BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gęgawa x Hiacyntowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gęgawa x Hiacyntowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

13 lipca 2023

Od Gęgawy CD. Zwiędłego Hiacynta

— A kogo me oczy widzą? — zapytał Hiacynt. — Gęgawo, jak bardzo się nie schowasz i tak Cię dostrzegę. Widzę, że oprócz pozostawienia mnie na pastwę losu, znalazłeś sobie nowe hobby.
Czarny wyprostował się, opuszczając bezpieczną ciemność, by podejść bliżej rudego. Spotkanie ze starym znajomym? Nie spodziewał się.
— Droga grzmotu nie przeszkadza mi tak, jak innym kotom. A skrywanie się nie jest nowe — poprawił go Gęgawa, siadając niedaleko granicy zdradliwej ścieżki. — Poza tym nie wiem o czym mówisz.
— Czyżby? Spotkaliśmy się przecież kiedyś w tym samym miejscu. I tak samo szybko, jak jedna wojowniczka nas nakryła, tak się rozpłynąłeś w powietrzu — mruknął Zwiędły Hiacynt, mierząc czarnego wzrokiem. Gęgawa przypomniał sobie. Zdążył już o tym zapomnieć – widocznie nie było to zbyt ważne wydarzenie.
— Nie wydajesz się być specjalnie zdenerwowany. Z jakiegoś powodu tu siedzisz i nadal ze mną rozmawiasz. Hiacyntowa Łapa, tak? Z bratem wszystko w porządku? Nie czyni nic głupiego? — zaśmiał się cicho, na co burzak odpowiedział mu tylko krótkim, ironicznym parsknięciem.
— Zwiędły Hiacynt, od niedawna. I tak, zdaje mi się, że kontakt z Bryzą mu się urwał. — Hiacynt spuścił  wzrok z kota, patrząc w bok. — Przynajmniej tyle — dodał po chwili.
— Zostałeś wojownikiem? Moje gratulacje. — Ogon czarnego się lekko podniósł. — Malwa również zyskał już nowe imię? 
Ogon rudego zadrgał.
— Nie. Ale na pewno niedługo się to stanie. Potrzebuje tylko chwilę czasu, dodatkowo leniwy mentor... eh — mruknął, widocznie niezadowolony tym faktem.
— Ciekawe imię kosztuje? — mruknął obojętnym tonem, po czym cicho parsknął. — Mój trening na zwiadowcę też trwa długo. Życzę mu powodzenia. — Po tym nastała krótka cisza, więc dodał: — Podobają mi się wasze klanowe imiona. Nie powiedziałbym, że moje mi się nie podoba, lecz to interesujące. Na jakiej podstawie są nadawane?
— Dziękuję, Malwowa Łapa z pewnością to docenia — odpowiedział na pierwszą część wypowiedzi Zwiędły Hiacynt. — Zwykle na podstawie twojego wyglądu, charakteru, przeszłości... choć czasami wydają się wzięte zupełnie znikąd — mruknął. Gęgawa zrozumiał, że nie jest zbyt usatysfakcjonowany ze swojego własnego imienia, jednak nic na ten temat nie powiedział.
— Intrygujące. Uważasz, że jakie mógłbym mieć imię jako klanowy kot? — spytał zaciekawiony.

