscy będziecie wojofnikami!
Wschodząca Fala, która spała wtulona w swoją córkę poruszyła się niespokojnie, mrucząc cicho pod nosem. Miętek stulił uszy, nie chcąc już bardziej krzyczeć. Babcia ostatnimi czasy w ogóle nie spała, a akurat o nią musi się troszczyć. Przecież musi widzieć, jakim świetnym wojownikiem już niedługo zostanie!
Zarówno Żmijka, jak i Cyprys drgnęły zdenerwowane jego uniesieniem, przy czym czarna szylkretka odsunęła się nieco od niego. Miętek spojrzał na nią, jak na głupka, po czym zwrócił się z powrotem do tamtej pokraki.
— Jak jusz to chcę sostać Miętkową Gwiasdą — zawołał dumnie, unosząc głowę — Mój dziadek był liderem, więc ja tesz mogę nim być! A przes to, sze teras mnie obrasiłaś, rasem z Cyprys skopiemy wam ogony.
Tak, to był świetny plan, genialny plan. Miał tylko nadzieję, że Cyprys jednak się do czegoś nadaje.

<Cyprys? uvu>