BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lamparcia Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lamparcia Gwiazda. Pokaż wszystkie posty

09 czerwca 2018

Od Lamparciej Gwiazdy

- Pozwól, że pójdę na patrol z tobą - dotarła do głowy Lamparciej Gwiazdy propozycja Pręgowanego Piórka.
- Nie. Ty masz inne obowiązki - oznajmił lider patrząc bez emocji na siostrzenicę.
- Właśnie, że nie mam - powiedziała kotka, ale on pozostawał nieugięty.
Lamparcia Gwiazda nie miał pojęcia co ze sobą zrobić. Pierwsze dni spędzał w obozie w swoim legowisku wpatrując się godzinami w przestrzeń przed sobą. Potem zaczął znikać z obozu na długie godziny. Klan martwił się o niego. Widzieli jak jest mu trudno. Lider pełen był sprzecznych uczuć. Szukał dla siebie miejsca podczas długich patroli. I w końcu je znalazł.
Tam, gdzie tereny Klanu Burzy i Klanu Nocy się łączyły, tam zaczynał się las. Teren opadał tu nieco, a miejsce to osłonięte było krzewami i trawą. Niedaleko strumienia, w cieniu drzew znajdowało się miejsce niepozorne, ale szczególne. Pod warstwą ziemi i liści spoczywało ciało. Ciało Srebrnego Pyska.
Lamparcia Gwiazda przychodził w to miejsce od kilku dni i wpatrywał się w ziemię. Czasami szeptał kilka słów, czasami milczał. Siedział w tym miejscu, na terytorium Klanu Nocy i patrzył się w ziemię, a potem bez słowa odchodził. Nigdy nie polował. Nigdy nawet nie napił się ze strumienia. Po prostu przychodził, siadał i odchodził.
Tego dnia gdy sobie tak siedział wpatrując się pusto w ziemię przed sobą usłyszał szelest liści. Podniósł głowę bez lęku i spojrzał przed siebie. Z lasu wynurzyła się sylwetka kota drobnego i szczupłego, ale wyraźnie niemłodego, o kroku ciężkim, obwisłej skórze i sierści wyblakłej i poszarganej.
- Nakrapiany Kwiat? - szepnął lider, nie rozróżniając rzeczywistości od sennych marzeń, jednak gdy kot się zbliżył szybko pojął, że nie była to partnerka Czarnej gwiazdy, zmarła wiele księżyców temu, a kotka zupełnie inna, choć do niej podobna.
- Nazwałeś mnie jej imieniem, to miłe - odparła spokojnie staruszka zatrzymując się. Wtedy dopiero Lamparcia Gwiazda zrozumiał, kto do niego przyszedł.
- Sądziłem, że już dawno zmarłaś Świetlikowa Ścieżko. Twój klan cię dobrze ukrywał. - powiedział kocur. - Dlaczego tu przyszłaś?
- Aby zapytać cię o to samo - odparła kotka. - Mój syn zauważył cię podczas polowania. Chciał zgłosić to Pierzastej Gwieździe, ale wahał się. Nie chciał prowokować wojny zwłaszcza, że twoje zachowanie było, jak to ujął "nienaganne". Dlatego powiedział mnie. A więc, dlaczego przyszedłeś na terytorium Klanu Nocy? Czyżbyś chciał do nas wrócić po tylu księżycach?
- Obawiam się, że nawet gdybym chciał tak postąpić byłoby to niemożliwe - stwierdził kocur. - Nie, tu chodzi o coś innego.
- Zatem o co? - spytała kotka z błyskiem ciekawości w oczach.
- W miejscu, w którym stoisz spoczywa Srebrny Pysk - odpowiedział kocur bez zbędnych ceregieli. Świetlikowa Ścieżka cofnęła się ze strachem i spojrzała w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stała.
- A więc to tutaj... - szepnęła zdumiona. - A my z Czarnym Piórkiem przez tyle księżyców zastanawiałyśmy się, co matka zrobiła z jej ciałem... Nigdy bym nie przypuszczała, że je zakopała...
- Bo nie zrobiła tego - odparł kocur. - Chciała ją zostawić na pożarcie wronom, ale ja znalazłem ciało i zakopałem ją. To moja siostra. Nie mogłem pozwolić, by jej ciało spotkał taki los...
- Ale ona zmarła dawno temu. To nie ten powód. - westchnęła kotka gdy otrzeźwiała z pierwszego zdumienia. - Dlaczego tak nagle sobie o niej przypomniałeś?
- Bo Srebrny Pysk to jedyna osoba na świecie, która mogłaby mnie teraz zrozumieć - powiedział kładąc się na ziemi i dotykając jej nosem. - Ilekroć umierał ktoś, kto był mi bliski przypominałem sobie jej los i choćbym tego bardzo nie chciał - robiło mi się lepiej. Cały mój ból odchodził w niepamięć i zamieniał się we współczucie dla siostry, która zginęła tak tragicznie.
- Nigdy jakoś specjalnie nie żałowałam śmierci Srebrnego Pyska, ale masz rację, jej śmierć była tragiczna. Wtedy jeszcze tego nie rozumiałam, ale gdy pewnego dnia się nad tym zastanowiłam zapłakałam nad jej losem. Teraz już ciebie rozumiem. To było wtedy, gdy zmarły moje córki.
Przez chwilę oboje siedzieli w ciszy wpatrując się w ziemię, w której spoczywała tak niezwykła osobistość jak Srebrny Pysk.
- Lamparcia Gwiazdo, musisz coś wiedzieć - powiedziała w końcu kotka. - Ale nie jestem pewna, czy powinnam ci o tym mówić. Nie chcę pogłębiać twojego żalu, czegokolwiek on dotyczy.
- Teraz gdy rozbudziłaś moją ciekawość, chyba musisz.
- Pamiętam dzień, w którym pierwszy raz ciebie zobaczyłam. Nie wiem sama czemu. To było wielkie wydarzenie, a takie zapadają w umysłach kociąt i potrafią przetrwać w nich wiele księżyców. Byłam wtedy malutka. Przyszedłeś do obozu, przyprowadziłeś dzieci Srebrnego Pyska. Nie wiedziałeś, że jest twoją siostrą, myślałeś że ta dawno umarła. Miałeś żal do Klanu Nocy. Oskarżałeś nas o zabicie swojego ojca. Srebrny Pysk tłumaczyła mi to wszystko pewnego dnia. Prosiła, żebym milczała. Cały klan milczał przez te wszystkie księżyce.
- To będzie już jakieś sto! - prychnął kocur.
- Nikt nie chciał ci mówić, bo wiedzieliśmy, że to będzie trudne. Nie tylko dla nas, ale i dla ciebie. Woleliśmy, żebyś nie czuł do Srebrnego Pyska sentymentu ani nienawiści. Żeby była ci obojętna i żebyś ty był obojętny jej.
- Do czego zmierzasz?
- To ona zabiła waszego ojca Lamparcia Gwiazdo. Tak mi przykro, ale to prawda. Nikt w lesie już tego nie wie poza mną i Pierzastą Gwiazdą. Masz prawo wiedzieć. Przepraszam, że mówię ci o tym dopiero teraz.
Słowa kotki z początku do niego nie dotarły. Nie rozumiał i nie umiał sobie tego wyobrazić. A potem wróciły słowa siostry o ojcu, pełne pogardy i braku współczucia. To ona go zabiła? Świetlikowa Ścieżka na pewno kłamie! Ale czemu miałaby to zrobić? Kocur spojrzał na ziemię pod swoimi łapami. Na ziemię, w której spoczywała jego siostra, ojcobójczyni.
- Nie szkodzi Świetlikowa Ścieżko - powiedział przełykając ślinę. - To wiele zmienia. Myślałem, że nigdy się tego nie dowiem, a odpowiedź... To zabawne.
- Nie miej do niej żalu. Ona... Ona zrobiła to dla Czarnej Gwiazdy. Nasz dziadek był dla niej wzorem. Zawsze opowiadała o nim jak o bohaterze. A ojciec mówił, że to skomplikowane. Tylko matka potrafiła powiedzieć mi wprost, że Czarna Gwiazda jest teraz w Miejscu Gdzie Brak Gwiazd.
- To niewątpliwe - westchnął Lamparcia Gwiazda. - I Srebrny Pysk na pewno też tam jest, prawda?
- Przykro mi - szepnęła kotka. - Ale nie potrafię tego podważyć. Złamała kodeks tak wiele razy... Klan Gwiazdy nie miał pewnie dla niej litości.
Lamparcia Gwiazda spojrzał jeszcze raz na ziemię pod łapami i wstał. Jego rozmówczyni uczyniła to samo.
- Masz zamiar powiedzieć Pierzastej Gwieździe, że tu byłem? - zapytał.
- Tak - odpowiedziała. - Ale powiem jej też, dlaczego tu przyszedłeś. Ona zrozumie. Kochała Srebrny Pysk nawet bardziej niż ty.
Lider Klanu Burzy kiwnął głową, po czym odszedł. To było dziwne uczucie. Ogarnęła go wewnętrzna pustka. Nie czuł w tym momencie żadnej emocji. Nie był ani smutny, ani zły. Po prostu był. Wszystkie jego problemy nagle go przerosły i rozmyły się w próżni jaka go pochłonęła. W tym momencie pragnął tylko jednego - dotrzeć na szczyt wzgórza.
Sam nie rozumiał tej potrzeby. Po prostu czuł, że musi się tam znaleźć. Szedł najpierw powoli, potem szybciej, w końcu biegł byleby dobiec na ten przeklęty szczyt. W końcu tam dotarł. Słońce właśnie znikało za horyzontem, kiedy stanął w najwyższym punkcie w okolicy i spojrzał w jego kierunku. To było cudowne miejsce. Miał stąd wgląd na całą okolicę. Widział rzekę, siedlisko dwunożnych za terenami Klanu Wilka, wszystkie tereny Klanu Burzy... To był piękny widok. Widok, który wypełnił jego serce. Wtedy rozpłakał się nagle. Były to łzy smutku, radości, wzruszenia i złości jednocześnie. Był to żal ojca po utracie dziecka, radość i wzruszenie kota, który widzi piękno, a także złość kota, który poznał okrutną prawdę.
Wiatr zawiał z północy niosąc chłód, a także przynosząc suche, złociste liście z terenów Klanu Wilka. Lamparcia Gwiazda upadł na ziemię i położył się na boku wpatrując w ognistą kulę, która powoli znikała za horyzontem. W końcu utonęła w wodzie, gdzieś daleko, daleko od niego. Zamknął wtedy swoje przeszklone oczy, i już nigdy więcej ich nie otworzył.


Lamparcia Gwiazda biegł przed siebie w dół zbocza, w kierunku terenów z Klanem Nocy. Musiał tam dotrzeć. Teraz. Jak najszybciej. W końcu wbiegł między drzewa i dotarł na polanę, oświetloną z góry promieniami słońca przebijającego się przez zielone pąki drzew. Wśród tych świateł stał on. Jego czarne długie futro i biały brzuch, oraz oczy, ciemnoniebieskie o intensywnej barwie. Lamparcia Gwiazda rozpłakał się na ten widok.
- Tak za tobą tęskniłem!... - zawołał, a po jego policzkach spłynęły łzy.
- I ja za tobą również, mój Stefku, mój synu...


29 kwietnia 2018

Od Lamparciej Gwiazdy

Ciepły wiatr muskał futro Lamparciej Gwiazdy gdy napawał się cudownym zapachem pory nowych liści. Uwielbiał ją. Życie budziło się z mroźnego snu i ukazywało ponownie oczom wojowników. Do zbiorów przybywało więcej zdobyczy, choroby ustępowały, a wojownicy mogli nasycić swoje brzuchy.
Tej pory nagich drzew przydarzyło się wiele złego. Lamparcia Gwiazda zmrużył oczy na samą myśl o koszmarnej chorobie, przez jaką przeszedł. Był slaby. Co raz słabszy. Z dnia na dzień. Gradowa Mordka martwił się o niego bardzo. Szczęśliwie zdołał go wyleczyć, nim choroba odebrała mu kolejne życie. Niestety nie wyratował Księżycowej Łapy. Biała Sadzawka zaginęła jeszcze zanim pora nagich drzew dała o sobie na dobre znać, dlatego cały żal po jego śmierci spadł na Ciernistą Łapę i Ćmią Łapę. Lamparcia Gwiazda dostrzegał również smutek Cienistego Pazura, ojca młodego ucznia. Pomimo tego, że nie wychowywał kociąt i ukrywał to, że jest ich ojcem w sekrecie, Cienisty Pazur wyraźnie czuł więź ze swoimi dziećmi. Rdzawy Ogon musiała być mu wielkim pocieszeniem w chwilach smutku. Ciekawe, jak jej to wyjaśnił?... A może nie wyjaśnił?
Problemem tej pory nagich drzew była też na pewno Szepczący Wiatr. Wojowniczka Klanu Wilka nadal przebywała w obozie. Lamparcia Gwiazda nie raz miał z nią problemy. Jednej nocy rzuciła się na Kaczeńcowego Pazura, kiedy drugi strażnik odszedł na stronę, i gdyby nie szybka interwencja Bladego Świtu mogłoby się stać coś poważniejszego.
- Musisz coś z nią zrobić Lamparcia Gwiazdo! - zawołała wtedy kotka. Pomimo wyblakłego ze starości futra i opadniętych ze zmęczenia powiek, bił od niej wtedy majestat i siła, zwłaszcza, że na białym policzku błyszczała czerwona plama krwi z rany, zadanej przez Szepczący Wiatr.
- A co niby mam zrobić? - warknął kocur. - Wygonić? Wtedy pójdzie z podkulonym ogonem do Milczącej Gwiazdy i zaraz nas zaatakują!
- Mógłbyś ją w końcu zabić!... - zawołała kotka, ale głos jej się załamał pod wpływem wściekłego spojrzenia Lamparciej Gwiazdy. - Kiedyś się byś nie wahał...
- Nie waham się Blady Świcie. - Lider pokręcił głową. - Kiedyś byłem głupi. Teraz musisz zrozumieć pewną rzecz. Klan Burzy nie zabija niewinnych wojowników.
- Ona niewinna? Chciała skrzywdzić Kaczeńcowego Pazura tak jak jej rodzice skrzywdzili moje dzieci! Zaatakowała go nagle gdy był bezbronny... Miał szczęście, że niosłam mu jedzenie!
- Nadal pragniesz zemsty za tamtą noc? Ja również. Ale spójrz prawdzie w oczy. Lawendowy Płatek zmarła w zamian za twoje dzieci i partnera. I za Białą Gwiazdę. Zemsta się dokonała. Szepczący Wiatr była wtedy małym kocięciem. Takim jak Rdzawy Ogon kiedy ją przyniosłem, w końcu to siostry z jednego miotu. Czemu ona jest winna?
Blady Świt ustąpiła wtedy. Jednak pytanie, które Lamparcia Gwiazda wtedy jej zadał męczyło go nadal. Czemu winna jest Szepczący Wiatr? Czemu Lamparcia Gwiazda ją więzi? Przecież ona jest tylko dzieckiem. No, może nie dzieckiem, ale dla tak starego kota jak lider Klanu Burzy jest bardzo młoda. Prawie jak kociak. Czy ma zatem prawo ją więzić?
Dumnie unosząc swój ogon ku górze, Lamparcia Gwiazda przeszedł przez obóz kierując swe kroki do legowiska Szepczącego Wiatru. Kotka w miejscu dla więźniów wykopała sobie płytką norkę dla ochrony przed deszczem i śniegiem. Nikt jej w tym nie przeszkadzał, ale miejsce to bardzo różniło się od miejsca, które zapamiętał ze swoich najwcześniejszych księżyców, kiedy bawił się tu ze swoim ojcem. Wojowniczka Klanu Wilka leżała wciśnięta w swoją norę i wpatrywała się nienawistnie w Lamparcią Gwiazdę.
- Zostawcie nas samych - powiedział do wojowników pilnujących kotki.
- Jak to samych? - zdziwiła się Złota Melodia.
- Odmawiam. Nie po tym, co ta wronia strawa zrobiła Kaczeńcowemu Pazurowi! - zawołała Żmijowa Łuska.
- Zatem oddalcie się tylko. Chcę porozmawiać z więźniem na osobności.
Kotki wymieniły zgorszone spojrzenia, ale nie chciały podważać decyzji lidera. Odeszły kawałek, ale nie za daleko. Tak, że widziały wszystko, ale nie słyszały nic. Lamparcia Gwiazda podszedł bliżej Szepczącego Wiatru.
Kotka nagle wyskoczyła strosząc potarganą sierść i odsłaniając zęby. Z błękitnych oczu błyskała nienawiść, a wyciągnięte pazury przeleciały tuż przed pyskiem lidera, ale go nie dotknęły. Lamparcia Gwiazda szybko kiwnął na Żmijową Łuskę, aby wróciła na swoje miejsce, gdyż momentalnie dobiegła do obojga.
- Czego chcesz, że zostajesz ze mną sam na sam? - syknęła kotka. Wyglądała fatalnie. Gorzej niż kiedykolwiek. Jej dotychczas poukładane i delikatne futro było w całkowitym nieładzie, w pewnych miejscach dłuższe, w innych krótsze jak u liniejącego królika.
- Kto ci to zrobił? - zapytał wystraszony lider. - Czy o czymś mi nie powiedziano?
- Teraz jest ci mnie żal? - zadrwiła kotka. - Jakie to urocze! Nie interesujesz się mną całą porę nagich drzew wymieniając tylko niańki i nagle przyłazisz do mnie zatroskany o mój wygląd?!
- Przyszedłem porozmawiać z tobą o Klanie Wilka... - zaczął lider, ale kotka natychmiast ucięła.
- Och, tak, tak - mruknęła. - O mojej okrutnej matce i mojej misji szpiegowania dla klanu i oczywiście o bitwie, w której zginęła Biała Gwiazda!
- Nie rozdrapuj ran, które się zagoiły - powiedział spokojnie Lamparcia Gwiazda.
- Wiesz co? Nie mam czasu z tobą rozmawiać! Muszę wrócić do liczenia chmur na niebie. Skończyłam na...
- Szepczący Wietrze, naprawdę wolisz liczyć chmury niż negocjować swoje uwolnienie?