<Zwiędły Hiacyncie?>

01 czerwca 2023

Od Zwiędłego Hiacynta CD. Gęgawy

*Przed wojną*


 Rudy kocur wreszcie został wojownikiem. To było coś, na co czekał długo. Zbyt długo. Teraz żaden kot, który nie był przywódcą, nie miał nad nim władzy. Zero mentorów. Nie musiał teraz słuchać żadnego wojownika, który tylko udawał, że wie, co robi. Wraz z przyjęciem nowego tytułu przyszło również jego nowe imię, które niezbyt mu się podobało. Tygrysia Gwiazda postanowiła przed wojną zaśmiać mu się prosto w pysk, nadając mu to imię i mówiąc, że zesłały je jakieś gwiazdki. Na całe szczęście teraz mógł samotnie wychodzić z obozu i nie musiał tłumaczyć się nikomu ze swoich czynów. Chociaż przez chwilę mógł wyrwać się z obozu, a tym bardziej mógł lekko popchnąć brata w stronę bycia wojownikiem.
 Trening z Owczą Piersią trwał w jego wypadku zbyt długo. Jakby biały wojownik specjalnie nie szkolił swojego ucznia. Nie było innego wytłumaczenia tej sytuacji, przecież jego brat nie byłby na tyle głupi, aby zaniedbać trening.
 Z zamyślenia wyrwał go nieprzyjemny zapach drogi grzmotu. Co go tu tak ciągło? Co było w tym miejscu takiego specjalnego, oprócz tego, że kojarzone ono jest ze śmiercią. Z pewnością dużo kotów zginęło na niej przez potwory, jednak mimo tego inni dalej brali na siebie ryzyko przekroczenia drogi grzmotu i zakończenia swego życia.
 Hiacynt stanął przed drogą grzmotu i spojrzał na drugą stronę. Za nią ciągnął się teren Owocowego Lasu, który wydawał się inny od klanów. Od czasu do czasu, przez jego głowę przebiegała myśl o tym, jak tam żyją. Niby zdawali się odróżniać od klanów, jednak byli do nich bardzo podobni, niezależnie od tego, jak bardzo chcieliby to wyprzeć.
 Nagle dostrzegł on ciemne futro po drugiej stronie, które kojarzył. Brązowe ślepia wbiły się w jego osobę, a ten lekko się uśmiechnął.
 - A kogo me oczy widzą? - Zapytał Hiacynt. - Gęgawo, jak bardzo się nie schowasz i tak Cię dostrzegę. - Po chwili ciemny wojownik podniósł się z ziemi i wyprostował się. - Widzę, że oprócz pozostawienia mnie na pastwę losu, znalazłeś sobie nowe hobby. - Dodał po chwili rudy kocur.

<Gęgawo?>

07 marca 2023

Od Gęgawy CD. Hiacyntowej Łapy

— Czarnowroni Lot w życiu nie puściłby mnie samego przy drodze grzmotu. Polowanie zaprowadziło mnie w te strony, chociaż zapach tego miejsca powinien mnie odpędzić. Chociaż… To samo pytanie mógłbym zadać Ci, Gęgawo. Co ty tu robisz? Nie sądzę, że sam, z własnej woli, byś tu przyszedłbyś obserwować przejeżdżające stwory. Czy mam racje? 
Uczeń zamrugał, patrząc na Hiacyntową Łapę. Musiał mu oznajmić, że się mylił.
— Poniekąd — mruknął, mrużąc oczy. Wyglądał jakby chciał prześwietlić swojego rozmówcę na wylot. — Droga Grzmotu mnie nie przeraża. Potwory również. Starczy mi znać zasady ostrożności.
Zapach stęchłych spalin przydusił na kilka uderzeń serca każdy inny zapach w promieniu paru lisich odległości. Gęgawa zmarszczył nos pod napływem okropnego zapachu. Większość potworów wydawała z siebie przyduszający, ciemny dym, okopcając okolicę. Czy to nie było interesujące? Żadne inne znane mu stworzenie nie było w stanie wytworzyć prawdziwego dymu! A nadal nikt nie rozumiał jego fascynacji. Zauważył, że rudy zastanawia się nad kolejną odpowiedzią, więc oszczędził mu dalszego główkowania.
— U twego brata wszystko w porządku? — zapytał, owijając wokół łap czarny ogon.
— Dopóki jego łapy nie prowadzą go na ścieżkę zbyt intensywnego — położył mocny akcent na ostatnie słowo — bratania się z owocniakiem... Uważam, że tak, wszystko w porządku. Nie widziałem przynajmniej żadnych schadzek pomiędzy nimi — zaśmiał się krótko Hiacynt. Gęgawa wymamrotał coś cicho i niewyraźnie. Przynajmniej mógł być pewien, że jego brat nie robi nic głupiego tak, jak miał w zwyczaju. A ta świadomość była bardzo kojąca. Nie chciał, by Bryza pakował się w niepotrzebne kłopoty, z których później trzeba by było go wyciągać.
— Ani ja. To dobra wiadomość — powiedział czarny, jednak jego uwagę odwrócił element, który pojawił się za nim. Łaciata szylkretka, której z pyska zwisał królik stała dobrą odległość drzewa za nimi, jednak oczywistym było, że ich zauważyła. Gęgawie opadł ogon. To mogło się źle skończyć.
— Oh. Chyba nic tu po nas — wstał i odwrócił się Gęgawa, mało myśląc o tym w jakiej sytuacji zostawiał Hiacynta. Wolał chronić swój własny zad dopóki miał taką możliwość. — Obejrzyj się — dodał ciszej do rudego, za którym już w niedalekiej odległości stała nieznana mu wojowniczka Klanu Burzy, Czajka. Zanim podeszła do Hiacyntowej Łapy Gęgawa już rozpływał się w gęstwinie zielonej trawy.
— A co to miało znaczyć? — Czarny usłyszał jeszcze z oddali głos nieprzychylnej wojowniczki. Z jednej strony żałował nieco, że pozostawił znajomego, ale... to było poświęcenie na które był gotów.

