BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koszmarny Omen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koszmarny Omen. Pokaż wszystkie posty

31 sierpnia 2023

Od Koszmarnej Łapy (Koszmarnego Omenu) CD. Szakalej Łapy (Szakalej Gwiazdy)

— Cieszy mnie to. — wydała na głos opinię — Należy być czasem asertywnym, w przeciwnym razie mocniejsze jednostki zdepczą takich, co wiecznie kiwają głową. Taka jest walka o byt.
Podobały mu się słowa kotki, były bardzo precyzyjne i bogate jak na rówieśniczkę, co sprawiało że kocur aż wyszczerzył zęby w cynicznym i normalnym dla niego uśmiechu.
— Zmieniłem o tobie opinię, myślałem że jesteś jedną z tych, co gadają głupoty na cały obóz i szczerzą zadowoleni ryja bez żadnego powodu.
— Prawda, w każdym bądź razie zostawmy już tę rozmowę za sobą i zakopmy topór wojenny — wymruczała Szakala Łapy. Koszmar odpowiedział lekkim uśmiechem w jej stronę, choć jedna osoba w tym klanie, wiedziała z kim się zadawać. 

***

Tego dnia z legowiska wstał lewą łapą, nic nie szło po jego myśli, a od śmierci Mrocznej Gwiazdy coraz bardziej tracił wiarę w Klan Wilka, chociaż czy sam kiedykolwiek czuł przynależność do tej wielkiej rodziny? W klanie z nikim nie rozmawiał, był prawdziwym powietrzem i odludkiem dla pozostałych, nawet się wydawało że Wieczorna Mara lepiej radzi sobie w kontaktach z innymi. Czarny westchnął cierpiętniczo, chciał znaleźć inny cel w życiu niż uprzykrzanie go innym, a przecież to sprawiało mu taką radość!
Opuścił więc legowisko wojowników i jako że jego obowiązki jeszcze się nie zaczęły postanowił przejść się po obozie. Przedzierając się przez wysokie trawy zerkał raz do żłobka, do uczniów, a nawet odwiedził starszyznę i medyka w poszukiwaniu sensu, choć do tego ostatniego nie był przekonany. Odkąd tylko pamiętał, gardził Gęsim Wrzaskiem mimo że ten zaskarbił sobie szacunek klanu w przeciwieństwie do niego. Ba, nawet jego dawny mentor Błękitny Ogień wspiął się po szczeblach władzy, a mu co pozostało? Kontakty? Właśnie to, kontakty. Pamiętał jak wiele księżyców temu poznał bliżej Szakalą Łapę, która teraz dumnie przewodziła Wilczakom jako Szakala Gwiazda. Pewnie miała wiele obowiązków, ale chciał chociaż spróbować z nią porozmawiać, łudził się że ta będzie chciała zamienić z nim choć kilka słów. Tak więc zrobił, udał się do legowiska lidera i zastał tam Szakal zapatrzoną w ciemność.
— Przeszkadzam? — zapytał lekko drżącym tonem, nigdy by nie pomyślał że tak ciężko będzie mu wypowiedzieć słowo w jej stronę, nie odkąd objęła tak ważną funkcję.

<pani lider?>

31 maja 2023

Od Koszmarnej Łapy (Koszmarnego Omenu) CD. Chłodnego Omenu

— Zależy co sprawiło, że przestałeś się przykładać do treningów. Ale obiecuje, że nie będę krzyczał. A więc?
— M-martwię s-się o ko-goś... 
— O kogo? Nie widziałem abyś w klanie z kimś się zadawał. 
— Bo on nie należy do tego klanu — przyznał ochryple. 
Nastąpiło milczenie, a napięcie wzrosło jakby w powietrzu. 
— Bratasz się z wrogiem? 
— N-nie! Skądże! Nic nas nie łączy! — zaprotestował ze strachem w oczach. 
Przysunął się do syna tak, że górował nad nim wzrostem, wpatrując się w te jego wystraszone oczy. Zaniuchał powietrze, a strumień jego oddechu otoczył pysk i ucho syna, gdy odetchnął. 
— Cuchniesz strachem — skomentował to co sobą prezentował. — Skoro nic was nie łączy, to czemu panikujesz? 
— Bo Hiacynt to dobry kot! Nie zasługuje na to co robimy z Burzakami! Poza tym — dodał — czuję od niego jakąś taką braterską więź... 
Warknął na syna słysząc te słowa. 
— Co takiego? Burzak? Dobrze, że dziadek tego nie słyszy, bo już byś leżał oskórowany pod jego łapami. Posłuchaj mnie synu... To Klan Burzy nas zaatakował. To oni pierwsi rzucili się na nasz klan. I to oni ponoszą odpowiedzialność swojego czynu. Jeżeli jest według ciebie kimś dobrym, to niech zdradzi swoich i do nas dołączy jak ten cały Leśny Pożar. On nie miał oporów wybrać wygranych. A ten Hiacynt? Jesteś pewny, że byłby w stanie porzucić swoich dla ciebie? Jeżeli nie, to wiedz, że ta "braterska więź" to ułuda. Zrani cię prędzej czy później, gdy dowie się, że twoja cała rodzina jest mordercami. — Wziął głębszy oddech. Wiedział co mówił. W końcu sam dobrze to znał z własnej autopsji. 
— Ale on jest inny! Inny niż każdy Burzak, którego zdążyłem poznać! Potrafi postawić na swoim, wie czego chcę od życia! Nie to co reszta tych miernot... 
— Pff... Inny? — prychnął, kręcąc łbem. — Skoro tak to udowodnij mi to. Jeżeli dołączy do Klanu Wilka nie będę miał nic przeciwko twojej przyjaźni z tym kotem. Jeśli nie... — Pokręcił łbem. 
Ojciec żądał niemożliwego! Hiacynt tak samo jak on nie ufał innym klanom, był uparty i pewny swojego zdania. 
— Wątpię, że to ma jakikolwiek sens — prychnął rozczarowany. 
— To o nim zapomnij. Tak będzie najlepiej dla ciebie i dla niego. Jesteście z dwóch różnych klanów. Ta przyjaźń nie ma prawa bytu. Skończy się to albo jego, albo twoją zdradą. Mam nadzieję, że nie skończysz jak twoja ciotka. Ona... uciekła wraz ze swoimi młodymi, a dziadek do tej pory chcę ją rozerwać na strzępy. 
— C-ciotka? — uniósł brew z lekkim zainteresowaniem. 
— Tak. Łasiczy Skowyt... Moja siostra. Uciekła z klanu będąc w ciąży i ślad po niej zaginął — westchnął, po czym mocno przytulił syna do swojej piersi. — Nie chcę cię stracić tak jak ją. Miłość nie jest tego warta synu. A zresztą myślałem, że brzydzisz się relacji z kocurami... 
Ten natychmiast się odepchnął od ojca. 
— W którym momencie zabrzmiałem tak jakbym go polubił w inny sposób?! A-a co jeśli ciocia pozostawiła coś po sobie?! Może stąd ta więź? — Zapytał samemu sobie nie wierząc w te głupoty. Zaśmiał się pod nosem, widząc jak syn się speszył. 
— Skoro tak się martwisz obcym kotem, że aż nie możesz skończyć treningu to odpowiedź sama się nasuwa... — Zmarszczył brwi słysząc jego dalszą część wypowiedzi. — Mówisz, że... Nie... Gdyby ten cały Hiacynt byłby synem twojej ciotki, twój dziadek już by o tym wiedział. Nie wiadomo dokąd poszła po ucieczce. Ale nawet jeśli byłby członkiem naszej rodziny, to prędzej czy później twój dziadek go zmusi do dołączenia do Klanu Wilka. Nie lubi, gdy jego rodzina jest poza jego terenem. 
— Pamiętam, jak wspominał mi o tym, że nienawidzi swojej matki bo go zostawiła. Co jeśli to wszystko ma łapy i nogi? Muszę następnym razem go zapytać czy pamięta imię swojej matki.. Jeśli pamięta i okaże się że to ciocia, co zrobimy? — Powiemy twojemu dziadkowi — rzekł bez chwili zawahania, rozmyślając o tym dość intensywnie. — Nie wolno tego przed nim zataić, bo nam się obu dostanie. 
— Ale jeśli to prawda... M-matka Hiacynta nie żyje — dodał po chwili załamany, kompletnie zapominając o informacji, którą przekazał mu dawno temu Burzak. 
Zamrugał zaskoczony. 
— Nawet nie wiemy czy na pewno jest z naszej krwi. Może to zwykły burzak synu — powiedział, nie dopuszczając do siebie takiej informacji. 
— Zapytam go o to. Jak tylko skończę trening oczywiście! 
— No ja myślę. Masz mi to zaliczyć. — Poczochrał go po łbie. 
Poczuł wielką ulgę po geście ojca. Miał wrażenie jakby van się nieco uspokoił, może szczere rozmowy nie były takie złe? 
— To ja może będę już leciał? Wiesz, trenować czy coś! — mruknął bardziej energicznie. 
— Tak. Leć już. I się przyłóż do tego w końcu — Popatał go po łbie.