<Szepczący Wietrze?>

28 kwietnia 2018

Od Lamparciej Gwiazdy

*opowiadanie spóźnione, opowiada o przeszłości jeszcze z pory opadających liści*

- Miałam nadzieję, że i mnie dasz ucznia - powiedziała Żmijowa Łuska pomagając Lamparciej Gwieździe zbierać trawę do legowisk.
- Ty nie potrzebujesz ucznia - powiedział lider wyrywając kępę. - I tak wysługujesz się Kaczeńcowym Pazurem.
- Ale bycie mentorem to nie wysługiwanie się uczniem! - zaprzeczyła kotka. Lamparcia Gwiazda rzucił jej wymowne spojrzenie, po czym kotka zaśmiała się sama do siebie. - W sumie trochę racja.
- Poza tym nie nadajesz się do tego - westchnął lider. - Niektórzy już tak mają. Ich charakter jest nieodpowiedni. Do posiadania ucznia trzeba mieć specyficzne podejście i nie każdy je ma. Ot, taka Korowa Skóra.
- Korowa Skóra to bardzo miła i dobra kotka - powiedziała Żmijowa Łuska urywając kolejne strzępy trawy. - Może nieco zbyt przewrażliwiona na punkcie Klanu Gwiazdy, ale to chyba dobrze?
- Korowa Skóra nie jest aż tak szczera jak ci się wydaje. Ma tendencję do faworyzowania. - Lamparcia Gwiazda kiwną z powagą głową. - Ty też.
- Co aż tak złego jest w faworyzowaniu? - zaśmiała się kotka.
- Wiele - mruknął z powagą czarny. - Wojownik, który faworyzuje ucznia przymyka oko na jego niedoskonałości. Potem ma pretensje do lidera, że nie chce mianować ucznia, a jak już go uciśnie braki wychodzą na jaw. Tylko wtedy jest już za późno. Dla przykładu spójrz na Deszczową Łapę i Brzoskwiniową Łapę. Ich mentorzy uważają, że nie są jeszcze gotowi.
- Cóż... Jednak zbytni ucisk też nie jest dobry - mruknęła Żmijowa Łuska. - Deszczowa Łapa i ja mieliśmy okazję potrenować. Testowałam nową technikę walki i... za każdym razem udawało mu się mnie powalić! Nawet ty tak nie umiesz!
- Nawet ja, hę? - łypnął kocur. - Cóż. Porozmawiam z Cienistym Pazurem. Chyba mamy już dość trawy. Wracajmy do obozu.
Oboje zebrali swoje kępy i ruszyli w drogę do domu, gdzie zajęli się wyściółką legowisk.

Gdy Cienisty Pazur i Rdzawy Ogon wrócili z polowania Lamparciej Gwieździe od razu zrobiło się jakoś cieplej na sercu. Od jakiegoś czasu aranżował ich spotkania, ale teraz zauważył, że sami się do siebie zbliżają, co tylko upewniło go w przekonaniu, że jest świetną swatką. Zaraz podszedł do młodego wojownika, który brał właśnie dla siebie zdobycz.
- L-Lamparcia Gwiazda! - zawołał wojownik wypuszczając z pyszczka myszkę. - Coś się stało?
- Chciałbym porozmawiać o Deszczowej Łapie. Nadal czekam, aż będzie gotowy. Nie niecierpliwi się zbytnio?
- N-nie! On... On jest jakiś markotny Lamparcia Gwiazdo. Nie chce mnie słuchać, stracił zapał... Nie chciałem ci nic mówić, bo to takie dziwne.
- I nikomu innemu też o tym nie mówiłeś, prawda? - westchnął lider. Cienisty Pazur kiwnął głową.
- Gdybyś chociaż ojcu powiedział od razu domyśliłbyś się, że to twoja wina.
- Moja wina?
- Tak. On jest markotny ponieważ chyba stracił już nadzieję na ukończenie treningu. Cienisty Pazurze, przykro mi, ale zaniedbałeś swojego ucznia!
Młodemu wojownikowi oczy prawie wyszły z orbit. Nie mógł dać wiary słowom lidera.
- Ale ja robiłem wszystko jak należy! Deszczowa Łapa zna kodeks i tereny i umie walczyć i polować!...
- Ale do tego momentu nigdy mi tego nie powiedziałeś.
- Wybacz Lamparcia Gwiazdo. Czy... czy teraz mnie ukarzesz?
- Nie - odparł natychmiast lider. - Chociaż nie, inaczej. Dostaniesz karę. Nie dam ci więcej żadnego ucznia. Patrząc na to ile mi czasu zostało to nic wielkiego...
- Nie mów tak! - syknął zaraz wojownik, na co Lamparcia Gwiazda się uśmiechnął.
- Trzeba jak najprędzej mianować Deszczową Łapę. Wezwij go - polecił lider i unosząc ogon ku górze oddalił się od młodego wojownika.
Deszczowa Łapa zasługiwał na ukończenie treningu. Ale co z Brzoskwiniową Łapą? To jego brat i pewnie czuje się równie zaniedbany. Na szczęście dla Lamparciej Gwiazdy Nocne Niebo był w obozie i dzielił języki ze Złotą Melodią. Lider podszedł do nich i poprosił swojego zastępcę na słowo.
- Brzoskwiniowa Łapa jest... - mruknął niepewnie Nocne Niebo. - On jest... Nietypowy... Jestem jego ojcem i sam się niecierpliwię, ale nie sądzę, by był on materiałem na wojownika...
- Uważasz, że Brzoskwiniowa Łapa nie opanował tego, co powinien? - zdziwił się lider. - Czy on zaniedbywał swoje obowiązki? Pozwoliłeś mu na to?
- Oczywiście, że nie Lamparcia Gwiazdo! - zawołał kocur. - Ale mam wrażenie... Ech... Nie ważne... Brzoskwiniowa Łapa jest już dorosły. To wstyd dla Klanu Burzy, że jest jeszcze uczniem. Masz rację, powinieneś go mianować.
Słowa Nocnego Nieba wydawały si e Lamparciej Gwieździe jakieś dziwne i tajemnicze, ale starał się ich nie zgłębiać. Był bardzo zmęczony tym wszystkim i pragnął jak najprędzej mianować Brzoskwiniową Łapę i Deszczową Łapę wojownikami. Poprosił więc Nocne Niebo o zatrzymanie uczniów w obozie do zachodu słońca. O tej porze chciał dokonać ceremonii.

Klan Burzy zebrał się na wezwanie swojego lidera, a Deszczowa Łapa i Brzoskwiniowa Łapa wystąpili na środek. Szary uczeń z dumą prezentował pierś i unosił głowę, natomiast jego złocisty brat wydawał się być jakiś nieobecny.
- Zebraliśmy się tu, aby nadać imiona wojowników dwójce naszych uczniów - zaczął lider. - Ja, Lamparcia Gwiazda, przywódca Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika.
Lamparcia Gwiazda zwrócił się ku Deszczowej Łapie, który z drżącym wąsem wyczekiwał tego momentu od tak dawna.
- Deszczowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
- Przysięgam - odparł uczeń.
- Dobrze, zatem mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Od tej pory będziesz znany jako Deszczowy Poranek. Klan Gwiazdy cieni twoją cierpliwość i wytrwałość, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Burzy.
Lamparcia Gwiazda zeskoczył z podwyższenia i dotknął nosem głowy Deszczowego Poranka. Klan podniósł wiwat na cześć nowego wojownika. Wtedy Lamparcia Gwiazda wrócił na swoje miejsce i uciszył klan.
- To jeszcze nie koniec! Brzoskwiniowa Łapo, to samo pytanie. Czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
Brzoskwiniowa Łapa milczał wpatrując się w ziemię. Jego rozdygotana końcówka ogona jasno sygnalizowała, że jest zdenerwowany.
- Brzoskwiniowa Łapo? - nacisnął lider.
- Może jest głuchy? - wyrwał się ponda tłum szept Korowej Skóry, która zaraz się wycofała. Brzoskwiniowa Łapa nie należał do hałaśliwych kotów i raczej trzymał się z tyłu. Nawet sam Lamparcia Gwiazda nie zdziwiłby się, gdyby Brzoskwiniowa Łapa miał jakieś problemy ze słuchem.
- Nie mogę - odezwał się w końcu uczeń. - Wybacz Lamparcia Gwiazdo.
- Co? Brzoskwiniowa Łapo, nie wygłupiaj się! - zawołał Nocne Niebo. - Co ty wyprawiasz?!
- Nie mogę zostać wojownikiem. Nie zasługuję na to.
- Brzoskwiniowa Łapo, natychmiast odwołaj te bzdury! Co cię napadło?
- Dosyć! - uciął Lamparcia Gwiazda. - Brzoskwiniowa Łapo, dlaczego uważasz, że nie jesteś godny być wojownikiem?
- Ja nie sądzę, bym się do tego nadawała. Nie jestem najlepsza w walce, ani w polowaniu... Byłabym dla klanu tylko ciężarem. Jako uczeń mogę pomagać wszystkim i nie spoczywa na mnie odpowiedzialność, jakiej nie potrafiłabym udźwignąć. Czuję się szczęśliwa jako uczeń.
Koty mruczały coś między sobą. Nawet Szepczący Wiatr, której na czas ceremonii pozwolono wyjść z więzienia do obozu robiła wielkie oczy ze zdziwienia. Co za kompromitacja! Lamparcia Gwiazda nie może pozwolić sobie na to, by jego więzień był świadkiem tak upokarzającego zdarzenia! Musiał szybko coś wymyślić!
- Rozumiem - westchnął gdy uczeń skończył mówić. - Brzoskwiniowa Łapo, wykazałeś się dziś wielką odwagą i honorowością.
Wszystkie koty ze zdziwieniem spojrzały na swojego starego lidera.
- Niech będzie dla was wszystkich dzisiaj lekcją, postępek ucznia, który z wielką odwagą przyznał sam, że nie może zostać wojownikiem. Który w swojej skromności umiał przyznać, że jest czegoś niegodny. Brzoskwiniowa Łapo, masz wielkie serce. Jesteś wspaniałym uczniem i będę zaszczycony, jeżeli zgodzisz się przyjąć imię wojownika. Klan Gwiazdy ceni twoją odwagę i lojalność. Chętnie powita cię jako członka Klanu Burzy.

<Brzoskwiniowa Łapo?>

Nie rób z tego sesji. Po prostu odpisz.

24 marca 2018

Od Lamparciej Gwiazdy C.D. Szepczącego Wiatru

- Szepczący Wietrze, nie mam zamiaru się z tobą kłócić - powiedział lider wstając. - Wiec jednak, że znam twoją matkę dłużej niż ty i znam jej przewinienia. Ale nie naszą sprawą rozsądzać, czy Klan Gwiazdy przyjmie ją do siebie.
Widząc nadchodzącą zmianę warty wstał i podszedł do Jałowcowego Krzewu. Oboje kiwnęli głowami Kaczeńcowemu Pazurowi i Złotej Melodii, po czym udali się kawałek dalej.
- Wezwij do mnie Rdzawy Ogon, gdy wróci z polowania - poprosił lider. Wojownik skinął głową. Czarny kocur udał się do swojego legowiska gdzie zajął się najzwyczajniejszym wylizywaniem sierści. Po chwili odwiedziła go oczekiwana córka.
- Wołałeś? - zapytała wchodząc do legowiska. Lider kiwnął głową i zaprosił ją do środka.
- Rdzawy Ogonie, muszę z tobą poważnie porozmawiać - zaczął lider patrząc córce głęboko w oczy.
- O czym takim? - spytała kotka.
- O Klanie Wilka.
Rdzawy Ogon nie zdołała ukryć dreszczu, jaki przeszył jej ciało. Zasmucona pochyliła głowę.
- Rozmawiałem dzisiaj z Szepczącym Wiatrem - powiedział kocur. - I zdałem sobie sprawę z czegoś bardzo ważnego... Rdzawy Ogonie, co powiesz o swojej prawdziwej matce? Bądź szczera!
- Chyba mi powinno wystarczyć, że chciała mną kupić pokój? - zaczęła kotka niepewnie. - Jak byłam mała...
- W istocie, tak było - powiedział Lamparcia Gwiazda kiwając głową. - Ale wiesz, że nie za to Klan Burzy ma do niej żal. Ten fakt to nasz żal, tylko twój i mój.
- Mówiłeś, że zabiła Białą Gwiazdę. I trzy inne koty. Cały klan o tym mówi i ciągle to wspomina - powiedziała kotka. - Dlatego zaatakowali Klan Wilka! O jakąś głupią rzecz, która miała miejsce dawno temu!
- A wiesz czemu tak zrobili? - spytał lider.
- Właśnie nie! To bez sensu! Tyle czasu... Pewnie prawie wszystkie koty uczestniczące wtedy w tej bitwie już nie żyją! Czemu Klan Burzy zaatakował tych niewinnych, młodych wojowników? Czemu Cienisty Pazur musiał zabić Lawendowy Płatek w zemście za kogoś, kogo nigdy nie znał!
Lamparcia Gwiazda wstał tak gwałtownie, że młoda wojowniczka podskoczyła. Podszedł do niej bliżej, tak, że mogli się niemal dotknąć wąsami. Minę miał bardzo surową i kotka wystraszyła się jeszcze bardziej, ale po chwili złagodniał i polizał się po barku.
- Sądziłem, że zrozumiałaś Klan Burzy, ale jak widać się myliłem... - westchnął kocur.
- Co zrozumiałam? - zapytała kotka zaciekawiona jego tajemniczym tonem.
- My... Klan Burzy... Nie jesteśmy zwykłą grupką wojowników zebranych przez kogoś, tak jak inne klany. Od najwcześniejszych księżyców pamiętam więź, jaka istniała między członkami tego klanu. Więź oparta na przyjaźni, szacunku i rodzinnej miłości. Więź, która sprawia, że zawsze się zgadzamy, że wszyscy się przyjaźnimy i że dbamy o siebie. Więź, która nie pozwala nam na wewnętrzne konflikty. My, starsi wojownicy pamiętamy Białą Gwiazdę, Rozmyty Pył i jego dzieci. Musieliśmy ich pomścić. Wy, młodsi widzicie nasz żal, naszą tęsknotę. Dla Korowej Skóry Rozmyty Pył był jak ojciec, Cienisty Pazur widzi jej żal i nie chce by jego matka była smutna. Dlatego chciał dla niej pomścić przyjaciół, których nigdy nie znał.
- Ale zemsta nie jest dobrym wyjściem. Ona sieje tylko niepokój - powiedziała Rdzawy Ogon. - Niepokój i nienawiść. Ona nie przywróci Białej Gwiazdy do życia. Jest bezsensowna!
- Nie. Masz rację. Nie przywróci - powiedział Lamparcia Gwiazda pustym tonem. - Ale zemsta daje świadomość, że czyjaś śmierć nie poszła na marne. Pozwala uspokoić swoje emocje. I teraz, po raz pierwszy od kiedy byłem kocięciem czuję wewnętrzny spokój. I radość, że moja przyjaciółka nie odeszła zapomniana. Ty nie znasz tego uczucia, i obyś nigdy nie poznała. Ale wiec, że są wojownicy, których serca trzaskane są na kawałki jeszcze zanim opuszczą żłobek.
- Czy ty... - szepnęła cicho. - Czy coś się stało, kiedy byłeś mały?
Lamparcia Gwiazda kiwnął tylko głową i znów położył się na swoim miejscu.
- Mysi Nos zawsze była ode mnie silniejsza - westchnął. - To ona powinna być liderką, nie ja. Jako kocięta straciliśmy matkę. Zabił ją Czarna Gwiazda, lider Klanu Nocy. Nie byliśmy w stanie jej pomścić, gdyż umarł on kiedy byliśmy uczniami. Jednak zaraz potem jak nimi zostaliśmy jakiś inny wojownik z Klanu Nocy zabił naszego ojca. Chciałem go pomścić, ale nigdy się nie dowiedziałem nawet kim był ten kot. W końcu pewnego dnia Malinowa Gwiazda zabiła naszą siostrę. I ona też zmarła, niż dosięgły ją nasze pazury. Milcząca Gwiazda była współwinna śmierci Białej Gwiazdy. Nigdzie nie odeszła przez te księżyce. Nie zabiłem jej, ale blizny na łapach do końca życia przypominać jej będą o tym, co zrobiła mi i Klanowi Burzy. Rdzawy Ogonie, obyś nigdy nie musiała kogoś mścić. Oby twoich bliskich nigdy nie zabrał nikt inny niż Klan Gwiazdy.