<Hiacynt?>

[przyznano 5%]

02 marca 2023

Od Hiacyntowej Łapy CD. Gęgawy

 Promienie wpadające do legowiska obudziły rudego ucznia, który spał. Gdyby nie słońce, to pewnie cicha rozmowa dwóch kotów wyciągnęłaby kocura z pięknej krainy bez jego matki i mentora. Czy te dwa koty nie mogły rozmawiać w innym miejscu? Podniósł swoją głowę z łap i rozglądnął się, szukając źródła dźwięku. Po chwili znalazł je. Była to szylkretowa kocica i rudy kocur, którzy leżeli w legowisku uczniów, mimo iż byli zdecydowanie za starzy, by być uczniami. Według tego, co słyszał od starszych od siebie, Szczypiorkowa Łapa miała aż 103 księżyce, a Falująca Łapa miał ich aż 80. To zdecydowanie za dużo jak na uczniów. 
 - Możecie rozmawiać ciszej? Jakbyście nie zauważyli, nie jesteście tu sami. - Powiedział Hiacyntowa Łapa, próbując uciszyć dwójkę kotów. Od razu wzrok dwójki uczniów wylądował na nim.
 - Najmłodszy kot w klanie i mnie poucza? Czy ty to widzisz Szczypiorkowa Łapo? - Odpowiedział rudy kocur z cichym śmiechem. - Jakiś szczyl mówi mi co mam robić, a co nie. 
 - Gdyby nie pewna kocica, która cudem dostała się do władzy, nie bylibyśmy uczniami i wrócilibyśmy do starej rangi wojownika. A ty nie narzekałbyś na naszą obecność. Wszystko wraca do początku. - Powiedziała szylkretowa kocica. 
 - Kamienna Gwiazda przywróciła was do roli uczniów, jak byliście wojownikami? - Zapytał ciekawy uczeń.
 - Niestety, jest to prawda. - Przyznała kocica. - Gdyby ta istota już umarła ze starości, to z pewnością otrzymałabym swe prawdziwe imię przed własną śmiercią. 
 - Musieliście coś zrobić, aby na to zasłużyć. Nasza przywódczyni nie mogła tak po prostu nałożyć na was kary. - Powiedział Hiacynt.
 - Ona po prostu nienawidzi nas, rudych! - Prawie od razu po słowach Hiacynta, odpowiedział starszy kocur. - Tylko o to chodzi. I najgorsze w tym jest to, że nikt tego nie zauważa i żyjemy, jakby nic się nie działo. 
 - Ta kocica nienawidzi wszystkich rudych, z wyjątkiem Tygrysiej Smugi, co też na Ciebie wpływa. - Powiedziała kocica. - Pamiętaj Hiacyntowa Łapo, że też jesteś jednym z nas i to również Ciebie dotyczy.