***

Rosa i błoto zdobiły łapy ucznia idącego przed siebie. Czarno-biały kocur miał już tylko nadzieję, że to jego ostatni trening pod okiem Błękitnego Ognia. Wojownik, który szedł przed nim spojrzał na niego ukradkiem tak jakby wyczuł, że ten o nim myśli.
— Już pewnie nie możesz się doczekać mianowania Koszmarna Łapo, co? — zadał pytanie.
— Trochę czasu minęło, więc można tak powiedzieć — wymruczał ochrypłym głosem terminator myślami wracając do rudego członka Klanu Burzy. Czyżby on, Koszmarna Łapa, martwił się o innego kota? Zdawało się że tak, a mimo to kocur chciał odrzucić te myśli i machnął głową na boki by znów się nie rozpraszać.
— Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z tego, iż mianowanie na wojownika nie będzie niczym łatwym?
Kocur przełknął ślinę, nie chciał słyszeć tego pytania. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że dziadek wyznaczy kogoś do pojedynku, gdy tylko ten ukończy trening.
— Wiem Błękitny Ogniu.
— W takim razie nie ma co zwlekać, radzę ci się przygotować.
— T-tak zrobię! — wymiauczał nieśmiało dreptając do przodu.

***

Nadszedł w końcu ten dzień, do którego Koszmarna Łapa przygotowywał się tyle czasu. Pojedynek nie mógł być trudny, w końcu jego mierna siostra zdała ostateczny egzamin na wojownika, więc dlaczego mu miałoby się nie powieść? Z resztą i tak musiał każdemu udowodnić, że jest wartościowym Wilczakiem, inaczej Mroczna Gwiazda wygnałby go z klanu!
Na skraju obozu dostrzegł swojego mentora siedzącego obok przywódcy klanu, obaj spoglądali w jego stronę. Młody kocur przełknął odruchowo ślinę, czuł jak cały się trzęsie, tak bardzo chciał wygrać ten pojedynek. Szedł na przód aż dotarł pod łapy kocurów.
— A więc jesteś gotowy — prychnął Mroczna Gwiazda mierząc go swym błękitnym, lodowatym spojrzeniem.
— Tak.
— W takim razie idź za Błękitnym Ogniem — skinął w stronę kocura. Młody ruszył za mentorem, który poprowadził go w najbardziej przestrzenne miejsce w obozie.
— Niech zacznie się pojedynek!
Koszmarna Łapa przyjął pozycję gotową do boju, nie inaczej było z Błękitnym Ogniem, który już był gotów na niego zaszarżować. Czarno-biały kocur zanim zdążył się obejrzeć został powalony przez swojego mistrza, przybity do ziemi niczym ofiara. Gdy czuł jak ciężar kocura go uciskał myślał, że to już koniec tej walki, a przecież dopiero co się zaczęła! Na szczęście albo i nie już wyobraził sobie minę Wieczornej Mary gdyby ten przegrał. Nie mógł na to pozwolić, zebrał siły i odepchnął kocura porządnym kopniakiem w brzuch. Niebieski z impetem upadł na ziemię, dzięki czemu Koszmarna Łapa zyskał czas na przygotowanie do ataku. W mgnieniu oka przerzucił ciężar ciała na tylne łapy następnie wybił się w powietrze skacząc na swojego przeciwnika, który dopiero co się pozbierał po zadanym ciosie w brzuch.
— Czyli jednak czegoś się nauczyłeś przez te księżyce — uśmiechnął się pod nosem starszy. Uczeń posłał mu cwaniacki uśmieszek, gdy ten coraz bardziej wciskał się w trawę. Nagle jednak poczuł potężne łapska na swoim grzbiecie, Błękitny Ogień pochwycił go i przeturlał na druga stronę znów biorąc górę nad terminatorem. Ten zagryzł pysk w niezwykłym grymasie, już miał nadzieję, że udało mu się zakończyć tę farsę.
— Pamiętaj, że umiesz wszystko, czego ja cię nauczyłem — podkreślił zlizując krew z ramienia. 
— Pamiętam — mruknął krótko czując jak ciężar kocura go przygniata. Miał wrażenie, że jest w sytuacji bez wyjścia, popatrzył na swojego mentora, następnie zbadał teren wokół siebie, dostrzegł ojca. W tym momencie poczuł jak coś motywuje go do działania, no tak, nie chciał przecież zawieść staruszka. Wziął się w garść i zebrał resztkę sił, która mu pozostała. Wykonał ten sam ruch co kocur kilka chwil wcześniej, wydawało się jakby ten wcale się tego nie spodziewał, więc młodszy wykorzystał to, parł na niebieskiego z całych sił by ten nie mógł się już więcej ruszyć. Dla upewnienia się, że ten nic już nie zrobi przygniótł go łapą w gardło, nie obchodziło go czy ten się udusi, chciał już po prostu wygrać.
— Starczy! — wzniósł się doniosły głos Mrocznej Gwiazdy, Koszmarna Łapa nadstawił uszy i natychmiastowo zabrał łapy. — Dowiodłeś, że jesteś godzien bycia wojownikiem pomimo tylu księżyców na karku. Wystąp. 
Nareszcie! To ta chwila! Widział na pysku swojej siostry niezadowolenie, ta wronia strawa chciała widzieć jedynie jego cierpienia. Oj nie, już jej na to nie pozwoli, nikt już nie będzie go poniżał, a już na pewno nie ona!
— Ja, Mroczna Gwiazda, przywódca Klanu Wilka, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, by zdobyć doświadczenie niezbędne do ochrony klanu i jego członków. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Koszmarna Łapo, czy przysięgasz przestrzegać praw nadanych przez twojego przywódcę i chronić swój klan nawet za cenę życia?
— Przysięgam.
— Mocą naszych potężnych przodków nadaję ci imię wojownika. Koszmarna Łapo, od tej pory będziesz znany jako Koszmarny Omen. Klan ceni twoje zaangażowanie i pewność siebie, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Wilka.
Rozpoczęło się tradycyjne skandowanie nowego imienia - Koszmarny Omen, coś pięknego!
Od jutra, mogło być już tylko lepiej.

<Tato?>

[Przyznano 5%]

07 maja 2023

Od Koszmarnej Łapy CD. Hiacyntowej Łapy (Zwiędłego Hiacynta)

— Ile jeszcze to może trwać? Od samego początku wiedziałem, że te zgromadzenia nie są najlepszym pomysłem i to wydarzenie utwierdza mnie w tym. — wymiauczał z niepokojem rudy.
— Nie mam pojęcia, nie rozumiem czasem dorosłych. I masz rację, te zgromadzenie są głupie, z tego co słyszałem nasi liderzy najczęściej się po prostu kłócą. — rzucił bezmyślnie.
— Wojna prawdopodobnie przed nami, co oznacza tylko treningi przede mną. Brakuje mi w życiu, abym wszystkie dni przez cały księżyc spędzał na treningach z pewnym rudzielcem. — Powiedział Hiacynt, po czym spojrzał na ucznia. — Reszta to są problemy związane ze mną prywatnie. Po śmierci matki, zgadnij na kogo spadł spadł obowiązek pilnowania rodziny, którego i tak ta nie spełniała? Oczywiście, że na mnie. A teraz muszę słuchać kotów kłócących się na skale, aby później stanąć bez wyboru do obrony klanu. 
— Czy... Co się stało z twoją matką? — zapytał zaciekawiony wilczak, jak i również zaniepokojony.
— Umarła. Wybrała najszybszą ucieczkę od swych dzieci, posuwając się do najgorszego, po tym jak zostałem uczniem. — Powiedział Hiacyntowa Łapa. — Nawet nie jest godna, aby wspominać jej imienia, nie, jej samej po śmierci! Ale teraz ona nie jest ważna, a tylko moja rodzina.
— No cóż, nie dziwi mnie to. Kotki są porąbane. Nie potrafią panować nad własnymi uczuciami, właśnie dlatego to kocury powinny rządzić klanami, a kotki pozostać w żłobkach i wychowywać kocięta.
— Nie ująłbym tego w taki sposób. — Powiedział rudawy kocur. — Niektóre kocice to wręcz przykłady do naśladowania, jednak nie wszystkie powinny mieć kocięta. Nie zasługują na nie, jeśli myślą o sobie lub czymś innym, niż o swoich pociechach. To brzmi dobrze. Na całe szczęście, odchodzą one szybko, chociaż zadają duży ból. Gdyby jeszcze żyła do tego momentu to... — Przerwał nagle.
— Szczerze nie mam pojęcia... Chyba rozumiem co czujesz, jednak nigdy nie czułem tego samego. Właściwie nie chcę ujawniać za wiele o sobie i mówię ci to wprost, ale wątpię po prostu bym czuł przywiązanie do kogokolwiek. — wyznał, aż sam był zdzwiony tym że otworzył się przed zupełnie obcym mu kotem. Jednak skoro był obcy, dlaczego czuł jakby powinni się znać?
— Rozumiem to Koszmarna Łapo. Przecież, kto normalny chciałby otwierać się przy nieznajomym kocie, prawda? — Zapytał rudy kocur, jednak nie oczekiwał na odpowiedź. Zaczął odwracać wzrok w kierunku jakiegoś kota. — Miło mi było Cię poznać Koszmarna Łapo, jednak muszę już wracać do reszty. Do zobaczenia, mam nadzieje, że nie na wojnie. Na jego pysku pojawił się lekki uśmiech, po czym uczeń wstał i ruszył w stronę rudzielca. Tak zakończyło się pierwsze zgromadzenie, na którym Koszmarna Łapa poznał Hiacynta.