<Rdzawy Ogonie?>

11 marca 2018

Od Lamparciej Gwiazdy C.D. Szepczącego Wiatru

Lamparcia Gwiazda nie był do końca przekonany co do wersji kotki. Prawda, nie pachniała już Klanem Wilka, a jej wymówka była dość prawdopodobna... Nie miał jednak zamiaru jej wypuszczać. Szepczący Wiatr była jego kartą przetargową. Dzięki niej mógł oczernić Klan Wilka i znów go upokorzyć. To zapewniłoby Klanowi Burzy spokój trwający jeszcze dłużej. Póki Klan Burzy dominuje nie muszą się obawiać. Jednak jeżeli ta pozycja zostanie zachwiana? Lamparcia Gwiazda nie chciał przed śmiercią kolejnej bitwy. Nie chciał też takiego czegoś po swojej śmierci. Doskonale zdawał sobie sprawę, że to przez niego Klan Burzy żyje teraz w ciągłym niepokoju. W obawie przed atakiem Klanu Wilka, przed walką. To przez niego. Ale Klan tego chciał. Nieliczni śmieli podważyć tę decyzję. Teraz wszyscy muszą się martwić.
- Nie mogę tego zrobić - powiedział w odpowiedzi na prośbę kotki. - Nie martw się Szepczący Wietrze, zadbam o to, żeby nie było ci tu źle.
- To może być gorzej niż teraz? - prychnęła kotka z frustracją. Lamparcia Gwiazda machnął ogonem wstając.
- Oby nie musiało być - powiedział i odszedł od swojej więźniarki.

Mijały dni, a napięcie w Klanie Burzy ani trochę nie zelżało. No.. Prawie. Kocięta Pręgowanego Piórka, jego siostrzenicy rozwiewały wszystkie niepokoje, kiedy wojownicy oglądali jak maluszki się bawią. Oboje byli cudowni. Lamparcia Gwiazda nie bał się tego powtarzać. Chwalił tak siostrzenicę przy każdej okazji.
- Zawsze byłaś największym skarbem Klanu Burzy, a teraz dałaś nam dwa równie cenne! - zawołał raz Lamparcia Gwiazda dzieląc języki z Pręgowanym Piórkiem.
- Dziękuję Lamparcia Gwiazdo, bardzo mi pochlebiasz - powiedziała kotka wpatrując się w łapy. - Ja też uważam, że moje dzieci to skarby.
- Będą dzielnymi wojownikami. Widać to po ich energii. Nie umieją usiedzieć w miejscu! Zupełnie jak babcia! Ona też jako kociak cały dzień się wierciła!
- Mama jako kociak była równie rozbrykana co teraz? Myślałam, że to przyszło jej z wiekiem! - zaśmiała się kotka. Lamparcia Gwiazda pokręcił głową.
- Ona była tą wesołą i rozbrykaną, a ja byłem tym opanowanym - powiedział Lamparcia Gwiazda. - Tata zawsze nam mówił, że nie wie skąd to nam się wzięło. Chyba po jakichś krewnych matki...
- Jaka była wasza matka? Nigdy nie miałam okazji spytać o to mamę... - mruknęła Pręgowane Piórko. - No i wasz tata, oczywiście! Nazywał się Błękitna Burza, prawda?
- Nie znaliśmy naszej mamy - powiedział Lamparcia Gwiazda. - Czarna Gwiazda zabił ją, gdy jeszcze piliśmy mleko. Tata nas wychowywał. Wszystko co wiemy o świecie jest jego zasługą. On był wspaniałym kotem.
- Klan Burzy może być dumny, skoro w jego historii są tak świetne koty - powiedziała Pręgowane Piórko. Lamparcia Gwiazdę nieco to zasmuciło. Jego ojciec nigdy nie był częścią Klanu Burzy, ale nie mógł jej tego powiedzieć. Musiał ją okłamywać, to takie nieuczciwe! - Lamparcia Gwiazdo, mogę cię jeszcze o coś spytać?
- Zawsze moja droga - powiedział czarny odzyskując kontakt z rzeczywistością.
- Czy znałeś mojego ojca?
- Nie kochanie - westchnął kręcąc głową. - I nigdy nie pytałem twojej mamy o to, kim on jest. Tak samo jak nie pytam ciebie. Czasami lepiej nie wiedzieć takich rzeczy. Na pewno inni ciebie pytają, ale ja... Ja wiem, że ty możesz nie chcieć tego mówić. Tak jak twoja mama nie chciała. To nic złego, naprawdę. To przecież nie twoja wina.
- Nie rozumiem... - mruknęła zakłopotana Pręgowane Piórko.
- Chodzi mi o to, że nie musisz mi tłumaczyć. Nie ważne kim był ich ojciec, którego i tak nigdy nie poznają. Liczy się to, że ty ich wychowujesz. To twoje dzieci. Dzieci Klanu Burzy. I ich lojalność zawsze będzie przy nas.
- Dziękuję Lamparcia Gwiazdo - szepnęła kotka liżąc swojego wuja po szyi. - Muszę już iść. Trzeba nakarmić dzieci.
- Najwyższa pora nauczyć je jeść normalne jedzenie! - zawołał lider za odchodzącą kotką. Pręgowane Piórko tylko się zaśmiała i przywołała dzieci bawiące się z Kwiecistym Wiatrem. Stara medyczka kilka dni wcześniej przeszła na emeryturę i dołączyła do Bladego Świtu i Mysiego Nosa, ustępując Gradowej Mordce. Poza tym życie w Klanie Burzy wyglądało najzupełniej normalnie. Może jednak nie do końca? Ciągłe patrole i polowania męczyły wojowników. Jeszcze Szepczący Wiatr... Jej obecność sprawiała, że Lamparcia Gwiazda czuł się nieswojo. Od dłuższego czasu oczekiwano przybycia Milczącej Gwiazdy. Ta jednak nie przychodziła. Lider Klanu Burzy wiedział, że to oznacza, że kotka mówiła prawdę. Czuł, że postępuje niesprawiedliwie więżąc kota z innego klanu. Może powinien dać jej wolność?
Słońce powoli zachodziło, a lider podszedł do miejsca, gdzie przebywała kotka. Z nikim nie rozmawiała, nawet strażnikami. Cały dzień się puszyła i tylko jadła to, co dostała. Nie odchodziła z wyznaczonego jej miejsca, bo nie mogła. Obserwowała obóz nienawistnym spojrzeniem.
- Jak się miewasz? - zapytał Lamparcia Gwiazda przechodząc obok strażników. Kotka w odpowiedzi prychnęła. - Chciałem z tobą porozmawiać o twojej przyszłości.
Szepczący Wiatr nastawiła uszu.
- Jedyny mój plan na przyszłość to wrócić do domu. Do mojej mamy i brata. - prychnęła. - No i sióstr i Borsuczego Gońca. Właściwie to mogłabym to zrobić, gdybyś mnie bez celu nie więził!
- Nie więżę cię bez celu - mruknął lider. - Nie masz pojęcia, co dzieje się teraz w lesie!
- No właśnie! - prychnęła.
- Dlatego uznałem, że nieco ci opowiem - westchnął kocur. - Ostatnio zaatakowaliśmy obóz Klanu Wilka.
Szepczący Wiatr nastroszyła sierść i wysunęła pazury. Stojący na straży Jałowcowy Krzew również był już w gotowości.
- Jak śmieliście! - wysyczała kotka widząc, że czeka ją poważniejsza walka. - Jakim prawem?
- Takim samym jak to, na którego podstawie twoja matka i Malinowa Gwiazda zaatakowały Klan Burzy - odparł Lamparcia Gwiazda. - Zabiliście wtedy naszych wojowników. Przez długi czas Klan Burzy nie umiał mi wybaczyć braku zemsty.
- Więc mścijcie się na Klanie Nocy, a nie na nas! - prychnęła kotka. - Klan Wilka przez wiele księżyców nie wchodził wam w drogę.
- Jest pewna różnica. Malinowa Gwiazda odeszła w Miejsce Gdzie Brak Gwiazd zanim Klan Burzy dosięgnął ją pazurami. Wojownicy nie są winni. Oni tylko słuchają poleceń swoich szalonych liderów!
- Tak samo jak twoi! - prychnęła kotka.
- Nie zmuszałem moich wojowników. Nie wszystkich... Wielu poszło tam samych. Aby pomścić naszych przyjaciół, choć zginęli zanim niektórzy z nich się w ogóle narodzili!
- I kogo zabiliście? Ilu wojowników Klanu Wilka musiało zginąć, abyście zaspokoili swoją krwawą rządzę?!
- Nie musiał ginąć nikt - powiedział Lamparcia Gwiazda robiąc głęboki wydech. - Co nie znaczy, że nikt nie zginął. Lawendowy Płatek, wasza medyczka niepotrzebnie przyłączyła się do walki. Przypłaciła to życiem.
- Mordercy! - syknęła kotka.
- Cienisty Pazur nie jest mordercą! - zawołał nagle Jałowcowy Krzew. - To był wypadek! Niepotrzebny incydent! Gdybyś go znała!... Jak był mały nie chciał polować! Nie chciał zabijać zdobyczy! I twój klan śmie nazywać go mordercą!
W oczach wojownika pojawiły się łzy. Lamparcia Gwiazda nastroszył sierść i szybkim ruchem pacnął w głowę Szepczący Wiatr. Kotka po chwili zareagowała próbując drapnąć lidera, ale ten zdołał odskoczyć.
- Nie będziesz obrażać moich wojowników i ich rodzin! - syknął Lamparcia Gwiazda uderzając ogonem w ziemię. - Klan Burzy dobrze cię karmi, pozwala ci dużo odpoczywać, a ty tak się mu odwdzięczasz!
- Za więżenie mnie wszyscy powinniście iść w Miejsce, Gdzie Brak Gwiazd! - syknęła kotka. - I za zamordowanie medyka też!
- Nikogo nie chcieliśmy zabijać! Żałujemy, że tak wyszło! - warknął Lamparcia Gwiazda. - Klan Burzy ma czyste sumienie! Nikt z nasz nie skrzywdziłby tak bardzo niewinnego kota! Przed atakiem powiedziałem moim wojownikom, że zabicie kota z Klanu Wilka to ostateczność! Honorowy wojownik nie zabija!

<Szepczący Wietrze?>

05 marca 2018

Od Lamparciej Gwiazdy C.D. Szepczącego Wiatru

Lamparcia Gwiazda kończył wylizywać swoje futerko przed snem, kiedy do obozu wrócił wieczorny patrol. Idący na jego czele Kaczeńcowy Pazur dumnie wypinając pierś i unosząc ogon pomaszerował do Lamparciej Gwiazdy. Dopiero po chwili lider zobaczył, że kotom ktoś towarzyszy.
Wiele księżyców nie widział tej kotki. Właściwie sądził, że córka Milczącej Gwiazdy nie żyje. Kotka również starała się zachowywać dumę, chociaż ciężko jej było pod wpływem zaciekawionych spojrzeń członków Klanu Burzy.
- Co ona tu robi? - zawołała Korowa Skóra. Koty zaraz zaczęły szeptać między sobą.
- Złapaliśmy ją nad strumieniem - powiedział Kaczeńcowy Pazur. - Musiała polować, albo szpiegować!
- Ona nie pachnie żadnym klanem! - zawołała Ciernista Łapa. - Czy ona jest samotnikiem? Rdzawy Ogonie!
Ale Rdzawy Ogon nie była przy uczennicy. Ukrywała się za tłumem kotów, jednak kiedy uczennica ją zawołała zaraz się zatrzymała.
- Rdzawa?... Jest tutaj? - Szepczący Wiatr zaczęła rozglądać się po tłumie kotów wypatrując swojej siostry. Lamparcia Gwiazda musiał szybko zainterweniować.
- Mam nadzieję, że Szepczący Wiatr umie wyjaśnić swoją obecność na terytorium Klanu Burzy - warknął. Zaraz też podszedł bliżej kotki. - Bo nawet nie biorąc pod uwagę ostatnich wydarzeń nie ma prawa tutaj być!
Szylkretka cofnęła się o krok i fuknęła cicho pod nosem. Zaraz jednak zrezygnowała z fochów i postanowiła mówić.
- Wracałam do domu - powiedziała. - Dwunożni porwali mnie, ale w końcu zdołałam im uciec.
- Oczywiście - prychnął Lamparcia Gwiazda. - Nie wiem skąd załatwiłaś sobie ich zapach, ale mnie nie oszukasz. To oczywiste, że szpiegowałaś!
- Nie szpiegowałam! - zawołała kotka.
- Dosyć! - syknął kocur. - Od teraz będziesz więźniem Klanu Burzy. Doskonale wiesz gdzie masz się skierować. Milcząca Gwiazda na pewno zgłosi się po swoją zgubę.
- Ale... - Szepczący Wiatr próbowała się dalej tłumaczyć, ale chyba zrozumiała, że to nie ma sensu. Pokornie, choć nieco popychana przez Jałowcowy Krzew skierowała się do miejsca dla więźniów. Lamparcia Gwiazda wskoczył wtedy na swoje podwyższenie terenu, aby przemówić do klanu. Nie musiał nikogo wołać, bo wszyscy byli na miejscu.
- Nie chcę nikogo zmuszać do tej przykrej rzeczy, ale potrzebni są dwaj wojownicy, którzy w nocy przypilnują Szepczącego Wiatru - zaczął lider. - Czy ktoś zgłasza się na ochotnika?
Zaraz przed tłum wybiegła Ciernista Łapa. Lamparcia Gwiazda pokręcił głową.
- Powiedziałem wojownicy - podkreślił lider. Wtedy z tłumu wynurzyła się matka Ciernistej Łapy, Biała Sadzawka.
- Ja jestem gotowa poświęcić swój czas - powiedziała.
- I ja również - wyrwał się nagle Sztormowe Niebo. Lider skinął obojgu głową.
- Dobrze. Dziękuje wam - powiedział. - Możecie już wrócić do swoich spraw najmilsi. Śpijcie spokojnie, ale bądźcie czujni i gotowi!
Koty rozeszły się, a Lamparcia Gwiazda zeskoczył do obozu. Na placu została tylko przerażona Rdzawy Ogon wpatrując się w ojca intensywnie.
- Dlaczego ją więzisz? - spytała cicho, ale lider mimo wszystko to usłyszał. Podszedł więc do niej i polizał ją po uchu.
- Nie waż się zrobić nic głupiego - szepnął. - Klan patrzy. Dostałaś drugą szansę, trzeciej nie będzie.
Rdzawy Ogon wtuliła się w pierś ojca i zaraz odeszła na bok. Lamparcia Gwiazda westchnął i spojrzał na Szepczący Wiatr, która wpatrywała się w niego jeszcze mocniej niż córka. Kotka w zdenerwowaniu uderzała ogonem o ziemię. Lamparcia Gwiazda odwrócił się i odszedł do legowiska.