***********

 Właśnie Hiacynt wrócił z małego spaceru z Kwiecistym Pocałunkiem. Kocica nie zabrała go daleko, a raczej kręcili się blisko obozu, spędzając ze sobą czas. Mimo iż dużo rzeczy w kocicy nie było zrozumiałe, to on to przemilczał. Wolał towarzystwo tej kocicy niż jego mentora. Z tą kotką, chociaż przez chwilę, mógł oderwać się od swych problemów. 
 - Oderwanie się na chwilę od obozowego szumu to był świetny pomysł, Kwiecisty Pocałunku. - Powiedział rudzielec, kładąc na ziemię kwiaty, które zerwał podczas spaceru. Oczywiście, nie były one dla niego, a dla jego brata. Postanowił udekorować mu jego legowisko, bo tak pusto i brzydko wyglądało. Tak nie mogło zostać. 
 - Wiedziałam, że Ci się spodoba. Mnie zawsze to poprawiało humor po złym dniu. - Powiedziała kocica. - A dla kogo te kwiaty przynosisz? Czyżby były dla Ciebie?
 - Nie, nie są dla mnie. Dla brata. - Odpowiedział Hiacynt, aby tylko odciągnąć podejrzenia, że ten lubi kwiaty. Przecież on ich nienawidził, tak jak swego pierwszego członu! Nagle pojawił się biały kocur, którego ostatnio odgonił jego mentor jak rozmawiali. Miał nadzieje, że tak ponownie się nie stanie. 
 - Hiacyntowa Łapo, teraz naszej rozmowy nie przerwie pewien rudy kot, bo jest na polowaniu. - Powiedział Owcza Pierś, nawet nie witając się z dwójką kotów. Oba koty spojrzały na siebie, a później na nowo przybyłego kota.
 - Witaj Owcza Pierś. Mnie też jest miło Cię widzieć. - Powiedział rudy uczeń, zaznaczając brak przywitania się wojownika.
 - Witaj Hiacyntowa Łapo i Kwiecisty Pocałunku. - Przywitał się wreszcie wojownik. - Miło mi Cię zobaczyć wreszcie bez twojego mentora.
 - Aż tak jest źle? - Zapytała niebieska kocica. - Przyznaj się, nie lubisz go.
 - Nie to, że go nie lubię. Wydaje się tylko dziwny. Bardziej niż te rude koty. - Powiedział wojownik, po czym spojrzał na Hiacynta. - Oczywiście bez Ciebie Hiacyntowa Łapo. 
 - Dziękuje, że to zaznaczasz, bo po czułbym się w tej grupie kotów, którą właśnie obrażasz. 
 - Nie obrażam kotów. Ja tylko stwierdzam fakty. Myślisz, że czemu Falująca Łapa i Szczypiorkowa Łapa są uczniami? Przez ich okropne zachowanie, które nie da się już zmienić, niestety. 
 - Nie przejmuj się jego słowami Hiacyntowa Łapo. Jeszcze nie przyszedł czas, aby przejmować takimi sprawami. - Wtrąciła się kotka. - Jak na twoje pochodzenie, to jesteś świetny.
 Jak na jego pochodzenie? Zdziwiło to go, jednak kocica zakończyła ten temat i przeszła na jakieś inne głupoty, zostawiając go bez odpowiedzi. 

***********

 Siedział on na brzegu obozu, wraz ze swoją liliową ciotką, obserwując koty będące w obozie. Zastanawiało go, już od kilku dni, słowa Kwiecistego Pocałunku krążyły mu po głowie. Próbował je rozgryźć, jednak nie potrafił tego zrobić. Musiałby zapytać o to kogoś, jednak nie chciał zdradzać swych podejrzeń innym.
 - Czy ty mnie w ogóle słuchasz? - Dotarło nagle do jego uszu pytanie Zakrzywionej Ości. Wbił w nią swój wzrok. - No oczywiście, że nie. Mogłabym mówić Ci o planie twojego zabójstwa, a ty byś nie zareagował. Czarnowroni Lot nie uczył Cię, że trzeba zawsze być uważnym? 
 - On mnie niczego nie uczy! - Odpowiedział natychmiast kocur na pytanie kocicy. 
 - Nie podnoś na mnie głosu Hiacyntowa Łapo. - Wysyczała liliowa wojowniczka. - I znowu powracamy do tego samego tematu. Zwykłe tak lub nie, by wystarczyło. Masz to po swej matce.
 - Nawet jej tu nie przywołuj! Nawet na to nie zasłużyła, ta kula brudnego futra. - Powiedział wściekły kocur. Każde słowo kocicy powodowało to, że ten coraz bardziej ten był zły. Zamiast się uspokajać i powrócić do spokojnej rozmowy to działo się coś odwrotnego.
 - Uważaj na swoje słowa młodzieńcze. Nie zapominaj, kto był z tobą i Cię wychował, gdy Łasiczy Skowyt wychodziła poza obóz, zostawiając was samych.
 - Malwinowa Łapa był ze mną i tylko on. On mi tylko został, a ty wraz z Czarnowronim Lotem chcecie go odsunąć go ode mnie.
 - Nie tak Cię wychowałam. Powtarzam Ci to tysięczny raz. Czarnowroni Lot jest świetnym mentorem, jednak ty tego nie zauważasz. Na nikogo lepszego nie mogłeś trafić. Gdy ostatnio z nim rozmawiałam o tobie, to powiedział-.... - Nie dane było jej dokończyć, bo rudy kocur jej przerwał. 
 - Rozmawiałaś z tym potworem o mnie i jeszcze go wspierasz?! Jesteś tak samo okropna, jak on, a może nawet gorsza niż on! 
 - Hiacyntowa Łapo, uspokój się wreszcie! - Po słowach kocicy kocur wstał i ruszył w stronę swego legowiska. - Gdzie ty się wybierasz? I tak wrócisz, bo nie masz nikogo innego. 
 To były ostatnie słowa, jakie usłyszał kocur. Nie chciał teraz słuchać tej kocicy ani nikogo innego. 