Zgromadzenie po wojnie

Dotarł na miejsce zgromadzeń, a nieprzyjemny dreszcz przeszedł po całym jego ciele. Atmosfera nawet w Klanie Wilka wydawała się przybita, bał się że spotka w tłumie kotów Hiacynta, nie chciał po tym wszystkim co się stało z nim rozmawiać.
Podczas gdy przechadzał się po wysepce rozglądając się po tłumie, miał nadzieję nie spotkać burzaka, a jednak dostrzegł rudą sierść w tle, wyczuł od niego znajomą woń, a na jego nieszczęście Wieczór już tam była! Czym prędzej podbiegł do dwójki i ze zdenerwowanym miną zasyczał na siostrę.
— Co ty mu naopowiadałaś?! — zasyczał w jej stronę zmartwiony, że ta nagadała już jakieś bzdury Hiacyntowej Łapie, choć on chyba już nie był uczniem?
— Ona? Nic takiego złego mi jeszcze nie powiedziała. — Odpowiedział na pytanie zadane w stronę kocicy. — Jaka myśl wstąpiła w Ciebie, że aż postanowiłeś przerwać naszą rozmowę?
— No właśnie braciszku? Mógłbyś chociaż jeden raz się nie wtrącać.
— A ty też nie wpychaj nosa w nie swoje sprawy! Wszędzie cię pełno, tam gdzie nie trzeba! — syknął czarny uczeń już kompletnie poirytowany zachowaniem siostry.
— Mam czekać aż rzucicie sobie bez powodu do gardeł czy dostanę odpowiedź na swoje pytanie? — Spytał i nawet nie czekając na odpowiedź kontynuował. — Jednak miałem racje myśląc, że na tym zgromadzeniu może stać się wszystko. Pierwsze zgromadzenie przed i po wojnie najwyraźniej musi być przeklęte.
— Nie musi być. Jak na razie nie stało się nic strasznego, nie pojawiły się duchy, każdy jest w dobrym stanie... No oprócz Koszmara, bo on upadł na łeb, ale mam nadzieję, że kiedyś się z tego wyleczy. — zadrwiła.
— Przestań pieprzyć o mnie kacapoły idiotko! — syknął w jej stronę wysuwając pazury, może był od niej rangę niżej, ale nadal przeganiał ją gabarytami.

<Hiacyncie?>

[Przyznano 20%]

06 maja 2023

Od Koszmarnej Łapy CD. Wieczornej Łapy (Wieczornej Mary)

— Jak miło, nawzajem.
Prychnął ostro następnie odwracając wzrok od tej paskudy. Była tak irytująca, jakim cudem była jego siostrą to tylko sama Mroczna Puszcza wiedziała.
Ta zaś uśmiechnęła się lekko jak jakieś małe diabelstwo.
— Co się tak obrażasz braciszku? Nie jesteś maluchem by robić takie kwaśne minki. 
— Nie jestem? — wypiął dumnie pierś. — No dobra, ja nie jestem w takim razie, ale ty tak! — Wystawił jej język.
— Naprawdę odzywasz się jak bachor. Z tobą nie warto rozmawiać — parsknęła.
— A myślisz, że kim my niby jesteśmy mądralo? Nawet nie wyszliśmy z żłobka, taką dojrzałą udajesz. 
— Bo jestem dojrzała! A zresztą, jesteś za głupi by to pojąć. Do widzenia — czmychnęła z powrotem do legowiska, nie chcąc się z nim kłócić. 
Obrócił oczami widząc co ta wyczynia, trudno. Lepiej by zajęła się swoimi sprawami a nie wściubiała nosa w czyjeś. 

*** 

Wracał z polowania, na środku obozu zaraz przy stosie z piszczkami dojrzał siostrę, która wyglądała na bardzo dumną z siebie, złapała borsuka czy co? Podszedł odłożyć piszczkę, po czym spojrzał na kotkę. 
— A ty co taka zadowolona? 
— Bo jestem lepsza od ciebie, zasrańcu — parsknęła, dalej się uśmiechając jakby wygrała życie. — Mysikrólik mnie dzisiaj pochwalił, że zrobiłam duży postęp. W przeciwieństwie do ciebie... Może zostanę za niedługo wojownikiem, wiesz?
A ta znowu rozszarpała, normalnie chętnie by ją rozszarpał kłami i pazurami z takim podejściem.
— Pochwalił cię? Chyba ma problem z oczami w takim razie. — prychnął pełen pogardy.
— No chyba ty. Jesteś strasznie w tyle braciszku. Ehh... A każdy myślał, że znajdzie się w tobie potencjał... 
Na te słowa aż krew mu zawrzała.
— Słuchaj no ty pokraczna karykaturo kotki! Najpierw nie umiesz mi w normalny sposób odpowiedzieć, a potem próbujesz wmówić mi, że mój potencjał jest do zakwestionowania. Jeszcze się policzymy. Kotem, który będzie gryźć ziemie będziesz ty! — zasyczał surowo odsłaniając ostre jak brzytwa kły. 
Kocica zamrugała bez większego zainteresowania jego słowami.
— Ah tak? Skoro tak mówisz... Tylko najpierw poducz się trochę by cię nie wywalono na zbity pysk. Zawsze mówiłeś, że kocury są takie wspaniałe i o wiele lepsze od kotek...
— Bo są! Nie zmienisz mojego zdania, chociaż Mroczna Puszcza by się zesrała! Odsunął się szybko próbując uniknąć tego gestu. — To nie jest żadna krótkowzroczność, głoszę jedynie prawdę, do której nie chcesz się przyznać.

<siostrzyczko kochana?>

[Przyznano 5%]

Od Koszmarnej Łapy CD. Chłodnego Omenu

— No to teraz ty — zwrócił się do kocura, rozglądając po otoczeniu. — Wytrop ptaka, a następnie spróbuj powtórzyć to co widziałeś.
— D-dobrze! — mruknął z lekką niepewnością młodziak. Zabrał się więc za węszenie, wiele zapachów docierało do jego nosa, każdy z goła inny, lecz dało się rozróżnić, które należały do gryzoni, a które do ptactwa. Czarno-biały zaczął wdrapywać się na drzewo tak jak pokazał mu ojciec, ostrożnie stawiając każdy krok w końcu znalazł się na jednej ze stabilniejszych gałęzi. Szczęście wyciągnęło do niego łapę ponieważ do drzewa idealnie zaczął się zbliżać dzięcioł. Koszmarna Łapa na samą myśl o złapaniu ptaka oblizał pysk i wykrzywił go w grymas zadowolenia. Już jesteś mój. Bicia serca dzieliły go od idealnego skoku, nareszcie wyczuł moment i rzucił się na ofiarę łapiąc ją w szczęki. Gdy tylko przytrzymał się gałęzi ta chrupnęła pod ciężarem jego skoku, uczeń musiał szybko się wycofać by nie skończyć marnie na ziemi. Chwila minęła i czarny zsunął się pazurami z drzewa rzucając ojcu pod łapy piszczkę. Rudy van uniósł brew z podziwem. 
— Spisałeś się synu, jeszcze trochę i zostaniesz wojownikiem tego klanu — wymiauczał dumnie lecz skromnie jednocześnie, nie puszył się, stał nieporuszony a jednak w tych słowach było słychać moc.
— Dziękuję ojcze, nie zamierzam cię zawieść — uśmiechnął się krzywo. Chłodny Omen jakby nie wiedząc co ma teraz zrobić popatrzył na boki po czym westchnął.
— Chodźmy już — Machnął kitą tak jakby wskazywał kierunek wymarszu. Młody pokiwał łbem i zadowolonym krokiem ruszył z rodzicielem do obozu. 