Następnego ranka jeszcze przed wyjściem porannego patrolu lider postanowił odwiedzić swojego więźnia. Po drodze zaczepił o stos zwierzyny. Wziął z niego dwie myszy i poszedł do miejsca trzymania więźniów. Przywitał się z wojownikami.
- Sztormowe Niebo, idź po kogoś, kto was zastąpi - poprosił odkładając myszy na ziemię. - Wyśpijcie się, a po południu zapolujcie dla klanu. Wojownik kiwnął głową i pobiegł do obozu ziewając przeciągle. Lamparcia Gwiazda przysiadł się bliżej swojego więźnia.
- Musisz być głodna, proszę - powiedział podsuwając jej mysz. Szepczący Wiatr jednak tylko syknęła.
- Nie chcę waszych zdobyczy!
Lamparcia Gwiazda uśmiechnął się do niej serdecznie.
- W takim razie nie jedz. Zobaczymy ile tak wytrzymasz - powiedział. Szepczący Wiatr zmierzyła go wzrokiem i ostrożnie przysunęła do siebie zdobycz. Obwąchała ją jednak najpierw, jakby sprawdzając, czy nie jest zepsuta i dopiero wtedy zaczęła jeść.

<Szepczący Wietrze?>

03 marca 2018

Od Lamparciej Gwiazdy C.D. Rdzawej Łapy

Lamparcia Gwiazda był lekko zaskoczony jej wypowiedzią. Zaraz obejrzał się za siebie i zobaczył speszony pyszczek Cienistego Pazura. Wojownik przełknął ślinę.
- Nocne Niebo kazał ci przekazać, że wysłał patrol na granicę z Klanem Wilka - powiedział wojownik patrząc na swoje łapy.
- To wszystko? - spytał Lamparcia Gwiazda serdecznym tonem. Cienisty Pazur kiwnął głową i odszedł.
Lamparcia Gwiazda przysiadł się do swojej córki. Rdzawa Łapa wyglądała na nieco zawstydzoną. Czarny kocur nie do końca rozumiał to zachowanie. Zauważył jednak po chwili, jak kotka ukradkiem zerka za Cienistym Pazurem. Czy to możliwe? Czy ona obrała sobie obiekt westchnień? Niebywałe!
- Jak się czujesz kochanie? - zapytał liżąc kotkę po uchu. Rdzawa Łapa rozjaśniła się i przytuliła do boku ojca.
- Nie wiem - odparła cicho.
- Nie musisz nic ukrywać. Nocne Niebo mówił mi o tym, jak walczyłaś - powiedział. - Nie krył, że mało widział twój udział w bitwie.
- Robiłam co mogłam... Ale było mi zbyt ciężko - powiedziała kotka.
- Powiem klanowi, że walczyłaś godnie za rany Wichrowej Łapy, Burzowej Łapy i Rozmytego Pyłu - oznajmił Lamparcia Gwiazda. - Chyba, że nie chcesz bym tak postąpił?
- To ty jesteś liderem - oznajmiła kotka, na co ten się uśmiechnął.
- Rdzawa Łapo... Wiem, że jesteś lojalna. Rozumiem co czujesz, chociaż może ci się to wydawać dziwne... Nie jesteś tam, gdzie powinnaś być. Powiem ci jednak coś bardzo ważnego. Niezależnie kto umieszczał cię w jakim klanie... Klan Gwiazdy zawsze nad tobą czuwał i zrobił wszystko, abyś była tam, gdzie jesteś. Gdzie chcesz być. Matka nazwała cię Rdzawa, ja nazwałem cię Rdzawą Łapą... Chcę, abyś imię wojownika wybrała sobie sama. Nie jesteś ani jej, ani moja. Formalnie może i należysz do Klanu Burzy, a krwią może jesteś z Klanu Wilka... Ale sercem jesteś wojownikiem swojego klanu, a to, kto jeszcze do niego należy jest zależne tylko od twoich myśli. Jesteś sobą. Dlatego chcę, abyś sama wybrała sobie imię.
- Zostanę wojownikiem? - spytała kotka.
- Jeszcze przed zachodem. Więc szybko się zastanów.

<Rdzawa Łapo?>

28 lutego 2018

Od Lamparciej Gwiazdy

Lider Klanu Burzy w końcu musiał uznać, że jego klan gotów jest stanąć do walki z Klanem Wilka. Z jednej strony nie chciał rozlewu krwi. Z drugiej jednak przed oczami błyszczała mu srebrzysta sylwetka Białej Gwiazdy lśniącej blaskiem Srebrnej Skóry. Kochał ją całym sercem. Jej śmierć była nie na miejscu. Nie tak powinien zginąć lider Klanu Burzy.
Klan Burzy od świtu ostrzył pazury do walki. Kątem oka Lamparcia Gwiazda zobaczył, jak uważnie Nocne Niebo przygląda się jego córce, ostrzącej pazury. Zadrżał. Ten atak był dla Rdzawej Łapy próbą. Ma udowodnić swoją lojalność. Ma pokazać, jak walczy w imię Klanu Burzy. Lamparcia Gwiazda udał się ukradkiem w kierunku wyjścia z obozu. Nie chciał, by wojownicy to zauważyli. Jeszcze nie pora na atak. Przywódca udał się na szczyt wzgórz, nieco powyżej obozu, gdzie znajdowały się duże kamienie. Przysiadł pod jednym z nich.
- To dla ciebie Biała Gwiazdo - powiedział do mgły poranka. - Cieszysz się?
Odpowiedział mu tylko chłodny podmuch wiatru, a także poranny śpiew polnych ptaków. Lider pochylił głowę i odwrócił się, kierując swe kroki w stronę obozu. Gdy wszedł Nocne Niebo podbiegł do niego unosząc ogon.
- Melduję, że klan jest gotów - powiedział zastępca. - Możemy już teraz ruszyć na Klan Wilka.
Lamparcia Gwiazda spojrzał na niebo.
- Słońce jest jeszcze zbyt nisko - powiedział. - Patrol jest zbyt blisko obozu. Musimy poczekać, aż odejdą bardziej w stronę terenów Klanu Klifu.
- Klan Wilka jest silny - odezwała się Kwiecisty Wiatr wychodząc z legowiska medyka. - Niech Klan Gwiazdy pozwoli, by twój plan zadziałał. Choć na jego miejscu bym nie pozwoliła.
Kwiecisty Wiatr uparcie stała naprzeciw planowi ataku na Klan Wilka. Nie chciała być jednak przeciwko Lamparciej Gwieździe.
- Wróćcie wszyscy - poprosiła kotka na koniec i odwróciła się, aby wejść do swojego legowiska, kiedy wybiegł stamtąd Gradowa Mordka niosąc jakąś paczuszkę w pyszczku. Zaraz położył ją na ziemi.
- Lamparcia Gwiazdo, idę z wami - zameldował. - Mogę was opatrzyć zaraz po walce. Pokonamy Klan Wilka.
- Dziękuję za pomoc Gradowa Mordko - powiedział lider z uśmiechem. - Bardzo się przyda. Nocne Niebo, iloma wojownikami dysponujemy?
- Sześcioma Lamparcia Gwiazdo, i trojgiem uczniów - powiedział zastępca.
- Dobrze. Jeżeli mentorzy zabrali uczniów na trening, możemy mieć szansę na zwycięstwo. Musimy szybko przedostać się przez tereny Klanu Wilka do ich obozu. 
Lider raz jeszcze spojrzał na niebo i uniósł ogon do góry.
- Klanie Burzy, dziś pomścimy naszych zamordowanych towarzyszy! Za honor Klanu Burzy i cześć naszych poległych! Ruszajmy! - oznajmił i wyszedł z obozu, a zaraz za nim poszły kolejne koty. Rdzawa Łapa była tuż za nim, a za nią szedł Nocne Niebo, aby jej pilnować. Lamparcia Gwiazda w duchu modlił się, aby nie wahała się ani chwili. Błagał też, by w obozie Klanu Wilka nie spotkała swoich krewnych. Choć z drugiej strony sam by żałował, gdyby ich tam nie było.
Grupa zbliżyła się do granicy. Lamparcia Gwiazda kiwnął Cienistemu Pazurowi ogonem, a ten wyszedł na przód, przeskoczył strumień i powęszył po okolicy na terytorium Klanu Wilka. Zaraz wrócił.
- Byli tu - powiedział.
- Zatem ruszajmy! - zawołał Lamparcia Gwiazda i biegiem przeskoczył strumień. Wojownicy Klanu Burzy powoli zagłębiali się w terytorium wroga uważnie rozglądając się wokół i węsząc. Wszyscy byli niesamowicie spięci. Starali się jednak nie denerwować.
- Jest droga! - syknęła Korowa Skóra do Lamparciej Gwiazdy. Kocur uniósł ogon i wskazał wojownikom kierunek. Wszyscy podążyli za nimi. Lider otworzył pysk by lepiej łapać zapachy. Ta ścieżka była często uczęszczana. Musiała prowadzić prosto do obozu. Koty przyspieszyły. W końcu dotarli do wielkiego ogrodzenia z krzewów, w którym wyraźnie malowała się ciemna jama. Obóz. 
Lamparcia Gwiazda bez wahania wbiegł w tunel. Po głowie krążyła mu tylko jedna myśl - Biała Gwiazda przygnieciona płonącym drzewem. Nigdy nie wybaczy Klanowi Wilka tamtej napaści. Ani kiedyś, ani teraz, ani nigdy! 
Koty w obozie niczego się nie spodziewały. Były oszołomione, kiedy do środka wbiegli wojownicy Klanu Burzy jeden po drugim. Obrońcy się nie obijali. Zaraz na lidera rzucił się szary, pręgowany wojownik. Lamparcia Gwiazda szybko uderzył go pazurami w bok i odskoczył nim ten zdążył się zrewanżować. Zaraz też do lidera dotarło wsparcie. Złota Melodia skoczyła na wojownika od boku i zajęła się nim pozwalając liderowi na pomoc innym wojownikom. Lamparcia Gwiazda rozejrzał się po obozie i szybko dostrzegł Milczącą Gwiazdę wychodzącą z jednego z legowisk. Z rykiem wojownika Klanu Lwa rzucił się w jej kierunku. Kotka nie pozostała obojętna na to wyzwanie. Zaraz Lamparcia Gwiazda poczuł na skórze jej pazury. Zasyczał z bólu, ale w chwilę później i ona oberwała. Oboje walczyli trzymając się pazurami, kopiąc, drapiąc i gryząc, w chaotycznym pojedynku. Milcząca Gwiazda była kocicą silną, ale ociężałą. Lamparcia Gwiazda sprawnie korzystał z tego kąsając ją w przednie łapy, które dawały jej potęgę. Nagle w Milczącą Gwiazdę coś uderzyło od boku. Kotka skuliła się z bólu i upadła na ziemię. 
- Podziękujesz później! - zawołała Żmijowa Łuska odskakując kawałek. Lamparcia Gwiazda wykorzystał moment i chwycił obie łapy liderki w szczęki, a potem szarpał. Szarpał jak lis, który wiele księżyców temu odebrał mu Iskrzące Futro. Z tą samą determinacją. Liderka piszczała z bólu. w końcu ją wypuścił. 
Milcząca Gwiazda leżała bezradnie przed Lamparcią Gwiazdą. Słaba. Pokonana. Mimo wszystko w jej oczach dało się dostrzec wyzywający ogień.
- Zabij mnie! Na co czekasz?! - syknęła podkulając zakrwawione łapy. Lamparcia Gwiazda zrobił krok w tył.
- Klan Burzy nie zabija, jeśli nie musi - powiedział z pełną powagą. - Zajmujemy obóz. Ty i twoi wojownicy macie się stąd wynieść. Teraz.
Milcząca Gwiazda z trudem wstała. Zaraz stary, rudy kocur podbiegł do niej i podparł ją od boku. Młoda medyczka pomogła jej z drugim.
- Klanie Wilka! Wycofujemy się! - zawołała z żalem liderka i wraz ze swoimi wojownikami ruszyła w kierunku tunelu tak szybko jak mogła. Cętkowany wojownik niósł w pyszczku kociaka, a brązowa kotka obok trzymała drugiego. Jedno było pewne. Zwyciężyli.
Koty zaraz podniosły wiwat miauknięć i podskoków. Udało im się! Pokonali Klan Wilka! Pomścili śmierć swoich przyjaciół! Gradowa Mordka wbiegł do obozu i zaraz zaczął oglądać swoich wojowników. Wszyscy wiwatowali. Wszyscy z wyjątkiem...
Cienisty Pazur stał na uboczu, obok wejścia do jakiejś jamy. Na początku cicho, potem co raz głośniej wzywał pomocy. Lider zaraz podbiegł bliżej i zobaczył to, co tak przeraziło wojownika. W wejściu do jamy leżało ciało. Zakrwawiona szyja, wywalony język zagryziony w nieprzyjemnym grymasie i puste, pozbawione życia błękitne oczy. Lawendowy Płatek.
- J-j-ja ni-nie chc-c-ciałem! - zawołał Cienisty Pazur ze łzami w oczach. - J-ja... J-ja... Klanie Gwiazdy!
Kocur rozpłakał się i odbiegł. W jego miejsce zaraz wcisnął się Gradowa Mordka, który na widok ciała odskoczył z przerażeniem.
- Czy to ona? - zapytał ze smutkiem w oczach. - Tak to ona to ta blizna na pyszczku!
Medykowi łzy również napłynęły do oczu.
- Lawendowy Płatku! - zawołał kocur. - Błagam cię, nie umieraj!
- Ona już nie żyje - prychnął Nocne Niebo. - Tak już się dzieje w walce.
- Cienisty Pazur nie miał prawa jej atakować! - parsknął medyk.
- Milcz Gradowa Mordko! - syknął lider. - Lawendowy Płatek jest medykiem, nie wojownikiem. Nie powinna była wyłaniać nosa ze swojego legowiska. Klanie Burzy! Nasza zemsta została spełniona! Możemy wrócić do swojego obozu! Szybko!
Koty zaraz rzuciły się ku wyjściu. Biegli wykorzystując wszystkie siły jakie im zostały po walce. W szybkim tempie trafili na swoje terytorium. Tam zwolnili i pozwolili sobie na chwilę ulgi. Lamparcia Gwiazda podbiegł do Nocnego Nieba.
- Powiedz mi teraz, jak poradziła sobie z naszym wyzwaniem Rdzawa Łapa?