***********

 Siedział właśnie w obozie, słuchając narzekań Długich Rzęs. Niestety musiał siedzieć z nim. Wolał słuchać jego narzekań niż błąkać się po obozie lub być na treningu z Czarnowronim Lotem. Ostatnio nawet Zakrzywiona Ość wprowadziła go w złość, co było dla niego czymś nowym. Zawsze wydawało mu się, że ta kocica była mu bliska i robiła wszystko, aby go uszczęśliwić, ale okazało się, że było zupełnie odwrotnie.
 - Zaraz polowanie wraz z Diamentową Grotą i Czajkowym Zaćmieniem mnie czeka. - Wyrwał go ze swych myśli głos niebieskiego wojownika. - To będzie dopiero koszmar! Te dwie kotki razem ze mną.
 - Niestety nie jestem w stanie Ci pomóc, więc mogę Ci tylko życzyć powodzenia. - Powiedział rudzielec.
 - Ale możesz mi pomóc! Zamienić się ze mną. - Powiedział nagle wojownik. - Ty pójdziesz z nimi na polowanie, a ja zostanę w obozie.
 - Nie wiem, czy to dobry plan. Czemu miałbym to robić? Przecież sam mówiłeś, że to będzie piekło. - Zapytał uczeń. - Jeśli to mogło być piekło, to czemu miałby się w to pakować?
 - Czemu? Już Ci mówię. Ty możesz poćwiczyć polowanie i zrobić coś dobrego dla klanu, a ja zostanę i odpocznę i może wezmę Falującą Łapę na trening. Czy to nie brzmi Ci jak cudny plan? 
 - Nie. To brzmi dla mnie jak próba wrąbania mnie w polowanie, na które nie chcesz iść.
 - Nie o to mi chodzi. Zależy mi tylko na twym treningu Hiacyntowa Łapo. - Powiedział kocur i dalej coś tam dalej mówił, jednak uczeń go nie słuchał. Jego wzrok wbity był w jego mentora, który zaczął iść w jego kierunku. Tylko go tu brakowało z tym jego treningiem, który zdaniem Zakrzywionej Ości, był idealny.. 
 - Hiacyntowa Łapo, kończ tę konwersację, bo idziemy na trening. - Powiedział rudy wojownik, kiedy znalazł się blisko dwóch kotów. Przerwał on Długim Rzęsom, co skutkowało tym, że niebieski kocur nie był z tego powodu zadowolony.
 - Nie mogę iść na trening teraz Czarnowroni Locie. - Słowa ucznia zdziwiły jego mentora. - Bo idę na polowanie z Diamentową Grotą i Czajkowym Zaćmieniem. Zamieniłem się już z Długimi Rzęsami. Prawda? - Wzrok kocura poleciał na nie rudego wojownika.
 - Prawda. Prosiłem o Hiacyntową Łapę o zastąpienie mnie na polowaniu, bo muszę wyciągnąć mego ucznia na trening i zgodził się on. - Na całe szczęście, wojownik potwierdził jego słowa. 
 - Wybacz mi Czarnowroni Locie, ale muszę już iść. Nie mogę pozwolić, aby te dwie kocice na mnie czekały. - Powiedział Hiacynt, po czym ruszył w stronę dwóch kotek, które już czekały na niego. Czuł na sobie wzrok swego mentora, jednak nie odwrócił się. Czekało na niego polowanie, które mogło być piekłem, jak mówił Długie Rzęsy. Jednak z pewnością było lepsze niż jakiś trening z jego mentorem. Podszedł on do szylkretowych kocic i przywitał się z nimi, po czym wyjaśnił, czemu idzie on zamiast wojownika, na co kocice tylko przytaknęły.