***

Minęło już trochę czasu odkąd Klan Wilka całkowicie zdominował Burzaków, wnukowi Mrocznej Gwiazdy wyjątkowo się to nie podobało, bo wśród nich był również Hiacynt, który niczym sobie nie zasłużył na takie traktowanie. Wzdrygnął się na samą myśl o tym, co ten sobie o nim myśli. Po pierwszym zgromadzeniu całkiem polubił uczniaka i było mu go najzwyczajniej w świecie szkoda.
Z rozmyślań wyrwał go jednak dziwny dreszcz spowodowany czyjąś obecnością. Gdy tylko obrócił łeb, ujrzał ojca spoglądającego na niego surowo. 
— Tak? — uśmiechnął się krzywo wiedząc co go czeka. Rozmowa o Wieczornej Marze.

<Daddy?>

[Przyznano 5%]

28 marca 2023

Od Koszmarnej Łapy Do Hiacyntowej Łapy

Zgromadzenie

Zaczęło się, dziadek Mroczna Gwiazda wybrał koty idące na zgromadzenie, a on był wśród nich. Już sam nie mógł się doczekać, był niemal pewien, że inne klany padają przy potędze Klanu Wilka. Dumnie wypiął pierś i zebrał się do wymarszu. Gdy już dotarli na miejsce przechadzał się wśród tłumu do momentu kiedy zapach innego klanu nie przybrał na sile. Zupełnie przez przypadek wpadł na jakiegoś uczniaka, mniej więcej w jego wieku. Upadając na ziemie przeklął pod nosem, wstał i się otrzepał.
— Uważaj jak leziesz mysi bobku! — syknął w stronę rudego przedstawiciela Klanu Burzy.
— Gdzie ja łażę?! To ty wpadłeś na mnie, a teraz oskarżasz mnie o to czego nie zrobiłem. — wysyczał zdenerwowany kot, a swój wzrok wbił w ciemnego kocura. — Pomyśl zanim powiesz coś dwa razy, tym bardziej na zgromadzeniu, bo może się to dla Ciebie nie najlepiej Wilczaku. 
Po swych słowach, uczeń strzepnął brud z swego futra.
Koszmar zaś oniemiał. Nie sądził, że ktoś poza jego siostrą jest w stanie mu aż tak nagadać! A mimo to, postawa kocura mu imponowała, przypominała mu bardziej wilczaka niżeli jakiegoś marnego burzaka.
— Kim ty niby myślisz, że jestem?! — wysyczał w odpowiedzi — Jestem synem Chłodnego Omenu, wnukiem Mrocznej Gwiazdy! Uważaj na to co mówisz, bo ktoś ci tutaj utnie język. Kim ty niby do diaska jesteś co? — zastraszył rówieśnika, ten jednak wydawał się bardzo opanowany.
— I co to zmienia? To kto należy niczego nie zmienia w moim odnoszeniu się do Ciebie. — powiedział rudy kocur. — Kim jestem? Zdecydowanie kimś wychowanym lepiej od Ciebie, kto ma poukładane podstawy w głowie. Wiedziałem, że wilczaki mają niski poziom, ale nie myślałem, że tak niski. Wracając do pytania. Jestem Hiacyntowa Łapa, uczeń. Tu na chwilę przerwał, aby złapać oddech. — Zdążyłeś mi wyrecytować twą całą rodzinę, zagrozić mi, jednak dalej nie wyjawiłeś mi swego imienia. W takim razie, jak się zwiesz? — Skarcił go poirytowanym wzrokiem.
— Jestem Koszmarna Łapa i koszmarnie miło mi cię nie poznać. — próbował się zaśmiać. Miał nadzieję, że poprzez ten krzywy śmiech kocur chodź trochę się rozluźnił, byli w podobnym wieku, a poza tym czuł od niego dziwnie znajomą energię.
Rudy cicho zaśmiał się na żart czarnego.
— Mi również miło Cię poznać Koszmarna Łapo. — wymruczał burzak, zmieniając swój ton na bardziej łagodny. — Więc, zdążyłem wysłuchać wiele o Klanie Wilka, dużo złych i... chyba samych złych rzeczy, ale ciekawi mnie. Jak tam się u was naprawdę żyje? Bo przez to, że widać iż nasze klany nie są dobrze nastawione do siebie, to pewnie nigdy się tego nie dowiem. Jest dobrze tam czy tak jak mówią różne plotki?
— Inne klany mówią tak o nas bo są zazdrosne. Mamy się wyjątkowo dobrze, powiedziałbym nawet że najlepiej ze wszystkich klanów! Zwierzyny jest pod dostatkiem, nikt śmiertelnie nie choruje. Ja i inni uczniowie też sobie radzimy. Mroczna Gwiazda trzyma klan w całości i nie zapowiada się na zmiany. — odparł pełen dumy wypinając pierś. Trzymał język za zębami by nie mówić zbyt wiele, informacje jakie sprzedał Hiacyntowej Łapie i tak nie były jakieś wyjątkowe, raczej bardzo oczywiste.

<Hiacyntowa Łapo?>

[przyznano 20%]

Od Koszmarnej Łapy

Jak każdego poranka, razem z Błękitnym Ogniem, Koszmarna Łapa udał się na trening. Następnym z wyzwań było sparowanie ataków mentora. Młody kocur musiał już w końcu potrafić tak proste rzeczy.
— Gotowy? — zapytał kocur unosząc brew. Czarno-biały kiwnął łbem na znak gotowości. Niebieska kula sierści zaszarżowało w jego stronę odbijając go do ziemi.
— Co tak słabo? Wkładasz w to za mało serca — prychnął.
Nastroszył sierść, starał się z całych sił i nie zamierzał zawieść mentora.
— Teraz lepiej mi pójdzie.
Niebieski zmrużył ślepia bacznie obserwując postawę swojego ucznia. Wojownik przybrał ponownie pozycję gotową do ataku, chwila nie minęła nawet a ten odbił się od trawy. Koszmarna Łapa szybko uniknął ataku, był o włos od powalenia na glebę. Postanowił wykorzystać zdezorientowanie Błękitnego Ognia i skoczył na niego przyszpilając do ziemi.
— Ładnie, nawet bardzo ładnie — przyznał kocur z zaciętym uśmieszkiem na pysku. Terminator mimowolnie uśmiechnął się pod nosem, usiadł obok. — Pamiętaj Koszmarna Łapo, najlepszą obroną zawsze będzie atak. Nie wystawiaj się niepotrzebnie na ciosy innych, wykorzystuj okazję by zaatakować tak jak zrobiłeś to teraz.
— Zapamiętam, Błękitny Ogniu — mruknął czarny.
— Szybko się uczysz, a to najważniejsze. Jeszcze trochę i zostaniesz mianowany na wojownika.
— Pokażę Wieczornej Łapie kto tu rządzi. — Splunął na ziemie.
— W swoim czasie na pewno. Póki co kontynuujmy trening — wymiauczał niebieski wojownik.

[przyznano 5%]