<Rdzawa Łapo?>


Nie uwzględniam ilu wojowników dokładnie jest w obozie Klanu Wilka. Na pewno Klan Burzy miał sporego farta. Pewne koty są na patrolu, pewne trenują uczniów, a inne polują, gdyż poranek jest najlepszą porą. jeżeli ktoś chce opisywać bitwę: droga wolna. Ale nie róbcie 20 różnych wersji wydarzeń, ani nie twórzcie sytuacji zagrażających wygranej Klanu Burzy (o której rozsądził sejm).

12 lutego 2018

Od Lamparciej Gwiazdy C.D. Rdzawej Łapy

- Nie rozumiem - mruknęła kotka.
- No... Jeżeli ten pieszczoszek cię odrzucił to świadczy tylko o tym, że nie był ciebie warty - powiedział lider. - Nie, żeby jakikolwiek pieszczoch był warty miłości wojownika.
- Mylisz się tato, Albert jest inny - powiedziała kotka. - On nie jest zwykłym pieszczoszkiem. To... wyjątkowy kot.
- Na pewno - zaśmiał się kocur. - Wolałbym jednak, żebyś nie zadawała się z pieszczoszkami. To tylko szkodzi lojalności.
- Lojalności? - zdziwiła się kotka.
- Tak, tak - kiwnął głową kocur. - Rdzawa Łapo, dobrze ci radzę, odpuść sobie tego Lamberta...
- Alberta.
- I skup się lepiej na kocurach wartych twojej miłości. Na wojownikach Klanu Burzy.
- Ale ja ich nie chcę. Wolałabym niego, on... Tato, ja naprawdę go kocham.
Teraz Lamparcia Gwiazda nie krył swojej irytacji. Wbił pazury w ziemie i zaraz je schował.
- Rdzawa Łapo, nie chcę słyszeć więcej tych głupot i dobrze ci radzę - zapomnij o tym pieszczochu. Jesteś moją córką, a moja córka nie będzie się spoufalała z pieszczochami, rozumiesz?
- Ale...
- Dosyć! Córeczko, nie mówmy o tym więcej, dobrze?
Rdzawa Łapa skuliła się lekko, ale niechętnie skinęła głową. Nagle do legowiska wbiegła Pręgowane Piórko. W pierwszej chwili chciała się wycofać, ale zaraz lider zaprosił ją do środka. Rdzawa Łapa chciała zostawić ich samych, jednak córka Mysiego Nosa ją zatrzymała.
- Nie musisz wychodzić. To też dotyczy ciebie.
Szylkretowej kotce zabłyszczały oczy. Sam Lamparcia Gwiazda był niezwykle ciekaw, co jego siostrzenica ma na myśli.
- Byłam przed chwilą u Kwiecistego Wiatru - powiedziała kotka. - Nie, spokojnie. W innej sprawie. - dodała widząc zdenerwowanie lidera, jakie pojawiło się u niego gdy usłyszał imię medyczki. - Bo nie byłam pewna, ale teraz już wiem... Lamparcia Gwiazdo, przenoszę się do legowiska królowych.
- To wspaniała nowina! - zawołał lider liżąc siostrzenicę w ucho. - Słyszałaś Rdzawa Łapo? Zostaniesz ciocią!
- Jeej! - zawołała kotka bez entuzjazmu.
- Nie cieszysz się Rdzawa Łapo? - zapytała szara kotka z wielkim smutkiem. - Myślałam... Bo moje dzieci... Zobaczysz, będzie fajnie! Może... Może nawet Lamparcia Gwiazda da ci potem jednego na ucznia? Byłoby świetnie i...
- Pręgowane Piórko, cieszę się, że będziesz miała dzieci - ucięła kotka. - Źle mnie zrozumiałaś, ja po prostu... Muszę wyjść.
Kotka momentalnie wybiegła z legowiska. Pręgowane Piórko obejrzała się na swojego wuja żądając wyjaśnień.
- Też jej się marzą kocięta, ale nie umie znaleźć odpowiedniego partnera - powiedział.
- Ojej! Czy możemy jej jakoś pomóc?
- Na razie możemy ją zatrzymać w obozie - mruknął kocur. - A potem się zobaczy.

29 stycznia 2018

Od Lamparciej Gwiazdy C.D. Rdzawej Łapy

- Pragnę cię mieć z powrotem - powiedział do kotki, której oczy zaszły łzami szczęścia. Jednak zanim zdążyła podziękować, lider musiał złamać jej serce. - Ale jak mogę ci zaufać po tym wszystkim?
Rdzawa Łapa zmieniła gwałtownie nastrój. Teraz była zaskoczona i wyraźnie zdenerwowana.
- Oczywiście, że możesz mi zaufać! - prychnęła. - Jestem członkiem Klanu Burzy! Lojalnym członkiem!
- A ile z tej lojalności zostanie, gdy będziesz musiała walczyć z matką lub rodzeństwem? - zaripostował kocur. Rdzawa Łapa ustąpiła lekko, choć nadal próbowała się bronić.
- Ja... Ja zmienię wtedy przeciwnika. Będę walczyć z kimś innym - odparła kotka. - Proszę, nie wyganiaj mnie.
- O tym, czy odejdziesz zadecyduje już klan - westchnął kocur. - Chodź, zapytamy ich.
Kotka jednak nie chciała wyjść, nawet pomimo tego, że jej ojciec już opuścił legowisko. Stała w miejscu i wpatrywała się w niego niemym wzrokiem. Wojownik odwrócił się na pięcie z powrotem do niej.
- A jeśli mnie wygnają? - zapytała kotka. - Co wtedy?
- Będziesz musiała opuścić Klan Burzy, możliwe, że na zawsze - westchnął lider. - Ale wąsy od góry! Nasz klan to w dużej większości twoi przyjaciele. Możesz mi zaufać, spokojnie.
Kotka wyszła i stanęła u boku ojca. Oboje zetknęli się nosami, kiedy Lamparcia Gwiazda wskoczył na podwyższenie terenu, by zwołać klan.
- Niech wszystkie koty Klanu Burzy zdolne samodzielnie polować zbiorą się na spotkanie klanu!
Wojownicy obecni w obozie zbiegli się przed swoim przywódcą. Niektóre koty dopiero co zauważyły Rdzawą Łapę i patrzyły na nią zaskoczone lub niepewne.
- Rdzawa Łapa była członkiem Klanu Burzy - zaczął lider. - Ale dobrowolnie nas opuściła, gdy dowiedziała się, że jej matką jest Milcząca Gwiazda. Przemyślała swoją decyzję i pragnie do nas wrócić. Co o tym myślicie?
Koty wymieniły między sobą spojrzenia. Każdy chciał mówić, ale nikt nie wiedział co powiedzieć. W końcu Gradowa Mordka wyrwał się z tłumu.
- To córka Milczącej Gwiazdy! Płynie w niej zła krew! Niech wraca do swojego klanu!
Wśród kotów podniosła się wrzawa. Nikt otwarcie nie popierał medyka, jednak liczyli się z jego zdaniem i co niektórzy gotowi byli wołać o wygnanie kotki. Zaniepokoiło to Lamparcią Gwiazdę.
- Mysi móżdżek! - prychnęła nagle ponad tłum Kwiecisty Wiatr. - Rdzawa Łapa przyszła do nas, a nie do swojej matki. Świadczy to o jej przywiązaniu do Klanu Burzy.
Koty znów zamilkły nie wiedząc, którego medyka poprzeć. Sfrustrowany Brzoskwiniowa Łapa podrapał się z tego wszystkiego za uchem. Widząc ten niepokój, Lamparcia Gwiazda postanowił nacisnąć.
- Jałowcowy Krzewie, byłeś mentorem Rdzawej Łapy. Co myślisz o jej powrocie? - zapytał. Syn Srebrnej Gwiazdy, szanowany przez klan wojownik, z resztą także najstarszy wojownik wyglądał teraz tak nieśmiało, jak uczeń przed pierwszym treningiem.
- Kocham Rdzawą Łapę, ale nie wiem, czy starczy jej lojalności - powiedział. Korowa Skóra, która wyszła ze żłobka, aby się przysłuchać także wyraziła swoja wątpliwość.
- Jest zbyt rozdarta. Jej lojalność pozostaje przy dwóch klanach. A tak nie da się żyć - oznajmiła kotka. Zebrani pokiwali głowami. Wtedy z tłumu wyrwała się Pręgowanie Piórko.
- To oburzające! - warknęła. - Rdzawa Łapa jest córką Lamparciej Gwiazdy i Iskrzącego Futra! Może nie z krwi, ale z serca! I z serca jest moją kuzynką. Choć boję się, że znów nas zostawi, to i tak jestem za tym, aby została!
Rdzawa Łapa posłała wojowniczce wdzięczne spojrzenie. Sam Lamparcia Gwiazda był nieopisanie dumny z siostrzenicy, która tak otwarcie sprzeciwiła się klanowi. Nie znał jej od tej strony.
- Jeśli moje zdanie jeszcze coś znaczy - odezwała się nagle Mysi Nos. - Zgadzam się z moją córką. Rdzawa Łapa nie należy do nas krwią, ale sercem. A to więź silniejsza niż myślicie. Jeżeli wojownik pokocha swój klan, żadna krew nie jest w stanie go od niego odsunąć. Uwierzcie mi, wiem o czym mówię.
Mysi Nos wyraźnie nie chciała ujawniać przed młodszymi wojownikami, w jakim konflikcie serca jej i Lamparciej Gwiazdy były przez wszystkie księżyce. Oboje urodzili się pieszczoszkami, ale ich ojciec był z Klanu Nocy. Mimo to wychowali się w Klanie Burzy, któremu oddali całą swoją lojalność.
- Ja się z tym nie zgodzę - mruknęła Blady Świt siedząca obok. - Mysi Nosie, kocham cię i szanuję twoje zdanie, ale to o czym mówisz jest możliwe tylko wtedy, gdy wojownik wyrzeknie się krwi. Nie wierzę, by Rdzawa Łapa potrafiła walczyć z Milczącą Gwiazdą, Borsuczym Gońcem lub ich dziećmi.
Lamparcia Gwiazda oglądał swoich wojowników i słuchał ich głosów wyrażających mniejsze lub większe poparcie dla przyjęcia Rdzawej Łapy. Tylko cztery obecne koty się jeszcze nie wypowiedziały. Brzoskwiniowa Łapa nadal był rozdarty. Wyraźnie czekał, aż odezwie się jego ojciec. Nocne Niebo, zastępca Lamparciej Gwiazdy cały czas milczał mierząc wzrokiem jego, Rdzawą Łapę i swojego brata, Gradową Mordkę. Na uboczu siedziała Żmijowa Łuska i jej syn, Kaczeńcowy Pazur. Oni też nic nie mówili, tylko wpatrywali się w tłum czekając na rozwój wydarzeń. Lider bardzo lubił swoją byłą uczennicę, choć często go irytowała. Chciał znać jej opinię, gdyż była kotem, którego Klan Burzy przyjął pomimo dojrzałego wieku.
- Żmijowa Łusko? A ty? Co myślisz?
Kotka była zaskoczona pytaniem. Jej zmieszanie jednak szybko ustąpiło i wysunęła się przed tłum.
- Lamparcia Gwiazdo, uczyłeś mnie kodeksu wojownika i powiedziałeś mi pewną ważną rzecz. Pięć rzeczy czyni cię wojownikiem: umiejętności, kodeks, honor i lojalność. Twój klan zarzuca Rdzawej Łapie brak tej ostatniej. Nie wiedzą, czy mogą jej zaufać. Rdzawa Łapa to dorosła kotka, przyszła tu taka jak ja, ale wiele nas różni. Ona umie walczyć i polować, zna kodeks i Klan Gwiazdy, a także z pewnością nie brak jej honoru. Gdzie jej lojalność? Nie posiada jej. Ale ja też jej nie posiadałam, gdy do was przyszłam. Uważam, że Rdzawa Łapa może nauczyć się lojalności, a jeżeli już ją opanowała, niech to udowodni! Przyjmij ją do Klanu Burzy, niech pokaże nam, że może być jego wojowniczką!
Po przemówieniu Żmijowej Łuski w obozie zapanowała cisza. Wszyscy byli zszokowani jej wypowiedzią i apelem. Kotka z dumą uniosła ogon czując, że zamknęła pyski wszystkim niedowiarkom. W końcu Nocne Niebo wstał i wyszedł na środek obozu. Nastroszył sierść i wypiął dumnie pierś.
- Żmijowa Łuska ma rację - powiedział krótko. - Popieram jej propozycję. Niech Rdzawa Łapa udowodni, że zasługuje na imię wojownika Klanu Burzy! Lamparcia Gwiazdo, wystawmy ją na próbę!
Przez koty przeszedł szmer zdziwienia. Zastępca owinął ogon wokół łap i rzucił Lamparciej Gwieździe wyzywające spojrzenie.
- Co masz na myśli, Nocne Niebo? - spytał lider przełykając ślinę.
- Dość już odkładania walki z Klanem Wilka! Niech pozna smak zemsty Klanu Burzy! Zaatakujmy ich obóz, porańmy ich wojowników! Nie będziemy żyć w strachu przed naszym wrogiem! To Klan Wilka ma bać się nas!
- Co chcesz osiągnąć tym bezcelowym atakiem?! - wyrwała się z żalem Pręgowanie Piórko.
- Klan Wilka zabił niegdyś czworo naszych wojowników. Nigdy nich nie pomszczono - odparł kocur.
- Chcesz rozdrapywać tak stare rany? Chcesz pomścić koty, które zmarły, gdy byłam kocięciem?
- Oni byli członkami Klanu Burzy! Klany Nocy i Wilka świadomie ich zamordowały! Rozmyty Pył! Wichrowa łapa! Burzowa Łapa! - Nocne Niebo odwrócił się do lidera. -  Biała Gwiazda.
Lamparciej Gwiździe znów przypomniała się piękna, biała kotka, która rządziła przed nim Klanem Burzy. Była jego mentorką, przyjaciółką i przywódczynią. Kochał ją całym sercem i nienawidził Milczącej Gwiazdy i Malinowej Gwiazdy za to, że jej to zrobiły. Na nowo wróciły też do niego obrazy młodych uczniów, rozszarpanych na strzępy i ukochanego przyjaciela jego ojca, Rozmytego Pyłu. Lider rozejrzał się po obozie. Blady Świt zaczęła płakać. Lider wiedział, że w myślach znów jest młoda i przygarnia do siebie urocze kocięta. Gradowa Mordka także bliski był płaczu. I jego serce musiało nawiedzić wspomnienie zmarłego rodzeństwa i ojca. Spojrzał też na swoją siostrę, której z bólu zaszkliły się oczy. Wszyscy wojownicy, którzy pamiętali tamten dzień nagle osowiali, widząc znów ciała poległych. Obiecał im. Obiecał im, że pomści przyjaciół. I nie dotrzymał słowa.
- Niech będzie - powiedział dusząc szloch. - Na najbliższym zgromadzeniu przekonamy się, jak miewa się Klan Wilka, a potem rozważymy atak. Nasi przyjaciele zostaną w końcu pomszczeni.