***********

 Wraz z dwoma wojowniczkami ruszył w stronę granicy z Owocowym Lasem, którą wyznaczała droga grzmotu. Blisko niej mieli polować, aby później zgromadzić się ze zdobyczami i wrócić do obozu.
 - Widzę, że Długie Rzęsy wykorzystał Cię, aby uniknąć obowiązków. - Powiedziała nagle Czajkowe Zaćmienie. - Nie jest to nic nowego, ale nie sądziłam, że ty dasz się w to wrobić.
 - Każdego uda mu zbajerować. - Wtrąciła się Diamentowa Grota, która wcześniej była zadziwiająco cicho. - Tym bardziej takiego jakiegoś ucznia. 
 - Wypraszam sobie! Nie jestem jakimś uczniem. - Powiedział Hiacynt, podkreślając to jedno słowo. 
 - Oh, popłacz się za to małe słówko. No dalej. - Powiedziała Diamentowa Grota, jednak rudy kocur nie miał na te słowa odpowiedzi, co skutkowało ciszą. - No tak myślałam.
 Po swych słowach kocica przyspieszyła kroku, odchodząc od tej dwójki kotów.
 - Nie przejmuj się nią Hiacyntowa Łapo. Ona dla wszystkich jest jak rzep na ogonie. - Próbowała go pocieszyć Czajkowe Zaćmienie. - Niech zapoluje i będziemy mieli na chwilę spokój. 
 Przeszli razem jeszcze kawałek, po czym się rozdzielili. Czajkowe Zaćmienie złapała swój trop, a rudy kocur ruszył dalej, szukając swojego. Dotarł do drogi grzmotu, o której tak dużo słyszał złych opowieści. Jednak zamiast odejść od niej i nie narażać się na potwory, które po niej jeździły, to został, bo zauważył kogoś po drugiej stronie. Podszedł do krawędzi drogi, próbując wyłapać zapach od kocura. Nagle ten go zauważył i zaczął przyglądać się dokładnie temu, co robił. Do Hiacynta dotarł zapach, który nosiły koty z Owocowego Lasu, zmieszany ze smrodem drogi grzmotu. Myśląc logicznie, nawet nie musiałby sprawdzać zapachu, aby upewnić się, że kot należy do Owocowego Lasu. Przecież siedział on po drugiej stronie drogi, która należała właśnie do owocniaków. Musiał być od nich lub być samotnikiem, jednak póki ten nie przekroczył granic, to Hiacynt nie musiał się nim przejmować. Kojarzył jednak to futro i oczy. Skądś go znał? 
 - Kojarzę Cię. - Wypalił w końcu ciemny kot. Rudzielec chwilę musiał zastanowić się, czy zdradzić nieznajomemu swe myśli, czy udawać głupca, który nie wie, o co mu chodzi.
 - Huh? Ja Ciebie również. - Powiedział po chwili kocur, wybierając pierwszą opcję. Ciekawiło go, jak to się dalej rozwinie. 
 - Gęgawa. Pamiętasz zgromadzenie i dwóch całujących się uczniów, od których odeszliśmy? Tak, to ja. - Wyjaśnił nagle nieznajomy, a Hiacynt przypomniał sobie o tej sytuacji. Było coś takiego. I właśnie skąd go kojarzył! 
 - Pamiętam to bardzo dobrze. Tego nie da się zapomnieć. - Przyznał rudy uczeń. - Hiacyntowa Łapa, jeśli nie zdążyłeś poznać mojego imienia. Dużo się wtedy działo. - Przedstawił się, bo wcześniej zrobił to drugi kocur. Nie mógł pozwolić na nie zdradzenie swego imienia, gdy zrobił to już drugi kot. - Mam nadzieję wielką, że sytuacja ze zgromadzenia nie powtórzy się i ja nie będę musiał ratować mego brata przed twym bratem, a bardziej przed ich zakazanym romansem.
 - Oczywiście, że nie. Bryza teraz-... - Zaczął Gęgawa, jednak przerwał mu przejeżdżający potwór, który znalazł się zdecydowanie za blisko rudego kocura, co dopiero teraz on zauważył. Odsunął się kilka kroków w tył, aby poczuć się bezpiecznie. Przynajmniej chwilowo. - A co ty tu robisz? Trening odnośnie drogi grzmotu lub granic? - Kontynuował Gęgawa, jakby przejeżdżający potwór wcale nie przerwał mu swej wypowiedzi. 
 - Czarnowroni Lot w życiu nie puściłby mnie samego przy drodze grzmotu. - Powiedział rudy kot, pomijając fakt, że jego mentor by się tego dopuścił, jeśli jego w planach miałby go zabić. - Polowanie zaprowadziło mnie w te strony, chociaż zapach tego miejsca powinien mnie odpędzić. Chociaż… To samo pytanie mógłbym zadać Ci Gęgawo. Co ty tu robisz? Nie sądzę, że sam, z własnej woli, byś tu przyszedłbyś obserwować przejeżdżające stwory. Czy mam racje? 