27 marca 2023

Od Koszmarnej Łapy CD. Chłodnego Omenu

Tak jak ojciec mu nakazał, miał stawić się gdy tylko słońce będzie w zenicie. Nie minęło wiele czasu, gdy dojrzał kocura oddającego się pieszczotom razem ze swoim partnerem, Gęsim Wrzaskiem. Młodziak nie lubił tego widoku, obrzydzała go taka więź, ale przecież nie mógł się wykłócać o to ze starszym, który pewnie postawił by go do pionu gdyby temu coś nie pasował.
— Muszę wstawać. Obiecałem, że wezmę Koszmarną Łapę na polowanie — miauknął do partnera, który na te słowa, mocno go przytulił. Koszmar wyczuł spojrzenie ojca w jego stronę, zauważył go.
— Muszę iść. Wrócę niedługo — rudy van jeszcze mruknął do partnera dając mu buziaka i wywinąwszy się z jego uścisku podszedł do syna, przybierając na powrót swoją chłodną maskę. — Przyszedłeś wcześniej niż sądziłem.
— Przyszedłem o porze, o której mi kazałeś. Spójrz gdzie jest słońce — Wskazał na niebo. — M-mam nadzieję jednak, że w niczym ci nie przeszkodziłem. — dodał po chwili lekko speszony, nie rozumiał ojca. Mógł mieć tyle kotek, a on wybrał kocura. Dla uczniaka sama idea takiego związku była chora.
— Nie... Nie. — Pokręcił szybko głową. — Gęsi Wrzask poszedł wypełniać już swoje obowiązki. Możemy także wyruszać. — Wskazał ogonem na wyjście z obozu.
Młodszy skinął łbem i razem z ojcem skierowali się w stronę wyjścia z obozu. Chwila minęła zanim zawędrowali dalej w głąb lasu, lecz gdy już znaleźli się na miejscu oboje przysiedli wygodnie na trawie. Czarno-biały ze zniecierpliwieniem czekał na rozkaz ojca.
— No. — Kocur usiadł na trawie, biorąc głęboki oddech. — Chciałbym dzisiaj cię nauczyć czegoś z czego słynę. Jest to jednak niebezpieczne, ale będę cię asekurował. Najpierw ci zaprezentuje co mam na myśli. Będziemy polować na ptaki, które siedzą na drzewach. Nauczyłem się tego podczas mojego pobytu w Klanie Klifu — wyjaśnił synowi, rozglądając się po otoczeniu.
— Dlaczego chcesz mnie uczyć technik klifiaków? Czy każdy klan przypadkiem nie ma swoich własnych sposobów na polowanie? — zdziwił się.
— Ponieważ mieszkamy w lesie. Tu jest dużo drzew. Wolisz czekać aż posiłek spadnie ci pod łapy? Ja wole złapać go, gdy siedzi na gałęzi, mając złudne poczucie bezpieczeństwa. Dzięki temu szybciej się coś upoluje niż kręcenie się z nosem przy ziemi — wytłumaczył synowi. — Warto znać techniki, które mogą wspomóc klan, nie sądzisz? Gdybym nie potrafił polować na ptaki, to Mroczna Gwiazda nie dostawałby swoich ulubionych tak często. Nie patrz na pryzmat, bo to technika z klanu klifu, tylko przez to, co możesz osiągnąć dzięki niej. A co zyskujesz? Pokarm.
— Chyba rozumiem — odparł krótko w odpowiedzi uczeń. 

<Chłodny Omenie?>

[przyznano 5%]

27 lutego 2023

Od Koszmarnej Łapy Do Nocnej Tafli

Dzień był leniwy i spokojny, Koszmarna Łapa właśnie wracał z treningu razem z Błękitnym Ogniem. Przeciskając się przez tunel z krzewów pobiegł w stronę stosu ze zwierzyną by odłożyć na miejsce upolowane piszczki. Niedługo po tym odbyła się jak zwykle uczta. Uczeń zabrał pożywienie ze sterty gdy tylko nadeszła jego kolej, następnie uciekł gdzieś z daleka od tłumu kotów by w spokoju się najeść.
Jak już poskromił swój głód rozciągnął się na całej długości. Nie za bardzo miał na cokolwiek ochotę, to słońce niby motywowało go do działania, a jednocześnie coraz bardziej rozleniwiało. Może powinien pójść odwiedzić ciotkę Bielicze Pióro? Słyszał, że to bardzo mądra kotka, prawie tak jak Irgowy Nektar. Te dwie bardzo mu imponowały i były to prawdopodobnie jedyne kocice, których zdanie szanował. Bez większego namysłu udał się do żłobka. Wsunął się pod rozłożysty krzew, lecz nikogo tam nie było, poza trójką kociąt. No to sobie jednak nie porozmawia. Już miał się wycofać, ale tuż obok niego przecisnęła się z czarna jak noc kotka z świeżym mchem w pysku, chwila, czy to właśnie ona nie była ukarana za coś przez jego dziadka? Uśmiechnął się cynicznie i zrobił kilka kroków na przód niechcący na nią wpadając. Ta upuściła trochę mchu, nie wyglądała na bardzo przejętą bo szybko go pozbierała i zajęła się ścieleniem legowisk.
— Biedna Nocna Tafla, nie może nawet wyjść z obozu — zaczął swoją gadkę. Kocica spojrzała na niego nieprzychylnie, jednak nie odezwała się.
— Widzę, że dobrze się czujesz w swojej roli — dodał będąc coraz bardziej zgryźliwym. — Jesteś kotką, na pierwszy rzut oka widać, że nie nadajesz się do walki. Ściel to legowisko szybciej, bo inaczej powiem o tobie Mrocznej Gwieździe.
— Przecież to robię — fuknęła niepewnie kontynuując.
— Naprawdę? Nie widzę — machnął łapą wyrzucając z jej pyska ściółkę. Czuł cholerną satysfakcję, gdy mógł teraz się nad nią znęcać, a ten piękny dzień dopiero się zaczynał!
Nocna rzuciła mu ostre spojrzenie podczas gdy zbierała od nowa mech, tak by go porządnie ułożyć.

<Nocna Taflo?>

[przyznano 5%]

Od Koszmarnej Łapy Do Szakalej Łapy

Postępował na przód, a słoneczne światło muskało jego grzbiet przebijając się przez korony drzew. W pysku trzymał dwie piszczki, za nim szedł mentor również niosąc zdobycz. Można było rzec, że tego dnia polowanie zakończyło się sukcesem i przebiegło bezproblemowo. Ostatnia prosta łączyła ich od tunelu krzewów prowadzącego do obozu, gdy tylko się tam znaleźli dosłownie bicia serca dzieliły ich już tylko od obozu. Gdy kocur wyjrzał z tunelu dostrzegł pełen życia obóz, tego dnia koty wyjątkowo miały więcej zapału do pracy. Każdy chodził w swoją stronę, jeden patrol wracał a drugi wyruszał. Koszmarna Łapa nabrał do swoich płuc zapachu lasu, uwielbiał jak woń igieł i liści drażniła jego nos. Była to prawdopodobnie jedyna rzecz, która potrafiła go uspokoić.
Czas na rozmyślenia jednak minął, uczeń podbiegł do stosu ze zwierzyną by odłożyć to co upolował. Tak samo postąpił Błękitny Ogień. Niedługo po tym lider zwołał klan na ucztę. Tak jak to bywało w Klanie Wilka, kolejność członków do sterty z piszczkami była inna niż wszędzie. Starszyzną nikt się nie przejmował, no chyba że wśród nich był członek kultu. Właściwie była to kolejna z rzeczy, które Koszmar miał w pełnym poważaniu, gdyż nie uważał, że uda mu się kiedykolwiek dożyć starości.
Gdy tylko nadeszła jego kolej wziął szybko piszczkę i odszedł na bok by nikt mu nie przeszkadzał w spożywaniu pokarmu. Ta samotność niestety nie trwała długo gdyż dosiadła się do niego kotka o złotym ubarwienie i co najmniej śmiesznie wywiniętych uszach. Była nią Szakala Łapa, uczennica z dość długim stażem. Czarny zerknął na nią kątem oka, chcąc zignorować jej obecność, głośne mlaskanie kocicy wcale mu w tym nie pomagało.
— Czy mogłabyś nie mlaskać, albo chociaż robić to ciszej? — zaproponował zirytowanym głosem. Zielonooka zamrugała dwukrotnie i wróciła do obgryzania swojej porcji.
— Przepraszam! Będę ciszej! — odparła pełna radości. Skąd w niej było tyle energii? Tylko chyba sama Mroczna Puszcza mogła to wiedzieć.
Kocur uniósł brew i znów skierował swój oziębły wzrok w jej stronę.
— A tobie co? Ja tu nie widzę powodu by się tak szczerzyć. 

<Szakal?>

[przyznano 5%]

Od Koszmaru (Koszmarnej Łapy)

Tak długo czekał, by wydostać się z tego okropnego żłobka, całe sześć księżyców! Po ceremonii musiał przygotować się do spędzenia samotnej nocy w lesie.
Gdy tylko księżyc wzbił się na niebo i rozpromienił swoim malowniczym światłem kocie futra, Koszmar opuścił samotnie obóz udając się w głąb lasu. Maszerując dostrzegł coś na wzór nory, nie wiedział do jakiego potwora należała, lecz nie przejął się tym zbytnio, ruszył w jej stronę następnie rozglądając się wokół. Nie chciał w końcu wpaść prostu w zęby jakiegoś drapieżnika, a kto wie co czyhało na niego w tych ciemnościach. Nora wyglądała mu na opuszczoną więc postanowił to wykorzystać, i przeczekać w niej noc.