< Rdzawa Łapo? >

25 stycznia 2018

Od Lamparciej Gwiazdy C.D. Rdzawej Łapy

Lamparcia Gwiazda nie mógł uwierzyć własnym oczom. Jego córeczka, ukochane dziecko... Wróciła do niego. Był wdzięczny Klanowi Gwiazdy za przyprowadzenie jej, zanim nadejdzie starość i odejdzie na zawsze. Rdzawa Łapa tuliła się w jego bok tłumiąc szloch, jaki nią wezbrał. Lider czule polizał ją po barku, pełen radości z powodu jej odwiedzin. Znów miał ją przy sobie.
- Rdzawa Łapa - szepnął ocierając się o nią pyszczkiem. W końcu zaprzestali czułości i spojrzeli sobie w oczy.
- Ja, ja... - szlochała kotka. - Tak bardzo tęskniłam.
Spojrzenie ojca było nad wyraz wymowne. Rdzawa Łapa od razu zrozumiała, jak bardzo on musiał tęsknić za nią.
- Jałowcowy Krzew mówił mi... Powiedział, że Iskrzące Futro nie żyje - powiedziała kotka. Ból znów ukłuł serce Lamparciej Gwiazdy na wspomnienie ukochanej kotki.
- To prawda - odparł. - I Fioletowa Chmura. I Tygrysia Łapa. A także młode i waleczne koty, których nie znałaś, ale ich również nie ma już z nami.
- Tygrysia Łapa nie żyje? - zdziwiła się kotka. - I Fioletowa Chmura?
Lider z bólem kiwnął głową. Kotka odwróciła się na chwilę, aby przetrawić te informacje. Była wyraźnie wystraszona, a mimo wszystko starała się zachować zimną krew.
- Czy ktokolwiek pozostał w tym klanie? - spytała kotka przełykając ślinę. - Nawet nie widziałam dzieci Korowej Skóry! Czy naprawdę wszyscy poumierali?
- Nie było cię dużo czasu - westchnął kocur. - Obecnie Klan Burzy jest najmniejszym i najsłabszym klanem. Inni liderzy chyba o tym nie wiedzą, ale mogą coś podejrzewać. Na ostatnie zgromadzenie przyszło tylko troje naszych wojowników. W tę noc umarła też Fioletowa Chmura.
Rdzawa Łapa zwiesiła głowę i znów zaczęła płakać.
- To wszystko moja wina! Gdybym wtedy nie uciekła... Przeze mnie teraz wszyscy poumierali!
- Co za nonsens! - prychnął Lamparcia Gwiazda podchodząc bliżej i liżąc ją po głowie. - Klan Burzy nie upada przez ciebie. To jakaś klątwa Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd. Cieszę się, że ciebie też nie dotknęła... Ale powiedz mi Rdzawa Łapo, dlaczego wróciłaś?

<Rdzawa?>

24 stycznia 2018

Od Lamparciej Gwiazdy

Jak wielcy sercem byli wojownicy Klanu Burzy. Ile poświeceń byli zdolni znieść. Lamparcia Gwiazda był dumny ze swoich wojowników, lecz jego serce było przez nich niejednokrotnie smutne. Tak jak wtedy, gdy jego kochana uczennica, Biała Sadzawka i ulubiony wojownik, Cienisty Pazur przyszli by podzielić się dobrą nowiną. Z początku lider był uradowany wiadomością o kociętach, jednak posmutniał, gdy wyjaśnili mu, że te kocięta nie będą siebie nazywać dziećmi Cienistego Pazura. Że oni tak tylko... tylko dla klanu.
Poświęcenie kotki było wielkie. Zdecydowała urodzić kocięta kocurowi, którego nie kocha i który nie kocha jej, aby klan urósł. Był też lekko zły na Cienistego Pazura, że przystał na ten układ. On, Lamparcia Gwiazda umiał odmówić Iskrzącemu Futru, a ten młodziak nie potrafił Białej Sadzawce? No właśnie, młodziak. Jak niedoświadczony i głupiutki jest jeszcze Cienisty Pazur. W przyszłości pojmie swój błąd.
Lamparcia Gwiazda kochał swój klan, ale wiedział, jak bliski jest koniec jego panowania. Każdego dnia przypominał mu o tym widok siostry, która uważała się za tak starą, że musiała dołączyć do starszyzny. I miała rację. Ich młodość dawno przeminęła. Teraz nadszedł czas dla kolejnych pokoleń. Płomienna Gwiazda cieszył oczy wnuczętami, może niektóre z nich to także wnuki Srebrnego Pyska? Jego siostrzeniec nie był też taki młody. Ile pór roku minęło, ok kiedy odprowadzał tego maluszka do jego obozu?
Także córka jego drugiej siostry piękniała i dojrzewała z każdym dniem. Lamparciej Gwieździe ciężko było pojąć, że już dwa cykle minęły, od kiedy mała Pręga trafiła do obozu. Teraz była piękną i dojrzałą wojowniczką, lada dzień mogłaby przyjść do niego i poprosić o przeniesienie do królowych.
Lamparcia Gwiazda kochał dzieci. Lubił patrzeć jak bawią się w obozie, potem uczą polować, aż w końcu zostają wojownikami. Wiele miotów już tego dokonało na jego oczach, ale nigdy własne kocięta. Nigdy nie doczekał się potomstwa. Jako młodzieniec zakochał się w kotce z innego klanu, ale ona umarła nim zdążył ją lepiej poznać. Przez wiele księżyców nie dostrzegał, że jego prawdziwa miłość praktycznie od zawsze była tuż obok, a gdy w końcu ją zauważył i ona odeszła. Tak długo żył w urazie z powodu jej śmierci, że i kolejna ukochana zgasła na jego oczach. A teraz? Teraz był już za stary. Nie miał już co myśleć o kociętach z żadną kotką. Bo po co ma być ojcem dzieci, których nigdy nie zobaczy stojących dumnie przed nim i otrzymujących imiona wojowników?
W takich chwilach jak ta wracało wspomnienie Rdzawej Łapy. Nie była jego dzieckiem. Nie była nawet z jego klanu... Ale w duszy była mu córką. Malutkim kociaczkiem, którego rozbiegane łapki dreptały po jego legowisku z dumą oznajmiając światu, że jest córką Lamparciej Gwiazdy. Choć to nie on dał jej życie. Ona była córką Milczącej Gwiazdy, liderki Klanu Wilka i największego wroga Klanu Burzy. To Milcząca Gwiazda kazała zabić koty z Klanu Burzy, które były dla Lamparciej Gwizdy rodziną. Lider Klanu Burzy wiedział, że gdyby tamtego dnia, gdy znalazł Rdzawą Łapę wiedział kim jest jej matka... niechybnie pozostawiłby ją w błocie na pewną śmierć.
Ale nie wiedział, a gdy poznał prawdę zbyt mocno kochał swoją córeczkę, by oddać ją matce. Matce, która nawet jej nie chciała, która wolała własnym dzieckiem negocjować warunki pokoju. Lamparcia Gwiazda brzydził się Milczącą Gwiazdą z tego powodu. I nienawidził jej i jej rodziny, bo przez nich Rdzawa Łapa odeszła z Klanu Burzy.
Ale to była już przeszłość. Nie było już Rdzawej Łapy, a Lamparcia Gwiazda został sam. Teraz liczyła się tylko jego uczennica, Casablanca. Kotka, którą przyjął do swojego klanu ze względu na kocięta, z których dwójka już nie żyje. Niedawno syn kotki, Kaczeńcowy Pazur został wojownikiem. Lamparcia Gwiazda wiedział, że niedługo i jego matka będzie musiała zakończyć szkolenie. Lecz czy postępuje słusznie?
Co prawda wiele kotów przyjęto do klanów, choć nigdy ich nie szkolono. Takim wojownikiem była na przykład Blady Świt czy nawet sama Biała Gwiazda. Jednak od wielu księżyców w Klanie Burzy nie pojawił się pieszczoch, któremu brakowało doświadczenia. Klan Burzy był czysty. Jego wojownicy byli wyszkoleni. Decydując się na zrobienie z Casablanki ucznia, Lamparcia Gwiazda kierował się głównie myślą nauczenia jej kodeksu wojownika i zatrzymania w klanie na jego pożytek. Teraz zrozumiał, jak wielką odpowiedzialność wziął na siebie decydując się na szkolenie kotki. W dniu ceremonii nadania imienia Casablanca stanie się prawdziwym wojownikiem Klanu Burzy, naznaczonym przed Klanem Gwiazdy. Ale czy powinna? Czy Lamparcia Gwiazda powinien uczynić wojowniczką byłą pieszczoszkę, która szkolenie zaczęła już jako dorosła kocica?

Casablanca na treningu walki dawała z siebie wszystko. Oboje dorównywali sobie umiejętnościami, jednak uczennica miała wyraźną przewagę - silne tylne łapy. Jej ataki były nad wyraz zręczne. Skakała blisko Lamparciej Gwiazdy, zaczepiała go łapą, a potem przewrotem odrzucała go tylnymi łapami. Ten niecodzienny atak był jej własnym wymysłem. Wcześniej próbując go wykonać, albo robiła to za wolno, albo sama się przewracała. Teraz nie tylko szybko zwalała przeciwnika z nóg, ale sama lądowała przy tym zgrabnie na cztery łapy.
- Twoja technika nabiera skuteczności - powiedział Lamparcia Gwiazda. - Spodziewam się tego ataku, a i tak za każdym razem mnie zaskakujesz.
- Może gdybyś nie był takim mysim móżdżkiem to nie dałbyś się zaskoczyć? - dogryzła mu kotka. Nie denerwowało to już Lamparciej Gwiazdy. Wręcz przeciwnie - cieszyło go, że uczennica przyjęła do siebie określenia używane przez wojowników. Świadczyło to o tym, że odnajdywała się w klanie.
- Może teraz sprawdzę twoje uniki? - zapytał kocur. - Spróbuj odpierać ataki lub uciekać.
Kotka skinęła głową i oboje ustawili się naprzeciw siebie, przybierając pozycje do walki. Lamparcia Gwiazda od razu ruszył na kotkę po łuku, by zaatakować ją od boku. Casablanca była gotowa, gdy tylko skoczył położyła się na ziemi, przeturlała na grzbiet i kopnęła go z całej siły w brzuch, kiedy przeskakiwał nad nią.
Lamparcia Gwiazda zapiszczał z bólu upadając na ziemię. Przez chwilę próbował zdusić krzyk, będący reakcją na uderzenie. Uczennica wystraszyła się lekko.
- Lamparcia Gwiazdo, wybacz, nic ci nie jest? - spytała kotka podchodząc bliżej i liżąc lidera po barku.
- Dobra robota - wydusił w końcu lider cienkim głosem. - Jesteś świetną wojowniczką.
- Co nie? - zaśmiała się kotka. - Jestem najlepsza! Właśnie zwaliłam Lamparcią Gwiazdę z nóg! Gdybym była w obcym klanie niechybnie przegrałbyś tę bitwę.
Lider przewrócił oczami.
- Idź upolować coś dla starszych i masz wolne do końca dnia - powiedział Lamparcia Gwiazda przeciągając się. - Ja wracam do obozu.
- Dobrze - odpowiedziała kotka, ale gdy czarny zaczął odchodzić zatrzymała go na chwilę. - Lamparcia Gwiazdo?
Kocur uważnie nastawił uszu.
- No bo... mój syn jest wojownikiem... i ja chyba rozumiem ten kodeks wojownika... Nauczyłeś mnie polować i walczyć... ja chciałam zapytać... Czy mianujesz mnie w końcu wojowniczką?
Lamparcia Gwiazda uśmiechnął się tylko i spojrzał na ziemię.
- Nie wiem Casablanco - odparł.
- Ale czemu? - zawołała kotka. - Ja wiem już wszystko! Wiem, że trzeba patrolować granice, być lojalnym klanowi i jego liderowi, że trzeba odrzucić bycie pieszczoszkiem...
- Nie powiedziałem, że nie zostaniesz wojowniczką - mruknął lekko oburzony. - Powiedziałem, że nie wiem.
- To ty decydujesz o tym czy zostanę. Dla mnie "nie wiem" jest równoznaczne z odmową - prychnęła Casablanca.
- Nie. O tym decyduje Klan Gwiazdy - odparł lider. - Jeżeli przyjmą cię na wojownika zostaniesz nim.
- A co ma do tego banda martwych koteczków? - burzyła się dalej.
- Więcej niż możesz przypuszczać - odparł lider. - A teraz idź na polowanie, zanim myszy skończą żerować.
Lamparcia Gwiazda odszedł zostawiając swoją uczennicę samą. Jeszcze przez chwilę kotka miała ochotę wołać za nim, ale rozmyśliła się i udała jak kazał na polowanie.

Lamparcia Gwiazda nie wiedział naprawdę co ma z nią zrobić. Czy Casablanca powinna być wojowniczką? Starał się poukładać wszystkie argumenty za i przeciw. Nawet sobie wszystko ładnie w głowie wypunktował:
Argumenty za:
1. Zna kodeks wojownika
2. Potrafi polować i walczyć
3. Jest lojalna Klanowi Burzy
4. Ukończyła szkolenie pod okiem wojownika
Argumenty przeciw:
1. Nie szanuje Klanu Gwiazdy i innych wojowników
2. Jest samolubna i arogancka
3. Urodziła się jako pieszczoszka (ty też stary capie)
Pomimo wszystkiego innego fakt, że Casablanca nie wierzy w Klan Gwiazdy wydawał się warzyć na wszystkim. Jak można być wojownikiem i nie oddawać czci przodkom? Może jeszcze zaraz wszyscy odrzucą Klan Gwiazdy i kodeks? Nie. Wojownik musi wierzyć, przynajmniej tak uważa Lamparcia Gwiazda.
Ten sam Lamparcia Gwiazda, który jako uczeń sam nie wierzył w Klan Gwiazdy... Kocur lekko się zawstydził mając świadomość, że był kiedyś taki niedojrzały. Teraz znał przodków. Osobiście spotykał ich duchy. Może oni powiedzą mu, jak ma postąpić?

W obozie wszystko było w normie. Wojownicy zajmowali się swoimi sprawami. Mysi Nos i Blady Świt wygrzewały się w ostatnich promieniach słońca tego dnia, Pręgowanie Piórko dzieliła języki z Kaczeńcowym Pazurem, Korowa Skóra zabrała swojego kociaka na spacer po obozie, a w cieniu Sztormowa Łapa i Deszczowa Łapa o czymś rozmawiali.
Lamparcia Gwiazda z dumą stwierdził, że nie musi się martwić o swój klan, więc ruszył ponownie w kierunku wyjścia. Szedł w gąszczu wysokich traw i kwiatów czując ich piękne zapachy. Znów poczuł się młodo i błogo, więc jak uczeń zaczął zbiegać w dół zbocza czerpiąc radość z każdego skoku. W końcu dobiegł do strumienia, strumienia z którym miał wiele wspomnień, niekoniecznie pozytywnych. Strumień był pełen wody, bystry i głęboki. Lamparcia Gwiazda znał jednak ten odcinek strumienia. Szybko odnalazł płyciznę i przedarł się przez nią na drugą stronę. Teraz był na terenach Klanu Nocy, ale blisko Wielkiego Drzewa.
Słońce nadal grzało. Lamparcia Gwiazda miał jeszcze do przejścia kawałek. Zamyślony nie usłyszał ostrzegawczego syku.
Żmija wygrzewała się na kamieniu nieopodal. Szybki skok węża, ugryzienie ostrych kłów i Lamparcią Gwiazdę zbiło z nóg. Poczuł, jak jego ciało przeszywa silny ból. Od razu stracił panowanie nad łapą i upadł. Zrobiło mu się mglisto przed oczami. Czuł, jak z ugryzionej łapy ucieka krew. A on nie mógł nic zrobić. Nie miał nawet siły wstać. Znów czuł, jak umiera. Znów czuł tę bezradność. Przynajmniej tym razem nie będzie musiał przeżywać śmierci kogoś bliskiego. Jego ciałem wstrząsały nagłe spazmy. Drzewa rzucały długie cienie, a wzgórze błyszczało złociście, kiedy lider Klanu Burzy przegrał walkę ze śmiercią.