< Gęgawo? >

Npc: Szczypiorkowa Łapa, Falująca Łapa, Kwiecisty Pocałunek, Owczy Pęd, Zakrzywiona Ość, Długie Rzęsy, Czarnowroni Lot, Czajkowe Zaćmienie, Diamentowa Grota

[przyznano 5%]

17 lutego 2023

Od Gęgawy do Hiacyntowej Łapy

Gęgawa był na ogół spokojnym kotem bez zmartwień na głowie. Jedna rzecz nadal go jednak nawiedzała od dawna... I tak, to była sprawa z Bryzą. Czarny uczeń nadal nie rozumiał nic z tego, czego dowiedział się o swoim bracie tamtej nocy. Męczyło go i zastanawiało - jak Bryza mógł być świadomy, że lubi kocury? Czyżby w kimś ulokował uczucia i mu nie powiedział? Ale przecież byli niezwykle młodzi, co nawet Gęgawa był zmuszony przyznać (mimo że on inteligencji z pewnością dorównywał dorosłym). Czarny z pewnością wziął to na poważnie, jak sprawę życia i śmierci. 
— Doszliśmy do drogi grzmotu. Paskudne miejsce — burknął Komarnica, a jego uczeń spojrzał na niego z zainteresowaniem, wraz z towarzyszką treningu - Świergotem. Chwilę potem przeniósł swój wzrok na siostrę, a po tym na wspomnianą przez mentora ścieżkę. Była ciemna, wyłożona z jakiegoś kamienia, którego nie widywał na terenie Owocowego Lasu. Mimo, że był przy jej brzegu wiele razy, a nawet widział nielicznie przejeżdżające potwory, i tak uważał drogę grzmotu za niezwykle ciekawą. Jej niebezpieczeństwo tylko sprawiało, że fascynowała go jeszcze bardziej. Czym były i jaką naturę miały te dziwne stworzenia, które pędziły po niej często zawrotnymi prędkościami? I dlaczego dwunodzy używali tych twardych, głośnych i gwałtownych stworzeń, pozwalając im się zjadać? Obawiał się, że nigdy nie zrozumie dwunożnych, ale to nie znaczyło, że przestanie próbować.
— Droga grzmotu nosi taką nazwę przez odgłosy wydawane przez potwory, prawda? — spytała się Świegot, by przerwać głuchą ciszę.
— Prawda, choć nigdy się nad tym nie zastanawiałem — wpatrywał się w dal. — Bo to niepotrzebny bezsens — dodał, przewracając oczami. — Ważniejsze jest, byście wiedzieli czym jest ta droga i czym są potwory. 
W oczach Gęgawy pojawił się charakterystyczny blask.
— Droga grzmotu to szlak, który ciągnie się przez las. Oddziela między innymi naszą granicę z terenami niczyjimi i Klanem Burzy — ciągnął Gęgawa. — Potwory są stworzeniami żyjącymi, których umiejętności takie jak siła i żwawość są powszechnie wykorzystywane przez dwunogów. Potwory połykają ich i biegną po drogach grzmotu, co stwarza ogromne niebezpieczeństwo, ponieważ potrafią one pędzić szybko i nieuważnie. Gdy na ich drodze znajdzie się jakakolwiek inna żywa istota może zostać zmiażdżona bądź przynajmniej potrącona, co pociąga za sobą przykre konsekwencje w postaci zranień, skręceń, złamań, a nawet śmierci. Łapy potworów...
— Dobra, dość — przerwał mu Komarnica, a Gęgawa zamknął pysk lekko rozczarowany. — Trzy pierwsze zdania były wystarczające. Starczy już tego wpatrywania się bezdusznie w drogę grzmotu. Możemy oznaczyć teren i wrócić do obozu.