***

Do obozu wrócił przemoknięty i odwodniony, noc była długa i ciężka. W życiu by się nie spodziewał, że tak to właśnie wygląda, może jednak nie był taki gotowy jak mu się to wydawało. Przynajmniej już oficjalnie zyskał status ucznia i nowego mentora, którym był Błękitny Ogień, młody wojownik o długiej niebieskiej sierści. Koszmarnej Łapie podobało się nastawienie mentora do życia, imponował mu o dziwo pod wieloma względami, a samo to, że był zwolennikiem jego dziadka tylko plusowało u uczniaka.
Mówiąc o mentorze nadeszła pora na ich pierwszy trening, gdy tylko kocur pojawił się przed pyskiem terminatora, ten skinął mu łbem z szacunkiem.
— Idziemy — rzucił chłodno kocur. 
Koszmar się nie odezwał, a jedynie wyszedł z obozu prosto za Błękitnym Ogniem. 

***

Tak jak każdy pierwszy trening z mentorem, zaczęło się spokojnie od poznania granic. Obaj szli wzdłuż brzegu jezioro od czasu do czasu znacząc teren.
— Ta wyspa przed nami to Wierzbowa Zatoczka, jeśli chciałbyś się kiedyś popisać przed jakąś kotką to zabierz ją tam — wyjaśnił kocur wskazując łapą domniemane miejsce. Koszmar jednak nie rozumiał, po jakiego grzyba on mu o tym w ogóle mówił, jakby takie sprawy go jeszcze obchodziły. Młodziak machnął jedynie na to ogonem i ruszył nie czekając na sygnał, nie musiał jednak bo mentor szedł już za nim. Szli dalej wzdłuż jeziora aż nie dotarli do granicy z jednym z klanów
— Czujesz ten dziwny zapach?
Koszmarna Łapa wziął głęboki wdech i zaczął coś tam węszyć, wszystko jednak mu się mieszało i nie był w stanie stwierdzić co do czego należało i pokręcił jedynie z rozczarowaniem łbem.
— Czuję wiele zapachów — odparł sucho.
— Nie martw się, przywykniesz do nich i niedługo nauczysz się je rozpoznawać — zapewnił. — W każdym razie, jesteśmy na granicy z Klanem Burzy. Jak z samej nazwy możesz wywnioskować członkowie tego klanu charakteryzują się zwinnością i szybkością, gdyby kiedyś przyszło ci z nimi walczyć czekało by cię nie lada wyzwanie. 
Czyżby? Może kiedyś dostanie szansę i sam się przekona. 
Idąc dalej natrafili na przedziwne miejsce, były to dwa wielkie kamienie, a pomiędzy nimi leżało coś bardzo dziwnego.
— Co to jest? — zapytał już nieco bardziej zaciekawiony uczeń.
— Zaskoczy cię, jeśli odpowiem ci, że nie wiem? Właściwie to nikt nie wie czym to coś jest, ale wygląda na robotę dwunogów.
Koszmar mruknął pod nosem w odpowiedzi, skoro nikt go nie ostrzega przed tym miejscem, prawdopodobnie jest ono bezpieczne. 
Czas mijał a dwójka kocurów szła dalej, już praktycznie ku kresowi ich patrolu. Ostatnim punktem ich podróży było przerażająco wyglądające drzewo spowite cierniami. Terminator popatrzył na nie obojętnym spojrzeniem.
— W tym miejscu grzebiemy zmarłych, jeśli ktoś cię kiedyś wyślę w tym celu już wiesz gdzie się udać. Mam nadzieję, że nie muszę ci opowiadać legendy?
— Nie — chrząknął. — Znam ją praktycznie na pamięć, starsi gadali jakieś bzdury na jego temat.
— To dobrze, oszczędzę trochę głosu — prychnął z lekkim uśmiechem na pysku, na który Koszmar przewrócił oczami.
Po patrolu granicznym i zapoznaniem się z terenem klanu wrócili do obozu.

***

Ciepłe promienie słońca w Porze Nowych Liści delikatnie zaczynały przygrzewać futro czarnego. Kocur przeciągnął się rozluźniając mięśnie, następnie ziewnął leniwie. Zerkając z za krzewu dostrzegł Błękitnego Ognia, który już czekał na ucznia.
— Dzisiaj będziesz trenował wspólnie z Wieczorną Łapą pod okiem jej mentorem Mysikróliczym Śladem.
Na te słowa poczuł jak strawione piszczki z poprzedniego dnia podchodzą mu do gardła, mógł już ćwiczyć z każdym, tylko nie z tym kretynem! Przełknął ślinę i jego spojrzenie powędrowało gdzieś w dal próbując uspokoić negatywne emocje.
— Chodźmy więc — prychnął niezadowolenie idąc w stronę tunelu krzewów. Tam właśnie czekała na nich siostra i jej mentor. Czarno-biała kocica rzuciła mu nieprzychylne spojrzenie, następnie uśmiechnęła się cwaniacko pod nosem. Koszmar zagryzł pysk widząc jej nastawienie, tak bardzo chciał jej unikać, samo spanie z nią w jednym legowisku było wystarczającą katorgą.
— Jak ci idzie trening mysi bobku? — dogryzła mu na dzień dobry. Czuł jak jego spokojna krew znów zaczyna w nim wrzeć.
— Uspokój się Wieczorna Łapo, macie dzisiaj współpracować, a nie rywalizować! — zganił ją Mysikrólik. Ta odpowiedziała mu jedynie poirytowanym mruknięciem i resztę drogi na miejsce siedziała cicho.
— Waszym zadaniem będzie wspólnymi siłami upolować zająca. Nie chcę was widzieć z pustymi łapami!
Uczniowie skinęli łbami i wyruszyli na polowanie ukrywając się wśród krzewów. Oczywiście młodzi nie mieli zamiaru współpracować i każdy chciał się wykazać na swój własny sposób. Koszmarna Łapa odszedł kilka kroków dalej by móc w spokoju węszyć. Nabrał do pyska powietrza wyczuwając wiele mieszających się z sobą zapachów. Czuł myszy, drozdy, wiewiórki, lecz ani śladu po zającu. Czarny przeklął pod nosem następnie ruszając dalej w głąb lasu, musiał się wykazać!
Wtem idąc przed siebie do jego nosa dostał się charakterystyczny zapach, zdecydowanie należał do zająca, zaczął więc skradać się w jego stronę aż w końcu dostrzegł parę długich stojących uszu.
— Tu cię mam! — wyszeptał oblizując pysk. Postępował na przód, aż w końcu mógł skoczyć na nic nie spodziewającą się ofiarę. Odbił się łapami od ziemi, lecz nie spodziewał się takiego obrotu wydarzeń gdyż odbił się od czegoś twardego. Okazało się to być głową Wieczornej Łapy! Upadł z bólem na ziemie sycząc w stronę siostry.
— Co ty wyprawiasz? Już prawie go miałem! — Nastroszył sierść i wyciągnął pazury.
— Co ja wyprawiam? To wszystko twoja wina, był mój! — parsknęła czarno-biała. Chwilę jeszcze tak na siebie patrzyli dopóki oboje nie ochłonęli. Koszmar westchnął cierpiętniczo, tak bardzo skupił się na sobie, że zapomniał, iż zadanie mieli wykonać razem, a nie osobno. Tak bardzo nie chciał współpracować z tym czymś, no ale musiał.
— To co teraz robimy? — zapytał zmieszany.
— Mnie nie pytaj, to tylko i wyłącznie twoja wina! — rzuciła ozięble uczennica.
No tak, czego on się spodziewał? Wieczór za każdym razem musiała zrzucać na niego swoje winy, a prawdą było, że oboje skopali sprawę.
— Dobra, słuchaj mnie Wieczór. Nie możemy wrócić bez tego zająca, prawda?
Kotka skinęła łbem.
— No właśnie. Trenujemy dzisiaj razem bo musimy się nauczyć... — przerwał na chwilę przełykając ślinę, to słowo nie chciało mu przejść przez gardło. — Współpracować.
— Dobra, ten jeden raz masz rację —  miauknęła czarna.
Popatrzył po sobie a następnie spojrzał na siostrę gotów do kontynuacji polowania. Znów otworzył pysk i nabrał zapachów, czuł ślad zająca, który uciekł jeszcze dalej w las.
— Tam poszedł. — Wskazał łapą miejsce, Wieczorna Łapa ruszyła za nim.
Już niedługo im oczom ukazał się zając wygrzebujący coś z trawy. Uczniowie ruszyli równocześnie w stronę ofiary. Gdy już znaleźli się wystarczająco blisko skoczyli na nieświadome zwierzę.
— Trzymaj mu głowę! — nakazał Koszmar siostrze, ta zacisnęła łapy na karku ofiary.
Było ciężko, stworzenie miało bardzo dużo krzepy przez co się rzucało. Na szczęście z pomocą nadeszli Mysikróliczy Ślad i Błękitny Ogień, którzy dobili ofiarę.
— No, no, no. Dobra robota maluchy — zawołał Mysikrólik.
— To prawda — dodał Błękitny. — Zabierzmy go do obozu.
— Weź za łapy, a ja chwycę uszy — polecił Koszmar.
— Fuj! — wzdrygnęła się Wieczór. — Ty weź za łapy, a JA wezmę za uszy!
Kocur przewrócił oczami, może jednak jego brat był babą. Ostatecznie zgodził się na warunki siostry i złapał zająca za łapy. Razem zanieśli go do obozu.