Jak zawsze obudził się w Klanie Gwiazdy. Stała przed nim Biała Gwiazda. Na jej błyszczącym gwiezdną poświatą futerku nadal widać było cień żyjącej kocicy, jaką Lamparcia Gwiazda znał.
- Twoje życia uciekają jedno po drugim - powiedziała kotka.
- Biała Gwiazdo - mruknął Lamparcia Gwiazda. - Chciałem cię spotkać, ale nie w ten sposób.
- Wiem, to nie twoja wina, że wpadłeś na tę żmiję - mruknęła kotka. - Przyjacielu, co cię trapi?
- Nie powinienem ci tego mówić w Księżycowej Zatoczce? - mruknął niepewnie kocur.
- Mamy chwilę, zanim życie do ciebie wróci - mruknęła kotka. - Więc?
- Chodzi o Casablancę, nie jestem pewien, czy powinienem ją mianować wojowniczką - mruknął lider.
- Casablanca to kotka o wielkim i gorącym sercu. Czy myślisz, że jest godna miana wojownika?
- Oczywiście!
- Więc w czym twój problem?
- Casablanca nie szanuje Klanu Gwiazdy. Bardzo mnie to martwi - westchnął Lamparcia Gwiazda.
- Nawet najbardziej wyzbyte wiary serca mają miejsce, aby ją przyjąć - powiedziała Biała Gwiazda. - Nie przejmuj się Lamparcia Gwiazdo. Daj swojej wojowniczce czas, a zrozumie.
Obraz Białej Gwiazdy zaczął się rozmywać. Lamparcia Gwiazda czuł, jak powoli wraca do niego życie.

Był już środek nocy, księżyc górował nad lasem. Lamparcia Gwiazda z trudem się pozbierał. Wokół panowała cisza zagłuszana tylko pluskaniem strumienia. Lider nie widział konieczności kontynuowania wyprawy do Zatoczki. Mógł wrócić spokojnie do swojego klanu. Uniósł ogon w górę i wrócił do strumienia. Przekroczył go i z dumą i ruszył w kierunku obozu swojego klanu. W wejściu już czekała na niego Kwiecisty Wiatr.
- Trzecie życie - powiedziała zdenerwowana. - Gdzie ty byłeś? Co ci się stało?
- Szedłem do Zatoczki, po drodze ukąsiła mnie żmija - wyjaśnił kocur.
- Sam? Do Zatoczki? Mysi móżdżek! - prychnęła medyczka. - Jakim cudem nasz partol cię nie znalazł?
- To było na terytorium Klanu Nocy...
- Jakim cudem ich patrol cie nie znalazł! - To była już bardziej kpina ze strony kotki, choć również trafne stwierdzenie.
- Nie wiem - mruknął Lamparcia Gwiazda. - Jestem wyczerpany, idę spać.
- Powiesz klanowi o straconym życiu? - zapytała go jeszcze, kiedy mijał się z nią w wejściu.
- Nie - westchnął lider. - Nie ma co ich martwić. Jutro dzień świętowania. Mianuję Casablancę.
- Och! - zdziwiła się kotka. - To dobre wieści. Nie może ciągle być uczniem. Jej szkolenie zabiera ci zbyt dużo czasu.
Kocur skinął głową i wszedł do obozu. Przeszedł przez jego środek i wpełzł do swojego legowiska, gdzie ułożył się do snu.

Następnego dnia podczas spotkania klanu oficjalnie zakończył szkolenie Casablanki. Kotka otrzymała nowe imię - Żmijowa Łuska. Pasowało do niej. Język miała ostry niczym kły żmii, a sierść czarną jak jej łuski.

07 stycznia 2018

Od Lamparciej Gwiazdy C.D. Nocnego Nieba

Ledwie odzyskał życie, a już spadło na niego tyle zadań. Przecież przed chwilą był wyczerpany do granic! Teraz nagle znów był liderem. I znów musiał się stresować wszystkim tym, co jest związane z tą funkcją. Zmęczyło go to, zwłaszcza, że właśnie wszystkie problemy uderzyły w niego nagle zwalając z nóg. Usilnie próbował ułożyć sobie w głowie plan dnia. Musi zacząć od ceremonii pogrzebania Fioletowej Chmury.
Koty już wyniosły jej ciało do obozu. Zza wzgórza powoli widać było łunę kolejnego poranka, kiedy klan żegnał swoją przyjaciółkę. Fioletowa Chmura była wielką wojowniczką i przyjaciółką Lamparciej gwiazdy. Świat bez niej wydawał się być obcy i niepewny. Przyłączył się do kotów żegnających wojowniczkę i polizał ciało kotki po czole.
- Nie martw się, twój syn będzie dobrym zastępcą - powiedział bardziej do siebie niż do niej. Koty oddawały cześć zmarłej jeszcze przez jakiś czas, a kiedy pierwsze promienie słońca oświetliły obóz, Blady Świt, Mysi Nos, a także Brzoskwiniowa Łapa i jego ojciec ruszyli niosąc ciało kotki w miejsce, w którym grzebano przywódców i medyków. Tam Fioletowa Chmura będzie spoczywać w nieśmiertelnej chwale.
Lider z zadumą patrzył na koty wychodzące z obozu, nawet nie zauważył, kiedy podeszła do niego Kwiecisty Wiatr.
- Mamy jeszcze wiele do zrobienia - oznajmiła kotka. - To ciężkie czasy, ale musimy sobie jakoś radzić.
- Czy Nocne Niebo będzie dobrym zastępcą? - zapytał lider swoją przyjaciółkę. - Czy jest gotów?
- Uważam, że nie mogłeś podjąć lepszej decyzji - powiedziała kotka. - Nocne Niebo to dobry wojownik oddany swojemu klanowi. Podąża ścieżkami kodeksu, którego go nauczyłeś.
- Nie jeden zabłądził na tej ścieżce - mruknął kocur. - Czy on da radę iść prosto?
- Musimy wierzyć, że da - westchnęła szylkretka.
Nastała chwila ciszy, podczas której kotom przerywał tylko szum wiatru wiejącego od zachodu. Był ciepły i nadzieję na zakończenie mrozu. Czy to już koniec drogi, jaka czeka Klan Burzy w tej porze nagich drzew?
- Czy klan jest zdrowy? - zapytał nagle lider. - Czy są jeszcze jakieś chore koty?
- Czosnkowa Łapa jest już w coraz lepszym stanie - zaśmiała się kotka. Możemy zacząć sprzątać obóz.
- W takim razie to pierwsze, co zrobimy dzisiaj - posprzątamy obóz. Wieczorem czekają nas dwie ceremonie.
- Aż dwie? - zdziwiła się kotka.
- Mysi Nos zasługuje na to, by dołączyć do starszych. Teraz, kiedy Błękitne Oko nie żyje jej służba dobiegła końca. A Brzoskwiniowa Łapa nie ma mentora, po śmierci Fioletowej Chmury. Ma zadanie na dzisiaj, ale od jutra musi zacząć poważny trening.
- Oczywiście.

Tego dnia wszyscy byli przygnębieni, ale starali się odrzucić złe emocje i zająć pracą. Wysłano już patrol myśliwski i patrol graniczny, a koty, które zostały w obozie zajęły się przenoszeniem posłań i sprzątaniem legowisk. Po środku obozu znów znalazła się starta mchu, a raczej dwie sterty. Jedna była do wyrzucenia. Cuchnęła chorobą i pochodziła z tymczasowej lecznicy, a druga była z legowiska uczniów i choć cuchnęła potem musiała wytrzymać do pory nowych liści. Oczyszczone z mchu legowiska zaczęto porządkować. Kaczeńcowa Łapa wymyślił, że resztki posłań można wygarnąć ogonem. Gradowa Mordka natomiast zwracał co rusz uwagę na to, że nawet zmiemię w legowisku wojowników należałoby wymienić. Choć ściany tylko otrzepał, do wymiany podłoża przyłożył się poważnie pogłębiając legowisko o mysią długość. Zajęło mu to cały dzień.
W końcu legowisko wojowników na nowo wyścielono, a medycy wrócili razem z Czosnkową Łapą do siebie. Brzoskwiniowa Łapa chętnie pomógł w wyniesieniu "chorego" mchu. Wszyscy zgodnie współpracowali. Nawet Casablanca.
Lamparcia Gwiazda jej nie poznawał. Agresywna i krnąbrna uczennica nagle stała się spokojna i delikatna. Z uwagą i starannością wykonywała polecenia Kwiecistego Wiatru. Wydawała się też być znacznie milsza. W końcu kocur musiał się o to zapytać, więc zaczepił Złotą Melodię.
- Wzięło ją jakiś czas po tym, jak zachorowałeś - powiedziała. - Biała Sadzawka mówiła, że Jałowcowy Krzew wziął ją na rozmowę i od tego się zaczęło.
Lider podziękował za informację i dopytał wojownika, kiedy ten wrócił z patrolu.
- Po prostu wyjaśniłem jej, że jako członek klanu musi być bardziej z nami - mruknął zakłopotany wojownik. - Że musi teraz polować i walczyć za Klan Burzy, bo tutaj jest jej miejsce. Bo tu są jej dzieci i przyjaciele.
- I ona ot tak się zmieniła? - zdziwił się lider. - Uważaj, bo jeże zaraz pofruną!
- Nie tak od razu - zawstydził się jeszcze bardziej. - Po prostu zrozumiała wtedy, że jeśli nie będzie z nami w końcu zginie. To do niej trafiło.
Zaraz do obozu wrócił partol myśliwski. Casablanca była razem z nimi i przyniosła świeżą zdobycz, którą zaraz zaniosła do legowiska królowych dla Korowej Skóry. Lamparcia Gwiazda był z niej bardzo dumny.

Gdy słońce zaczęło zachodzić lider zwołał zebranie klanu, na którym podziękował wszystkim za ciężką pracę tego dnia. Jego klan był może niewielki liczbą, ale wszyscy mieli wielkie serca pełne siły do walki za swój klan. Nie obyło się też bez indywidualnych pochwał. Wielkie gratulacje otrzymała Casablanca i Gradowa Mordka, pochwała trafiła też do Kaczeńcowej Łapy i jego mentorki.
W dalszej części spotkania lider mianował Mysi Nos starszą, dziękując za jej służbę. Wszyscy z mieszanymi uczuciami żegnali wojowniczkę i witali nową starszą. Gdy wrzawa ucichła lider kontynuował.
- Teraz te smutniejsze wieści - mówił. - Fioletowa Chmura pozostawiła Brzoskwiniową Łapę bez mentora. Nie może tak być długo. Jego trening skończy Nocne Niebo.
Koty z aprobatą pokiwały głowami na tę wieść.
- No i w końcu ostatnia sprawa - westchnął lider. - Na ostatnim zebraniu ujawniono bardzo martwiące, ale też i pozytywne informacje. W Klanie Wilka panuje dostatek. Nic nie grozi im tej zimy.
Koty bardzo się oburzyły. Nie podobało im się, że Klan Wilka radzi sobie tak świetnie. Szczególnie oburzona była Blady Świt i jej syn. W końcu Lamparcia uciszył ich gestem.
- To po części dobra wiadomość - mruknął. - Klan Gwiazdy błogosławi obu naszym klanom. Milcząca Gwiazda nie ma powodu by atakować Klan Burzy. Nie musimy się martwić uzasadnionym atakiem.
- Ale Koty z Klanu Wilka już ostrzą sobie na nas pazury! - zawołał Ciernisty Pazur. - Byli bardzo usatysfakcjonowani obecnością tylko trzech kotów.
- Skoro mają tak ostre pazury niech przyjdą - prychnął lider. - Chętnie sam naostrzę swoje na ich skórach. Tymczasem nie przejmujcie się. Nasz klan musi odzyskać siły. Zatem odwagi, moi wojownicy. I uśmiechu. Najgorsze już za nami.

<Nocne Niebo?>

01 stycznia 2018

Od Lamparciej Gwiazdy C.D.

Lamparcia Gwiazda nie spodziewał się, że choroba dotknie i jego. Z wielkim bólem patrzył na chorych wojowników, których wcale nie ubywało. Kaczeńcowa Łapa i Deszczowa Łapa też zachorowali. Choroba dopadła też Czosnkową Łapę.
Lider uczył Casablankę podchodzenia zwierzyny, kiedy zakaszlał pierwszy raz. W pierwszej chwili się tym nie przejął, jednak gdy uczennica wróciła z myszą w pysku napadł go prawdziwy atak. Przerażona kotka rzuciła gryzonia i szybko zagrzebała go lekką warstwą śniegu i zaczęła prowadzić lidera w kierunku obozu.
Nikt go nie badał. Wyrok zapadł szybko: zielony kaszel.
Klan szybko ogarnęła panika. Lider stwierdził, ze pomimo choroby będzie zarządzał klanem ze swojego legowiska i ufa, że Kwiecisty Wiatr wyleczy go do zbliżającego się zgromadzenia. Każdego dnia kotka podawała mu leki, a on czuł się co raz lepiej, zwłaszcza, że dostał informacje o powrocie Kaczeńcowej Łapy i Deszczowej Łapy do zdrowia. Nic tak nie dodało mu otuchy.
Niestety, trzeciego dnia po pozwoleniu uczniom na powrót do obowiązków Lamparcia Gwiazda poczuł się gorzej. Choroba znów uderzyła, tym razem silniej. Kocur wił się z bólu w swoim legowisku, kiedy przyszedł do niego Gradowa Mordka. To nie była pora dawania leków. Chyba...
- Lamparcia Gwiazdo - powiedział medyk ze smutkiem. - Błękitna Łapa jest zbyt słaba. Kwiecisty Wiatr zabrania mi o tym wspominać, ale myślę... Myślę, że ona nie dożyje jutra.
W oczach medyka widoczny był smutek. Choć Lamparcia Gwiazda był słaby i chory nie stracił jeszcze zdolności odbierania otoczenia. Jego samego też zmartwiła myśl, że młoda kotka zaraz zginie.
- Pomyślałem... Może by tak... Żebyś ją mianował wojownikiem, aby odeszła do Klanu Gwiazd z nowym imieniem...
Czarny kot zastanowił się chwilę. Skoro Błękitna Łapa ma umrzeć, czemu by jej nie uszczęśliwić tuż przed śmiercią. Kocur podniósł się słabo i skinął medykowi głową. Gradowa Mordka podparł go bokiem i oboje ruszyli do legowiska wojowników, gdzie przeniesiono wszystkich chorych. Lider ledwie przestawiał łapy. Bolały go plecy i oczy, ale szedł przed siebie.
Kiedy usadzono go przed Błękitną Łapą zauważył, że kotka nie śpi, ale strasznie cierpi. Ze smutkiem pochylił nad nią głowę.
- Wzywam mych przodków... - powiedział słabo, gubiąc wyrazy. - Na tę uczennicę...
Wyraźnie pomijał połowę ceremonii, ale wszyscy wiedzieli, że mówi z głębi serca.
- Oddała życie za klan... Przyjmijcie ją... Jako Błękitne Oko...
I dotknął nosem czoła kotki, która przez sen dyszała ciężko. Był wyczerpany, ale podniósł się i ruszył z powrotem do swojego legowiska, aby nie przeszkadzać reszcie klanu.