Mówiąc to spryskał granicę swym zapachem, a Gęgawa stwierdził, że przebywanie na otwartej przestrzeni sprawia, że czuje się niekomfortowo. Brak drzew za którymi można było się schować w sytuacji zagrożenia był stresujący. Koty Klanu Burzy musiały żyć w ciągłym niepokoju, a przynajmniej on tak się czuł, patrząc na bezkres ich terenów, wypełnionych tylko zieloną trawą.
— Hej, idziesz? — miauknęła do niego Świergot, wyciągając brata z zamyślenia. Widział, jak Komarnica już odchodzi, a dalej jeszcze idzie Jaskółka, która wcześniej poszła sprawdzić coś, co ją zaciekawiło. Najwyraźniej jednak nie było to ostatecznie nic wartego jej uwagi. Gęgawa odwrócił się w stronę Świergotu, która czekała na jego odpowiedź.
— Wrócę sam. Chcę tu spędzić jeszcze chwilę.
— Coś się stało? — zapytała z troską.
— Nie, nic.
— W takim razie nie ma problemu... tak sądzę. Jak coś to będę biec po ciebie z powrotem, jak Komarnica lub Jaskółka się nie zgodzą — zaśmiała się krótko i pognała w stronę daleko odchodzącej już mentorki i Komarnicy, z którymi rozpoczęła pogawędkę, której Gęgawa nie mógł z tej odległości usłyszeć. Gęgawa westchnął i usiadł wygodnie w bezpiecznej odległości od niebezpiecznej ścieżki. Zamknął oczy, by mu się lepiej rozmyślało.
Z Klanu Burzy pochodził absztyfikant Bryzy i jego rodzeństwo wpatrywało się w te tereny z niechęcią. Bryza kilkukrotnie poruszał ten temat po zgromadzeniu, ale nie wyglądało na to, że szukał w tym czegokolwiek więcej, co Gęgawie wydawało się być nienaturalną decyzją. Oczywiście, że nie chciał, żeby Bryza wplątał się w jakiś nieracjonalny romans, ale z jego obserwacji innych członków Klanu zdawało mu się, że nie tak wyglądała miłość. Przykładowo Maczek i Żurawina spędzali ze sobą dużo czasu. Mrówka i Perkoz wychowywali wspólnie już zgraję dzieciaków. Plusk i Bez rozumieli siebie bez słów, przezwyciężając ograniczenia kocura. A Lukrecja i Daglezjowa Igła mówili do siebie dziwnymi tonami głosu, zachowując się wobec siebie jeszcze dziwniej. Czy to on, Gęgawa, czegoś nie rozumiał, a może Bryza postępował jakoś niewłaściwie. A może związki męsko-męskie rządziły się swoimi prawami? W końcu żadna z par, którą obserwował nie była złożona z czegoś innego niż kotki i kocura.
Gdy podniósł wzrok zauważył, że granica Klanu Burzy przestała być pusta. Stał zaraz przy samej krawędzi drogi grzmotu rudy kocur. Gęgawa nieco się spłoszył i zaskoczył na początku, ale zamiary obu kotów nie były wrogie. Burzak przez granicę próbował wywąchać zapach Gęgawy, za to czarny przyglądał mu się czujnie. Chwila... znał go. To ten, z którym rozmawiał na zgromadzeniu, gdy oboje nie chcieli patrzeć na wyprawiania ich braci!
— Kojarzę cię — wypalił w końcu Gęgawa, nie będąc pewnym, czy dobrze czyni. Bratać się z obcoklanowcami można było na zgromadzeniu, lecz czy na granicy? Wiedział, że musi być ostrożny.
— Huh? Ja ciebie również — odparł po chwili zastanowienia rudy.
— Gęgawa. Pamiętasz zgromadzenie i dwóch całujących się uczniów, od których odeszliśmy? Tak, to ja — wyjaśnił krótko, na wypadek gdyby ten zapomniał.

<Hiacynt?>

POSTACIE NPC: Komarnica, Świergot, Jaskółka

[przyznano 5%]