Postacie NPC: Mysikróliczy Ślad, Błękitny Ogień

[przyznano 5%]

20 lutego 2023

Od Koszmaru (Koszmarnej Łapy) CD. Wieczoru (Wieczornej Łapy)



— No i co z tego?! To jaki jest pożytek w takim razie z kocurów?! —  przepełnioną złością nadymała policzki. 
—  Ah już ci tłumaczę! Miło, że pytasz! —  Uśmiechnął się cwaniacko —  No cóż, jesteśmy silniejsi, mądrzejsi, szybsi i lepiej radzimy sobie ze stresem niż kotki, ale skoro wybierasz słabość, to bądź sobie słaby. Dziadek Omen szybko pozbędzie się takiego ogniwa z klanu. — zadrwił. 
Siostra szybko machała ogonem i ciężko oddychała, jakby miała się na niego zaraz rzucić
— Silniejsi?! Mądrzejsi?! Ah tak? To pokaż to niby! Kotki są równe kocurom a często nawet lepsze! Prawie zawsze! Kocury są zarozumiałe, śmierdzące i głupie! Można do nich mówić jak do ściany, czego przykładem jesteś ty! Nie wybieram żadnej słabości! — krzyknęła na niego, wysuwając pazurki. Koszmar oblizał pysk widząc jej agresję wobec niego. Również wysunął małe kocięce pazury, po czym rzucił się bez ostrzeżenia. Jako że był tym większym z rodzeństwa szybko przygniótł siostrę do ziemi.
— I co teraz mądralo? 
Zaskoczona pisnęła. 
— Niczego tym nie udowadniasz, tylko się nade mną znęcasz obrzydliwcu! Jesteś strasznie durny i głupi jeśli myślisz, że teraz się ciebie będę bać czy coś w tym rodzaju. Po prostu jesteś większy i co? Idiota! — Splunęła mu na pysk, by ją puścił. 
Otrzepał łeb ze śliny kotki. Obrzydliwe! Miała to na co zasłużyła. 
— To ty wyciągnęłaś pierwsza pazury! — zauważył. Nie zamierzał pozostać jednak sam w tym ohydnym czynie jaki ona wykonała i sam również zebrał ślinę by następnie napluć jej do oka. Ta wrzasnęła głośno.
— Co ty robisz?! — Zaczęła się wydzierać. — To obrzydliwe! Jeszcze mi do oczu plujesz! — Mrugała intensywnie, próbując się pozbyć tej mazi. — Powiem mamie! - skamlała dalej.
Zszedł z niej i usiadł kilka długości mysiego ogona dalej. Uniósł podbródek i zerknął na nią z góry.
— Mów sobie ile chcesz! Nie obchodzi mnie jej zdanie. — wypalił.
Ta szybko poderwała się do góry. Jej oburzenie było bardzo dobrze widać na pysku, wykrzywionym w grymasie. Łapą dalej przecierała oko.
— Ble, ble, ble, ciebie tam nie musi obchodzić, ale dostaniesz karę! — warknęła i w zemście również na niego skoczyła. To był ten moment, jego karta pułapka. Przewrócił się na ziemię pod jej ciężarem udając słabszego.
— Mamooo! Wieczór się nade mną znęca! — Zaczął głośno płakać tak by ta durna kocica to usłyszała. Nie mylił się, czym prędzej podbiegła do nich i rozdzieliła dwójkę maluchów.
— Wieczór! Coś ty sobie myślała? — zapytała zaniepokojona matka. Zemsta smakowała słodko. Oburzona siostra spojrzała na niego osłupiała.
— Przestań udawać! — parsknęła do brata. — To ty zacząłeś i mnie przygniotłeś do ziemi i obrażałeś! — wystawiła język. Momentalnie spojrzenie królowej spoczęło na synie.
— To on zaczął, nie ja! Groził mi! - zapewniał czarny. Frezja spoglądała na swoje dzieci z zmieszaniem.
— Chyba już pora na naukę manier. — Pokręciła rozczarowana łbem. 
— Ja ci nie groziłam! Niby kiedy?!- krzyknęła na niego i ugryzła go w łapę na co pisnął zabierając kończynę jak najdalej od tej wariatki. Matka znów musiała Ingerować rozdzielając dwójkę kociąt. 
— Pazury to kto wystawiał niby? Jeszcze mnie teraz atakujesz wariatko. 
— Koszmar, nie mów tak o swojej siostrze! 
— Wypchaj się idioto! — parsknęła, znowu próbując się do niego dobrać. 
— Mamo, nie widzisz jak się do mnie odzywa?! — syknął do szylkretowej. Najwidoczniej stara jędza nie chciała go słuchać, skoro tak się bawiły to niech im będzie. On nie zamierzał im w niczym przeszkadzać. — Głupie baby, zostawcie mnie samego! — prychnął uciekając z powrotem do żłobka. Siostra jeszcze miała czelność wystawić mu język. Wrzasnęła coś jeszcze za nim wkurzona, On jednak nie zwrócił na to zbytniej uwagi.

<Wieczór?>

07 lutego 2023

Od Koszmaru (Koszmarnej Łapy) CD. Wieczoru (Wieczornej Łapy)

- Mam futro. I co?
Pacnął się łapą w czoło. 
- No właśnie... Nie mam ci już nic więcej do powiedzenia. 
Ta zaśmiała się cicho. 
- Co jesteś taki załamany? 
- A żebyś wiedziała. Twoją głupotą jestem załamany. - prychnął na co Frezja pokręciła łbem. Pewnie miała już dosyć ich kłótni. 
- To ty jesteś tu głupszy braciszku. Takim moim skromnym zdaniem. Bo trochę z ciebie bęcwał. 
Kocurek machnął na to ogonem, skoro chciała wojny to ją dostanie, ale jeszcze nie teraz. 
- Tak uważasz? To dobrze, nie doceniasz swojego przeciwnika a to już duży błąd. - uśmiechnął się cynicznie. 
- Właśnie aż za bardzo doceniam, skoro w ogóle z tobą rozmawiam. Zazwyczaj nie tracę czasu na idiotów. Czuł jak żyłka mu w oku pęka, ta gówniara próbowała grać mu na nerwach, musiał być jednak silniejszy i postanowił to zignorować. 
- Próbuj dalej. - miauknął pełen pewności siebie.
- Ale co mam dalej próbować?- przekrzywiła łebek.- Przecież ja tylko ci mówię prawdę kochany bracie. 
- Myślisz że jestem na tyle głupi, żeby nie ogarnąć, że nie dość iż próbujesz wmówić mi swoje racje to jeszcze chcesz mnie wytrącić z równowagi? O nie "siostrzyczko", tak nie będzie. Spróbuj mi tylko stanąć na drodze a pożałujesz, ja zostanę wielkim wojownikiem a ty chcesz skończyć jak kotka, w żłobku! Ha! 
- W żłobku? Dobre sobie. Też chcę być wojownikiem i daleko zajść. Jak mi się nie uda to cóż - wzruszyła ramionami. - Będę próbować dalej. Poza tym ja wcale cię nie próbuje wytrącić z równowagi, po prostu się z tobą droczę. 
- Nie nazwał bym tego droczeniem się. - prychnął już nieco spokojniejszy. 
- A jak byś to nazwał niby? Przyjazną rozmową? 
- Droczyć to się możesz z przyjacielem, mnie próbujesz oczernić! 
- Oczernić? Skąd taki wniosek... Ale skoro tak uważasz, to ze mną nie rozmawiaj- wystawiła mu język i podreptała do mamy.
- A żebyś wiedziała! - naburmuszył się, a po chwili obrócił w drugą stronę i usiadł gdzieś w kącie kociarni.