Lamparcia Gwiazda leżał niespokojnie przez cały kolejny dzień. Niewiele do niego docierało. Usłyszał tylko nikłe słowa Gradowej Mordki sygnalizujące śmierć Błękitnego Oka. Medyk obiecał zakopać ją sam, aby nikt nie zaraził się od ciała młodej wojowniczki. Lidera ogarniał wielki żal. Tej nocy nie był spokojny.
W pierwszej chwili myślał, że zioła medyka zaczęły działać. Przestała go boleć głowa i oczy, a zmęczenie ustąpiło. Dopiero po chwili zrozumiał. Nie wyzdrowiał. On nie żył. Przed nim stała Biała Gwiazda.
- Straciłeś drugie życie Lamparcia Gwiazdo - powiedziała ze smutkiem. Kocur pochylił głowę.
- Nie spodziewałem się, że stracę je tak szybko - powiedział. Biała Gwiazda pokręciła głową.
- Masz ich jeszcze siedem - powiedziała. - Ale inni nie mieli tyle szczęścia.
Dopiero teraz zobaczył siedzącą obok byłej liderki Fioletową Chmurę.
- Nie! Tylko nie to! - jęknął.
- Przepraszam Lamparcia Gwiazdo, nie byłam dość silna - powiedziała kotka.
- Nie, nie, nie! - jęczał kocur. - Co ja teraz bez ciebie zrobię?
- Wyzdrowiejesz i mianujesz nowego zastępcę. Wiem, że wybierzesz najlepszego. W Klanie Burzy jest wiele świetnych kotów, idealnych na moje miejsce.
- Czy tak już zawsze będzie? Kiedy umrę stracę też zastępcę?
- Nie Lamparcia Gwiazdo - powiedziała Biała Gwiazda. - To tylko nieszczęśliwy przypadek. Już będzie dobrze. Teraz możesz wrócić do klanu. Będziesz zdrowy i wybierzesz nowego zastępcę.
- Nie doradzisz mi, kogo wybrać? - zapytał.
- Nie. To twoja decyzja. Ale na pewno podejmiesz ją słusznie.

Kiedy Lamparcia Gwiazda wrócił do życia poczuł, że choroba go opuszcza. Nie bolały go już mięśnie, ani głowa. Szczęśliwy wyszedł z legowiska i zobaczył, że z nieba powoli znika pełny księżyc.
- Och, nie! - zawołał. Tej nocy było zebranie, a on nie zabrał klanu. Pewnie wszystkie klany wiedzą już o słabości Klanu Burzy.
Nagle spomiędzy uschniętej trawy w wejściu do obozu wynurzył się pyszczek Nocnego Nieba. Wojownik zatrzymał się, kiedy zobaczył Lamparcią Gwiazdę. Po chwili do obozu weszli też Cienisty Pazur i Pręgowane Piórko. Lider był zdezorientowany.
Po chwili z legowiska medyka wybiegł Gradowa Mordka z przerażeniem w oczach, a zaraz za nim pojawiła się Kwiecisty Wiatr. Z legowiska uczniów, gdzie spały wszystkie zdrowe koty powoli wybiegli wojownicy.
- Lamparcia Gwiazdo! - zawołał jako pierwszy Gradowa Mordka. - Czemu wyszedłeś z legowiska?
- Lamparcia Gwiazda stracił kolejne życie - odpowiedziała za niego Kwiecisty Wiatr. - Teraz będzie już zdrowy.
- Wielki Klanie Gwiazdy! - zawołała Blady Świt. - Ta choroba naprawdę wykończyła ciebie, jak wykończyła Błękitne Oko?
Lider kiwną głową.
- Co tutaj się dzieje? - zapytał zebrane koty. - Gdzie była ta trójka?
- Tej nocy było zgromadzenie przy Wielkim Drzewie - wyjaśnił Nocne Niebo. - Poszliśmy tam w imieniu Klanu Burzy.
- Oszaleliście? Lepiej było się wcale nie pokazywać, zamiast iść w trójkę! - syknął lider. Nocne Niebo położył po sobie uszy.
- Wybacz Lamparcia Gwiazdo - powiedział. - Powiedziałem innym klanom, że część kotów jest chora, więc zadecydowałeś, że wyślesz tylko nas troje, abyśmy opowiedzieli o ostatnich wydarzeniach.
- Powiedziałeś o chorobie? Czy ty masz pszczoły w mózgu?
- Chciałem dobrze! Powiedziałem, że to delikatna choroba i zaraz wszyscy wyzdrowieją! I że jesteś zdrowy, tylko nie chciałeś narażać innych klanów na zarażenie się od nas... Ja.. Ja...
- Lamparcia Gwiazdo, lepiej zwołaj zebranie - przerwał mu Gradowa Mordka. - Mam coś jeszcze do obwieszczenia, ale muszę z tobą wcześniej pogadać.
Lider skiną głową i oboje odeszli na stronę.
- Fioletowa Chmura umarła - powiedział medyk.
- Wiem, spotkałem ją w Klanie Gwiazdy - odparł Lamparcia Gwiazda.
- Musisz wybrać nowego zastępcę. Nie chcę, aby wyszło na to, że faworyzuję brata, ale Nocne Niebo w ostatnim czasie zajmował się wszystkim. Patrolami, treningami... Klan nie spał. To dzięki niemu.
- Szanuję twoje zdanie, ale Nocne Niebo jest nieodpowiedzialny. Zdradził nasz klan i wyjawił jego słabości - syknął lider.
- A co byś powiedział na przyszłym zebraniu, gdyby inni liderzy spytali o twoją nieobecność? Że zaspałeś? Wyszedłbyś na głupca!
Lider musiał poważnie rozważyć słowa młodego medyka. Miał sporo racji.
- A z resztą kogo innego wybrałbyś zastępcą?
Ten argument był nie do przebicia. Jałowcowy Krzew był zdecydowanie zbyt mało stanowczy, Złota Melodia nie była typem przywódczyni, podobnie Biała Sadzawka, a Cienistemu Pazurowi i Pręgowanemu Piórku brakowało doświadczenia. Lider prychnął cicho.
- Niech będzie - mruknął. - Zaraz zwołam klan.
I pobiegł w kierunku swojego tradycyjnego miejsca przemówień i zwołał klan w nietypowy sposób.
- Niech wszystkie koty Klanu Burzy na tyle zdrowe by polować zbiorą się na zgromadzenie klanu!
Niepotrzebna była ta formułka, gdyż i tak wszyscy byli na miejscu. Kocur wziął głęboki wdech.
- Tej nocy straciłem życie - powiedział. - I tej nocy życie staciła też Fioletowa Chmura.
Przez koty przebiegł szmer zaskoczenia. Zebrani z niepokojem wymieniali się spojrzeniami.
- Dlatego, póki jej ciało nie jest jeszcze pogrzebane chciałbym wybrać nowego zastępcę - uniósł głowę ku blednącemu niebu. - Nowym zastępcą będzie Nocne Niebo. Fioletowa Chmura na pewno zaakceptuje ten wybór.
Wszystkie spojrzenia padły na zaskoczonego wojownika. Był w szoku po usłyszanych informacjach. Fioletowa Chmura była dla niego jak matka, każdy to wiedział.

<Nocne Niebo?>

30 grudnia 2017

Od Lamparciej Gwiazdy

Gdyby Błękitnej Łapie się nie pogorszyło, Lamparcia Gwiazda z pewnością mianowałby ją zgodnie z umową z Mysim Nosem. Jednak było źle. Bardzo źle. Młoda uczennica była w fatalnym stanie. Kwiecisty Wiatr wzięła ją pod opiekę. Stwierdziła, że szybko się z tym upora. Jednak musiało być gorzej niż myślała. Lamparcia Gwiazda wywnioskował to po przerażonej minie, jaką miał Gradowa Mordka, gdy wbiegł do jego legowiska.
Oboje pognali do legowiska medyka, gdzie Zastali równie wystraszoną Kwiecisty Wiatr.
- Co się stało? - zapytał Lamparcia Gwiazda.
- Błękitna Łapa zachorowała na zielony kaszel - odpowiedziała nerwowo kotka.
Zielony kaszel? W głębi umysłu Lamparcia Gwiazda znalazł informacje na temat tej choroby. Przed jego oczami namalował się obraz Walecznego Serca. Wielkiego wojownika Klanu Burzy, którego ostatnie chwile życia spędzone były w legowisku medyka u boku ukochanej córki. Lidera przeszył lęk na samo wspomnienie. W oczach Kwiecistego Wiatru dostrzegł ten sam ból. Oboje byli wtedy uczniami. Ona musiała pamiętać to bardziej, Waleczne Serce umierał przecież na jej oczach.
- Co teraz zrobimy? - spytał kocur. Kwiecisty Wiatr wzruszyła ramionami.
- Możemy tylko modlić się, aby Klan Gwiazdy dał mi siłę, aby pokonać chorobę - powiedziała.
Lamparcia Gwiazda przytulił się do jej boku.
- Musisz powiadomić klan - oznajmiła rzeczowym tonem. - Do naszego obozu wdarła się śmierć, która może rozszarpać naszych wojowników. Będę zmuszona zabronić rodzinie zbliżać się do Błękitnej Łapy, szczególnie Korowej Skórze. Nie może narażać kociąt, które ma niedługo urodzić.
Lider skinął głową i nieśmiało zajrzał do legowiska.
- Mogę zobaczyć jak się czuje? - spytał. Kwiecisty Wiatr skinęła głową. Czarny wojownik powoli wdarł się do legowiska medyczki, gdzie na mchowym posłaniu leżała skulona Błękitna Łapa. Uczennica radośnie spojrzała na swojego przywódcę.
- Lamparcia Gwiazdo! - zawołała z uśmiechem. Kocur zmusił się do odwzajemnienia gestu. - Przepraszam, ze zachorowałam. Chciałeś zrobić ze mnie wojowniczkę, ale teraz to niemożliwe, bo jestem chora...
- Nie przejmuj się moja droga - powiedział czule kocur i polizał ją po głowie. - Jeszcze będziesz wojownikiem, obiecuję ci to.
Lamparcia Gwiazda wstał i wyszedł z legowiska. Było mu bardzo smutno. Nie chciał tracić tam młodej i obiecującej wojowniczki. Bardzo współczuł swojej siostrze. Ona już wcześniej została uprzedzona o zakazie wizyt w legowisku medyka. Sama była już słaba i chorowita, mogła się łatwo zarazić, nawet gdyby był to biały kaszel.
Lider wskoczył na podwyższenie terenu, z którego zwykł przemawiać i zwołał klan.
- Niech wszystkie koty Klanu Burzy zbiorą się na zebranie klanu! - zawołał. Celowo wezwał wszystkie koty, gdyż ich wszystkich to dotyczyło. W obozie od razu znaleźli się wojownicy tacy jak Mysi Nos i Pręgowane Piórko, a także kilkoro uczniów. Z legowisk też wybiegły Korowa Skóra i Blady Świt. Lamparcia Gwiazda ze smutkiem zauważył, jak mały i słaby jest jego klan.
- Koty Klanu Burzy - zaczął. - Jak pewnie wiecie Błękitna Łapa zachorowała. Nie jest to jednak zwykły, biały kaszel. To jego szczególnie groźna odmiana, zielony kaszel!
Przez koty przebiegł pomruk zaniepokojenia. Lider kontynuował.
- Nikt nie powinien teraz zbyt często odwiedzać Błękitnej Łapy, aby nie zarazić siebie i klanu. Pokładajcie nadzieję w Klanie Gwiazdy, a nic złego Klanu Burzy nie spotka.
Koty pokiwały zdecydowanie głowami. Lamparcia Gwiazda wiedział, że jeżeli ich wiara będzie silna, Błękitna Łapa naprawdę wyzdrowieje.
Zeskoczył do obozu akurat w tym samym czasie, kiedy wrócił patrol. Jednak coś było nie tak. Biała Sadzawka wbiegła pierwsza, wyglądała na zdenerwowaną. Za nią do obozu wpadł Sztormowa Łapa razem z Czosnkową Łapą i Brzoskwiniową Łapą. Dopiero wtedy ze suchej trawy wynurzyła się Fioletowa Chmura podpierana przez Jałowcowy Krzew. Kotka głośno i wyraźnie kaszlała. Wszystkie koty w obozie spojrzały na nią przerażone.
- Choroba! - krzyknęła Casablanca. - Fioletowa Chmura też zachorowała!
Koty panicznie się wycofały, kiedy Kwiecisty Wiatr podbiegła do kotki. Obwąchała ją i obejrzała dokładnie. Mruknęła coś cicho do Jałowcowego Krzewu i oboje poprowadzili zastępczynię do legowiska medyka. W tym czasie Gradowa Mordka podbiegł do Brzoskwiniowej Łapy i Czosnkowej Łapy, również starannie ich oglądając. Zaraz na badanie stawili się też Białą Sadzawka i Sztormowa Łapa.
Lamparcia Gwiazda był w szoku. Jego zastępczyni chora? Niebywałe! Zaraz podbiegł do Gradowej Mordki, który oglądał już trzeciego kota.
- I jak? - zapytał lider.
Młody medyk z początku nic nie mówił tylko dalej oglądał Sztormową Łapę. W końcu odezwał się.
- Nie wyglądają na chorych, ale wezmę Brzoskwiniową Łapę na dłuższą obserwację. Miał duży kontakt z Fioletową Chmurą i mógł się od niej zarazić - powiedział. Nagle Czosnkowa Łapa zakaszlał, a wszystkie zebrane wokół koty podskoczyły wystraszone. Sam kocurek też się wystraszył.
- Czosnkowa Łapo, marsz do Kwiecistego Wiatru - powiedział stanowczo.
- Ale ja nie jestem chory! - zawołał uczeń. - Tylko odchrząknąłem!
- Powiesz to medyczce - warknął Gradowa Mordka. - Już, biegiem!
Kocurek ani drgnął. Czosnkowa Łapa słynął z krnąbrności i agresywnego zachowania wobec innych członków klanu. Lamparcia Gwiazda wiedział, że żaden argument u niego nie przejdzie. Z tego powodu podszedł do niego, złapał go za skórę na karku i zaczął ciągnąć w kierunku legowiska medyka.
- Aua! Lamparcia Gwiazdo! To boli! Normalny jesteś?! Krzywdzisz mnie! Aua! - piszczał uczeń. Casablanca od razu zareagowała, ale Mysi Nos podbiegła do niej i ją powstrzymała.
Lamparcia Gwiazda nie ukrywał, że taka upokarzająca i lekko bolesna kara za nieposłuszeństwo medykowi nawet go satysfakcjonuje. Wszyscy mieli dość narzekania i przemądrzalstwa młodego ucznia. Lider nawet raz usłyszał od Korowej Skóry, że powinien ukarać ucznia. Jałowcowy Krzew sam nigdy by nie przyszedł do niego z taką prośbą, a swoje żale wylewał tylko przed ukochaną partnerką.
Gdy wepchnął Czosnkową Łapę do legowiska zauważył zebrany w środku tłum. Kwiecisty Wiatr ledwo przepychała się między wojownikami. Kazał stanowczo Czosnkowej Łapie nie ruszać się z wejścia i podbiegł do Gradowej Mordki, który kończył badać Białą Sadzawkę.
- Wasze legowisko jest za ciasne - zauważył lider. - Powinniśmy przeorganizować obóz.
- Przeor... Że co? - zdziwił się łaciaty kocur.
- Chorych umieścimy w legowisku wojowników, a ich przeniesiemy do uczniów - powiedział Lamparcia Gwiazda. - Będzie wam tam łatwiej pracować. Chorzy pomieszczą się na legowiskach, a będzie jeszcze miejsce dla ciebie i Kwiecistego Wiatru, a także dla odwiedzających.
- No nie wiem - mruknął medyk. - Porozmawiam o tym z Kwiecistym Wiatrem.
- Dajcie znać szybko - oznajmił lider. - Będziemy musieli jeszcze poprzenosić legowiska, chorych i najpotrzebniejsze zioła.
Medyk skinął głową i pobiegł do legowiska. Zaraz wywołał z niego wyraźnie oburzoną kotkę, z którą przeprowadził szybką rozmowę. Lider nie słyszał ich słów, ale widział, jak są nerwowi. W końcu młodszy podbiegł do niego z powrotem, a medyczka wróciła do legowiska.
- Lepiej się tym szybko zająć - powiedział Gradowa Mordka, a Lamparcia Gwiazda skinął mu głową i zwrócił się zaraz do Białej Sadzawki i Sztormowej łapy siedzących niedaleko.
- Zwołajcie wszystkich w obozie do pomocy - oznajmił. - Musimy trochę pomieszać w legowiskach.

C.D.N.

Często robię urwane opowiadania, ale co mam zrobić, jak wychodzi co raz bardziej koślawe?