<Wieczór?>

10 stycznia 2023

Od Koszmaru CD. Chłodnego Omenu

Lenistwo jest surowo karane - poinformował kocię, by wiedziało na czym stało. 
- Nie zamierzam nikogo zawodzić, pokaże ci jaki jestem silny, nie to co Wieczór. Gdy stanę się uczniem pokonam go w każdy możliwy sposób. - zapewnił zapędzając się w przyszłość. 
Kocur poklepał kocię łapą po głowie. 
- Mam taką nadzieję. Przynajmniej z jednego dziecka mogę być dumny. Pokaż bratu, czy tam siostrze, że stanie przeciwko nam nie popłaca. Rodzina powinna się wspierać w dążeniu do wielkości, zapamiętaj to. 
- Zapamiętam - uśmiechnął się pełen krzepy. - Każdy zrozumie, że nie warto nam stawać na drodze. 
- Otóż to. Nie bój się chwalić z kogo jesteś krwi. Jak będziesz starszy wdrożę cię w nasz świat. Frezjowy Płatek nie będzie w stanie przekazać ci tej wiedzy, ponieważ wywodzi się z nizin społecznych. 
- To znaczy? - zapytał przekrzywiając ciekawsko mały kocięcy łebek.
- Dziadek ci powie - mruknął tylko. - A ja powiem, gdy udowodnisz mi, że jesteś tego godny... synu.
- Do-dobrze, rozumiem. - miauknął przełykając ślinę na co starszy westchnął. Rzucił na niego spojrzeniem, przysuwając bliżej. 
- Boisz się? Nie ma czego - wymruczał delikatnie.
Czuł ciepło bijące od ojca, nie znał tego uczucia, nie rozumiał go. 
- N-nie boję się - zagryzł pysk. - Po prostu jakoś tak dziwnie się czuję... 
- To znaczy jak? - zapytał. - Robię coś... nie tak? Jesteś smutny, zmęczony, głodny? - wymieniał wszystkie możliwe wersje dziwnego samopoczucia syna. 
- Nie! Skąd! Po prostu pierwszy raz rozmawiamy i... I jestem szczęśliwy. - wymiauczał niepewnie. 
- Och... - Van położył po sobie uszy speszony tym wyznaniem syna. - Miło mi to słyszeć. Mam nadzieję, że jak nieco podrośniesz dalej będziesz tak uważał. Dzieci... często zmieniają opinię o swoich rodzicach w miarę dorastania. 
- Pewnie masz rację, ale wszystko się jeszcze okaże prawda? Na pewno nie zamienię się w drugą Wieczór. Kocur skinął łbem, uśmiechając się krzywo. 
- Nie bierz z niego przykładu. A teraz wracaj do żłobka. Muszę iść na trening wojowników. Odwiedzę was w wolnej chwili 
Młodziak również skinął energicznie łbem i podreptał do kociarni. W końcu miał okazję poznać ojca i był dokładnie taki jakim sobie go wyobrażał.

<Ojczulku?>

04 stycznia 2023

Od Koszmaru Do Chłodnego Omenu

Kocię dopiero co otworzyło ślepia i już pchało się na zewnątrz żłobka. Rozejrzał się po obozie, który przy jego rozmiarach wydawał się ogromny, w jego centrum dało się dostrzec dziwny stos, a wszystko to było otoczone kopułą z koron drzew. Czarny wyszedł zatracając się w widokach. Na jego nieszczęście gdy szedł na ślepo wpadł na jakiegoś wojownika odbijając się tyłkiem o ziemię. Skierował spojrzenie ku górze i rozpoznał ową postać natychmiast stawając sztywno.
- P-przepraszam! - wyjąkało kocię.
Wojownik spiął się na widok kociaka, wyglądał na nieco zmieszanego, lecz czarny tego nie zauważył.
- Wracaj do żłobka. To nie jest miejsce dla kociąt - zwrócił się do kocura, obmierzając go chłodnym spojrzeniem.
Całe ciało przeszły lekkie ciarki, a kocię położyło po sobie uszy widząc jak ten na nie spogląda, czując dużą presję wycofało się o krok od kocura. 
- Nie chcę tam wracać! Dopiero co wyszedłem, a ta baba tego nie widziała to chcę pozwiedzać! - oburzył się młodziak nadymając policzki. Póki Frezja się nie zorientuje, chciał wykorzystać tę szansę. W obozie było wiele ciekawszych miejsc od tego nudnego żłobka.
Kocur westchnął i prześwidrował go niebieskim wzrokiem tak bardzo podobnym do tego kocięcego.
- Dobrze. Mogę cię popilnować chwilę. Akurat mam czas - stwierdził, obserwując go uważnie. 
Słysząc te słowa oczy zaświeciły mu niczym gwiazdy z radości, a wąsy zadrżały. 
- Oprowadził byś mnie po obozie? Co tam jest na środku? - zalewał kocura gradem pytań jednocześnie wskazując na wcześniej wypatrzony stos.
- To? Stos ze zwierzyną. Wojownicy składują na nim piszczki, które upolują w lesie - wyjaśnił maluchowi, wolno podchodząc do wspomnianego miejsca, obserwując przy tym uważnie kociaka i jego kroki.
Maluch podbiegł do stosu kończąc trasę fikołkiem, który spowodował kolejny upadek na zad. Nie przejął się tym zbytnio, wstał i powąchał zgromadzone piszczki jak to określił ojciec. Do jego nozdrza zawędrował dziwny zapach, to coś było ich obiadem? 
- Śmierdzi, wy to jecie?
- Tak. Jemy. Też będziesz to jadł. Posmakuje ci, gdy tylko oderwiesz się od mleka - mruknął, siadając obok niego przy zwierzynie, owijając o swoje łapy ogon.
- W sumie masz rację! - wypalił nagle. - Teraz to nie mogę się doczekać aż opuszczę żłobek na dobre! Nie chcę być pod łapą matki. - fuknął oburzony robiąc niezadowoloną minkę przez co spotkał się z strzępnięciem ucha ojca na te słowa.
- Ale będziesz, póki nie ukończysz szóstego księżyca - powiedział do syna, mierząc go spojrzeniem. - Matki zajmują się kociętami, gdy ojcowie ochraniają klan. Musisz przywyknąć do tego, bo takie tu panują zasady. Jednak... nie dziwie ci się... Też nie przepadam za twoją matką - wyznał.
- Kto by tam ją lubił! Jest kotką, przynajmniej robi to co do niej należne, zajmuje się mną - wymiauczał. - Jak dorosnę będę chronił klan tak jak ty, a gdyby tego było mało muszę sprowadzić mojego brata do pionu... 
- Tak... Wieczór jest... Dość irytującym kocięciem. Pewnie już wiesz, że wydaje mu się, że jest kotką, prawda? - mruknął do malucha. - Ma oczywiście takie prawo, ale... Kojarzy mi się z pewną osobą, która swoimi poglądami zniszczyła prawie nasz klan.
- Wiem, że tak uważa, ale kompletnie tego nie rozumiem. Urodził się kocurem, ma tyle możliwości w życiu, a chce być jakąś marną kotką... Phi, z takim nastawieniem to ja nie widzę w nim wojownika. - prychnął.
- Prawda. Jednak nie ma zależności pomiędzy kocurem i kotką. Poznałem wiele silnych samic, które czasem nas przerastały swoimi umiejętnościami. Tylko... wystrzegaj się pseudofeministek. Je należy tępić. To kotki, które uważają kocury za śmiecie. Kiedyś przejęły władzę i nie było kolorowo. Twój dziadek ukrócił te ich rządy i teraz jest w miarę spokój. - opowiedział kociakowi kawałek ich historii, by wiedział na kogo powinien uważać.
- Rozumiem, wezmę to sobie do serca - skinął łbem z szacunkiem. - Jeszcze kiedyś przegadam Wieczór i te jego dziwaczne poglądy. - oznajmił dumnie wypinając pierś.
- Mam nadzieję, że cię w nie nie wciągnie. To co mi powiedział... - Westchnął głęboko. - Może sprowadzić na niego problemy. Cieszę się, że przynajmniej ty... zdajesz się spokojniejszy.
- N-nie zawiodę cię choćby nie wiem co! Pokaże ci i dziadkowi Mrocznej Gwieździe jak silny potrafię być! - zapewnił maluch.
Wojownik posłał mu lekki uśmiech i poklepał po głowie. 
- Mam taką nadzieję.
Kociak zamruczał i uśmiechnął się w duchu, był taki szczęśliwy że ojciec go docenił! Mógłby skakać z radości, ale pohamował swoje emocje i zlustrował wzrokiem ponownie otoczenie. 
- A co to za nory niedaleko żłobka? Kto tam mieszka?
- W tej większej mieści się legowisko twojego dziadka, w tej mniejszej medyków. - mruknął. - Tamte krzaki - Wskazał je ogonem - To legowisko wojowników, obok mieści się legowisko uczniów, a tam dalej starszyzna. Gdy opuścisz żłobek trafisz o tam - Pokazał na legowisko uczniów. - Dostaniesz mentora, który będzie cię szkolił. O ile przeżyjesz samotną noc w lesie.
Koszmar natychmiastowo nastawił uszka. 
- Jaką samotną noc?

<Chłodny Omenie?>